Nowy Świat Czarownic, cz. 9

9

     Czyż można się dziwić, że w podobnych okolicznościach stracił zupełnie ochotę na układanie sonetu sławiącego księżniczkę Berenikę, chociaż znał już szczegóły jej urody? Rzeczywiście, wydała mu się piękna, zwłaszcza, gdy w marzeniach twarz dziewczyny rozświetlał uśmiech... Cóż to jednak miało za znaczenie? Przeklinał teraz własną naiwność, a porzucony w gniewie portret pozostał w gabinecie margrabiny. I dobrze! Pewnie jest taka sama jak ta wiedźma z Północy, godna córka czarownicy parającej się podejrzaną sztuką magii wojny! Księżna zażądała sprawdzianu, a jego własna matka zgodziła się na to! Też dobrze, skoro obie tak postanowiły! Niech mu Bogini wybaczy, ale dołoży wszelkich starań, by nic z tego nie wyszło. Aby pani Siedmiu Bram nie doznała żadnej satysfakcji i nie przejęła żadnej mocy. A przynajmniej jak najmniejszą! Niech wydziera ją siłą, podobnie jak nasienie! Najchętniej natychmiast pozbyłby się zarówno całej tej białej cieczy, którą zdążył zapewne nagromadzić od czasu spotkania z Nadią, jak i towarzyszącej jej rzekomo magicznej potęgi. Nie miał jednak takiej możliwości, przeklęty ochraniacz robił swoje. Czy w ten sposób też może się to odbywać? Niechętnie i na siłę? Kto wie, pewnie i tak, sam się przekona. Księżna również, jeżeli w ogóle zdoła cokolwiek w tej kwestii osiągnąć.
     Przez następne dni dokładał wszelkich starań, by podtrzymać to nastawienie. Udało mu się nawet odegnać nękające go uprzednio fantazje na temat narzeczonej. Nie potrafił jednak nic poradzić na coraz silniejsze emocje, których doznawał na widok urodziwych służek, które jak na złość uparły się chyba, by nieustannie wchodzić w drogę młodemu paniczowi. Może zresztą celowo je nasłano, teraz był gotów uwierzyć i w taką możliwość. Chwilową ulgę znajdował w lekcjach z mistrzem Matteo, tam nie ośmielały się przeszkadzać. Widząc, że w zamku nie czyni się żadnych szczególnych przygotowań do wizyty dostojnego gościa, nabrał już nadziei, ze może jednak w ostatniej chwili nastąpiła jakaś komplikacja i plany margrabiny spełzną na niczym.
     O tym, że tak się nie stało, dowiedział się niemal przypadkiem. Początkowo nie zwrócił większej uwagi na niewielki orszak zbrojnych, który późnym popołudniem wjechał na główny dziedziniec zamku. Przebywał wówczas, jak zwykle, w stajniach. Towarzystwo Demona i Sudrun jako jedyne przynosiło mu ostatnio prawdziwe zadowolenie. Gwardzistka potrafiła też odpędzić natrętne służki, a sama działała na Marcusa dziwnie kojąco, chociaż pamiętał dobrze ich dawne igraszki. Na zamku zawsze coś się działo, przybywali i wyjeżdżali posłańcy, wysyłano patrole, zwożono płody rolne i daniny. Dopiero w drodze do swoich komnat, gdzie zamierzał poczynić przygotowania przed wieczerzą, dostrzegł nadzwyczajne zaaferowanie służby. Zanim zdążył wysłuchać plotek, którymi z pewnością uraczyłyby go nowe dziewki zajmujące się kąpielą panicza - a jakże, bardzo urodziwe – nadeszło zawiadomienie, iż pani zamku nie przyjdzie dzisiaj na kolację i w związku z tym zwalnia również z tego obowiązku pozostałych domowników. Coś takiego nigdy dotąd się nie wydarzyło. Z tym większą uwagą zaczął nadstawiać uszu i wkrótce już wiedział – przybyła z wizytą jakaś szlachetnie urodzona dama, która jednak wcale nie podróżowała jak na damę przystało. Przybyła konno, bez taborów i towarzyszyło jej zaledwie kilkunastu zbrojnych. To podobno sama wiedźma z Północy, księżna Berengaria z Siedmiu Bram. Przeklął pecha, który sprawił, że nie zdążył ujrzeć jej na dziedzińcu. Teraz było już za późno. Zdążyła  odświeżyć się w przydzielonych sobie apartamentach i przyjęła zaproszenie Lady Miarndy na prywatną wieczerzę w komnatach margrabiny. Podobno, tłumacząc się zmęczeniem, nie wyraziła ochoty na spożycie wspólnego posiłku i to z tego powodu odwołano kolację. Tę ostatnią wiadomość Marcus przyjął zarazem z rozczarowaniem, jak i ulgą. Liczył już, że otrzyma przynajmniej wolny wieczór, tak się jednak nie stało. Służki przekazały polecenie Lady Mirandy, iż panicz powinien mimo wszystko przygotować się jak do wieczerzy i oczekiwać na możliwe wezwanie. Uczynił to z ponurą zaciętością, przywołując na myśl wszystkie swoje postanowienia oraz wzmacniając zawziętą wolę oporu, podczas gdy dziewczęta wymyły go starannie i co gorsza, natarły następnie skórę jakimiś maściami oraz skropiły pachnidłami. Jeszcze odpowiednie ubranie, nieodzowny beret i był gotowy.
