Nowy Świat Czarownic, cz. 64

Marcus nie miał pojęcia, czego pan Trzeci spodziewał się po zaproszeniu do sypialni Aurory, z pewnością jednak nie spotkania tam nielubianego współmałżonka i potencjalnego rywala.
     - Musimy porozmawiać, Lucjuszu – zaczął bez zbędnych wstępów.
     - A o czym?
     - Jutro opuszczamy gród i wracamy na dwór księżnej Siedmiu Bram.
     - Wracamy do Złotej Bramy?
     - Nie, księżna przybyła na Północ z niewielkim orszakiem po to, by oswobodzić nas obydwu z niewoli u barbarzyńców.
     - Nie wyglądasz na więźnia, panie Pierwszy.
     - To nie ma znaczenia. Jej obowiązkiem jest zapewnić opiekę oraz bezpieczeństwo swoim małżonkom, tego oczekują wszystkie damy Królestwa. I to właśnie uczyni, zapewne nie bez wpływu nalegań twojej matki, hrabiny Lawinii.
     - I zamierzasz tak po prostu wrócić? Po co więc uprowadzałeś mnie w tę dzicz? I co na to Aurora oraz wszystkie pozostałe tutejsze kobiety?
     - Jesteście obydwaj moimi gośćmi i możecie odejść w każdej chwili. - Dziewczyna uprzedziła odpowiedź Marcusa. - A innym nic do tego.
     - Chciałem, by księżna przybyła na Północ. By uczyniła to szybko, bez swoich wojsk. A my musimy ją zabić, Lucjuszu! - Uznał, że nie ma już czasu na zbędne podchody.
     - Chcesz zabić naszą panią i małżonkę, księżną Berenikę?
     - To nie jest prawdziwa Berenika!
     - Masz na myśli tę pokonaną uzurpatorkę? Przecież nasza pani zwyciężyła, w chwili gdy wyruszaliśmy na Północ, cały zamek radował się ze zwycięstwa.
     - To był tylko podstęp, Lucjuszu. Miałeś szczęście, zdążyłeś poznać i poślubić prawdziwą Berenikę, prawdziwą księżną Siedmiu Bram. Potem przegraliśmy jednak bitwę i obecnie na tronie księstwa zasiada wiedźma, uzurpatorka, która przybrała postać naszej pani i żony. Przybrała postać Bereniki.
     - Nic z tego nie rozumiem.
     - To wiedźma, posiadająca czar przedłużania życia i od pokoleń władająca księstwem, przybierająca kolejno postacie ukradzione własnym córkom, wnuczkom i prawnuczkom, które następnie zabija. Poprzednio udawała lady Berengarię, wiem to od jej męża, sir Adriana. Rzekoma śmierć na polu bitwy była tylko podstępem i zamierzała przejąć rządy jako Berenika. Ale pokrzyżowaliśmy te plany i musiała uciekać. Zdobyła jednak wsparcie kilku dam z Królestwa, między innymi twojej oraz mojej matki i pokonała nas w bitwie. Teraz to ona włada Siedmioma Bramami, więżąc prawdziwą Berenikę. Musimy uwolnić naszą prawdziwą panią i zabić wiedźmę. W tym celu zmusiłem ją do przybycia na Północ, gdzie mamy jakąś szansę. - Marcus przedstawił uproszczoną, ale ogólnie zgodną z prawdą wersję wydarzeń.
     - Chcecie wydać jej bitwę? Wiem, że potrafisz posługiwać się mocą. Aurora oraz wiele spośród tutejszych pań również.
     - Nie, Lucjuszu. Jest o wiele silniejsza od nas wszystkich, w otwartej walce nie mamy szans.
     - Przecież uchodzisz za niezwykle potężnego dawcę mocy, wszyscy ciągle to powtarzają.
     - Moja moc nie działa przeciwko wiedźmie, przekonaliśmy się o tym w trakcie bitwy. I to z tego powodu przegraliśmy. Z tego powodu przegrała prawdziwa Berenika, nasza prawdziwa pani i małżonka.
     - To wszystko nie ma sensu. Na co więc liczysz i dlaczego zamierzasz udać się do obozu Bereniki?
     - Tam, gdzie zawodzi siła, pozostaje podstęp. Ona nie może pozostawić nas tutaj, oficjalnych i prawowitych małżonków, z wielu powodów. Musiała tu przybyć i musi uwolnić nas z rąk barbarzyńców. Uwolnić i przyjąć na swoim dworze. A wtedy...
     - Co wtedy?
     - Wtedy ją zabijesz, Lucjuszu.
     - Co takiego?
