Bestia

BestiaW lesie było ciszej niż zwykle, nawet ptaki zamilkły. Zbierało się na burzę – pierwsze krople deszczu spadały na liście. Ukryty za nasypem wojskowy dał znak i trzech kolejnych żołnierzy przemknęło do następnego punktu. Cel był blisko. Wystarczyło pokonać ostatnie newralgiczne miejsce. Dowódca rozejrzał się, poczekał aż wróg przejdzie na drugą stronę. Skinął głową, wskazał na polanę i wtedy z kieszeni jednego z mężczyzn rozległ się dźwięk przychodzącego połączenia.  
– KURWA MAĆ! – poniosło się po lesie. – Zbiórka!  
Zza drzew wyłoniły się trzy grupy i ustawiły w szereg. Jeden z wojskowych, niski i przysadzisty, wystąpił przed resztę i pokornie spuścił głowę.  
– CO JA MÓWIŁEM O TELEFONACH, SZEREGOWY LIPKA?! – krzyczał wściekły Krzysztof.  
– Przepraszam, poruczniku. Żona…  
– Gdyby Talibowie mieli ci odstrzelić łeb, też zasłaniałbyś się żoną?! Myślicie, że wojna to zabawa?! Kiedy twój przyjaciel umiera w polu, a ty musisz decydować…  
Porucznik miał w zwyczaju prowadzić długie tyrady o odpowiedzialności i realiach wojny, nie szczędząc przy tym przykładów z jego własnych wyjazdów na misje. I choć cenna to była nauka, prowadzona w strugach deszczu wydawała się bardziej karą. W końcu, zmuszony przez pogodę Krzysztof zakończył wykład i zarządził powrót do kwater.  

Gniew zmywał z siebie gorącym prysznicem. Od powrotu z misji zdecydowanie bardziej doceniał dostęp do wody, wygodne łóżko i względny spokój. Ciepło miało też jedną, ważną zaletę: pomagało ukoić ból, a Krzyśkowi wydawało się, że jakoś mniej kuleje po takiej kuracji. W końcu zakręcił kurek, spojrzał na swoje odbicie w lustrze i skrzywił się. Powoli zbliżał się do czterdziestki, ale jego ciało, choć wysportowane i silne, mogłoby należeć do kogoś znacznie starszego. Lekarze mówili, że może niedługo będzie potrzebował laski, bo uraz biodra tylko się pogłębia. Na brzuchu miał dwie, brzydkie blizny po operacjach, podobnie twarz zniekształcona była po wybuchu samochodu-pułapki. Choć w łóżku radził sobie dobrze, po jednym z wypadków poinformowano go, że nie ma co liczyć na spłodzenie dziecka. Krzysztof owinął się w ręcznik, by nie musieć dłużej patrzeć na ten nędzny obraz. Wiedział, co się o nim mówi i jak kobiety reagują na jego fizyczność. Zachwycone wizją przystojnego żołnierza dostają człowieka przeoranego przez wojnę. Bestię. Liban, Afganistan, Syria. Piekło i smród, a potem odznaczenia i uroczystości. W końcu trafił do nauczania młodych, bo ze swoim zdrowiem mógł zapomnieć o kolejnym wyjeździe.  

Te ponure rozmyślania przerwało pukanie. Krzysztof, który zdążył już założyć koszulkę, szybko chwycił spodnie i chwilę później otworzył drzwi.  
– Poruczniku – odezwał się nieco przestraszony wojskowy –  pułkownik wzywa na apel.  
– Zaraz będę.  
Sięgnął po kurtkę, poprawił kołnierz i zszedł do sali, w której zebrało się już większość jednostki. Stanął z boku czując znajomy, tępy ból prawej nogi. Musiał wytrzymać. Przed podwładnymi zawsze był silny, nawet jeśli później gryzł ścianę. Wreszcie pułkownik wyszedł na mównicę i zaanonsował plany na następne tygodnie. Ćwiczenia, wyjazd szkoleniowy, wizyta władz. Na koniec chrząknął i poprosił gestem kogoś z tłumu. Na podest weszła młoda, atrakcyjna blondynka w sukience w niebieskie kwiaty. Tak inna i niepasująca do otoczenia, że wydawała się postacią z bajki.  
– Ostatnia sprawa na dziś: pragnę przedstawić Hannę Domańską, moją córkę. W ramach swojej pracy magisterskiej zajmuje się psychiką osób narażonych na traumę. Spędzi tutaj kilka tygodni. Oczywiście, udział w badaniach jest dobrowolny – podkreślił to tak, że nikt nie miał wątpliwości, że jest inaczej – ale liczę na waszą współpracę.  
Krzysiek uśmiechnął się pod nosem na widok dziewczyny. Pamiętał ją sprzed lat, kiedy zafascynowana pracą ojca odwiedzała go w jednostce. Prawie każdy weekend spędzała w miejscu, od którego typowa nastolatka wolałaby imprezę nad jeziorem albo oglądanie serialu. Jednak Hanka łaziła za żołnierzami, uczyła się niektórych manewrów i z wypiekami na twarzy słuchała opowieści. Karmiono ją łzawymi historiami z wojny, omijając te mniej przyjemne elementy. Ale przecież była wtedy jeszcze dzieckiem. Dzieckiem, którego próżno szukać w kobiecie stojącej obok pułkownika.  

