Nowy Świat Czarownic, cz. 67

Wczesnym popołudniem wyrobiony już umysł Marcusa wychwycił ślady odległego ale wyczuwalnego użycia potężnych splotów mocy. Ktoś wykorzystywał żywioły ognia i powietrza, a zapewne również ziemi i wody. Berenika, w której namiocie nadal przebywał, musiała odczuć to samo, przerwała bowiem wpół słowa błahą rozmowę.
     - Zaczęło się! Wiedźma zaatakowała gród Aurory.
     - Tak, ukochana. Echa magii są tak potężne, że może chodzić tylko o czary bojowe. Tam toczy się bitwa, moja moc odradza się powoli, ale nie potrafię pomóc przyjaciołom.
     - Twoja moc nie działa przeciwko czarownicy, nie byłbyś w stanie niczego dokonać.
     - Ale to ja sprowadziłem na nich wszystkich niebezpieczeństwo, a teraz nie jestem w stanie pomóc!
     - Możemy tylko czekać. Aurora posiada duże doświadczenie i mówiłeś, że nie będzie walczyć samotnie.
     - Ale te barbarzyńskie kobiety dysponują tylko mocą Lucjusza, podczas gdy wiedźma zebrała magię od nas wszystkich, wszystkich swoich małżonków, dawnych oraz nowych, w tym i moją własną.
     - Berenika ma rację, możemy tylko czekać – podsumował sir Adrian.
     Marcus nie znalazł na to odpowiedzi i milczał, wsłuchując się w odległe drgania żywiołów oraz desperacko próbując odgadnąć przebieg i rezultat zmagań. Nie trwało to długo, magiczne bitwy nigdy nie trwały długo, o tym zdążył się już przekonać. Także i tym razem dalekie eksplozje mocy ustały równie nagle, jak się rozpoczęły.
     - Już po wszystkim – wyszeptał. - Już po wszystkim, a my nadal nie wiemy, kto zwyciężył – dodał głośniej.
     - Nie wiemy – zgodziła się Berenika. - Ale nawet jeżeli ona wygrała, dla nas nie jest jeszcze po wszystkim. Nadal mamy o co walczyć i nie wolno nam rezygnować.
     - Ale co możemy zrobić? Po raz kolejny przekonywać Lucjusza? Bez jego mocy nic nie zdziałamy. Pójdę z nim porozmawiać!
     - W tej chwili to na pewno nic nie da, ukochany. Musimy czekać na właściwą okazję. On nie jest głupi i prędzej czy później zda sobie sprawę z niegodziwości wiedźmy.
     - Nie mamy czasu na czekanie! Pójdę i tak! - Wzburzony Marcus odrzucił połę wejściową namiotu i wybiegł na śnieg.
     - Tylko nie próbuj robić mu wyrzutów, to nic nie da.
     Ostatnie słowa Bereniki nie zdołały uspokoić chłopaka, uczyniło to jednak w pewnym stopniu mroźne powietrze, które wciągał łapczywie do płuc, krążąc pomiędzy namiotami. Wybrał jeden z dwóch, przed którym ustawiono straże, a który nie był kwaterą księżnej.
     - Chcę się zobaczyć z sir Lucjuszem, trzecim mężem lady Bereniki!
     - Szlachetny Pan nie chce nikogo widzieć.
     - Jestem pierwszym małżonkiem księżnej Siedmiu Bram i tym samym jego bratem. Tylko Dostojna Pani ma prawo wydawać mi polecenia.
     W pierwszej chwili pomyślał, że zbrojnych przekonała prezentowana pewność siebie, dopiero po czasie zrozumiał, że mogli wiedzieć o jego umiejętności posługiwania się magią i woleli unikać prowokowania niebezpiecznego panicza. Może zresztą takie właśnie otrzymali rozkazy, dość, że usunęli się z drogi. I dobrze, nie czuł w sobie zbyt wielkiej mocy, ale na tych dwóch z pewnością by wystarczyła. To drobne zwycięstwo podniosło nieco Marcusa na duchu.
     Lucjusza zastał odpoczywającego na posłaniu ze skór, podnosił się właśnie, przebudzony odgłosami sporu.
     - Witaj, panie Trzeci. Nie mam zamiaru czynić ci wyrzutów.
     - To dobrze, panie Pierwszy. Bo ani nie masz do tego prawa, ani ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
     - Dałeś się zwieść rzekomej księżnej Berenice, ale zostawmy to. Pojąłem już, że zbyt wiele od ciebie oczekiwałem.
