Nowy Świat Czarownic, cz. 46

Zbrojnych z oddziału pułkownika Morcara napotkał późnym popołudniem. Nie ukrywał się już, nie kluczył po lesie i nie przywoływał ulewnej zawieruchy. Nie miał takiej potrzeby i dostrzeżono go, gdy tylko zbliżył się do przetrząsającego niezbyt gęsty w tym miejscu las patrolu.
     - Jesteś, szlachetny panie. Dzięki niech będą Dobrej Bogini, szukamy cię od chwili, gdy spadła ta nawałnica.
     - Ja również zgubiłem drogę.
     Nie zamierzał mówić nic więcej, to nie była ich sprawa. Cóż mogło obchodzić zwykłych żołnierzy, że planował spotkać się z obecną przywódczynią ich wrogów, spróbować wyjaśnić Aurorze, że nie zabił jej ojca, który to czyn cała armia Siedmiu Bram uznawała za powód do chwały samej księżnej Bereniki, że za jedyny sposób udowodnienia prawdy uznał oddanie dziewczynie własnej mocy i zdanie się na jej łaskę? I cóż mogło ich wreszcie obchodzić, że odrzuciła poselstwo, nie tyle nawet zignorowała, ale odrzuciła, przypominając Marcusowi, ile jej zawdzięcza, a zarazem co jakoby uczynił, płacąc śmiercią za życie. Płacąc złem za dobro. Bo tak pojmował podrzucony niewątpliwie z rozkazu Aurory, a może nawet przez nią osobiście, nadpalony bukiet stokrotek. Czyż nie tak nazywała się klacz, którą mu podarowała? Czyż nie uznała kwiatów o tej nazwie za symbol daru o wiele ważniejszego? I czy osmalenie ogniem nie stanowiło innego jeszcze znaku, znaku czynu, który to jemu przypisywała? Przynajmniej nie szukała zemsty, choć mogła to zrobić. Czy przyglądała mu się z ukrycia, jak troskliwie zebrał kwiatuszki, zawinął w jakąś chustę i schował za pazuchę? Jeżeli nawet, to nie próbował nawoływać dziewczyny czy dawać jej jakichkolwiek znaków. Skoro nie zechciała się spotkać, to w żaden sposób nie zmieni teraz jej decyzji. Może kiedyś, może nie zamknęła drogi do porozumienia, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Może... Żywił nadzieję, że ten bukiet oznacza i to. Dlatego schował kwiatki jak najdroższy skarb. A może wszystko to sobie tylko wyobrażał, by uspokoić własne sumienie?
     - Musimy natychmiast zawiadomić pułkownika, panie. - Słowa dowódcy patrolu przywróciły Marcusa do rzeczywistości.
     - Oczywiście, żołnierzu.
     Jeden z jeźdźców uniósł do ust róg i wydał serię umówionych dźwięków. Po niedługim oczekiwaniu zaczęły one sprowadzać kolejne grupki zbrojnych. Sygnalista powtarzał je zresztą co pewien czas. Wreszcie zjawił się sam Morcar.
     - Co się stało, panie? Nie mogliśmy cię znaleźć, a odpowiadamy za twoje bezpieczeństwo.
     - Zgubiłem drogę w tej przeklętej zawierusze.
     - Szukamy cię przynajmniej od południa, nawałnica nie trwała aż tak długo.
     Uznał, że oficer nie da się zbyć równie łatwo, jak jego ludzie. Miał swoje rozkazy, wydane zapewne na odjezdnym przez generała Harolda. Skinął na Morcara, oddalili się od uszu żołnierzy.
     - Pułkowniku, nie potrzebowałem waszego towarzystwa i to ty narzuciłeś się ze zbędną eskortą. Wykorzystałem ulewę, by was zgubić i wykonać zadanie zlecone mi przez samą księżną Berenikę. Na czym polegało, nie twoja sprawa.
     Miał świadomość, że lepiej zorientowani domyślą się, że zależało mu na jakichś kontaktach z barbarzyńcami, skoro rozkazał uwolnić jeńców. Nie zamierzał się jednak tłumaczyć. Lepiej zasłonić się rzekomymi rozkazami Bereniki. Jeżeli cały plan się powiedzie, pani i małżonka w razie potrzeby je potwierdzi. A jeżeli Sudrun się nie uda, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Najważniejsze, by nie podejrzewano magicznego sprowadzenia ulewy i jego własnego udzaiłu wtej sprawie.
     - Jak uważasz, szlachetny panie. Pamiętaj jednak, że odpowiadamy za twoje bezpieczeństwo i tych rozkazów nikt nie zmienił.
     - Doceniam twoją troskę i postaram się nie narażać więcej żołnierzy na podobne kłopoty. A teraz wracajmy do obozu. Jutro ruszymy w ślad za głównymi siłami.
