W objęciach światła – rozdział 10

W objęciach światła – rozdział 10Nicholas

W końcu — pocałowałem ją. Dałem sobie spokój z ostrożnością i z powstrzymywaniem się. Może jednak mieszkanie samemu w końcu wyszło mi na dobre, skoro dogłębnie przemyślałem sprawę i stwierdziłem, że właściwie nic takiego się nie stało. Okłamała mnie, ale już bez przesady. Sam też nie byłem święty. Nie była w ciąży, nie spała z nikim innym, właściwie nie było absolutnie żadnego powodu, dla którego nie mieliśmy zacząć znowu tam, gdzie skończyliśmy. Will chyba jakoś to przełknie — chyba. Póki co, musiałem jednak sam zorientować się, co między nami było. Czy powinienem znowu zaprosić ją na randkę? Poprzednia nie wypaliła. Póki co poszliśmy tylko na niezobowiązującą kawę, ale ona założyła taką spódnicę… W myślach już ją rozbierałem. Mętne wspomnienia z naszego pierwszego seksu mi nie wystarczały. Chciałem w końcu zrobić to na trzeźwo i sprawić, że oboje będziemy to jeszcze długo pamiętali.
Ale przecież to była Hayley, z którą być może mógłbym rozważyć pozostanie w dłuższym związku, który wcale nie byłby męczarnią wypełnioną kłótniami. Hayley chociaż o mnie walczyła — jako pierwsza i jedyna. Ani Kim ani moja mama nigdy tego nie robiły. Stwierdzały, że jestem w jakiś sposób uszkodzony i niewarty ich czasu. Powtarzałem to Hayley już tysiąc razy, ale ona wiedziała swoje i nadal uparcie twierdziła, że mnie kocha. Więc może faktycznie tak było?
Ciężko było mi wyjść. Kiedy przycisnąłem ją do ściany, miałem już w głowie myśli o tym, jak biorę ją na ręce, przyciskam dłonie do jej pośladków, a ona oplata mnie nogami w pasie i idziemy do sypialni zrzucić z siebie ciuchy. Ona pewnie też miała na to ochotę, ale i tak nie mogłem tak postąpić. Wystarczającym powodem było to, że gdybym postąpił “niegodziwie”, to Will po raz kolejny by mi przywalił. Jeśli chciałem być z jego siostrą, to musiałem myśleć o niej poważnie i nie zachowywać się jak zboczony dupek. To sprowadzało się do tego, że chyba faktycznie powinienem ponowić propozycję randki. Tym razem zamierzałem na nią dotrzeć. Czy istniała jakaś rzecz, która po raz kolejny miała nam to popsuć?
Hayley mówiła, że pracuje nad zleceniem, więc dałem jej parę dni, żeby faktycznie się skupiła, choć potem zaczęło mi się strasznie nudzić. Było już bardzo ciepło, można było wychodzić z domu i cieszyć się pogodą, dlatego niecierpliwie czekałem, aż będzie miała czas. Naprawdę potrzebowałem z kimś się spotkać, bo oprócz ludzi w pracy nie widywałem praktycznie nikogo. Dobrze, że chociaż miałem już w mieszkaniu Internet i kablówkę, więc mogłem zabijać nudę oglądaniem seriali czy czegokolwiek, co leciało akurat w telewizji. Nie mogłem jednak oprzeć się pragnieniu, żeby Hayley oglądała je razem ze mną, leżąc obok na super dużej i super wygodnej kanapie.
W pewnym momencie już myślałem, że do mnie napisała, bo przyszło mi powiadomienie z Messengera, ale to by było dziwne, bo do tej pory właściwie pisaliśmy tylko smsy. Okazało się, że powiadomienie dotyczyło nowo stworzonej grupy, w której byłem ja, Hayley oraz Will, który był administratorem. Parsknąłem śmiechem. No tak, widocznie miał nam coś do powiedzenia, a ponieważ nie było mnie już obok, musiał aż założyć wspólną grupę. Nie chciało się leniowi dwa razy pisać tego samego.
Po chwili przyszła też wiadomość:
Will: Nawet nie pytam, czy pamiętacie o moich zbliżających się urodzinach. Macie pamiętać. Proponuję kręgle, nasza trójka + Emma, co wy na to?
Odpisałem od razu, choć Hayley jeszcze nie wyświetliła.
Nick: To dobrze, że nie pytasz, bo byś usłyszał odpowiedź, która nie do końca by cię zadowoliła.
Żartowałem. Po paru latach kumpelstwa dość mocno wryło mi się w pamięć, kiedy miał urodziny. Pamiętałem datę, ale o kupnie prezentu już nie. Musiałem szybko coś wymyślić.
Nick: A kręgle aprobuję. Ale ty stawiasz?
Hayley: Nie mogłeś mi tego powiedzieć? Siedzę w pokoju obok…
Will: Ale Nick by nie słyszał.
Hayley: To kiedy te kręgle?
Nick: Powiedziałbym, że w dzień urodzin, ale nie pamiętam, kiedy wypadają…
Will: W czwartek. Radziłbym ci zacząć szukać prezentu. Nie wpuszczam z pustymi rękami.
Hayley: Może najpierw byś zapytał, czy Nick ma wolne?
Nick: O właśnie.
Will: To niech sobie załatwi wolne. Bookuję tor na czwartek na 18.
Nick: Nadal nie wiem, kto płaci… bo może zabookujesz, a potem dasz nam rachunek.
Will: To zależy, czy przyjdziesz z pustymi rękami, albo czy prezent mnie zadowoli.
Nick: To brzmi, jakbyś potrzebował dmuchanej lalki do seksu. Czy to sugestia?
Hayley: Boże… idę stąd. Dobrze, że nie ma tu Emmy.
Will: Pójdziesz stąd, jak wszystko ustalimy. I nie potrzebuję dmuchanej lalki. Wysil się trochę, Nick.
Hayley: Jestem w drugim pokoju, możesz mi po prostu powiedzieć…
Nick: Dobra. Wysilę się. Żebyś nie pożałował, że mi to powiedziałeś. A jakiś adres tego toru na 18?

