Nowy Świat Czarownic, cz. 69.

Ciała Aurory nie odnaleziono. Poszukiwania trwały aż do zmroku, wzięła w nich udział także sama wiedźma, przerzucając przy pomocy splotów powietrza dosłownie każdą zaspę śniegu, odrzucając każdy zwał nadpalonego drewna, odkopując każdą piwnicę. Nie natrafiono również na nikogo przypominającego jedną z bliźniaczek, Gonan albo Geldrę. Marcus nie miał pojęcia, czy Lady Berengaria wie o istnieniu drugiej siostry, on sam nie uznał za wskazane, by udzielić tej informacji, a Lucjusza wolał w tej sprawie nie wypytywać. Pan Trzeci trzymał się na uboczu, ponury i rozgoryczony, niechętnie zbliżając się na wezwanie księżnej do kolejnych, wydobywanych z ruin grodu zwłok. Bo tych odkopano całkiem sporo, wiele niemożliwych do rozpoznania. Wydawało się prawdopodobnym, że jedno z nich mogło należeć do pani dworzyszcza. Wiedźma nie sprawiała jednak wrażenia usatysfakcjonowanej tym całkowicie usprawiedliwionym przypuszczeniem, nieustannie poganiała swoich ludzi, sama także nie szczędziła mocy.
     Ponure zajęcie przerwały zapadający zmrok oraz przybycie reszty orszaku. Pomimo utrzymywania się dobrej pogody potrzebowali całego dnia, by pokonać zasypaną śniegiem drogę z polany pod samotnym dębem. I nic dziwnego, skoro nie wspierała ich magia. Nie czekając na ukończenie rozstawiania namiotów, Marcus zamierzał jak najszybciej spotkać się z opatuloną futrami Bereniką, wiezioną w umieszczonej pomiędzy dwoma końmi kołysce, akurat wtedy księżna przyzwała go jednak do siebie, by spróbował rozpoznać kolejne zwłoki jakiejś barbarzyńskiej kobiety. Na szczęście, w najmniejszym stopniu nie przypominała Aurory, o czym poinformował czarownicę nie bez satysfakcji w tonie głosu. Lucjusz potwierdził te słowa milczącym skinieniem głowy.
     - To już koniec – podsumowała pani Siedmiu Bram, z irytacją trącając czubkiem buta dłoń bezimiennej, martwej dziewczyny. - Będę musiała posłużyć się innym sposobem, by upewnić się o  śmierci Aurory. Wezwę was później, moi panowie, tymczasem obydwaj jesteście wolni.
     Energicznym krokiem oddaliła się w stronę rozbijanego obozowiska.
     - O czym ona właściwie mówi, panie Pierwszy?
     - Nie pojmujesz, Lucjuszu? Wiedźma zabije prawdziwą Berenikę, naszą prawowitą panią i małżonkę, gdy tylko ta wyda na świat córkę, której czarownica potrzebuje jako następczyni tronu Siedmiu Bram i własne, kolejne wcielenie. A wtedy przekona się, czy dopadła tutaj wszystkie, potrafiące korzystać z mocy barbarzyńskie kobiety, z którymi zległeś w łożu. W tym również Aurorę. Jeżeli tak, to po śmierci Bereniki twoja moc stanie się wobec wiedźmy bezsilna i to będzie ten dowód. A tymczasem zamierza wzywać cię do własnego łoża i pozbawiać magicznej siły tak często, jak tylko okaże się to możliwe, abyś nie zdołał jej zagrozić. Ze mną postępowała swego czasu dokładnie tak samo, a gdy uznała, że stałem się jednak zbyt niebezpieczny, spróbowała zabić. Uratował mnie szczęśliwy przypadek i trafiłem do barbarzyńców.
     - Ale przecież nie chodzi tylko o Aurorę... Nie powiedziałem jej o tym, ale Gonan też nie znaleźliśmy.
     - Może obydwie leżą gdzieś tutaj, pod śniegiem.
     - Nie wierzysz w to, panie Pierwszy. A ja nie wierzę, że mógłbyś czegoś takiego pragnąć.
     - Dla ciebie, panie Trzeci, tak byłoby jednak najlepiej. Ona nie zechce trzymać przy sobie kogoś, kto mógłby jej zagrozić.
     - Zabiję ją! Zabiję przy pierwszej okazji, choćby dzisiejszej nocy, gdy wezwie mnie do łoża.
     - Widziałem niedawno, jak próbowałeś. I nie wróżę większego powodzenia. Będzie miała się na baczności, a już na pewno dzisiaj, jutro i jeszcze przez wiele dni. Straciłeś swoją szansę, panie Trzeci.
     - To co mam zrobić?
     - Może znajdziemy jakiś sposób. - Uspokajającym gestem Marcus położył dłoń na drążącym ramieniu sir Lucjusza. - Musisz być wtedy gotowy, by z niego skorzystać. I będziesz musiał mi zaufać.
     Nie miał zamiaru ujawniać swoich planów temu słabeuszowi, który na dodatek jeszcze niedawno zaatakował mocą również jego samego. Zmienność nastrojów i emocje  sir Lucjusza stanowiły zbyt wielkie niebezpieczeństwo dla powodzenia nowego zamysłu. Że też akurat moc trzeciego współmałżonka stanowiła niezbędny element powodzenia tych zamiarów. Było jednak coś, co wymagało wyjaśnienia.
     - Skąd twoja pewność, Lucjuszu, że to akurat Gonan przeżyła, a Geldra leży tam, w śniegu? Powtarzasz to już drugi raz. Ja sam nie potrafiłem rozpoznać ich za życia, a tym bardziej teraz.
     - Nie wiem skąd, ale wiem! Wiem, że Gonan żyje i ukrywa się gdzieś w pobliżu. Czuję to.
     - Czujesz?
     - Tak, nie mam pojęcia w jaki sposób, ale wyczuwam jej moc. Jest osłabiona, może ranna, ale żyje!
     Marcus zastanowił się szybko.
     - Kiedy ostatni raz zległeś z nimi w łożu? I której z sióstr wtedy usłużyłeś?
     - Co cię to obchodzi? Mówisz tak, jak gdyś sam nie robił tego samego!
     - Mów prawdę, to bardzo ważne.
