Nowy Świat Czarownic, cz. 54

Gdy tylko zjechał z przeklętej przełęczy i ominął ogarnięty już chaosem obóz, znalazł się w obliczu sięgających końskiego brzucha zasp śnieżnych. Szlak został całkowicie zasypany i nawet Demon nie był wstanie kontynuować galopu, czy chociażby przebić się przez zwały białego puchu. Nie bacząc na nic, Marcus odruchowo użył mocy. Żywioł powietrza z łatwością wymiótł śnieg spod kopyt wierzchowca, otwierając drogę. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że znowu może skutecznie posługiwać się magią, siła i zdolności wróciły! Myśl, by zawrócić, spróbować uwolnić Berenikę i Sudrun, zgasła równie szybko, jak się pojawiła. W obliczu wiedźmy okazał się bezradny niczym dziecko, niczym zwykły wieśniak z ludu albo pozbawiony jakiejkolwiek wiedzy, szlachetnie urodzony pan. W jakiś sposób zablokowała jego moc, chociaż nie wyczuwał żadnej magicznej aktywności z jej strony. Nie wątpił, że potrafiłaby uczynić to raz jeszcze, gdy tylko ponownie znajdzie się w pobliżu Lady Berengarii. Jak tego dokonała? Przecież na początku bitwy bez wysiłku rozpoznawał splatane przez starą księżną węzły żywiołów i skutecznie je niszczył, podobnie jak i Berenika. Potem żadne z nich nie zdołało ani wykryć, ani powstrzymać potężnych splotów ognia, powietrza oraz ziemi, które otwarły przełęcz dla wrogów i wstrząsnęły szeregami armii Siedmiu Bram, zanim jeszcze ujawniła się wśród nich zdrada. Generał czegoś takiego właśnie oczekiwał i zawczasu przygotował się na taką sytuację. Otrzymał zresztą stosowne rozkazy, wiedźma musiała więc wszystko zaplanować. Tyle, że ogarnięty nienawiścią do szlachetnego pana z Południa, podważającego tradycję oraz autorytet dowódcy armii, Harold złamał te polecenia i chciał zabić Marcusa, co sam przypłacił życiem, komplikując przy okazji zadanie podwładnym. A na koniec pojawiła się Lady Berengaria, ponownie blokując ich magię i obydwoje z Bereniką unieruchamiając własnymi czarami. Skoro czyniła to obecnie bez żadnego wysiłku, to jakim cudem stawiali jej czoła na początku starcia? Udawała? To niemożliwe, moc nie działała w taki sposób. Nie dało się używać jej częściowo albo na niby. Za tym wszystkim musiało kryć się coś więcej.
     Porzucił te jałowe rozważania, zaprzątnięty ważniejszym w tej chwili pytaniem, dokąd uciekać? Wielkiego wyboru nie miał, drogę na południe zamykały wrogie armie, a obecnie za wrogów musiał uważać zarówno żołnierzy z Międzyrzecza, jak i Siedmiu Bram. A więc, pierwszy cel to zamek Złotej Bramy. Berenika wykrzykiwała coś w ostatniej chwili o tym, że pozostawiła rozkazy czyniące go jej namiestnikiem albo zastępcą i dające władzę nad garnizonem. Na dzień lub dwa może to wystarczy, zdobędzie przewagę dzięki Demonowi oraz magii żywiołów, otwierającej drogę przez śniegi. Później wieści o bitwie dotrą do fortecy, zresztą wiedźma z pewnością zechce jak najszybciej zająć stolicę i będzie musiał uciekać dalej. Dokąd? Odpowiedź znowu nasuwała się sama z bezlitosną, nie pozostawiającą wyboru logiką. Dalej na Północ, do barbarzyńców i Aurory. Tylko ona mu pozostała i tylko tam moc wiedźmy łatwo go nie dosięgnie. W jakiś sposób przekona dziewczynę, że to nie on zabił tana Arnolda. Po prostu będzie musiała uwierzyć w niewinność Marcusa. W Złotej Bramie odpocznie, zbierze zapasy, wymyśli jakiś sposób. Przyszło mu do głowy, że korzystając z władzy otrzymanej od Bereniki mógłby uwolnić przetrzymywanych tam więźniów z Ludu Północy. To na początek. Wprawdzie podobny gest z jeńcami wziętymi podczas bitwy nie przyniósł oczekiwanego rezultatu, ale może Aurora zdążyła trochę ochłonąć? I tym razem zwróci wolność nie zwykłym wojownikom, ale członkom klanów dysponującym mocą, szczególnie cennym, wydawanym przez lata wiedźmie jako okup za chwilowy rozejm.