     - Wedle rozkazu, szlachetny panie.
     Tak jak przypuszczał, oficer nie ośmielił się wypytywać o szczegóły owych zamierzonych rozmów. Marcus wiedział, że nie uniknie plotek i domysłów, te i tak nieuchronnie by się jednak pojawiły, a potwierdzając niektóre z nich, odwracał przynajmniej uwagę od okoliczności zgubienia eskorty i tego, że musiał zdecydowanie zbyt mocno liczyć na szczęśliwy dla siebie traf, jakim okazała się deszczowa nawałnica. Nikt nie powinien podejrzewać, że temu szczęśliwemu trafowi dopomógł. A wszystko i tak na próżno. Żywił nadzieję, że przynajmniej Sudrun wiedzie się lepiej. Miała przed sobą przynajmniej siedem dni drogi, zapewne pokona je szybciej, dosiadając Demona i wiedząc, ile od tego pośpiechu zależy. O ile nie spotka jej jakaś zła przygoda, przemierza w końcu kraj wroga. A na końcu drogi zadanie najtrudniejsze. Na jej korzyść działały zaskoczenie i przekonanie, że przybywa jako zwycięska, prawowita władczyni twierdzy. Starą wiedźmę wyprzedzi na pewno, o ile nic złego się dziewczynie nie przydarzy. Tak czy inaczej, do Siedmiu Bram dotrzeć jeszcze nie mogła. Przed nią nadal dwa, trzy dni drogi.
     Tymczasem to oni bez przeszkód zajechali do obozu. Przemoczeni żołnierze z ulgą przyjęli możliwość ogrzania się się i odpoczynku. Marcus również, chociaż sam sprowadził na wszystkich ulewę. Siedząc samotnie w obszernym namiocie księżnej popijał zaprawione korzeniami  wino, bez końca obracał w dłoniach zasuszone stokrotki, martwił się o Sudrun oraz myślał o Berenice. Jeżeli nawet cały ten szalony plan się powiedzie, to co dalej? Jak pani i małżonka przyjmie jednoczesne objęcie władzy w potężnym księstwie, opromieniona przy tym świeżą, ale fałszywą chwałą największego zwycięstwa nad barbarzyńcami, oraz wiadomość o nowych, nieograniczonych niemal umiejętnościach magicznych pierwszego męża? Kochał swoją panią, nie wątpił, że i ona podziela podobne uczucia, ale czy zdoła podzielić się również władzą? Co prawda, on tej władzy wcale nie pragnął, sama jednak pchała się mu w ręce. Posiadając taką moc i zdolności nie nadawał się do roli nijakiego małżonka, posłusznego dostarczyciela magicznej siły. Berenika w nagłym odruchu podarowała mu pierwszy czar, ale teraz będzie musiała zdać sobie sprawę z nowej sytuacji. A władzę nad księstwem uważała za należne jej dziedzictwo. I jeszcze sprawa z Aurorą oraz barbarzyńcami. Pani i małżonka nie wydawała się okazywać wobec nich szczególnie przyjaznych uczuć. Może nie prowadziłaby wojny w sposób równie okrutny jak matka, czy da się jednak nakłonić do zawarcia pokoju? Po wszystkim, co się stało? Bo przecież nie zdoła tego ukryć, zresztą nie miał takiego zamiaru. Cokolwiek by się nie wydarzyło, są sobie nawzajem potrzebni i będą musieli się dogadać. Przynajmniej tyle, ale nie chciał opierać wspólnej przyszłości na takiej tylko podstawie. Pragnął czegoś więcej, czegoś o wiele więcej. I zależało mu na tym o wiele bardziej niż na władzy czy tej po tysiąckroć przeklętej mocy.
     Główne siły dogonili drugiego dnia niezbyt forsownej jazdy. Droga przebiegła spokojnie, nie natrafiali na żadne oznaki oporu barbarzyńców. Powrót nieobliczalnego pana szlachetnej krwi, w dodatku obdarzonego przez księżną niecodziennymi pełnomocnictwami, niespecjalnie ucieszył generała Harolda. Z pewnością pułkownik przesłał mu już wiadomości o poczynaniach Marcusa, nie musiał więc niepokoić się o jego losy. Przyjął nominalnego zwierzchnika z kwaśną miną.
     - Dobrze, że wróciłeś, panie. Będziemy mogli przyspieszyć marsz. Prawdę mówiąc, musimy to uczynić, bo kończą nam się zapasy, a o żywność tutaj trudno. Te ziemie zdążyliśmy już spustoszyć, przynajmniej konie znajdują jeszcze dość trawy, ale ludzie też potrzebują jedzenia.
     - Nie mam nic przeciwko szybszemu pochodowi.
     - Właściwie, to zamierzam ponownie rozdzielić wojska. Kraj wydaje się spacyfikowany, mniejszym kolumnom będzie łatwiej o zaopatrzenie, a i tak poszczególne kontyngenty powinny powrócić do swoich zamków.
