Wybieram jeszcze raz [39]

Zatrzymałam się jak rażona piorunem. Odwróciłam się powoli o sto osiemdziesiąt stopni, patrząc, jak Lucas do mnie dobiega, dysząc.
- Co powiedziałeś? – spytałam nieśmiało. Spojrzał na mnie złowrogo, ale chyba nie był wściekły… a przynajmniej nie aż tak, jak powinien.
- Powiedziałem, że cię kocham, ty uparta, niemożliwa, nieznośna, ukrywająca ważne rzeczy kobieto – warknął. – A teraz idziemy na spowiedź.
Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Zastanawiałam się przez chwilę, gdzie mnie ciągnie, po czym zorientowałam się, że idziemy w stronę innego wejścia na plażę. Nie miałam okazji nim przejść, więc zdziwiłam się, że Lucas tak dobrze wie, gdzie idzie. Szłam za nim w milczeniu, a on prowadził mnie przez piasek na odludną część plaży. Może to i dobrze, bo szum fal powodował, że czułam się odrobinę spokojniej.
Lucas puścił moją rękę, by ustawić obok siebie dwa leżaki, po czym wskazał mi, żebym usiadła na jednym. Sam usiadł na tym naprzeciwko. Przełknęłam ślinę i usiadłam. Miał strasznie poważną minę. Zastanawiałam się, które pytanie padnie pierwsze.
Wbił we mnie ostry wzrok.
- Z kim oprócz mnie spałaś i kiedy?
Ech, wybrał najgorsze…
- Z Dorianem – powiedziałam, unikając jego wzroku. – Po tym… po tym, jak Michelle do ciebie przyszła i zerwaliśmy – westchnęłam i spojrzałam na niego. – Wiem, nie powinnam była tego robić. Byłam głupia. Tak strasznie zabolało mnie to, że uwierzyłeś jej, a nie mnie, że po prostu pojechałam do niego, upiłam się…
- Carly… - zaczął Lucas nagannym tonem, ale przerwałam mu:
- Tak. Wiem. Nawet nie masz pojęcia, jak okropnie się potem czułam – zwiesiłam głowę. Przez chwilę było słychać tylko szum fal, a potem Lucas zapytał bezbarwnym tonem:
- I co było dalej?
- Odsunęłam się od ciebie, bo bałam się, że jestem w ciąży z Dorianem i nie chciałam cię tym obarczać – westchnęłam, biorąc go nieśmiało za rękę. Nie wzmocnił uścisku, ani też nie rozluźnił. – Potem zrobiłam test. Był pozytywny. Byłam wściekła, pojechałam do Doriana i spytałam, dlaczego mnie nie powstrzymał, dlaczego nie założył prezerwatywy… i wtedy powiedział, że jest bezpłodny. To twoje dziecko – spojrzałam mu prosto w oczy i dodałam błagalnie: - To twoje dziecko i jestem za to naprawdę wdzięczna. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby okazało się inaczej.
Obserwowałam Lucasa z niepokojem. Utkwił wzrok gdzieś ponad mną. W końcu przeniósł go z powrotem na mnie i spytał z lekko zmarszczonymi brwiami.
- Kto to właściwie jest, ten cały Dorian?
- Hm, nie powiedziałam? – zmieszałam się. – Mieszkał naprzeciwko mnie w akademiku. Jak już mówiłam, tak cholernie tego…
- Cicho – przerwał mi. – Muszę to przetrawić.
Natychmiast zamilkłam i pozwoliłam, by zapatrzył się w przypływające fale. Obserwowałam jego profil, linię szczęki, którą pokrywał zarost. Była teraz mocno zaciśnięta, a ja żałowałam, że nie mogę czytać w myślach. Sama nie wiedziałam, czy mam dalej czekać cierpliwie, aż się odezwie, czy już zacząć uciekać. W końcu – miałam wrażenie, że minęła wieczność – Lucas westchnął głęboko i odwrócił się z powrotem do mnie.
- No dobra. Nie będę ukrywał, że jestem wściekły i że to mnie zabolało – chciałam mu przerwać, ale mi nie pozwolił. – Ale poniekąd jestem w stanie cię zrozumieć. Ja też nie byłem z tobą do końca szczery, jeśli chodzi o Michelle. A także z tym, co miałem ci powiedzieć po świętach, a nadal tego nie zrobiłem.
Prawda. Prawie o tym zapomniałam. Ale nie chciałam go zmuszać, żeby powracał do wspomnień, które – jak się domyślałam – nie były do końca przyjemne, dlatego powiedziałam szybko:
- Nie musisz mi o tym mówić, jeśli nie chcesz.
- Bądź cicho, ty uparta kobieto – mruknął znowu, ale na jego twarzy czaił się uśmiech. – Nie dasz mi nawet dojść do słowa. Muszę to wreszcie powiedzieć.
Milczałam, a Lucas dodał:
