Nowy Świat Czarownic, cz. 6

6

     Mistrz Matteo nie okazał niecierpliwości z powodu opóźnienia lekcji i to chyba nie tylko dlatego, że stało się tak skutkiem rozkazów margrabiny. Dobrotliwy starzec, a dla Marcusa każdy kto posiadał siwe pasma we włosach uchodził za starca, często dawał podopiecznemu dużo swobody. Uczeń odpłacał się szybkimi postępami w nauce, która zazwyczaj nie sprawiała mu większych trudności. Dzisiaj nie miał jednak głowy do omawiania kolejnych wierszy starożytnych poetów, nawet jeżeli tworzyli oni poezje miłosne, w których często jakoby gustowały szlachetnie urodzone damy i których znajomość mogła okazać się dla młodego kawalera bardzo przydatna. Na ich wzór miał też ćwiczyć składanie własnych rymów ku czci wyimaginowanej do tej pory pani i małżonki. Ale na to tym bardziej nie potrafił się zdobyć. Mistrz szybko dostrzegł, że podopieczny przebywa w sali tylko ciałem. A tego jednego, braku skupienia i uwagi, nie tolerował.
     - Co się z tobą dzieje, Marcusie? Rozumiem, że nadeszła wiosna i nie odmawiam ci rozrywek odpowiednich dla twojego wieku, ale wszystko w swoim czasie. Gdy skończymy, możesz do woli galopować z Demonem.
     - Wybacz, mistrzu. Nie mam dzisiaj natchnienia i zrozumienia dla poezji... Ani dla myśli o małżeństwie.
     - Czy to ma może coś wspólnego z wezwaniem od dostojnej margrabiny? Jeżeli tak, to pewnie wkrótce zakończą się nasze lekcje. - Starzec nie był głupcem. - Będzie mi ciebie brakowało, mój chłopcze. Wykazujesz duże zdolności i zazwyczaj szybko przyswajasz wiedzę. Dzisiaj... rozumiem, że możesz nie mieć głowy dla takich spraw. Ale za kilka dni... może jutro... Pomyśl, gdybyś ułożył odę albo choćby sonet sławiący zalety twojej przyszłej pani i małżonki, byłby to znakomity i wytworny prezent zaręczynowy. Z pewnością sprawiłby, że serce tej młodej damy zabiłoby żywiej i spojrzałaby na ciebie łaskawym wzrokiem.
     Marcus żachnął się w duchu słysząc te słowa, ale w tejże chwili przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Mistrz znał się przecież także na historii i geografii Królestwa, chociaż te przedmioty wykładał głównie Mirelli. Młodemu księciu miała wystarczyć w tych kwestiach wiedza znacznie bardziej pobieżna, co wprawdzie i tak stanowiło podobno przejaw nowatorskich poglądów pani Międzyrzecza, ale w tej chwili zupełnie jej syna nie zadowalało. Nie mógł jednak spytać wprost, w końcu obiecał matce zachowanie tajemnicy, a wiedział, że nieposłuszeństwo w tej sprawie musiałoby wywołać gniew pani zamku. Sudrun, pomimo jej niedawnej „zdrady” ufał bardziej. Może nawet nie tyle wątpił w lojalność starca, co obawiał się jego gadatliwości, zwłaszcza przy kielichu z winem.
     - Mistrzu, byłoby mi łatwiej ułożyć taki wiersz, gdybym wiedział coś o mojej przyszłej żonie, o jej ziemiach i dworze. Na pewno mógłbyś udzielić mi takiej wiedzy.
     - Hmm, hmm, mój chłopcze, myślę, że Lady Miranda nie miałaby nic przeciwko temu... Podaj tylko imię szczęśliwej wybranki.
     - Rzecz w tym, że nie znam jej imienia i rodu. Matka nie ujawniła tej informacji. Powiedziała tylko, że należy do najlepszej arystokracji, jest dziedziczką wielkich włości i zostanę jej pierwszym mężem. Przecież takich panien nie może być wiele, a ty na pewno potrafisz wyliczyć je wszystkie. Potem opowiesz mi o każdej z nich po kolei.
