W objęciach światła – rozdział 15

W objęciach światła – rozdział 15Hayley

Byłam szczęśliwa. Chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak szczęśliwa, jak teraz. Z Nickiem. Nie widziałam się z nim od tamtego późnego wieczora, kiedy dzwonił i prosił, żebym przyjechała. Byłam wtedy w trakcie wykonywania zlecenia, ale nie mogłam mu odmówić. I tak miałam jeszcze czas. Nie wiedziałam, dlaczego wypił aż tyle piw, bo skoro rozmazywały mu się literki na ekranie telefonu, to musiał wypić ich sporo. Może miało to związek z niezbyt miłą rozmową z matką Patricii, a może z czymś innym. Nie chciał powiedzieć, a ja nie drążyłam. Najważniejsze było to, że w końcu byliśmy razem. Od kilku dni więc siedziałam i pracowałam. Robiłam przerwy na spacery z Milo, gotowanie i jogę, bo od siedzenia przy biurku tyle godzin mięśnie mi sztywniały, a po ćwiczeniach zawsze czułam się lepiej. Jeden wieczór wygospodarowałam na spotkanie z przyjaciółmi. Kevin wrócił już z Florydy i mogliśmy się spotkać w pełnym składzie. Nie zamierzałam się tak od razu chwalić, że byłam w związku, ale dziewczyny do razu zauważyły, że coś było na rzeczy. Zwłaszcza, że uśmiechałam się do ekranu komórki jak głupia, bo Nick do mnie pisał — tak więc musiałam im wszystko opowiedzieć.
Był czwartek, właśnie wróciłam z parku z psem, kiedy mój telefon zawibrował. Od razu po niego sięgnęłam, myśląc, że to Nick i na mojej twarzy już pojawił się uśmiech — jednak to było powiadomienie z grupy na messengerze, którą stworzył Will. Zdziwiłam się. Przecież był w pracy.
Will: Co robicie jutro?
Nick: Niektórzy pracują.
Hayley: Właśnie.
Will: To słabo. Myślałem, że pójdziemy na pizzę. We czwórkę.
Nick: Możemy iść, ale przed moją zmianą.
Will: No to ustalone.  
Hayley: A mnie już nikt nie zapyta?
Will: Ty masz niestandardowe godziny pracy. Dostosuj się.
Prychnęłam. Dostosuj się? Poważnie?
Hayley: Żebyś czasem ty nie musiał się dostosować do braku obiadu po powrocie do domu.
Nick: To wtedy zamówi sobie pizzę.
Will: Albo chińszczyznę.
Hayley: Dupek.
Will: Zołza.
Nick: I ja.
Will: To brzmi jak tytuł książki albo filmu.
Nick: Raczej tytuł jakiegoś porno. I to słabego.
Hayley: Poważnie?  
Nick: Mogłabyś narysować do tego jakąś okładkę.
Hayley: Po moim trupie.
Will: I kasa przeszła ci koło nosa.  
Hayley: Jakoś to przeżyję. To o której ta pizza?
Nick: 17?
Will: Pasuje. Spotkamy się na miejscu?
Nick: Gdybyś tylko sprecyzował, o jaką pizzerię chodzi… Ale po co, zapomniałem, że w Bostonie jest tylko jedna.
Will: No o tą, co zawsze.
Hayley: Bardzo precyzyjnie.
Will: Wyślę wam linka. A właściwie Nickowi, bo przecież ty pojedziesz ze mną.
Nick: Aha, czyli Hayley dostaje podwózkę, Emma pewnie też, tylko ja mam tam gnać w pojedynkę.
Will: Przecież i tak idziesz potem do pracy.
Nick: ...niech ci będzie.
Will: To jesteśmy umówieni. Spadam, bo przerwa mi się kończy.

Czyli Nicka zobaczę dopiero jutro i… i co? Nie będę mogła go nawet pocałować na przywitanie, bo Will będzie patrzył. Może skoro zostaliśmy parą, powinniśmy mu powiedzieć, ale przecież minęło dopiero kilka dni. Nie wiedziałam, czy chciałam już poznać reakcję mojego brata. Może jeszcze trochę zaczekamy.  