W odpowiedzi Will przesłał linka do strony kręgielni.
Nick: Leń.
Hayley: I to jaki.
Will: Uważajcie, bo dostaniecie rachunki bez względu na to, czy spodobają mi się prezenty.

Zaśmiałem się, nie mogąc nagle zrozumieć, dlaczego wcześniej tak ze sobą nie rozmawialiśmy. Z jednej strony było to trochę przykre, że relacje ze wszystkimi zaczynały mi się poprawiać dopiero, kiedy byłem daleko, ale widocznie tak miało być.
Chyba wszystko już ustaliliśmy, więc zamknąłem okno czatu z grupą i otworzyłem osobną rozmowę z Hayley. Może to był czas przerzucić się z smsów na Messengera.
Nick: Hej. Nadal zajęta?
Tym razem wyświetliła od razu. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Hayley: Hej. Mam dwa nowe zlecenia, ale chyba znajdę czas na chwilę rozproszenia.
Nick: Nie samą pracą człowiek żyje. Co powiesz na wspólne poszukiwania prezentu dla twojego leniwego brata?
Hayley: Bardzo chętnie. Kiedy?
Nick: ...za godzinę?
Hayley: Dzisiaj dajesz mi więcej czasu na wyszykowanie się?
Nick: Dokładnie. Doceń.
Hayley: Doceniam. To gdzie się spotkamy?
Nick: W tej kawiarni co ostatnio? Trzeba się najpierw odpowiednio nawodnić.
Hayley: Okej. Do zobaczenia za godzinę :)