     - Oczekiwałeś, że zdradzę i zamorduję naszą panią! To czyn, który nie mieści się w głowie, godny szalonych królów-czarowników z dawnych opowieści. A ona wybaczyła zarówno mnie, jak i nawet tobie. Opowiadałeś o niej straszne rzeczy, a okazała się panią wyrozumiałą i łaskawą.
     - Wybaczyła, bo potrzebuje mocy, którą z nas wydziera. Moja magia jest bardzo silna, a przy tym wobec niej bezużyteczna. Ale o tym już ci opowiadałem i nie przyszedłem, by czynić ci wyrzuty. Stało się coś strasznego.
     - Cóż takiego?
     - Musiałeś to wyczuć, Lucjuszu. Posiadasz magiczne zdolności jak i ja, poznałeś sztukę posługiwania się żywiołami, a ona użyła dzisiaj również twojej mocy. Nie dotarły do ciebie echa magicznej bitwy? Trwała krótko, ale była bardzo gwałtowna, zakończyła się kilka chwil temu.
     - Coś może i poczułem...
     - Wiedźma zaatakowała gród, a my posłyszeliśmy magiczne odgłosy tego starcia. Nie znam rezultatu, ale obawiam się, że czarownica zwyciężyła.
     - Zwyciężyła księżna Siedmiu Bram, Wielka Dama Królestwa, nasza prawowita pani i małżonka. Powinniśmy życzyć jej tego zwycięstwa jako lojalni mężowie i poddani.
     - A tym samym życzyć śmierci Aurorze, Gonan, Geldrze, Marcie i wszystkim innym, u których gościliśmy?
     - Ona chce tylko poskromić tych barbarzyńców, co jest jej prawem i obowiązkiem jako pani pogranicznego księstwa. Tamte kobiety... Wcale nie muszą ginąć, jeśli tylko dzicy uznają władzę Królestwa.
     - Nie pojmujesz, że ona pragnie ich śmierci? Pragnie ujrzeć je martwymi, bo dopóki żyją, twoja moc nadal działa przeciwko wiedźmie? A nadto, wiele z tych kobiet może nosić poczętych przez ciebie synów i córki, co z pewnością okazałoby się niebezpieczne na przyszłość. To z tego powodu wydała tę bitwę.
     - Dostojna księżna przedstawiła to inaczej. Te dzieci mogą służyć Królestwu, jeśli tylko otrzymają odpowiednie wychowanie. Staną się równe szlachetnie urodzonym damom i panom, otrzymają życie nieporównanie lepsze niż wegetacja w tej dziczy. Lady Berenika jest gotowa wziąć ich wszystkich pod opiekę, mówiła mi o tym!
     - A ty uwierzyłeś w te kłamstwa?
     - To nie kłamstwa tylko słowa Wielkiej Damy Królestwa, prawowitej księżnej Siedmiu Bram, naszej pani i małżonki!
     - Chodź ze mną, to zaprowadzę cię do prawowitej pani Siedmiu Bram, do prawdziwej lady Bereniki, naszej małżonki. Może ona zdoła cię przekonać.
     - Nie mam zamiaru spotykać się z tą oszustką i uzurpatorką. Okłamała i zwiodła zarówno mnie, jak i moją matkę, lady Lawinię. Służyłem jej nieświadomie, ale prawdziwa lady Berenika wybaczyła mi w swojej łaskawości. Wybaczyła nawet tej oszustce, bo nadal utrzymuje ją przy życiu, co stanowi najlepszy dowód dobrych intencji naszej pani. Ona pragnie wybaczyć wszystkim, także i tobie, panie Pierwszy, skoro stoisz tutaj, pomimo knucia zdradzieckich planów. Te barbarzyńskie księżniczki również jeszcze jej podziękują, gdy poznają wspaniałości nowego życia, które  czeka je same oraz ich dzieci.
     Zdumiony Marcus potrafił tylko wybałuszyć w milczeniu oczy.
     - Kończmy tę rozmowę, panie Pierwszy, nie mamy sobie nic do powiedzenia. Skoro bitwa została już rozegrana, jak powiadasz, powinniśmy raczej przygotować się na powitanie naszej zwycięskiej pani i małżonki.
     Chłopak z trudem powstrzymał się przed użyciem jakiegoś morderczego splotu żywiołów, albo przynajmniej wymierzeniem temu durniowi solidnego ciosu pięścią. To jednak niczego by nie zmieniło, a raczej tylko pogorszyło sytuację. Berenika miała słuszność, musieli oczekiwać na odpowiednią chwilę. Czy jednak Lucjusz kiedykolwiek przejrzy kłamstwa wiedźmy? On sam potrzebował na to wiele dni i dramatycznego obrotu wydarzeń.