     Przyszło mu czekać długo. Do komnaty dostarczono lekkie przekąski oraz wino, co nie należało do codziennych obyczajów. Niczego jednak nie tknął. Dawno minęła już pora wieczerzy, nastała ciemna noc i nawet w podekscytowanym przybyciem tak niezwykłego gościa zamku zapadła powoli względna cisza. Łudził się już nadzieją, że może zmęczenie księżnej przeważy również w jego sprawie i otrzyma jeszcze chwilę zwłoki, gdy w drzwiach komnaty stanęła sama margrabina. Odruchowo złożył oficjalny ukłon, skoro już przybrał strój galowy, chociaż pani zamku występowała w szatach zwykłych i codziennych.
     - Marcusie – zaczęła głosem lekko niepewnym. - Nadszedł czas tej próby, o której rozmawialiśmy. Księżna Berengaria życzy sobie, by przeprowadzić ją jak najszybciej, jeszcze tej nocy. Wiem, że nasza ostatnia rozmowa nie wypadła najlepiej. Teraz jednak, ani ty, ani ja, nie mamy już innego wyjścia. Honor Międzyrzecza wymaga, byś stanął na wysokości zadania.
     - I ty mówisz o honorze, Szlachetna Pani! - żachnął się mimo woli.
     - Sam się przekonasz, że to nic aż tak strasznego. Księżna to bardzo piękna pani. Wyrażała się wielce łaskawie o twoim portrecie i twoich...zaletach. Wykażesz je bez trudu.
     - A więc dobiłyście targu... Teraz trzeba go tylko ostatecznie potwierdzić. Nie mogła zaczekać do jutra? Podobno odczuwała zmęczenie?
     - Księżna ma liczne obowiązki w Siedmiu Bramach i nie może pozostać tu zbyt długo. Podróżowała w pośpiechu, stąd zapewne to chwilowe znużenie. Ale... damy szlachetnego rodu szybko odzyskują siły w ramionach panów błękitnej krwi. Sam się przekonasz... Odprowadzę cię, synu. Może napijesz się jednak wina? Zależy mi na tym, abyś dobrze wypadł.
     - Skoro tak, to lepiej już chodźmy, Dostojna Pani. Wino niczego tutaj nie zmieni.
     Podążyli korytarzami zamku w stronę apartamentów gościnnych. Służba zniknęła w swoich kwaterach i nikogo po drodze nie spotkali. Przynajmniej tego upokorzenia więc mu oszczędzono, czyniło to jednak niewielką różnicę. Lady Miranda uprzejmie zapukała do drzwi komnat księżnej, ale weszła nie czekając na zaproszenie. Wsunął się w ślad za nią, mimo wszystko ciekawy. W półmroku słabo rozjaśnionym blaskiem świec dojrzał kobietę siedzącą przy stole na ozdobnym krześle, odzianą równie prosto i wygodnie jak pani zamku. Rozpuściła też włosy, spadające na ramiona i plecy długimi puklami, których koloru nie dało się przy tym świetle określić.
     - Księżno, oto mój syn, panicz Marcus.
     - Witaj, Dostojna Pani.
     Nie czekając na na ponaglenie matki złożył swój najlepszy ukłon, zamiatając podłogę zerwanym z głowy beretem. Wpojone nawyki dobrych manier robiły swoje, słowom pozdrowienia nadał jednak chłód i sztywność. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, ani nawet skinienia głową. Wiedźma Północy zmierzyła tylko młodzieńca wzrokiem i upiła wina z trzymanego w dłoni kielicha.
     - Przejdźmy do rzeczy. To wszystko nie sprawia chyba chłopakowi żadnej przyjemności, margrabino, nie męczmy go więc bez potrzeby.
     - Jak sobie życzysz, pani. Marcusie, zechciej się rozebrać, proszę.
     - Tu i teraz? Myślałem, że zostawisz nas samych...
     - Twoja szlachetna matka istotnie tak uczyni, Marcusie – odpowiedziała niespodziewanie księżna Berengaria. - Musi jednak najpierw dopełnić pewnej... formalności.
     Oczywiście, jak mógł o tym zapomnieć. Przecież przyprowadzono go tutaj niczym rozpłodowego ogiera i należało teraz umożliwić wykonanie obowiązków. A Lady Miranda wspominała coś o tym, że tylko dama nakładająca ochraniacz może następnie zdjąć ten przyrząd. Nie mając innego wyjścia, pozbył się powoli odzieży. Przynajmniej wiedźma zdawała się nie przyglądać obiecanemu jej buhajowi z ostentacyjną natarczywością. W chwili, gdy matka zdejmowała obręcze, ponownie sięgnęła po kielich. Musiała jednak doskonale zdawać sobie sprawę z czynności wykonywanych przez margrabinę, odezwała się bowiem, gdy tylko dobiegły końca.