***
Piątek poświęciłam na dokończenie zleceń i posprzątanie mieszkania. Nie musiałam gotować, więc mogłam ten czas wykorzystać w inny sposób. Włączyłam serial i malowałam paznokcie. Will wrócił wcześniej z pracy i poszedł się przebrać. Ja zdążyłam się już zrobić makijaż, więc stałam przed szafą i próbowałam wymyślić, co założyć. W końcu wyciągnęłam krótką sukienkę hiszpankę w kwiaty. Udało mi się znaleźć w jednym z pudeł baleriny ze wstążkami, które wiązało się wokół kostki. Kilka sekund po tym, jak się ubrałam, Will mnie zawołał. Pojechaliśmy po Emmę i od niej prosto do pizzerii. Nicka jeszcze nie było, ale weszliśmy do środka i zajęliśmy stolik. Mój brat siedział naprzeciwko mnie, obok niego Emma, a koło mnie czekało wolne miejsce na mojego chłopaka, którego nie mogłam jeszcze tak nazywać przy Willu. Nadal nie wierzyłam, że byliśmy razem i określenie “mój chłopak” brzmiało dziwnie nawet w mojej głowie.
Nagle drzwi pizzerii trzasnęły i po chwili poczułam znajome perfumy, które owionęły mnie, gdy Nick nagle usiadł obok.
— Hej, hej, już jestem — rzucił zdyszanym tonem do wszystkich, w moją stronę posyłając jedynie lekki uśmiech.
— Hej — odpowiedziałam, czując motylki w brzuchu na jego widok.
— No, nareszcie. Umieram z głodu, a ty się spóźniasz — powiedział Will.
— A ty pewnie przesadzasz. Ile czekaliście, dwie minuty?
— Może trzy — zaśmiałam się.
— No, to rzeczywiście, za każdą minutę powinienem dostać rok w więzieniu, bo żołądek Willa jest odrobinę bardziej pusty niż zwykle.
— Nie dramatyzuj. To jak to robimy? Zamawiamy jedną wielką pizzę, czy dwie mniejsze, ale różne dodatki?
— Ja dramatyzuję? — Nick wywrócił oczami. — Podobno dwie średnie pizze są większe niż jedna duża, więc jestem za tą opcją.
— Ja też. Weźmiemy dwie różne i może pieczywo czosnkowe? — odezwała się Emma.
— Tak, pieczywo czosnkowe obowiązkowo. Pasuje ci, Will? — Spojrzałam na brata.
— Pasuje. Jakie chcecie dodatki?
Wybraliśmy dodatki po dłuższej dyskusji i zamówiliśmy. Kelnerka przyniosła nam napoje i pieczywo czosnkowe. Rozmawialiśmy, a ja z zazdrością patrzyłam, jak Emma i Will wymieniają spojrzenia, niby przypadkiem się dotykają. Też tak chciałam. Tymczasem siedziałam obok Nicka i nic nie mogłam zrobić. On z pozoru normalnie uczestniczył w rozmowie i niczym się nie zdradzał, ale nagle poczułam na swoim kolanie jego rękę, sunącą powoli w górę, po udzie. Serce zaczęło mi szybciej bić i spojrzałam na niego ukradkiem, ale on nawet na mnie nie zerknął. Był dobrym aktorem; po jego twarzy nic nie było widać. Tak jakbyśmy nadal byli tylko kolegami — ale jego ręka mówiła co innego.
Ja nie umiałam tak udawać. Wypiłam kilka łyków zimnej coli, ale to nic nie dało. Nadal było mi gorąco. W głowie pojawiło się wspomnienie seksu w toalecie na weselu, ale przecież tutaj nie mogliśmy tak zrobić. Nie, kiedy siedzieliśmy z moim bratem przy stoliku. Miałam wrażenie, że Will nas obserwował, ale może mi się tylko wydawało. Musiałam przestać myśleć o seksie, bo inaczej będzie kiepsko. A dłoń Nicka niczego nie ułatwiała. Złapałam ją więc swoją, zatrzymując wędrówkę w górę mojego uda, ale on tylko ścisnął mnie mocno, dając do zrozumienia, że nie zamierzał puszczać. Założyłam nogę na nogę i trąciłam stopą jego łydkę.  