     Tymczasem doczekali się powrotu wiedźmy. Przybyła późnym wieczorem, o czym przebywającego nadal u Bereniki Marcusa poinformowała jedna z służek, przynosząc zarazem wezwanie, by pierwszy małżonek stawił się bezzwłocznie przed obliczem pani Siedmiu Bram. Lady Berengaria nie zadała sobie trudu zmiany ochlapanego błotem wojskowego uniformu, krążąc po obszernej kwaterze sprawiała wrażenie zmęczonej i odrobinę zaniepokojonej. Czyżby jednak nie zdołała zwyciężyć, czyżby Aurora i barbarzyńskie kobiety odparły atak? Księżna odpowiedziała na powitalny ukłon chłopaka ledwie zauważalnym skinieniem głowy i nie zamierzała wdawać się w żadne wyjaśnienia. Po chwili do namiotu wsunęli się sir Olgierd oraz sir Lucjusz, również prowadzeni przez służki.
     - Panowie, zaspokajając waszą ciekawość zawiadamiam, że barbarzyńcy zostali pokonani, a ich gród zniszczony, na chwałę Bogini i Królestwa. Tym niemniej, potrzebuję waszych natychmiastowych usług, co jest moim prawem, a waszym obowiązkiem. Przygotujcie się, a jeśli zajdzie taka konieczność, otrzymacie niezbędną pomoc.
     Zanim zdążyli zareagować, dziewczęta przyklękły i zaczęły rozpinać sprzączki u pasów zaskoczonych nieco młodzieńców. Księżna ledwie dbała o zachowanie stosownych form, najwidoczniej, pomimo ogłoszonego zwycięstwa, nie wszystko przebiegło po jej myśli. Marcus odsunął dłonie służki i sam rozpiął pas, przynajmniej tyle. Dziewczyna pospiesznie opuściła  spodnie i gatki, ustępując następnie miejsca lady Berengarii. Ta stanęła kolejno przed każdym z małżonków, uwalniając ich przyrodzenia od ochraniaczy. Na tym poprzestała i cofnąwszy się, skinęła na dziewczęta. Ta, której przypadło zadbanie o gotowość Marcusa, ponownie opadła na kolana i pochwyciła w dłonie oklapłego smętnie fallusa. Nie mógł zaradzić temu, że nie odczuwał ani odrobiny podniecenia, zresztą nie chciał temu w żaden sposób zaradzić. Przecież domagająca się natychmiastowej służby wiedźma przybrała tylko ukochaną postać Bereniki, a pozyskaną moc wykorzysta zapewne w zbrodniczy sposób. Zręczne palce służki nie znalazły więc odzewu u nadal obojętnego penisa. Delikatny dotyk, zmysłowe drapanie oraz lekki uścisk klejnotów, nawet ulubione zwykle (skąd ona o tym wiedziała ?) objęcie dolnej strony fallusa i potraktowanie go niczym wypełnionego mlekiem wymienia nie przyniosło większych skutków. Kątem oka dostrzegł, że obsługiwani w podobny sposób towarzysze okazali większą chęć współpracy. Księżna oceniła krytycznym spojrzeniem gotowość małżonków i skinęła na sir Lucjusza.
     - Ty pierwszy, panie.
     Nie zadała sobie trudu, by pozbyć się uniformu czy wysokich butów. Pochyliła się po prostu i oparła dłońmi oraz kolanami o wyłożone skórami dzików klepisko. Podciągnęła skórzaną, wzmocnioną metalowymi płytkami spódniczkę i rozchyliła uda, odsłaniając nagie pośladki oraz ukryte zazwyczaj miejsce rozkoszy. Lucjusz zajął niezwłocznie przeznaczoną sobie pozycję, a wiedźma własną dłonią pomogła małżonkowi wprowadzić fallusa.
     - Ruszaj!
     Klęcząc z opuszczonymi spodniami za odzianą w metal i skórę wojowniczką, wykonując gwałtowne ruchy biodrami oraz podrzucając nagimi pośladkami, pan Trzeci wyglądał bardziej niż zabawnie, co dodatkowo rozpraszało Marcusa. Cała sprawa nie trwała długo, księżnej zależało na szybkim pozyskaniu mocy, a nie wyrafinowanej rozrywce. Toteż gdy po kolejnym pchnięciu Lucjusz wydał radosny okrzyk i przywarł z całych sił do pleców małżonki, ta przyjęła to z wyraźnym zadowoleniem, chociaż nie zdołał wyrwać z jej ust najsłabszego choćby jęku rozkoszy. Pan Trzeci poruszał jeszcze przez chwilę biodrami, po czym osunął się bezsilnie na klepisko. Rzekoma Berenika poklepała go życzliwie po głowie, niczym ulubionego rumaka, po czym przesunęła się nieco w bok, przybierając identyczną pozycję, wsparta na dłoniach i kolanach.