     - Nasza pani nie wydała w tej sprawie żadnych rozkazów. - Marcus pomyślał, że należałoby raczej zachować wojska w całości, zwłaszcza wobec nieznanych przecież do końca zamiarów krążącej gdzieś wiedźmy. - Myślę, że bezpieczniej byłoby kontynuować marsz razem.
     - To niemożliwe, panie. Decydują o tym ważne powody i nie zdołasz tego zmienić.
     - Mam upoważnienia od samej księżnej.
     - Ale nie dotyczą one spraw czysto wojskowych. Dokładnie takie rozkazy wydała na odjezdnym nasza pani, a tutaj mamy taką właśnie sytuację. Jutro zaczniemy rozdzielać oddziały, poza wszystkim, przyspieszy to powrót w bardziej cywilizowane okolice. Idzie zima.
     Po raz kolejny Marcus mógł się przekonać, z jaką niechęcią generał przyjął jego nieoczekiwaną pozycję namiestnika i wykorzystywał każdą okazję, by zachować faktyczne dowództwo. Pojął, że nie zdoła zmienić decyzji Harolda. Trudno, trzeba mieć nadzieje, że Sudrun dociera właśnie do Złotej Bramy i ich plan się powiedzie. A może już się powiódł? To teraz najważniejsze.
     Przez kolejne trzy dni poszczególne oddziały odrywały się od głównych sił i ruszały w stronę swoich stałych kwater w różnych punktach granicy. Przynajmniej pochód istotnie udało się przyspieszyć. Nie mieli zresztą żadnych powodów, by pozostawać dłużej na niegościnnej ziemi barbarzyńców i żołnierze cieszyli się z rychłego powrotu. Marcusa również rozsadzały niecierpliwość i niepokój, Sudrun  z pewnością musiała już dotrzeć do Złotej Bramy. Cóż tam się stało? Najchętniej i on wyruszyłby na południe, samotnie albo niechby i nawet na czele przydzielonej mu eskorty. Nie wiedziałby jednak, w co się właściwie pakuje. I co z armią, której trzon przynajmniej nadal miał pod wątpliwą, ale jednak kontrolą. Gwardzistka obiecała w razie powodzenia swojej misji wyprawić posłańca. A właściwie, to posłanie powinna przecież przesłać prawdziwa Berenika, jego prawowita pani i małżonka. Najlepiej, gdyby wysłała samą Sudrun, w jej własnej już postaci. Przecież tak czy inaczej, musiała ją po swoim uwolnieniu dziewczynie przywrócić, bo dla dwóch księżnych w jednym zamku miejsca przecież nie było. Liczył dni, które upłynęły od wyjazdu gwardzistki, drogę, którą miała do przebycia, tempo ich własnego, nadal zbyt powolnego marszu.
     Minął jeden niespokojny dzień, podczas którego spodziewał się już powrotu Sudrun. Potem noc i poranek następnego, przedpołudnie. Wydał rozkazy, by natychmiast doprowadzono każdego posłańca przybywającego ze Złotej Bramy. Nadal nic... Czy coś mogło pójść nie tak? Czy gwardzistka nie zdołała wypełnić swojej misji? Czy stara księżna potrafiła ją jakiś cudem wyprzedzić? A może napotkała na jakieś inne, nieprzewidziane przeszkody?
     Wreszcie, z trudem zachowywana cierpliwość Marcusa została wynagrodzona.
     - Szlachetny panie, przybył goniec z zamku.
     - Dawać go tu natychmiast!
     Miał nadzieję, że ujrzy Sudrun, ale pojawił się jakiś nieznany mu, zmęczony trudami szybkiej jazdy żołnierz.
     - Jakie wieści przynosisz?
     - Pozdrowienia od szlachetnej księżnej Bererniki oraz skierowane do ciebie, panie, pismo.
     - Czy księżna pozostaje w dobrym zdrowiu?
     - Tak, panie. Oczekuje powrotu zwycięskiej armii oraz swojego zwycięskiego rycerza. Takie słowa poleciła mi powtórzyć.
     - Dawaj ten list!
     Przypomniał sobie, umówione z Sudrun hasło. A więc chyba wszystko przebiegło pomyślnie? Pomimo to, z trudem zdołał opanować niecierpliwość, podziękować posłańcowi i polecić, by zadbano o jego potrzeby. Okazało się, że goniec przywiózł jeszcze pismo do generała Harolda i zamierza jak najszybciej wręczyć je dowódcy armii. Dzięki temu Marcus zyskał po odprawieniu żołnierza chwilę spokoju, z dala od badawczych spojrzeń niechętnego mu oficera. Pospiesznie złamał pieczęć ze znakiem bramy.

