Światło w ciemności – rozdział 6

Światło w ciemności – rozdział 6Hayley

Leżałam otępiała na łóżku. Oczy już miałam pewnie zapuchnięte i czerwone od płaczu. Bolała mnie głowa. Bolało mnie podbrzusze, bo chyba za gwałtownie się zerwałam od stołu. Nie chciałam, żeby Nick widział, jak płaczę. Bolało mnie serce. Tak bardzo bolało, że ledwo oddychałam. Myślałam, że już się z tym pogodziłam. A ja tylko odpychałam wszelkie myśli o Seanie, bo zdrowie było ważniejsze. Nie chciałam znowu przez niego płakać, ale ciągle miałam przed oczami to zdjęcie. Tak bardzo mnie kochał, tak mu na mnie zależało i co? Tak bardzo nie mógł patrzeć, jak cierpię, że musiał się pocieszyć jakąś blond cizią? Nie był wart moich łez. Musiałam się ogarnąć zanim Will wróci z pracy. Nie chciałam rozmawiać z nim o Seanie. Nie chciałam w ogóle o nim myśleć.
Podniosłam się powoli i poszłam do łazienki, by opłukać twarz zimną wodą. Wyglądałam żałośnie, ale miałam dość użalania się nad sobą. A przynajmniej na dzisiaj. Wróciłam do kuchni, gdzie czekała na mnie zimna kawa i telefon. Nick zniknął wraz ze swoją torbą. Pewnie świetnie się teraz bawił ze swoją dziewczyną. Westchnęłam i uklękłam na podłodze, by pogłaskać Milo, który leżał pod stołem i patrzył na mnie swoimi oczkami jak guziki, merdając ogonem. Przewrócił się na grzbiet, żebym podrapała go po brzuchu. Uśmiechnęłam się lekko.
– Ty mnie nigdy nie zostawisz, prawda? – zapytałam zachrypniętym głosem, pochylając się ostrożnie, żeby go przytulić. Milo w odpowiedzi polizał mnie po twarzy. – Mój kochany piesek.
Przynajmniej on kochał mnie bezwarunkowo. Podniosłam się w końcu, westchnęłam i ponownie spojrzałam na czarnego futrzaka.
– Chciałbyś coś zjeść? – zapytałam, a on w sekundzie przewrócił się z powrotem na brzuch i postawił uszy, uważnie na mnie patrząc. – Wezmę to za tak.
Wyjęłam z szafki puszkę z mokrym jedzeniem i nałożyłam do miski, przy której już grzecznie czekał, oblizując się co chwilę. Kiedy tylko się odsunęłam, od razu zaczął jeść. Usiadłam przy stole i zmusiłam się do wypicia połowy zimnej kawy. Telefon wibrował, informując o nowych wiadomościach, prawdopodobnie od znajomych. Z pewnością już widzieli to zdjęcie. Nie miałam ochoty z nimi gadać.
Gdy Will wrócił, zjedliśmy obiad, a właściwie ja tylko podziobałam widelcem. Nie byłam w stanie niczego przełknąć, bo w gardle miałam gulę. Brat zabrał Milo na spacer, a ja dopiero po dłuższej chwili zabrałam się za zmywanie. Kończyłam wycierać naczynia, kiedy Will wrócił. Widziałam, że był zmęczony. Rozmowa mogła poczekać. Zresztą ja też nie miałam na nią ochoty. Oboje położyliśmy się wcześniej spać.
Wstałam w bojowym nastroju. Na zewnątrz świeciło piękne słońce, mimo że zima zbliżała się już wielkimi krokami. Postanowiłam, że dzisiaj pójdę na spacer i nie zamierzałam pytać brata o pozwolenie. Idę i już. Śniadanie zjedliśmy praktycznie w ciszy. Will pozmywał, a potem założył Milo szelki i zaczął się ubierać. Szybko do niego dołączyłam, zakładając kurtkę.
– Co ty robisz? – zapytał brat, patrząc na mnie jak na kosmitkę.
