Zaskakujące Lądowanie rozdział 7

    7  
  Mia

      Rano patrząc w lustro, odczuwam znów ten wstręt. Wstręt samej do siebie, do osoby, która do tego doprowadziła.  Szybko się ubieram, aby zakryć to, co dane jest tylko mi ujrzeć. Już nigdy nie będę normalna. Nikomu! Nikomu nie zaufam! Łzy napływają mi do oczu. Zamykam je, staram się zdusić w sobie te emocje, które głęboko we mnie siedzą. Głęboki wdech i liczę do pięciu. Raz… Dwa… Trzy… Cztery… Pięć… Uff! Lepiej!
    Uzbrojona w kluczyki, dowód osobisty i parę drobnych pieniędzy szykuję się do wyjścia. Przyciskam ucho do drzwi i słucham, czy coś się na klatce schodowej dzieje. Cisza. Przeklinam w myślach za brak wizjera w drzwiach. Patrzę na nadgarstek, na którym tkwi zegarek. 7:35. Muszę już wychodzić. Otwieram moje wrota, przechodzę przez próg, drzwi zatrzaskują się, a ja staję jak pręt wbity w beton.  
Samuel siedzi na schodach z rękoma opartymi na kolanach ze spuszczoną głową.  
– Przepraszam za wczoraj – wita mnie cichymi słowami.
– Samuel… ja…, co ty… jak długo… – Próbuję coś powiedzieć, tylko mój umysł jeszcze nie wskoczył w tryb 'Czynne'.
–  Wiem, że musiałaś sobie pomyśleć, że wyglądasz jak pączek i do tego wniosku doszedłem o czwartej nad ranem. Chciałem sprawić ci przyjemność, a nie przykrość. –  Serce mi się prawie kraje, gdy słyszę jego słowa.  
–  Ja… to ja powinnam przeprosić i podziękować za miły gest, a nie… – Samuel zrywa się na nogi.  
– Bullshit! Nie rób głupka ze mnie. Może znamy się dwa dni, ale mam oczy i widzę ten ból w twoim wzroku i twarzy. Widzę, że blokujesz i nakładasz tę maskę. – Robi krok do przodu, a ja odruchowo robię krok w tył i podnoszę rękę do góry.
– Zostaw! Ty nic nie widzisz i nie chcesz wiedzieć! – Odwracam się i zbiegam po schodach, w półbiegu kieruję się do pracy.  
Przynajmniej nie przyszło mu do głowy, aby mnie zatrzymać.
Nie lubię osób, które próbują zajrzeć w głąb mojego JA, chcą szukać, węszyć. Nie bezpodstawnie jestem taką, jaką się stałam.  