     - Dziękuję, pani. Teraz sama już zajmę się wszystkim, jak to uzgodniłyśmy.
     - Oczywiście, księżno. Tak, jak zostało umówione. Jestem pewna, że Marcus spełni wszelkie twoje wymagania. Pozwól, że się pożegnam. Życzę udanej nocy i przypominam o zaproszeniu na jutrzejsze polowanie.
     - Na pewno nie zapomnę, Dostojna Pani. Ja też mam nadzieję, że nasze plany przyniosą pożytek tak Międzyrzeczu, jak i Siedmiu Bramom. Pożytek całemu Królestwu.
     - Stanie się, jak powiedziałaś. Marcusie, życzę ci powodzenia.
     - O to nie musisz się już martwić, margrabino. Twój syn wygląda na zdolnego i pełnego sił, muszę jednak upewnić się co do jego mocy, która zapowiada się tak obiecująco. Proszę, zostaw nas teraz samych.
     Lady Miranda nie znalazła kolejnych powodów do przedłużania pobytu w komnacie dostojnego gościa i wyszła, z pewnym, co prawda, ociąganiem. Obrzuciła jeszcze syna niespokojnym spojrzeniem. Czyżby odczuwała jednak jakieś obawy dotyczące wykonania czekającego chłopaka zadania? A może dostrzegła jego niechęć, której ani wcześniej, ani teraz nie próbował szczególnie ukrywać? Uwolnione przyrodzenie pozostawało w stanie spoczynku, co nie mogło umknąć uwadze obydwu dam.
     - Witaj, Marcusie. - Księżna teraz dopiero postanowiła zaszczycić młodzieńca powitaniem. - Może zechciałbyś napełnić mój kielich?
     Bez słowa zbliżył się do stołu i wykonał polecenie.
     - Sobie też nalej. To z pewnością nie zaszkodzi. – Wskazała drugie naczynie.
     Posłuchał i tym razem, wiedźma uniosła kielich w niemym toaście, zachęcając Marcusa do pójścia w jej ślady. Trunek okazał się doskonały,  nikt nie oszczędzał na winie podanym dostojnemu gościowi. - „Nie tylko na winie.” - Pomyślał z nagłą złością. Lady Berengaria wyczuła chyba ten przypływ niechęci.
     - Domyślam się, Marcusie, że to dla ciebie niełatwe przeżycie. I pewnie nasłuchałeś się o groźnej wiedźmie z północnej krainy. Postarajmy się może uczynić to wszystko znośnym dla nas obojga.
     - Dla ciebie to żaden kłopot, pani. I pewnie żadna nowość! - wyrzucił gniewnie. - Obawiasz się, że nie okażę się dość dobry dla twojej córki?
     - Mam swoje powody, książę, by osobiście przekonać się o twojej sile i zdolnościach, tak zachwalanych przez margrabinę. Nie musi to jednak odbyć się w przykry sposób. Może napijemy się jeszcze wina i przyjrzymy się sobie w lepszym świetle?
     - Jak rozkażesz, pani.
     Bez entuzjazmu ponownie napełnił kielichy, zaskoczony w trakcie tej czynności nagłym rozbłyśnięciem światła świec. Dotąd w większości wygaszone, zapłonęły teraz licznie, bez udziału niczyich rąk. Przypomniał sobie, że podobne sztuczki wykonywała również Lady Miranda, gdy zależało jej na szczególnie efektownym wejściu na uroczystą wieczerzę. Czyżby obydwie szlachetne damy dzieliły posiadane zdolności oraz niektóre przynajmniej upodobania?
     - Twoje zdrowie, książę. - Pani Siedmiu Bram uniosła naczynie. - Bardzo przystojny z ciebie młodzieniec, mam nadzieję, że wybaczysz mi te słowa.
     Milczał, bo i cóż miał odpowiedzieć?
     - Nic nie mówisz, Marcusie? No tak, czujesz się jak ofiara rzucona na pożarcie srogiej wiedźmie. Ale czy nie znajdziesz nawet odrobiny ciekawości, by na nią spojrzeć? Masz teraz okazję.
     Powstała z krzesła i potrząsnęła głową, włosy zalśniły w blasku świec. Ujrzał obecnie, że i księżna Berengaria posiada loki jasnorude, na podobieństwo córki oraz jego samego. Twarz przedstawiała się równie urodziwie i okazało się, że przysłany z księstwa portret mógłby z powodzeniem przedstawiać którąkolwiek z obydwu szlachetnych dam z Północy. Brakowało tylko wesołych dołeczków. Luźna na pozór szata kryła większość sylwetki, ale miał już wystarczająco dużo doświadczenia, by zwrócić uwagę na ujawniane szczegóły, zdradzające, że księżna posiada zapewne ciało smukłe, a zarazem kobiece, z usytuowanymi w odpowiednich miejscach krągłościami. Obecnie potrafił to docenić, podobnie jak domyślił się, że prosta na pierwszy rzut oka suknia celowo podkreśla te walory. Posiadała kilka rozcięć, a szeroki pasek wyszczuplał talię oraz powodował przyleganie materiału akurat tam, gdzie okazywało się to najbardziej interesujące. Wrażenia wywieranego przez szlachetną panią dopełniał wyrazisty, ale przyjemny i pobudzający zapach perfum. Wykonała powolny obrót, pozwalając towarzyszowi dokładnie podziwiać widoki.
