Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 18 - 19

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 18 - 1918
   Samuel

  – Mia? – pytam, pukając do drzwi, przez które słyszę ciche łkanie, lecz moja Dama nie reaguje. Wchodzę do damskiej toalety i widzę jak zamykają się drzwi kabiny, a kluczyk przekręcany w zamku robi ciche klik. Jeśli myśli, że nie zauważyłem tego, jak była pogrążona w swoim świecie, to się grubo myli.
– Mia, czemu płaczesz? – dopytuję, stojąc tuż przed WC, w którym się zabarykadowała.
– Robię siku – odpowiada chcąc ukryć zapłakany głos. Kogo chce oszukać? Mnie? Ten kit to niech wciśnie każdemu innemu. Durny nie jestem. Wyciągam z kieszeni pęk kluczy, przystawiam jeden do plastikowego pokrętła i przekręcam tak, że mam teraz wolny dostęp do kabiny, którą szybko otwieram zanim dziewczyna się orientuje. Mia siedzi na muszli, twarz ma schowaną w dłoniach.
– Mówię, że sikam.  
– Chyba oczami – stwierdzam, kucając przy niej. Przecież dzisiejszy dzień miał tyle miłych niespodzianek i ma zakończyć się płaczem? Dlaczego? Zaczynam głaskać ją po plecach. – Opowiesz mi? – zachęcam łagodnym tonem. Nastaje dłuższa cisza, Mia pociąga parę razy nosem i pierwszy raz przyłapuję ją na najmniej kobiecym geście pod słońcem. Wyciera glut w rękaw sweterka. Bardzo sexy obraz. Powinno mnie to razić albo śmieszyć, ale tak nie jest…  
– Właśnie wytarłaś w rękaw smarki Trola. – Ok, nie potrafiłem zachować dla siebie tego komentarza. Lewą ręką sięgam po papier toaletowy i odrywam parę kawałków.
– Czochraj bobra Sam!... – oink  – to nie jest wcale zabawne… – oink –  on szuka pracy, by dać rodzinie… – oink  – lepszą przyszłość, a nie ją… – oink – odbierać. Żonie, dzieciom czy innym… – oink – bliskim. Stara się o lepszy dla nich byt… – oink – chce iść z dziećmi na lody… – oink –  Z żoną do restauracji… – oink  – ale nie ma środków… – oink – On jest warty przyjęcia. Możemy… – oink – zapobiec nałogowi, który zrujnuje życie dzieci… – oink. Dziewczyna wyrywa mi papier z rąk i smarka w niego, a jednocześnie dwie rzeczy trafiają mnie jak grom z jasnego nieba. Raz. Jej słowa wiążą się z przeżyciami z dzieciństwa, a dwa…  
Jaka ze mnie ciemna masa!!!
Dopiero teraz dociera do mnie, jaki ze mnie złamas. Zapomniałem o tak istotnej rzeczy! ‘Może ktoś mi narąbać drewka bym się mógł usmażyć i zostać zaserwowanym, jako wędzona świnia na srebrnej tacy pod jej nos? Dziękuję.’
Muszę sprostować tę gafę i to jeszcze w tym roku!
Biorę Rysia w objęcia.
– No już dobrze kochanie. – Całuję ją w czubek głowy. Serce i to uczucie, jakie mam w głębi siebie jest w stanie rozerwać mi żebra. Kobieta, którą trzymam w ramionach płacze, martwiąc się losem dzieciaczków, które widziała tylko na zdjęciu i chce pomóc, by zapewnić im lepsze warunki życiowe, niż ona sama miała. Zapobiec najgorszemu, co może spotkać dzieci. Cierpieniu, samotności, wyrzutom i wielu pytaniom, które zostają bez odpowiedzi.  
Moja Dama pomału się uspakaja. Nagle otwierają się drzwi do toalety.
– Sam, wszystko w porządku? – pyta Karin. ‘Jeszcze tej mi tu brakuje!’
– Tak. Zamknę lokal, spływajcie do domu i zamknijcie od zewnątrz – informuję ją. Słyszę zbliżające się kroki. Czemu „pani mama” nie może, choć raz mnie posłuchać?  
– Mia, co się… – pyta, widząc zapłakaną Mię z ćwierkającymi gilami.
– Poufna sprawa. Zjeżdżaj stąd – warczę groźnym tonem, a moje spojrzenie mówi samo za siebie. Kelnerka od razu szuka długiej.
– Dziękuję Sam – szepcze Mia.
Pięć sekund później do kibla wbija ‘słoneczny patrol’. Kai, Tom i Stefan.
‘LITOŚCI!’

