Nowy Świat czarownic, cz. 51

Następne dni upłynęły obojgu pracowicie. Należało pospiesznie zebrać rozpuszczone dopiero co oddziały, które na nowo wzywano z zamków i garnizonów strzegących dolin oraz przełęczy. Na szczęście, od strony barbarzyńców panował zupełny spokój, a pogoda dopisywała. Pomimo uprzednich, groźnych zapowiedzi, zima ociągała się z objęciem władzy nad ziemiami Północy, co ułatwiało koncentrację wojsk. Z drugiej strony, ciepła i słoneczna aura sprzyjała najeźdźcom, zimą nigdy nie zdołaliby przekroczyć przełęczy dzielących Siedem Bram od Międzyrzecza, gdzie ustanowili swoją główną siedzibę. Być może, nie działo się tak tylko skutkiem kaprysów natury, obawiał się Marcus. Czyż on sam nie posłużył się swego czasu deszczową nawałnicą, czyż Berenika nie przegnała chmur podczas uroczystego powrotu armii z ostatniej kampanii? Tak silne oddziaływanie na żywioły związane z pogodą wymagałoby wielkiej mocy i wiedzy, ale przecież przeciwko sobie mieli starą wiedźmę, która gromadziła zaklęcia od pokoleń, wspomaganą przez kilka innych dam szlachetnej krwi, w tym Lady Mirandę, która zaliczała się do najznaczniejszych władczyń magii, mając przy tym do dyspozycji czterech oddanych i utalentowanych małżonków. Pomimo tego Marcus nie wątpił jednak, że wspólnie z Bereniką zdołaliby pokonać te ewentualne działania wroga i sprowadzić śniegi. Siły na pewno mu nie brakowało.
     Taką też myśl wyraził na odbywanej w Złotej Bramie naradzie wojennej, oczywiście bez wchodzenia w szczegóły i przy ograniczeniu własnego udziału do roli dostarczyciela mocy pani i małżonce. Generał Harold skrzywił się, słysząc głos księcia wypowiadającego się na temat strategii planowanej kampanii. Już samą obecność Marcusa przyjął z ledwie skrywaną niechęcią i powstrzymał się od uwag jedynie z powodu wyraźnie zaznaczonej woli księżnej, która przybyła na zwołane przez siebie spotkanie w towarzystwie pierwszego małżonka. Słowa generała zaskoczyły jednak chłopaka.
     - To niezły plan. Dzięki zmianie pogody i zablokowaniu przełęczy zyskalibyśmy na czasie. A po nastaniu śniegów żadna armia nie przejdzie przez góry. Nie zdołaliby nam zagrozić aż do wiosny.
     - Nie chcę czekać tak długo. Zresztą, na co miałabym czekać? Aż rozpuszczą więcej kłamliwych oszczerstw i zyskają nowe sojuszniczki? Jestem jedyną, prawdziwą księżną Siedmiu Bram i udowodnię to na polu bitwy! Udowodnię mocą i stalą!
     - Bitwa zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko, nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć – zauważył Marcus, pomny doświadczeń sprzed kilku tygodni.
     - Nie pozwolę, by jakaś fałszywa uzurpatorka szargała imię moje i całej rodziny! Pokażę wszystkim prawdę, dla przyszłości naszej córki, sir Marcusie!
     - Nawet, jeżeli zwyciężymy, w co nie wątpię, to nie wystarczy. Nie wystarczy, by przekonać Radę i inne damy z Królestwa. Przeciwnie, bitwa da powód do nowych oskarżeń. Przecież szlachetnie urodzone panie nie toczą wojen pomiędzy sobą. Tak czynili przed wiekami władający mocą szaleni mężczyźni. I tak może czynić barbarzyńska dzikuska, udająca księżną Berenikę z Siedmiu Bram. Potwierdzisz tylko ich oszczerstwa, wystraszysz niezdecydowanych.
     - To co mam zrobić? Zamknąć się w górach i czekać nie wiadomo na co?