– Idę na spacer – odparłam, ubierając się dalej.  
– Zwariowałaś? Nigdzie nie idziesz.
– Will, nie możesz mnie tu trzymać jak w klatce. Zwariuję zaraz. Muszę wyjść na świeże powietrze.  
– Dzisiaj jest sobota. Mam dużo czasu, więc zabieram Milo na długi spacer. Nie możesz jeszcze tak daleko chodzić.
Za każdym razem, gdy padało słowo klucz: “spacer”, mój pies zaczynał szczekać, domagając się, żebyśmy już wyszli.  
– A kto tak powiedział? Doktor specjalista od nadopiekuńczości Will Anderson? – Skrzyżowałam ręce na piersi. – Nie jestem kaleką. Mam dwie zdrowe nogi i dwie zdrowe ręce. Mogę ugotować obiad, pozmywać i trochę posprzątać, nie musisz wszystkiego robić sam. Chcesz się wykończyć? Poza tym, chyba nie bardzo możemy sobie pozwolić na to, żeby codziennie zamawiać obiad z jakiejś knajpy.  
– No, może masz rację. – Ucieszona, że się ze mną zgodził, zaczęłam zakładać szalik. – Ale i tak nie idziesz na spacer.  
– A właśnie, że idę. Jak się zmęczę, to siądę sobie na ławce i na was poczekam. Nie muszę robić takich kilometrów jak wy. Chcę tylko pooddychać świeżym powietrzem.  
– Przestań się upierać jak dziecko. Zostajesz i kropka.
– To ty ciągle traktujesz mnie jak dziecko! – oburzyłam się. – Myślisz, że tak mi pomożesz, a jest dokładnie odwrotnie. Mam tego dość, rozumiesz? Przez ciebie Nick też traktuje mnie jak dziecko.
Ups. Chyba powiedziałam za dużo. Byłam sfrustrowana, a Will zabraniał mi wyjść na głupi spacer. Zaraz zabroni mi chodzić po mieszkaniu i kupi wózek inwalidzki.
– A co ma do tego Nick? – Przez chwilę wpatrywał się we mnie podejrzliwie, a ja czułam, jak palą mnie policzki. Wtopa. – Zaraz… podoba ci się Nick?
– Nie – skłamałam. Teraz moje policzki musiały być purpurowe. No trudno. Wydało się. – Tak. – Westchnęłam. – No i co z tego? Nie mogą mi się podobać faceci, bo mam złamane serduszko i jestem chora?
– To nie tak…
– A jak?  
– To mój kumpel, a ty go nie znasz.
– Podoba mi się wielu facetów, których nie znam.
– Na przykład?
– Tyler Hoechlin, Matthew Daddario, Lucas Bravo, Ian Somerhalder, Henry Cavill, Gavin Leatherwood...  
– Przecież to aktorzy.
– No i? Nie znam ich. Poza tym Nick i tak ma dziewczynę, a ja go nawet nie lubię. Zresztą on mnie też nie. Przecież jestem tylko małą, chorą siostrą Willa, której trzeba we wszystkim pomagać.
– To nieprawda.
– Nieprawda? Zapytaj swojego kumpla, co o mnie myśli. – Zaczynało mi być za gorąco w tej kurtce i szaliku, Milo też już się niecierpliwił, więc zrobiłam smutną minę. – Proszę, Will, pozwól mi iść na ten głupi spacer. Jak tu zostanę, to znowu będę ryczeć, bo Sean… – Głos mi zadrżał, a w gardle znowu pojawiła się gula. – Wrzucił zdjęcie z nową dziewczyną… na którym się całują…
Will zacisnął szczękę, wyraźnie powstrzymując się przed wygłoszeniem litanii przekleństw. Ścisnął nasadę nosa i przez chwilę stał z zamkniętymi oczami.  
– Dobra – powiedział w końcu. – Chodź, ale nie będziesz się przemęczać.  
– Jak na razie z naszej dwójki to tylko ty się przemęczasz.  
