Nowy Świat Czarownic, cz. 58

Zasypany śniegiem gródek tana Arnolda, czy raczej obecnie Aurory, sprawiał wrażenie, jak gdyby wojenne zmagania sprzed kilku miesięcy wcale się nie wydarzyły. Spaloną bramę naprawiono, biały puch przykrywał inne ślady zniszczeń. Tylko ludzi widziało się mniej, może to jednak zła pogoda skłoniła ich do ukrycia się w chałupach. Nieliczni, którzy strażowali na wałach albo wykonywali jakieś prace gospodarskie, obrzucali Marcusa i towarzyszącego mu sir Lucjusza ponurymi spojrzeniami. Nawet w słabym świetle zapadającego zmierzchu przynajmniej niektórzy musieli rozpoznać chłopaka, który gościł tu przecież przez dłuższy czas, ale wobec obecności dziewczyny powstrzymywali się przed  wyrażaniem otwartej wrogości.
     - Masz szczęście, że wszyscy uważają śmierć ojca za dzieło przeklętej młodej wiedźmy, a nie twoje. W przeciwnym razie nawet ja nie zdołałabym ich powstrzymać i nie ośmieliłabym się ciebie tutaj sprowadzić.
     To Aurora, nadal przepełniona otrzymaną od chłopaka mocą, powstrzymywała napór śnieżycy i umożliwiła przeprawę przez zaspy. Woleli nie ryzykować. Wjechali na dziedziniec i zajęli się końmi.
     - Mam nadzieję, że nie podzielasz ich zdania? Tana Arnolda zabiła lady Berengaria, Berenika nie ponosi w tej sprawie żadnej winy.
     - Ale też jest wiedźmą, a tamta podszywała się oraz nadal podszywa, jak twierdzisz, pod postać twojej pani i małżonki. A zresztą, przez długi czas winiłam ciebie.
     - Jak radzisz sobie z władaniem grodem i poddanymi? -  postanowił zmienić temat.
     - To nie są moi poddani, tylko wolni członkowie klanu.
     - Ale wykonują twoje rozkazy, czy może prośby?
     - Ktoś musi wszystkim zarządzać, ojciec cieszył się prawdziwym szacunkiem, ja staram się na podobny dopiero zasłużyć.
     - Jak sądzę, nie przeszkadza w tym to, że posiadasz największe ku temu zdolności oraz najlepiej władasz mocą?
     - Nie przeszkadza, ale też nie wystarcza – ucięła rozdrażniona, wychodząc ze stajni.
     - Dobrze, że wróciłaś przez nocą, panienko. Czekam z wieczerzą. - To Marta stanęła w otwartych drzwiach dworzyszcza. - A i ciebie miło widzieć, młody paniczu. - Przynajmniej ktoś zdawał się cieszyć na widok Marcusa. - Zawsze mówiłam, że pasujesz do naszej dziewuszki i nie powinna cię wypuszczać.
     - Witaj, Marto. Jestem głodny jak wilk i liczę na twoje specjały.
     - Rzeczywiście, wydajesz się zabiedzony, paniczu, ale szybko cię odkarmię. Ciebie również, panie – Marta zwróciła się do Lucjusza. - Szczerze mówiąc, wyglądasz jeszcze gorzej, a podobno też jesteś księciem. I bardzo dobrze, obydwaj przydacie się panience jak znalazł. Bardzo się przydacie, tylko musicie zacząć dobrze jeść.
     - Marto! - Już w przedsionku, zdejmując futrzany kaftan, Aurora próbowała zgromić gospodynię spojrzeniem.
     - A co, czy nie mówię prawdy? Potrzebujesz mocy, panienko. Wszyscy chcemy, żebyś zebrała ją jak najszybciej i jak najwięcej. Wtedy nikt nam nie zagrozi, a tamci od Śnieżnego Niedźwiedzia albo ci głupcy znad Białej Rzeki będą trzymali się z daleka.
     - Marto, proszę cię. Podaj lepiej tę wieczerzę, bo rzeczywiście jesteśmy głodni.
     - Wszystko już gotowe, to ważne, żeby młodzi panicze z Południa nabrali sił.
     Aurora poddała się i zrezygnowała z prób uciszenia gadatliwej gospodyni. Potrawy nie zawiodły oczekiwań Marcusa, proste, pożywne i obfite, smakowały wybornie po dwóch tygodniach obywania się zapasami zabranymi z zamku, a przyrządzanymi przez pozbawionych chyba zmysłu smaku barbarzyńców. Popijał niezłym piwem, zaoferowanym łaskawie przez Martę, która traktowała go niczym odzyskanego po latach syna, a przynajmniej siostrzeńca. Nawet Lucjusz, początkowo niechętny i pogardliwy, zmiękł trochę, pokonany luksusem spożywania naprawdę ciepłych potraw. Nie potrafił tylko przekonać się do piwa i niezręcznie spytał o wino, narażając się na niechętne spojrzenie Marty.