     - To one zaczęły tę wojnę, margrabina Międzyrzecza i jej tajemnicza protegowana, rzekoma Berenika, nie wiadomo skąd wzięta. Oszustka, która posługując się mocą przybrała twoją postać. Wysuniesz takie zarzuty i zażądasz konfrontacji przed Radą. Wiem, że prawie wszystkie szlachetnie urodzone damy z Królestwa używają magii, by poprawiać urodę i to sprawia, że otaczająca je aura czarów zmieniających wygląd nikogo nie dziwi. Nikogo, kto potrafi to wyczuć. Ale jeżeli sąd Rady zażąda odrzucenia tych zaklęć? Ty bez kłopotu stawisz czoła takiej sytuacji, ona nie. To dlatego zdecydowała się na wojnę i musi zwyciężyć szybko, nie bacząc na niechęć pań z Królestwa do zbrojnych sporów. To ona nie może czekać do wiosny.
     - Nie jestem pewna, Marcusie, czy sąd Rady to najlepszy pomysł...
     - Fałszywa Berenika tak czy inaczej nigdy nie przystanie na coś takiego. I w ten sposób potwierdzi własne machinacje. A my wykażemy się godną podziwu wstrzemięźliwością w sięganiu po oręż wojny. Zachowujemy go tylko dla barbarzyńców, co niedawno udowodniłaś.
     - A może nie chcesz walczyć ze swoją matką i z ludźmi, wśród których się wychowałeś? Może opuściła cię odwaga, sir Marcusie?
     Nie znalazł odpowiedzi na te podyktowane emocjami słowa słowa. Niespodziewanie, wyręczył go generał Harold.
     - Wybacz, pani, ale książę stawał dzielnie przy twoim boku w ostatniej bitwie. Odwagi odmówić mu nie sposób. Nie znam się na intrygach Rady i nie mnie wypowiadać się na ich temat, w sprawach wojny wiem jednak, że lepiej zachować lepszą pozycję i zaczekać na atak przeciwnika, jeżeli ten musi go przeprowadzić. A taką właśnie mamy sytuację. Nie przejdą przez przełęcze, chyba, że otworzą sobie drogę magią. A temu na pewno potrafisz się przeciwstawić, pani.
     - Nie zapominajcie, że mają tam kilka władczyń mocy, a ja jestem sama. - Spojrzała na Marcusa. - Jeżeli się rozdzielą, mogą użyć czarów w kilku miejscach, a ja nie zdołam przeszkodzić im wszędzie naraz.
     - Z Międzyrzecza prowadzą przez nasze góry tylko dwa szlaki, szerszy i wygodniejszy  wiedzie zachodnią przełęczą. - Generał pochylił się nad rozłożoną na stole mapą, podobnie uczynili pozostali uczestnicy narady. - Wygodniejszy ale dłuższy. I drugi, przez przełęcz wschodnią, krótszy, ale wąski i kręty.
     - Znam tę drogę – wyrwał się Marcus. - Podróżowałem tamtędy wiosną z lady Berengarią. Przejście zasypał zwał kamieni. Księżna rozbiła go mocą, ale zużyła mnóstwo magicznej siły. Sama przyznała, że bardzo ją to wyczerpało.
     - Jeżeli zablokujemy odpowiednio wschodnią przełęcz i zostawimy tam straż, to nie zdołają łatwo jej otworzyć, nawet przy użyciu czarów. A i sama przeprawa wojska zajmie dużo czasu. W razie potrzeby, zdążymy zareagować. Przerzucimy nasze własne siły, a ty użyjesz mocy, szlachetna pani. Uważam jednak, że i tak ruszą przez przełęcz zachodnią. Tylko tamtędy zdoła przejść większa armia. Ale nie wtedy, gdy zamkną ją nasze oddziały, a ty przeciwstawisz się magii tej uzurpatorki, czy kogokolwiek innego.
     - W jednym masz rację, Bereniko. Niechętnie walczyłbym przeciwko ludziom z Międzyrzecza albo przyglądał się, jak poraża ich moc żywiołów. Zrobiłbym to jednak, gdybyśmy nie mieli innego wyjścia. Ale przecież mamy. Plan zablokowania przełęczy wydaje się rozsądny. Zatrzymamy ich ofensywę i już to stanie się naszym sukcesem. Zyskamy czas, by udowodnić oszczerstwa fałszywej wiedźmy.
     - Nie jestem do końca przekonana, moi panowie. Posiadamy lepsze, bardziej doświadczone wojska, z magią też potrafię sobie poradzić.
     - Takiej wojny nie było jednak od wieków. Żołnierze wiedzą, że przeciwko barbarzyńcom walczą w obronie swoich rodzin, wierzą, że osłaniają całe Królestwo, a teraz... - Harold zawiesił głos.
     - Co takiego? Chcesz powiedzieć, generale, że mogliby nie wykonać rozkazów? Po ostatnim zwycięstwie?
     - Armia Siedmiu Bram wykona każdy twój rozkaz, szlachetna pani. Żołnierze z entuzjazmem uderzą na barbarzyńców. Może jednak lepiej nie zmuszać ich do stawania przeciwko rodakom z Królestwa? Takiej wojny nie było od wieków - powtórzył.
     Berenika potoczyła wzrokiem po innych, obecnych oficerach. Kilku z nich nie wytrzymało jej spojrzenia.
     - Rozumiem... Przyjmuję plan zablokowania przełęczy. Staniemy obozem tutaj – wskazała na mapie upatrzone miejsce. - Postaram się też przyspieszyć pogorszenie pogody.
     Reszta narady upłynęła na roztrząsaniu różnych szczegółów. Marcus nie zabierał już głosu. Rozmyślał nad tym, czy rzeczywiście użyłby mocy przeciwko ludziom z Międzyrzecza. W gwardii służyło tam wielu, których uważał za przyjaciół. W sumie, to on wysunął plan obrony przełęczy oraz unikania tymczasem walnej bitwy, skwapliwie podchwycony i rozwinięty przez Harolda. Berenika przyjęła go niechętnie, pod naciskiem okoliczności i pozostałych oficerów. Czy miał rację? Czy przysłuży się to najlepiej ich własnej sprawie? Miał nadzieję, że tak.
     Pani i małżonka nie okazywała jednak podobnego entuzjazmu, gdy mogli już swobodnie porozmawiać.
     - Wyślę, oczywiście, odpowiednie pisma do Rady i wszystkich władczyń księstw czy hrabstw, ale nie spodziewałabym się szybkich działań z ich strony. O wiele pewniejszym sposobem byłoby pokonanie wiedźmy na polu bitwy. Uważam, że generał wykazuje przesadną ostrożność, wojsko, a zwłaszcza prości żołnierze, z pewnością nie zawiodą w żadnych okolicznościach.
     - Nadal jednak nie wiemy, czym ona dysponuje i na co liczy. Przecież z jej strony ta cała kampania to akt desperacji. Musi zwyciężyć i to natychmiast, inaczej nie zdoła zbyt długo podszywać się pod ciebie. Powinniśmy zachować ostrożność.
     - Tymczasem możemy zająć się pogodą, wypróbujemy w ten sposób ich możliwości oraz naszą własną moc. Użyjemy żywiołów wody i powietrza, by przyspieszyć nadejście śniegu i mrozu.
     Zadanie okazało się jednak trudne. Nie wyczuwali żadnych nienaturalnych działań wiedźmy czy kogokolwiek innego, ale sami również nie zdołali wpłynąć na związane z pogodą żywioły. Ani on, ani Berenika, ani osobno, ani pracując wspólnie. A przecież potrafił uczynić coś takiego w lasach Północy. Jego pani i małżonka również, na przełęczy Złotej Bramy. Mocy żadnemu z nich nie brakowało, dbali o to starannie, kochając się przy każdej niemal okazji. Może przerastała ich skala wyzwania? A może dawał o sobie brak wiedzy i doświadczenia?
     - Spróbujmy jeszcze raz. - Marcus nie zamierzał ustąpić.
     - To nic nie daje, w taki sposób niczego nie osiągniemy.
     - Masz jakiś inny pomysł?
     - Może... może podzielimy się wiedzą? Każde z nas uczyło się od kogoś innego. Mnie instruowała wiedźma i mogła łatwo coś pominąć. Tobie czary przekazała Aurora. Czy na pewno wszystkie?
     - Nie wierzę, by cokolwiek ukrywała.
     - Tak bardzo pewien jesteś jej dobrej woli?
     - Tu nie chodzi tylko o to... Ona nie była w stanie niczego ukryć w tamtej chwili, nawet ja potrafiłem to wyczuć. Tutaj, w Królestwie, zdają się o tym nie wiedzieć, bo nie mają potrzeby używać takiego sposobu, ale wśród barbarzyńców dzieje się zupełnie inaczej...
     - Co masz na myśli? Czy to, co podejrzewam?
     - Tak... Przekazała mi swoje umiejętności, otwarła umysł wówczas, gdy byliśmy ze sobą połączeni.
     - Ach tak, po co w ogóle pytałam?
     - Podobno pomiędzy kobietą i mężczyzną w ten sposób najlepiej i najpełniej przekazuje się wiedzę o czarach, otwierając umysły. I czyż... czyż ty sama nie ofiarowałaś mi mojego pierwszego zaklęcia, zaklęcia ognia, w takiej właśnie chwili?
     - Może i tak, ale nie miałam wtedy pojęcia o tych szczególnych aspektach połączenia.
     - Może uczyniłaś to instynktownie. W dawnych czasach zapewne korzystano z tego udogodnienia również w Królestwie, starożytne sposoby popadły następnie w zapomnienie i nie były używane, ale mogły przetrwać w jakichś zakamarkach ciała i umysłu.
     Przyszło mu do głowy, że kto wie, czy praktyk takich nie stosowała na więźniach Lady Berengaria, by tym pewniej wydobywać z nich wszelką wiedzę o magii. Wolał jednak nie przypominać o tym Berenice, skoro plany przesłuchiwania i torturowania Ludzi Północy zostały chwilowo zarzucone wobec natłoku innych spraw. Pani i małżonka myślała jednak o czymś innym.
     - Zapewniasz, że Aurora niczego nie ukrywała, ale może jej wiedza ustępuje jednak umiejętnościom szlachetnie urodzonych dam z Królestwa?
     - Mamy tylko jeden sposób, by się o tym przekonać, nieprawdaż, moja pani?
     - Odnoszę wrażenie, że po raz kolejny odgadłam dzisiaj myśli mojego pana i małżonka. A może jednak się mylę?
     - Z pewnością nie, moja księżniczko.
     Wziął dziewczynę w ramiona i zwarli się w pocałunku. Następnie powoli, bez pośpiechu rozebrali się wzajemnie. Nadzy już, przenieśli się na łoże. Pracowali z żywiołami w osobistych apartamentach Bereniki, licząc, że nikt nie będzie im tam przeszkadzał, sądząc, że oddają się temu, co ostatecznie i tak mieli właśnie zamiar uczynić. Obejmowali się ramionami, złączyli pocałunkiem i spletli nogami. On sięgnął dłonią jej wilgotnej doliny pomiędzy udami, ona drażniła palcami budzącego się do życia penisa. Wiedziała dobrze, że najsilniej reaguje na zręczny uchwyt od spodu. Odwdzięczył się, ścigając wymykający się pąk rozkoszy dziewczyny i zamykając go ostatecznie w oprawie uczynionej z własnych palców. Jęczeli cicho, odpowiadając na wzajemne pieszczoty. Tak jak lubiła, pochwycił jeden z sutków wargami i przyssał się niczym wygłodniały szczeniak. Szczeniak, któremu wybijały się już zęby, bo czując narastające naprężenie ciała kochanki, wzmocnił podnietę nadgryzając lekko brodawkę. Jęknęła głośniej i silniej zacisnęła własną dłoń, co wzmocniło z kolei doznania chłopaka. Czuł znajome, narastające gorąco, bał się, że za bardzo wyprzedzi Berenikę na drodze wspólnej rozkoszy i wydał przesadny trochę okrzyk bólu. Tak jak na to liczył, osłabiła uścisk i przez chwilę z mniejszą niż uprzednio energią poruszała penisem. On  z kolei przyspieszył pracę palców i ponownie nadgryzł sutek. Ciało dziewczyny wyprężyło się w napięciu, które przerodziło się w targające