     - Hmm, hmm... - Mistrz stracił nieco pewności siebie, gdy usłyszał o zachowaniu przez margrabinę imienia narzeczonej w tajemnicy. - Tym niemniej, może się okazać, że mamy kilkanaście takich młodych dam. Zamierzasz napisać sonet na cześć każdej z nich?
     Chłopakowi zrzedła mina, gdy usłyszał te słowa i nie wydawał się już samemu sobie tak sprytnym jak jeszcze przed chwilą. Ale szansa dowiedzenia się czegoś o otoczonym podobno złą sławą księstwie Siedmiu Bram przeważyła.
     - I tak muszę pisać takie wiersze dla wprawy, a teraz przynajmniej jeden z nich na coś się może przyda.
     - No dobrze, kogo my tu mamy...
     Mistrz Matteo wydobył z jednej z szuflad mapę Królestwa i rozwinął ją na stole. Wskazał palcem na południe, akurat w kierunku, który najmniej interesował Marcusa. Chłopak nie ośmielił się jednak zaprotestować, ani też wpatrywać w ciemnozieloną plamę, oznaczającą ziemie położonego na północy księstwa Siedmiu Bram.
     - Spójrzmy tutaj... Księżniczka Alicja, córka i następczyni Lady Amandy z księstwa Archipelagu. To rozległe i znaczące władztwo, chociaż wszystkie jego posiadłości znajdują się na wyspach. Mają potężną flotę i czerpią bogactwa z morza. Archipelag leży jednak daleko i nie pojmuję doprawdy, dlaczego wzrok margrabiny miałby zwrócić się akurat w tym kierunku... Chyba, że myśli o wywozie i sprzedaży płodów pól naszego Międzyrzecza. Gdyby wykorzystać w tym celu rzekę właśnie...
     - Mistrzu, opowiedz coś o tym dworze i samej księżniczce! - Wprawdzie Marcus niezbyt dbał o nieznaną mu dziewczynę, ale jeżeli nie przynagli nauczyciela, to nigdy nie dojdą do Bereniki z Siedmiu Bram.
     - Oczywiście, mój chłopcze. Alicja to podobno miła panna, urodziwa i niegłupia. Lubi morze i okręty, sama potrafi nimi dowodzić. Jest oczkiem w głowie księżnej Amandy, która pozwala jej na bardzo wiele. Niestety, jako jedynej. Wszystkimi innymi rządzi żelazną ręką. Dlatego, gdyby Lady Miranda postanowiła jednak związać się z Archipelagiem, byłoby dla ciebie bardzo ważnym zdobyć życzliwość księżniczki, sam rozumiesz. Musiałbyś pewnie pokochać w tym celu morze i żeglugę równie mocno jak ona. Teraz opowiem ci jak wygląda... - Mistrz Matteo wydawał się nadzwyczaj dobrze poinformowany.
     - To może później, panie. Idźmy dalej. - Chłopak nie zamierzał przejmować się upodobaniami czy rzekomą urodą dalekiej Alicji, ani też srogością jej matki. I tak nie trafi przecież na ten dwór.
     - W jaki sposób chcesz napisać sonet na cześć księżniczki nie znając jej wyglądu? Koloru oczu czy włosów? To podstawowe informacje potrzebne każdemu poecie.
     - Opowiesz mi później, mistrzu. Gdy już zabiorę się do pracy nad tym akurat wierszem. Teraz wszystko i tak poplątałoby się w mojej głowie, skoro tych panien może być kilkanaście. I wyszłoby jeszcze gorzej.
     - Może i masz racje, chłopcze. A więc Złoty Potok oraz młoda Porfiria, córka baronowej Patrycji. To wprawdzie władztwo niezbyt duże i zaledwie baronia... Może nie wszyscy zaliczają je do Wielkich Lenn Korony, ale jest za to bardzo bogate. Mają tam złoto w swoich górach. Tak, to mógłby być powód. Złoto zawsze się przyda, a dar wykupny za księcia z krwi Międzyrzecza musiałby okazać się ogromny, zwłaszcza w ich przypadku. Ale dla baronowej i tak byłby to prawdziwy dar losu, tak więc nie trafiłbyś tak źle.