     - I cóż, Marcusie? Czy czarownica z Północy jest aż tak przerażająca, jak to sobie wyobrażałeś?
     - Pani, ja nic sobie nie wyobrażałem...
     - Nie wierzę, słodki książę. Nie wierzę, że tak przystojny i męski młodzieniec nie snuje różnych fantazji. Rozumiem jednak, że w twoich wizjach musiałam jawić się jako okropny potwór. Możesz to śmiało przyznać, nie zjem cię z tego powodu, tylko poczęstuję winem. Za twoje wyobrażenia, Marcusie!
     Uniosła kielich, a on nie potrafił uczynić nic innego, niż pójść w jej ślady. Czy można było uznać to za pośrednie przyznanie racji przypuszczeniom szlachetnej pani? Mimowolnie zarumienił się na tę myśl, co nie uszło uwagi doświadczonej uwodzicielki. Zdawał sobie bowiem niejasno sprawę z tego, że jest uwodzony, ale okazywało się to takie przyjemne...
     - Nie chciałbyś ujrzeć więcej, słodki chłopcze? Zapewniam, że się nie zawiedziesz.
     Nie odpowiedział. Zakłopotany, upił tylko wina. Dama uznała to za milczącą zgodę, rozwiązała pasek, sięgnęła ręką za plecy i odpięła jakiś zatrzask, po czym zmysłowym ruchem obydwu ramion strząsnęła suknię. Materia opadła na podłogę, otulając jej stopy. Cała reszta postaci Lady Berengarii ukazała się teraz Marcusowi w pełni zmysłowej kobiecości. Nie miała bowiem na sobie nic innego. Ruchem głowy poprawiła jeszcze ułożenie rozpuszczonych włosów. Nie potrafił powstrzymać się od szybkiego spojrzenia w miejsce, gdzie łączyły się ze sobą jej uda. Ujrzał delikatny meszek, także rudawozłotego koloru.
     - I cóż, kawalerze? Nie wygląda to chyba aż tak źle? - Nie oczekiwała zapewne odpowiedzi, bo kontynuowała po krótkiej przerwie. - Co prawda, dama mogłaby spodziewać się w takiej sytuacji pomocy przy rozpięciu tej sukni... Ale wybaczę ci ten brak obycia... Pod pewnym warunkiem, książę.
     - Jakimż to?
     Spytał odruchowo, zanim zdążył ugryźć się w język. Najlepiej byłoby wcale się nie odzywać, rozmowa mogła okazać się niebezpieczna... Czuł już znajome ożywienie w pewnej części ciała i nic nie potrafił na to poradzić. Nie potrafił też tego ukryć i na ustach uwodzicielki pojawił się ślad uśmiechu. Nie wywołał jednak dołeczków na policzkach i nie objął oczu, błękitnych, jak teraz zauważył. Szczegół ten ujawnił się, gdyż Lady Berengaria podeszła bliżej i przysunęła twarz.
     - A takim, że okupisz swoją winę, piękny książę. Nie odmówisz damie pocałunku.
     Nie czekając na odpowiedź objęła chłopaka ramionami i przywarła ustami do jego warg. Dokładnie rzecz biorąc, również inne części jej ciała znalazły się w bardzo ścisłym kontakcie z torsem i udami młodzieńca. A także z pewnym budzącym się gwałtownie do życia i bardzo samodzielnym elementem jego osoby. Poczuł, jak księżna wsuwa własny język w rozchylone mimowolnie usta, podczas gdy równocześnie czubek nabrzmiewającego fallusa dotknął tamtej kępki mchu... Myśl o proteście i oporze rozmyła się w oszałamiającym zapachu perfum, rozsiewanym przez jej włosy...
     - To wszystko może dać nam obojgu prawdziwą przyjemność, książę – wyszeptała, przerywając pocałunek. - Cii, nic już nie mów.
     Pociągnęła go w stronę przejścia do sąsiedniej komnaty oraz przygotowanego tam łoża, widocznego w nikłym blasku świec. Tym razem nie rozpalała płomieni. Stracił zdolność samodzielnego decydowania o własnych poczynaniach i opadł razem z kusicielką w miękką pościel. Utonął w licznych poduszkach oraz w jej ciele, w jej dłoniach, w jej włosach, w jej ustach... Poczuł na przyrodzeniu znajomy uścisk palców... Znajomy, ale wyjątkowo delikatny i doświadczony. Ostrożnie odsłoniła czubek narządu i musnęła kilkakrotnie, doprowadzając chłopaka na skraj szaleństwa. Pragnął utonąć w jeszcze jednym fragmencie jej osoby, usiłował wejść tam z własnej inicjatywy. Wyciskając na wargach chłopaka kolejny pocałunek, powstrzymała jednak jego zapędy.