     - Atak fizyczny nie daje żadnych szans powodzenia, uderzysz mocą. Tego nie będzie się spodziewała. Nie wie, że potrafisz posługiwać się magiczną siłą. - Lucjusz drgnął, ale nie próbował zaprzeczać. - Uderzysz w chwili, gdy zechce z tobą zlec i przejąć twoją moc. A uczyni to zapewne wkrótce po naszym powrocie.
     - Chyba oszalałeś, panie Pierwszy. Zaatakować własną panią i małżonkę przy użyciu mocy... To najgorsza zdrada, nie mieszcząca się w głowie. Pomysł godny szalonych królów-czarodziejów z dawnych opowieści. Nie zrobię czegoś takiego. Z jakiego powodu miałbym to zrobić?
     - Może i jestem szalony, ale spróbuję cię przekonać, Lucjuszu. Czy nie żywisz żadnych ciepłych uczuć wobec naszej pani, prawdziwej Bereniki? Nie zechcesz jej pomóc? Wiedźma zabije ją tak, jak jak i poprzedniczki Bereniki, gdy tylko urodzi potrzebną w przyszłości następczynię.
     Nie powinien był poruszać tej kwestii. Pan Trzeci, jakkolwiek wydawałoby się to niemożliwe, usztywnił się jeszcze bardziej.
     - Opowiadasz szalone, niedorzeczna historie, panie Pierwszy. Na ich prawdziwość mam tylko twoje słowo. Wiem natomiast, że uprowadziłeś mnie tutaj wbrew mojej woli i wydałeś w ręce tych wszystkich barbarzyńskich kobiet. Jesteś zdrajcą, zdrajcą naszej pani, księstwa oraz całego Królestwa. Z radością powrócę na dwór księżnej Bereniki, ale nie mam najmniejszego zamiaru atakować jej mocą, czy w jakikolwiek inny sposób.
     - Wiem, że Berenika nie zawsze traktowała cię tak, jak na to zasługujesz i sam miałem w tym udział. Ale zrozumiała swój błąd, oboje zrozumieliśmy. Czyż nie uwolniła cię od ochraniacza, wyruszając na tę nieszczęsną wojnę? Wbrew wszelkim obyczajom, wbrew prawu i tradycji. Nie chciała traktować mężów niesprawiedliwie, nie chciała, byś cierpiał, jeżeli... jeżeli ona zginie. Wolała już, abyś w razie najgorszego służył uzurpatorce, ale zachował zdolność bycia mężczyzną i zdrowe zmysły. Nawet, jeżeli w ten sposób traciła atut wobec wiedźmy. Bo za twoje uwolnienie nawet teraz mogłaby wytargować jakąś cenę.
     - Nadal mam tylko twoje słowo, że cokolwiek tu mówisz jest prawdą. Nie zdradzę mojej pani i małżonki, nie zdołasz mnie do tego przekonać.
     - Próbowałem, Lucjuszu. Dobra Bogini świadkiem, że próbowałem. Skro nie zdołałem przekonać, to zmuszę cię do działania.
     - A w jaki to sposób, panie Pierwszy? O ile godzien jesteś jeszcze tego tytułu.
     - Nie zostałeś stworzony do życia w tutejszych śniegach, nie wątpię, że pragniesz powrotu do wygód cywilizowanego życia.
     - Nie za taką cenę.
     - Nie przerywaj, Lucjuszu. Tak czy inaczej, pani tego grodu nie będzie dłużej cię gościć. A jeżeli nawet Aurora nas nie wypędzi, to wiedźma sama tu przyjdzie, bo nie może pozostawić szlachetnie urodzonych mężów w niewoli u barbarzyńców. Wtedy albo zginiemy w bitwie, albo i tak wpadniemy w jej ręce. Bardziej prawdopodobne wydaje się to drugie, więc lepiej od razu udać się do legowiska czarownicy. Czy myślisz, że pozostawi cię przy życiu, gdy dowie się, że potrafisz władać mocą? Słyszałeś kiedykolwiek o takiej sytuacji? Berenika, prawdziwa Berenika, to niezwykły wyjątek. Szlachetne panie z Królestwa boją się mężczyzn zdolnych do posługiwania się magią, nie przypadkiem opowiada się ciągle o dawnych, szalonych czarownikach. A ujawnienie twoich nowych zdolności będzie pierwszą rzeczą, jaką opowiem wiedźmie. Ja sam, albo ktokolwiek inny, kto zna prawdę i przeżyje upadek grodu. - Spojrzał przepraszająco na Aurorę. - A wtedy wątpię, byś zdołał nacieszyć się wygodnym życiem na zamku pani i małżonki. Najprawdopodobniej nigdy nie powrócisz na Południe i staniesz się kolejną ofiarą wojny oraz krwiożerczych barbarzyńców. Wiedźma żyje i włada od setek lat, nie zechce ryzykować.
