Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 73 - 74

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 73 - 7473
Samuel


  Oni powinni już tu być! Za pięć minut zaczyna się ceremonia, a Floriana z Mią i resztą jak nie było, tak nie ma. ‘Stało się coś? Jakieś komplikacje? Bliźniaki? A może Mimi zmieniła zdanie?’
Tracę pomału panowanie nad nerwami.
– Hej! Uspokój się. Diana mówiła, że są w drodze. – Kai, mój świadek klepie mnie w plecy. ‘Tak, teściowa mu powiedziała.’ Niby qurła jak? Telepatycznie? Przecież Diana nie posiada telefonu komórkowego!  
– A jeśli dostała pietra, a Florian jest wspólnikiem pomagającym jej zwiać? – wypowiadam na głos najgorsze gnębiące myśli.
– Synu nie fantazjuj. – Ojciec upomina mnie po raz kolejny tego dnia. – Misiek, obrączki masz? – pyta tym razem Kaia. Kumpel przytakuje po krótkiej inspekcji kieszeni marynarki.
Pot spływa mi po czole, ale nie z powodu ślubu, lecz ze zmartwienia o moją przyszłą żonę.  
– Schyl się maleństwo – mówi mama. Spoglądam na nią kątem oka, a ona z białą bawełnianą chusteczką macha mi na zachętę.
– Co… – ‘do diaska masz na myśli?’ Marszczę brwi. Dominik wyrywa jej z dłoni kawałek szmatki i przeciera mi czoło. Od razu odsuwam kadłub w inną stronę. ‘Oni chyba nie mają wszystkich sztachet w płocie!’
– Weź rzuć się w syf… – warczę z grymasem na gębie.
– Jacob skarbie, nie boruj w nosie. Dżentelmeni tak nie robią – Mama upomina syna Dominika.
– Nadi tes tak lobi – skarży młody na siostrę, wskazując palcem na dziewczynkę przytuloną w ramionach Joschuy. Chłopczyk naprawdę ma od kogo brać przykład! I choć ta scena jest absurdalna, tak mimowolnie się uśmiecham.
Rodzeństwo.
Drzwi do sali się otwierają. Chłop w średnim wieku zaprasza nas do środka.
FUCK! Gdzie jest Mia i jej cały żeński batalion?!
Ocieram twarz, prostuję wybrany ze Stefanem czarny garnitur, poprawiam krawat i wchodzę za naszymi gośćmi do środka. Wdech, wydech. ‘Wszystko będzie dobrze, żadnego powodu do paniki. Reszta zaraz dotrze.’ Wmawiam sobie.
– Huston… zmiana planów! – krzyczy Tom z telefonem przy uchu. Od razu podbiegam do pierwszego rzędu, gdzie spoczywa jego zrelaksowany kuper.
– Co się dzieje?! – wołam, a ten ma czelność śmiać mi się prosto w ryj. Drzwi się otwierają. Diana, Paula, Karin, Lilly, Sabrina i Florian przekraczają próg.  
Z telefonu Toma nagle wydobywa się piosenka z tej głupiej bajki z bałwanem, przy której Mia kiedyś nuciła pod nosem „Mam tę moc”. Wtem widzę prowadzoną przez Juliana  olśniewającą i kompletnie rozdygotaną narzeczoną. Jej uroda dosłownie powala mnie z nóg. Nic piękniejszego nie mogło mi się w życiu przytrafić niż Mia. To jest mój skarb, który będę szanował, cenił, wielbił, wspierał. Obojętnie jak bardzo kamienista będzie dla nas ta ścieżka przez życie. Wezmę cały pakiet, jaki ma do zaoferowania.
Ta prześliczna kobieta w białej sukni za kwadrans będzie nosiła moje nazwisko oraz zostanie ofiarą ukartowanego przeze mnie planu.