                    Do szlachetnego sir Marcusa,
          pierwszego małżonka księżnej Bereniki z Siedmiu Bram.

                         Ukochany!

     Zawiadamiam Cię z radością, że udało się pomyślnie przeprowadzić sprawy, które zmusiły mnie do opuszczenia armii i powrotu do Złotej Bramy. Mogę teraz z niecierpliwością wyglądać powrotu mojego zwycięskiego rycerza, który oby nastąpił jak najszybciej. Nasza rozłąka trwała zdecydowanie zbyt długo, dobrze jednak wiesz, że nie mogłam postąpić inaczej. Wszystko zdaje się układać pomyślnie, chociaż nadal mam jeszcze sporo do zrobienia, by oficjalnie ustanowić moje rządy w Siedmiu Bramach i uporządkować znane Ci kwestie związane z objęciem dziedzictwa po śmierci bohaterskiej Lady Berengarii. Z pewnością przydadzą się przy tym Twoja pomoc i rada, obecność pierwszego małżonka doda też splendoru stosownym uroczystościom. Tym bardziej, że pomimo odczuwanej żałoby, będziemy mogli ogłosić poddanym oraz całemu Królestwu dobre nowiny. Niech uradują wszystkich wieści o zwycięstwie nad barbarzyńcami oraz o utrwaleniu nieprzerwanej linii krwi Siedmiu Bram. Miałeś w tym swój wielki udział i zamierzam to docenić, uznając Twoje zasługi oraz wybitną pozycję. Ale nie tylko z tego powodu oczekuję Twojego szybkiego powrotu, o czym powinieneś dobrze wiedzieć, mój zwycięski rycerzu. Mam nadzieję, że i Ty podzielasz moje uczucia.
     Zamierzam również odpowiednio uhonorować i wynagrodzić dzielnych żołnierzy oraz gwardzistów, którzy zasłużyli się podczas tej kampanii. Złota Brama, nasze księstwo i całe Królestwo przyjmą Was jak bohaterów. Wydałam stosowne rozkazy w tej sprawie także w piśmie do generała Harolda, raz jeszcze potwierdzając pełnomocnictwa, których udzieliłam Ci, ukochany, opuszczając obóz. Nie wątpię, że potrafiłeś wykorzystać je zgodnie z moimi zaleceniami, a obecnie bez przeszkód doprowadzisz wojska do Złotej Bramy. To ważne, bo chciałabym godnie powitać mojego zwycięskiego rycerza. Oby Dobra Bogini zesłała Ci zdrowie, pomyślność oraz szybki, bezpieczny powrót.

                    Kochająca Cię z całego serca
                         Berenika
                    księżna Siedmiu Bram.