     - A ty nie obawiasz się o własny los? Skoro również władasz mocą i prawie wszyscy już o tym wiedzą? A jeżeli jakimś cudem ona jeszcze nie wie, to ja także potrafię opowiadać.
     - Ja stałem się dla wiedźmy niegroźny, moja moc wobec niej nie działa. To dlatego przegraliśmy bitwę, nie słuchałeś? A ona pożąda mojej mocy, jakoby rzeczywiście niezwykle silnej. Nie muszę więc martwić się o własne życie, przynajmniej o to.
     - To chyba nie do końca prawda, panie Pierwszy. Masz mnie za głupca? Wszyscy tutaj opowiadają o tym, jak to pani Aurora pokonała wiedźmę, tę, która jakoby udawała własną śmierć, a żyje dalej jako Berenika. Pokonała dzięki twojej mocy. Marta powtarza to przy każdej okazji. Twoja moc działa przeciwko tej rzekomej wiedźmie. Więc najlepiej sam dokonaj tego zamachu i nie próbuj wciągać mnie we własną zdradę. Uprzedzam jednak, że jeżeli dasz mi okazję, ostrzegę naszą panią.
     - Lucjuszu, moja moc wtedy działała. Ale to się zmieniło... Wiesz kiedy i dlaczego? Podczas ostatniej bitwy, gdy zginęła margrabina Międzyrzecza, lady Miranda.
     - Nie rozumiem...
     - Moc mężczyzny nie działa przeciwko pierwszej pani szlachetnej krwi, która wzięła go do łoża i czerpała moc z lędźwi kochanka. To może być jedna z przyczyn upadku dawnych czarodziejów, ale mniejsza z tym. Wiedźma uczyniła to ze mną pod pretekstem starożytnego obyczaju sprawdzania zdolności przyszłego małżonka córki i następczyni. Postępowała tak od dawna, ze wszystkimi kandydatami w kolejnych wcieleniach i pokoleniach. Ale tym razem pomyliła się, bo margrabina Miranda wyprzedziła ją w moim łożu, uwiodła mnie, udając jedną z służek.
     - Lady Miranda, twoja matka?
     - Nie nazywaj jej tak. Chciała zabezpieczyć się przed moją mocą i tym samym uniemożliwiła to czarownicy, występującej wówczas pod postacią lady Berengarii. Ale ostatecznie również się pomyliła i zapłaciła wysoką cenę. Bo ta odporność na magię czerpaną z mocy danego mężczyzny po śmierci pierwszej, szlachetnie urodzonej kochanki, przechodzi na kolejną. W tym wypadku na Berengarię, czyli czarownicę. Reszty sam się domyśl. Margrabina poległa w bitwie stojąc na czele własnych wojsk, bo atakowała magią pewna, że nie zdołamy się oprzeć, ani ja, ani Berenika. I wtedy wiedźma wbiła jej sztylet w plecy, wiem to od kogoś, komu wierzę i kto zapłacił życiem za przekazanie tej wiadomości. A potem już sama, udając Berenikę i posiadając odporność na nasze czary, wygrała bitwę i przejęła armię, udowadniając wszystkim, że nasza prawdziwa pani to nie posiadająca zdolności magicznych uzurpatorka. Uwięziła ją, mnie udało się uciec i przybyłem do Złotej Bramy głosząc fałszywe wieści o zwycięstwie. Resztę znasz.
     - Panie Pierwszy, twoje groźby niewiele mnie obchodzą, potrafię jednak wykazać się brakiem skrupułów równym twojemu. Skoro twierdzisz, że ta rzekoma wiedźma i tak ma zamiar zabić prawdziwą jakoby Berenikę i wtedy odporność na moją moc przejdzie na kolejną panią szlachetnej krwi z którą...
     - Z którą zległeś w łożu i oddawałeś moc. A ile ich było, Lucjuszu? Myślę, że odwiedziły cię wszystkie żony, siostry i córki wodzów klanów, które tu zjechały. I chcesz, by wiedźma zabiła je co do jednej? Łącznie z Aurorą, bo ona też stoi jej na drodze?
     Lucjusz przynajmniej wyglądał na zakłopotanego i unikał wzroku dziewczyny.
     - Tego nie zdoła uczynić. - Kontynuował Marcus. - Władających mocą kobiet z Ludu Północy, z którymi zdążyłeś zlegnąć, jest po prostu zbyt wiele. Wiedźma nie zdoła ich wszystkich dopaść, nie tutaj i nie szybko. Kilka z nich odesłaliśmy już do rodzinnych klanów. - Wzrokiem nakazał Aurorze milczenie, licząc, że Lucjusz nie rozpozna kłamstwa. - Nie sądzę, by chciała ryzykować i zabije raczej ciebie. Mnie samego próbowała przynajmniej dwukrotnie, gdy już zorientowała się, że znam zaklęcia mocy i zanim dowiedziała się, która ze szlachetnych pań jako pierwsza wślizgnęła się do mojego łoża. Uratował mnie koń... dwa konie. A tutaj, na śnieżnych pustkowiach, znajdzie doskonałą okazję, zrzucając winę na dzikich barbarzyńców.
