Zaskakujące Lądowanie rozdział 42

42
Samuel
  
  Mia wygląda tak apetycznie, że nie potrafię utrzymać łapsk przy sobie, jakbym mógł, to docisnąłbym ją do ściany i posuwał tak długo aż zapomni  jak chodzić.
Tylko to nie odpowiedni moment na takie fantazje. Ona potrzebuje czasu, a gdy będzie gotowa na dalsze posunięcie, sama zrobi pierwszy krok. Nie mogę jej do niczego zmusić, bo inaczej ją stracę. Mało tego, w pomieszczeniu obok mojego biura są dodatkowe regały z alkoholem, które również muszę  przeliczyć i spisać. Problem w tym, że biuro znajduje się w piwnicy. W dodatku od ponad godziny główkuję, w jaki sposób mam ją zapytać, by zajrzała w rachunki.
– Czego jest więcej? – docieka wyrywając mnie z biegnących myśli.
– Regałów i butelek. Chodź do biura, to sama się przekonasz, że to, co jest tu, jest niczym w porwaniu do tamtego magazynu – oznajmiam z lekkim uśmiechem, aby zakryć nerwy. Mia odwraca się tak szybko, że dziwi mnie to, iż nie przebiła bariery dźwiękowej, jej oczy są duże, a na czole ma wypisane, co chce powiedzieć. ‘Tak kochanie, ja tu mam biuro.’ Odpowiadam w duchu na jej niewypowiedziane pytanie.
– Tu? W barze? A niby gdzie? – W jej głosie słychać niedowierzanie. Samtajl jest dla niej drugim mieszkaniem, zna wszystkie pomieszczenia, czy zakamarki... oprócz tego jednego.
Biorę ją za rękę i wychodzimy z zaplecza. Nie chcę przestraszyć jej słowem ‘piwnica’, dlatego nawet go nie wymawiam.
– Gdzie idziemy? – pyta drżącym głosem.
– Do biura, obok niego jest jaskinia z alkoholem. – Utrzymuję naturalny ton.
Omijamy toalety, na końcu korytarza przystajemy przy ścianie pokrytej ogromnym lustrem, naciskam lewy górny kąt, a właz otwiera się na zewnątrz tworząc tym samym niewielką szparę, pociągam drzwi do siebie, zapalam światło. Nie z powodu ciemności, ponieważ pomieszczenie jest jasne, lecz dlatego, by zapobiec atakowi przerażenia Mii.
  Właśnie zszedłem jeden schodek w dół, kiedy moje słoneczko chwyta mnie za ramię. Odwracam się w jej stronę.
– Sam. To jest piwnica – stwierdza piskliwym głosem, a kolor jej twarzy zmienia się w biały.
‘Boże! Ten skurwiel ją naprawdę zrujnował! Boi się nawet oświetlonych pod ziemią pomieszczeń!’
– Nie skarbie, to jest moje biuro. – Próbuję opanować sytuację oraz wzrastające napięcie. Moim obowiązkiem jest teraz przekonać ją, iż to tylko zwykłe pomieszczenie.
– Aaalleee to była piiiiwnica. – Zaczyna się jąkać i trząść. ‘Oha! Nie dobrze.’  
Biorę jej twarz w dłonie, wbijam oczy w spanikowany wzrok.
– Mia, to jest biuro, a nie piwnica. Normalny pokój, jak każdy inny. Przekonaj się sama. Pająków tu nie ma. – Po chwili zastanowienia dodaję – przynajmniej tak mi się wydaje. Ostatni raz sprzątała Lilly dwa dni temu – mówię luźno, puszczając oczko, darząc ją uśmiechem.  
– Głupi jesteś – mówi troszkę weselszym tonem, podnosi dłoń, by klepnąć mnie w klatkę, lecz traci równowagę i leci do przodu.
Moje mięśnie przygotowane są na uderzenie naszych ciał, łapię ją w pasie, kiedy ląduje w moich ramionach.
– Łamaga. Celownik masz koniecznie do wymiany, nawet słonia nim nie kropniesz – drwię z niej, dając jej Dziubka w skroń. Czuję ciepło jej ciała, chmurka fiołkowych perfum łaskocze moje nozdrza, jej piersi przyciśnięte są do mojej klatki, co dosłownie gwałci mi zmysły. Moja krew w żyłach znów zaczyna wrzeć, spływać w dolne regiony, bokserki robią się o dwa numery mniejsze. Mia podnosi głowę ‘O- o’ patrzy na mnie z czerwoną twarzą, błysk w jej pięknych szarych oczach mówi, bym miał się na baczności, ale to właśnie mnie w niej jeszcze bardziej podnieca. Nic na to nie poradzę.