Już nic nie odpisałem, tylko ruszyłem pod prysznic, bo było cholernie gorąco i skoro później wychodziłem z domu, to chyba musiałem wyglądać jak człowiek. Na szczęście zdążyłem już kupić zasłonę, więc łazienka za każdym razem pozostawała sucha. Zrzucając z siebie ubrania, od razu wyobraziłem sobie Hayley obok. Kurwa, naprawdę musiałem się opanować.  
Nie suszyłem włosów, choć znowu były dość długie, tak jak Hayley lubiła, więc użyłem nieco pianki, żeby jakoś wyglądały i odgarnąłem je do tyłu. Potem wygrzebałem z szafy pomięte krótkie spodnie dżinsowe i jakąś białą koszulkę. Ona chociaż była z takiego materiału, że nie potrzebowała żelazka. Nawet nie wiedziałem, czy w mieszkaniu było coś takiego. Wzruszyłem ramionami i ubrałem się, a na koniec spryskałem perfumami, które Hayley też przecież lubiła. Naprawdę zaczynało mi odbijać, bo od kiedy robiłem cokolwiek tylko dlatego, że jej się to podobało?  
Godzina minęła szybko, więc wkrótce zakluczyłem mieszkanie i poszedłem do kawiarni, naciągając po drodze na nos okulary przeciwsłoneczne. Hayley napisała, że zaraz będzie, więc zająłem stolik pod parasolem i czekałem. Zabijałem czas, przeglądając coś w telefonie, a w końcu usłyszałem, że ktoś odsuwa krzesło obok. Podniosłem wzrok i lekko wybałuszyłem oczy — czego na szczęście nie było widać dzięki okularom — bo Hayley miała na sobie białą sukienkę na cienkich ramiączkach, która zajebiście dobrze eksponowała… Przełknąłem ślinę, bo nagle zaschło mi w ustach.
— Widzę, że przydał ci się ten dodatkowy czas na szykowanie — powiedziałem, blokując komórkę i zdejmując okulary.
— Tak. Tym razem zdążyłam znaleźć sandały w jednym z pudeł. — Uśmiechnęła się. — Dzisiaj też pijemy kawę?
— Ja jestem miłośnikiem kawy, więc ją piję, ale jak chcesz, to możesz wziąć mrożoną herbatę albo cokolwiek innego mrożonego.
— Chyba zamówię malinową lemoniadę — powiedziała, przeglądając menu. — Chcesz wspólnie poszukać prezentu dla Willa, bo nie masz pomysłu?
— Chyba za długo już jesteśmy kumplami, limit pomysłów się wyczerpał — przyznałem.
— Skoro twój limit pomysłów się wyczerpał, to co z moim?
— Fakt. Czasem zapominam, że jesteś jego siostrą i że za dzieciaka prawdopodobnie braliście razem kąpiel.
— Fuuu, przestań. To jest… po prostu fu. A teraz spraw, żeby ten obraz zniknął z mojej głowy. — Spojrzała na mnie wyczekująco.
Zaśmiałem się.
— Niby jak? Mam ci zaoferować inną osobę do kąpieli?
— Na pewno coś wymyślisz.
— Mam kilka pomysłów. Tutaj nie brakuje mi weny — przerwałem na chwilę, bo podeszła kelnerka. Złożyliśmy zamówienie i szybko się oddaliła. — A wracając do prezentów… Boże, sam nie wiem. Ma Emmę, więc dmuchana lalka faktycznie odpada. Myślisz, że ma zapas gumek? Może mu się skończyły. Kupię mu jakąś ekstra pakę.
Zaśmiała się.
— Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Mogłeś go zapytać. Ja już wiem, co mu kupię, więc to ty masz problem.
— To znaczy co?
— Książkę. Wyszedł nowy tom serii kryminalnej, którą lubi.
— W życiu nie widziałem Willa z książką.
— To mało jeszcze widziałeś.
— No, pomóż mi, nie bądź taka. — Kelnerka znowu szybko się pojawiła, przynosząc nam zimne napoje w schłodzonych szklankach.  
— Muszę się zastanowić. — Uśmiechnęła się i upiła kilka łyków swojej lemoniady. — Ale pyszna! Chcesz spróbować?