Założyłam czapkę, brat pomógł mi założyć buty i w końcu wyszliśmy, ku uciesze Milo. Poszliśmy do parku. Było mroźno, ale słońce świeciło, przyjemnie ogrzewając nasze twarze. Jak dobrze było wyjść z mieszkania i popatrzeć na innych ludzi. Poczułam się lepiej, mimo że nadal na samą myśl o tym zdjęciu chciało mi się płakać. Zamierzałam z nimi chodzić na każdy spacer. A przynajmniej na ten popołudniu, bo na ten poranny przed pracą Willa chyba nie wstanę.  


Nicholas

To był dobry pomysł. Kim wyraźnie cieszyła się na wyjazd, miała dobry humor i była dużo bardziej pogodna niż zwykle. Droga nie była daleka, ale i tak całą prześpiewała do piosenek z radia, usiłując namówić do tego także mnie, ale stanowczo odmówiłem. Gdy weszliśmy do naszego mini apartamentu, który znalazłem na portalu noclegowym, uśmiechała się od ucha do ucha.
– Ślicznie tu – stwierdziła, rozglądając się dookoła.
Lepiej, żeby było ślicznie, bo zapłaciłem za ten apartament kupę forsy i oczekiwałem, że zwróci mi się ona przynajmniej w zadowoleniu Kim. Nie ukrywałem, że zastanawiałem się, czy wybierać pokój z dwoma pojedynczymi łóżkami czy z jednym małżeńskim – z Kim nigdy nic nie było wiadomo. W końcu zdecydowałem się na pierwszą opcję, żeby Kim przypadkiem mi nie zarzuciła, że przywiozłem ją tu, by ją uwieść i się z nią przespać – a w końcu takie łóżka zawsze można było zsunąć. Ściany były zwyczajne, białe, w jakiś wzorek; zasłony były beżowe, a łóżka miały turkusowe obicie. Łazienka była kremowo-beżowa, mała, ale co najważniejsze czysta i ze wszystkimi odpowiednimi rzeczami. Całości dopełniał telewizor w salonie, rozkładana kanapa i mała kuchnia. Od razu ustaliliśmy, że będziemy sobie robili śniadania tutaj, a na obiady chodzili do restauracji.
Powoli zapadał zmrok i nieco rozmarzyłem się na myśl, że moglibyśmy wypić razem jakieś wino, a później położyć się na łóżku i… Moja wyobraźnia sama poszła do przodu, jednak szybko się opanowałem. Wiedziałem, że to niemożliwe. Takie myśli nie pomagały w opanowaniu chęci na seks.
– Masz już lepszy humor, kochanie? – Złapałem Kim w pasie, gdy przechodziła obok mnie i przyciągnąłem do siebie. – Jak ci się tu podoba?
– Bardzo. – Pocałowała mnie mocno. – Ale jestem trochę głodna. Pójdziemy gdzieś na kolację? A później nad jezioro?
– Pewnie. Co tylko chcesz.
***
Koniec końców, weekend był bardzo udany. Trochę się rozluźniłem i nie myślałem o pracy ani o mojej nowej współlokatorce, która tworzyła niezręczną atmosferę w moim własnym mieszkaniu. Kim też była inna – wesoła, pogodna, z oczami, które świeciły się i cieszyły niczym oczy dziecka. Taką ją poznałem i taką pokochałem. Miałem chwilę spokoju od jej zazdrości, jednak im bliżej było powrotu, tym częściej zastanawiałem się, co czeka mnie, gdy wrócę do mieszkania, w którym była kobieta.  
Kim chyba też o tym myślała, bo gdy oddawaliśmy klucze i pakowaliśmy się do samochodu, była wyraźnie zamyślona. Postanowiłem jej nie wyrywać z tego zamyślenia i wspominałem minione dni – chwile spędzone nad jeziorem, wspólne robienie śniadania, leżenie w łóżkach, leniwe przytulanie się. Nie dobierałem się do Kim w żaden sposób, nie próbowałem niczego zrobić, używałem całej swojej samokontroli, by finał tego wyjazdu był inny niż ten w naszą rocznicę. Po prostu musiałem brać dużo zimnych pryszniców.
