Zmaganie cz 13

Sarah sądzi że jest tego świadoma, ale brakuje jej mała odrobinka. Linda jest również bliska i ty Samuelu pojmiesz to wkrótce. Ja nic nie wiem z siebie. Zanim poznałam Sarah, nie miałam nienawiści, nawet do tych którzy mnie krzywdzili. Zazwyczaj jest to proces. Ale ja otrzymałam to jako dar. I do końca nie wiem dlaczego. U mnie stało się to natychmiast. U Sarah trwa to kilka dni. Ale stanie się wkrótce, że to pojmie całkowicie. Ona już pojęła i mogłaby być w tym trwale, ale coś jej jeszcze przeszkadza. Kiedy to dostrzeże i zrozumie, odzyska to na stałe.
— Powiedziałaś odzyska?
— Tak. Każdy z nas to stracił i dlatego tu jesteśmy. Jesteśmy tu po to, aby to odzyskać. A właściwie nie utraciliśmy tego, jest to z nami cały czas. Tylko musimy to dostrzec. Oczywiście wewnętrznymi oczami.
— Wybacz Alex, miałaś całkowitą rację. Sądziłem, że wiem co to kochać. Wykazałaś mi, że się myliłem. Co zrobić aby to odkryć w sobie?
— Linda ci pomoże, ona jest bliska. A kiedy jest się tak blisko, nie można się od tego oddalić. Można się zapierać nogami i rękami, a to i tak przyjdzie.
— Alex, wierzę ci. Czuję też w swoim sercu, że jesteś dobra i szlachetna. Jeśli takie jest pragnienie Sarah, daje ci ją.  
— Czy mógłbyś to powtórzyć przy niej?
— Tak, poproś i Lindę.
— Wiem, że jest w twoim sercu pytanie. Wypowiedz je.
— To prawda, Alex. Nie interesowałem się zbyt głęboko świętymi księgami. Ale czy one nie są przeciwne temu, na co ja przed chwilą wyraziłem zgodę. Muszę dodać, że z radością w sercu.
— Wiele spraw wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Ja nie osądzam, ale jeśli mam wyrazić się po ludzku, nie jestem za związkami ludzi o tej samej płci. Ja nie robię tego dla siebie. Raczej dla Sarah. Ona jest już prawie wyzwolona. Nie pomagałaby jej świadomość, że robi coś, czego nie akceptujecie. A nawet nie wystarczyłoby jej, że się tylko zgadzacie. My nie łączymy się cieleśnie. To jest cały czas w niej i było przez ułamki chwil we mnie. Nasz związek jest całkowicie duchowy, mimo że posiadamy ciała. Ja poprowadziłam ją taką drogą, bo inaczej by nie pojęła. A ślub? To tylko wyzwanie. Dla nas, że nie chowamy się w ciemnym rogu. Gdyby jedna z nas była mężczyzną, nikt by nie mrugnął okiem. A można zapytać. Czy to możliwe gdybyśmy obie były mężczyznami. Ten świat w którym żyjemy w tej fizycznej percepcji, należy do mężczyzn. I dlatego tak wygląda. Zasadniczo jest równość, ale to ułuda. Jeślibyś dokładnie rozdrabniał, dostrzegłbyś że wam wolno więcej. Ta wyjątkowa sytuacja jest tylko dlatego, że ja i Sarah jesteśmy kobietami. Kobieta jest w ciele by dawać. Dawać dziecko. Ale aby je dać musi przyjąć. A więc jest ,,do wewnątrz”. Mężczyzna jest po to by zapłodnić, a więc jest ,,na zewnątrz”. Dlatego duchowe związki mężczyzn są na miejscu. A kobiet, podejrzane. Ja, zanim to otrzymałam, zraziłam się do mężczyzn. Co nie znaczy, że ich nie kocham. Kocham, ale nie ich fizyczność. Kocham ich wnętrze. Ja nie rozgraniczam. Sarah jest bliska, ale nie wie jeszcze całej prawdy. Ona sądzi, że kocha mnie. I myśli, że ja kocham ją. Ale tak nie jest.
— Ty kochasz boskość w niej, a ona pojmie, że kocha Boskość w tobie.