     - Doceniam twoją ochotę książę, ale poczekaj... Ja także oczekuję przyjemności i chyba nie odmówisz jej damie? Nie odmówisz swojej służby?
     - Nie, pani. Uczynię, co tylko zechcesz... - wydyszał.
     Nie pomyślał nawet, że w ten sposób zdradza wszystkie dane samemu sobie obietnice, że staje się kimś równie słabym jak Jason czy sir Dorian. To nie miało w tej chwili żadnego znaczenia. Liczyła się tylko rozkosz, której sam pożądał i którą pragnął ofiarować towarzyszce.
     - Tutaj... Chcę twoich ust i twojego języka...
     Pociągnęła go w dół, rozchyliła uda, a następnie ucisnęła dłońmi własny wzgórek, odsłaniając miejsce dawania i odbierania rozkoszy. Rzucił się na nie gwałtownie, czerpiąc doświadczenie z potyczek staczanych z gwardzistkami. Język zataczał szybkie, rozległe koła. Tutaj również poczuł zapach perfum... Czyżby ona...?
     Pozwoliła przez chwilę na ten szturm, nie chcąc zapewne peszyć kochanka.
     - Świetnie ci idzie, Marcusie... Ale spróbuj wolniej... I wyczuj gdzie... O tak, tutaj... O tak, tutaaajjjj...
     Ostatnie słowa przeszły w cichy jęk. Dopingowany i w ten sposób prowadzony, zdwoił wysiłki. Co jakiś czas jęczała niegłośno, ale wszystko to trwało znacznie dłużej niż zabawy z Sudrun czy Tamarą, do których zdążył przywyknąć. Czy to dlatego, że pamiętając o jej życzeniu starał się pracować językiem powoli, a może to księżna znała jakieś sposoby opóźniania i potęgowania w ten sposób własnej rozkoszy? W końcu była przecież damą szlachetnej krwi. Tak, z damami to wszystko wyglądało inaczej...
     - Spróbuj wsunąć tam palec... Może dwa...
     Teraz to ona wydyszała te słowa. Czując, że jego starania odnoszą jednak efekt wykonał i to polecenie. Zdołał włożyć dwa palce prawej dłoni, poruszył jednym z nich...
     - Wyżej, sięgnij wyżej... Znajdziesz tam szczególne miejsce... bardziej szorstkie... Tak, właśnie tak!
     Jęk zamienił się w okrzyk. Nie pamiętał już o poprzednich życzeniach towarzyszki i przesuwał językiem coraz szybciej, dobywając wszystkich sił. Sił tych zaczynało nieco brakować i chciał doprowadzić ją wreszcie do spełnienia! Tym bardziej, że gorąco pożądał również własnego, a zrozumiał, że taką szansę otrzyma dopiero po zaspokojeniu pragnień damy. W pewnej chwili zacisnęła uda, unieruchamiając jego głowę i wypychając ją w górę. Nie zdołał zachować zajmowanej pozycji i język stracił kontakt z przedmiotem swego uwielbienia. To jednak nie miało już znaczenia. Ciałem księżnej wstrząsnęły konwulsje, odciągnęła dłoń chłopaka, a następnie chwyciła za uszy, zmuszając do uniesienia się na kolana. Po chwili sama również obróciła się na brzuch i uniosła biodra, wbijając własną twarz w poduszkę. Dłoń chwyciła z kolei nabrzmiałego penisa i wprowadziła w ciepły, wilgotny otwór.
     - Teraz... I nie przestawaj... Nie przestawaj...
     Nie miał takiego zamiaru, przeciwnie, naparł ze wszystkich sił, raz, drugi, trzeci... Pochylił się nad jej pośladkami, nad wygiętymi w łuk plecami, wdychał zapach perfum przesycający włosy i czuł, jak narasta jego własne spełnienie. Wzmagał je jeszcze, uderzając raz za razem. Gdy przelała się wreszcie wzbierająca, gorąca fala, usłyszał najpierw stłumiony przez poduszkę okrzyk, a następnie poczuł, jak wnętrze Berengarii w przedziwny sposób zaciska się wokół goszczonego fallusa, obejmując go i wysysając. Pomyślał o niedawnych przypuszczeniach Anity dotyczących ulubionych sposobów zaznawania rozkoszy przez damy. A jednak dziewczyna miała rację, czyż i teraz nie napełniał potężnej pani Siedmiu Bram w sposób identyczny jak wtedy skromną służkę? Tylko suknię zdążyła wcześniej zrzucić. Ta myśl, w połączeniu ze słabnącym już przypływem rozkoszy pozwoliła mu przypomnieć sobie coś jeszcze. Wtedy również doznał wrażenia, jak gdyby gościnna studnia kobiety chciała wyssać zeń całe nasienie oraz wszystkie siły. Najwidoczniej, tak zawsze wyglądało uprawianie miłości, czy to z służką, czy to z panią szlachetnej krwi. Nieuchronnie nadeszło też osłabienie... Ale o tym opowiadał już sir Dorian. Czy oddał przed chwilą zgromadzoną moc? Zapewne tak, ale odczuwał tylko to osłabienie... Akurat teraz nie dbał zresztą o nic więcej poza doznaną rozkoszą. Leżał leniwie obok księżnej Berengarii, z lubością wdychając zapach jej włosów... Ciekawe, czy zdołał ją zadowolić? Zadowolić jako kobietę, co było w sumie mniej chyba ważne, oraz zadowolić jako władczynię magii, pragnąca pozyskać moc. Pewnie wkrótce się dowie...