     - Wybacz, panie, ale ziemie Północy nie rodzą wina, a nie mamy możliwości sprowadzania tego trunku z Królestwa – Aurora zadała sobie trud ratowania konwersacji.
     - To dobre dla słabeuszy z Południa – prychnęła zirytowana gospodyni. - Piwo dodaje wigoru w walce oraz w łożu. Wypijesz je szybko i jesteś gotowy ruszać z oszczepem do boju. A wino tylko wszystko opóźnia i niepotrzebnie komplikuje nawet najprostsze sprawy, jak to się dzieje w tym waszym Królestwie.
     - Marto, sir Lucjusz jest zmęczony. Przygotuj może kąpiel i wskaż mu jego izbę. Ja porozmawiam jeszcze z Marcusem, a on napije się tego tak zachwalanego piwa.
     - I bardzo dobrze, myślę, że naszemu księciu drogi do jego izby wskazywać nie będzie trzeba?
     - Marto, idź już wreszcie!
     Po wyjściu gospodyni Aurora grzebała jeszcze przez chwilę drewnianą łyżką w resztkach potrawki.
     - Jak widzisz, masz tutaj potężnego sojusznika, Marcusie. Suszyła mi tak głowę od bardzo dawna.
     - O co chodzi z tymi Śnieżnymi Niedźwiedziami znad Białej Rzeki?
     - To nie jeden, tylko dwa różne klany. Dopóki żył ojciec, trzymali się z daleka. Teraz uznali, każdy osobno, że jesteśmy bliskimi kuzynami i powinniśmy się do nich przyłączyć. Też mi pomysł! Na szczęście, są na tyle skłóceni, że pilnują się wzajemnie i nie odważyli na otwarty atak. Kto wie, czy nie nabiorą jednak odwagi, gdy rozejdą się wieści o tym, że mogę nosić syna księcia z Południa. Strach popchnie ich do działania.
     - To dlatego tak bardzo potrzebujesz mocy? I dlatego odprawiłaś Martę?
     - Marcusie, to nie tak. Naprawdę ci wierzę, naprawdę ucieszyłam się z twojego powrotu i naprawdę nie chodzi mi tylko o tę przeklętą moc!
     - Ona na pewno nie zaszkodzi. Niedźwiedzie i głupcy znad Rzeki będą trzymać się z daleka, inni zresztą też, gdy tylko dowiedzą się, że książę powrócił i dysponujesz potężnym źródłem tej przeklętej mocy.
     - Czy ona zawsze musi wszystko zepsuć?
     - Zepsuła już bardzo wiele. Na Południu wielkie damy i szlachetnie urodzeni panowie pozostają w jej władzy, z jednych czyni niewolników, innych popycha do strasznych czynów. Niektórych sama doświadczyłaś, ale nie wiesz o wszystkich. Masz jednak rację, aby przerwać ten krąg muszę ci zaufać. W końcu przybyłem, by prosić o pomoc. Pomoc, której tylko ty możesz udzielić.
     - Już to obiecałam i dotrzymam słowa. Chociaż nie bardzo pojmuję, w czym mogłabym się przydać. Masz już moją wiedzę, a mocy ci nie brakuje. My tutaj nie zbieramy jej nigdy wystarczająco dużo, by poważnie zagrozić wiedźmie.
     - Moja moc nie działa przeciwko Berengarii, to dlatego przegraliśmy i musiałem uciekać.
     - Przecież działała, sama jej używałam. Mocy uzyskanej właśnie od ciebie. Ty również to czyniłeś.
     - Magiczna siła nie zadziała przeciwko władczyni magii, która jako pierwsza wzięła do łoża i uczyniła swym kochankiem gromadzącego ją mężczyznę szlachetnej krwi. Przynajmniej tego nauczyłem się po naszej klęsce.
     - Ale przecież...
     - Lady Berengaria nie była moją pierwszą, władającą mocą kochanką. To dlatego nasze czary działały wtedy przeciwko niej. Zmieniło się to w chwili, gdy zabiła tę panią magii, która jeszcze w Międzyrzeczu wzięła mnie do łoża. Szukała jej od dawna, aż w końcu znalazła. I teraz to ona zyskała odporność, jako następna w kolejce.
     - W Międzyrzeczu? A więc to nie była Berenika? Czyżby to jednak ta twoja jakoby mało urodziwa siostra?
     - Nie... Wtedy nie znałem całej prawdy. Uwiodła mnie własna matka, szlachetna margrabina Miranda, wielka pani Królestwa. Uwiodła niczym ulicznica, udając służącą. Chciała oszukać wiedźmę i zapłaciła życiem. Ta służka, chociaż niczego nieświadoma, również. Z mojej winy, bo jak głupiec zdradziłem jej imię czarownicy. Nie wiedziałem, jakie to ma znaczenie.
     - To, co wyprawiacie w tym waszym Królestwie, to co wyprawiają te jakoby szlachetnie urodzone damy, nie mieści się w głowie. Może jednak Marta ma rację, wino miesza wam rozum. Bo nawet ci durni Niedźwiedzie albo głupcy znad Rzeki nie wymyślili by czegoś takiego.