     - A sama Porfiria? - Marcus pomyślał, że przynajmniej matka nie zamierza sprzedać syna za worki ze złotem. Jaką monetę spodziewała się jednak otrzymać od pani Siedmiu Bram?
     - Cóż, mój chłopcze, jak by to powiedzieć... Baronówna Porfiria nie jest szczególnie urodziwa, niestety. Weź to pod uwagę przy układaniu sonetu i odpowiednio wysubtelnij porównania oraz komplementy, aby nie popaść w przesadę i nie sprawić wrażenia taniego pochlebcy. Wtedy osiągnąłbyś efekt odwrotny od zamierzonego.
     - Z tą dziewczyną jest aż tak niedobrze? - spytał, mimowolnie jednak zaciekawiony.
     - Marcusie, ona jeszcze nie wyszła za mąż. Pamiętaj, że małżeństwo służy wszystkim damom szlachetnego rodu. Spójrz chociażby na Lady Mirandę, która nadal zachwyca pięknością, jak za młodych lat.
     Głos Mistrza zdradzał wyraźną afektację, zapewne uwodzicielskie sztuczki matki działały nie tylko na jej małżonków. Czy miewała innych kochanków? Raczej nie, czegoś takiego nie dałoby się na dłuższą metę ukryć i zamek trząsłby się od plotek. Jeżeli sir Dorian mówił prawdę, to tacy faworyci zdołaliby zresztą dać jej co najwyżej chwilową przyjemność i nic więcej. Mistrz Matteo mógł więc wzdychać sobie do woli.
     - Młoda Porfiria z pewnością wyładnieje, gdy tylko poślubi swego pierwszego małżonka. Sam zobaczysz, jeżeli to ty przypadkiem się nim okażesz.
     „Tak, czerpiąc pełnymi garściami z mojego nasienia i mojej mocy.” - Pomyślał złośliwie. - „I zresztą co z tego? Mocy i tak nie zachowasz, a przynajmniej sam miałbyś z tego jakąś korzyść. Cóż, zadanie uczynienia z niej piękności przypadnie jednak komuś innemu.”
     - Co dalej, mistrzu – przynaglił, widząc, że od Siedmiu Bram oddziela ich jeszcze szmat drogi.
     - Hrabianka Jasmina z hrabstwa Wysokiej Jodły, ale tutaj mamy już nawiązaną koligację. To siostra sir Jasona, więc taki związek jest raczej mało prawdopodobny.
     „I całe szczęście.” - Pomyślał Marcus. - „Gdyby miała okazać się podobna do brata... Tutaj żadna moc w niczym nie zdołałaby pomóc.”
     - Księżniczka Olimpia z Głębokich Ostępów, to śmiała i odważna panna, lubi polowania...
     I tak to szło. Wiedza Mistrza na temat poszczególnych księstw, hrabstw czy marchii wydawała się nieograniczona, podobnie jak i zasób plotek dotyczących władających nimi dam, starszych i młodszych.
     - Księstwo Siedmiu Bram i księżniczka Berenika, córka Lady Berengarii. - Posłyszał wreszcie Marcus i nadstawił uszu, starając się jednak nie okazać gwałtownego wzrostu zainteresowania. - To nasi sąsiedzi od północy, graniczymy z nimi na niedługim, co prawda, odcinku. Taki związek byłby w normalnych okolicznościach korzystny, jak to między sąsiadami właśnie, ale nie sądzę, aby wydawał się obecnie możliwy.
     - Dlaczego, mistrzu?
     - Księstwo jest potężne, strzeże granicy za którą rozciągają się już tylko ziemie dzikich barbarzyńców, którzy nie znają ani cywilizacji, ani zasad władania mocą. W tamtejszych górach jest siedem przełęczy, każdej z nich broni silna forteca, stąd nazwa całego władztwa. Największa z nich to Złota Brama, stolica Lady Berengarii. Księżna utrzymuje liczne i bitne wojsko, a sama, jak powiadają, potrafi korzystać z magii wojennej.