     - Marcusie... Wiem, że odczuwasz słabość, ale przynieś nam wina, proszę...
     Z pewnym trudem zwlókł się z łoża i poczłapał do sąsiedniej komnaty, gdzie napełnił kielichy.
     - Weź też dzban, musimy porozmawiać, mój książę.
     - Jak sobie życzysz, pani.
     Podał jej trunek. Teraz, gdy opadły już emocje, poczuł się słaby nie tylko fizycznie. Zawiódł. Obiecywał sobie, że stawi opór, zmusi ją do wydzierania mocy i nasienia siłą, a oto uległ na całej linii. Z ochotą usłużył wiedźmie z Północy, pomimo odczuwanej wcześniej odrazy. Czy jednak naprawdę była wiedźmą? Wcale tak nie wyglądała, a i zachowywała się przyjaźnie oraz uprzejmie. Nieważne, okazał się słaby, jak wszyscy mężczyźni. Czyż mógł czuć się w czymkolwiek lepszym od takiego nawet Jasona? Upili wina.
     - Musimy porozmawiać, książę Marcusie. - Głos pani Siedmiu Bram zabrzmiał obecnie bardzo zdecydowanie, zniknęły gdzieś uwodzicielskie tony. - To nie był twój pierwszy raz, prawda chłopcze?
     - Szlachetna Pani, różne służki i gwardzistki zabawiały się ze mną, jak to podobno jest w zwyczaju, ale ja nigdy...
     - Marcusie, to poważna sprawa. Nie mówię tutaj o żadnych gwardzistkach i dziewkach z ludu. Służyłeś już jakiejś damie szlachetnej krwi. Muszę wiedzieć, komu?
     - Dostojna Pani, ja naprawdę...
     - Marcusie, ja nie przypuszczam, ja wiem. Jestem mistrzynią magii i potrafię to wyczuć. Nie próbuj więc udawać. Oddawałeś już nasienie oraz moc jakiejś błękitnokrwistej damie. Przynajmniej raz. Kto to był? Twoja siostra, Mirella?
     - Ależ, pani... - Aż zachłysnął się z oburzenia.
     - Jeżeli nie ona, to kto?
     - Ja naprawdę....
     - Marcusie... - Dopiła wino. - Jesteś czarującym, młodym kawalerem i posiadasz zadziwiającą moc. Ale to bardzo poważna sprawa. Ja muszę to wiedzieć. Nie chciałabym wyciągać tego siłą, ale jeżeli sam teraz nie powiesz, to nie pozostanie mi nic innego, jak pójść z tą sprawą do twojej matki. Nie tak się umawiałyśmy, nie jesteś prawiczkiem. I to akurat w tej szczególnej kwestii. Jeżeli Lady Miranda też nie wie, to niech ona przeprowadzi śledztwo. Czy chcesz czegoś takiego?
     Nie zdołał ukryć drgnięcia. Musiała to dostrzec. Przecież tak naprawdę i w całej pełni kochał się z kobietą tylko raz. Ten pamiętny raz z Anitą, tuż przed jej wygnaniem z zamku. Tuż przedtem, zanim nałożono mu ochraniacz... Margrabina już wtedy czegoś się domyślała... Teraz... Teraz z pewnością skupi podejrzenia właśnie na dawnej służce syna. Tylko, czy... Księżna z całym przekonaniem oraz pewnością twierdziła, że oddał nasienie i moc damie szlachetnego rodu, kobiecie zdolnej władać magią... Twierdziła, że potrafi wyczuć to bez żadnych wątpliwości... Czy Anita go oszukała? Oszukała ich wszystkich, łącznie z matką, udając zwykłą służącą, by następnie skraść mu moc? Przede wszystkim zwiodła jednak i wykorzystała samego Marcusa, w najbardziej perfidny i w najbardziej bolesny sposób. A on prosił jeszcze za nią u margrabiny... Czy ta dziewczyna, a raczej czarownica udająca służkę, zasługuje na lojalność?
     - Wolałabym nie mieszać do tej sprawy dostojnej Lady Mirandy, Marcusie. Ty zapewne także nie, czuję to. Jeżeli powiesz mi teraz, możesz liczyć na moją życzliwość. A to nie jest bez znaczenia.
     - Dostojna i potężna Pani... - zaczął niepewnie. Czy wobec swego postępku Anita zasługiwała na lojalność?  Nie potrafił pozbyć się tej natrętnej myśli. A zresztą matka i tak już wcześniej ją podejrzewała... - Czy jeżeli... Czy jeżeli...
     - Czy jeżeli powiesz, kto to był, tak chłopcze?
     - Czy spełnisz wtedy moją prośbę, Dostojna Pani?