— Hmm… nie wiem. Nie lubię malin.
— Ale jest taka słodka i zimna… — Pochyliła się w moją stronę. — Na pewno chcesz spróbować.
— No dobra, skoro tak mówisz. To daj mi szklankę. — Uśmiechnąłem się, bo wiedziałem, do czego zmierzała.
— To się przybliż. — Znów upiła łyka i odstawiła szklankę na stolik, ale dalej niż powinna.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i posłusznie się przybliżyłem, pochylając. Przysunęła się jeszcze trochę i pocałowała mnie, delikatnie dotykając mojego policzka palcami. Faktycznie, smakowała słodkimi zimnymi malinami i odruchowo wsunąłem jej język w usta, chociaż może nie znajdowaliśmy się w odpowiednim do tego miejscu. Jęknęła cicho, ale chwilę później się odsunęła.
— Nadal nie lubisz malin? — zapytała, uśmiechając się.
— Zaczynam się do nich przekonywać. Ale za krótko je czułem.
— Możemy kiedyś nad tym popracować.
Upiłem łyk kawy, nie mogąc się nadziwić, jak normalnie między nami było. I pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu nie mogliśmy na siebie patrzeć.
— Musimy — poprawiłem ją. — Czyli co, idziemy do księgarni?
— Tak, do księgarni. A potem?
— A potem… nie mam pojęcia. — Wywróciłem oczami. — Pewnie do jakiegoś sex-shopu. Poczekaj, pójdę zapłacić. — Wstałem z krzesła i wyciągnąłem portfel.
— Nie musisz za mnie płacić. Mam już swoje pieniądze. — Sięgnęła do swojego plecaczka.
— A ty nie musiałaś piec mi ostatnio szarlotki. Nie chodzi przecież o to, czy masz pieniądze, czy nie. Chcę zapłacić. — Nie czekałem, aż odpowie, tylko poszedłem do środka lokalu i po chwili wróciłem z rachunkiem. — No, dopijaj te swoje maliny i idziemy.
Zamieszała słomką w szklance, w której chyba był już tylko lód, ale pociągnęła jeszcze łyka, po czym wstała. Zostawiliśmy szklanki na stoliku i zaczęliśmy wychodzić z ogródka krętymi drogami. Po chwili byliśmy już na chodniku.
— Dziękuję, ale naprawdę nie musiałeś za mnie płacić.
— A ja jestem zbuntowany i to zrobiłem.
— Niegrzeczny jak zawsze, co? — Uśmiechnęła się zalotnie.
— Bez wyjątku. — Odwzajemniłem uśmiech. — Ponoć lubisz, jak jestem niegrzeczny, więc tego się trzymam.
— A umiesz być w ogóle grzeczny? — Podeszła bliżej. — O, popatrz, w tych butach prawie nie muszę stawać na palcach… — Przybliżyła się i jej usta znalazły się tuż przy moich. — Żeby cię pocałować…
Szybko objąłem ją w pasie. Podobało mi się, kiedy była taka bezpośrednia.  
— Faktycznie — mruknąłem w jej usta. — Mam znacznie łatwiejszy dostęp.
— I nie będzie cię bolał kręgosłup od pochylania się. — Położyła mi dłonie na piersi.
— Jeszcze i tak będę się nad tobą pochylał… tylko w innej pozycji.
Nie zamierzałem tego powiedzieć, samo wyszło. Mózg chyba mi się wyłączył po tym, jak zobaczyłem ją w tej sukience i po tym, jak mnie całowała.
— A może to ja będę pochylać się nad tobą? — Musnęła moje wargi swoimi i wyplątała się z moich objęć. — Chodźmy do tej księgarni. Nadal mam dwa zlecenia do wykonania — zaśmiała się i ruszyła chodnikiem.
Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco po jej pierwszym zdaniu, ale postanowiłem się w końcu opanować.  
— Masz rację, chodźmy.
