Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 20 -21

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 20 -2120
  Samuel  

  Coś tu mi gigantycznie śmierdzi i to nie są nasze ciała, lecz to, co kobieta próbuje przede mną zataić. Tego spojrzenia, jakim mnie darzy nie powinienem nigdy ujrzeć. Jej twarz jest blada, oczy spuchnięte po nocnym płaczu ciskają błyskawice. Nieświadomość, co mam powiedzieć, by nie wpadła we furię sprawia, że czuję się bezsilny, bo każde jedno słowo, jakie wypowiem będzie nieodpowiednie.
– Chodź, usiądźmy, a przy pierwszej porcji kawy podzielimy się obowiązkami. – Staram się przegonić ciemne chmury wiszące nad naszymi głowami. Chcę ją objąć ramieniem i z nią wyjść, lecz ona mnie odpycha.
– Nie odpowiedziałeś na pytanie – syczy, domagając się odpowiedzi. ‘No to wpadłem w piękne szambo.’ Wzdycham, przecieram sobie dłońmi twarz. Co mam jej powiedzieć? Prawdę jak jest?
Nie tylko ona czuje napięcie wiążące się z kolejnymi dniami, obrotem wydarzeń. Sam mam pietra przed jutrzejszym dniem. Również na moich barkach leży ciężar związany z klubem i pracownikami, a przede wszystkim nie daje mi spokoju jej stan zdrowia.  
– W pewnym stopniu tak, Mia. Dlatego martwię się o ciebie – przyznaję.
– Miło z twojej strony, ale jak widać świetnie sobie radzę. – Oddaje. Wydaje mi się, albo właśnie z jej ust trysnęła Antarktyda zamrażająca te słowa w sople lodu? Pomału przestaje to być zabawne, a moja cierpliwość zaczyna się kończyć.
– Właśnie widać. Znów chcesz się pogrążyć w pracy, wmawiając sobie, że nikt inny oprócz ciebie nie zrobi tego lepiej. Pomału tego wystarczy Mimi. To ci nic nie da, tylko ryjesz sobie beret. –  Próbuję jej uświadomić.
– Mi to daje bardzo wiele. Przynajmniej w taki sposób mogę sobie udowodnić, że mnie do końca nie zniszczył. – Podnosi na mnie głos, chce mnie ominąć by uniknąć spojrzenia prawdzie w oczy. To jest dla mnie znak, aby w końcu się obudziła. Staję jej na drodze, zakładam ramiona na piersi. ‘Nie sunę się nawet o milimetr!’
– Zdajesz sobie sprawę, jaka jesteś lekkomyślna, ryzykując zdrowie, by sobie coś szurniętego udowodnić? Jesteś człowiekiem, a nie robotem. Dlaczego sobie utrudniasz? Po raz kolejny… Wiesz, jakie mogą być tego skutki? – pytam. Mijają sekundy, mierzymy się wzrokiem, żadne z nas nie chce odpuścić. – Reset w dyni Mia. Tym nie zrobisz nikomu przysługi. Zastawów się chwilę, co mi tym zrobisz, a tym bardziej Dianie i Julianowi. Chcesz ich pogrążyć w kolejnych zmartwieniach? Nieprzespanych nocach? Strachu przed stratą córki i siostry? Na tym ci zależy? – Przypominam jej, co musieli przechodzić trzy lata temu.
– Zostaw Sam! – krzyczy.
– Tym razem ty będziesz temu winna, bo nie chcesz podzielić się obowiązkami.
– Zamknij się! – Kolejny krzyk. Tym razem Mia zakrywa sobie uszy rękoma, które od razu odrywam.
– Nie. Nie zamknę się. Za długo na to patrzyłem. Mia ja cię za bardzo kocham, aby do tego dopuścić. Nie mam zamiaru cię stracić – stwierdzam ostro, przebijając się w końcu przez ten mur, który zbudowała wokół siebie. Rysy jej twarzy łagodnieją, wzrok przestaje być przepełniony nienawiścią, ciało znacznie się rozluźnia, kąciki jej ust lekko kierują się ku górze.
– Masz rację Sam. Po co wkładam energię w coś, co i tak od początku nie miało sensu – mówi cicho. Marszczę brwi, bo nie mogę nadążyć za jej tokiem myślenia. Co tym razem chce przez to powiedzieć? Ta kobieta może być naprawdę frustrująca. Ja wiem, iż jej głowa posiada Windows 10, ale by się przekształcił w jeszcze nieistniejącą 20, wyprzedzając ludzką technologię, jest mi nowością.
– Czyli? – Chcę się dowiedzieć i w duchu błagam, by nie wypowiedziała tego, co mam na myśli. Te słowa zabiją mnie od środka.
Dziewczyna odrywa się i omija mnie. Od razu odwracam się w jej stronę. Mia spogląda na mnie ostatni raz, tym razem z pustym, bez iskierki nadziei wzrokiem.
– Wszystko – szepcze, a ja zastygam w miejscu. Jedyne, co mogę w tej chwili uchwycić, to jak znika z mojego pola widzenia. Drzwi z mieszkania zamykają się cichym kliknięciem. Wtedy dociera do mnie znaczenie tych słów.
– MIA! NIE!  
  