     - Może to rzeczywiście prawda. - Marcus pociągnął solidny łyk piwa.
     - Nadal jednak nie rozumiem, w jaki sposób mogę pomóc. Bez ciebie nie zbierzemy tu wystarczająco wiele mocy, by zagrozić starej wiedźmie.
     - Jest jeszcze Lucjusz, nie przywiozłem go tutaj, a prawdę mówiąc porwałem, tylko po to, by nie wpadł w ręce Berengarii. Berenika nie brała trzeciego męża do łoża i nie korzystała z jego mocy przed tą nieszczęsną bitwą, zrobiła to dla mnie i dlatego tak łatwo przegraliśmy, ale wyruszając na wojnę zdjęła ochraniacz i uwolniła chłopaka. Miała taki dziwny kaprys, ale to daje nam szansę. On może gromadzić moc, moc na którą wiedźma nie jest odporna, bo nie zdążyła uczynić Lucjusza swoim kochankiem.
     - A więc chcesz, żebym...
     - Nie, to nie wystarczy. Nie obraź się, ale nawet z mocą Lucjusza możesz nie poradzić sobie z czarownicą w otwartej walce. Ona również regularnie korzysta z dostarczycieli magicznej siły, przynajmniej kilku, będzie miała się na baczności i zna mnóstwo sztuczek. Nie chcę zresztą, żebyś samotnie stawała przeciwko niej. Ja nie zdołam w niczym pomóc.
     - To jaki masz plan?
     Potrzebujemy innych kobiet z twojego ludu potrafiących gromadzić moc i posługiwać się czarami. Przynajmniej kilku, które kolejno wezmą Lucjusza do łoża.
     - Chcesz wypchać je magią tego chłystka i rzucić przeciwko wiedźmie ze Złotej Bramy? Myślisz, że okażą się lepsze ode mnie? Niby z jakiej racji miałyby przystać na coś takiego? I dlaczego ja sama miałabym przystać na to, żeby brały moc i nasienie od, było nie było, szlachetnie urodzonego księcia z Południa? Na pewno będą próbowały począć synów z jego krwi.
     - I dlatego się zgodzą, choćby Ragnega.
     - A dlaczego ja sama miałabym oddać im taką przysługę?
     - Bo cię o to proszę, bo to szansa, żeby pozbyć się wiedźmy.
     - Uważasz, że zdołasz najechać z nimi Królestwo i zagrozić czarownicy? Na to moc Lucjusza nie wystarczy.
     - To prawda, nie wystarczy. Mam co prawda wrażenie, że odkąd nie noszę ochraniacza, moja siła odradza się szybciej. Lucjusza i wszystkich innych panów też może to dotyczyć. Ale Berengaria, udająca Berenikę – prawowitą księżną Siedmiu Bram, w razie bezpośredniego ataku Ludu Północy uzyska pomoc innych władczyń mocy z  Królestwa. Sama też nie byłaby zresztą bez szans. Nie mam zamiaru ruszać na żadną otwartą wojnę.
     - To co chcesz zrobić?
     - Spotkać się z nią tutaj. Prędzej czy później zostanie zmuszona wyruszyć na Północ. I to raczej szybko, gdy tylko utrwali odzyskaną władzę.
     - W środku zimy?
     - Mając dość mocy, zdoła bez trudu poprowadzić spory orszak, chociaż może nie armię. Ja też tak zrobiłem.
     - Zaryzykuje samotną wyprawę?
     - Będzie musiała. Po pierwsze, nie może zostawić mnie tutaj bez ochraniacza, sama wiesz dlaczego.
     - Prawda, tego Lucjusza również. Nietrudno domyślić się, jakie masz wobec niego plany.
     - Może nie wiedzieć o tym, że on nie nosi pierścieni. Ale tak czy inaczej, sir Lucjusz,  oficjalny i prawowity trzeci małżonek księżnej Siedmiu Bram, uprowadzony siłą do dzikich barbarzyńców, potrzebuje pomocy. Błagał o to panią i żonę za pośrednictwem matki, hrabiny Lawinii z Wysokiego Lasu, dopilnowałem tego. Lady Lawinia też z pewnością nalega, aby poślubiona małżonka pomogła jej synowi. Szlachetna pani będzie musiała coś zrobić, w końcu opieka nad mężami to jej obowiązek, wszyscy tego właśnie oczekują od wielkiej damy Królestwa. Pewna własnej siły i mając do załatwienia sprawy, które woli utrzymać w tajemnicy, wyruszy na Północ. A ja będę na nią czekał.
     - Twoja moc nie działa przeciwko wiedźmie, zapomniałeś?
     - Wykorzystam moc Lucjusza. Nie za twoim pośrednictwem, ale z twoją pomocą.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2148 słów i 12037 znaków, zaktualizował 23 lis 2020.