    W pracy chłopcy mają ubaw, ale są dla mnie pewne granice. Dzisiaj tematem numer jeden jest sex. Nie, żebym miała coś przeciwko temu, ale gdy ktoś nie wie, kto stoi obok i z czym walczy, to myśli sobie, że jest to w porządku. No cóż… Zły temat na dzisiaj. Dlatego wycofuje się i blokuje otoczenie wokół mnie.' Nawet nie mają pojęcia.'  
– Hej, Mia. A jakie ty lubisz pozycje? – pyta mnie Benni jeden z kolegów. Zdaje mi się, że może być przed trzydziestką. Miły, pomocny, ma żonę i dwie córki.  
– Yyy, ja? Niech pomyślę – mówię i milknę, koncentrując się na dalszej pracy z nadzieją wyłączenia słuchu.
– No co ty Benni, każda kobieta lubi ostro od tyłu, Mia z pewnością też tak lubi – mówi Costa.  
Costa lepiej zamilcz! - warczę w myślach.
– Nie lubię żadnej, dotarło? – Odwracam się, dając mu odpowiedź, przeszywam go mroźnym wzrokiem.  
– Nie lubisz być brana od tyłu? – Tym razem to był Toni.  'Tych dzisiaj jednoznacznie Stróż opuścił.'
– Darujcie sobie pytania, na które i tak nie dostaniecie odpowiedzi – warczę do kolegów. Trzeba mieć naprawdę luźne klepki, aby mieć czelność pytać się o prywatne sprawy.  
– Ok. Fani testosteronu. Wywiad został zakończony! – woła Hanna.  
Hanna jest nie do opisania. Bardzo ją polubiłam już od pierwszej minuty naszej znajomości.
– Ja tylko pytałem – mówi Toni.
– I to pytanie poszło w gacie. Sama bym wam nie powiedziała, w jakiej pozycji posuwa mnie Matias – odpowiada opryskliwie koleżanka.
Na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech. Tak zdecydowanie. To Hanna w swoim małżeństwie nosi spodnie na tyłku. Za to ją lubię.
– Ale wy kobiety jesteście mocno spięte – skarży się Benni.  
   I nadeszła ta wiekopomna chwila, gdy widzę przed oczami czerwono. Paczka, którą trzymam w ręce, opuszczam na stół, odwracam się do kolegów i powoli sycząc wypowiadam słowa, tak by wpoili sobie każdą jedną sylabę.
– Jeszcze jedno słowo, a przekonasz się, jak kobiety mogą być mocno ‘SPIĘTE’.
W hali zrobiło się tak cicho, iż słyszę przez zamknięte okno ćwierkające ptaszki. Wszyscy z opuszczonymi głowami odwracają się, powracając do dalszego sortowania. Reszta dnia w pracy przebiega bez głupich komentarzy, tematów, czy docinek.  
    16:00. Przebieram się i wychodzę do domu. Specjalnie idę po przeciwnej stronie ulicy, na której znajduje się bar Samuela. Nie zachodzę nawet dwóch kroków, gdy słyszę jego głos.
– Mia! – krzyczy z przeciwka. 'Ożeż go w maskę!!!'  
– Co! – odwołuję, ale z grzeczności zostaję stać w miejscu.  
– Potrzebuję twojej pomocy, masz chwilę… – woła stojąc przy niskim murku przy wjeździe na parking baru.  
– Nie, nie mam. Idę kupić sobie pączka! – Przerywam mu zdanie.
– Po wczorajszym dniu mnie nie oszukasz – oznajmia z dziwną miną na twarzy. - Ja naprawdę potrzebuję twojej pomocy - dodaje prawie zrezygnowanym tonem. Nie mam pojęcia, dlaczego jego żałosna postawa robi mnie mięczakiem.  
Ruszam w jego kierunku, wchodzę na chodnik, ale nie zatrzymuję się, tylko biorę kierunek do wejścia.
– Pomogę, ale nie myśl sobie, że zostanę na otwarciu – ostrzegam, mijając go. To od razu może wybić sobie z głowy.
– Też tak myślałem, że to powiesz, ale tu bym nie był taki pewien – mamrocze Samuel pod nosem.
– Baa! I to, jak jestem tego pewna. Najpierw musiałbyś przykuć mnie do krzesła – odpowiadam luźno.
–  Jeszcze jest jedna opcja  – droczy się.