nią drżenie. Odsunęła dłonią rękę Marcusa, drugą naprowadzała sterczącego fallusa ku przeznaczonemu mu celowi. Chłopak przesunął się tak, by leżąc bokiem wpasować się między nogi spoczywającej na plecach Bereniki. Unieruchomił jedną z nich uściskiem własnych ud i wtedy dopiero pozwolił, by penisa doprowadzono do świątyni, w której złoży hołd pani i małżonce. Został przyjęty ochoczo i gorąco. Marcus mocniej wczepił się ciało ukochanej i uderzał raz za razem biodrami. Berenika próbowała odpowiadać, ale powstrzymał ją naprężeniem mięśni ud oraz słowami.
     - Pozwól tak, tak będzie dłużej...
     - Ale ja nie chcę czekać! Ruszaj się szybciej.
     Pozostał jednak przy własnym tempie, wiedząc z doświadczenia, że w takiej pozycji wewnętrzny żar znajdzie ujście najpóźniej.
     - Mamy trwać złączeni, żeby wymienić się wiedzą, pamiętasz? - Uśmiechnął się przekornie.
     - To później – wydyszała. - Teraz chcę cię poczuć, chcę twojego nasienia i mocy. Spełnij swoje obowiązki, pierwszy małżonku księżnej Siedmiu Bram! - Nie pozostała mu dłużna.
     Słowa te podziałały lepiej nawet niż kolejna próba poruszenia przez Berenikę biodrami. I tak, osiągnęła swój cel, otrzymując nasienie oraz moc niczym prawdziwa pani szlachetnej krwi, którą przecież była. Trysnął obficie, zalewając wilgotną już studnię gorącym gejzerem spermy, a moc popłynęła równie wartkim strumieniem, o czym świadczyło znajome ssanie. Poddał się tej fali, poddał się nieuniknionemu i doznając w zamian własnej rozkoszy, ofiarowywał  ją żonie, razem z mocą i spermą. Tryskał aż do wyczerpania źródła i nieuniknionego osłabienia. Nadal ściskając uda dziewczyny, pozostał jednak w jej wnętrzu. Odczuwając równe jego słabości euforię i przypływ mocy, to ona przejęła teraz inicjatywę.
     - Otwórz umysł, ukochany. Otwórz umysł i przyjmuj wiedzę.
     Powtórzyło się to, czego doznał niegdyś z Aurorą. Powiew wichru, fala oceanu, trzęsienie ziemi i wybuch ognia. Magia żywiołów, zmieszana w różne formy zaklęć, wtargnęła do jego umysłu. Wiele z nich już znał, inne będzie musiał dopiero uporządkować. Ale uczyni to. Wiedział teraz na przykład, jak zmienić postać, której to magii Aurora nie znała. Możenie nie aż tak całkowicie jak wiedźma, ale z poprawieniem własnego wyglądu z pewnością by sobie poradził. A więc Berenika zdążyła poznać i taką magię, chociaż do niczego jej nie potrzebowała. Przynajmniej w jego własnych oczach. Przez potęgowany wyczerpaniem stan oszołomienia przedarły się słowa, a może niewypowiedziana myśl Bereniki.
     - Teraz ty, Marcusie. Musisz ofiarować wiedzę z własnej woli. Tak pójdzie szybciej i łatwiej.
     Nigdy dotąd nie czynił niczego podobnego, instynktownie skupił się więc na chęci przekazania ukochanej wszystkiego, co sam wie. Nie tylko o magii. Wypłynęło to z niego falą równie szeroką. Wyczerpanie wzięło wreszcie górę i rozluźnił uchwyt nóg na udach dziewczyny. Rozdzielili się. Odczuwająca euforyczny przypływ energii, a może też bardziej doświadczona, Berenika szybciej poradziła sobie z zalewem wiedzy, myśli i uczuć chłopaka.
     - Tak, ci barbarzyńcy o pewnych sprawach nie mają zbyt dużego pojęcia. Ale w innych, potrafią całkiem sporo. Na przykład, w radzeniu sobie ze śniegiem i zawieruchą, o co w tej chwili akurat najbardziej nam chodzi.
     - Może w takim razie teraz pójdzie nam lepiej niż poprzednio?
     - Mam taką nadzieję. Dowiedziałam się też jednak przy okazji różnych innych rzeczy.
     - Jakich?
     - Nie skłamałeś w sprawie Sudrun. Kochałeś się z nią dwa razy, w tym raz biorąc ją za mnie. Przynajmniej tyle.
     - Już ci o tym mówiłem.
     - Ale nie powiedziałeś o Ragnedze i o tym, w jakim celu zamierzali wykorzystać cię wodzowie barbarzyńców.
     - Skoro już się o tym dowiedziałaś, to musisz też wiedzieć, że był to jeden z powodów mojej ucieczki.
     - To prawda, ale... Te plany nie okazały się zupełnie bezowocne. Aurora oczekuje twojego dziecka...
     - Tak mi powiedziała.
     - To może okazać się niebezpieczne na przyszłość. Niebezpieczne dla całego Królestwa, a w pierwszej kolejności dla księstwa Siedmiu Bram.
     - To jeszcze bardzo odległa przyszłość. Ale tym bardziej należy zawrzeć z nimi trwały pokój. Mamy zresztą obecnie inne problemy.
     - To prawda, jako pani księstwa muszę jednak myśleć o również o przyszłości. O przyszłości naszej córki. A po co chciałeś spotkać się ze swoją barbarzyńską księżniczką po bitwie i oszukałeś w tym celu żołnierzy? Bardzo zresztą sprytnie, muszę przyznać. Przydała ci się ta wiedza o żywiołach pogody.
     - Skoro zajrzałaś do mojego umysłu, to nie musisz pytać. Sama wyrwałaś wszystkie odpowiedzi.
     - Dałeś mi swoje wspomnienia z własnej woli i potrafię to docenić. Wolałabym jednak usłyszeć o pewnych sprawach z ust mojego pana i małżonka, mojego ukochanego. Odpowiedz przynajmniej na to pytanie.
     - Ona wini mnie za śmierć ojca. Wszyscy myślą, że to ty spaliłaś ogniem tana Arnolda podczas bitwy, ale Aurora sądzi, że uczyniłem to ja, bo przecież Sudrun przybrała wprawdzie twoją postać, ale nie potrafi posługiwać się mocą. Chciałem się wytłumaczyć, udowodnić, że zrobiła to wiedźma.
     - Chciałeś dowieść swojej dobrej woli, oddając się w jej ręce. W jedyny możliwy sposób, kochając się z nią i wyrzekając się na ten czas własnej mocy. A może, tak naprawdę, chciałeś dowieść własnej miłości? Ale ona nie skorzystała z tej ofiary. Nie przyjęła ani magicznej siły, ani okazji do zemsty, ani twojego uczucia.
     - Bereniko, zdobyłem wiedzę o mocy, a ty przyznałaś mi specjalne prawa. Ale gdy łączę się z tobą i przelewam moc, a czynię to z ochotą tak często, jak to tylko możliwe, tym samym oddaję się w twoje ręce niczym każdy, poddany swojej pani i nie mający pojęcia o magii małżonek szlachetnej krwi. Tak jak teraz. I będę tak czynił nadal, bo kocham cię i nie potrafiłbym inaczej. Skoro zajrzałaś w mój umysł, sama oceń moje uczucia.
     - Ale chciałam to usłyszeć od ciebie. I wiedz, że nigdy nie wykorzystam takiej chwili przeciwko tobie, ukochany. Nie jestem wiedźmą, która udawała moją matkę.
     Wzięli się w objęcia i spletli w uścisku.
     - Czuję, że moc powoli do ciebie wraca, panie i małżonku. - Uśmiechnęła się Berenika. - Może czas, byśmy wypróbowali nasze nowe umiejętności?
     - Mam lepszy pomysł, pani i żono. Może raczej po raz kolejny wypróbujemy naszą miłość i lojalność?
     - Księżna Berenika z Siedmiu Bram nie ma nic przeciwko temu.
     - Książę Marcus, pierwszy małżonek jedynej i prawdziwej pani Siedmiu Bram, również.
     - W takim razie, śnieżne zawieruchy muszą poczekać do rana.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3684 słów i 20786 znaków.