     - Jaka to prośba, książę?
     - Mam konia, którego bardzo kocham... To wspaniały koń i wspaniały przyjaciel... Nazywa się Demon. Opiekuje się nim teraz Sudrun, jedna z gwardzistek. To też przyjaciółka... Czy... czy pozwoliłabyś, abym zabrał ich oboje do Siedmiu Bram w mojej świcie? Proszę... Ten koń się tutaj zmarnuje, a twoja córka, księżniczka Berenika, moja przyszła pani i małżonka, na pewno potrafi docenić takiego wierzchowca i może... - Nie ośmielił się wyrazić swoich najskrytszych nadziei.
     Władczynię Siedmiu Bram pochłaniała jednak inna kwestia.
     - Czy to ta Sudrun, książę?
     - Nie, pani! - odparł pospiesznie. - To na pewno nie ona, przysięgam.
     - Wiedz, że potrafię to sprawdzić.
     - To naprawdę nie ona!
     - Ale widzę, że bardzo ci na niej zależy.
     - To prawdziwa przyjaciółka – powtórzył. - Tylko przyjaciółka. Znakomicie jeździ konno, kocha Demona, opiekuje się nim i jako jedyna potrafi go teraz dosiadać oraz okiełznać. Ja już nie mogę... Nie mogę, odkąd stałem się mężczyzną...
     Lady Berengaria przyglądała się Marcusowi, długo i z uwagą. Ważyła coś w myślach.
     - Dobrze, książę. Wezmę ją, konia także, zażądam tego, to znaczy poproszę o to margrabinę, twoją matkę. Na pewno nie odmówi. Masz moje słowo, słowo pani Siedmiu Bram. Ale teraz muszę wiedzieć, kto i kiedy?
     - Pani... Oddałem nasienie tylko raz... To znaczy, już dwa razy, bo i dzisiaj, z tobą...
     - Mów, książę Marcusie.
     - To była Anita, służyła na zamku, służyła w moich komnatach... Przyszła do mnie w nocy, tuż przedtem zanim.... Zanim matka....
     - Zanim Lady Miranda nałożyła ci ochraniacz?
     - Tak, pani. Ale ona nigdy.... Zawsze zachowywała się jak zwyczajna służąca.
     - Od dawna służyła na zamku?
     - Nie wiem, naprawdę nie wiem. Nigdy jej nie pytałem. Powiedziała chyba, że tutaj się wychowała, ale nie pamiętam jej z dawnych czasów. Przy mnie była od pół roku, odkąd... odkąd...
     - Odkąd zacząłeś okazywać żywe zainteresowanie dziewczętami?
     - Tak, Dostojna Pani.
     - Wiesz coś o jej rodzinie, pochodzeniu?
     - Powiedziała, że jest sierotą i nie ma nikogo.
     - Taaak... A więc Anita... Co się z nią stało? Bo nie wątpię, że na zamku już jej nie ma?
     - Margrabina... Chyba coś podejrzewała, bo chciała ją wygnać. Anita przyszła nocą prosić mnie o wstawiennictwo i to wtedy... A ja naprawdę poprosiłem i matka zgodziła się odesłać ją do jakiejś posiadłości, zamiast po prostu odprawić... Prosiłem za nią, a ona mnie okłamała...
     - Co to za posiadłość, Marcusie?
     - Nie pamiętam...
     - Przypomnij sobie, to ważne, mój książę
     - Coś ze strumieniem... Tak, Dolina Zielonego Strumienia. To jakiś odległy dwór, nawet nie wiem, gdzie dokładnie leży.
     - To wystarczy. Dziękuję, Marcusie. Nie zapomnę  o twoim koniu i tamtej gwardzistce.
     - To ja dziękuję, Szlachetna Pani... Anita mnie okłamała, a ty... Wcale nie jesteś wiedźmą.
     - Miło słyszeć takie słowa z ust podobnego tobie kawalera... Jeśli chcesz, napijemy się teraz wina i możesz zostać do rana.
     - Dostojna Pani, ja...
     - Wolisz jednak wrócić do swoich komnat? Rozumiem to, jesteś pewnie wyczerpany, a i ta sprawa z Anitą... Nie obawiaj się, nie czuję się urażona.
     - Dziękuję ci, Dostojna Pani.
     - Teraz jednak ty nie poczuj się urażony tym, co muszę zrobić.
     - Szlachetna Pani?
     - Muszę nałożyć ci ochraniacz.
     - Ale myślałem...
     - Wszyscy mężczyźni błękitnej krwi noszą swoje ochraniacze, to konieczne. Sam mogłeś się o tym przekonać. A ponieważ uznałam twoją moc, a  i twoją służbę również, Marcusie, za więcej niż zadowalające, zamierzam jak najszybciej wydać cię za moją córkę. Wasze małżeństwo jest już postanowione, zostanie zawarte tutaj, na zamku, przez pierścień. Zanim nie odwiozę cię w ramiona oczekującej małżonki, pozostaniesz pod moją opieką. Tak więc to ja nałożę teraz te obręcze. To też uzgodniłyśmy już z margrabiną. Lady Miranda nie przestanie być twoją matką, oczywiście, a z formalnościami trzeba poczekać do chwili zaślubin, ale odtąd należysz do dworu Siedmiu Bram.