     - Cóż więc proponujesz, panie Pierwszy?
     - Jeszcze tej nocy opuścimy gród, by nie wzbudzać zbędnego zamieszania. Udamy się do obozowiska wiedźmy w miejscu, które wskazała w liście. To zresztą to samo miejsce, w którym sami kiedyś obozowaliśmy. Zachowam w tajemnicy twoje nowe umiejętności. Ona z pewnością zechce zaczerpnąć twojej mocy, raczej prędzej niż później. Wtedy uderzysz, najlepiej żywiołem ognia. To szybki i skuteczny sposób, którym chętnie posługuje się sama wiedźma, widziałem to kilka razy. A ty potrafisz to uczynić. - Nie dodał, że on również użył już mocy ognia w identycznym celu i z przerażającym skutkiem. - Następnie uwolnimy prawdziwą Berenikę, którą wiedźma zabrała ze sobą. Powrócimy wszyscy razem do Złotej Bramy i nasza pani zajmie należne sobie miejsce. A ty zyskasz jej wdzięczność, jeżeli ci na tym zależy. A przynajmniej możliwość wygodnego życia, na którym z pewnością musi ci zależeć. W przeciwnym razie zginiesz, bo gdy tylko wyda się twoja tajemnica, okażesz się zbyt niebezpieczny.
     Nie dodał, że pewnie przyjdzie pozbawić życia większość, jeśli nie wszystkich członków orszaku wiedźmy, zabrała przecież ze sobą najbardziej zaufanych, ale pan Trzeci nie musiał znać zbyt wielu nieprzyjemnych szczegółów. Ważne, żeby zrobił, co do niego należy.
     - Zdaje się, że nie mam innego wyjścia.
     - Nie masz, obydwaj nie mamy. Tak czy inaczej, tutaj zostać nie możemy, bo sprowokujemy tylko atak na gród i kolejną bitwę. Wybacz szczerość Lucjuszu, ale dysponując jedynie twoją mocą ani Aurora, ani pozostałe tu jeszcze kobiety Ludu Północy nie zdołają odeprzeć wiedźmy.
     - Kiedy chcesz ruszać?
     - Gdy większość ludzi w grodzie zaśnie. Tymczasem przygotujemy się do drogi, mamy w końcu środek zimy, a moc musimy oszczędzać.
     - W takim razie, udam się teraz do swojej kwatery. Potrzebuję ubrań i zapasów.
     - O nie, Lucjuszu. Zostaniemy obydwaj tutaj. Marta dostarczy nam wszystkiego, czego możemy potrzebować.
     Spojrzał na Aurorę, która potwierdziła słowa Marcusa skinieniem głowy.
     - Wybacz, Lucjuszu, że zmuszamy cię do czegoś takiego. Wybacz, że wzięłam w tym udział. Ale nie widzę innego sposobu, ona zabiła mojego ojca i od pokoleń najeżdżała nasze ziemie. Szukała wiedzy oraz mocy i będzie czynić tak dalej, jeżeli ktoś jej nie powstrzyma. A tylko ty masz teraz szansę.
     - Nie dajecie mi wyboru, Szlachetna Pani i ty, panie Pierwszy. Zrobię to, co będę musiał. Ale nie zostaniemy przyjaciółmi.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2552 słów i 14391 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    Polegać na Lucjuszu? Ryzykowne. Ale nie mają innego wyjścia. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Prawda, Lucjusz nie wydaje się najmocniejszym ogniwem całego planu. Ale jako jedyny w okolicy dysponuje znaczącą mocą, przed którą wiedźma nie zdołała dotąd się zabezpieczyć. To determinuje zamierzenia Marcusa.
    Zdrowia zyczę.  :cheers:

  • emeryt

    @nefer, już od jakiegoś czasu wyczekiwałem kolejnej części twojego opowiadania i nareszcie je umieściłeś. Jak widać, akcja zaczyna się rozkręcać, a Ty dążysz do finału. Odcinek idealnie trzyma w napięciu i aż się prosi o jeszcze. Dziękuję Tobie za niego. Najserdeczniej pozdrawiam Ciebie wraz z twoją Pierwszą Czytelniczką, życząc dużo zdrowia, uśmiechu na co dzień, oraz aby kłopoty omijały Was szerokim łukiem.

  • nefer

    @emeryt Dzięki za życzenia. Istotnie, mam zamiar kończyć opowieść, zbliża się do finału. Może to jednak zająć chwilę, z uwagi na ustawiczny brak czasu.
    Pozdrawiam serdecznie