  21
  Mia

  Spokój i ukojenie. Tak mogę określić stan, w którym się znajduję. Bardziej zadowolona nie mogę być. W ten sposób moje problemy się rozwiążą i nie będę zmuszona dłużej patrzeć na JEGO twarz. W końcu CHCIAŁ, abym się poddała i właśnie nadeszła ta chwila. Gdyby tu był, to bym mu pogratulowała wygranej. Tego, że zrujnował mi po raz drugi życie.
To nie ma dalszego sensu.
Dwa kliknięcia w telefon. Dziesięć sekund rozmowy wystarczy i jestem gotowa podjąć  następny krok. Słowa Samuela były jak sól na otwartej ranie. Jeżeli już teraz uważa mnie za szurniętą, to jaka byłaby jego reakcja na to, co przechodzę od ponad sześciu tygodni? Nawet się cieszę z zaistniałej sytuacji. W końcu będę mogła poczuć wolność, zadowolenie oraz odzyskać błogość ducha.
– MIA! Nie rób głupstw. Błagam! – krzyczy Samuel, demolując drzwi do mojego mieszkania. Z przerażenia opuszczam trzymaną rzecz w dłoni, kolor jak i krew odpływa mi z twarzy na widok bladego, zapłakanego chłopaka.
– Nie rób mi tego… Nam… – Chłopak pada przede mą na kolana, targa się za włosy, kręcąc głową. Nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie. Schylam się po przedmiot.
– Nie mam innego wyjścia. To jest najlepsze rozwiązanie – informuję ze stanowczością w głosie.
Niby dlaczego miałabym odpuścić coś, co da mi w końcu odetchnąć po takim wysiłku i walce, jaką ciągle staczam? Przecież kiedyś i tak nadszedłby ten moment.
– Kochanie, jeżeli tak bardzo tego pragniesz, to weź mnie ze sobą, ale ja nie potrafię...
– Jak najbardziej potrafisz. Nie będziesz musiał się o nikogo martwić, ratować, być bohaterem. Możesz śmiało…
– Co to za fucking bullshit Mia?! – krzyczy, wstając na nogi. Łzy czystej bezsilności płyną po jego policzkach. Widok ten paraliżuje moje mięśnie, a serce zaczyna krwawić. – Chcesz nam wszystkim zrujnować Święta? – dodaje cicho. Moja podświadomość zaczyna się sarkastycznie śmiać.
– One tak czy owak skończyłyby się katastrofą. Dlaczego tego nie przyśpieszyć? – Chcę od niego wiedzieć, a co on robi? Wyciąga telefon z kieszeni, po trzech kliknięciach w HTC podnosi go do ucha.
– Mii mieszkanie. Tempem – mówi twardym głosem. Podnosi na mnie wzrok, a kiedy nasze spojrzenia spotykają się, widzę w nich stanowczość, ani śladu rozpaczy czy złości. Kręcę przecząco głową, bo nie mogę uwierzyć w to, że chce mnie powstrzymać.  
– Ani jednego ruchu więcej – Ostrzega groźnym tonem. Podnoszę odruchowo rękę w górę by się bronić, lecz trzy sekundy później jestem dociśnięta ciężarem jego ciała do materaca.
– Tylko tchórz zachowuje się tak egoistycznie.
   Nie wiem ile upłynęło minut, ale walka naszych oczu w głuchej ciszy zostaje przerwana przez upierdliwy dzwonek domofonu. ‘Coś pięknego!’
Sam idzie otworzyć drzwi wejściowe, a ja siedzę na kanapie. Nawet nie mogę się podnieść, bo moje nadgarstki są związane z kostkami u stóp i to nie kajdankami, sznurami czy też innymi rzeczami. Nie! Jestem związana koszulką Samuela! Cholernym kawałem materiału, jaki miał na sobie oprócz spodni dresowych! A wszystko po to, by mnie powstrzymać przed…
– Najwyższy czas! – warczy.
– Co się dzieje? – Słyszę Sabrinę. Ooo mega! Ona też tu jest!
No to dzwonek i to ptakach! Najchętniej przeżegnałabym się i wbiła sobie ostatni gwóźdź do trumny! Oczywiście, że Sam musi wyjść na klatkę, przymknąć drzwi i szeptać, abym jeszcze bardziej odeszła od zmysłów! Próbuję się uwolnić, szarpię za materiał, ale nic z tego. Tkanina wbija mi się coraz mocniej w skórę. Dlaczego wcześniej…
– Oszalałaś! – Ooo jasny gwint! Drzwi zostają kopnięte. Andrea staje w futrynie z czerwoną twarzą. – Ty?! – krzyczy oskarżycielsko, wskazując na mnie palcem podbiega do mnie.
– Lola! Nie! – Tom powstrzymuje ją, lecz moja reakcja jest jedna. Odsuwam się i lecę na bok w kąt kanapy prosto na poduszki. Materiał bardziej pali w skórę niż hamuje upadek. Ciche ‘ Yhhh i sss.’ wydobywa się z moich ust. Zamykam oczy, by nie dopuścić do bólu. Przez pompowaną w szaleńczym tempie krew słyszę parę stłumionych głosów na raz. Nagle jestem delikatnie podniesiona do pionowej pozycji, przez co otwieram powieki.
– Tsunami. Czy to prawda, że właśnie chciałaś pakować manele i wyjechać? – pyta Kai.  