6 794 czyt.
100%2713
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5278 słów i 30045 znaków.

13 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 1 lipca

    Marcus kupiony, test przeszedł i na dodatek uległ całkowicie sztuczkom teściowej i jej zaufał. Podeszła go znakomicie. Jednak pewności nie mam czy ona ona spełni dane mu przyrzeczenie.  
    Anita pewnie zapłaci cenę, może nawet życiem. I dalej intrygi i oszustwa na pierwszym planie. Doświadczona księżna dobrze wiedziała jak ma zachęcić młodego ogiera, aby ją zadowolił w miłosnych igraszkach. Poznane sztuczki w sferze intymnej pewnie będą mieć zastosowanie w przyszłości. Zastanawiam się nad higieną członka pod tym ochraniaczem. Nie chcę myśleć co tam może się znajdować za napletkiem. A sam Marcus jest jak laleczka podziwiany i  wystawiany na różne eksperymenty.
    Pozdrawiam  

  • AnonimS

    AnonimS · 9 paź 2017 · 201440698

    Kolejna poprawka. Czy jeszcze spotkają się z Marcusem?

  • AnonimS

    AnonimS · 9 paź 2017 · 201440698

    " a nie będzie tylko kolejnym dawcą spermą" miało być w poprzednim komentarzu. Pozdrowienia dla Autora.

  • AnonimS

    AnonimS · 9 paź 2017 · 201440698

    Powiem szczerze że czytając początkowe  części nie liczyłem na coś wyjątkowego. Raczej na lekką powiastkę seksualną z zabarwieniem SF. A tu niespodzianka. Akcja toczy się wartko, pojawiają się kolejne tajemnicze postacie jak Anita niby służąca  a jednak błękitnej krwi. Czyli opowieść jest rozwojowa i możliwe są różne rozwiązania . Co prawda Marcus jak każdy niedoświadczony młokos ulega starszej damie i nawet czerpie z tego powodu satysfakcję ale mam nadzieję że się ogarnie i zacznie realizować swoje cele i marzenia a nie tylko kolejnym dawcą spermą i mocy swojej Pani małżonki. Pytanie do innych komentatorów. Jak sobie wyobrażacie dalszy ciąg opowieści? Czy Marcus będzie spełniał swój obowiązek zgodnie z tradycją? Czy będzie dawcą "mocy" swojej żony i jednym z kilku mężów? Czy może poszuka swojej drogi i samemu zdobędzie moc? A może będzie też dawcą mocy dla teściowej? I co z Anitą? Zostanie stracona czy przeżyje? Czy się jeszcze spotkają z Marcinem? To tylko niektóre możliwości nieprawdaż ?????????

  • Somebody

    Somebody · 8 paź 2017

    Nie wiem, jak to robisz - każda część osiąga najwyższy pułap genialności, a każda następna ją przebija

  • :P

    :P · 7 paź 2017 · 287366698

    Coraz ciekawiej, coraz ciekawiej, lubię sceny erotyczne, ale tą tylko przejrzałem, żeby wiedzieć gdzie się kończy, bo chciałem wiedzieć co dalej, za bardzo wciągnęła mnie ta historia pisz, pisz czekam niecierpliwie

  • POKUSER

    POKUSER · 7 paź 2017

    Miał się postawić, żeby zatrzymać konia, postawił to co miał i konia zatrzymał Świetny odcinek, ale chyba będę zmuszony przestać czytać, bo poziom jest tak wysoki, że z moim lękiem wysokości coraz bardziej się boję Rewelacja Neferze, pisz dalej ku swojej i naszej radości

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 6 paź 2017

    Być może nie taka straszna wiedźma jak ją malują (i to dosłownie)

  • Ningru

    Ningru · 6 paź 2017 · 230360612

    Już nie mogę się doczekać kolejnej części!

  • Ramol

    Ramol · 6 paź 2017

    Brawo Mistrzu! Zawsze twierdziłem, że wszelakie teściowe są najgorszym wynalazkiem społeczeństwa!   

  • Lolek2

    Lolek2 · 6 paź 2017

    Anita, anita, anita. Co ta anitka ma za uszami ...    Jak zwykle nefer zaskakuje czyms nieprzewidywalnym

  • PF

    PF · 6 paź 2017 · 273248623

    Mistrzowsko opisana erotyczna scena. Przy pieknej kobiecie Marcus jednak zapomnial o przyzeczeniach. Jak fallus miekki to twarde postanowiena i na odwrot. Pozdrawiam

  • MAROx

    MAROx · 6 paź 2017 · 275244658

    Dziekuje za kolejna czesc tego wspanialego opowiadania ... !!! Neferze pisz dalej bo jestes w tym Mistrzem ... !!!