- No dobrze. Zacznijmy od Michelle. Tu właściwie nie ma aż tak dużo do mówienia. Nie powinienem odnawiać z nią kontaktu, wiem to. Powinienem też uwierzyć tobie, a nie jej. W końcu przecież wiedziałem, że już wcześniej nie zawsze zachowywała się jak zrównoważona osoba. Ale… ciężko to wyjaśnić, ale dzięki niej czułem jakąś silniejszą więź z naszym dzieckiem – westchnął. – Nigdy się nie urodziło, ale ja już je kochałem. Gdy Michelle znów zaczęła się pojawiać, wszystko mi się przypomniało. Nasze dziecko, którego nie było nawet na tym świecie. Chciałem po prostu… nawet przez chwilę znów mieć styczność z jedyną osobą, która choć trochę mogła zrozumieć, co czułem. Rozumiesz mnie?
- Tak – przytaknęłam cicho. I naprawdę rozumiałam. Michelle była jedynym łącznikiem między Lucasem a ich dzieckiem i jednocześnie jedyną drogą, by Lucas mógł poczuć choć trochę zrozumienia.
Nagle Lucas zadarł rękaw koszulki, odsłaniając tatuaż. Westchnął.
- Pamiętasz, co powiedziałem ci przed świętami?
Skinęłam głową.
- Że już kiedyś na kimś ci zależało, a potem wszystko się spieprzyło i dlatego bałeś się tego, co się zaczęło dziać między nami.
- No właśnie – powiedział, podnosząc na mnie wzrok. – A ten tatuaż jest częścią tej historii.
- Przeczytałam ten tekst – przyznałam się. – Ostatnio, gdy u mnie zasnąłeś. Przepraszam. Nie mogłam się oprzeć.
- Nie mam ci tego za złe – zakrył ramię z powrotem. – Cała historia wiąże się z moją przyjaciółką z dzieciństwa, Rose.
Milczałam, a Lucas po chwili ciągnął dalej:
- Przyjaźniliśmy się od dziecka. Nasze mamy były przyjaciółkami, więc siłą rzeczy i my spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Razem stawialiśmy babki z piasku, razem chodziliśmy do toalety, jak to dzieci – byliśmy po prostu nierozłączni. Mieszkała niedaleko mnie, więc chodziliśmy też do tych samych szkół. Nic się nie zmieniało między nami. Wkrótce wiele osób zaczęło sądzić, że byliśmy parą, ale ani ona, ani ja wiedzieliśmy, że nie czujemy do siebie nic poza zwykłą przyjacielską więzią. Nie miałem rodzeństwa, więc ona była dla mnie jak siostra. Choć mieliśmy po tyle samo lat, to czułem się za nią odpowiedzialny. Kochałem ją jak siostrę i myślałem, że wiem o niej wszystko. Zawsze powierzała mi swoje najgłębsze tajemnice, ale potem okazało się, że nie wiedziałem o najważniejszym.
- To znaczy o czym? – wyszeptałam i nagle poczułam gęsią skórkę na całym ciele. Lucas podniósł na mnie udręczony wzrok.
- Tego właśnie nie wiem do dzisiaj i nie dowiem się już nigdy. Ale coś było nie tak. Nie wiem, czy z nią, czy ktoś jej coś kiedyś zrobił… ale nie zauważyłem nigdy, by coś ją trapiło. Zazwyczaj była pogodna, pełna radości. Ale gdy mieliśmy po siedemnaście lat, pewnego dnia nie przyszła do szkoły. Dzwoniłem do niej, ale nie odbierała. Gdy wróciłem do domu, zastałem moją mamę przy telefonie, całą zapłakaną. Okazało się, że Rose popełniła samobójstwo… i nikt, cholera, nie wiedział dlaczego. Nie masz pojęcia, jak się wtedy czułem. Znałem ją całe swoje życie, myślałem, że byłem osobą, której ufała i której mogła wszystko powiedzieć. Ledwie dzień wcześniej wracaliśmy razem ze szkoły, a następnego dnia już jej nie było. Dopiero później przypomniałem sobie, że tamtego dnia pożegnała się ze mną jakoś inaczej. Powiedziała coś w stylu „mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać, żeby znowu cię zobaczyć”. Wtedy potraktowałem jej słowa humorystycznie, myślałem, że żartobliwie wypomina mi moje częste spóźnianie się na spotkania albo do szkoły. Dopiero teraz rozumiem, co mogła mieć na myśli…
Oczy miałam pełne łez, zresztą Lucas też wyglądał słabo. Odetchnął i kontynuował:
- Rozmawiałem później z jej mamą. Powiedziała mi, że Rose już jako dziecko miewała takie dni, że zamykała się w pokoju i nie chciała z nikim rozmawiać. Owszem, pamiętam, że czasami mówiła, że nie może się ze mną spotkać, ale zazwyczaj był ku temu powód – mówiła, że jedzie gdzieś z rodzicami, że przyjeżdża do niej koleżanka; te wszystkie wymówki były normalne. Ale widocznie to, co się z nią działo, trwało od samego początku – spojrzał na mnie zaszklonymi oczami. – Od dnia, gdy się zabiła, codziennie żyję w poczuciu winy, że nic nie zauważyłem. Jej rodzice zresztą też. Dlatego właśnie studiuję pedagogikę naturalistyczną. Żeby wiedzieć, jak wykryć, gdy z dzieckiem coś się dzieje. Żeby uratować dzieci z podobnymi problemami od takiego losu, jaki spotkał Rose… jaki by on nie był. Właśnie dlatego bałem się tego wszystkiego między nami i momentami nie wiedziałem, jak się zachować. Bałem się, że znowu się do kogoś przywiążę... za bardzo... a potem wszystko znowu się rozpieprzy. Nie zniósłbym drugiego poczucia winy - przygryzł mocno wargę.
- To nie twoja wina – odezwałam się nagle, przełykając łzy. – Ludziom… czasami ciężko mówić szczerze, nawet, jeśli ufają. Ja też bałam się powiedzieć ci o Dorianie… o ciąży… o tym, że cię kocham – wyszeptałam, czując, że mówię to w kompletnie niewłaściwym momencie, ale te słowa wreszcie ze mnie wypłynęły – szybko i gwałtownie. Lucasowi rozszerzyły się oczy. – Kocham cię – powtórzyłam łamiącym się głosem. – I ufam ci, ale bałam się to powiedzieć. Sama nie wiem, co mnie powstrzymywało. Może brak odwagi. Może bałam się twojej reakcji. Nie możesz sobie teraz wyrzucać, że czegoś nie zauważyłeś. Wszystko da się ukryć. To nie jest twoja wina. Jej też nie. Wybrała to, co jej zdaniem było najlepsze. Teraz jest jej lepiej. Musisz w to wierzyć.
Nic nie odpowiedział, a ja przytuliłam się do jego ciepłego ciała, próbując poukładać sobie w głowie to, co właśnie usłyszałam. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że usłyszę od Lucasa coś takiego. Serce prawie mi pękało… a jak on musiał się czuć, gdy się o tym wszystkim dowiedział…
- Słowa w tatuażu – podjął Lucas, a ja odsunęłam się od niego i spojrzałam jeszcze raz na czarną spiralę na jego ramieniu. – To słowa z jej pamiętnika. Po jej śmierci przejrzałem jej pokój. Znalazłem pamiętnik i miałem nadzieję, że z niego dowiem się coś więcej, ale to na nic. Prawie wszystkie kartki były wyrwane. Nie wiem, co z nimi zrobiła. Szukałem ich wszędzie, ale nie mogłem znaleźć. Została tylko jedna strona, na której napisała właśnie te słowa. „Jestem aniołem, jeśli tylko mogę zostać podłączona ponownie. Rozkopuję górę i dół, by znaleźć świat, który znam” – przygryzł wargę. – Dlatego wytatuowałem sobie na ramieniu jedyną rzecz, którą po sobie pozostawiła. Jedyną, cholerną pozostałość po mojej przyjaciółce, która opuściła ten świat bez słowa wyjaśnienia.
- Ona pragnęła być gdzie indziej – powiedziałam cicho, podnosząc rękę i przykładając mu ją do policzka. – Chciała być w górze, z aniołami. To widocznie miało być jej miejsce. Może powinniśmy się cieszyć, że jest tam, gdzie wiedziała, że będzie szczęśliwsza.
- Codziennie mam na to nadzieję – zachrypiał. – Mam nadzieję, że jest tam szczęśliwa.
Złączeni w uścisku, trwaliśmy tak przez dłuższy czas. W końcu Lucas otrząsnął się i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Czyli będziemy rodzicami.
- Tak – przytaknęłam ostrożnie. – Jeśli ty nadal chcesz…
- Jasne, że chcę – przerwał mi. – Jak mógłbym nie chcieć? Kocham cię, kobieto. I nosisz w sobie nasze dziecko – nagle mnie pocałował, a ja poczułam przyjemne ciepło w środku. – Teraz już się mnie nie pozbędziesz.
- Nigdy nie chciałam – szepnęłam, trzymając go mocno za rękę. Zapadał już wieczór i zaczynało robić się chłodno, ale ledwo to odczuwałam. Nareszcie oboje mieliśmy czyste konto. Nareszcie – po tylu miesiącach – mogliśmy pójść dalej.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2258 słów i 12280 znaków.

7 komentarzy

 
  • Czarodziejka

    Jak zawsze super <3

  • candy

    @Czarodziejka <3

  • kaay~

    <3 <3 <3 <3

  • Olifffka

    Wow wzruszyłam się. Kocham  <3

  • Lovcia

    <3  <3  <3

  • sweetgirl5642

    To jest po prostu CUDOWNE!!!  <3  <3 <3

  • candy

    @sweetgirl5642 dziękuję <3

  • Ania13477

    no mega!! <3

  • candy

    @Ania13477 <3

  • Krolewna

    <3  :kiss:  :bravo:  :D

  • candy

    @Krolewna <3