W objęciach światła – epilog

W objęciach światła – epilogHayley

Serce biło mi w piersi jak szalone, żołądek miałam zaciśnięty z nerwów i wciąż nie wierzyłam, że to działo się naprawdę. Po tylu miesiącach czekania i bólu rozczarowania, kiedy byliśmy o krok zostania rodzicami, w końcu się doczekaliśmy. Siedzieliśmy w pokoju, do którego zaprosił nas jeden z pracowników agencji adopcyjnej. Kilka minut temu skończyliśmy podpisywać dokumenty, ale nadal miałam wrażenie, że to sen. Właściwie to złapałam się na tym, że czekałam na informację, że biologiczna matka tym razem również się rozmyśliła. Nie chciałam robić sobie nadziei, jeśli zaraz miała zostać roztrzaskana na kawałeczki jednym zdaniem.  
Drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich pracownik, trzymając w rękach nosidełko, w którym spał noworodek. Od razu zerwałam się na równe nogi. Chciałam zapytać, czy mogę wziąć go na ręce, ale ostatecznie tego nie zrobiłam. Po prostu ostrożnie wyjęłam chłopczyka z nosidełka i ułożyłam w swoich ramionach. Był taki lekki, prawie jak piórko. Miał śliczną okrągłą buzię i ciemne włoski. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Wiedziałam, że czekał nas okres próbny i że nadal mogli nam go zabrać, ale już za późno. Zakochałam się i nie zamierzałam go oddawać. Miałam wielką nadzieję, że nie będę musiała tego robić.
Spojrzałam na Nicka, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że się uśmiechałam. Nick nadal siedział na krześle i wpatrywał się w maluszka. Oddychał głęboko i miał chyba wilgotne oczy. Otarł je po chwili i też wstał, podchodząc bliżej.
— O rany — wymamrotał cicho, wyciągając rękę i delikatnie głaszcząc chłopczyka po ciemnych włoskach. — Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.
— Ja też — wyszeptałam. — Chcesz go potrzymać?
— No pewnie. — Nadal mówił bardzo cicho. Wyciągnął ręce, a ja delikatnie ułożyłam dziecko w jego ramionach. — Jest… śliczny…  
— I jest nasz… Możemy go zabrać do domu. — Uśmiechnęłam się, czując, jak łzy napływają mi do oczu.  
Nie mogłam oderwać wzroku od Nicka, trzymającego nasze maleństwo, bo ten widok był po prostu cudowny i bardzo chciałam, żeby tak zostało. Żeby tym razem się udało. Byliśmy przecież już tak blisko.
***
Nadal nie wierzyłam, że to działo się na jawie. Nasze życie wywróciło się do góry nogami, a w jego centrum znalazła się teraz mała istotka, poza którą nie widzieliśmy świata. Musieliśmy przestawić się na zupełnie nowy tryb, dostosować wszystko pod dziecko i ustalić nową rutynę, więc oboje wzięliśmy urlop. Było ciężko, ale chyba szło nam całkiem nieźle. Wyglądało na to, że nawet Milo zakochał się w naszym synku. Spał przy łóżeczku i siadał przy nas, jakby strzegł niemowlę przed nieokreślonym zagrożeniem. Postanowiliśmy nazwać maluszka Leo — po moim tacie — nawet jeśli to imię miałoby być tylko dla nas, bo okres próbny jeszcze się nie skończył; ja jednak już nie wyobrażałam sobie, że Leo mógłby nagle zniknąć z naszego życia. Okleiłam ściany i sufit w jego pokoiku fluorescencyjnymi gwiazdkami, układając je w gwiazdozbiory. Miałam nadzieję, że będzie uwielbiał patrzeć w nocne niebo tak jak ja i w przyszłości będziemy to robić razem. Ale jeśli nie, to trudno. Gwiazdki można odkleić w każdej chwili bez szkody dla farby na ścianach.
Któregoś dnia zaprosiliśmy Willa i Emmę na kawę, ale nie powiedzieliśmy im ani słowa o synku. Chcieliśmy zrobić im niespodziankę. Mój brat był zszokowany, gdy zobaczył mnie z dzieckiem na rękach. Nie wiedział, co powiedzieć i widać było, że nadal przetwarzał informacje, nawet po naszych wyjaśnieniach. Jednak kiedy pierwszy szok minął, razem z Emmą zaczęli się zachwycać. Nie sądziłam, że Will będzie się tak cieszył z bycia wujkiem. Obawiałam się pretensji, że nie powiedzieliśmy nic wcześniej, ale nic takiego nie miało miejsca. Zrozumiał, dlaczego tego nie zrobiliśmy i już chciał robić sesję zdjęciową, żeby wysłać dziadkom, ale musiałam go powstrzymać. A przynajmniej dopóki maluch nie będzie tak naprawdę nasz. Wiedziałam, że babcia również będzie zachwycona i głupio mi było, że nadal jej nie powiedziałam, ale nie chciałam później słyszeć w jej głosie rozczarowania i współczucia, gdyby coś poszło nie tak. Oczywiście, staraliśmy się być pozytywnie nastawieni i tylko odliczaliśmy dni do końca okresu próbnego.
Gdy Nick trzymał Leo na rękach, nie mogłam nie dostrzegać pewnego podobieństwa. Może to sobie wyobraziłam, a może rzeczywiście tak było. Tak jakby los chciał nam wynagrodzić cały ten ból, a ja nie miałam nic przeciwko. Byłam wdzięczna i cieszyłam się jeszcze bardziej.
Właśnie skończyliśmy karmić Leo i teraz siedzieliśmy na kanapie w salonie. Trzymałam go na rękach, a Nick siedział tuż obok, obejmując mnie ramieniem, a dłonią trzymał za rączkę maluszka, który patrzył na nas szeroko otwartymi oczami. Nie mogliśmy oderwać od niego wzroku.
— Ma czarne włoski, zupełnie tak jak ty — powiedziałam i delikatnie pogłaskałam Leo po główce.
— Szczęśliwy traf.
— Myślałam, że sobie to wyobraziłam, ale nie… on naprawdę jest do ciebie podobny i nie chodzi tylko o kolor włosów.
Nick przeniósł na mnie wzrok.
— Naprawdę tak uważasz? — zapytał cicho.  
— Tak. — Uśmiechnęłam się.
Wziął głęboki oddech i choć nic już nie powiedział, widziałam, jak ważne były dla niego te słowa. Spojrzał na Leo i uśmiechnął się.
— Ale oczy ma po tobie.
Zaśmiałam się i dotknęłam palcami jego policzka, a kiedy obrócił swoją twarz do mnie, złączyłam nasze usta w czułym pocałunku.
— Teraz już nie jesteś tylko barmanem, szefem kuchni, tancerzem i wokalistą, ale też tatusiem — powiedziałam, patrząc mu w oczy, a on uśmiechnął się szeroko.
— Kocham cię — szepnął, odsuwając się o kilka milimetrów. — Kocham was — poprawił i zaśmiał się. — Muszę się do tego przyzwyczaić.
— Ja też was kocham — odpowiedziałam z uśmiechem.
Przez trzy tygodnie żyliśmy w lekkim strachu, że biologiczna matka zmieni zdanie i zabiorą nam Leo, ale okres próbny w końcu minął, a my przetrwaliśmy. Wszelkie formalności związane z adopcją zostały dopełnione i maluszek był oficjalnie nasz. Nareszcie.  
I chociaż Nick nadal był moim światłem, to Leo stał się nowym promykiem i wywołał nieznany dotąd rodzaj miłości, a tego już nikt nie mógł nam odebrać. Nawet ciemność, trzymająca się od dawna z daleka. Gdyby jednak kiedyś znowu się pojawiła, nie walczyłabym już z nią sama.
Nie miałaby najmniejszych szans.  