Kelnerka przyniosła nasze pizze i zaczęliśmy jeść. Chyba wszyscy byliśmy głodni, bo nikt się nie odzywał, a przynajmniej dopóki każdy nie zjadł pierwszego kawałka. Nick zabrał rękę, ale i tak nie mogłam się skupić na rozmowie, bo moje myśli krążyły tylko wokół jednego. Kiedy już byłam pełna, oparłam się wygodnie i popijałam colę, a po chwili trąciłam nogę Nicka swoją. Jego ręka znowu wylądowała na moim udzie, a moje serce ponownie przyspieszyło. Kiedy przesunął ją w górę, gwałtownie wciągnęłam powietrze, czym przyciągnęłam uwagę Willa.
— Hayley? — Patrzył na mnie podejrzliwie. — Wszystko w porządku?  
I co miałam teraz zrobić? Myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi. Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że wszystko okej i że to tylko Nick mnie dotykał.
— Ja… — zaczęłam, gorączkowo myśląc, co powiedzieć. — Przepraszam, muszę… — Wstałam i poszłam prosto do łazienki, nawet się nie oglądając.
Pewnie byłam już cała czerwona. Ale wtopa. Na szczęście pomieszczenie było puste, więc mogłam ochłonąć i zebrać myśli. Ochlapałam policzki zimną wodą. Co miałam teraz zrobić? Jeśli tam wrócę, a Nick znowu mnie dotknie, to nie dam rady wysiedzieć do końca. Nie mogłam udawać, że mnie to nie ruszało. Musiałam więc wyciągnąć stąd Nicka, żebyśmy mogli być sami. Będę musiała znowu okłamać brata.
Wzięłam głęboki wdech i wyszłam z łazienki. Podeszłam do naszego stolika, ale nie zajęłam swojego miejsca.
— Źle się czuję — oznajmiłam.
Wszyscy troje na mnie patrzyli i było mi głupio. Miałam nadzieję, że Nick załapie, o co mi chodziło.
— Boli cię? — Will od razu się przejął. Nie musiałam się zbytnio starać. Uwierzył. — Zawiozę cię do domu.
— Daj spokój — odezwał się nagle Nick i też wstał. — Ja ją odwiozę. W końcu i tak jadę do pracy. A wy możecie jeszcze posiedzieć i całkiem pozbawić pizzerię zapasu pieczywa czosnkowego.
— Ale… Miałem jechać później do Emmy, może jednak przyjadę do domu.
O, nie. Will, nie rób tego.
— Po co? — zapytałam, starając się brzmieć, jakbym naprawdę cierpiała. — I tak mi nie pomożesz. Zajmij się lepiej swoją dziewczyną.
Will patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, aż w końcu westchnął.
— Dobra, ale gdyby coś się działo…
— Tak, wiem, zadzwonię — przerwałam mu. Chciałam już stąd wyjść, a on wszystko przedłużał. — Udanej randki. Pa, Emma.
— Pa, Hayley — odpowiedziała, a potem uśmiechnęła się tak, jakby dobrze wiedziała, że kłamałam.
Ruszyłam do drzwi, zerkając na Nicka tylko raz. On pomachał Willowi i Emmie, a gdy wyszliśmy, zaczął szczerzyć się jak wariat.
— Utulić cię do snu, skarbie? — zamruczał, otwierając samochód.
Skarbie. Motyle w moim brzuchu oszalały.
— Koniecznie, kochanie — odpowiedziałam, uśmiechając się.
Chyba nie mógł się doczekać, bo mocno wdepnął w gaz i pokonał drogę w rekordowo szybkim czasie. Parę długich minut później otwierałam drzwi, choć było to trudne z Nickiem całującym mnie po szyi i kładącym ręce na mojej talii. W końcu udało nam się wejść do środka. Obróciłam się do niego przodem, oplatając ręce wokół jego szyi i wpiłam się w jego usta. Chwilę później poczułam mokry nos na łydce. Zapomniałam o Milo, który przyszedł się przywitać. Nick pogłaskał go szybko, ale sekundę później wziął mnie na ręce i skierował się prosto w stronę swojego dawnego pokoju. Musiałam opleść go nogami w biodrach, żeby nie spaść. Gdy tylko zamnkęły się za nami drzwi, opuścił mnie na łóżko i zaczął rozbierać. Podciągnął sukienkę aż do biustonosza i delikatnie chwycił zębami kawałek skóry na brzuchu.  