19
Mia

   Po umyciu zębów przemywam sobie twarz, podnoszę głowę, aby włożyć szczoteczkę do szklanki i wtedy widzę swoje odbicie w lustrze. Cicho jęczę na ten widok. Choć od ataku płaczu i dość zabawnego wtargnięcia wiernych strażników upłynęło siedem godzin, tak z tą bladą twarzą, ciemnymi krążkami oraz czerwonymi spuchniętymi oczami mogę zagrać w Resitent Evil. Z całą pewnością zrobiłabym furorę pośród wszystkich zombi i powalające wrażenie na widzach.  
Uroczo. Naprawdę.
Najchętniej położyłabym się do łóżka, naciągnęła kołdrę na głowę i przespała dzisiejszy dzień. Niestety, jest to niemożliwe z wielu przyczyn, które tylko sprawiają mi ból żołądka. Nie posiadam w sobie żadnej iskierki radości.  
Max&Sohn kończą dzisiaj swoją pracę, którą doskonale wykonali. Dlatego po trzech dniach odpoczynku zacznie się dla mnie prawdziwy nerwowy etap, a mianowicie: ustawianie mebli, wypełnianie baru alkoholem i szkłem, dekorowanie oraz instalowanie nagłośnienia. Poza tym muszę w końcu ogarnąć i trochę udekorować świątecznie mieszkanie, zanim wieczorem odbiorę z dworca mamę z Julem. Jutro jest Wigilia, a ze względu na stanowczość Bergerów, nie mieliśmy z Samuelem najmniejszych szans z protestami. Tak więc uczta odbędzie się u Lucy i Konrada. Chociaż nie powinnam mieć wielkich obaw, jestem strasznie zdenerwowana jutrzejszym dniem oraz podarunkiem, jaki dla nich przygotowałam.
W pierwszy dzień Świąt mamy krótkie spotkanie z Samtajl-family. I Bogu dziękuję, że Florian nie będzie w nim uczestniczyć, bo z tego, co obiło mi się o uszy wyjeżdża dzisiaj z rodziną w góry i wróci dopiero na otwarcie klubu. Więc nie muszę się martwić zawałem mamy na widok tego patałacha. Tylko, co mam zrobić, kiedy Jul i ON staną w twarzą w twarz? Mam delikatnie uprzedzić brata? Albo pozostawić tę sprawę z nadzieją, że nie zauważy kopii tej kanalii w dosłownym znaczeniu tego słowa? Młody od razu poleci do Samuela i powie, co się dzieje, a ja będę musiała śpiewać i zostanę zwyzwana od wariatki.
Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co mam robić. Pomału jestem tym zmęczona. Czuję jak mnie ta cała sytuacja zaczyna przerastać, dobijać, denerwować. Odczuwam psychiczne wykończenie tym całym stresem, tą niewiedzą i naciskiem. Moje nerwy leżą na dnie. Znam dobrze ten stan. Choć chcę być silna, tak mająca mnie w garści depresja, którą blokuję od długiego czasu, z minuty na minutę coraz bardziej wydobywa się na światło dziennie. Wczoraj przez dopuszczenie małej słabości, doprowadziłam do pęknięcia pierwszej bariery, a jeśli nie wejdę w mój dotychczasowy rytm, moje opanowanie diabli wezmą i będę zmuszona sięgnąć po środki uspakajające tak, jak robię to od wielu lat o tej porze.
Moja wiara w siebie w ciągu paru godzin drastycznie spadła do stanu krytycznego.  
Jestem żałosna.
Nie mogąc już więcej wpatrywać się we własne odbicie, odwracam wzrok, a kątem oka po mojej lewej stronie dostrzegam stojącą w drzwiach postać. Sam.
– Kochanie wszystko w porządku? – pyta łagodnym tonem, odrywając się od futryny. Przełykam głośno ślinę, nabieram powietrza, aby ukryć to, jak paskudnie się czuję.
– Tak – odpieram cicho, kiwając potwierdzająco głową na umocnienie mojej odpowiedzi, lecz sama wiem, jakie to mega przekonujące.
– Mhm. Widać – mamrocze. Sam chce wziąć mnie w objęcia, a jeśli to zrobi nie będę więcej w stanie ukryć tego strachu przed dzisiejszym dniem, czy jutrem. Nie mam zamiaru pokazać mu tej bezsilnej kobiety, która we mnie tkwi, bo przepadnę. Teraz nie ma na to miejsca. Dyskretnie się od niego odsuwam.
– Brutus, choć tak bardzo bym chciała, ale mam mnóstwo pracy. Lepiej pójdę do siebie i zacznę już przygotowywania… – zaczynam, lecz Samuel bierze moją twarz w dłonie, bacznie mi się przyglądając. Strasznie mi nieprzyjemnie, tym bardziej, że wiem jak przepięknie wyglądam.
– Nie podoba mi się to Mia. Od tygodni dziwnie się zachowujesz, robisz blokadę i narzucasz sobie chore tempo. Twoje zachowanie pomału zaczyna być nienormalne. Zaczynam się o ciebie naprawdę martwić. Powiedz mi, co się z tobą dzieje – mówi mi to samo, co trzy dni temu.
– Nic. Po prostu mam dzisiaj napięty grafik i mało czasu. Moje mieszkanie samo się nie posprząta, opłaty same się nie zrobią, kontrakt dla Dominika sam się nie napisze, ani potwierdzenie odbioru przesyłki nowych uniformów dla pracowników się nie podpisze. W dodatku muszę zrobić grafik na następny miesiąc i to również nie jest rzecz, którą robi się w dwie minuty. O dwudziestej mam być na dworcu. Według prognozy pogody ma spaść nowy śnieg, a ja go tak uwielbiam jak Mróweczkę Toma. Tak, więc muszę wyjechać pół godziny wcześniej…
– Hej, hej, hej. Złap, choć na chwilę powietrze, bo zaczynasz wpadać w histerię. Ja ci pomogę z mieszkaniem, czy biurowymi sprawami. Jak chcesz to poproszę jednego z chłopaków, aby pojechali z tobą odebrać Dianę i Długiego. Masz już obsesję, wmawiając sobie, że musisz wszystko robić sama, ale tak nie jest. Dobrze o tym wiesz – mówi spokojnie. Jakby moja krew w żyłach nie przekraczała temperatury stopu żelaza, z całą pewnością albo zaczęłabym się sarkastycznie śmiać, albo bym go pocałowała. Niestety, Sam osiągnął tym odwrotność.  
Uważa mnie za psychiczną? Ciekawe jak określiłby to, co tkwi we mnie od tygodni?
– Mam obsesję… Tak?  



