Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #13

Moi rodzice nigdy nie byli idealni. Na początku się kochali, z ich miłości narodziłam się ja a trzy lata później - mój brat Matthew. Po kilku latach zaczęły się kłótnie, sprzeczki aż w końcu doszło do rozwodu. Miałam wtedy piętnaście lat, strasznie to przeżyłam. Niby nie było mi smutno, że tracę ojca, nigdy go nie miałam. Smutno mi było jedynie dlatego, że mama angażowała się w to tak bardzo... Żeby  nigdy nam nic nie brakowało, żebyśmy chodzili do szkoły i coś kiedyś w życiu osiągnęli. Kochała nas i ojca, wiem to. Ojciec pewnie też nas kochał jednak nigdy nie usłyszałam tego z jego ust.  
Mama często to powtarzała, tak jakby bała się, że o tym zapomnimy. Nie zapomnę, Matthew też. Kochamy ją równie bardzo jak ona nas.  
Jednak… Miłość przeszkadza. Zależy ci tak bardzo na kimś, że jesteś w stanie oddać za niego życie. Tak też było w tym przypadku.  
     Po rozwodzie wciąż pracowałam u ojca w firmie. „Firmie”… Bardziej przypominało to mafię albo jakiś gang. Sprzedaż narkotyków, handel bronią i ludźmi… Nie brzmi kolorowo i tak też nie było.  
Matthew po rozwodzie wyjechał razem z mamą w jej rodzinne strony – do Londynu. Ja nie jechałam, miałam nadzieję, że jak zostanę z ojcem jakoś scale ich związek. Oczywiście myliłam się. Straciłam kontakt z matką i bratem i zostałam w Turcji.  
Pierwsze dwa lata pracowałam jako diler. Tak też poznałam Marka.  
     18 Sierpnia… Data moich urodzin. Byłam wtedy w pracy, miałam do sprzedania kokainę.  
Wbiłam na jakąś imprezę, tak jak zazwyczaj ale tym razem wybrałam klub nocny, którego właścicielem był – jak cię później okazało – mój cały świat. Wejść tam nie było problemu, ojciec załatwił mi fałszywe dokumenty. Wracając do Marka… Siedział przy barze i popijał jakiegoś drinka - przysiadłam się do niego.
- Postawisz drinka czy musimy się najpierw znać? - zachichotałam i puściłam mu oczko. On jedynie lekko się uśmiechnął i poprawił na krzesełku.
- Trzeba mieć osiemnaście lat, mała. - gdy już miałam wyciągać fałszywe papiery złapał mnie za rękę i szepnął do ucha… - Ale przecież ty już tyle masz, prawda?
- Nie weszłabym tutaj w innym wypadku. - uśmiechnęłam się do niego zalotnie.
- Martini dla damy! - krzyknął do barmana.
     I tak zaczęła się nasza wspólna przygoda. Było cudownie ale nic nie trwa wiecznie.  
Dokładnie rok później w moje siedemnaste urodziny, o godzinie 21:50 zadzwonił telefon od Matthew. Siedziałam z Markiem w aucie i patrzyliśmy na panoramę miasta. Ledwo rozumiałam mojego brata, ale łapałam pojedyncze słowa i… Odeszła moja rodzicielka. Myślałam, że to jakiś głupi żart.  
- Podaj mi twoją lokalizację. Przyjadę. - Tylko tyle z siebie wydusiłam. Szybko się rozłączyłam i wybuchłam płaczem. Mark nie pytał co się stało, nic nie mówił, tylko mocno mnie przytulił i głaskał po włosach. Wiedziałam, że ojciec nie pozwoli mojej matce żyć. Tylko czekałam aż zegar przestanie tykać i bomba wybuchnie. Wybuchła. Moja mama umarła.
Do Matthew przyleciałam najbliższym samolotem. Pogrzeb odbył się kilka dni później i już nie wróciłam do ojca i dawnego życia. Zaczęłam na nowo.  
Mój młodszy brat po czasie obwinił o wszystko mnie, że mama zrobiła to aby mnie chronić – i właśnie w ten sposób straciliśmy kontakt. To rozstanie równie mocno zabolało jak strata mamy.  
Ojca znienawidziłam, postawił wtedy mamie ultimatum… Albo umrze abym ja mogła żyć dalej albo mnie sprzeda za bardzo wysoką cenę. Wciąż nie wiem ile byłam wtedy warta i pewnie nigdy się nie dowiem.  
Później zamieszkałam z Markiem i skończyło się tak jak się skończyło.  
     A teraz stoję przed lustrem mierząc suknie ślubną z łzami w oczach. Jutro mój ślub z osobą, którą muszę znosić póki Maia żyje. Robię to jedynie dla niej, z miłości. Zależy mi tak bardzo na córce, że oddałabym za nią życie - tak jak moja matka za mnie.

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 760 słów i 4036 znaków. Tagi: #miłość #śmierć #smutek

Dodaj komentarz