— Lepiej się czujesz? — wydyszał, podnosząc głowę i posyłając mi szelmowski uśmiech. Jego czarne włosy nie były już tak ułożone jak przed chwilą, gęste czarne loczki opadły mu na czoło.  
— Jeszcze nie. Musisz mnie bardziej utulić.
Nick odchylił się lekko do tyłu, by zdjąć przez głowę swoją koszulkę.
— A teraz?
— Chyba mi się poprawia, ale nie jestem pewna. Kontynuuj.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej i zszedł z łóżka. Powoli zaczął rozpinać sobie spodnie. Zbyt powoli.  
— Nadal się poprawia?
— Oj, chyba przestało. Robisz to zbyt wolno.
— Oj, przepraszam. — Nagle pozbył się spodni w sekundę, zostając w samych bokserkach, wyraźnie wybrzuszonych. — To co, już gotowa, by się tulić?
Podniosłam się do pozycji siedzącej i zdjęłam przez głowę sukienkę, a potem bieliznę.
— Jeszcze nie. Chyba jeszcze trochę kręci mi się w głowie. — Przyłożyłam przedramię do czoła i opadłam na pościel, zerkając na bokserki Nicka.
— Hmm, co mogę na to poradzić? — Nagle ściągnął bokserki, przybliżył się znowu do łóżka, chwycił mnie za biodra i gwałtownie obrócił o sto osiemdziesiąt stopni. Rozchylił mi nogi i po chwili wszedł we mnie od tyłu. Jęknęłam głośno, zaciskając dłonie na kołdrze. Trzymał mnie mocno za biodra i nabijał na siebie. W pewnym momencie pochylił się tak, że na mnie leżał i przygryzał lekko płatek mojego lewego ucha, później skórę na szyi. Było mi dobrze, ale nie przepadałam za tą pozycją, więc wydyszałam:
— Nick, zamiana. Teraz ja na górze.
Od razu się ze mnie wysunął i opadł na plecy. Usiadłam na nim, kładąc dłonie na jego piersi i zaczęłam poruszać biodrami. Pochyliłam się, żeby złapać zębami jego dolną wargę. Rozszerzył lekko nogi i uniósł biodra, przez co czułam go jeszcze głębiej. Wyprostowałam się, jęcząc cicho, spojrzałam mu w oczy i przyspieszyłam. Przez parę kolejnych chwil oboje poruszaliśmy się szybko, cali mokrzy i spoceni, aż w końcu opadłam na niego i łapaliśmy oddech.
— Jeśli nadal czujesz się źle, to uznam, że niezbyt dobrze mi poszło — odezwał się po chwili Nick.
— Czuję się wspaniale — powiedziałam z uśmiechem.
— Czyli mogę już zostawać lekarzem.
Zaśmiałam się.
— Ale tylko moim.
— Tylko — potwierdził, całując mnie delikatnie w nos. — Chciałbym jeszcze poleżeć, ale muszę się zbierać.
— Szkoda — westchnęłam. — Kiedy się zobaczymy?
— Kiedy chcesz.  
— Jak najszybciej. Kiedy masz wolne?
— Dopiero na początku tygodnia. Pracuję cały weekend.  
Uniosłam się lekko na łokciu i dotknęłam palcami jego policzka.
— Już tęsknię — powiedziałam cicho.
— On też — rzucił żartobliwie, poruszając lekko biodrami — nadal znajdował się we mnie.
— Nie masz czasu na prysznic? — zamruczałam, muskając jego usta swoimi.
— Nie kuś, bo się spóźnię.
— No, dobra. Następnym razem. — Podniosłam się powoli i wstałam z łóżka.
— Odbijemy sobie — rzucił, też się podnosząc.
Uśmiechnęłam się, wiążąc włosy, a Nick się ubierał. Pożegnaliśmy się i kiedy zamknęłam za nim drzwi, zaczęłam żałować, że już tutaj nie mieszkał, bo wtedy widywalibyśmy się częściej. Chociaż może to i lepiej, że miał teraz swoje mieszkanie. Mogliśmy zatęsknić za sobą i nie było obawy, że nagle wróci Will. No i mogłam się skupić na pracy, wiedząc, że nie było go tuż za ścianą.


Nicholas

A więc tak wyglądał świat, gdy było się szczęśliwym.