Apel zakończył się i szeregowi zaczęli rozpierzchać się do pokoi. Krzysiek marzył, żeby wreszcie usiąść, wziąć tabletkę przeciwbólową albo wypić kieliszek wódki. Zrobił parę kroków, ale zatrzymało go wołanie:  
– Krzysztof Radecki?
Odwrócił się i spojrzał w dół. Hanka może była starsza te dziesięć lat, ale niewiele urosła od tego czasu. Bez obcasów sięgała mu najwyżej do piersi. Uśmiechała się szeroko, a jej oczy dziwnie błyszczały.
– O matko, to naprawdę pan! – wykrzyknęła, zwracając uwagę tłumu.  
– Nie mów do mnie „pan” – skrzywił się, zapomniawszy, jak jego twarz źle wygląda w takich grymasach.  
– Och, tak – speszyła się Hanka i zaplotła ręce za plecami. – Poruczniku.  
– Nie o to… – zaczął, ale zamilkł.  
Rekruci ociągali się z wyjściem z sali. Bacznie przyglądali się rozmowie Radeckiego, wymieniali uśmiechy i szeptali. No tak. Nawet poza jednostką nie pokazywał się w towarzystwie kobiet, które raczej stroniły zarówno od jego wyglądu jak i „uroczego” charakteru. A teraz ta śliczna, niebieskooka kruszyna obdarzyła uwagą właśnie jego, potworną bestię, zamiast jakiegoś napakowanego, przystojnego młodziaka.  
– Na coś jeszcze czekacie?! – zwrócił się do wojskowych. – Liczę do pięciu i tych, którzy zostaną w zasięgu mojego wzroku chcę widzieć jutro godzinę wcześniej na specjalnej zaprawce!  
Tłum rozpierzchł się nagle, tak, że przy „cztery” poza Krzyśkiem i Hanką w sali został tylko kilku, uciekających przed dodatkowymi ćwiczeniami, szeregowych. Porucznik przerzucił ciężar ciała na drugą nogę i zaklął w myślach, kiedy ból przeszył jego kręgosłup. Zagryzł wargę, by nie jęknąć.  
– Mów mi po imieniu – wrócił do rozmowy. – Przynajmniej kiedy jesteśmy sami.  
– Liczę, że będzie ku temu sporo okazji. – Zauważyła jego zmieszane, więc szybko dodała. – Mam do ciebie mnóstwo pytań. Przeżyłeś tyle, że mogłabym napisać pół pracy bazując tylko na tych opisach. Znajdziesz dla mnie czas jutro?  
– Postaram się. A teraz, wybacz, ale jestem wykończony.  
Uśmiechnął się lekko, odwrócił i już zmierzał w kierunku drzwi, gdy usłyszał:  
– Cieszę się, że wróciłeś.  

„Cieszę się, że wróciłeś”. Te słowa huczały mu w głowie przez resztę wieczora. Nie powinien przywiązywać do nich zbyt wielkiej wagi, w końcu były tylko wymuszoną uprzejmością i niczego nie znaczyły, ale… „cieszę się, że wróciłeś”. Kumple po prostu brali za pewnik, że wróci, a żona przywitała go pozwem rozwodowym i wystawionymi walizkami. Nikt, poza Hanką, nie cieszył się tak naprawdę.  

***
Spokojnie, erotyka pojawi się w kolejnych częściach. Jednak, jak zwykle, będzie narzędziem narracyjnym, a nie po prostu seksem. Ciekawi? ;P

Sinner

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użyła 1238 słów i 7398 znaków, zaktualizowała 6 maj 2020. Tagi: #romans #różnicawieku #wojsko #żołnierz

6 komentarzy

 
  • AnonimS

    Intrygujący początek..

  • agnes1709

    Bardzo ładnie. ;)

  • asiaA

    Ciekawi, nawet bardzo:) Interesujący, intrygujący i zachęcający do sięgnięcia po więcej wstęp. Więcej, więcej... :)

  • Nikodem

    Czekam z niecierpliwością na dalszą część

  • shakadap

    Brawo
    Pozdrawiam i powodzenia!

  • Somebody

    Bardzo ciekawi i niecierpliwi  :D