— Tak Samuelu, wiesz już wszystko. Teraz już rozumiesz, że wszystko inne jest grą. Ślub, błogosławieństwo, pierścionki. Tu nie chodzi o to, że nam wolno. Że mamy prawo. Wszyscy, którzy tak myślą, mają długą drogę do przejścia. Jesteśmy fizyczni żeby doświadczać, a nie aby korzystać. Bo jesteśmy istotami duchowymi. Mimo, że materia jest faktem, korzystanie z rozkoszy z nią związanych jest głupotą jeżeli przerasta lub ogranicza duchowość. Ale jeśli jesteśmy świadomi duchowości i nadrzędnego celu, życie jest zadaniem. Pozornym zmaganiem. Ale każdy, kto walczy, przegra. Wcześniej czy później. Nie wystarczy zaakceptować, a nawet się z tym zmaganiem zaprzyjaźnić. Prawdą jest tylko dostrzeganie boskości we wszystkim. I jedyna relacja jest tylko z Nim. Jeśli ktoś myśli lub czuje inaczej, żyje w iluzji. Czuję, że to doskonale rozumiesz. Myśle, że mogą już przyjść, nie sądzisz?
— Tak, poproś je.  
Alex wyszła z pokoju. Sarah siedziała obok Lindy. Jej oczy i twarz mówiła, że wie jaki jest wynik rozmowy.  
— Samuel was prosi.
Po chwili wszyscy weszli do pokoju razem z Alex. Linda dostrzgła wyraz spokoju i spełnienia na twarz męża
— Twoja wybranka, chociaż wiem, że to niewłaściwe słowo, poprosiła mnie o twoją rękę i moje błogosławieństwo. Wiecie, że nie jestem człowiekiem łatwowiernym. Jednak jej słowa mnie przekonały. Macie moją zgodę i to tą płynącą z serca. Nie obchodzi mnie co inni pomyślą. Ale jeśliby wiedzieli, co ja teraz, ich opinnia byłaby prawdopodobnie taka jak moja. Alex daje ci moją córkę.
    Samuel otarł łzę. Linda wiedziała, że to coś znaczy.  
— Tato, obiecałam Sarah pierścionek i obrączki. Jestem chwilowo bez pracy. Ale mam doskonałe wyczucie rynku. Mogłabym pracować jako twój doradca.
— Twoje wyczucie nie wypływa z wiedzy nabytej w szkole, bo takiej nie posiadasz, prawda?
— Tak, zostało mi dane tego samego dnia kiedy poznałam Sarah.
— W takim razie zaczynasz jutro o ósmej. Cieszcie się sobą, ja mam kilka telefonów do załatwienia. Wezmę tylko jeszcze kawałek tego czekoladowego ciasta.
— Czy duchowa istota może lubić smaczny tort? — zapytał Clark.
Do tej pory nie odzywał sie wcale. Patrzył na piękną Alex, ale nie jak na pyszne ciacho. Widział w niej raczej bóstwo godne czci.
— Jesteśmy nadal w ciałach. A ciało ma swoje prawa. Ważny jest balans — odrzekła Alex.
Samuel popatrzył na Alex, a następnie wyszedł, podgwizdując cicho.
— Jak to zrobiłaś, Aniołku?
— Mówiłam ci, że to pestka. Mamo, podpowiedz mu w razie czego, będziesz wiedziała co. Jestem pewna, że dojdziecie do tego szybciej wspólnie.
— A ja? Co będę robiła jutro cały dzień? — zapytała Sarah.
— Najpierw dokończ obraz. A potem ćwicz, przecież podpisałaś kontrakt z Sony. Pewnie dadzą ci wkrótce liste utworów do wybrania.
— A co z tobą?
— Ze mną. No dobrze, muszę dać ci odpowiedź, w końcu dzięki temu poznasz pełnię.
— A jeszcze nie poznałam?
— Gdybyś poznała nie pytałałabyś, prawda?
— Twoja logika jest nie do zaprzeczenia.
                                                     *
Jeszcze tego samego wieczoru Samuel zobaczył obraz, który namalowała Alex. Był oczywiście zachwycony. Nastepnego dnia Alex zaczęła pracę. Samuel przedstawiła jej liste ofert, które miał do przeanalizowania.
— Potrzebujesz analizy rynku, wykazy z giełd. Notowania? Powiedziałaś, że masz dobre wyczucie rynku. Przypuszczam, że mi chcesz pomóc.
— Samuelu, może nie powiedziałam tego dokładnie. Ja jestem prowadzona. Ale ponieważ to zaakceptowałam całkowicie, może ci się wydawać, że to mówię ja, Alex Abigal. Nie potrzebuję niczego, będę ci tylko pisać: tak, nie. Wybrane produkty, które powinieneś kupić, a których nie powinieneś. Nikt nie jest całkowicie dobry, ani całkowicie zły. Nikt nie mówi całej prawdy ani nie ma kogoś kto tylko kłamie. Oczywiście mówię o ludziach. Nie będę ci pomagać w grach na giełdach, ponieważnie nie jest to akceptowane przez moje sumienie. Co będę robić, to mówić ci kto jest dla ciebie dobrym partnerem, a kto nie. Jaki produkt powinieneś kupić i od kogo. Czasem poproszę cię byś zrobił coś co wyda ci się niedorzeczne lub wręcz szkodliwe. Na przykład, poproszę o dofinansowanie kogoś, kogo firma jest bliska bankructwa. A czasem poproszę cię byś nie finansował kogoś kto idzie z interesem do góry i ma pewne zyski w najbliższym czasie.
— Jak możesz przewidzieć takie rzeczy?
— Nie potrafię, ale ja ufam miłości.
— A cóż ma wspólnego miłość z interesami.
— Już wkrótce dostrzeżesz, że miłość ma wspólność ze wszystkim. Miłość jest wszystkim.
— Dobrze, nie za bardzo to rozumiem, ale zaczniemy. Czasem wyniki są na drugi dzień, czasami za kilka tygodni.
— Właśnie, będziesz miał dowód. Jeśli raz się pomylę, zwolnisz mnie.
— Ależ Alex, nie ma takiej możliwości byś nigdy się nie pomyliła!
— Jeśli ja bym to robiła, szansa byłaby, że zrobiłabym połowę pomyłek. Prawdopodobnie robiłabym jednak więcej. Zaufaj.
Samuel miał podświadomie zaufanie do tej niezwykłej dziewczyny. Jednak jego umysł podszeptywał mu, że zaufał jej zbyt mocno. Kiedy jednak doszedł do konkluzji, stwierdził w swoim sercu, że oddał jej córkę. A cały jego majątek nie był dla niego wiecej warty, niż szczęście Sarah. Musiał czekać na pewien wypadek, aby się przekonać, że jednak jest coś bardziej wartościowego niż szczęście córki.
W czasie kiedy Alex pracowała, Sarah wzięła się do ćwiczeń. Spotkała się z Lloydem. W sali w której ćwiczyła czekała na nią cudowna wiolonczela. Tym razem dla niej. Nie wypożyczona. Sarah wiedziała, że najlepszy obecny wiolonczelista gra na stałe na orginalnym Stradivariusie. Sarah nigdy nie miała w swoim sercu pragnienia rywalizacji. Była wdzięczna Bogu, że otrzymała talent. A pracą dokonała reszty. Po dwunastu latach ćwiczeń doszła do poziomu, którą większość bardzo dobrych i uzdolnionych artystów osiągała po dłuższym okresie.
— Odnośnie Alex. Skoro ma taki nadzwyczajny talent, trzeba to podać do ogółu. Musimy wyjaśnić najpierw co jest powodem tego fenomenu. Oba pomysły z reinkarnacją lub prowadzeniem przez ducha arystki są nie do przyjęcia przez naukę. I możemy narazić się na drwiny — powiedział Lloyd
— Proszę cię, zgromadź kilku krytyków. Co najmniej trzech. I nie tylko z Ameryki. Ja osobiście nie akceptuję idei reinkarnacji. Maria de Renu miała męża. Nastawienie uczuciowe Alex do mnie świadczy, przynajmniej dla mnie, że nie mamy tu przypadku reinkarnacji.  
— Jesteście więcej niż przyjaciółkami? Wybacz, że pytam. Znam cię długo, ale nie od tej strony.
— Kocham ją, a ona mnie. Ale ponieważ w ludzkim sposobie myślenia, od razu pojawia się ten stereotyp, powiem ci. Nie jestem lesbijką. Ani ona nie jest.
— Dla mnie to nie problem, obecnie robi się wszystko by dać ludziom wybór.
— Ja nie jestem przeciwna, ale i nie popieram. Natomiast z tego co czuję, Alex nie jest za tym. Zdaję sobie sprawę, że to wygląda na paradox. A co do spotkania, bardzo mi zależy aby moi rodzice też byli.
— Nie ma sprawy. Czy chcesz aby był ktoś z mediów?
— Ktoś bardzo wyważony i poważny.
Dobrze, sądzę że to potrwa około tygodnia, zanim to zorganizuję. Może szybciej. Zdajesz sobie sprawę, że to niewytłumaczalne. Talent to jedno. A my mamy do czynienia z osobą, która nigdy nie grała. A jeśli by tak było, to świat by o niej już usłyszał. Nie można teraz, w wieku internetu, ukryć takiego ewenementu.
— Dobrze Lloyd. Jeszcze raz ci dziękuję za wiolonczelę, ma cudny dźwięk.
    Resztę dnia Sarah spędziła jak poprzednio, zanim poznała Alex. Tęskniła za nią, ale otuchy dodawała jej myśl, że zobaczy ją wieczorem.
Przyjechała do domu około szóstej. Alex przyjechała z Samuelem dwadzieścia minut potem.
Zjedli obiad z całą rodziną, ale Sarah nie mogła się doczekać, aż będzie sama z Alex.
— Czy przyjdzie czas, że będziemy ze sobą dłużej?
— Cierpliwości, kochanie. Musimy wszystko uporządkować. Pierwsza sprawa. Nawet dla mnie to było niezrozumiałe, ale przyjęłam. Moje wnętrze mi powiedziało, że musimy sprzedać mój obraz na aukcji w Londynie. Zanim do tego dojdzie, dzięki Lloydowi, twojej mamie i tacie, obraz znajdzie się na kilku wystawach. Ale za sześć miesiecy zostanie sprzedany w Londynie.
— Myślałam, że to prezent dla mnie.
— I ja tak myślałam, ale to co mnie prowadzi, poprosiło mnie o to. Ty masz mnie zawsze, a ktoś będzie bardzo pragał mieć ten obraz. Tylko tyle wiem. A co do obrazu, który malujesz. Czy już skończyłaś?
— Tak, ale nie chcę go sprzedawać, mimo że widzę cię na codzień.
— Dobrze, będzie nasz. A ja obiecuję ci teraz, że namaluję coś równie ciepłego i też pozostanie z nami.
— A i jeszcze jedno, Alex. Poprosiłam Lloyda o zorganizowanie spotkania z krytykami. Może wspólnie postanowimy, jak określić twój fenomen grania. Może później Lloyd pomoże ci podpisać kontrakt z jakąś firmą. Jest wielka w Niemczech i w Anglii.
Alex patrzyła chwilę na Sarah, jakby chciała coś usłyszeć, ale Sarah nic nie powiedziała.
                                                      *
Minęło sześć dni. W końcu przyszedł czas spotkania, które odbyło się w Salem. Sarah miała i tak dość podróży. Alex pracowała z Samuelem. Jak do tej pory nie popełniła pomyłki. Oczywiście, tak jak mówił Samuel, na niektóre potwierdzenia musieli poczekać.
We wtorek spotkali się w sali. Lloyd zaczął przemowę.
— Mamy tu ewenement, który jest nie znany w histori. Otóż Sarah Longridge poznała w Vancouver znajdująca się z nami, Alex Abigal. Zgodnie z tym co mówi sama Alex, nigdy wcześniej nie grała na wiolonczeli. Za chwilę Alex zagra dla was wybrany utwór. Poprzednio, sama Sarah zrobiła za zgodą Alex pewien test. Wynik tego testu wskazujena powiązanie Alex ze zmarłą przedwczesnie, prawie trzydziesci lat temu, genialną wiolonczelistką, Marią de Renu. Musimy zbadać ten fenomen i jeśli jego wynik będzie do rozpowszechnienia na łamach publicznych, postaram się nawiązać kontakty z firmami nagraniowymi. A teraz przed wami Alex Abigal.
— Alex, co dla nas zagrasz? Mamy z sobą wiekszość nut koncertów na wiolonczelę.
— Żeby rozwiać obawy szanownych krytyków, że coś tu nie gra, proszę by oni wybrali za mnie, co mam zagrać. Mam tylko jedną prośbę. Sara musi to zaakceptować. Mówiąc wprost, nie zagram niczego innego czego nie zaakceptuje Sarah.