“Pizza” miała ciekawy finał. Podobało mi się takie wymykanie się, niewinne kłamstewka, choć tak naprawdę pozostała tylko jedna osoba nieznająca prawdy — Will. Emma już o wszystkim wiedziała i na bank wiedziała też, że Hayley tak naprawdę wcale nie czuła się źle. Doceniałem jednak, że o niczym nie powiedziała Willowi. To nie była jej sprawa. Jeśli chodziło o mnie, to mogłem już powiedzieć Willowi o wszystkim, ale decyzja należała do Hayley i czekałem, aż to ona zdecyduje, że jest już gotowa.
Seks z nią był niesamowity. Gdybym musiał z tym poczekać… Poczekałbym. Ale od tego zaczęliśmy i cholernie dobrze było wrócić. W końcu byłem tego świadomy. Bałem się, że sprawiałem jej ból — a raczej sprawiała go endometrioza — ale nic na to nie wskazywało. Chyba by mi powiedziała? I tutaj w mojej głowie odezwał się wredny głos, który mówił: “o waszym pierwszym seksie też ci nie powiedziała”.
Nie. Nie chciałem wracać do tej sytuacji. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. Musiałem wierzyć i jej ufać, że gdyby ją bolało, to powiedziałaby mi o tym. Albo sam zobaczyłbym, że sprawiam jej ból. Wydawało się jednak, że seks sprawiał jej tyle samo przyjemności, co mnie. Byłem szczęśliwy. Chyba po raz pierwszy w życiu byłem w związku z kimś, kto był do mnie tak dopasowany jak Hayley. Kim była pierwszą z moich poważniejszych dziewczyn, ale co z tego? Te dwa lata okazały się żartem. A z Hayley… Mimo że zaczęło się między nami źle, doczekaliśmy się fianłu, który uszczęśliwiał nas oboje. Bardzo chciałem, żeby tak zostało, mimo że mój mózg wciąż atakowały negatywne myśli, które twierdziły, że za chwilę coś się spieprzy. Próbowałem ich do siebie nie dopuszczać, ale to nie znaczyło, że ich tam nie było.  
Żałowałem, że pracowałem cały weekend, ona też miała dużo swoich zajęć i nie było kiedy się spotkać. Wymienialiśmy wiadomości na Messengerze, ale to nie było to samo — musiałem też odsypiać pracę w dzień, przez to doba gwałtownie się skracała. Nie mieliśmy dla siebie tyle czasu co do tej pory. Przez to, że mieszkałem gdzie indziej, było jeszcze trudniej — to wszystko popchnęło mnie do czegoś, co nie sądziłem, że zrobię akurat z Hayley. Na samą myśl miałem głupkowaty uśmiech. Wyszedłem spod prysznica, bo niedługo musiałem zbierać się do pracy. Już miałem sięgać po drugi ręcznik, by się wytrzeć, ale zamiast tego wziąłem do ręki komórkę i włączyłem przedni aparat, ustawiając obiektyw na swoją klatkę piersiową i brzuch, jeszcze wilgotne po myciu. Spojrzałem prosto w ekran i uśmiechnąłem się lekko. Zdjęcie kończyło się tuż nad ręcznikiem, zawiązanym luźno wokół bioder. Od razu wysłałem je Hayley na Messengerze i uśmiechnąłem się szeroko, gdy po chwili je odczytała. Dodała reakcję — serduszko — ale nic poza tym. Niczego nie napisała i pomyślałem, że może robiła sobie podobne zdjęcie, jednak po chwili przestała być aktywna. Zielona kropka przy jej zdjęciu profilowym zniknęła. Zmarszczyłem brwi. Nie podobało mi się to. Już jej nie podniecałem? Może lubiła mnie oglądać bez koszulki, ale później zaczęliśmy regularnie uprawiać seks i już nie robiło to na niej takiego wrażenia. No cóż, już i tak nie mogłem tego cofnąć. Odrzuciłem gdzieś telefon i zacząłem się ubierać. Niedługo później usłyszałem pukanie do drzwi. Pomyślałem, że to może Angelika znowu postanowiła mnie opieprzyć za to, że się nie odzywałem, ale za drzwiami stała Hayley. Miała na sobie sukienkę i trampki, różowe włosy rozpuszczone, a na twarzy zero makijażu.