     - Ale to jeszcze nie znaczy, że nie mogę tam trafić.
     - Wiesz, że stosowanie magii bitewnej jest źle widziane. Uczyniła ona wiele złego, gdy w dawnych czasach posługiwali się nią mężczyźni. Staczali wojny, niszczyli całe armie, wioski i miasta. Byli szaleni i Bogini sprawiła, że nie zdołali swojej mocy zachować.
     - I teraz oddają ją swoim paniom i małżonkom razem z nasieniem?
     - A więc już o tym wiesz?
     - Wchodzę w wiek męski i sir Dorian rozmawiał ze mną na ten ten temat. Oczywiście, na polecenie Lady Mirandy.
     - Bardzo dobrze. Lepiej, żebyś dowiedział się wszystkiego teraz i tutaj, to oszczędzi ci kłopotów.
     - Dlaczego ci mężczyźni byli szaleni?
     - Zaślepiała ich wizja władzy i potęgi. Chcieli zdobywać ją za sprawą mocy właśnie, nie bacząc na cenę. A ceną okazywało się narastające szaleństwo.
     - Szaleństwo?
     - Jak by to powiedzieć, mój chłopcze... - Mistrz sprawiał wrażenie zakłopotanego. - Nie wiem, co mówił ci sir Dorian, ale każdy normalny mężczyzna odczuwa pożądanie. Pożądanie, które nieustannie w nim narasta. I które najlepiej rozładować znajdując rozkosz w ramionach kobiety. Są i tacy, którzy rozładowują je w inny sposób, chociaż tego zazwyczaj się nie pochwala i z czym zainteresowani często się ukrywają. Ale mniejsza z tym, to w tej chwili nieistotne. Każde rozładowanie tego napięcia pozbawia jednak maga zgromadzonej mocy, maga mężczyznę, rzecz jasna. Potem ta moc narasta na nowo, razem z pożądaniem, ale przez jakiś czas taki ktoś  pozbawiony jest swojej siły, osłabiony. Dawni władcy chcieli uniknąć podobnej sytuacji, w obawie przed konkurentami. Rezygnowali więc z rozładowywania dręczącego ich napięcia. Sami sobie odmawiali towarzystwa kobiet albo tych innych metod... W nieunikniony sposób czyniło to ich szaleńcami. Żaden mężczyzna nie zachowa  zdrowych zmysłów, trwając w takim napięciu, możesz mi wierzyć. Szukali ulgi oraz namiastki spełnienia w bitwach i rzeziach, sprowadzając liczne nieszczęścia.
     - I jak to się skończyło?
     - Wielu zniszczyło się wzajemnie w trakcie nieustannych wojen, inni sami ze sobą skończyli, jeszcze inni, mniej może zdeprawowani, ulegli wołaniu Bogini oraz głosowi natury, oddając moc w zamian za uwolnienie i ukojenie. Obecnie, za sprawą Bogini, takie nieszczęścia już nam nie grożą. Ci, w których żyłach płynie błękitna krew, jak w twoich Marcusie, znają swoje obowiązki i wyznaczoną im rolę. Damy przejmują moc własnych mężów, dając im w zamian spokój ducha, po czym używają jej w bardziej przemyślany sposób. A młodzi panowie szlachetnej krwi od wczesnej młodości uczą się znajdować przyjemność w tym, co towarzyszy oddawaniu tej mocy i gdy nadchodzi ich chwila, gotowi są czynić to z własnej woli.
     „Tak, z własnej woli wspomaganej zabiegami urodziwych dziewek służebnych oraz tymi przeklętymi ochraniaczami.” - Pomyślał Marcus, nie chciał jednak zrażać Mistrza Matteo.
     - A damy nie mają podobnych pokus? Pokus toczenia wojen i rozszerzania władzy?
     - Cóż, kobiety posiadają zwykle mniej wojowniczą naturę, a ich rywalizacja, której zupełnie zapobiec nie sposób, przybiera bardziej subtelne formy. Bardziej subtelne niż palenie ogniem wiosek i zamków. A nadto, nie muszą odmawiać sobie rozkoszy łoża dla zachowania zdobytej mocy i potęgi. Wręcz przeciwnie, mężowie dostarczają im jednego i drugiego.