     Dopiero po pewnym czasie, gdy zagłębił się już w mroczniejący zmierzchem las, nadal odruchowo przecierając szlak mocą żywiołów, wspomnienie o tanie Arnoldzie postawiło przed oczyma chłopaka okropną scenę śmierci Tamary, jeszcze jednej ofiary przeklętej wiedźmy. Gwardzistka nie żywiła może wobec podopiecznego uczuć równie żarliwych jak Sudrun, o której kolejnym poświęceniu wolał tymczasem nie myśleć, nie wszystko naraz, ale otrzymane niegdyś rozkazy rozbudzania męskich instynktów młodego panicza wykonywała ochoczo i bez przykrości. A teraz z całą pewnością chciała mu pomoc, nadjeżdżała z ostrzeżeniem, wołała coś o śmierci matki. I w tejże chwili sama zginęła, spopielona przez czarownicę. Właśnie, czy Lady Miranda rzeczywiście nie żyła? Wydawało się to niepojęte, przez całe lata uważał ją w naturalny sposób, świadomie lub nie, za niezniszczalną opokę, zawsze urodziwą, nie ulegającą wpływowi czasu – teraz już wiedział, jakim sposobem - potężną i wszechwładną panią zamku oraz całej marchii Międzyrzecza, której słowo stawało się prawem. A teraz miałaby, tak po prostu, znaleźć przypadkową śmierć w jakiejś bitwie, oszukana, walcząc nawet nie o własną sprawę? Nigdy matki nie kochał miłością prawdziwie serdeczną, pojmował już, że nie dopuszczała do tego, trzymała na dystans, wiedząc, że prędzej czy później sprzeda syna dla zaspokojenia takich czy innych, własnych ambicji. Co też uczyniła, gdy tylko nabrał wartości na targu mocy, władzy i polityki. Nie, nie kochał margrabiny Międzyrzecza, ale jej odejście burzyło cały świat dzieciństwa i wczesnej młodości Marcusa. Trudno było przyjąć to do wiadomości. Ale przecież Tamara nie okłamywałaby chłopaka w podobny sposób, ani też nie przynosiła niesprawdzonych wieści takiej wagi. Jej własna śmierć czyniła je tym bardziej prawdopodobnymi. Musiała mieć pewność, a należąc do osobistej gwardii, może nawet stała się świadkiem ostatnich chwil pani Międzyrzecza. Gdyby nie zesłana przez wiedźmę kula ognia, zdążyłaby pewnie powiedzieć więcej.
     Z przerażającą jasnością uświadomił sobie ten fakt. Dlaczego wiedźma zabiła dziewczynę tak szybko i bezlitośnie? W jednej chwili przerywając wykrzykiwane przez nią ostrzeżenia. Przecież i tak w żaden sposób nie zdołałaby pomóc więźniom, wystarczyło rzucić jeszcze jeden czar unieruchomienia. Odpowiedź nasuwała się tylko jedna. Może Tamara miała do powiedzenia coś jeszcze? Coś, o czym nie powinien dowiedzieć się panicz Marcus, o czym nikt nie powinien się dowiedzieć? Cóż takiego mogła ujrzeć gwardzistka, pełniąca straż przy osobie poległej margrabiny Międzyrzecza? Straszliwe podejrzenie przeszyło umysł chłopaka. Czy stara czarownica byłaby zdolna do tak wielkiej zdrady? Oczywiście, że tak, gdyby tylko dostrzegła w tym jakąś korzyść. Ale jaką korzyść mogła osiągnąć, pozbawiając podstępnie życia najważniejszą sojuszniczkę? Czy podobnie jak w przypadku Tamary posłużyła się ogniem? Wątpliwe, to wzbudziłoby zbyt wiele podejrzeń, skoro cały jej plan opierał się na oskarżeniu prawdziwej Bereniki o oszustwo i podszywanie się pod nową panią Siedmiu Bram, a dowód miała stanowić rzekoma nieumiejętność posługiwania się magią. Zresztą doświadczona pani mocy nie powinna dać się zaskoczyć w taki sposób. Wiedząc, że staje do boju z równorzędna przeciwniczką, powinna zachować szczególną czujność. Co innego