5 komentarzy

 
  • emeryt

    @nefer, czy mógłbyś wyjaśnić kto właściwie spalił tana Arnolda? Bo jeśli to była stara Berengaria, to musiała wcześniej uśmiercić margrabinę Międzyrzecza, chyba że margrabina była z nią i to ona zabiła obydwu tanów?

  • nefer

    @emeryt Arnolda zabiła czarem ognia stara Berengaria (nazwijmy ją tak dla uproszczenia, bo to imię też przecież ukradła). Uczyniła to atakując z zaskoczenia, podczas gdy Marcus zajęty był osłoną Aurory (przed uprzednim atakiem tejże Berengarii) oraz Sudrun (przed atakami Ragnegi). Jego moc zadziałałaby wówczas przeciwko Berengarii, gdyby nie odwrócono jego uwagi. Margrabina jeszcze wówczas żyła (najprawdopodobniej Berengaria nie wiedziała nawet wtedy, że to Lady Miranda wyprzedziła ją w zaciągnięciu Marcusa do łoża) i czary chłopaka okazałyby się skuteczne, gdyby zdążył osłonić Arnolda (jak uczynił to w przypadku Aurory). Drugi z tanów, Rogwold, zginął od miecza, w ogólnej walce.
    Mam nadzieję, że pozostajesz w dobrym zdrowiu. Przy okazji daję znać, zę rozpocząłem pracę nad kolejnym odcinkiem, tymczasem udało się napisać scenę erotyczną.  ;)