74
Mia

   Widok Samuela wepchniętego w elegancki garnitur i krawat, od razu rozświetla mi duszę. Mijają wszelkie troski, zmartwienia oraz obawy, wszystko odchodzi w niepamięć. Julian oddaje mnie w ręce swojego przyszłego szwagra, który chwyta za moje dłonie i składa pocałunek w czoło.
– Wyglądasz olśniewająco, kochanie – szepcze. Kładzie dłoń na brzuszku i nachyla się do niego. – Witam maluchy. Szkoda, że nie możecie widzieć waszej przepysznie wyglądającej mamusi… Palce lizać – mówi cicho. Z pierwszego rzędu rozlegają się śmiechy … ‘Nie aż tak cicho. Głupek jeden!’
– Już schrupałeś ciasteczko i to podwójnie – odzywa się dyskretnie Kai, zakrywając sobie usta. Urzędnik stanu cywilnego kaszlem stara się ukryć swoje rozbawienie uwagą Miśka.
– Potrzebujesz miodu Puchatek? – Julian, mój świadek stojący obok mnie warczy do barmana, a ja staram się utrzymać poważną minę.
– Za bardzo się klei. Nie dziękuję. Wolę szarlotkę – odpiera Kai, patrząc ukradkiem na Sabrinę. Przed oczami mam klasyczny film…  
– Ładny America Pie – mówi Samuel i nawet gdybym chciała, to nie potrafię się potrzymać. Wybucham tak potężnym śmiechem, iż porywam nim zebraną garstkę osób razem z urzędnikiem. Ten ślub jest jedną wielką plamą!
Co za wstyd!  
  Potrzebujemy pięciu podejść, aby zawrzeć akt ślubu. Za każdym razem jeden z cymbałów z urzędnikiem w roli głównej, musi palnąć coś tak idiotycznego, abym w ciągu paru minut musiała skorzystać z klozetu. Nie tylko przez śmiech, ale również osłabiony pęcherz moczowy.
‘Że też urzędnik musi chwytać nas za wypowiadane słówka.’ Istny „Benny Hill”’ ale przynajmniej ten dzień utrwali nam się we wspomnieniach, dzięki filmowi nakręcanym telefonem.  
Julek właśnie jest w kolejce do podpisania papieru. Trzymając w dłoni nie długopis, lecz marker, odwraca się w moją stronę z szerokim rogalem na twarzy.
– Sis. Wypisuję cię z rodziny – mówi, gdy składa swój autograf pod moim.
– Nie będę za tobą tęsknić – oznajmiam bratu.
Na przypieczętowanie naszego małżeństwa Samuel bierze mnie w ostrożny, acz stanowczy pocałunek.
– Moja żona. Do końca życia i jeden dzień dłużej – szepcze mi w usta słowa, które wypowiedziałam na głos tylko jeden, jedyny raz.
Jestem szczęśliwa. Mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Znajduję się w dobrych rękach, mam wsparcie i na kogo liczyć.
‘Jestem w domu.’  

   Muszę przyznać. Od urodzin Samuela nie miałam głowy, by zająć się organizacją przyjęcia, lecz prowadzony przez Floriana wypolerowany, ślubnie udekorowany, żółty Chevrolet Camaro kabrio i jadąca za nami cała kolumna samochodów, dająca koncert klaksonów robi na mnie ogromne wrażenie i choć w planie nie miałam tego lokalu, to wjeżdżając na parking Samtajl-Night zapiera mi dech w piersi.
Wszędzie wiszą balony z napisem „Just Married”. Wrota do klubu ozdobione są białymi szarfami, przed nimi leży rozciągnięty krótki czerwony dywan, a Teresa, Stefan, Gabrielka, Antonia, Emma, Melanie, Lucka i Pascal ze świetlistymi uśmiechami na twarzach czekają na nas przed wejściem.  
‘Niesamowite.’
– Jak z bajki – mamroczę, zakrywając sobie usta. Jestem tym widokiem naprawdę wzruszona. Samuel trzymający całą drogę moją dłoń ozdobioną w obrączkę z brylantem podnosi ją do ust, składając na pierścionku pocałunek.
– To nie koniec niespodzianek żoneczko – mówi tajemniczo z łobuzerskim uśmiechem na buzi. Mój mąż się podnosi i niczym wysportowany kurczak wyskakuje z samochodu. Florian również opuszcza pojazd, przesuwa do przodu fotel, ułatwiając mi tym wyjście. Mężuś podaje mi dłoń do pomocy wygrzebania się z typowego filmowego "Bumblebee."
Stojąc już u boku ukochanego, zauważam wszystkich naszych najbliższych ustawionych w rzędzie po obu stronach dywanu. Nieoczekiwanie Samuel podnosi mnie w górę i kieruje się do sali. Rozlegają się gwizdy, brawa, a nad głowami wiruje kolorowe konfetti zmieszane z ryżem. Kiedy zostaję przeniesiona przez próg lokalu, w sali rozlega się weselny marsz grany przez stojący na podeście zespołu Rocka-Buam. Z cichym piśnięciem zakrywam sobie usta, by ukryć koński uśmiech oraz zaskoczenie.  
‘Tego się nie spodziewałam!’  



Od Autora

Ślub za nami. Czas na toasty i tańce!
Jednak...  
Co się stanie, gdy powstanie zamieszanie?
Ciekawy kolejnej części?
Nie bądź fajka, dodaj lajka.
Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1271 słów i 7608 znaków.

3 komentarze

 
  • nanoc

    Wszystko poszło ładnie i składnie, wszyscy zadowoleni i radośni. Tak jak ten odcinek. Napisany lekko i wyśmienicie. Będzie każdy zadowolony kto tą powieść przeczyta. :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo :smile:

  • shakadap

    Świetnie napisane.
    Jedyne na co mogę narzekać, za krótkie.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.
    "Jedyne na co mogę narzekać, za krótkie. " - Nie chcę zanudzić czytelników długością tekstu. ;)  
    Pozdrawiam 😊

  • bosman

    Twoje testy powalają na kolana sam osobiscie czytam od pierwszej części.Pozdrowienia

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo. Miło mi.😊