–  Niby jaka? –  pytam z niechęcią. Czy mnie interesuje, co by zrobił?  Ani tyci-tyci. I tak nie zostaniemy najlepszymi psiapsiółkami for Ever, wymieniającymi się nawet majtkami.  
–  Zamknę cię w piwnicy – odpiera z uśmiechem, a ja na te słowa dostaję łopatą w łeb. Czuję, jak robię się blada i staję niczym słup w miejscu, Samuel kładzie swoje ręce na moich ramionach.
– Hej, Mia. To był żart. Wyluzuj, ok? – zapewnia ciepłym, zmartwionym głosem.  
– Mhm – szepczę. – Ok. To, jaki jest ten problem? – dodaję odważniej.  
– Czas goni, a stoły nie są jeszcze udekorowane i mam tylko trzy opcje do wyboru – oznajmia.        
– No to pokaż, co masz, a ja ci doradzę – mówię, nie wiedząc, po co się w ogóle zgadzam.
– Na to liczyłem Mia. – Z ulgą w głosie bierze ręce z moich ramion. Przewracam oczami. Wchodzimy razem do baru, gdzie Samuel prowadzi mnie na zaplecze, w którym znajduje się alla kuchnia, a na jej blacie leżą trzy średniej wielkości pudła.
– Tak, więc... – Zaczyna chłopak, otwierając jedno z trzech. – Tu są kwiatki, kamyki, wazoniki i inne dekoracje. – Podchodzi do drugiego, klepiąc go. - W tym są obrusy, serwetki itd. - Wskazuje na trzeci karton. – A w nim świeczki w różnych kolorach.
– Ok – mówię, sprawdzając zawartość. – A twoje trzy opcje? –  ciągnę temat w trakcie oceniania tych obleśnie wyglądających wazoników 'Ohyda, bleee'. Dlatego, że się nie odzywa, podnoszę głowę i widzę, jak patrzy na mnie niczym zagubiony chłopiec. Biorąc głęboki oddech, kładzie rękę na korku.
– Tylko się nie śmiej, ok? – Kiwam głową. – Dobra, opcja numer jeden: Mia mi pomoże, numer dwa: Mia wie, co z tym zrobić, numer trzy: Albo Mia mi pomoże i wybierze, albo mam puste stoły. – Opuszcza dłoń, patrząc na mnie z nadzieją. Spoglądam mu w oczy i muszę przyznać, że jest cholernie przystojny, a na dodatek strasznie słodki. Stoi tak, jak jakiś szczeniak szukający pańci. Zaczynam cicho chichotać z tego upodobnienia go do czworonoga.
– Z czego się śmiejesz? – pyta zawstydzony.
– Z ciebie – mówiąc, pokazuję na niego palcem. – Wyglądasz właśnie, jak szczeniak szukający pańci - mówię, co myślę, a za chwilę wybuchamy śmiechem.
– Fajnie, że porównujesz mnie do psa – stwierdza.  
– Pomyłka. Do szczeniaka, a to duża różnica. Małe pieski są słodkie, a duże psy do… – Robię gest, unosząc palec do otwartej buzi na znak rzygania, przez co Samuel parska śmiechem.
– Za to ty przypominasz mi kocice z wyciągniętym pazurem – odpowiada cały zadowolony.
– Nawet nie wiesz, ile w tym prawdy… – W szoku zamykam dziób.  
– Tak pani, drapnij mnie – drwi ze mnie, robiąc gest drapnięcia. Wlepiam w niego spojówki, ' Ma ziomek wszystkie filiżanki w szafce?' pytam samą siebie, a ten zaczyna się wyginać ze śmiechu w pół, pokazując na mnie paluchami.  
– Ta.. ta.. ta mina jest bezcenna.
Klapa opada mi w dół. W ataku bojowym z rękoma na biodrze mrużę oczy.
– Uwierz mi sąsiad, ale jak cię pańcia drapnie, to zostaniesz bez sierści. – Daję mu kontrę, choć chcę zostać twarda, dwie sekundy później wyszczerzam promieniście zgryz. Nawet nie myślałam, iż kiedykolwiek będę miała taki ubaw. Nowość na rynku!
Po uspokojeniu się i otarciu łez śmiechu z kącików oczu mówię do Samuela.
–  No to do dzieła! Daj się zaskoczyć. – W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by jednorazowo mu pomóc, na więcej niech nie liczy.