  • emeryt

    @nefer , dziękuję Tobie za tak łopatologiczną odpowiedż na moje pytanie. Mam nadzieję że powiązałem wszystkie wątki działania mocy w tym fantastycznym świecie. Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam - emeryt.

  • Mariusz

    i teraz miesiąc czekania na następną część .... wpędzasz nas do grobu tym oczekiwaniem
    no ale tak trzeba - chyba  
    :bravo:  :bravo:  :bravo:

  • nefer

    @Mariusz Prawda, odstępy pomiędzy kolejnymi odcinkami wydłużyły się. Bywa, że nie mam czasu (kwarantanna narodowa i przebywanie członków rodziny w domu nie sprzyjają pisanienie - domyśl się dlaczego   :smh: ), bywa również, że brakuje tzw. "pary". Wybacz, proszę. Mam nadzieję, że uda mi się dokończyć opowieść, finał już blisko (co może jednak oznaczać ok. 10 rozdziałów). Dzięki za oklaski  :smile:  i pozdrawiam.

  • MX

    Mega historia, masz talent do pisania.

  • nefer

    @MX Dzięki za wizytę i życzliwy komentarz. Oczywiscie, zapraszam do dalszej lektury, ewentualnie zajrzenia do innych, zamieszczonych tu przeze mnie opowieści.

  • AnonimS

    Sytuacja coraz bardziej się komplikuje . Szykują się kolejne "krzyżówki"  oddawania mocy. Kombinacje jakich by się nie powstydził profesor Pieniążek. Najbardziej mnie ciekawi postawa Lucjusza. Czy odda ją dobrowolnie i z ochotą? A może będzie potrzebował stosowania środków przymusu bezpośredniego. Pozdrawiam

  • emeryt

    @AnonimS, nie sądzę że będzie potrzeba stosowania przymusu bezpośredniego. Lucjusz jeszcze nie ma takiej wiadzy i doświadczenia jak Marcus, a na powaby płci pięknej sam się połaszczy. Bardziej mnie martwi że może być tak samo pierwszym kochnkiem kogoś innego niż Berenika. Lecz to wszystko zależy od naszego Autora który lubi namieszać. Pozdrowiam.

  • AnonimS

    @emeryt widzę że pomagasz Autorowi. Hehe. Z jednej strony masz rację. Z drugiej może bardziej być wierny niż Marcus. Tym bardziej, że jego losy były inne . Nie miał tylu pokus i przygód seksualnych.

  • nefer

    @AnonimS Panowie, Marcus coś dla niego zaplanował. Tym bardziej, ze Lucjusz jest mu niezbędnie potrzebny do zrealizowania planu pokanania wiedźmy. Aurora również, ale nie w, zdawałoby się, oczywisty sposób.
    dzięki za wizytę i pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer, jednak Marcus (oczywiście za twoim pośrednictwem) zaczął myśleć taktycznie. To nie jest już chłopak, mający tylko seks w głowie, lecz powoli staje się strategiem wiedzącym o swoich brakach w wiedzy o magii i taktyce walki .  Jego przebiegłość może przynieść mu sukces. Dziękuję Tobie drogi autorze za ten kolejny odcinek. Życzę Tobie wraz z Pierwszą Czytelniczką dużo, dużo zdrowia, oraz unikania wszelkich kłopotów .

  • nefer

    @emeryt Musi dojrzeć, aby mieć szansę na zwycięstwo. Prosta potęga magii to zbyt mało, o tym już się przekonał. Dzięki za życzenia i również pozdrawiam