I tym oto epilogiem kończymy przygodę z Nickiem i Hayley. Chyba jeszcze do żadnych bohaterów nie przywiązałyśmy się tak bardzo i mega ciężko było się z nimi pożegnać :D dziękujemy za wszystkie łapki w górę, każdy komentarz, bardzo nas to motywowało :) od razu zabieramy się za tworzenie czegoś nowego, a w międzyczasie... zapraszamy na historię, którą jakiś czas temu napisałyśmy razem z @Elorence: trzy narracje, trzej główni bohaterowie, dwie części, jedna historia <3

klik: https://lol24.com/opowiadania/milosne/pekniety-diament-rozdzial-1-40084

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1333 słów i 7389 znaków, zaktualizowała 6 sie o 19:34.

4 komentarze

 
  • PeterFalk

    Wakacyjne odprężenie i leniuchowanie zachęciło mnie do przeczytania kilku dłuższych tekstów.   Ten jest jednym z ciekawszych. Te ciemnosci wciągające czlowieka w trudniejszycj chwilach życia, chyba każdy to kiedyś przeżywał ...  Drogie Autorki BRAWA  :bravo: za świetmą robotę.  
    Jakieś 30 lat temu 3 zimowe miesiace spędziłem w małej nadmorskiej wiosce, bez tv i radia (internetu jaki znamy wtedy nie było)  a za to z wielką skrzynią książek, były to prawie same  "Harlequiny". Z nudów wieczorami  przeczytałem wszystko. Teraz kiedy trafiłem na Wasze opowiadania, to przypomniałem sobie te dawne spokojne czasy...
    Dziękuję ⚘

  • candy

    @PeterFalk wow, bardzo dziękujemy, aż nie wiemy co powiedzieć 😃🙊 bardzo nam miło! 🥰

  • Wer...

    Piękne zakończenie łza w oku się pojawia że już koniec i trzeba się pożegnać z tym opowiadaniem ale zawsze można wrócić i zrobić sobie maraton 😍 Najwspanialsze jest to że ta dwójka jest szczęśliwa po tak ciężkim okresie i po tylu nieszczęściach ich życie się ułożyło i są razem to jest najważniejsze. ♥️ Oby więcej takich historii macie talent i trzeba to pokazywać a takie historie to coś pięknego do wieczornego relaksu 😘

  • candy

    @Wer... 🥺 Bardzo dziękujemy! Takie komentarze to miód na serce ❤️ zapraszamy do nowej historii, żeby nie było za pusto 🥰 a maraton też jest dobrą opcją 😃 same też to czytałyśmy od nowa 😊

  • aile

    Szkoda, że to już koniec, jednak z pewnością szczęśliwy dla naszych bohaterów :D Zabieram się za czytanie Pękniętego Diamentu <3

  • candy

    @aile obiecujemy, że mocno się rozkręci ❤️

  • Gazda

    Wspaniała powieść o losach ludzi pokrzywdzonych przez życie.
    Dziękuję Wam za to, że mogłem ją przeczytać.
    Mam nadzieję, że nie zostawicie nas w tęsknocie za Waszą wspaniałą twórczością 👍👍 :bravo:

  • candy

    @Gazda to my dziękujemy za czytanie i komentarze, cieszymy się bardzo, że ktoś nas docenił 😍 i serdecznie zapraszamy do przeczytania Pękniętego Diamentu, tam też się trochę działo :D a coś nowego też na pewno się pojawi 🥰