     - Sir Olgierdzie – zadysponowała.
     Scena oddawania mocy powtórzyła się przed oczyma Marcusa, zmierzając niedwuznacznie ku podobnemu zakończeniu, chociaż wydawało się, że tym razem potrwa to nieco dłużej. On sam nadal nie odczuwał żadnego podniecenia, co najwyżej mimowolne rozbawienie. Ruchliwe palce służki szukały coraz to nowych sposobów pobudzenia fallusa, nie osiągając jednak szczególnych rezultatów. Nie przejmował się tym zbytnio, ale dziewczyna miała swoje rozkazy i musiała je przecież wykonać. W pewnej chwili wsunęła ledwie pobudzonego penisa pomiędzy wargi. Spróbował odsunąć  jej głowę, służka uchwyciła dłonie chłopaka i uniosła twarz.
     - Pozwól, panie, błagam...
     W jej spojrzeniu dostrzegł tyle rozpaczliwej prośby, że cofnął ręce, przymknął oczy i spróbował wyobrazić sobie, że zajmuje się nim prawdziwa Berenika. Berenika albo Aurora, a może Sudrun? Udającego ukochaną sobowtóra mógł w każdej chwili ujrzeć na własne oczy, ale wolał oddać się wyobraźni. Co prawda, wyobraźnia ta, korzystając może z tego, co widziały oczy, uporczywie podsuwała obraz Bereniki - wojowniczki, w metalu i skórze. Zresztą Aurora oraz Sudrun również doskonale wpasowywały się w ten wizerunek i w końcu wszystkie trzy twarze przemieszały się w wizji Marcusa. Tylko czy któraś z nich padłaby przed nim na kolana i pracowała ustami, językiem oraz zębami, jak ta bezimienna służka? Odziana w pancerz, metal i skórę? Kto wie? Może i tak, gdyby to zaproponował, a one miały akurat taką fantazję. Fantazji żadnej z nich z pewnością nie brakowało. Pobudzony tą myślą, zareagował wreszcie na starania dziewczyny. Fallus stwardniał w uścisku warg, w głębi trzewi nabrzmiewał żar. Jęknął ostrzegawczo, powstrzymując zbyt natarczywe zabiegi. Nadal zaciskał powieki, by brutalny, a zarazem śmieszny akt gwałtu odbywany przed jego oczyma, nie zniszczył osiągniętego rezultatu. Przerażonej służce bardzo przecież na tym zależało, chociaż powodowała nią zapewne tylko obawa przed niezadowoleniem księżnej.
     Wreszcie następny, głośny jęk mimowolnej, ale jednak nieudawanej rozkoszy dowiódł, że również sir Olgierd wykonał wyznaczone zadanie.
     - Sir Marcusie, twoja kolej.
     Otwierając oczy, chłopak ujrzał księżną przygotowaną już do odegrania roli klaczy albo suki. Cóż, w takiej pozycji penis wchodził najgłębiej, nasienie i moc przekazywane były najszybciej i najskuteczniej, a to właśnie miało dla wiedźmy największe znaczenie. Ponaglony rozkazującym ruchem ręki padł na kolana za jej pośladkami, pochylił się, obejmując plecy. Wprawna dłoń pomogła odnaleźć fallusowi właściwe miejsce, bardzo już gorące i wilgotne. Wahał się jeszcze przez chwilę, ale lady Berengaria nie dała mu zbyt wiele czasu i zdecydowanie poruszyła biodrami. Przyłączył się do tego tańca, wiedząc, że nie ma innego wyjścia i pragnąc mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Służka dobrze wykonała swoje zadanie, żar narastał i wzbierał gdzieś w trzewiach. Nie przeszkadzał pospieszny i mało wyrafinowany charakter aktu, podniecenie wzmacniała woń potu, przemieszana z zapachem wyprawionej skóry, które wdychał przywierając twarzą do okrytych uniformem pleców księżnej, pobudzał nacisk wpijających się w ciało metalowych elementów pancerza. Przypadkowe muśnięcie nagiej łydki przypiętą do buta pani Siedmiu Bram jeździecką ostrogą dostarczyło ostatecznego bodźca, trysnął