Nierówność Trójkąta - cz.1

Bruno wyszedł spod prysznica tylko z ręcznikiem wokół bioder. Jego dobrze zbudowane ciało było jeszcze wilgotne od świeżo wytartej z niego wody.  
- Chodźcie do łóżka. - powiedział, ignorując rozmowę, która toczyła się pomiędzy małżeństwem. Edyta spojrzała na męża unosząc lekko brew i uśmiechając się kącikiem ust.  
- Chodź, kochanie - szepnęła i pocałowała Marcela, gorąco, długo.
Nie trzeba go było długo zachęcać, sprawnie rozpiął guziki swojej koszuli, w którą ubrana była kobieta, jego oczom po raz kolejny tego dnia ukazały się jej nieduże, kształtne piersi i twarde sutki, zwykle bladoróżowe, tym razem pociemniałe z podniecenia. Bruno zdjął z bioder niepotrzebny już ręcznik i, dotykając niespiesznie Marcela, zaczął całować jego kark i barki. Skóra jego kochanka była czuła w zaskakujących miejscach, ale on znał wszystkie te strefy na pamięć: ramiona, szyja, okolice uszu, nadgarstki, obojczyki, zagłębienia pod kolanami, wewnętrzna strona ud. Wystarczył umiejętny pocałunek lub dotyk, a on topniał pod jego pieszczotami jak kobieta. Wcześniejsi kochankowie Bruna nie byli aż tak wrażliwi, seks z nimi był raczej standardowy, oralny i analny, bez wyszukanych pieszczot. Marcel zostawiał mu pole do inwencji twórczej. I to było wspaniałe. Przez pierwsze dwa miesiące znajomości eksperymentował i szukał nowych sposobów na doprowadzenie go do orgazmu. Możliwości były niemal nieskończone.  
- Uwielbiam na was patrzeć - uśmiechnęła się Edyta, sama delikatnie dotykała męża, z zadowoleniem patrzyła na unoszący się do góry członek. Uklęknęła, a jej usta zamknęły się na bordowej główce. Zassała ją delikatnie na moment, później wypuściła i językiem przesunęła po całej długości. Głośne westchnienie mężczyzny przypomniało jej o tym, żeby spojrzeć mu w oczy, ale kiedy podniosła głowę, zauważyła, że są zamknięte. Jej wzrok napotkał jednak wzrok Bruna, którego język błądził po szyi jej męża.  
Razem stanowili naprawdę fantastyczny widok. Duże, ciemne dłonie blondyna oparły się na wąskich, niemalże białych biodrach bruneta i przyciągnęły go do siebie. Marcel poczuł pulsującą męskość kochanka między pośladkami. Zadrżał i jęknął cicho. Edyta poczuła jak robi się coraz wilgotniejsza. Podniosła się z kolan, ku niezadowoleniu męża i pocałowała Bruna.  
- Lubię, kiedy jej usta smakują tobą. - zamruczał do ucha Marcela i przesunął jedną dłoń wzdłuż linii jego kręgosłupa, aż do samego dołu. - Nie byłem w stanie skupić się na pracy, bo myślałem o tym, żeby w końcu z tobą być.
Spojrzał na Edytę i dotknął jej wyraźnie zarysowanego policzka.  
- Z tobą z resztą też, malutka.  
Chwilę po tym, jak dokończył zdanie, położył dziewczynę na ich wielkim łożu i rozsunął jej kolana. Całując ją, wszedł w mokrą szparkę dosyć brutalnie. Jeśli chodzi o seks również różnił się diametralnie od Marcela, który był dla niej momentami zbyt delikatny.  
               Często działo się to w ten sposób. Czasami brali Edytę jednocześnie, jeden w niej, a drugi w jej ustach, czasami obydwaj wchodzili w nią w jednym momencie, czasami któryś z nich miał ją pierwszy żeby później poświecić czas sobie nawzajem. Ale pierwszy raz Marcel poczuł, że coś jest nie tak. Pierwszy raz był zazdrosny o żonę, czego w zasadzie nie chciał czuć. Nie w takim momencie. Silne podniecenie kłóciło się w nim z równie silną zazdrością.  