Właściwie nie wiedziałem, gdzie znajdowała się tu jakaś księgarnia, ale Hayley chyba wiedziała, do której chciała iść, bo pruła przed siebie, a ja szedłem za nią. Gdy w końcu znaleźliśmy się w klimatyzowanym wnętrzu, odetchnąłem z ulgą.
Hayley rozglądała się po półkach, aż w końcu wzięła do ręki jakąś książkę, która nie wyglądała na kryminał, ale ona uśmiechała się szeroko, wpatrując w okładkę.
— Ta książka powiedziała ci komplement, że się tak do niej wdzięczysz? — zapytałem w końcu, bo nie rozumiałem.
— Nie — zaśmiała się i podniosła na mnie wzrok. — To moja okładka. W papierze wygląda jeszcze lepiej niż na ekranie laptopa. Podoba ci się? — Podsunęła mi książkę.
— Trochę babska jak na mój gust, ale i tak gratuluję. Chciałbym, żeby moje drinki też były gdzieś tak wystawione i byłoby napisane, kto je zrobił.
— Możemy zrobić zdjęcia i sobie powiesisz na ścianie w mieszkaniu. — Ostatni raz spojrzała na okładkę i odłożyła książkę.
— To nie to samo. Książki mają wartość sentymentalną, a o drinku zapominasz w momencie, w którym kończysz go pić. Ewentualnie myślisz o nim nad klapą sedesu, jak zwracasz zawartość żołądka.
— Ja nie zapomniałam o twoim truskawkowym daiquiri.
— Dobrze wiedzieć — mruknąłem, a mój wzrok znowu uciekł w okolice jej biustu.
— Zastanawiasz się, czy założyłam pod spód biustonosz? — zapytała, krzyżując ręce na piersi.
— Eeee… — Przeniosłem spojrzenie na jej twarz. — Nie. A założyłaś?
— Tyle razy tam patrzyłeś, że już powinieneś wiedzieć.
— No ile? Parę razy zerknąłem.  
— Nie liczyłam, ale ślepa też nie jestem. Więc? Założyłam czy nie założyłam? — Rozbawienie błysnęło w jej oczach.
— No cóż, ja też nie jestem ślepy i widziałem, jak ty na mnie patrzyłaś, jak byłem bez koszulki. Że nie wspomnę o innych rzeczach. I myślę, że go nie założyłaś.
— Trafiłeś, nie założyłam. Za gorąco. — Uśmiechnęła się i spojrzała na mnie w taki sposób… Znowu zrobiło mi się ciepło. Odchrząknąłem.
— Więc co z tym kryminałem?
— Jakim krymin… aaa, no już. — Odwróciła się do półek. — Gdzieś go tu widziałam. O, mam. — Wzięła do ręki książkę i poszła do kasy zapłacić.
Gdy po chwili znowu wyszliśmy na zalany słońcem chodnik, westchnąłem ciężko i rzuciłem:
— Co ja się będę zastanawiał. Kupię mu jakiś dobry alkohol i tyle. Powinien być zadowolony.
— Myślę, że tak. Może nawet nie każe ci płacić za kręgle. — Uśmiechnęła się szeroko. — Czyli… zobaczymy się w czwartek?
— Tak. W sumie nie ustaliliśmy, jak dotrzemy do tej kręgielni… Może wpadnę trochę wcześniej do mieszkania? Milo pewnie się ucieszy.
— Tak, Milo oszaleje ze szczęścia. Tak jak ostatnio. A co z Willem? To znaczy… z nami… i z Willem?
— Też chciałem poruszyć ten temat. Chyba… nawet nie chyba, tylko na pewno będziemy musieli się opanować. Wolałbym najpierw załatwić to między nami, a dopiero potem informować Willa.
— Tak, ja też. Damy radę, a potem… — Spojrzała mi w oczy. — Odbijemy sobie.
Uśmiechnąłem się szeroko.
— Żebyś wiedziała. Tylko… Może załóż wtedy biustonosz, żeby mnie nie kusiło? — Uniosłem lekko jedną brew.
— Pomyślę nad tym. — Uśmiechnęła się. — Ale jeśli będzie tak gorąco jak dzisiaj, to niczego nie obiecuję.
Po raz kolejny nasza relacja była na tyle dziwna, że ciężko było ją jednoznacznie nazwać, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało.