cios sztyletem w plecy w bitewnym zamieszaniu. Matka nie była żadną wojowniczką, nigdy dotąd nie widział jej w pancerzu, nawet podczas przyjmowania oficjalnych parad wojska występowała w eleganckich, dworskich sukniach. Po cóż więc udała się na pierwszą linię, czego szukała na tej przeklętej, zasypanej śniegiem przełęczy? Dlaczego właściwie tak ochoczo wsparła niejasną sprawę wiedźmy? I najważniejsze, cóż takiego mogła zyskać Lady Berengaria na śmierci pani Międzyrzecza akurat w chwili, gdy szale zmagań przechylały się na ich korzyść?
     Podejrzenie rodziło się powoli, kolejne elementy układanki wskakiwały na swoje miejsce. Opowieść sir Adriana o zaginięciu prawdziwej Lady Berengarii, dziwny przebieg dzisiejszej bitwy, a zwłaszcza zmagań mocy. To, że wiedźma uparcie dążyła do tego, by zawsze stać się pierwszą panią szlachetnej krwi, która czerpała magiczną siłę od błękitnokrwistych mężczyzn z jej otoczenia, aby stać się ich pierwszą, prawdziwą kochanką, mówiąc wprost. A gdy z powodu tajemniczej Anity nie udało się to w przypadku Marcusa, dołożyła wszelkich starań, by dziewczynę odnaleźć, co ostatecznie kosztowało nieszczęsną służkę życie. Pomimo, że zaklinała się, iż to nie ona uwiodła chłopaka tamtej wiosennej nocy przed nałożeniem przez matkę ochraniacza. Sama wiedźma też to zresztą potwierdziła, przy okazji zarzucając Marcusowi kłamstwo. I wreszcie, w jaki sposób pani mocy mogłaby przebywać ukradkiem na zamku margrabiny, udając zwykłą służkę i nie zwracając uwagi władczyni fortecy? Nawet wymysł o siostrze, uczącej brata zaklęć w zamian za oddawanie magicznej siły, wykorzystany niegdyś wobec Aurory i bez zdziwienia przyjęty przez barbarzyńską księżniczkę, nabrał obecnie ponurej wymowy. Czy matka znała czary bitewne o wystarczającej potędze, by rozbić śnieg, lód i skały na przełęczy? Wiedźma to potrafiła, sam widział coś takiego na własne oczy, a podczas starcia przez pewien czas skutecznie blokował podejmowane przez nią próby, ale szlachetnie urodzone panie z Południa od dawna nie posiadały takiej wiedzy i oficjalnie ją potępiały, jako domenę szalonych mężczyzn-czarodziejów z dawnych czasów. Wiedzy o magii można jednak nauczyć, a zapłata za dostarczyciela mocy o sile takiej jak on sam, jakoby zupełnie wyjątkowego, musiała być wysoka. Na pewno wyższa, niż kawałek pokrytego górami, lasami i śniegiem pogranicza pomiędzy marchią, a księstwem Siedmiu Bram, co wpisano w oficjalnym kontrakcie ślubnym. Przypomniał sobie teraz, że pomimo pośpiesznie organizowanej ceremonii, obydwie panie szlachetnej krwi znalazły wtedy czas, by w leśnych ostępach oddawać się rozrywkom łowieckim, w których margrabina zwykle nie gustowała, a którym nie sprzyjała również wczesna pora roku. Matka sprzedała go za przekazywane jej w sekrecie czary bitewne. Czy przy tej okazji otrzymała również umiejętność przedłużania życia? Wątpliwe, coś takiego wiedźma powinna utrzymywać w tajemnicy i zachowywać wyłącznie na własny użytek. Chyba, że zmusiła ją wielka potrzeba... Potrzeba natychmiastowego pozyskania silnej armii przeciwko rzekomej uzurpatorce. I dostała wojska Międzyrzecza, ale w zamian za bardzo wysoką cenę. I mogło to stanowić istotny powód zamachu na życie margrabiny. A jeżeli Lady Miranda od samego początku, od złożenia i przyjęcia oferty małżeństwa Marcusa, nie ufała księżnej, to mogła zapragnąć dodatkowego zabezpieczenia, łatwego wtedy do uzyskania. Oczywiście, bez wiedzy wiedźmy i samego chłopaka zresztą również. Może pani Siedmiu Bram domyśliła się sama tego, co obecnie podejrzewał, a może matka nieopatrznie ujawniła sekret, chcąc zapewnić sojuszniczkom szybkie i łatwe zwycięstwo. To ostatecznie przesądziło o jej losie. I kto wie, czy jednak nie dała się zaskoczyć atakiem mocy, skoro nie spodziewała się oporu ze strony syna i jego małżonki? Oczywiście, dla niepoznaki i tak należało na koniec wbić jej ostrze w plecy, co zapewne ujrzała nieszczęsna Tamara.