    Po godzinie jestem gotowa. Każdy stolik ma inny kolor obrusu, na którym widnieje szklany pojemnik ze świeczką, która otoczona jest sztucznymi diamencikami zmieszanymi z błyszczącymi kamyczkami. Z boku stoi karta menu z napojami i przekąskami. Muszę przyznać, że Samuel ma duży wybór w niskich cenach, jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona, a także wrażeniem.
– Proszę Mia, mały koktajl z podziękowaniami. – Odrywa mnie Samuel od myśli. – Wygląda rewelacyjnie, dzięki. – Stawia napój na ostatnim dekorowanym przeze mnie stoliku.  
– Nie ma, za co szczeniak. Co to za koktajl? – pytam.
– Nazywa się ODLOT, nowa kreacja z myślą o tobie. – Puszcza mi oczko. 'Mhm. Z całą pewnością.'
– Zawsze walisz takie ściemy? – Boruję z podniesioną brwią, upijając łyk mieszanki. Minami, coś podobnego do Pina Colad’y, ale trochę inny w smaku. Dobry ten ODLOT.
Przyznam bez bicia, chłopak ma talent.
– Ha! Wiedziałem, że trafię w setę, a walić mogę coś innego, ale nigdy ściemy. – Te ostatnie słowa mówi z powagą w głosie.  
– W setę może nie, ale w dychę trafiłeś na pewno. Gratuluję – oznajmiam z lekkim uśmiechem na twarzy.
– Mogę?  
– Co możesz? – Nie wiem, o co mu chodzi.
– Łyczka? – Dopiero teraz widzę wyciągniętą po szklankę rękę.
– Jasne. – Podaję mu szkło.
Jego palce lądują na moich, patrząc mi prosto w oczy, podnosi nasze dłonie razem z napojem do swoich ust, biorąc delikatny łyk. Przez całe moje ciało przechodzi prąd, na karku włosy stają dęba, a grzbiet pokrywa się gęsia skórka. ‘Co do cholery?’ Odruchowo się otrzepuje, co nie uchodzi jego uwadze.
– Aż tak bardzo cię brzydzi, że zamoczyłem mordkę w twojej misce? – Opuszcza rękę w dół, uwalniając przy tym moją. 'Alleluja!'
– Tak, bo nie mam pojęcia, kiedy ostatni raz myłeś zęby i co było ostatnio na twojej drożdżówce – odpieram poważniej, niż zaplanowałam.  
- Zęby myłem tydzień temu, a na drożdżówce był sześciocentymetrowy meszek - brzmi jego odpowiedź.  
Nie wiem, jak on to robi, ale zaczynam rechotać, jak jakaś żaba.  
– Też tak myślałam, bo z twojej buzi wyrasta grzyb – informuję go.
– To ciesz się, że to tylko pieczarka, a nie muchomor – stwierdza.
– Pasuje jak ulał, bo pieczarki także się hoduje. – Odpalam ledwo, powstrzymując kolejny atak rechotu.
– Ok. Chodź, musimy iść do kuchni, mam obowiązek wydać moim pracownikom ostanie polecenia – oznajmia Samuel. Chwyta mnie za wolną dłoń i ciągnie za sobą. Chwilunia, tego nie było w planie.
– Yyy… Samuel? Ja dokończę koktajl i zmykam do domu. – Zaczynam protestację.
Chłopak przystaje, obraca głowę w moim kierunku.
– A już myślałem, że przekonałem cię samym smakiem. – W jego głosie słychać nadzieję, faktycznie koktajl jest pyszny, mógłby mnie minimalnie przekonać i choć mam wolną chwilę nie wiem, czy podołam zwalczyć instynkt ucieczki. Zaczynam mu się przyglądać. Nie tylko głos, ale również wyraz jego twarzy mówi mi, jak bardzo chce, bym została.
On jest taki w sam raz do przytulenia, jak maskotka z Toys’R’us, ale pytanie jest, czy to jest właściwe, co tu robię.
– No prawie, ale naprawdę mam… – Wznawiam próbę wykręcenia się z tego numeru.
– Nie, nie, nie, nic z tego. To głupia wymówka. Ty to wiesz, ja to wiem, nawet papież to wie. Jutro jest sobota i będziesz miała cały dzień, by zrobić to, co masz w planie dzisiaj. – Rusza ponownie nie puszczając mojej dłoni wręcz przeciwnie, nawet wzmacnia bardziej uścisk.' Można mieć takie miękkie dłonie, a zarazem tak męskie?'
Moje barki opadają na dół. Niech mu będzie, ma chłopak rację, poza tym nie pamiętam, kiedy ostatni raz spędziłam miło czas. Zawszę mogę wyjść, gdy będzie mi za dużo.  