— Cześć, kochanie — powiedziała, podchodząc bliżej i wspinając się na palce, żeby mnie pocałować.
— Yyy… cześć. — Pocałowałem ją, obejmując w pasie, czując się dziwnie, gdy usłyszałem, jak mnie nazwała. Nadal się do tego nie przyzwyczaiłem. — Nie mówię, że się nie cieszę, że cię widzę, ale zaraz wychodzę do pracy.
— Wiem o tym. Ja też pracowałam, kiedy wysłałeś mi to zdjęcie, wiesz? — Odsunęła się trochę, a nogą zamknęła drzwi. — Miałam ci wysłać podobne, ale stwierdziłam, że to będzie lepsze. — Odłożyła swój mały plecak na podłogę, złapała za krawędź sukienki i zdjęła ją przez głowę, zostając w czarnej, bardzo wyciętej bieliźnie.
Odebrało mi mowę. Patrzyłem na nią, nie wiedząc, co robić. Z jednej strony chciałem od razu zedrzeć z niej tą bieliznę, a z drugiej… kurwa, musiałem wyjść do pracy. Chciała mnie dobić? Chciała, żebym przez całą zmianę miał ciasne spodnie?
— A więc zdjęcie ci się podobało? — mruknąłem, przyciągając ją bliżej i wdychając jej zapach.
— No chyba właśnie to oznacza serduszko. — Uśmiechnęła się.
— Taka jesteś cwana? — Ręką chwyciłem jej pośladek i mocno ścisnąłem. — Bo chętnie bym cię teraz przeleciał… nawet kilka razy. A nie mogę — dodałem tonem rozkapryszonego dziecka. — Nie zdziwię się, jak ktoś dostanie bezalkoholowego drinka, bo będę przez ciebie rozkojarzony.
— Nie martw się, zaczekam tu na ciebie. Jakoś będziesz musiał sobie poradzić. Ty mnie też rozkojarzyłeś i popatrz, poradziłam sobie. — Przygryzła lekko moją dolną wargę.
— Po tobie nie widać podniecenia — jęknąłem prosto w jej usta, po czym wziąłem jej rękę i przycisnąłem do swojego krocza, by poczuła twardego penisa. — Jak mam sobie z tym poradzić?
— Za ile musisz wyjść?
— Za… — Zerknąłem na zegarek. — Jakieś pięć minut.
— Szkoda. Miałam pewne plany, ale skoro musisz już iść…
Cicho wypuściłem powietrze z ust.
— A jakie plany?
— Przekonasz się, gdy wrócisz. — Pocałowała mnie, a potem ruszyła w stronę kanapy, zostawiając swoją sukienkę na podłodze.
— Nie — jęknąłem, patrząc na nią, jak kładła się na kanapie. — Może… się spóźnię…
— Jesteś pewny?
— Zależy, ile zajmą twoje plany. — Ruszyłem w jej stronę. Już nie chciałem jechać do pracy. Mogłem spóźnić się parę minut. Pochyliłem się i pocałowałem ją mocno.
Oddała pocałunek, oplatając mnie nogami w pasie i przewróciła na kanapę. Chwilę później już siedziała na mnie, rozpinając mi spodnie.
— To nie zależy tylko ode mnie — zamruczała prosto w moje usta.
— Racja. — Sięgnąłem ręką do dolnej części jej bielizny.
— Nie. — Złapała moją dłoń. — Na to nie mamy czasu.
Przesunęła się, żeby zdjąć mi spodnie i bokserki, a potem złapała dłonią mojego penisa, pochyliła się i patrząc mi w oczy, polizała jego nasadę. Niemal zachłysnąłem się powietrzem, bo nie spodziewałem się, że to zrobi. Nie mogłem się powstrzymać, wsunąłem dłoń w jej włosy, lekko wypychając biodra. Objęła ustami główkę, jednocześnie poruszając dłonią. Nie pierwszy raz dziewczyna robiła mi loda, ale tym razem… Było lepiej niż kiedykolwiek. Nie trwało to długo, bo byłem dość napalony. Zdecydowanie warto było wysłać jej to zdjęcie. Niemal zafascynowany patrzyłem, jak Hayley połyka całą spermę. Chyba napięcie w kroczu powinno mi zelżeć, ale wcale tak nie było, bo chciałem więcej — szkoda tylko, że naprawdę musiałem już iść.