     - I dlatego mają ich aż czterech?
     - Tylko te najpotężniejsze. Sam rozumiesz, że szlachetnie urodzonych młodzieńców nie starczyłoby dla każdej damy, gdyby zachować takie proporcje. Ale najznaczniejsze z nich, władające księstwami czy hrabstwami, zwykle biorą sobie po czterech mężów. To ugruntowuje ich potęgę.
     - A dlaczego nie więcej?
     - O tym już kiedyś mówiliśmy. Nie pamiętasz? Tak nakazują obyczaje oraz prawa Królestwa. Dama szlachetnego rodu może co najwyżej czterokrotnie poślubić błękitnokrwistego małżonka. Dlatego wielkie panie dbają o swoich mężów.
     - Tak, ale podczas tamtej lekcji o prawach Królestwa nie powiedziałeś, mistrzu, o tych zasadach przekazywania mocy. Czyż nie jest tak, że liczba małżonków została ograniczona, aby żadna z tych dam nie osiągnęła potęgi zdecydowanie większej od pozostałych? I w ten sposób obyczaje oraz prawa Królestwa dbają o zachowanie równowagi?
     - Zadziwiasz mnie, Marcusie. Tak jest bowiem w istocie. Wszystko to służy zachowaniu równowagi.
     - A księżna Berengaria okazuje potęgę większą niż inne damy posługujące się magią? Na dodatek włada silnym księstwem i dysponuje licznymi wojskami? Używa magii wojennej, choćby i przeciwko barbarzyńcom, wzbudza obawę...
     - W rzeczy samej, Rada Królestwa bacznie obserwuje jej poczynania i z pewnością niechętnie przyjęłaby taki związek. Związek z marchią Międzyrzecza. To mogłoby okazać się niekorzystne dla Lady Mirandy i naszego księstwa.
     „Chyba, że oferowana zapłata byłaby jeszcze cenniejsza...” - Pomyślał Marcus, ale nie ośmielił się wypowiedzieć tych słów.
     - To dlatego księstwo ma złą opinie i krążą na jego temat różne plotki? - Zamiast dzielić się własnymi domysłami starał się pociągnąć Mistrza za język.
     - Po prawdzie, nie tylko dlatego... Podobno Lady Berengaria hołduje dziwacznym obyczajom, dwaj spośród jej mężów jakoby od lat nie opuszczają zamku i nikt ich właściwie nie widuje, a sama księżna otacza się faworytami z ludu.
     - Myślisz, mistrzu, że ci dwaj zostali uwięzieni albo może nie żyją? - spytał zaniepokojony Marcus.
     - To pewnie plotki, a już na pewno ta druga. Księżna okazuje wielką potęgę swojej mocy, której nie mogłaby zdobyć korzystając tylko z służby dwóch małżonków. Chociaż przyznać trzeba, że życie w Siedmiu Bramach jest surowe, a jej władza wyjątkowo silna, jak to na pograniczu.
     - A księżniczka Berenika?
     - To jedyne dziecko Lady Berengarii, wychowała ją na wojowniczkę. Jest podobno porywcza i samowolna, chociaż uchodzi też za bardzo urodziwą. Nie obawiaj się jednak, mój chłopcze, związek z Siedmioma Bramami nie przyniósłby Międzyrzeczu nic dobrego i Lady Miranda z pewnością to pojmuje. Idźmy dalej. Hrabianka Dagmara z Kwietnej Doliny, to znakomita partia...