Przybliża się do moich ust, już myślę, że chce mnie pocałować, kiedy w tym momencie jej dłoń ląduje na moim kroczu. Jeżeli zaraz jej nie weźmie, to posiądę ją w moim biurze, na moim biurku, później kanapie, podłodze, magazynku....
– Uwierz mi Brutus, nawet nie masz pojęcia, jaki posiadam celownik. Przez kolejne dwa tygodnie będziesz chodził z sinymi orzeszkami – wyszeptuje uwodzicielskim głosem. Te słowa są lodowatą kąpielą dla jednookiego dżina. Mia puszcza krocze z diabelskim uśmiechem na twarzy, prostuje się, a ja stoję z otwartą mordą, jak wrota do komnaty Voldemorta.
– Że co? – pytam z niedowierzaniem.
Kobieta wzrusza z obojętnością ramionami.
– Nie pobawisz się maskotką przez następne dwa tygodnie. Pierwszy przez regularne oddawanie krwi za Ojczyznę, a drugi, bo mam taki kaprys. Taaaa Brutus, jakbyś tyle nie szczekał, to nie miał byś ukróconego łańcucha – mówi tak lekkim tonem, jakby było to najnormalniejszą na świecie rzeczą oznajmić mi o swoich dniach i moich torturach. Mia omija mnie, powoli schodzi szesnaście jasnych schodów w dół do biura. Schodzę za nią, trzymając bezpieczną odległość, by móc widzieć dokładniej jej twarz, a zarazem jestem na tyle blisko, aby szybko zareagować gdyby miała wpaść w panikę, u niej wszystko jest możliwe, więc lepiej być przygotowanym na wszelkie niespodzianki. Dziewczyna ciekawsko rozgląda się po pokoju.
– Mówiłem, że to zwykłe pomieszczenie, a nie piwnica.
Odwraca się w moją stronę z słabym uśmiechem na twarzy.
– Zauważyłam... lepiej urządzony niż twój pokój gościnny. Pająków też nie widzę – stwierdza, po czym klaszcząc w dłonie ukazuje rząd białych prostych zębów. – To gdzie ta jaskinia? – pyta, ukrywając strach. Wskazuję na drzwi naprzeciw kanapy, które znajdują się pod schodami.
Podchodzę do stojącego na środku pomieszczenia biurka, otwieram środkową szufladę i wyjmuję dobrze zabunkrowany kluczyk. Tylko ja z Kaiem wiemy gdzie znajduje się żelazny stop.
Otwieram drzwi jedynego pomieszczenia bez okien. Zapalam światło, dostając momentalnie rentgen czaszki. Żarówa jest mocniejsza od lampy operacyjnej. Mia za mną wciąga z gwizdem powietrze.
– Ciężka sprawa – mówi zdyszana pod nosem.
Moim pierwszym impulsem jest odwrócenie się, bacznie ją obserwuję, a z jej wyrazu twarzy nie umiem niczego wyczytać. Ryzyko kolejnego ataku jest zbyt ogromne.
– Usiądź i odpocznij, poradzę sobie. Nie… – Zaczynam, lecz mi przerywa.
– Żartujesz sobie? Ty wiesz, że to raj dla każdego alkoholika? Poza tym tu nawet nie ma, co spisywać – stwierdza.
Odwracam się i przyznaje jej rację. Całe dwanaście metrów kwadratowych lewej strony z regałami od podłogi po sufit jest wypełnione winami, szampanami, likierami i różnymi innymi rodzajami niskoprocentowych trunków, natomiast z prawej znajdują się diabelskie alkohole, które musimy przenieść piętro wyżej.  
Wyciągam telefon z kieszeni, sprawdzam godzinę i jestem zaskoczony, jak szybko i sprawnie udało nam się spisać listę. Potrzebowaliśmy niespełna godziny.
– W takim razie mały relaks – proponuję, wskazując brodą na kanapę.
– I co? Liczysz na podrapanie po grzbiecie? – kpi sobie ze mnie, ale taką właśnie miałem nadzieję. Mia wyrywa mi z dłoni zeszyt z zapiskami, otwiera go i wybucha galaktycznym śmiechem.  
‘Co tym razem?!’

1 915 czyt.
96%233
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1210 słów i 7243 znaków, zaktualizowała 15 sie o 15:10.

3 komentarze

 
  • Gazda

    Gazda · 16 sierpnia

        

  • Pani123

    Pani123 · 15 sierpnia

    Kawa wypita,pączek z lukrem zjedzony, łapka dana jest dobrze

  • Margerita

    Margerita · 15 sierpnia

    łapka  w górę zabrzmiało groźnie czyżby Mia zamierzała Samuelusia torturować?