— To było… — Musiałem uspokoić oddech. — Nawet nie wiem, jak to określić, chyba mam wyłączony mózg. — Wyciągnąłem rękę i delikatnie dotknąłem kciukiem jej ust. — Więc powiem po prostu: dziękuję.
— Proszę. Teraz powinieneś być mniej rozkojarzony. — Uśmiechnęła się. — Ciąg dalszy, gdy wrócisz. Chyba że mam sobie iść.
— Ani mi się waż. — Podciągnąłem bokserki i zapiąłem spodnie, ale nie mogłem oderwać od niej wzroku. — Masz tu zostać. I… jesteś cholernie seksowna, gdy tak klęczysz, wiesz?
— Dobrze wiedzieć. — Jej uśmiech się poszerzył, a policzki zarumieniły. — Pocałowałabym cię na pożegnanie, ale to chyba nie jest dobry pomysł w tej chwili.
Parsknąłem śmiechem.
— Raczej nie. Teraz możesz sobie odpocząć. A gdy wrócę… — Podźwignąłem się z kanapy. — Lepiej, żebyś nie spała.
— Najwyżej mnie obudzisz.
— Żebyś wiedziała. — Dałem jej szybkiego buziaka w policzek i niemal pobiegłem do drzwi.
***
Mimo wszystko było ciężko skupić mi się na pracy, gdy wiedziałem, że w mieszkaniu czekała na mnie Hayley, zapewne rozebrana, leżąca w moim łóżku. Nadal rozpamiętywałem to, co zrobiła. Warto było się spóźnić, choć ostatecznie i tak nic się nie stało i nikt nawet nie zauważył, że dojechałem na miejsce parę minut po czasie. Szkoda tylko, że cała zmiana strasznie mi się dłużyła, ale w ogóle nie chciało mi się spać, byłem zbytnio rozbudzony perspektywą tego, co zrobimy, gdy wrócę. Gdy zmiana się skończyła, uwinąłem się ze sprzątaniem w rekordowo szybkim czasie i szybkim krokiem poszedłem do samochodu. Równie szybko dojechałem do domu. Gdy otwierałem drzwi, przez chwilę myślałem, że Hayley jednak zasnęła, bo wokół było ciemno i cicho. Podszedłem do kanapy i wtedy zobaczyłem, że jednak nie spała. Położyłem się obok niej.
— Jestem — powiedziałem cicho, przytulając ją do siebie. — Masz ładną koszulkę. — Widziałem, że wzięła którąś z moich.
— Mojego chłopaka — wymruczała. — Podoba ci się?
Wyczułem jej miętowy oddech, więc ją pocałowałem.
— Tak. Ma chłopak gust.
— Też tak sądzę. Jak było w pracy? Bardzo byłeś rozkojarzony? — Przeczesała palcami moje włosy.
— Byłbym bardziej, gdybyś nie zrobiła tego, co zrobiłaś… ale i tak niezbyt mogłem się skupić. — Przesunąłem rękę na jej odkryte udo. — Wychodzi na to, że ja też odkrywam twoje nowe twarze. Wydawałaś się taka niewinna.
— Przy tobie robię się taka… niegrzeczna. — Musnęła swoimi ustami moje.
— Cieszę się, że tak na ciebie działam. — Niby przypadkiem zahaczyłem palcami o krawędź jej bielizny. — A chcesz dalej być niegrzeczna, zanim pójdziemy spać?
— Chcę. — Wsunęła dłonie pod moją koszulkę i dotknęła brzucha. — Rozbieraj się.
Zmęczenie — o ile w ogóle jakieś czuliśmy — szybko minęło. Cieszyłem się, że była obok. Cieszyłem się, że w końcu miałem z kim spać — i nie spać.  
Nie chciałem już dłużej być sam. Chciałem być tylko z nią.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4459 słów i 24768 znaków.

1 komentarz

 
  • Gazda

    Ok jak gorąco🤪🤪🤪 i miło.👋👋👋👋

  • candy

    @Gazda upały za oknem, a my jeszcze dokładamy swoje podnoszenie temperatury :D

  • Gazda

    @candy tylko żeby potem nie było gradobicia😆😆😆😆