Kim już nie śpiewała, przemilczała całą drogę. Gdy odwiozłem ją pod jej mieszkanie, wyłączyłem silnik i czekałem, aż się odezwie. Zaciskała kurczowo palce na swojej torebce, aż w końcu spojrzała na mnie i powiedziała szybko:
– Nick, myślę, że powinniśmy razem zamieszkać.
Czy ja się przesłyszałem? Uniosłem jedynie brwi i powiedziałem jedyne, na co było mnie stać:
– Co?
Skąd ta zmiana? Przez ten jeden, jedyny weekend, który w pełni spędziliśmy razem? Owszem, też się poczułem tak, jakbyśmy razem mieszkali – poprzednie wakacje spędziliśmy w gronie znajomych, co odczuwaliśmy inaczej. Ale żeby Kim nagle zmieniła zdanie w tak ważnej sprawie?
– Zrozumiałam… że to nic złego, jeśli wyglądałoby to tak, jak ten weekend.  
Aha. Czyli mieszkanie razem to nic złego, bo się do niej nie dobierałem, gdy leżała obok mnie w kusej piżamie? Nawet nie wiedziała, ile siły i najróżniejszych myśli mnie to kosztowało.
– Co za różnica, jak to wygląda? – zapytałem zbity z tropu. – Przecież nie chciałaś mieszkać ze mną przed ślubem nie ze względu na to, jak by to wyglądało, tylko dlatego, że to wbrew Kościołowi…
– Tak, ale… myślałam o tym, co mówiłeś. Że nie zawsze postępuję tak, jak każe Kościół. Jestem zazdrosna. Naginam zasady. – Przygryzła wargę. – I to prawda. Staram się, ale jestem tylko człowiekiem. Nie będę w pełni miłosierna, litościwa, nadal popełniam grzechy i błędy. Jednak ten weekend, bycie z tobą… dało mi to dużo radości. Więc… czy to coś złego, że chcę zrobić coś, co mnie uszczęśliwia?
A to niespodzianka. Jeszcze parę dni temu w życiu nie spodziewałem się czegoś takiego usłyszeć. Prawdę mówiąc, śmierdziało mi to jakąś ściemą. Jej argument do mnie nie trafiał. Milion razy u niej nocowałem, albo ona u mnie. Fakt, to nie były całe weekendy, ale – co z tego? To przez Hayley? Była tak zazdrosna, że chciała za wszelką cenę wyciągnąć mnie z tego mieszkania?
Postanowiłem zaatakować z innej strony.
– Seks ze mną też by cię uszczęśliwił – rzuciłem pół żartem, pół serio.
Jej wargi zadrżały.
– Nie przeginaj, Nick.
– Ja przeginam? Wybacz, ale coś mi tu nie pasuje. Nagle olśniło cię, że mieszkanie ze mną nie będzie złe? Dopiero teraz? Miałaś już przedsmak tego. Ile razy zostawałem u ciebie na noc? Wtedy nie czułaś, że to nie byłoby złe?  
– Nick…
– Czuję się, jakbyś mnie testowała – powiedziałem głośno, przerywając jej. – A jeśli się zgodzę, to znowu oskarżysz mnie o to, że próbuję cię odwieść od twoich przekonań.
– To nie tak!
– A jak? Przecież jeśli faktycznie byśmy razem zamieszkali, a ja bym zrobił jakąś głupotę, od razu byś stwierdziła, że to był beznadziejny pomysł i że to moja wina, bo się na to zgodziłem, choć wiedziałem, jakie to dla ciebie ważne. Przykro mi, ale nie zgadzam się.