     Zajęty tymi ponurymi rozmyślaniami posuwał się przez zasypany śniegiem las, nadal korzystając z mocy. Odrzucił myśl o postoju i odpoczynku. Wprawdzie żaden zwykły patrol nie byłby w stanie dogonić go lub pojmać, ale sama wiedźma uczyniłaby to bez trudu. Na szczęście, w zaistniałej sytuacji nie mogła raczej natychmiast opuścić armii i pola bitwy. To dawało trochę czasu, ale musi się pospieszyć, by wykorzystać ten dar jak najlepiej. Nadal bił się z myślami, rozważając, czy nie ma innego wytłumaczenia niedawnych wydarzeń niż to, które zdawało się wprawdzie wszystko wyjaśniać, ale stawiało świat Marcusa na głowie. Wiedział już wprawdzie, że panie szlachetnej krwi gotowe są dla mocy i władzy do każdej zbrodni, postępek margrabiny nie mieścił się jednak w głowie. Co innego czyny zdeprawowanej, żyjącej w pogranicznej dziczy wiedźmy, ale tutaj chodziło o jego własną matkę, wyrafinowaną panią jednego z najświetniejszych dworów Królestwa. Czy potrafi znaleźć jakiś dowód? Wysilał na próżno zmęczony umysł, wreszcie równie wyczerpane ciało dało o świcie znać, że nie wytrzyma dłużej gorączkowej galopady. Demon także musiał odpocząć, a zresztą pierwszy małżonek zwycięskiej Lady Bereniki, wysłany z wieściami o zwycięstwie, a tak zamierzał przedstawić powód swego przybycia, nie powinien pojawić się u wrót Złotej Bramy jako wymizerowany rozbitek. Odnalazł więc jakieś zaciszne miejsce, pomagając sobie mocą przygotował schronienie dla siebie i wierzchowca, a odpierając zimne powiewy wiatru żywiołem powietrza oraz ogrzewając się odrobiną żywiołu ognia, zdołał po chwili zasnąć.
     Przerażony, uświadomił sobie, że przespał większość krótkiego, zimowego dnia. Oby wiedźma, zajęta porządkowaniem wojsk, nie zdołała tego wykorzystać. Przynajmniej świeża myśl podsunęła pomysł rozwiązania dręczącego Marcusa pytania. Tak, może zdoła odnaleźć dowód, zachował go kiedyś nieświadomie jako sentymentalną pamiątkę, niczym niedoświadczony młodzieniec, po pierwszej dziewczynie, która w pełni otwarła przed nim świat rozkoszy zmysłów. Już wtedy powinien zwrócić na to uwagę, ale wydarzenia potoczyły się tak szybko, że podobne sentymenty wyleciały z głowy chłopaka. Chyba nie wyrzucił jednak tego drobiazgu, zabrał ze sobą do Złotej Bramy i spoczywa on teraz gdzieś w osobistych apartamentach Marcusa?
     Pobudzony tą myślą, przełknął jakieś znalezione w sakwach przy siodle resztki jedzenia, Demon musiał zadowolić się wytopioną ze śniegu wodą, po czym ruszyli oboje w stronę zamku. Tym razem posuwał się rozważniej, oszczędzając siły i obiecując sobie solennie, że wytrzyma aż do końca tej podróży i wyprzedzi wiedźmę.
     W okolice Złotej Bramy dotarli późnym porankiem następnego dnia, nie najgorsza pora na powrót szlachetnego pana z udanej, wczesnej przejażdżki, czy w tym wypadku, ze zwycięskiej wyprawy wojennej. Gdy tylko ujrzał pokryte śniegiem, strome dachy wież i budynków przystanął jeszcze, by doprowadzić do porządku wygląd własny oraz Demona, w czym przydatne okazały się poznane niedawno od Bereniki czary zmiany postaci. Użył ich oszczędnie, usuwając najbardziej widoczne ślady walki i zmęczenia. Ostatecznie, mógł się odrobinę przeforsować, byle jak najszybciej dostarczyć dobre wiadomości.