- Jesteś z nami? - usłyszał głos kochanka.  
- Oczywiście. - odparł, uśmiechając się lekko, w jego głowie nadal rozbrzmiewał konflikt jego samego ze sobą.  
- Chodź bliżej. - szarozielone spojrzenie Bruna wklejone było w jego oczy.  
Kiedy tylko znalazł się bliżej żony i kochanka, mężczyzna pocałował go namiętnie, a dłoń dziewczyny oplotła twardego penisa, poruszając rytmicznie w górę i w dół, zatrzymując się na moment tylko po to, aby kciukiem pieścić wilgotną, nabrzmiałą żołądź.  
               W końcu skończyli obydwoje, Edyta i Bruno, przy akompaniamencie jęków kobiety, która z nadal zamglonym wzrokiem odwróciła się i kontynuowała to, co zaczęła wcześniej. Członek męża gładko wsunął się w jej chętne gardło. Kiedy wypuściła go na moment z ust, Bruno postanowił dołączyć i uklęknął obok dziewczyny, jedna z jego dłoni objęła jego własnego penisa i powoli zaczęła stawiać go do pionu. Wolną ręką przyciągnął Edytę bliżej. Ich języki ocierały się o siebie, kiedy obydwoje przesuwali nimi wzdłuż męskości Marcela.  
               Znów doprowadzili go prawie na szczyt i przerwali.  
- Naprawdę...? - spytał cicho, drżącym głosem.  
- Zaraz będzie ci jeszcze lepiej - obiecał Bruno, przygryzając płatek ucha partnera - Musisz tylko grzecznie rozłożyć dla mnie nogi.  
Edyta głośno nabrała powietrza. Znów miała być cichym obserwatorem wybuchu ich namiętności - bo rzeczywiście przypominało to wybuch. Zwykle dosyć krótki, ale bardzo gorący, głośny, zwierzęcy. Pocałunki były szybkie, zachłanne, przypominały bardziej wojnę niż dowód uczucia, nawet jeśli chodziło (tylko i aż) o uczucie pożądania.  
               Marcel posłuchał, a Bruno nie kazał mu czekać. Uklęknął między jego udami i zaczął pieszczoty, o których fantazjował tamtego dnia w każdej wolnej chwili, językiem drażnił sutki, dłońmi ugniatał jego nieduże, ale idealnie okrągłe pośladki, aż w końcu wsunął w kochanka dwa lekko zwilżone lubrykantem palce i z satysfakcją obserwował jego reakcję.  
- Dobrze? - spojrzał w końcu w te ciemne, szeroko otwarte oczy.  
- Tak. - usłyszał w odpowiedzi zaledwie to, jednak nie spodziewał się niczego więcej. Czuł jak mocno ciasny pierścień mięśni zaciska się wokół jego palców. Słowa były zbędne.  
- Chcesz więcej? - zapytał, przyszczypując twardy sutek. Marcel jęknął głośno i rozchylił uda tak szeroko, jak to tylko było możliwe. Bruno pocałował go czulej niż zwykle i uznał odgłosy wydawane przez kochanka za rodzaj zgody.
Edyta milczała i obserwowała scenę przed sobą. Jej serce biło jak szalone, a palce właściwie bez jej kontroli rytmicznie penetrowały wilgotną cipkę. Z początku ruchy były dość przypadkowe, jednak później pieściła się w tym samym rytmie, w którym Bruno wchodził w jej męża.
- Mocniej. - głos Marcela był tak zdecydowany, że dziewczyna poczuła dreszcz przebiegający po jej kręgosłupie.
- Z przyjemnością. - blondyn przyspieszył i pogłębił pchnięcia. W środku było mu tak dobrze, ciepło, ciasno...  
Kilka sekund później rozległo się głośne westchnienie przechodzące w jęk, oznajmiające nadchodzący orgazm. Edyta nawet nie zauważyła, kiedy jej głos również zamienił się w głośny, przeciągły krzyk...

•••

              Bruno wyglądał na wykończonego, odpłynął niemal w mgnieniu oka. Przez ułamek sekundy próbował włączyć się do rozmowy, ale na kolejne pytania już nie reagował.  
- Straciliśmy go - skomentowała Edyta, uśmiechając się do męża. Miała na sobie dużą, bawełnianą koszulę nocną, jej włosy były rozpuszczone.  
- Na to wygląda. - odparł i usiadł na skraju łóżka.  
Dziewczyna objęła dłońmi jego szczupłą twarz. Po chwili pchnęła go lekko i dosiadła jak bardzo wprawiony jeździec.  

Kobieta doskonała. Nawet nie podejrzewał, że będzie w stanie stwardnieć po raz kolejny w tak szybkim czasie.  

Nabiła się na niego i od razu zaczęła  poruszać biodrami, szybko, w równym tempie. Nie chodziło o bliskość. Chodziło o zaspokojenie. Skończyli szybko, dziewczyna ułożyła się wygodnie w jego ramionach. Spojrzała mu w oczy, po chwili przeniosła wzrok na jego usta. Pocałowała go przymykając powieki. Palce ich dłoni były splecione, jej stopa prześlizgnęła się powoli, jakby nieśmiało, po jego łydce. Jakiś czas później pocałowała go po raz kolejny, tym razem w policzek. Uśmiechnęła się i zasnęła.  

•••

              Edyta spojrzała na Marcela, który z kolei patrzył z przejęciem w elektryczny czajnik, woda powoli zaczynała wrzeć. Zawsze pił tę samą ziołową herbatę, kiedy nie mógł zasnąć.  
- Masz kiepską noc. - stwierdziła, nie zapytała. Przytuliła się do jego pleców i nie zamierzała puścić, mimo, że zalewał zioła wrzątkiem.  
- Nie. - pokręcił głową - Chcesz herbatę?  
- Nie chcę później biegać do łazienki. - roześmiała się. Ku jej zadowoleniu, on też się uśmiechnął. Zawsze sprawiała, że się uśmiechał. Miała dźwięczny, zaraźliwy śmiech.  
               Ludzie byli według niego cholernie nieciekawi. Mógłby to dopisać do listy powodów, które zadecydowały o niepowodzeniu jego wcześniejszych związków. Na początku zawsze było fajnie, ta początkowa fascynacja, odkrywanie kolejnych aspektów drugiej osoby. A później przekonywał się, że wszystkie te aspekty zebrane do kupy były niesamowicie nudne. Miał wyjątkowe szczęście do ludzi, którzy pod fasadą ambicji i głębi byli płytcy jak brodzik prysznica, takich nie lubił najbardziej, i takich też było najwięcej. Ale ona do nich nie należała.
               Edyta była sobą w najbardziej surowej, autentycznej formie. Kiedy poznał ją tamtego wieczoru na weselu jej starszego brata, poczuł coś, czego wcześniej nie doświadczył, jakby wrócił do domu po wielu latach. Byli sobie przeznaczeni, od samego początku rozmawiał z nią tak, jakby rozmawiał sam ze sobą, bez sztucznych barier. Nigdy nie było mu tak dobrze, z nikim, z niczym. Może kiedy się poznali był lekko pijany, ale do rana zdążył wytrzeźwieć i nadal jej pragnął, nadal go ciekawiła , mimo, że w ciągu tamtego wieczoru dała mu wszystko, czego przeciętny mężczyzna zwykle chce od młodszej, atrakcyjnej kobiety.  
                    Co najlepsze, rano wydawała mu się jeszcze piękniejsza niż w nocy, chociaż często różnie to bywa. Dopiero wtedy mógł się jej dobrze przyjrzeć. Miała piękne, jasne oczy, wokół których rozmył się delikatny makijaż, lekko zaczerwienione policzki, ciemnobordowe usta, niewinną, lekko okrągłą, dziewczęcą twarz i proste, jasne włosy sięgające ramion z prostą grzywką odsłaniającą dość grube, ciemne brwi. Na jej ciele było kilka niewielkich tatuaży, co stanowiło kontrast dla jej dziecięcej buzi, a dzięki temu wyglądała jeszcze bardziej intrygująco.  
               Doskonale pamiętał jej zakłopotany wzrok, gdy jeszcze przez sen wtuliła się w niego rano, a on niechcący obudził ją tym, że po prostu mocniej ją objął. Podskoczyła jak poparzona i starała się zasłonić kołdrą swoją nagość.  
- Pewnie bez sensu to robię... - roześmiała się w końcu.  
Przytaknął tylko w odpowiedzi.  
- Czyli nie był to tylko mój piękny sen? - zapytała figlarnie, podnosząc jedną brew.  
- Nie, pod warunkiem, że nie śniło nam się to samo.
- I co teraz? - westchnęła i położyła się obok niego.  
- Teraz? Teraz pójdę robić śniadanie, a ty przez moment na mnie poczekaj. - nadal podejrzewał, że został jej mężem głównie dzięki gofrom z serem i szczypiorkiem. Oczywiście z serem i szczypiorkiem w środku, bo każdy głupi byłby w stanie nałożyć ser i szczypiorek na wierzch.  
Przytrzymała go wtedy za ramię i zaczęła całować. Najpierw nieśmiało, później coraz odważniej, kiedy odpowiedział tym samym. Przerywając pieszczotę tylko na moment, posadził ją sobie na kolanach. W końcu to ona oderwała swoje usta od jego ust i powiedziała z satysfakcją:  
- Dokończymy po śniadaniu. Chciałam tylko sprawdzić, czy na trzeźwo dalej mnie chcesz.  
Roześmiała się na widok jego zaskoczonej miny i ubrawszy się w jego koszulkę, która leżała na krześle, pociągnęła go za rękę do kuchni.  
              Usiadła wtedy na kuchennym blacie w ten sam sposób, w jaki siedziała teraz. Ale w przeciwieństwie do tamtego poranka, nie była to dla niego nowość tylko dobrze znana, słodka codzienność.  
- Mam jutro nocną zmianę - oświadczyła.  
- Czyli cały dzień mamy dla siebie?  
- Nie gonią cię terminy?  
- Nie. Najbliższe spotkanie mam za tydzień. Jeden dzień z żoną mi nie zaszkodzi. - pocałował ją czule, po czym oparł się o blat obok niej i napił się herbaty.  
Edyta wsunęła swoją drobną dłoń w jego dłoń i oparła głowę o jego ramię.  
- Mam wrażenie, że czegoś się obawiasz. I wcale nie chcesz mi powiedzieć czego.  
- Gdybym miał jakiś problem, powiedziałbym ci.  
- Chyba, że byłoby to coś, co sprawiłoby kłopot obydwojgu z nas. Albo nam wszystkim. Z takimi rzeczami gryziesz się sam.
Otworzył usta, żeby zaprzeczyć, ale nie powiedział nic. Ona mu przeszkodziła.  
- Znam cię, Marcel. I nie chcę, żebyś się z czymś chował w sobie, tak jak czasami. To nie jest dobre.  
- Jeżeli coś będzie nie tak, powiem ci. - zapewnił ją. Przesunął palcem po ledwie widocznej literze „M” wytatuowanej na jej serdecznym palcu, nad obrączką. Pamiętał, kiedy zdementowała jego pomysł na to, że on zrobi literę „E” w tym samym miejscu. Nie wyobrażała sobie, że coś tak obcego mogło pojawić się na jego, jej zdaniem, idealnej skórze.  
- Ufamy sobie, prawda?  
- Tak jak nikomu innemu.  
Pocałowała go w czoło.  
- Jestem głodna. Naprawdę liczę jutro na dobre śniadanie. - mrugnęła porozumiewawczo jednym okiem.
- Specjalne życzenia?  
- Naleśniki. Albo tosty. Albo te twoje gofry. - zastanowiła się - Nie. Jajecznica. Ze szczypiorkiem i cebulką i pieczarkami. Tak. To będzie to. A zamiast chleba te twoje gofry.  
- Boże - teatralnie przewrócił oczami - Jakbyś conajmniej była w ciąży.  
- Nawet tak nie żartuj - roześmiała się i zeskoczyła z blatu - Broń Boże.  
- Nie mów, że o tym nie myślałaś...
- Marcel, pamiętaj, że obydwoje chcemy jeszcze pożyć. - skrzyżowała ręce na piersiach - Kończ herbatę i chodź spać. Brak snu najwyraźniej ci nie służy.

mariaantonina

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2570 słów i 13972 znaków.

1 komentarz

 
  • gejorg

    nie znajduje slow zeby to skomentowac -----unosi i B. podnieca ---obrazowe --masz cudowne wnetrze ---otwarte ---piekne polaczenie milosci z seksem.   Wyobrazalem sobie kiedys podobnie ,ale to w realu B. trudne [w realizacji]  -patrz [cytat z Marcela "jakas zadra ,[ambiwalencja] podniecenie klocilo sie z zazdroscia .   To trudne ale kusi zeby to przezyc.   Nawiasem mowiac------ chce sie dac tej kochanej osobie ---Najwieksze szczescie a nie wiadomo czy to jego jest takie zeby sprobowala innych "wrazen"       podziwiam Pania za B. seksowny pomysli piekne jego wyartykuowanie.proponuje jego rozwiniecie o watek damski [les]. Proponuje zdrady  np. w pracy  --- i opowiadanie sobie o nich z podniecaniem. Dziekuje za przezycia wzniosle [sex i nie tylko] Zazdroszcze wszystkim tym ktorzy cie znaja i moga ogladac tak wspaniala kobiete i pisarke ! :przytul: