Zmaganie cz 12

— Jak najbardziej, poza oficjalnymi papierami pragnę waszej zgody z serca.
— Moją dostaniesz, kochanie. Skoro Sarah cię kocha, ja pewnie też będę. Wychowaliśmy ja dobrze. Jest odpowiedzialna, zdolna i pracowita. Jej decyzje są przemyślane. Mamy do niej całkowite zaufanie.
Ale co do Samuela, sama nie wiem. To będzie prawdziwe zmaganie.
— Nie pragnę by Samuel się zgodził, pragnę żeby tego chciał. Inaczej nic z tego. Ale oczywiście wiem, że tak się stanie — powiedziała Alex.
Wyraziła to tak lekko, że Linda nie mogła wyjść z podziwu.
— Twoja pewność siebie jest nieodgadniona, ale godna podziwu.
— Ależ nie Lindo, ja mam ufność, ale wcale nie do siebie.
— Mamusiu, jak poznasz mojego Aniołka lepiej, to zrozumiesz. Ja też się czasem gubię, ale jestem taka szczęśliwa. Myślałam, że byłam już poprzednio. Dopiero kiedy się poznałyśmy, zroumiałam że dopiero teraz jestem.
— Wstawiam wodę na pierogi. Możecie wziąść prysznic. Jedzenie będzie gotowe za dwdzieścia minut.
Kiedy poszły umyć ręce, Sarah szepnęła.
— Aniołku, nie możesz tak szokować mamy, ona będzie miała mętlik w głowie.
— Nic się nie martw kochanie, cierpliwości. Wszystko jest dobrze. Wróciły do salonu. Pierogi były gotowe. Smakowały znakomicie.  
— Aniołku, mogę pokazać mamie twój obraz.
— Tak, możesz. Twoja mama, jest bliższa rozumienia, niż sądzisz.
— O czym mówisz, Alex? Znam cię od godziny, a czuję z tobą więź. Zaczynam rozumieć moją córkę.
Sarah wzięła obraz. Na razie nie miał ram i teraz znajdowała się w tekturowej tubie. Sarah przyniosła stojak i rozpięła obraz, dopiero potem odwrócia. Linda zaniemówiła z wrażenia.
— To jest... nie do opisania. I to literlne ciepło. A promienie wypływają prosto z serca... Zaraz zaraz, widzę je, ale gdzie one są? Jak... to możliwe?
— To prawda, to samo odczułam kiedy Alex pokazała mi obraz pierwszy raz.
— Znam się trochę na malarstwie. Ale jeszcze czegoś podobnego nie widziałam.  
— Zobacz mama, to jej szkice. Nie miała pieniędzy, żeby wziąść jakiś kurs.
— Ale jak widać, nie potrzebuje się uczyć.
— Ja nie malowałam tak dobrze, wcześniej. To stało się dopiero, kiedy poznałam Sarah.
— Co robią twoi rodzice, muszą być dumni z ciebie. Nie próbowali ci pomóc?
— Mama jest kelnerką w pubie, a tata jest upadłym alkoholikiem. Wcześniej już pił. Ale pogłębiło się to, kiedy mój młodszy brat Jerry, zginął potrącony przez samochód. Tata nie doszedł jeszcze dna, a kiedy dojdzie, odbije się i stanie się dobrym człowiekiem, jakim jest wewnątrz. Mam co do tego pewność.
— O, przykro mi, że tak się stałało. Musiałaś mieć piekło na ziemi. Szczególnie, że jesteś wrażliwa.
— Jestem też piękna wizualnie. I nie mówię tego z braku skromności. Tak jest. A ja sądziłam, że jest to przekleństwo, bo kiedy stałam się już nastolatką, wciąż czułam te spojrzenia pełne pożądania. A przecież nigdy nie ubierałam się wyzywająco. Nosiłam sukienki do kolan, a spodnie nigdy nie podkreślały moich bioder i nie eksponowały pośladków. Mogę tak teraz powiedzieć, bo jesteśmy w kobiecym gronie. Nigdy bym nie powiedziała tego co teraz, gdyby tu był twój mąż czy synowie. Ale wracając do tego co powiedziałaś Lindo, mylisz się. Ja miałam wątpliwości, ale nie czułam się nieszczęśliwa. Nie miałam nienawiści do nikogo. Piekło jest wewnątrz, tak jak i niebo. Ktoś może być w piekle, będąc otoczony dobrobytem i być w niebie, żyjąc w nędzy. Oczywiście te dwa pojecia, są jak wszystkie inne, umowne. Sarah sądziła na początku, że to zrządzenie losu, że mnie poznała. I od razu postanowiła mi pomóc. Ja na początku czułam się trochę zaszokowana i nie mogłam się pozbierać, ale szybko pojęłam. Zrozumiałam, że to się stało dla niej, a nie dla mnie.
— Ależ co ty mówisz, Aniołku? — szepnęła zakłopotana Sarah.
— Czy nie miałaś ostatnio rewelacji, że tak naprawde do tej pory, nie żyłaś?
— Tak, to prawda. Moje życie do tej pory podporządkowałam tylko jednemu celowi. Grze. Dopiero kiedy ciebie poznałam, zrozumiałam, że wszystko co mam, zostawiłabym dla ciebie.
— Mówiłam ci i powtarzam jeszcze raz. To co robię i mówię, jest mi dane. Ale dzięki temu, poznałam siebie. A właściwie jedno z drugim jest łączne.
Alex nie skomentowała wypowiedzi, Sarah. Gdyby Sarah istotnie zostawiła cello dla niej, zamieniła by tylko jedno więzienie, na inne.
Linda popatrzyła tylko na Alex. Wstała i bez słowa podeszła do niej. Objęła ją serdecznie. Wyszeptała bardzo cicho.
— Co mam zrobić?
— Nie musisz nic, masz to w sobie. Po prostu to pokochaj.
— Chyba właśnie to robię — szepnęła przez łzy.
Nawet Sarah nie zrozumiała tego, co powiedziała jej mama. Sądziła, że tak jak i ona, pokochała właśnie Alex.  
Kiedy Linda troszkę doszła do siebie, zapytała Sarah.
— Ale nie zostawisz muzyki?
— Och nie, mamusiu. Muzyka jest piękna, ale jak wszystko, jest tylko narzędziem. A my jesteśmy przywiązani do przedmiotów, nazw i definicji. Na pozór może nie widać zmiany, ale po transformacji już nigdy nie jest jak poprzednio.
— Jest jeszcze jedno. Loyd dzwonił do mnie i rozmawiał również z Samem. Czy Alex ma jakieś niesamowite zdolności muzyczne?
— Ja mam pewne teorie, ale Alex postanowiła, że przeanalizujemy to wspólnie. Myślę, że będzie dobrze zrobić to w wąskim gronie. Ponieważ jesteśmy rodziną, sądzę że tata i ty możecie uczestniczyć.
— Chcę tylko dorzucić, że to ty postanowiłaś, a nie ja — powiedziała Alex.
— No ale też byś chciała wiedzieć co jest prawdziwym powodem tego fenomenu, prawda?
Alex nic nie odpowiedziała, tylko się lekko uśmiechnęła. Nie był to uśmiech Buddy ani żadnego radosnego myśliciela. Jej buzia wyrażała tajemniczość Mona Lisy  
Sarah pokazała jej swój pokój. Mieli też gościnny, ale poprosiła Alex, żeby spała z nią w jej pokoju...
— Porozmawiam dzisiaj wieczorem z twoim tatą, jeśli się zgodzi, tak zrobimy.
— Ale ja jestem dorosła, jeśli się nie zgodzi, mam swoje studio...
— Cierpliwości, kochanie. Nie myśl o wojnie, jeśli może być pokój. Bardzo mi zależy na jego zgodzie. I chciałabym, żeby jego zgoda wypłynęła z serca. To jest jego dom, a ty wciąż jesteś jego córką i powinnaś go słuchać.
— Ale po ślubie, będę tobie posłuszna, a jego decyzje nie będą już prawomocne.
— Ale dla pełnej harmonni, należy zadbać, by wszystko było akceptowane. Nawet po ślubie, będzie nadal twoim ojcem, prawda?
— Tak, masz rację...
— Sarah, staraj się skupić na dniu dzisiejszym, a w zasadzie na chwili. Ja wiem, że do tej pory planowałaś i żyłaś według planu. Ale to tylko w pewnym stopniu było właściwe. Jeżeli zaczniesz żyć świadomie chwilą obecną, to jest właściwe.
— Mówi się, będzie właściwe.
— Ja wiem, kochanie, że są zasady gramatyki, ale powiedziałam właściwie.
— A co właściwie stało się mamie?
— Jest tak jak i ty, w miłości.
— Nie będę zazdrosna, pewnie Clark też się zakocha. Zresztą wcale się mu nie będę dziwić, jeśli to zrobi.
Alex znowu się tylko uśmiechnęła.
Posłuchaj no, Sarah Longridge. Ja wiem, że wczoraj miałyśmy ważne sprawy, a dzisiaj przyleciałaś. Lot trwał godzinkę. Myśle, że powinnaść zrobić coś, co powinnaś. Masz wybór. Graj albo kończ obraz. Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to zbyt surowo.
— Dobrze Aniołku. Zaczynam malować.
— Ja nie muszę być z tobą. Będziesz miała chwilę ze sobą. A ja pomogę mamie. W końcu dzisiaj jest wielki dzień.
— Też tak myślę. Wróciłam i poznajesz moją rodzinę. Nie wiem czy Josh wpadnie, on to jest dopiero zajęty.
— Tak, z nim nie będzie tak łatwo, ale mam nadzieję, że również pojmie.
— On jest tylko moim bratem, Sam jest twoim orzechem do zgryzienia.
— Kocham cię Sarah, ale wierz mi, on jest trudnością dla ciebie. Maluj mnie i nie zajmuj się niczym innym. Pamiętaj oddychać. Każdy twój wdech jest miłością, która wchodzi. Wydech to to, co ci nie pozwala wypełnić nią ciebie w całości.
Pocałowała delikatnie usta Sarah i poszła do Lindy.
— Chcę być przydatna, pomogę ci mamo przy obiedzie, dobrze?
— Wiesz, Alex kiedy powiedziałaś pierwszy raz mamo, zabrzmiało to trochę dziwnie w moich uszach. Rozumiesz, gdybyś była chłopcem... ale teraz już tak nie odczuwam. Odbieram cię jak córkę. I uświadomiłam sobie, że wasza relacja nie jest na zasadzie mąż-żona. I to nie tylko z powodu, że jesteście obie kobietami. Mam rację?
— Masz, bo pojęłaś to szybciej niż ona. Kiedy mówię mamo, odbierasz to jakbyś miała jeszcze jedną córkę, prawda?
— Tak, dokładnie. A właściwie niedokładnie. Jest coś głębszego, ale nie potrafię tego wyrazić.
— I nie próbuj. Kłopot z ludźmi polega na tym, że nawet ci, tak zwani bardziej rozwinięci duchowo, próbują określić coś, co się określić nie da. To można tylko pokochać. A przecież jeżeli samej prawdziwej miłości nie sposób opisać, to czemu próbować określić jej źródło?
— Masz rację, twoje słowa są takie proste. Nam jest łatwiej.
— Już nic nie mów mamo, róbmy obiad. To nasz obowiązek i radość, nie sądzisz?
— Ale jak będziemy się porozumiewać bez słów, jeśli mamy zrobić go razem?
— Och, ja nie myślałam o tym. O przygotowaniu obiadu, mówmy. To naturalne.
— Znowu masz rację. Pozwól mi tylko coś powiedzieć. Kiedyś byłam z czteroma innymi kobietami i przygotowałyśmy obiad i deser. A one mówiły o wszystkim. A ja zaczęłam się im przypatrywać i pomyślałam, czy w ogóle ten obiad wyjdzie i będzie dobry do jedzenia.
— Mam nadzieję, że mówiły o dobrych rzeczach!
— Och, niestety nie.
— To pewnie niektórzy mieli kłopoty żołądkowe.
— Tak i nikt nie rozumiał czemu, przecież produkty były świeże.
— No to do dzieła. Niech miłość przeniknie ten pokarm — szepnęła Alex.
Linda pomyślała, że to piękna modlitwa. Zaczęły wszystko przygotowywać.
Sarah malowała w milczeniu. Najpierw miała mały bunt. Chciała, aby Alex była przy niej. Potem to przyjęła i zrozumiała głębiej co jej aniołek miał na myśli. I kiedy i to niejako nasączyło ją, wówczas poczuła literalnie obecnośc Alex. A nawet więcej. Nie tylko była z nią, ale i w niej. Czuła swoją  indywidualność, ale również i Alex. I odebrała to jako najcudowniejsze przeżycie.  
Czas upłynał. Miała jeszcze kilka detali aby dodać, ale obraz był już gotowy. Usłyszała, że ojciec wrócił wraz z Clarkiem. Uznała, że jest to wystarczający powód, by zostawić obraz. Znowu przez małą chwilkę poczuła zaniepokojenie, ale zaraz odczuła spokój. I wiedziała czemu.
— Cześć tata, miło cię zobaczyć.
— Witaj, kochanie. Pachnie wspaniale. No pokaż tą Alex. O Clark już pewnie jest w kuchni.
— Alex pomagała mamie przygotować obiad.
— Zaraz się przywitam, tylko umyję ręce.
Sarah weszła do kuchni.
— Tata przyjechał, a ja sądziłam, że Clark jest z wami.
— Tak wpadł, ale Alex kazała mu umyć ręce. Ja po prostu się w niej zakochałam.
Linda pocałowała Alex w policzek.
— Dobrze, to zaczynam wszystko stawiać na stół. Pomożesz mi, Sarah? Alex jest gościem, nie może cały czas pomagać.
— Ja też mogę się przydać — Clark wrócił z łazienki.
Po chwili wszedł Samuel. Podszedł i ucałował żonę. Potem podszedł do Sarah, przytulił ją, a ona pocałowała go w policzek.
— Tato, to jest Alex — powiedziała.
Alex podeszła do Samuela.
— Miło mi, że wreszcie mogę poznać ojca, cudownej istoty, którą jest Sarah. A ponieważ znam ją, już częściowo znam jej ojca.
Podeszła i podała mu rękę.
— Nie robię tego często, ale pragnę cię przytulić. Mogę?
Alex podeszła pół kroku bliżej, a Sam przytulił ją serdecznie.  
— To chyba możemy siadać, dzwoniłam do Josha, ale niestety nie będzie go na obiedzie. Obiecał wpaść wieczorem.
— No to siadajmy, będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
— Nie będziecie o tym mówić teraz! — powiedziała Sarah i popatrzyła na Alex.
— Ależ nie. To będzie deser po deserze szepnęła złotowłosa
— Mam nadzieję — powiedziała Sarah i zrobiła dziwna minę.
— Czy jest coś ważnego? — zapytał Sam.
— Tak sądzę, ale najpierw zjedzmy ten wspaniały obiad — powiedziała Alex.
— Który by nie powstał gdyby nie ty, kochanie.
Samuel pomyślał, że Linda zawsze miała łatwość w nawiązywania serdecznych relacji.
Zaczęli sobie nakładać wszystko co było na stole.
— Dzisiaj jest bez mięsa, Alex też nie je mięsa ani ryb, tak jak i Sarah. Wspomniała, że uwielbia jedno mięsko, ale nie chcę o tym mówić.
Linda roześmiała się serdecznie. Samuel nie dociekał co jest powodem jej śmiechu. W odróżnieniu od Sarah, cierpliwość stanowiła jego mocną stronę.  
Wszystko wszystkim smakowało. Deser mieli mieszany. Linda upiekła czeloladową babkę i podała kruchy placek z czereśniami, który kupiła poprzedniego dnia w sklepie. Do picia mieli sok z mango i herbatę. Sam dostał kawę, mimo że Linda nie była zbyt szczęśliwa z tego powodu.
— Wiesz, że podwyższa ciśnienie — powiedziała.
— Ale tak lubię, jak sama zaparzasz. Ciśnienie podwyższa rozmowa z moimi wspólnikami, lub kiedy załatwiam interesy. Ale na szczęście nie często się to zdarza.
Sarah modliła się w środku, żeby Samuel się nie zdenerwował kiedy będzie rozmawiał z Alex. Poczuła zaraz potem uspokojenie płynące prosto z serca. Spojrzała na swojego aniołka i wyczuła, że Alex czuje jej obawy. Obiad doszedł końca.
— Jest coś ważnego o czym mam wiedzieć, czy tak?
— Tak tato. Ja chciałam razem z nią, ale Alex poprosiła mnie, że sama się zajmie tą sprawą.
— A co to za sprawa?
— Jeśli mogę prosić pana, Samuelu. Sądzę, że najlepiej jak porozmawiamy w pana gabinecie.
— Nie mam sekretów w domu, szczególnie przed żoną.
— Mama już wie — szepnęła Sarah.
— Dobrze więc, proszę ze mną, Alex.
Kiedy weszli do jego gabinetu Samuel miał jakby przedsmak natury rozmowy, która miała się zacząć za chwilę. Usiadł w fotelu i poprosił Alex o to samo.
— Mam nadzieję, że nie chodzi o to.
— Tak, właśnie chodzi o to. Chociaż, nie jest tak, jak pan sądzi.
— Jesteś po imieniu z moją żoną. Czemu nie możemy rozmawiać tak ze sobą.
— Dziekuję Samuelu, to bardzo ułatwi.
— Ile masz lat, Alex?
— Skończyłam dziewiętnaście. Ponieważ wiem jakie będą następne pytania, powiem wszystko. Nazywam się Alex Abigal. Skończyłam dziesięć klas. Pracowałam na 3/4 etatu w Walmarcie, ale Sarah kazała mi się zwolnić. Moja mama jest kelnerka w pubie, a tata nie ma zajęcia. Ostatnie dziesięć lat pije, a przez ostatnie miesiące prawie nie trzeźwieje. Jest bliski dna. Jeśli do niego dojdzie, to jest nadzieja, że się odbije, więc potem może się tylko windować do góry.
— Przykro to słyszeć o twoich rodzicach, ale ważniejsze jest dla mnie, jeśli można wiedzieć, czemu Sarah kazała ci zostawić pracę.
— Ponieważ stwierdiła, że mam talent malarski. Co muszę potwierdzić. Po skończeniu rozmowy będziesz mógł się przekonać, Samuelu, czy się zgadzasz z tą opinią.
— Dobrze, ale nie to jest powodem tej rozmowy, mniemam.
— Tak, to prawda. Kocham Sarah, a ona mnie. Zamierzamy być razem. Odczułyśmy i postanowiłyśmy to razem. Ja wyraziłam na to zgodę z radością pod warunkiem, że weźniemy ślub. A ponieważ jest pan jej ojcem Samuelu, więc proszę o jej rękę. Muszę dodać, o czym Sarah wie, że proszę również o zgodę z twoich ust, tato. O zgodę płynącą z serca,
Jeżeli do tej pory coś zaszokowało Samuela Longridga, to słowa Alex wielokrotnie to przekraczały.
Jednak był człowiekiem opanowanym. Dlatego spokojnie zapytał.
— Nie mam w tym doświadczenia, ale nie wyglądasz i nie zachowujesz się inaczej niż normalna zwykła dziewczyna. Aż trudno uwierzyć, że jesteś kobietą, która preferuje kobiety. A Sarah! Zupełnie bym nie przypuszczał..., że ona...
— Musiałam wyprowadzić najpierw ją z jej błędnych przekonań, a teraz muszę to samo zrobić z tobą, Samuelu. Ani ja, ani Sarah nie jesteśmy lesbijkami. Ona wybrała mnie, a ja ją. Wybrałam ją, a nie płeć do której należy. Wiem, że to zabrzmi niezrozumiale, ale ja nie preferuję takich związków. Generalnie. Co mam na myśli, mówiąc to, to osobny temat. Wracając do tematu tej rozmowy. Rozmawiałyśmy o tym z Sarah i postanowiłyśmy postawić sprawę jasno. Żeby nie było domysłów i niedomówień. Nam nie jest to potrzebne, ale są pewne zasady i zależności. A dla mnie jest ważne, aby nie tylko to tobie Samuelu, oznajmić, ale dostać od ciebie przyzwolenie. Powiedziałabym, błogosławieństwo, ale z pewnych powodów to nie jest właściwe słowo. Znowu temat na dłuższą dyskusję.
Dlaczego o to proszę?  Tego potrzebuje Sarah. A skoro Sarah to i ja również. Bo nie pragnę niczego dla siebie, czego nie pragnę dla niej. Jeśli chodzi o nasz związek, wiem jak świat to oceni. Ale ocena świata nie jest ważna ani dla mnie, ani dla Sarah. Jesteśmy w miłości. Jedynej i prawdziwej. Nie mogę w tej chwili mówić o tej miłości, ponieważ nie będę zrozumiana.
— Wychowałem moją córkę właściwie i kocham ją. Kocham również moich synów i oczywiście żonę. Jak możesz mówić, że nic nie wiem o miłości.
Jego brwi się zbiegły i poczuł, że mimowolnie zacisnął szczęki. Ale trwało to krótko.  
Samuel zrozumiał, że się uniósł, a nie zdarzało mu się to często. Natychmiast to skorygował i uspokoił.
— Proszę mi wybaczyć, że się uniosłem, ale to moja córka. I jej dobro i szczęście jest dla mnie najważniejsze.
— Samuelu, jak usłyszałeś wcześniej, potrzebuję nie tylko twojej zgody, ale abyś naprawdę czuł, że jest to coś, co całkowicie akceptujesz. Powiedziałam, że jestem w miłości. A to znaczy, że jest to więcej niż kochać. W ludzkim rozumieniu zakochanie się to, wybuch miłości. Być w miłości jest czymś jeszcze wyższym. A w zasadzie jest początkiem tego co jest miłością. Sarah nie jest obiektem miłości, jest miłością. Dla niej ja również nie jestem podmiotem. Miłość nie jest stanem uniesienia emocjonalnego. Dla niektórych sex jest miłością. Niestety dla większości. Miłość jest tym, czym wszyscy być powinni, a nie są. Jest siłą, jedynym sensem istnienia. Lecz ta miłość nie jest sama z siebie. Miłość jest z Boga. Bóg składa się z nieskończonej ilości atrybutów miłości, a nie jej rodzajów. Ale nie chcę więcej określać, bo tak jak i Boga, tak i prawdziwej miłości nie można i nie powinno się opisywać. Każdy ją ma, ale prawie nikt nie jest tego świadomy. Jeśli jest świadomy, jego relacja z Bogiem jest pełna. Ja jestem tego świadoma.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 3469 słów i 19165 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ojciec chyba osłupiał po obiedzie  ;)