     Czytał te słowa niecierpliwie, zachłannie, z narastającą radością. A więc udało się! W liście, który musiała przecież napisać Berenika, aż trzykrotnie użyto umówionego hasła. Jego ukochana pani i małżonka została uwolniona i objęła władzę w księstwie. Zapowiadała niedwuznacznie, że docenia i wynagrodzi zasługi Sudrun, o co trochę się obawiał. Co więcej, dawała do zrozumienia, że wie również o jego własnych, nowych umiejętnościach i magicznej potędze. Gwardzistka musiała jej o tym opowiedzieć, to oczywiste. Berenika wcale jednak małżonka nie odrzuca, przeciwnie, zamierza ułożyć ich wzajemne stosunki w nowy, niespotykany w Królestwie sposób. W jaki konkretnie, nad tym już się nie rozwodziła, ale przecież mogący wpaść w niepowołane ręce list zupełnie nie nadawał się do omawiania takich kwestii. Na pewno wszystko jakoś się ułoży, skoro przecież łączy ich miłość! A o tym Berenika zapewniała w każdym prawie zdaniu. I będą mieli córkę, dziedziczkę, zapewne zamierza ogłosić tę nowinę przy okazji oficjalnego objęcia tronu księstwa oraz powitania zwycięskich wojsk. Wszystko układa się znakomicie. Tylko stara wiedźma nadal stanowi potencjalne zagrożenie i zapewne nie udało się jej unieszkodliwić, bo tak chyba należało zrozumieć wzmiankę o tym, że nowa księżna ciągle ma jeszcze wiele do zrobienia. I wreszcie on sam otrzyma satysfakcję za wszystkie impertynencje generała Harolda, skoro Berenika na nowo potwierdziła zwierzchnią pozycję swego pierwszego małżonka w armii, nadaną mu co prawda przez Sudrun, ale obecnie w pełni już prawowitą. Nie pozostaje nic innego, niż wracać jak najszybciej do Złotej Bramy, wiodąc armię. Trochę uszczuploną, ale w sumie nie ma to chyba większego znaczenia? Berenika z pewnością potrzebuje magicznej siły i powinien się pospieszyć, już choćby z tego powodu, jeśli już nie ze względu na uczucia obojga zakochanych w sobie małżonków. Przez chwilę powrócił do myśli o porzuceniu obozu i wyruszeniu przodem. Jednak nie, jego pani i żona wyraźnie podkreśliła w zakończeniu listu, że powinien czuwać nad armią. No tak, wiedźma nadal krąży gdzieś w pobliżu. Tak czy inaczej, marsz należy przyspieszyć. Może to i dobrze, że generał rozdzielił wojska. Tylko dlaczego Brenika nie przysłała z listem oraz wieściami Sudrun? Dziewczyna mogłaby opowiedzieć o swoim sukcesie, a on dowiedziałby się o wszystkim z pierwszej ręki. Przecież raczej nie zapałały do siebie nagłą, wzajemną sympatią i nie wyobrażały sobie szybkiego rozstania? Może Sudrun była jeszcze do czegoś nowej księżnej w Złotej Bramie potrzebna? A może... A może po prostu pani i małżonka odczuwała coś w rodzaju zazdrości? Skoro musiała już dowiedzieć się o Aurorze... Przypomniał sobie jednak wreszcie coś, o czym powinien pomyśleć już dawno. Przecież Berenika nie posiadała obecnie magicznej mocy, pozbawiona jej skutkiem prowokacji Lady Berengarii. Nie byłaby więc w stanie zdjąć czaru nałożonego na Sudrun, o ile nie wygasł samoistnie. A to on przecież dołożył wszelkich sił, by wzmocnić i wydłużyć jego działanie. Czyli zapewne gwardzistka nadal występuje pod postacią Bereniki i musi ukrywać się przed wszystkimi, może nawet w tych samych lochach, z których uwolniła prawowitą księżną. Tak, jego własna moc z pewnością przyda się jak najszybciej zarówno samej pani i małżonce, jak i dzielnej Sudrun.
     Odrzucił te niepokojące myśli i wybrał się na poszukiwania Harolda, który powitał chłopaka z miną jeszcze bardziej chmurną niż zazwyczaj. Najwidoczniej otrzymane od pani Siedmiu Bram rozkazy nie przypadły mu do smaku. Zgodzili się przynajmniej w sprawie przyspieszenia tempa marszu. Generał oceniał czas pozostały do powrotu na kolejnych siedem dni i takie też wiadomości posłali do stolicy. Sam Marcus dołączył prywatny list do Bereniki, w którym w oględny sposób wyrażał swoją radość z powodu uwolnienia ukochanej i objęcia przez nią tronu, a w zupełnie już otwarty zapewniał o własnej miłości, oddaniu i tęsknocie. Odnośnie Sudrun czy Aurory wolał nie czynić żadnych aluzji, takie sprawy omówią dopiero w cztery oczy. Po kilku dniach, gdy na horyzoncie majaczyło już graniczne pasmo górskie, otrzymał sformułowaną w podobnym tonie odpowiedź.
     Z dużym napięciem obserwował stopniowe przybliżanie się wyniosłych, pokrytych już w dużej części śniegiem szczytów. Miał wrażenie, że poznaje okolicę, ale może to narastająca niecierpliwość podsuwała mu takie wyobrażenia. Wreszcie dotarli do przełęczy i pierwszych, wysuniętych posterunków. Dzień wstał ponury, słońce przesłaniały gęste chmury, przynajmniej jednak nie padało. Do Złotej Bramy pozostawało jeszcze pół dnia marszu. Na spotkanie z Bereniką nie musiał jednak czekać aż tak długo. Znaki dymne oraz posłańcy przekazali  z wyprzedzeniem wiadomości o powrocie wojsk i młoda księżna wyjechała armii oraz pierwszemu małżonkowi naprzeciw. Prawda, powinien się tego spodziewać, pamiętając o ich pierwszym spotkaniu na błoniach zamkowych. Teraz też potężna warownia majaczyła gdzieś w oddali, gdy pojawił się podążający szybko w ich stronę silny oddział konnych pod sztandarem Bramy. Ponieważ w tej bezpiecznej już okolicy pozwolono mu jechać w straży przedniej, Marcus ujrzał orszak jako jeden z pierwszych. A przede wszystkim galopującą śmiało na jego czele amazonkę. Berenika! Wreszcie, po tylu tygodniach! Czy ona aby nie przesadza, przecież nosi w łonie ich córkę... Ale co tam, z pewnością sama wie lepiej, na co może sobie pozwolić. A teraz i on chce jak najszybciej wziąć ukochaną w ramiona. Ona z pewnością pragnie tego samego.
     Wysunął się do przodu, pozostawiając za sobą szeregi żołnierzy. Samotna sylwetka oderwała się w odpowiedzi od grupki towarzyszy. Oczywiście, księżna dosiadała Demona, jakżeby inaczej. Wydawało mu się również, że wśród jeźdźców świty dostrzega jeszcze jedną amazonkę, Sudrun. Kolejne dowody tożsamości pani i małżonki, gdyby jeszcze takowych potrzebował. Pomyślał przelotnie, że jednak czar przestał działać i gwardzistka odzyskała własną postać. Czyżby użył zbyt mało mocy? Na szczęście, zaklęcie utrzymało się wystarczająco długo, by dziewczyna wykonała swoją misję. Nie zwalniając biegu konia, Berenika uczyniła drobny gest dłonią i powiał wiatr, rozdzierający w wybranym miejscu niską powałę chmur. Chłopak wyczuł splot magii powietrza. Spotkali się w połowie drogi, już w blasku słońca, zarumienieni od gonitwy, przejęci przepełniającymi ich uczuciami.
     - Marcusie!
     - Bereniko!
     - Wróciłeś, ukochany. Wróciłeś jako zwycięski rycerz, jako wyzwoliciel.
     - Dobrze widzieć cię w zdrowiu na grzbiecie Demona, ukochana.
     - Może powinieneś sprawdzić, czy to rzeczywiście Demon?
     - Nie mam co do tego wątpliwości.
     - Lepiej jednak przywitaj się z przyjacielem i przekonaj się sam. A ponadto wypadałoby, żebyś w odpowiedni sposób powitał swoją panią i małżonkę, sir Marcusie. W końcu wszyscy na nas patrzą. Zauważ, że poprawiłam światło. - Przez twarz dziewczyny przemknął figlarny uśmiech. - No jazda, zeskakuj z konia.
     Podobnie jak niegdyś, gdy przy wjeździe do obozu sprawdzał tożsamość udającej młodą księżną Sudrun, upadł na kolana i przywarł czołem do sierści zwierzęcia. Tak, to on, Demon, który również rozpoznał swego pana i przyjaciela. Dosiadająca wierzchowca amazonka dostarczyła usprawiedliwienia dla gestu Marcusa, podając mu dłoń do ucałowania. Cofnęła ją niechętnie, tak jak niegdyś gwardzistka. Czy może Sudrun opowiadała księżnej nawet o takich szczegółach? A może obydwie wpadły na ten pomysł niezależnie od siebie? Nieważne, nie miał zamiaru uskarżać się na sposób przywitania z żoną i czworonożnym przyjacielem. Może ustanowią nawet taki własny, prywatny zwyczaj?
     Berenika uśmiechnęła się ponownie.
     - A teraz powinieneś jeszcze upewnić się w sprawie własnej pani i małżonki.
     Niespodziewanie, wbrew wszelkim zwyczajom etykiety zeskoczyła z siodła i ujmując głowę klęczącego nadal chłopaka, przysunęła ją do własnego łona.
     - Czujesz? To nasza córka, lady Blanka. Potrafi już okazywać swoje kaprysy, nieznośna pannica!
     W pierwszej kolejności przekonał się, że kształty żony wydają się nieco bardziej niż poprzednio obfite. Czy wyczuł jakieś poruszenie w głębi łona? Nie zdążył nabrać pewności, bo  dziewczyna poderwała go z kolan i wzięła w ramiona, obdarzając pocałunkiem.
     - Co ty wyprawiasz, Bereniko. Przecież wszyscy na nas patrzą – wypowiedział te słowa, gdy uwolniła jego usta.
     - I co z tego, ukochany? Niech widzą, jak księżna Siedmiu Bram wita zwycięskiego rycerza, który dzielnie spisał się na polu bitwy i wspiera swoją panią w trudach wojny oraz sprawowania rządów. A wiadomość o poczęciu naszej córki i dziedziczki księstwa i tak ogłosimy już wkrótce całemu Królestwu.
     - W takim razie, miło poczuć cię w ramionach, pani i żono. Miło zaznać twego pocałunku, ukochana.
     - Ja również długo na to czekałam.
     - Nie traćmy więc czasu. Dość już się napatrzyli, ruszajmy do zamku. Nowa księżna Siedmiu Bram z pewnością potrzebuje wiele mocy, by utrwalić swoje rządy, a jej pierwszy małżonek z ochotą tę moc ofiaruje.
     - Marcusie, ukochany, jest jeszcze jedna sprawa. - Dziewczyna wyswobodziła się z ramion męża i sprawiała wrażenie odrobinę zakłopotanej.
     - O chodzi, Bereniko? Wszystkie inne sprawy mogą poczekać. Chyba nie stało się nic złego?
     - Nie, nic złego się nie stało. Ale muszę ci kogoś przedstawić.
     - Kogóż to?
     Zamiast odpowiedzieć, księżna skinęła dłonią w stronę własnego orszaku, którego członkowie trzymali się dotąd taktownie z daleka, nie przeszkadzając w powitaniu małżonków. Od tej grupki oderwał się teraz samotny jeździec, elegancko odziany młody chłopak, dosiadający konia w męskim siodle. Zbliżywszy się, zeskoczył na ziemię i lekko skłonił. Szczerą, przystojną twarz ożywiał niepewny uśmiech.
     - Wzywałaś mnie, pani?
     - Sir Marcusie, pierwszy mężu, chciałabym, abyś kogoś poznał. Oto twój nowy brat, a mam nadzieję, że w przyszłości również towarzysz i przyjaciel, sir Lucjusz z Wysokiego Lasu, obecnie z Siedmiu Bram, mój trzeci małżonek.