     Obawiał się trochę, czy aby czarownica nie zdołała go w jakiś sposób wyprzedzić. Teraz dopiero zrozumiał, co musiała odczuwać Sudrun, przeprowadzając swoją niebezpieczną misję. Nie, o Sudrun nie będzie w tej chwili myślał. Wszystko poszło jednak gładko, rozpoznano Marcusa bez problemu, a wiadomości o rzekomym zwycięstwie przyjęto ze szczerą radością. To nie mogła być żadna pułapka, zwykli żołnierze, pachołkowie i służba nie potrafiliby aż tak dobrze udawać. Zresztą wiedźma nie musiałaby tym razem organizować podobnego przedstawienia. Gdyby wyprzedziła chłopaka, pojmałaby go w chwili, gdy przejechał przez bramę. Zarządcy dworu wydał polecenie przygotowywania uroczystości powitalnych, trudno, skorzysta na tym Lady Berengaria, zapowiedział, że gdy tylko wykona rozkazy, z którymi przybył, wyrusza ponownie na spotkanie pani i małżonki, zażądał zapasów, oporządzenia Demona  oraz podstawienia zapasowych koni, po czym, z trudem panując nad niecierpliwym pragnieniem poznania prawdy, pod pretekstem odpoczynku udał się do swoich pokojów, odrzucając propozycję przygotowania kąpieli.
     Nie miał głowy do żadnych kąpieli, a obecność służących tylko by przeszkadzała, nawet gdyby nie przysłano zachowujących się uwodzicielsko młodych dziewcząt, z którą to praktyką Berenika na szczęście skończyła. Rozległy, luksusowy apartament złożony z kilku komnat już dawniej irytował Marcusa, gdy przebywał tam uprzednio niemal jako więzień, padając ofiarą podstępnej gry prowadzonej przez wiedźmę oraz ulegającą wówczas jej wpływom księżniczkę. Tamte uczucia okazały się jednak niczym wobec obecnej frustracji, gdy przeklinając w cichej furii przetrząsał szuflady, komody, szafy i wszelakiego rodzaju inne schowki w kolejnych pokojach. Przecież musi to gdzieś tutaj być, nie wyrzucił tej „pamiątki”, służba też nie miałaby powodu, aby ukraść coś tak bezwartościowego, nawet gdyby ktokolwiek ośmielił się na taki czyn pod bokiem surowej Lady Berengarii. Może jednak zgubił? Wreszcie znalazł, wrzucony do jednej z szuflad, razem z nożem myśliwskim, odłamanym grotem strzały, którą trafił pierwszego jelonka oraz portretem Bereniki, ciśniętym niegdyś w gniewie i zapomnianym. Jest... Nie mógł się mylić, zachował jak dotąd tylko jeden kosmyk kobiecych włosów, a włosy potrafiły, jak sam się przekonał, zdradzić niejedną, podstępną panią mocy. Tak, jak zdradziły niegdyś samą Lady Berengarię. Długie i bujne, a takimi lubiły przyozdabiać swą urodę szlachetnie urodzone damy, łatwo wypadały pod dotykiem namiętnej dłoni kochanka, a potem, nie objęte już czarami zmiany postaci, powracały do naturalnego stanu, zazwyczaj niezauważone i zapomniane. Ale pewien sentymentalny dureń zachował kosmyk pierwszej dziewczyny, z którą trafił do łoża, a który odnalazł później w pościeli. Zachował, chociaż brał ją za zwykłą służącą. Jak mógł tego wtedy nie zauważyć? Jak mógł sądzić, że te długie, połyskujące brązem kosmyki należały do Anity, śmiałej, krótkogrzywej i czarnowłosej służki, na którą sprowadził nieszczęście, a w końcu okropną śmierć? Nie, miał w tym wprawdzie udział, wynikający z głupoty i naiwności, ale rzeczywistymi winowajczyniami były dwie błękitnokrwiste panie mocy, wielkie damy Królestwa. Jedna z nich to, oczywiście, Lady Berengaria, ale druga, to właścicielka tego kosmyka, długowłosa, olśniewająca urodą brunetka. Szlachetnie urodzona Lady Miranda, margrabina Międzyrzecza, jego własna matka.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3187 słów i 18826 znaków.

5 komentarzy

 
  • Mariusz

    No i proszę wydało się dlaczego nie mógł użyć czarów, problem incest towarzyszy nam wszędzie. Nieźle się dzieje - wszystkie łapki w górę :bravo:

  • nefer

    @Mariusz Niestety, przewrotność ludzka nie zna granic, a Marcus dał się oszukać. Nie jedyny raz zresztą. Ale uczy się i wyciąga wnioski.
    Dzięki za wpis i pozdrawiam.

  • Almach99

    No prosze. Wlosy wlasnej matki... Hmmm. Jaki mogl byc cel pierwszej nocy z wlasnym synem?  Pamietam, ze Belengaria tez byla bardzo zawiedziona tym faktem.

  • nefer

    @Almach99 Racja, coś faktycznie musi się za tym kryć, skoro wszystkim tak na tym zależało.
    Pozdrawiam

  • FP

    Neferze tworzysz druga fascynujacä powiesc. Czytajac opowiadania innych autorow by pozniej wrocic czy to do Nefera po raz ktorys czy tez do Markusa mam wrazenie ze z podrzednej knajpy wszedlem do wytwornego lokalu. W Twoich opowiadaniach oprocz seksu istnieje tez gorace uczucie. To stawia Twoja twörczosc erotyczna na najwyzszym piedestale.

  • nefer

    @FP Dzieki za dobre słowo, pisze te opowiesci, bo sprawia mi to przyjemność (pewnie jak wszyscy tutaj, ale milo orzeczytac, ze spodobały sie Czytelnikom).

  • emeryt

    @nefer, trochę mnie zaskoczyłeś tym odcinkiem. Jak do tej pory nie zauważyłem abyś tak łopatologicznie wyjaśnił kilka wątków w jednym odcinku. Ale do wszystkiego dochodzi się powoli.  Markus powoli zaczyna rozwiązywać zawiłości swoich niepowodzeń. Proszę Ciebie o jaknajszybszą publikację kolejnego odcinka. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo, dużo zdrowia oraz pogody ducha, bo jak mówił mój stary znajomy: (grunt to niczym się nie przejmować, dobrze się odrzywiać i wygodne buty nosić).

  • nefer

    @emeryt Każdyt odbiera słowa autora po swojemu (zobacz komentarz Anonima). Elementy układanki pojawiały się od dawna, w poprzednim odcinku zostały przedstawione niemal w całości. Obecnie bohater, który nie jest przecież durniem, chociaż może dojrzewa dopiero charakterologicznie, pozbierał je sobie w głowie, a o niektórych przypomniał. Pozostaje pytanie, co może właściwie w obecnej sytuacji zrobić, gdy zrozumiał mechanizm postępowania wiedźmy.
    Dzięki za życzenia, aktualnie spróbujemy wyskoczyć gdzieś, może do Grecji, może na Bornholm (rowery), w najgorszym razie do Szwajcarii Saksońskiej (zanim nasi włodarze nie zaczną robić trudności, skoro naród powrócił już z wakacji i można przykręcić śrubę podróżnikom), ale o opowieści nie zapominam, tym barzdiej, że wspomniany, kolejny rozdział mam już w głowie.
    Pozdrawiam i wzajemnie życzę zdrowia oraz wygodnych butów.  :smile:

  • emeryt

    @nefer , masz rację że każdy odbiera słowa ąutora po swojemu. A Ty akurat trafiłeś na już dosyć podeszłych w wieku komentatorów swoich odcinków tej powieści,  więc powinieneś też  to uwzględnić. Nie wszyscy są tacy bystrzy i w lot odgadują ukryte częściowo rozwiązania. Ja przynajmiej do nich nie należę, a przynajmiej połowicznie. Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam.

  • nefer

    @emeryt Tylko nie opowiadaj o osłabieniu władz, bo w to nie uwierzę.  :lol2:  Zwrocilem tylko uwage na różny odbiór treści odcinka przez Ciebie i Anonima.

  • AnonimS

    Znowu mnożysz tropy , mieszasz wątki. Tym razem nie podsuwasz rozwiązania , albo go nie zauważam. . Chodzi mi o blokadę zdolności Marcusa i Bereniki.  No i na koniec smaczek obyczajowy. Kazirodztwo. Bardzo jestem ciekaw kontynuacji. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Ha, spójrz na komentarz Emeryta, albo na dyskusję z Dociekliwym (pod odcinkiem 48), który już wtedy stwierdził, że piszę zbyt prosto i wszystko jest oczywiste. Świadczy to tylko o tym, że każdy czytelnik może odbierać te same fragmenty w różny sposób. Rozwiązanie... i owszem, podsuwam. Praktycznie wszystkie elementy zostały ujawnione, a wspomniane kazirodztwo nie jest tylko smaczkiem obyczajowym.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam.