Kamienicznik, praca i koleżanki VI

Czułam, jak odpływam na fali nadchodzącej rozkoszy.
Już prawie miałam zatracić się zupełnie, kiedy nagle przestał.
Przez chwilę leżał nieruchomo, tylko jego przyspieszony oddech wskazywał, że doszedł.
-On doszedł a ja? Co ze mną? Byłam wściekła, że tak mnie zostawił.
Mimo targających mną emocji starałam zachowywać się spokojnie.
Nie chciałam, żeby zobaczył, że ten wymuszony stosunek wzbudził we mnie takie podniecenie.
-Już koniec? ,starałam się, żeby w moim głosie zabrzmiała kpina.
-Myślałam, że stać cię na więcej, ty taki ogier zawiesiłam głos.
Poczułam, jak uwalnia mnie od swojego ciężaru i staje obok łóżka.
Na jego twarzy widniał uśmieszek.
Moje słowa nie zrobiły na nim żadnego wrażenia.
-Nie Gosieńko to jeszcze nie koniec, teraz zabawimy się inaczej.
-Inaczej? W pierwszej chwili nie zrozumiałam.
Dopiero kiedy pochylił się i wyszeptał, połóż się na brzuchu, dotarło do mnie, co ten zboczeniec chce zrobić.
-Nie! Prawie wykrzyczałam i cofnęłam się jak najdalej od mojego oprawcy.
-Niedoczekanie, zaczęłam wierzgać nogami, starając się nie dopuścić go do siebie.
Nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia.
Poczułam jak łapie moją nogę i przyciąga do siebie.
-Zostaw mnie, podkurczyłam nogi, usiłując się uwolnić.
Niestety był silniejszy.
Leżałam teraz na brzuchu na skraju łóżka.
Poczułam dłonie rozchylające moje pośladki.
Jego sterczący kutas przesunął się po wilgotnym wzgórku.
Odetchnąłem, może on chce tylko na pieska.
O mało się nie roześmiałam, kiedy dotarł do mnie komizm tej sytuacji” tylko na pieska”
Jednak słowa, które usłyszałam, dosłownie mnie zmroziły.
-Wiesz Gosiu, lubię być pierwszy, a tam chyba będę, poczułam jak jego kutas, napiera na moje brązowe oczko.
-Nie, nie rób tego! Zaczęłam kręcić pośladkami, usiłując się uwolnić.
Nic z tego, poczułam, jak napiera mocniej, usiłując rozewrzeć mocno zaciśnięty zwieracz.
I w tym momencie zdarzył się cud.
Dzwonek, który niespodziewanie zabrzmiał, spowodował, że oboje zastygliśmy w bezruchu.
Korzystając z okazji, wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam do łazienki.
Zdążyłam jeszcze zauważyć, jak Krzysiek gorączkowo szuka porozrzucanego wokół łóżka ubrania.
Kilka chwil i byłam ubrana jeszcze rzut okiem w lustro i mogłam stawić czoło niespodziewanemu gościowi, który w ostatniej chwili uratował mój tyłek.
Faktycznie uratował moją dupcię, mimo stresującej sytuacji na moich ustach zagościł uśmieszek.
Ciekawe kto to może być.
Wyszłam z łazienki, Krzysztof też był ubrany i siedział grzecznie przy stole.
Nie komentując, jego wcześniejszego zachowania podeszłam do drzwi.
Rzut oka przez wizjer i poczułam, jak uginają mi się kolana.
Za drzwiami stała matka.
Nie zastanawiając się, machinalnie przekręciłam zamek i wpuściłam ją do środka.
-Co tak długo? to były jej pierwsze słowa.
-Telewizor! Wydukałam przez ściśnięte ze strachu gardło.
-Co telewizor? Nie odpuszczała.
-Grał głośno! To było jedyne, co przyszło mi do głowy.
Nie czekając na dalsze wyjaśnienia, ominęła mnie i weszła do pokoju.
-Dzień dobry! Spokojny głos Krzysztofa był dla mnie szokiem.
Miałam wrażenie, że zachowuje się jakby w tym, że jest tutaj, nie było nic dziwnego.
-Dzień dobry ! W głosie matki usłyszałam wyraźne zaskoczenie.
-Mamo! Poznaj, to mój kolega z pracy, podeszłam do matki i przedstawiłam ich sobie.
-Przywiózł mi telefon, który zapomniałam w pracy.
Miałam nadzieję, że to wyjaśnienie wystarczy na usprawiedliwienie obecności Krzyśka.
Zobaczyłam jak matka, badawczo patrzy na Krzyśka, a później podejrzliwie spogląda na mnie.
-To ja już będę uciekał, ujrzałam, jak Krzysztof podnosi się z krzesła i wyciąga rękę na pożegnanie.
-Było mi miło, uśmiechnął się do matki.
-A ty jesteś mi winna kawę, odwrócił się w moją stronę.
Co za arogancki drań, byłam pełna podziwu dla jego opanowania i zimnej krwi.
-Odprowadzisz mnie? Spojrzał pytająco w moją stronę.
Przez chwilę milczałam zszokowana jego bezczelnością.
-Tak! Oczywiście przytaknęłam, kiedy dotarło do mojej świadomości.
-Jeszcze nie koniec moja kochana szepnął, kiedy znaleźliśmy się przedpokoju.
-Muszę skończyć to, co nam mamuśka przerwała, dodał i klepnął mnie w pośladek.
Szkoda, że nie mogę zobaczyć i usłyszeć jak Gośka tłumaczy matce moją obecność pod nieobecność mężusia.
Już na pierwszy rzut oka widać było, że nie uwierzyła w to tłumaczenie z telefonem.
Co mi tam wzruszyłem ramionami, to jej sprawa.
Nie miałem w tym momencie pojęcia, że ja również będę w to zamieszany.
Teraz byłem zadowolony, w końcu udało mi się dopiąć swego, dopadłem tę cnotkę niewydymkę.
Sam nie wiem, dlaczego, przyszedł mi na myśl mój kolega Mariusz, który zawsze twierdził, że nie ma kobiet, których nie można przelecieć, że to jest tylko kwestia podejścia albo kasy.
Chyba że trafi się jakaś potwora, to wtedy on odpuszczał, chociaż podobno takie są najlepsze w łóżku, śmiał się, kiedy podawałem w wątpliwość jego przechwałki.
Faktycznie coś w tym musiało być, jemu zawsze udawało się wyrwać jakąś niezłą laskę, często były to mężatki, o których nigdy nie pomyślałbym, że mogą zdradzić kochanego mężusia.
Wychodziłem właśnie z klatki, kiedy poczułem, jak w kieszeni wibruje telefon.
Czyżby Elka? Chce powiedzieć, że jeszcze dzisiaj też nie wróci.
Wyciągnąłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz.
To był Mariusz kolega, o którym przed chwilą myślałem.
Telepatia uśmiechnąłem się, naciskając klawisz słuchawki.

7 109 czyt.
97%374
merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1022 słów i 5749 znaków, zaktualizował 15 mar o 19:31

Komentarze (4)

 
  • Anonim2

    Anonim2 13 marca ip:311823

    Łaskawie po kliku miesięcznej przerwie się objawiłeś Merlinie. Pytanie nudne. Kiedy następne części??? Znowu za pół roku???

  • Robert72

    Robert72 13 marca

    Bardzo się cieszę że znowu nam czarujesz , troszkę krótko.

  • seth207

    seth207 12 marca ip:7725567

    O matko merlin jednak żyje :d

  • Gaba

    Gaba 12 marca

    Merlinie!! Przyjrzyj się proszę tytułowi....!