Nowy Świat Czarownic, cz. 12

12

     Odpowiednie miejsce na obóz znaleźli jakiś czas przed zmierzchem, niewielka dolina o łagodnych zboczach, z płynącym wśród zieleniącej się młodej trawy strumieniem, nie brakowało też zarośli i drewna na ognisko. Podczas gdy zbrojni z orszaku księżnej rozbijali obozowisko, co czynili z wprawą znamionującą duże doświadczenie, Marcus zajął się w pierwszej kolejności koniem. Kary rumak nie był wprawdzie Demonem, ale przecież niósł go wytrwale przez cały dzień i zasługiwał na wytarcie wiechciem zeszłorocznej, zeschłej trawy, napojenie, garść ziarna, a potem wypuszczenie na łąkę. Chłopak przywykł wykonywać te czynności osobiście i nie zamierzał z tego zwyczaju rezygnować. Sudrun także oporządziła swego tymczasowego wierzchowca, po czym skupiła uwagę na ulubieńcu obojga. Pospieszył jej z pomocą i we dwójkę dogadzali Demonowi na wszelkie sposoby. Koń zdawał się nie odczuwać trudów podróży oraz niedawnej gonitwy. Chłopak z przyjemnością przytulił się do jego szyi, wdychał zapach przyjaciela. Czy księżna dotrzyma obietnicy? Właściwie, to obiecała tylko, że się zastanowi... Nie potrafił powstrzymać się od rzucania spojrzeń w stronę Lady Berengarii. Z uznaniem zauważył, że podobnie jak oni, pani Siedmiu Bram zajęła się w pierwszej kolejności własnym wierzchowcem i również uczyniła to bez pomocy żołnierzy. Następnie odebrała raporty od dowódcy swej straży i wydała jakieś rozkazy, upewniając się co do porządku i bezpieczeństwa obozowiska. Dopiero później zniknęła we własnym, rozbitym tymczasem namiocie. Namiocie sporych rozmiarów, jak na podróżny lub wojskowy popas, ale i tak o wiele mniejszym, niż można by się spodziewać po tak wysoko postawionej damie. Szlachetna pani była jednak również wojowniczką i potrafiła zapewne obywać się bez wielu wygód. Wyobraził sobie jako jej towarzysza wyprawy swego szwagra Jasona i nie potrafił powstrzymać się od złośliwego uśmiechu. Sir Jason z pewnością nie przeżyłby w takich warunkach! Na szczęście, Mirella podróżowała w bardziej wygodny i cywilizowany sposób, gdy już wyruszała z zamku celem odwiedzenia którejś z posiadłości. Ale, ale... Szlachetnie urodzone damy nawet w drodze korzystały zwykle z usług któregoś z małżonków, dlaczego księżna przybyła do Międzyrzecza samotnie? Czuła się tak pewna siebie i własnej, zgromadzonej mocy?
     Rozmyślania te przerwał widok pani Siedmiu Bram, która wyłoniła się z namiotu, zwabiona może wonią gotowanego nad ogniskiem gulaszu. Odświeżyła się zapewne, ale nadal występowała w skórzanym uniformie wojowniczki. Bez większych ceremonii przysiadła na przygotowanym dla niej siedzisku i przyjęła podaną miskę strawy. Ruchem ręki przywołała Marcusa i Sudrun. Oboje także otrzymali swoje porcje. Wskazała chłopakowi drugi z dwóch okrytych derkami pniaków. Pożywiali się w milczeniu, podczas gdy niebo powoli ciemniało, pozwalając rozbłysnąć gwiazdom. Pojawił się też jasny księżyc. Marcus miał wielką ochotę przypomnieć o wygranym zakładzie i złożonej obietnicy, wiedział jednak, że szlachetne panie nie lubią podobnie obcesowego stawiania sprawy i  nawet przyrzeczone łaski wolą ofiarowywać z własnej woli oraz na własnych warunkach. A przynajmniej tak pragną to okazywać. Wielokrotnie widział, jak w taki właśnie sposób postępowała Lady Miranda, a i Mirella zdawała się iść w jej ślady. Czekał więc na decyzję księżnej, to jednak nie zwalniało go od obowiązku zabawiania damy rozmową, o czym przypomniał sobie w samą porę, kończąc miskę całkiem smacznego gulaszu. Podróżny obóz to wprawdzie nie komnata jadalna na zamku, ale dobre maniery obowiązują wszędzie!
     - Przejechaliśmy dzisiaj szmat drogi, szlachetna pani. Ile czasu zajmie nam dotarcie do granic twoich włości?