Po chwili ożywionej dyskusji poprosili by zagrała koncert Barbera.  
— Chcecie tego, ponieważ jest to bardzo trudny technicznie, ale ja proponuję B minor opus 104 Dworzaka — powiedziała Sarah.
— Dobrze, niech tak będzie. Wierzymy, że Lloyd nie zapraszałby nas na darmo.
— Potrzebuje pani nuty, panno Abigal? — zapytał ją jeden z krytyków.
— Jestem panienką. Nut nie potrzebuję, ale chcę by Sarah zagrała kawałek.
Sarah usiadła i zaczęła. Grała około pięciu minut.
— Wiemy, że jest pani dobra, panienko Longridge, ale chcemy posłuchać panienki Abigal.
Alex usiadła i dotknęła wiolonczeli.  
— Ma bardzo piękny głos, nie sądzisz Sarah?
— Tak, bardzo.
— Zagram dla was, ale dedykuję to dla mojej miłości, Sarah Longridge.
To co powiedziała, wywołało mały szmer pomiędzy krytykami. Alex zagrała. Zagrała cały koncert. Po czterdziestu trzech minutach zapada cisza.
— To jest niemożliwe, aby ta osoba nie grała nigdy wcześniej. Biorąc pod uwagę jej wiek, nawet gdyby zaczęła w wieku lat siedmiu czy ośmiu, to i tak jest to ewenement.
Podobne zdanie miało pozostałych dwóch krytyków. Potem Sarah postawiła kwestie odnośnie zmarłej doskonałej artystki.
Pierwszy odezwał się najstarszy krytyk.
— Może nie w pełni zgodzicie się ze mną, ale ja jako jedyny z was słuchałem na własne uszy Marji. Grała wspaniale. Lecz ponad wszelką wątpliwość panienka Abigal grała lepiej, chociaż nienacznie.
Jego wypowiedź wywołała duże poruszenie. W końcu zaczęto poruszać sprawę jak to wszystko ułożyć, aby spróbować nawiąząć kontakt z jakąś znaną firmą nagraniową. W końcu ktoś poprosił o wypowiedź samą Alex. I tą osobą był Samuel. Alex popatrzyła na nich z uśmiechem.
— Dziękuję ci Samuelu. Chcę wam powiedzieć wszystko w skrócie. Nie zapytaliście mnie czy jestem tym zainteresowana, aby nagrywać. Otóż nie jestem. Przybyłam tu jednak w pewnym, szczególnym celu. Zrobiłam to dla was, ale głównie dla mojej miłości, Sarah. Powód dlaczego tak dobrze gram jest prosty, ale z pewnościa go nie pojmiecie. Wierzę, że Sarah to zrozumie. Czekałam aż do dzisiaj, bo odpowiedź na jej pytanie znałam już wcześniej. To o czym mówiłam Sarah, potem Lindzie i w końcu Samuelowi jest tym samym. Powtarzałam to wielokrotnie, ale umknęło to waszej uwadze. Ale od teraz Sarah pojmie to z pewnością. Całkowicie. To co robię, mówię, maluję i gram, a ostatnio pracuję dla firmy Samuela, nie pochodzi ode mnie. Pochodzi z jednego źróda. Miłość jest tym źródłem. Sarah kochała malować i to nas połączyło, bowiem poznałyśmy się na wystawie malarstwa. Sarah kocha grać, więc i ja zrobiłam to dla niej. Samuel kocha Sarah, dlatego mu pomagam. Poza tym chcę kupić istotne drobiazgi, dlatego postanowiłam zarobić na to.
Sarah spojrzała na nią. I po chwili wyszeptała.  
— Aniołku, już wiem kto kocha kogo. Każdy kościół powtarza: Bóg cię kocha. I to jest prawda. Ale on jest miłością. Ważne jest czy my kochamy jego. Teraz rozumiem, że to nie ja kocham ciebie. Ja kocham Jego w tobie i we wszystkim co jest. Wiem, że ty tak mnie kochasz od początku. A właściwie bez początku. I nie musisz potwierdzać, wiem że tak jest.
Sarah nie musiała tego mówić przy wszystkich, ale nie chciała dłużej trzymać tej radości w swoim środku.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 3105 słów i 17416 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Zaskoczenie ludzi, słowa dziewczyny, wszystko takie nierealne. Nie chce zarabiać na talencie.