Sam nie wiedziałem, co we mnie wstąpiło. Byłem wściekły – może dlatego, że Kim musiała z tym wyjechać akurat teraz. Gdyby powiedziała to rok temu… nie mogłem teraz zostawić Willa na lodzie. Lubiłem z nim mieszkać. Nawet Hayley mogłem przeżyć. Chodziło mi o to, że byłem już ustatkowany. Miałem szukać nowego mieszkania na próbę? Coś mi mówiło, że szybko bym musiał je wypowiedzieć. Decyzja Kim, podjęta akurat teraz, nie przekonywała mnie ani trochę. Ja chciałem z nią mieszkać od początku. Nie chciała, zapierała się przed tym rękami i nogami – teraz to ja miałem prawo się nie zgodzić. Zwłaszcza, jeśli później wszystko miałoby się rozsypać. Jak zawsze, z mojej winy.
A jednak dało się zrobić gorszy finał, niż ten w rocznicę.
– Nie zgadzasz się – powtórzyła po mnie.
– Przykro mi. To wszystko brzmi podejrzanie. Myślę, że tak naprawdę wcale nie chcesz ze mną mieszkać, chcesz tylko, żebym nie mieszkał z Hayley, bo jesteś o nią za…
– Nie jestem!
– Przed chwilą sama mówiłaś, że jesteś, i że przez to nie postępujesz w pełni tak, jak powinnaś! – Miałem dość tej dyskusji. – Mam z tobą zamieszkać, bo tylko wtedy mi zaufasz? Dla mnie taka opcja nie wchodzi w grę.
Zanim się zorientowałem, wysiadła z samochodu i mocno trzasnęła drzwiami. Przycisnąłem palce do skroni.  
Miało być dobrze, a wyszło jak zawsze.  


Hayley

Chodzenie na spacery z Willem i Milo poprawiało mi humor, ale tylko na chwilę. Tak jak sądziłam, nie byłam w stanie zwlec się z łóżka przed pracą brata. Nie byłam rannym ptaszkiem. W ciągu dnia snułam się po mieszkaniu jak cień, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Nie chciałam godzinami gapić się w ekran laptopa, oglądając seriale, właściwie bez zbytniego zwracania uwagi na fabułę. Will wracał z pracy coraz później. Brał nadgodziny, żeby móc opłacić raty kredytu, czynsz, rachunki oraz zrobić porządne zakupy. Widząc, jaki był zmęczony, chciałam jak najszybciej wrócić do wykonywania zleceń, by choć trochę go odciążyć. Jednak ilekroć siadałam przy biurku, chcąc rozruszać rękę i poćwiczyć, nic z tego nie wychodziło. Gapiłam się w pustą kartkę, trzymając ołówek, ale natchnienie nie nadchodziło. A kiedy zmuszałam się do rysowania, kończyło się potarganymi strzępami papieru, tworzących coraz większą kupkę razem ze zmiętymi kulkami.
Nie mogłam rysować. A to znaczyło, że było ze mną bardzo źle.  
Jeśli jeszcze nie wpadłam w głęboki dół depresji, właśnie się tak stało.
Tablet graficzny nadal leżał schowany w pudełku. Gdy patrzyłam na przybory do rysowania, prawie wybuchałam płaczem. Skoro nie byłam w stanie nic narysować, jak miałam zarabiać? Jak miałam odciążyć Willa? Byłam przybita i sfrustrowana jak nigdy. Starałam się w kuchni jak mogłam, gotując coraz to różniejsze dania, testując nowe przepisy, ale przede wszystkim robiłam to, by gdy Will wróci z pracy, czekał na niego ciepły obiad. Żeby mógł zjeść i w końcu choć trochę odpocząć. Zostawał jednak jeszcze długi spacer z Milo i coraz częściej zastanawiałam się, czy nie poprosić Nicka o pomoc. Brat chyba nie zamierzał tego zrobić. Praktycznie się nie widywali, a odkąd Will pracował dłużej, ciągle się mijali.