     Marcus z trudem dotrwał do końca tej wyliczanki, udając zainteresowanie kolejnymi młodymi damami. A więc księżna to prawdziwa wiedźma, dokładnie tak, jak głosiły plotki, które zdołał posłyszeć. Dwaj spośród jej mężów nie pokazują się publicznie, gdzieś zniknęli, może nawet nie żyją. To musiało wzbudzać niepokój. Mogło jednak zdarzyć się i tak, że jeżeli coś im się przytrafiło, albo po prostu zmarli, to pani Siedmiu Bram wolała zachować to w tajemnicy, by nie dawać podstaw do przypuszczeń, że jej moc w nieunikniony sposób osłabnie. Co prawda, podobno nic takiego nie miało miejsca. Bierze sobie kochanków z ludu... W sumie, cóż może to obchodzić jego samego? Ciekawe, co takiego matka spodziewa się uzyskać po tym związku, skoro zdaniem Mistrza podkopie on tylko dobre imię margrabiny Międzyrzecza? Myśli Marcusa w nieunikniony sposób zwróciły się ku osobie narzeczonej, przyszłej pani i małżonki. Ma być istotnie urodziwa... I może nawet nie potrzebowałaby korzystać z  mocy męża, by uczynić się piękniejszą. Na tę myśl poczuł niespodziewane ukłucie bólu w genitaliach. Coś próbowało się tam przebudzić i napotkało na opór, opór sprawiający ból. Przeklęty ochraniacz, jak widać, działa i w taki sposób... Berenika jest wojowniczką, bierze udział w bitwach, z pewnością znakomicie jeździ konno i może zrozumie... Odegnał te niewczesne rojenia. Po co łudzić się daremną zapewne nadzieją?
     Pożegnał się wreszcie z Mistrzem Matteo, obiecując solennie, że od jutra weźmie się za pracę nad kolejnymi sonetami. Może istotnie warto by napisać wiersz na cześć Bereniki? Czy jednak w ogóle zwróciłaby uwagę na coś takiego, pochłonięta o wiele bardzie absorbującymi zajęciami? Zajęciami, którym i on chętnie by się oddał...
     Tymczasem, zamiast pogalopować na Demonie i wypuścić sokoły, zmuszony był udać się do pracowni sir Rolanda. Urządzono ją w okrągłej komnacie na szczycie jednej z wież, do której w pogodny dzień zawsze wpadały jasne promienie słońca. Pan Pierwszy już czekał, z przygotowanym i zagruntowanym płótnem, farbami oraz pędzlami. Oczywiście, nie mógłby postąpić inaczej, skoro sporządzenia portretu zażyczyła sobie sama margrabina. Polecił, by chłopak się rozebrał, następnie oglądał go ze wszystkich stron niczym wystawianego na sprzedaż konia. Marcus uznał to porównanie za niezwykle trafne. Potem przyszła pora na wybranie odpowiedniej pozy. Wreszcie młodzieńcowi nakazano stać bez ruchu, w niewygodnej pozycji z lekko wysuniętą i ugiętą prawą nogą, wyprężonym torsem i wyciągniętymi ramionami, w których trzymał sporych rozmiarów bukiet kwiatów. Pochodziły zapewne z hodowli sir Doriana, oto jaki dar na nową drogę życia potrafił przekazać rzekomy ojciec.
     - Mamy niewiele czasu, Marcusie – zauważył pan Pierwszy. - Lady Miranda życzy sobie jak najszybszego sporządzenia tego portretu. Ta zabawka trochę w tym przeszkadza. - Trącił suchym w tej chwili pędzlem ukrytą w ochraniaczu męskość chłopaka. - To w końcu najważniejszy dla przyszłej pani i małżonki fragment twojego ciała. Przekonałem Jej Wysokość, by zdjęła te pierścienie na czas potrzebny do uchwycenia podobizny. Uczyni to jutro i będzie obecna przy naszej pracy. Teraz przygotuję wstępny szkic. Powinieneś się cieszyć, Marcusie, nie wiadomo, kiedy nadarzy ci się kolejna, podobna sposobność. I postaraj się przy tej okazji dobrze wypaść. W razie potrzeby potrafię trochę podkolorować rzeczywistość, ale przecież nie dokonam cudów.
     Sir Roland roześmiał się nie bez nuty złośliwej satysfakcji, a jego słowa powtórnie nasunęły nieuniknione skojarzenie z końskim targiem.

7 257 czyt.
100%297
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 3590 słów i 20385 znaków.

7 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 21 czerwca

    Rozkręca się akcja. Bardzo sprytnie Marcus rozegrał sytuację. Podszedł mistrza Mateo i dowiedział się sporo rzeczy o Księstwie Siedmiu Bram i o kobietach trzymających tam władzę. No i jeszcze dowiedział się, że jego wybranka to urocza wojowniczka.  
    Malowanie portretu też jest rozpracowane logistycznie, bacznie pod okiem matki.  
    Pozdrawiam

  • mily

    mily · 17 wrz 2017 · 193487185

    I to jest to... niezla gra wstepna.... autor buduje napiecie....

  • anonim 200p

    anonim 200p · 16 wrz 2017 · 201440698

    Jak zwykle ciekawe opowiadanie. Czyta się z przyjemnosci

  • QaS

    QaS · 16 wrz 2017 · 300279554

    Coraz bardziej wciagajaca historia. Dodatkowe watki i sugestia na odkrycie nieznanego. Kiedys mialem przyjemnosc byc MG w grach RPG i zwrucilem tu uwage nie na opisy przyszlej żony a niewielka wzmianka o magach wojny, czyzby Markus mial trafic do jedynego miejsca w ktorym magia bitewna jest stosowana a przyszla żona to wojowniczka. Dodajmy mlodzienca ktory buntuje sie przeciw przypisanemu mu losowi.... Zapowiada sie super.
    Kiedy mozemy spodziewac sie kolejnej części?
              

  • POKUSER

    POKUSER · 15 wrz 2017

    Klasa sama w sobie

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 15 wrz 2017 · 195292083

    Mam ochotę wejść w ten świat, wziąć od mistrza Matteo największą i najcięższą mapę czy księgę, najlepiej oprawioną w solidne drewno i walić nią dostojną margrabiną i jej pierwszego męża po głowach tak długo aż... aż sama nie wiem, co. No, ale widzę w pozowaniu i zdjęciu ochraniaczy cień szansy dla Marcusa na wyrwanie się spod władzy tej okropnej kobiety, która nazywa go swoim synem, a nie wykazuje choć cienia właściwych matczynych uczuć. Może Anita okaże się niespodziewanym sprzymierzeńcem chłopaka - wszak miała sposobność zdobyć trochę mocy. Fakt, margrabina jest potężna, ale jeśli Marcus coś wymyśli, element zaskoczenia będzie działał na jego korzyść.

  • Ramol

    Ramol · 15 wrz 2017

    Powolutku poznajemy ten daleki, północny (jak mniemam) kraj. Obecny niezły stan państwa mieszkańcy zawdzięczają odsunięciem mężczyzn z arystokracji od władzy, a nawet od wpływu na politykę. Ciekawią mnie wnioski Autora i sposób rozwiązania matriarchatu w tym ciekawym kraju. Powodzenia Mistrzu!