     - Około pięciu dni, Marcusie. A drugie tyle droga od granicy do Złotej Bramy. Wkrótce zaczną się góry i nasze tempo z pewnością spadnie. Tymczasem mamy jednak dobrą pogodę i możemy cieszyć się tym pięknym wieczorem.
     - Tak, wieczór jest naprawdę piękny. Księżyc świeci jasno i wszystko widać prawie tak dobrze, jak w dzień.
     Podobne kwestie niewiele go zwykle obchodziły, ale tej nocy mogły mieć istotne znaczenie. Lady Berengaria pojęła chyba aluzję, gdyż sama zmieniła temat rozmowy.
     - Twoja dziewczyna, Sudrun, zwyciężyła. Wygrałeś zakład, sir Marcusie. I to zasłużenie. Oboje wygraliście zasłużenie. Mam jednak nadzieję, że nawet jako zwycięzca nie odmówisz damie obiecanego fantu? W końcu proszę tylko o to, byś się rozchmurzył.
     - A ja proszę, abyś dotrzymała obietnicy... - Pani Siedmiu Bram rzuciła mu nagłe spojrzenie, sprawiając wrażenie niemile zaskoczonej oraz nieco rozczarowanej. - Obietnicy poparcia wobec twojej córki, a mojej małżonki, szlachetnej księżniczki Bereniki, przyszłej prośby o zgodę na podarowanie tego konia – dokończył po chwili milczenia.
     - Możesz na to liczyć, sir Marcusie... - Uśmiechnęła się lekko. - Doceniam twoją sztukę dyplomacji, ale czy tylko o to chciałbyś teraz poprosić? Nie obawiaj się, mów śmiało.
     - Ty wiesz, czego pragnę, dostojna pani.
     - Wiem też, co obiecałam, Marcusie. Obiecałam, że się zastanowię... - Raz jeszcze się uśmiechnęła, czyżby umyślnie go drażniła, bawiąc się nadzieją chłopaka? - I postanowiłam spełnić twoje życzenie. Sudrun wywalczyła dla ciebie moją obietnicę, a ty okazałeś się dwornym kawalerem i nie przypominałeś o niej w prostacki sposób. Oboje zasłużyliście na nagrodę. Zawołaj dziewczynę i każ jej osiodłać Demona, a potem przyjdź do mojego namiotu. Wiesz, po co.
     - Zechcesz to zrobić, szlachetna pani? Nie do końca wierzyłem... Naprawdę dziękuję...
     - Nie trać czasu, Marcusie. Czekam w namiocie.
     Powstała i zniknęła w swojej podróżnej kwaterze. Odszukał gwardzistkę.
     - Sudrun, udało się! Księżna dotrzymała słowa! Przygotuj Demona. I sama też weź konia, pojedziemy razem, pościgamy się!
     - Na pewno nie puściłabym się samego, paniczu!
     Pospiesznie odrzucił połę materii zasłaniającej wejście i ponownie stanął przed Lady Berengarią. Podeszła do chłopaka i dłonią odzianą w rękawiczkę z miękkiej skóry pogładziła go po twarzy.
     - Opuść spodnie, Marcusie – poleciła.
     Uczynił to, lekko zawstydzony. Ujęła teraz jego męskość i powolnymi ruchami palców uciskała jądra. Najpierw delikatnie, po chwili coraz silniej. Poczuł się dziwnie, gdy tak odbierał tę intymną pieszczotę z ręki groźnej i władczej wojowniczki. To jednak nie przeszkadzało przyrodzeniu zareagować w wiadomy sposób. Przeszyło go ukłucie bólu i mimowolnie jęknął. Natychmiast zwolniła uścisk.
     - Dotrzymam tego, co obiecałam, książę.
     Zaczęła niespiesznie ściągać rękawiczki. Doznał kolejnego paroksyzmu, na myśl o tym, co potrafią te zręczne palce... Nie zdołał ukryć drgnięcia, co wywołało uśmiech na twarzy pani Siedmiu Bram. Wydobyła zawieszony na szyi kluczyk i równie powoli uwolniła przyrodzenie młodzieńca. Tym razem nie mogło być nawet mowy o tym, by zdołał zachować w tajemnicy swoje podniecenie.
     - Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi ci w przejażdżce – zażartowała. - Mogłabym  wprawdzie pomóc, ale wtedy poczułbyś osłabienie i nie mógłbyś skorzystać z wszystkich zalet Demona.
     - Pani, ja... - Wyjąkał niepewnie.
     - No, podciągnij portki i ruszaj, Marcusie. Sudrun pewnie czeka już z koniem.
     - Chciałbym zabrać ją ze sobą...
     - O nie, mój książę. Dziewczyna zostanie tutaj. Pojadą z tobą dwaj moi ludzie. Jesteś zbyt cenny, pamiętasz?
     - To wyślij ich pięciu czy sześciu i pozwól pojechać nam obojgu. - Domyślił się, że ona nie ufa mu jednak do końca.
     - Marcusie, słyszałam już, że podobno jeździsz konno równie dobrze jak ta Sudrun. Jeżeli to prawda, to z Demonem pod siodłem bez trudu prześcignąłbyś moich gwardzistów... A mamy już noc i to mogłoby okazać się dla nas wszystkich niedogodne...
     - Tym łatwiej prześcignę tych dwóch!
     - I zostawisz Sudrun? Po tym, gdy wygrała dla ciebie dzisiejszy wyścig? Nie wierzę, mój książę. Wrócisz tutaj i na nowo nałożymy twój ochraniacz. Wrócisz, zanim księżyc stanie nad tą górą. - Wskazała odległy jeszcze szczyt pasma, które mieli przekroczyć w dalszej drodze. - Wrócisz, a ja na ciebie zaczekam.
     - Nie ufasz mi, dostojna pani?
     - Gdybym nie ufała, nie pozwoliłabym na tę przejażdżkę. Ale zaufanie to za mało, gdy chodzi o tak wyjątkowego i utalentowanego młodzieńca. Ruszaj, Marcusie, baw się dobrze i nie zapomnij o czasie powrotu.
     - Na pewno nie zapomnę, Milady.
     Sudrun nie kryła rozczarowania, ale też i nie okazała zbytniego zdziwienia.
     - Zatrzymuje mnie jako zakładniczkę, nie mogła puścić nas razem.
     - Ale dokąd i po co mielibyśmy uciekać?
     - Nie wiem dokąd, ale powód wspólnej ucieczki potrafiłabym sobie wyobrazić, paniczu. Choćby chwilowej.
     - Sudrun...
     - Dostojna pani nie chce ryzykować... Wsiadaj na Demona i korzystaj ile zdołasz. Poradzę sobie.
     - Nie obawiaj się, na pewno wrócę. Przecież nie mógłbym cię teraz zostawić!
     - Poradziłabym sobie, ale to miłe, co mówisz. Jedź, paniczu.
     Wskoczył na grzbiet rumaka, ścisnął konia udami. Tak się bał, że już nigdy nie zdoła dosiąść ulubieńca, a oto udało się! Dzięki Sudrun, ale i za sprawą Lady Berengarii. Może te szlachetne panie z Siedmiu Bram nie są jednak takie straszne? Nie zaprzątając sobie więcej głowy takimi myślami ponaglił wierzchowca. Nie zamierzał specjalnie czekać na przydzieloną mu straż, ujrzał jednak, jak dwóch ludzi księżnej ruszyło w jego ślady. Opuścili obozowisko, kierując w dół doliny, gdzie otaczające ją zbocza rozchodziły się szerzej. Księżyc świecił na tyle jasno, że mógł nie obawiać się ukrytych w trawie przeszkód. Wypuścił Demona, przechodząc do galopu. Jeźdźcy z Północy utrzymywali dystans. Poczuł pęd powietrza, siłę konia i rozpierającą go radość. Jeszcze im pokaże, pokaże, co potrafi! Z Demonem i Sudrun przy boku jest zdolny do wszystkiego! Tymczasem mógł tylko udowodnić własną zręczność jeździecką oraz wartość swego wierzchowca. Obejrzał się i ujrzał, że strażnicy zaczynają mieć kłopoty i tracą odległość. Ponaglił konia. Nie zamierzał przechodzić w cwał, nie w nocy, w nieznanym terenie, ale szybki galop w zupełności wystarczył, by odsadzić się od ludzi księżnej. Miała rację, z Demonem pod siodłem uciekłby im bez trudu, nawet, gdyby posłała ich pięciu, czy nawet wszystkich! Tylko co z Sudrun? Nie mieli drugiego takiego konia, a ona i tak została w obozowisku. I dokąd mogliby właściwie uciekać? By korzystając z chwilowej wolności chłopaka zażyć przelotnej rozkoszy? Jaki w tym sens? Powrót do  zamku margrabiny także nie wchodził w grę. Tam to już na pewno świeżo poślubiony syn krwi Międzyrzecza nie powinien szukać w tej chwili schronienia. A zresztą, księżna nie wydawała się aż taka okropna, pomimo krążących plotek. Zwolnił nieco i pozwolił dogonić się eskorcie, zupełnie jak za dawnych czasów, z Tamarą i Sudrun. Tylko teraz nie oddadzą się radosnym igraszkom w trawie czy przy jakimś strumieniu. Czeka go powrót do obozowiska i nałożenie ochraniacza. Ale ma jeszcze trochę czasu, spojrzał na wędrujący po niebie księżyc. Będzie cieszył się tą przejażdżką do ostatniej chwili! Ponownie ponaglił Demona.
     Zgodnie z daną obietnicą wrócił gdy srebrna tarcza przesuwała się nad wskazanym szczytem. Zeskoczył z siodła i zajął się koniem, w czym pomagała mu Sudrun.
     - Lepiej już idź, paniczu. Dostojna pani czeka w namiocie i na pewno się niecierpliwi. Ja zajmę się tu wszystkim.
     - Ale... Wiesz, że wcale mi się z tym nie spieszy...
     - Musisz tam jednak iść. Jeżeli dotrzymasz słowa, to może ona pozwoli na kolejną przejażdżkę.
     Doceniając mądrość ostatniej uwagi dziewczyny ruszył niechętnie do kwatery Lady Berengarii. Księżna istotnie oczekiwała swego podopiecznego. Nadal w stroju wojowniczki.
     - Widzę, że na twoich obietnicach można polegać, książę Marcusie. Wróciłeś na czas i nie masz już takiej ponurej miny.
     - Dzięki twojej łaskawości, Milady – odparł dwornie.
     - Niestety, oboje musimy dopełnić teraz naszych obowiązków. Opuść spodnie, Marcusie.
     Powoli spełnił polecenie, zdając sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia. Z niejakim zdziwieniem przekonał się, że jego przyrząd wyprostował się niczym kołek. Czyżby na widok okrytej obcisłym, skórzanym strojem, smukłej, a zarazem bardzo kobiecej sylwetki Pani Siedmiu Bram? Miał już przecież okazję ujrzeć jej ciało w zwiewnej, uwodzicielskiej sukni, a także całkowicie nagie, osłonięte tylko rozpuszczonymi włosami. Musiał jednak przyznać, że i w takiej postaci potrafiła rozbudzić jego pożądanie.
     Lady Berengaria wydobyła ochraniacz i usiłowała nałożyć przyrząd na pobudzone przyrodzenie Marcusa. Szło to jednak niesporo, czy to dlatego, że fallus nadal sterczał jak pal, czy też może zręczność palców szlachetnej pani zmniejszały skórzane rękawiczki, których tym razem nie zdjęła. Dotyk jej palców zdawał się przy tym, jak na złość, dodatkowo usztywniać męskość chłopaka. Wbrew obawom Marcusa nie okazała jednak wcale niezadowolenia, wręcz przeciwnie.
     - Jak widzisz, książę, nie zdołam chyba nałożyć w tej chwili tego ochraniacza. Nie mamy tu lodu, może pomogłaby kąpiel w zimnym strumieniu, ale przecież nie będziemy narażali cię na kpiny żołnierzy. Musimy poradzić sobie inaczej...
     - W jaki sposób, szlachetna pani? - spytał zakłopotany i nieco zdezorientowany.
     - A taki, piękny książę!
     Uśmiechnęła się i niespodziewanie wpiła ustami w jego wargi. Owionął go zapach perfum. Najwidoczniej pani Siedmiu Bram zdążyła jednak zażyć kąpieli, a przynajmniej dopełniła podstawowych zabiegów toalety. Nie oczekiwała więc podopiecznego w stroju wojowniczki z braku czasu i przypadkiem. Uczyniła to celowo.
     Zanim zdążył zastanowić się nad tą myślą, odepchnęła go silnymi jak na kobietę ramionami. Zaskoczony, zaplątał się w opuszczone nogawki spodni i zwalił na plecy. Na szczęście upadł nie na twardą ziemię, ale prosto w głębokie, miękkie legowisko uczynione ze skór dzikich zwierząt. Utonął w nim i nie zdołał już wstać. Opadła w ślad za nim, obejmując udami jego nagie biodra i obdarzając kolejnym pocałunkiem. Nie znalazł sił, by bronić się przed tym szturmem.
     - Ja także mam ochotę zażyć tego wieczoru przejażdżki, sir Marcusie. - Oderwała na chwilę usta.
     - Ale, pani...
     - Przejażdżka za przejażdżkę, książę. To chyba sprawiedliwa wymiana, nie sądzisz?
     Ponownie zamknęła mu usta własnymi wargami, odbierając resztki chęci stawiania oporu. Podczas gdy jedną dłonią ujmowała szyję chłopaka, drugą pospiesznie rozpinała własne spodnie. Po chwili poczuł, jak jego nabrzmiałe przyrodzenie zamiast chłodnej, wyprawionej skóry stroju jeździeckiego spotkało się z czymś o wiele cieplejszym, bardziej miękkim i znacznie bardziej wilgotnym. Zdecydowany uścisk palców Lady Berengarii wprowadził fallusa w głąb otwierającej się przed nim otchłani. Przez chwilę poczuł lekko bolesny opór, przedarł się jednak i utonął w gorącej wilgoci.
     - Ruszaj się! Okaż się i ty prawdziwym demonem! - Wydyszała mu do ucha, a on odebrał to prawie jak okrzyk.
     - Ale pani, może najpierw... - zaprotestował słabo, pragnąc usłużyć jej językiem albo dłońmi.
     - Nie trać czasu, ruszaj do galopu! Nie czujesz, że nie chcę czekać?
     Poparła ten rozkaz ściśnięciem ud oraz dźgnięciem obcasów. Całe szczęście, że zdjęła ostrogi, ale naga skóra nóg Marcusa i tak odczuła to uderzenie. Przekonał się jednak, że w niczym mu to nie przeszkadza, pobudza wręcz podniecenie. Nie potrafił myśleć o niczym innym, niż o nieznośnym, narastającym wrzeniu w okolicach przyrodzenia. Szybka praca bioder powiększała wprawdzie uczucie gorąca, ale też w przedziwny sposób dawała nadzieję wyzwolenia. Amazonka wspomagała galopującego wierzchowca raz czy drugi ponownie rysując jego skórę obcasami, dostosowała też jednak własne poruszenia do rytmu chłopaka. Pędzili wspólnie ku nieodległemu spełnieniu. Nieodległemu, gdyż Marcus nie miał pojęcia, w jaki sposób zapanować nad wzbierającą falą ciepła, nie odczuwał też ku temu żadnej ochoty. A bardziej zapewne doświadczona partnerka tolerowała ten jego zapał czy też nieudolność, wypuszczając rumaka do cwału na złamanie karku. Jeszcze kilka gwałtownych wierzgnięć i powódź przelała się, wypełniając czekającą z utęsknieniem studnię. Studnię, gdyż w chwili, gdy pojawiły się pierwsze, zapowiadające tryśnięcie skurcze, księżna opadła na ciało chłopaka i obejmując go silnym uściskiem ramion przetoczyła oboje, tak, że obecnie to on leżał na niej.
     - Teraz, książę, tak właśnie... Nie zmarnuj ani odrobiny!
     Nie miał takiego zamiaru i zalał studnię po brzegi, a przynajmniej tak mu się wydawało. Poczuł znajome już uczucie ssania... Czy to właśnie w taki sposób odbywało się to zawsze z damą szlachetnego rodu, przejmującą moc do ostatniej kropli? Przekona się, gdy spotka wreszcie księżniczkę Berenikę, swoją żonę... Został przecież prawowicie poślubiony i ma swoją panią, której przysiągł wierność oraz posłuszeństwo... Ta myśl przebiła się na chwilę przez opary odurzenia, by utonąć w nowej fali rozkoszy. Pragnął wykrzyczeć tę rozkosz pełnym głosem, na cały świat. Władczyni Siedmiu Bram zamknęła mu jednak usta kolejnym pocałunkiem, może raz jeszcze okazując większe doświadczenie, a może poskramiając przy okazji własne oznaki uniesienia.
     Gdy uwolniła go ze swych objęć i łagodnie zepchnęła ze swego ciała, poczuł nieuniknione osłabienie. Mógłby tak leżeć leniwie bez ruchu, ale księżna miała inne plany.
     - Marcusie, odbyłeś dzisiaj dwie przejażdżki, a ja tylko jedną. Przyznasz, że to niesprawiedliwe i powinieneś wynagrodzić mi tę stratę.
     - W jaki sposób, szlachetna pani?
     - Przytul się i zajmij się mną swoimi palcami, tylko delikatnie...
     - Ale to nie nic wspólnego z mocą, pani...
     - I co z tego? Ale jest przyjemne... Drugą dłonią naciśnij o tutaj, trochę ponad łonem, tak będzie dobrze...
     Poprowadziła jego ręce i szybko pojął zamysły towarzyszki. Jej tajemne miejsce rozkoszy wciąż było pełne wilgoci i wymykało się jego palcom, zwłaszcza w chwilach, gdy wzmacniając może odczuwaną rozkosz, zaciskała uda. Raz czy drugi wytknęła mu niezręczność, ale w końcu zaczęła cicho jęczeć, a jej ciało wygięło się w łuk. Wreszcie odsunęła dłonie chłopaka. I dobrze, bo zdrętwiały mu już trochę palce, ale bał się do tego przyznać. On sam otrzymał przecież swoją rozkosz. I w dodatku uwolniła go, by mógł przejechać się na Demonie. Zasługiwała na wszelkie starania podopiecznego.
     - Dobrze się spisałeś, książę. Och, to cudowne znowu poczuć pełnię mocy. Jesteś prawdziwym skarbem. - Pocałowała go, nie tak może namiętnie jak poprzednio, ale nie bez pewnej czułości. - Ale nie mamy czasu do stracenia. Przy takich zdolnościach jak twoje, za chwilę nie zdołamy nałożyć tego ochraniacza, pomimo naszych niedawnych starań! Obmyj się tylko, tam stoi misa z wodą. Potem napijemy się wina.
     - Może, może...
     - Tak, Marcusie?
     - Może nie trzeba nakładać tego przyrządu? Ja i tak... bardzo chętnie...
     - O nie, książę. To niemożliwe. Ale obiecuję, że wyruszymy jeszcze na niejedną przejażdżkę.

6 934 czyt.
100%4012
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 3492 słów i 19950 znaków

Komentarze (12)

 
  • AnonimS

    AnonimS 21 lis 2017 ip:8328252

    Ad vocem . Pewnie miałaby powód że młody chętny na dodatek mający spermę o wielkiej mocy jej tej spermy by jej dostarczał wzmacniając jej siły magiczne i dając duuużo przyjemności. Czekam jak i inni czytelnicy na kolejne części.

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 15 lis 2017

    Marcus już chyba dojechał do Zasiedmiogórogrodu?  

  • mily

    mily 12 lis 2017 ip:831747

    Chyba juz czas na 13

  • Robert72

    Robert72 8 lis 2017

    Świetne ! Już by chciał dalszych części !

  • Milady

    Milady 5 lis 2017

    No no, coraz goręcej  się robi. Sprytna kobieta z tej teściowej. Jestem ciekawa jak dalej to poprowadzisz, bo węszę jakąś grubszą intrygę.  

  • AnonimS

    AnonimS 5 lis 2017 ip:8328252

    Akcja się rozwija, teściowa nie taka straszna (chyba to tylko tak na początku ) czekam na rozwój sytuacji.

  • POKUSER

    POKUSER 5 lis 2017

    Wydaje mi się Neferze, iż te nasze nieformalne wyścigi komu pierwszemu uda się przeczytać kolejny odcinek, są dodatkową formą uznania dla Twojego talentu. Gdybyś publikował odcinki w gazecie, to pewnie już byśmy komitet kolejkowy zakladali pod kioskiem/ salonem prasowym A jeśli to nie tajemnica, to skąd bierzesz imiona bohaterów?

  • xek

    xek 5 lis 2017

    Ciekawe opowiadanie, dobrze się czytam. Może jedynie trochę zbyt grzeczne, mogłyby być bardziej rozbudowane sceny seksu.

  • Lolek2

    Lolek2 4 lis 2017

    Widzicie Dopiero mrowki podzialaly i opowiadanie sie pojawilo. Dlatego do nastepnego piatku rozdzielam zadania. Kazdy z czytelnikow musi zebrac conajmniej po 5 "mruwkow". To bedziemy mieli pownosc ze opowiadanie sie pojawi (nefer sie przestaraszy a wtajemniczeni wiedza ocb) xD.  Ojjj mam wesoly weekend   .   Dobra od jutra spowaznieje. Pozdrawiam wszystkich. Nerze - pochwal nie ma co pisac bo i tak wiesz ze jestes najlepszy.    

  • POKUSER

    POKUSER 4 lis 2017

    3  

  • Lolek2

    Lolek2 4 lis 2017

    1.