Każdy dzień wyglądał tak samo. Oprócz gotowania i sprzątania, moim nowym ulubionym zajęciem było siadanie na parapecie i gapienie się w okno. Jesień powoli ustępowała miejsca zimie. Nie mogłam się doczekać, aż spadnie śnieg. Milo go uwielbiał, ja nie za bardzo, ale oszronione drzewa i krzewy pokryte białym puchem wyglądały przepięknie. Uwiecznianie tego na rysunku zawsze sprawiało mi frajdę, ale wątpiłam, by w tym roku było tak samo. Jeśli w ogóle uda mi się wrócić do rysowania.  
Czas gnał nieubłaganie i zanim się obejrzałam, siedziałam w gabinecie ginekologa na kontrolnej wizycie. Will załatwił sobie wolne i pojechał ze mną. Tym razem usłyszałam same pozytywne wiadomości. Wszystko było w porządku, rany się praktycznie zagoiły, więc mogłam spróbować wyciągnąć resztki szwów, ale na to nie byłam jeszcze psychicznie gotowa. Will oczywiście chciał mi pomóc, jednak odmówiłam. Chciałam to zrobić sama. Mogłam powoli wracać do życia. O bieganiu jeszcze nie było mowy, ale jakieś łagodne ćwiczenia czy joga nie powinny wyrządzić krzywdy. Nigdy nie ćwiczyłam jogi, ale jeśli miała pomóc mi się rozruszać i być kolejną formą aktywności fizycznej oprócz spacerów, to zamierzałam spróbować.
Kilka dni po wizycie u lekarza dostałam okres. Minął miesiąc odkąd trafiłam do szpitala, a wydawało mi się, że zabieg miałam ledwie wczoraj. Może to przez Willa, który traktował mnie jak jajko. Miałam nadzieję, że teraz odpuści i przestanie robić ze mnie kalekę. Przez okres jeszcze bardziej chciało mi się płakać. Byłam rozdrażniona i ciągle chciało mi się jeść. Nie znalazłam żadnych słodyczy, więc wyglądało na to, że musiałam zrobić sobie sama. Miałam smaka na szarlotkę na kruchym cieście i kiedy upewniłam się, że mamy wszystkie potrzebne składniki, zabrałam się do roboty. Jednak nie szło mi to tak cudownie i łatwo, jak się spodziewałam. Pół kuchni już było w mące, tak samo jak mój sweter i legginsy. Gdy smażyłam jabłka dałam za dużo cukru, więc dosypałam cynamonu, ale chyba niewiele to dało. A kiedy wyjęłam ciasto z lodówki i chciałam wykleić nim formę, kleiło mi się do rąk, rwało, przez co powstawały dziury i byłam bliska płaczu. Wściekałam się na siebie i na głupi okres.  
Tak, to na pewno przez okres.
Byłam perfekcjonistką i nie robiłam niczego na odwal się. Nawet głupiego ciasta. Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić. W nerwach nigdy mi nic nie wychodziło. Gdy w końcu wzięłam się w garść, dokończyłam wyklejanie formy, nałożyłam jabłka i posypałam kruszonką, po czym wsadziłam do nagrzanego piekarnika. Teraz zostało już tylko sprzątanie. Rozejrzałam się po kuchni, która wyglądała jak pobojowisko. Przeważnie zmywałam, co mogłam na bieżąco, ale dzisiaj rozdrażnienie sprawiło, że zostawiłam wszystko na sam koniec. W dodatku ta mąka. Chciałam śnieg, to mam.
Nagle usłyszałam za sobą kroki.
– Czy właśnie ktoś użył tego piekarnika po raz drugi w jego życiu?
Odwróciłam się do Nicka, od razu oblewając się rumieńcem, bo przecież byłam cała w mące. Jak małe dziecko.
– Tak. I ten ktoś bardzo się namęczył, by to zrobić – powiedziałam, starając się strzepać mąkę ze swetra.
– Chyba niepotrzebnie. Ten piekarnik to rzęch. – Nick podszedł do stołu i opadł na krzesło, pocierając oczy. Wyglądał, jakby długo nie spał. – Co wyjaśnia, dlaczego wcześniej był używany tylko raz.