Hayley

Nie wiedziałam, co było między mną a Nickiem, ale cokolwiek to było, chyba w końcu miało szansę się rozwinąć. Podobała mi się nasza obecna relacja i że posuwaliśmy się coraz dalej. Podobały mi się nasze flirty i pocałunki w miejscu publicznym, jakbyśmy byli na randce, jakbyśmy byli parą. Wiedziałam też, że musieliśmy o tym porozmawiać, jednak obawiałam się zacząć ten temat. Czekałam, aż on to zrobi. Chociaż może powinnam przełknąć strach i po prostu zapytać. Może to zrobię po urodzinach Willa, na których mieliśmy się opanować. Będę musiała się pilnować, żeby nie podejść do niego i go nie zaczepiać. Nie byłam pewna, czy byłam w stanie to zrobić. Ledwo rozstaliśmy się pod księgarnią, już chciałam zawrócić, rzucić mu się na szyję i pocałować. W domu jednak czekały na mnie dwa zlecenia i wiedziałam, że będę mieć problem z koncentracją na pracy, bo w głowie będzie siedział mi tylko Nick. Byłam w nim zakochana jeszcze bardziej niż kiedyś.
Odświeżyłam swój profil na Instagramie, na który wrzucałam swoje prace i powoli zaczynałam dostawać też zlecenia od prywatnych klientów, a ci byli bardziej zainteresowani ilustracjami, niż projektami okładek. Chciałam zarobić jak najwięcej, żeby mieć odłożone na czarną godzinę — kolejny zabieg. A jeśli torbiele znikną, zacznę spłacać Willa. Brałam więc każde zlecenie i siedziałam po nocach, żeby się wyrobić ze wszystkim. Nadal nie powiedziałam bratu, że zaprosiłam Nicka na wesele, a dzwoniłam już do Patricii, żeby potwierdzić przybycie. Któregoś razu, gdy jedliśmy z Willem obiad, w końcu zebrałam się na odwagę i zapytałam:
— Dzwoniłeś już do Neala czy zapomniałeś?
— Nie zapomniałem. Nawet gdybym chciał, to bym nie zapomniał, bo Emma bombarduje mnie sukienkami — jęknął. — Ja naprawdę nie widzę różnicy między jedną a drugą, może umów się z nią na zakupy, co? Uratuj mnie.
— Właściwie to też nie mam jeszcze sukienki. Może się z nią umówię, zastanowię się.
Co prawda, miałam już upatrzoną i mogłam kupić ją nie wychodząc z domu, ale jeśli pójdę z Emmą na zakupy, to Will będzie wisiał mi przysługę. Będzie musiał mi się jakoś odwdzięczyć, a to mogło mi się kiedyś przydać. Nie chodziło o to, że nie lubiłam Emmy, bo lubiłam, tylko… nie znałam jej za dobrze. Może mogłam się z nią umówić choćby po to, żeby lepiej ją poznać. No i brat już tyle dla mnie zrobił, odkąd zachorowałam, więc chyba to ja byłam winna coś jemu.
— A ty? Dzwoniłaś już? — zapytał, kiedy skończył jeść.
— Tak.
— Idziesz sama?
— Idę z Nickiem.
Proszę. Powiedziałam mu. Chyba przestałam oddychać, ale Will nie wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć.
— Okej.
Okej? Tylko tyle?
Patrzyłam na niego zaskoczona.  
— Lepszy Nick niż jakiś randomowy koleś — stwierdził, po czym wstał i wstawił talerz do zlewu. — Daj talerz, pozmywam.
Najpierw się nie wścieka o Nicka, a teraz chce zmywać?
— Jesteś chory? — Spojrzałam na niego w szoku.
— Serio? Chcę ci pomóc, więc jestem chory? Skoro wróciłaś do pracy, to pomyślałem…
— Wow — przerwałam mu, wkładając swój talerz do zlewu. — Sam na to wpadłeś czy Emma ci pomogła?
— Ale z ciebie zołza — skwitował, ochlapując mnie wodą z pianą.
— Ej! Pożałujesz tego.
Zaczęliśmy chlapać się jak dzieci, śmiejąc jak nienormalni i przez tą chwilę przepaść między nami zniknęła.




Komu się podoba obecna relacja #Nayley? Bo nam bardzo <3

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3733 słów i 20601 znaków.

2 komentarze

 
  • Gazda

    Wreszcie zachowują się jak normalni zakochani.
    I nawet Will  mnie zaskoczył.
    Czekam na wesele i to co się wydarzy.
    Pozdrawiam autorki i trzymam kciuki za następne super części 👋👋👋👋👋👋👋

  • candy

    @Gazda również pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za komentarz <3 wesele właśnie się pisze :D

  • lolissss

    bardzo bardzo i to nardzooo się podoba! cjce w końcu kręgle, i chce w końcu ich razem na weselu, mam nadzieje ze nick weźmie w obroty hayley, i na parkiecie i no.. hehe ;) :D 😅

  • candy

    @lolissss właśnie zabieramy się za pisanie sceny z weselem :D  :shushing:

  • lolissss

    @candy o matko, to mam nadzieje ze kolejny rozdział wskoczy równie szybko co ten ;)