wydając okrzyk rozkoszy głośniejszy niż poprzednie jęki Lucjusza i Olgierda razem wziętych. Czy sama Lady Berengaria również jęknęła? Może i tak, skoro miała okazję rozgrzać się uprzednio dzięki służbie pozostałych małżonków. A może odczuła szczególną satysfakcję z powodu przejęcia większej porcji mocy? W końcu był w tym najlepszy, wszyscy to powtarzali, a on sam doznawał już znajomego wrażenia ssania. Moc zmieniała właściciela. Oddawał ją, wzmacniając wiedźmę. W tej chwili, gdy uczucie rozkoszy przeradzało się stopniowo w nieuchronne osłabienie, nie bardzo się tym przejmował. Opadł wreszcie na szorstką skórę odyńca, podobnie jak poprzednicy.
     Księżna przeciwnie, powstała energicznie, szybkimi ruchami dłoni doprowadzając do porządku elementy uniformu. Służki wycierały pospiesznie widoczne gdzieniegdzie na pancerzu i butach ślady błota oraz nasienia. Pani Siedmiu Bram odzyskała wigor, nic nie pozostało z uprzedniego zmęczenia. Sięgnęła po pierścienie i ruchem dłoni nakazała małżonkom ustawić się w szeregu. Marcus uniósł się z trudem, ale już o własnych siłach. Lady Berengaria nałożyła ochraniacze, a chłopak po raz kolejny rozpoznał użyte sploty. Różniły się nieznacznie od tych, którymi posłużyła się rankiem. Nie szkodzi, te również potrafiłby rozplątać, gdyby tylko jego moc zachowała skuteczność wobec czarów wiedźmy.
     - Dziękuję wam, moi panowie. Jak zwykle, stanęliście na wysokości zadania. Zechciejcie wybaczyć mało wyrafinowaną formę, ale wojna ma swoje prawa. Sir Olgierdzie, jesteś wolny. Odpocznij i zbierz siły. Dla was, sir Marcusie i sir Lucjuszu, mam jeszcze pewne zadanie.
     Odprawiony w ten sposób pan Drugi naciągnął spodnie i opuścił namiot. W ślad za nim podążyły odesłane ruchem dłoni służki. Czy chłopakowi zdawało się, że jedna z nich posłała mu ukradkiem wdzięczne spojrzenie?
     - Skaleczyłeś się, sir Marcusie. A raczej to ja zraniłam cię ostrogą. Daruj, proszę, tę niezręczność. - Księżna wskazała  zadrapanie na łydce młodzieńca. Dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę z tego, że krwawi. - Jak już mówiłam, wojna ma swoje prawa. Ponieważ jednak to ja zawiniłam, a w dodatku ta rana utrudniłaby wykonanie zadania, o które obydwu was poproszę, pozwól, że własnoręcznie ją opatrzę. Wierz mi, posiadam dużą wiedzę w takich sprawach.
     Nie czekając na odpowiedź Marcusa, wydobyła skądś medykamenty i przyklęknęła u stóp młodzieńca. Wzdrygnął się mimowolnie, gdy przemywała zadrapanie jakimś ognistym płynem, nałożona następnie maść przyniosła jednak ukojenie, a dotyk dłoni Lady Berengarii zawiązującej bandaż okazał się nadzwyczaj delikatny, wręcz zmysłowy. Wzmocniła to wrażenie, spoglądając z uśmiechem w oczy młodzieńca.
     - Jeżeli nawet zostanie blizna, będzie śladem po chwalebnej ranie odniesionej w służbie pani i małżonki. Przypomni nam o tym, jak wspomogłeś mnie w odniesieniu zwycięstwa nad barbarzyńcami.
     Nabrał podejrzeń, czy to muśnięcie ostrogą rzeczywiście było przypadkowe, wiedźma niejeden już raz dawała dowody wyrafinowania w bardzo wielu kwestiach. Księżna powstała i odłożyła naczynia z lekarstwami.
     - Wiem, że odczuwacie w tej chwili zmęczenie, moi panowie, ale muszę prosić was o kolejną przysługę. To sprawa najwyższej wagi i nie cierpiąca zwłoki.
     - Jesteśmy na twoje rozkazy, szlachetna pani – zadeklarował sir Lucjusz.
     - Dziękuję wam. W takim razie, gdy tylko słudzy przygotują konie i ekwipunek, a wydałam już stosowne polecenia, ruszamy do ruin grodu barbarzyńców. Właśnie tam wasza pomoc okaże się niezbędna.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3281 słów i 18863 znaków.