– Masz rację – przyznaję cichym głosem.  
– Wiedziałem o tym, zanim otworzyłaś buzię – mówi niby przelotnie, a tak naprawdę widzę, jak się rozluźnia z ulgi.
    Po wydaniu ostatnich rozkazów, każdy idzie na swoją pozycję. Tom - kucharz ma już przygotowane wszystko do pierwszych zamówień. Kelnerki - Sabrina, Karin i Lilly są uzbrojone w tace i notesy. Jeżeli chodzi o Miksy, to tym zajmuje się Samuel i Kai.  
– No dobra ludziska! SHOWTIME! – Klaszcze szef w ręce i bierze tablice z napisem: WIELKIE OTWARCIE BARU!! SAMTAJL-BAR SERDECZNIE ZAPRASZAMY. DLA PIERWSZYCH 20 GOŚCI – SHOT GRATIS. Podnosi ją do góry, wystawia za drzwi, stawiając ją obok wejścia pozostawiając je otwarte, powraca swobodnie do lokalu.  
Ja stoję, nie wiem gdzie mam się podziać, trzymam w ręce od pół godziny pustą szklankę po mieszance, odczuwam pomału dyskomfort, chcę stąd jak najszybciej uciec, gdzie pieprz rośnie.
– Hej Sam! Pierwszy gość! – woła niespodziewanie Kai. Rozglądam się, ale nikogo nie widzę. Chyba ktoś tu ma problemy ze wzrokiem.
– Ha! Jak mogłem go przeoczyć?! Osobiście o niego zadbam! – mówi Samuel z euforią, więc znów wypatruje ciekawsko, ale bez powodzenia. Czy oni są ślepi? Przecież nikogo oprócz nas tu nie ma. Kręcąc w myślach głową, odstawiam szkło na ciemny blat baru, a gdy podnoszę głowę, żeby się w końcu pożegnać i wyjść, Samuel podchodzi do mnie po przeciwnej stronie lady, stawia duży puchar z parasolką i słomką pod mój nos. Wbijam w niego wzrok, podnoszę brew w górę, bo nie kumam, o co chodzi. Na jego buzi maluje się ten uśmiech, prawie pękających kącików.
– Dla naszego pierwszego gościa tego wieczoru. – Jego głos jest tak ochrypły, że przez ciało przechodzą mnie ciarki. 'Nie dobrze, bardzo nie dobrze. Opanowanie Mia!'
– Chwila moment, nie tak szybko – protestuję, podnoszę dłoń, by zacząć wyliczać na palcach. - Po pierwsze: Już miałam jednego drinka. Po drugie: W środę byłam waszym pierwszym klientem. Dzwoni? – odpieram na tę niemiłą dla mnie sytuację, bo wiem, iż chwila moment dostanę na gębie wypieki.
- Tak, dzwoni, ale teraz jesteś naszym pierwszym oficjalnym gościem. - Samuel śmieje się, jakby widział piłeczkę do zabawy. 'Czy on robi właśnie sobie ze mnie jaja? ' Poza tym już po pierwszej jego mieszance zaczyna mi szumieć w czaszce.
– Czy ty chcesz mnie upić? – pytam go podejrzliwym głosem. Coś mi tu śmierdzi i to gigantycznie!
– Ja??? Skąd, że znowu! Jak mogłaś o tym pomyśleć? Nie jestem tak bezduszny, aby dać ci konać z kaca! – Chwyta się za serce, tak jakbym go właśnie dźgnęła nożem.
Wszyscy mają z tego gestu ubaw, nawet i moje kąciku ust unoszą się lekko w górę. Jakie to miłe uczucie, po tak długim czasie znów poczuć smak wolności, odbiec od rzeczywistości, nie myśleć przez chwilkę o przeszłości i tym, jakim się jest…

3 806 czyt.
95%223
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 2788 słów i 16121 znaków, zaktualizowała 5 cze o 10:31.

3 komentarze

 
  • nanoc

    nanoc · 12 września

    Przeczytałem jednym tchem, będzie ciekawie.

  • nefer

    nefer · 12 lipca

    Dobre, żywe dialogi sprawiają,z ę tekst czyta się szybko. I dowiadujemy się, o co chodziło z tymi obrusami oraz serwetkami z poprzednich odcinków.

  • Margerita

    Margerita · 6 czerwca

    łapka w górę widzę, że Samuelowi Mia wpadła w oko   Bardzo mi się podoba