4 komentarze

 
  • Almach99

    Cos czuje, ze za niedlugo czeka nas kolejny, zaskakujacy zwrot akcji.

  • nefer

    @Almach99  Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, jak to mówią rzecznicy.  :devil:  Pracuję nad kolejnym rozdziałem. Dzięki za wizytę.

  • AnonimS

    Przedmówcy nazywają to zagwatmaniem a ja mnożeniem tropów. Z tym większym zainteresowaniem czekam.na kolejne odcinki. Tym bardziej że niektóre  z nich są dla mnie zaskoczeniem. Ciekawi mnie czy oboje dadzą radę magią   sprowadzić żywioly.  Apropo manipulowania  pogodą. Kojarzą mi się  z defiladami na Placu Czerwonym i zawsze słoneczną pogodą.  Pozdrawiam serdecznie Autora

  • nefer

    @AnonimS Żywioły to tylko jeden z wątków obecnej rozgrywki, w sumie uboczny. Ale, jak wiesz, lubię mnożyć tropy, część z nich wiedzie na manowce, część zostanie wykorzystana. Plansza gotowa do kolejnej rozgrywki. Tak, w Moskwie zawsze świeci słońce podczas defilad. Odrzutowe myśliwce dzień wcześniej rozpraszają chmury.  :devil: Dzięki za wizytę i również pozdrawiam.

  • AnonimS

    @nefer wiem że żywioły to jeden z wątków ale mnie zainteresował. Jestem ciekaw jak wytłumaczysz blokadę mocy.

  • emeryt

    @nefer, do zagmatwanych, twoich opowiadań zdążyłem się już przyzwyczaić, więc to mnie już nie dziwi. Trochę zdziwiłem się gdy zobaczyłem ten kolejny odcinek, ale było to pozytywne zaskoczenie. Serdecznie dziękuję Tobie za niego, jednocześnie życząc Tobie więcej wolnego czasu i optymizmu w tym dziwnym, naszym kraju. Przesyłam serdeczne pozdrowienia - emeryt-.

  • nefer

    @emeryt Owszem, lubię rozbudowane i skomplikowane fabuły ze zwrotami akcji (chociaż pojawiły się też opinie, że zamysły fabularne ukrywam i gmatwam w zbyt małym stopniu, pozwalając bez problemu je przewidzieć). Prawdą jest też to, że z powodu bieżących zawirowań czasu na zabawy w "pisarza" mam niewiele, stąd opóźnienia w publikacji. A kraj istotnie dziwny i coraz dziwniejszy. Ale o tym, to można rzeki atramentu wylewać, zresztą, "koń jaki jest, każdy widzi".  :smh:  Dzięki za życzenia i również wszystkiego dobrego.

  • Choc

    No cóż,jak zwykle zagmatwane.
    Z niecierpliwością,czekam na dalszy ciąg.
    Oby nie za długo .

  • nefer

    @Choc  Staram się, jak zwykle, poplątać tropy. Chociaż ten odcinek traktuje głównie o ustawianiu figur i pionków na szachownicy przed kolejną rundą rozgrywki. Wiem, że ostatnio publikuję mniej regularnie, niestety, epidemia sprawia, że brakuje mi czasu na wiele spraw. Dzięki za wpis i pozdrawiam.