Od Autora.
Czytelniku - lubisz kwiatki?
Na co czekasz? W górę łapki.

Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1506 słów i 8809 znaków.

4 komentarze

 
  • nanoc

    UUUUffffff, i znów autorka mnie zaskoczyła, myślałem o najgorszym, a tu wyprowadzka ?, nie Mii stać na coś rozsądniejszego, to jest wojownik - brawo autorka świetny kawałem, odetchnąłem z ulgą na końcu Uufff  :nunu:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo :smile:

  • Aladyn

    Oj, Autorko, Autorko!
    Tak sprawnie operujesz słowem, że wyobrażałem sobie jakieś najczarniejsze scenariusze. A tu okazuje się, że Mia miała zamiar „tylko” uciec gdzieś daleko. Ale Samuel, jak zwykle czujny, z pomocą przyjaciół udaremnił jej ucieczkę i nie pozwolił, aby świąteczne, rodzinne spotkanie nie doszło do skutku.
    Gratulacje i pozdrowienia.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo :)

  • AlexAthame

    Dalem :)

  • AHopeS

    @AlexAthame  Dziękuję.

  • AlexAthame

    @AHopeS Nie ca maco. :rotfl:

  • shakadap

    Ehh, przerywasz w najciekawszym miejscu.
    Bardzo dobrze napisane, jak zawsze.  
    Tylko dlaczego takie krótkie. Lubię czuć niedostatek, ale po tym rozdziale czuje się jakbym ugryzł kawałek przepysznego tortu, a ten został mi wyrwany od ust i każą mi czekać na kolejny gryz, nie wiadomo jak długo.  
    Co za życie.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.
    " Tylko dlaczego takie krótkie" - hmmm, uważam, że norma ZL jest utrzymana :)  
    " czuje się jakbym ugryzł kawałek przepysznego tortu, a ten został mi wyrwany od ust" - im dłuzej się wyczekuje, tym smaczniejesz... tak powiadają.  
    Pozdrawiam