Od Autora.

Jak myślicie czytelnicy,
Czy ta część czterdzieści łapek zaliczy?
Pozdrawiam. AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1618 słów i 9425 znaków, zaktualizowała 22 maj o 16:21.

5 komentarzy

 
  • Basiaa

    Ta druga część będzie lepsza niż pierwsza, która jest super, wspinasz się coraz wyżej. Brawo.  

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję bardzo.
    Miło mi.

  • Dyzio55

    Jak ja lubię tą lekturę. Czekam na dalsze części. Pozdrawiam👏😏👍

  • AHopeS

    @Dyzio55  Dziękuję bardzo

  • shakadap

    Brawo!
    Jak zwykle świetna robota!  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo

  • Kocwiaczek

    Muszę zacząć od początku, ale tę część przeczytałam jednym tchem. Umiesz pisać Autorko i oddawać emocje. Nigdy o tym nie zapominaj. Pozdrowienia!

  • AHopeS

    @Kocwiaczek Dziękuję bardzo.
    Jak najbardziej polecam przeczytania dzieii Mii i Samuela od samego początku.

  • Aladyn

    Droga Autorko. Twoja umiejętność dostrzegania i opisania takich relacji psychologicznych oraz reakcji osób uwikłanych w problemy, jest godna najwyższego uznania. Szczerze podziwiam Twoją wrażliwość i znajomość tego rodzaju spraw. Super!

  • AHopeS

    @Aladyn Serdecznie dziękuję.