     - W noc poprzedzającą nasz wyjazd. I... tak, były tam obie, ale moc oddałem właśnie Gonan. Chciałem wiedzieć i powtarzałem imię, które podała.
     - Wyczuwasz teraz, jak posługuje się magiczną siłą?
     - Nie wiem, ale coś czuję. I wiem, że to ona. Gonan żyje.
     - To może być prawdą, Lucjuszu. Gdy pani szlachetnej krwi, Gonan, Berenika czy nawet wiedźma, posługuje się przejętą od ciebie mocą, a ty sam też znasz już sztukę rzucania zaklęć, powinieneś rozpoznać splatane przez nią czary. A przynajmniej wyczuć ich użycie, to drugie może wtedy, gdy czyni to w większej odległości.
     - Ona jest gdzieś blisko, ale wydaje się słaba. Musimy jej pomóc!
     - W jaki sposób? Jedyny, jaki przychodzi mi do głowy, to zabicie wiedźmy.
     - Gdy tylko będę miał okazję...
     - Nic nie osiągniesz, już mówiłem. Nie po tym, gdy wszystko wygadałeś i ma się na baczności. Ale to, że wyczuwasz użycie twojej mocy jest bardzo ważne. Z bliższej odległości powinieneś też rozpoznać, powtórzyć albo rozplątać rzucone przy jej użyciu zaklęcia. W tym zaklęcia rzucone przez wiedźmę.
     - Nie próbowałem się w to zagłębiać...
     - To spróbuj, zwłaszcza wtedy, gdy będzie nakładała twój ochraniacz. To może okazać się ważne.
     - Miałbym zerwać ten czar? Ale po co?
     - Choćby po to, abyś nie został z tym zaklęciem, jeżeli jakimś cudem zdołałbyś ją przy jakiejś okazji zabić. Ale wcześniej niczego podobnego nie rób, to zbyt niebezpieczne.
     - Nie dbam o własne bezpieczeństwo! Chcę jej śmierci, chcę pomóc Gonan!
     - Na początek, postaraj się samemu pozostać przy życiu. Potem coś wymyślimy.
     Pociągając za sobą Lucjusza podążył w stronę obozowiska, chciał jak najszybciej zobaczyć Berenikę. Niestety, okazało się, że do namiotu ukochanej wprosiła się wiedźma. Wyrzuciła stamtąd wszystkich, zakazując wstępu i zostając sam na sam z prawdziwą panią Siedmiu Bram. Z konieczności, razem z Sudrun poszukali schronienia w namiocie sir Adriana, który zaoferował gościom grzane wino. Dziewczyna dotykała tylko wargami naczynia, zziębnięty i przygnębiony ponurym dniem Marcus wychylił dwa kielichy, Lucjusz również nie odmówił poczęstunku. Ciekawe, jak radzi sobie w zimowym lesie Gonan? On sam nie wyczuwał jej zaklęć, ale też ostatni raz zległ w łożu z bliźniaczkami już kilka dni temu. I w przeciwieństwie do Lucjusza, nie miał pewności, której z sióstr oddał wtedy moc. Niestety, obecnie w żaden sposób nie potrafił dziewczynie pomóc.
     Krążąca po obozie pani Olga przyniosła wreszcie wiadomość, że Lady Berengaria opuściła namiot Bereniki i mogli udać się do ukochanej. Marcus uznał, że wygląda na słabszą i bardziej zmęczoną niż poprzedniego dnia.
     - Źle się czujesz? Zaszkodziła ci podróż, a może zbliża się rozwiązanie? - Z niepokojem pochylił się nad bladą twarzą małżonki.
     - Zaszkodziło mi spotkanie z wiedźmą – odparła głucho.
     - Co ci zrobiła?
     - Spaliła gród i wymordowała tych biednych dzikusów – Berenika zdawała się nie słyszeć pytania Marcusa. - Nie wszystkich jednak, Aurora zapewne przeżyła. Nigdy bym nie uwierzyła, że taka wiadomość kiedykolwiek mnie ucieszy. Ale tak, cieszę się, że czarownica jej nie dostała. Cieszę się, że w tym jednym się przeliczyła, że kogoś się obawia. Bo wyczuwam ten niepokój i sprawia mi on radość. Choćbym nawet ja sama miała przypłacić to życiem. - W głosie dziewczyny pojawiła się pełna nienawiści siła.
     - O czym ty mówisz?
     - Wiedźma chce, abym jak najszybciej urodziła córkę i następczynię. Następczynię i kolejne wcielenie nieśmiertelnej pani Siedmiu Bram. Zależy jej na każdym dniu i nie chce nawet odczekać do przeznaczonego mi, naturalnego czasu. Domyśl się, dlaczego.
     - Nie chcesz chyba powiedzieć...
     - Aurora... Lady Berengaria pragnie zyskać pewność śmierci tej dziewczyny albo jak najszybciej wyruszyć na nowe polowanie. A tę pewność zdobędzie, gdy ja sama umrę, natychmiast po rozwiązaniu. Dlatego użyła mocy i przyspieszyła naturalny bieg spraw. Zostały mi dzień, najwyżej dwa.
     - Wątpię, by nawet wtedy uzyskała tę wiedzę.
     - To nie ma znaczenia, postanowiła już o moim losie i na pewno wypróbuje ten sposób.
     - Ona nie wie wszystkiego.
     - Panie Pierwszy... - zaprotestował sir Lucjusz.
     - Gdybym tylko znalazła jakąś szansę...
     Niezauważony przez większość obecnych, rodzący się spór przerwało wejście jednej z służek.
     - Szlachetny panie - zwróciła się do Marcusa. - Dostojna księżna prosi o natychmiastowe przybycie do swego namiotu.
     - Oczywiście, jestem na rozkazy naszej pani. Zechciejcie wybaczyć. - Skłonił się pozostałym. - A wy, panowie, również przygotujcie się na wezwanie. Zapewne księżna zechce skorzystać i z waszych usług. - „Zaraz po tym, gdy usłyszy to, co mam jej do powiedzenia.” - Dokończył w myślach. - „Tylko dlaczego za moje błędy zawsze muszą płacić niewinni? Dlaczego muszą płacić ci, których kocham? A tym razem zapłacą nawet wtedy, jeżeli plan się powiedzie.”