2 komentarze

 
  • Leszek

    Czyżby w grodzie odbędzie się ostateczna konfrontacja ?

  • emeryt

    @Leszek ,ostateczna to raczej nie, nasz Autor obiecał jeszcze kilka odcinków, więc trochę czasu to zajmie. Przynajmiej tak sądzę. Pozdrawiam.

  • nefer

    @Leszek W grodzie wydarzy sie cos istotnego, to prawda. Trzeba zadać sobie pytanie, do czego wlaciwie wiedżma tak bardzo potrzebuje tam Marcusa i Lucjusza.
    Dzieki za wizyte i pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer, dziękuję Tobie za ten kolejny odcinek. Jest taki jak się spodziewałem. Tylko czy do jazdy konnej nie będzie zmuszona zdjąć ochraniacze? zChyba Lady Berengaria zaczyna popełniać coraz więcej błędów które mogą się obrócić przeciwko niej. Serdecznie dziękuję, życząc dużo zdrowia, pogody ducha oraz abyś przestrzegał chciaż tych trzech zasad: niczym się za bardzo nie przejmować, dobrze się odżywiać i wygodne buty nosić.

  • nefer

    @emeryt Hej, racja. Bedzie musial dosiadać konia w "męskim siodle", czego nie cierpi. Lady Berengaria istotnie zaczyna popelniac błędy, ona tez nie wie o wszystkiego o zasadach działania mocy. Nadto zaczyna byc zbyt pewna siebie i lekceważyć uczucia obecnych małżonków.   A obecna sytuacja nawet dla niej jest dosc nietypowa. Co prawda, nie ma innego wyjscia i pewne dzialania musi podjac.
    Dzieki za zyczenia, zakładam ze poprzez odzywianie rozumiesz rowniez plyny.  :lol2:

  • emeryt

    @nefer , dziękuję za odpowiedż i częściowe wyjaśnienie. A co do płynów to muszę trochę z tym uważać, gdyż co dzień z rana jeżdżę autem, a na stare lata nie zaryzykuję aby siąść za kółkiem po mocniejszych napojach. Serdecznie pozdrawiam.