3 544 czyt.
100%306
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i fantasy, użył 4268 słów i 24923 znaków.

6 komentarzy

 
  • Almach99

    Almach99 · 24 paź 20:32

    No i pogubilem sie. Kto tu teraz jest kim?

  • emeryt

    emeryt · 11 października · 202091556

    @nefer, drogi Autorze, czy przypadkiem zauważyłeś ilu już czytelników przeczytało tą twoją twórczość? Przecież uznani klasycy nie mają często więcej czytelników. Serdecznie pozdrawiam - emeryt.

  • emeryt

    emeryt · 27 września · 202091556

    Drogi Autorze, musiałeś naprawdę wysilać swoje szare komórki, aby coś takiego wywinąć swoim czytelnikom. Coś mi się zdaje że Marcus jednak będzie musiał poszukać dla siebie innego miejsca do życia. Przypuszczam że za atakiem na ojca Aurory stoi jednak Berenika. Pozdrawiam serdecznie i przypominam o wyborach za dwa tygodnie.

  • Gazda

    Gazda · 27 września

    Hmm, tak szybko trzeci mąż? No cóż, w tej dziwnej krainie dziwne rzeczy się dzieją. Ciekawe co będzie dalej. Czekam z niecierpliwością.

  • TeT

    TeT · 27 września · 196859622

    Trzeci? W meskim siodle? O choinka, to się porobiło!

  • AnonimS

    AnonimS · 27 września

    Bardzo dobrze wybrnąłeś z opisu przemarszu armii. Niezadowolony generał i jego nie do końca jasne pełnomocnictwa mogły doprowadzić do konfliktu. No i ten trzeci małżonek . To wielka niespodzianka na koniec. Pozdrawiam