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 1823 słów i 10221 znaków, zaktualizował 5 paź o 19:47.

3 komentarze

 
  • Leszek

    Finał coraz bliżej. Szkoda, że jest coraz gorsza sytuacja bohaterów.

  • nefer

    @Leszek Zmusi ich to do działania oraz nie zawsze łatwych wyborów.
    dzięki za wizytę i pozdrawiam.

  • AnonimS

    Z jednej strony ciekawość jak ta historia się zakończy, z drugiej żal  że koniec jest bliski. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Istotnie, ostateczna konfrontacja zbliża się szybkimi krokami. Nie obejdzie się bez takich czy innych poświęceń.
    Pozdrawiam i wszystkiego dobrego życze.

  • emeryt

    @nefer, dziękuję, odcinek wspaniały, cały czas trzyma w dużym napięciu. To już zaczyna być czysty wyścig z czasem. Przynajmiej ja tak to odbieram. Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję że  teraz znajdziesz trochę więcej czasu na częstsze uszczśliwianie nas swoją twórczością. Serdecznie pozdrawiam, życząc Tobie i twojej rodzince dużo zdrowia.

  • nefer

    @emeryt Cieszę się, że tak wysoko oceniach opowieści, które tu zamieszczam. Czasu istotnie nie zostało bohaterom zbyt wiele, ale mają też pewne atuty. Tylko wykorzystanie ich będzie się wiązało z różnymi kosztami...
    Dzięki za życzenia, wzajemnie również odsyłam.