– Jeśli spali mi ciasto, wyrzucę go przez okno.
Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że natrudziłam się na marne. Chciałam to ciasto. Na już. Potrzebowałam dużej dawki cukru. I chociaż widok zaspanego Nicka poniekąd zaspokajał tę potrzebę, bo ze zmierzwionymi włosami wyglądał słodko, to musiałam zjeść szarlotkę. Po prostu musiałam.
– Nie mogłeś spać? – zapytałam nagle, jakby mnie to obchodziło. – Byłam za głośno? Nie wyglądasz na wyspanego.
– To nie twoja wina. – Westchnął nagle. – Po prostu… pokłóciłem się z dziewczyną.
– Och… – No tak. Dziewczyna. Prawie zapomniałam. Odwróciłam się i zaczęłam ścierać mąkę z blatu. – Chcesz… o tym pogadać?
Boże. Dlaczego o to zapytałam? Nie znaliśmy się na tyle dobrze. Nie byliśmy kumplami. Byliśmy tylko współlokatorami. Tymczasowo.
– Nie – mruknął, wbijając wzrok w stół. Potem jednak nagle dodał: – Wiesz, czego nie rozumiem? Tego, że ktoś twierdzi, że jest przykładnym katolikiem, a czasem zachowuje się kompletnie odwrotnie. Dajmy na to… twoja babcia. Nie chcę osądzać, ale wydaje się być stuprocentowo zaangażowana w swoją wiarę. I to przynajmniej ma sens. Ale… niektórzy jak widać mówią jedno, a robią drugie – prychnął.
– Też tego nie rozumiem – odparłam częściowo sprzątając, częściowo na niego zerkając. – Tak, moja babcia zawsze postępuje zgodnie ze swoimi wierzeniami. Próbuje mnie nawrócić i nie rozumie, że ja… Zresztą nieważne. Najgorliwsi chrześcijanie leżą krzyżem przed ołtarzem, a w stosunku do innych ludzi są podli.
Zajrzałam do piekarnika, mając nadzieję, że moje ciasto piecze się bez problemów. I jak na razie tak właśnie było. Odetchnęłam z ulgą, wdychając cudowny zapach szarlotki.
– Nie tyle chodzi o podłość co… o niezdecydowanie. – Westchnął po raz kolejny. – Zmieniają swoje zasady, choć niby były nietykalne, próbują manipulować… a ty co? Masz się biernie zgadzać? A potem zostać oskarżonym o sprowadzanie na drogę zła czy inne bzdety?
– Tacy ludzie to egoiści. Myślą tylko o sobie i zrobią wszystko tak, żeby im pasowało. Nie zgodzisz się, źle. To ty jesteś ten zły. Zgodzisz się, a potem im się odwidzi, to i tak będzie twoja wina. – Jak tylko te słowa opuściły moje usta, zdałam sobie sprawę, że Sean czasami się tak zachowywał.
Dlaczego wcześniej tego nie widziałam? A może nie chciałam widzieć? Miłość jest jednak ślepa…
– Dokładnie. – W tonie jego głosu coś się zmieniło. – To właśnie próbowałem jej powiedzieć, ale… – Potrząsnął głową. – Nieważne. Nie będę cię tym zanudzał.
– Nie zanudzasz. Przynajmniej nie muszę gadać do Milo. – Uśmiechnęłam się lekko i założyłam kosmyk włosów za ucho. – On i tak nie odpowie. Lubisz szarlotkę?
– Uwielbiam. – Nieoczekiwanie posłał mi cwaniacki uśmiech, od którego aż zaparło mi dech.  
Nick siedział ze mną w kuchni, aż ciasto się upiekło. Piekarnik łaskawie go nie spalił, z czego się ucieszyłam. Kroiłam jeszcze ciepłe, bo już nie mogłam wytrzymać. Nałożyłam pokaźne porcje na talerze, usiadłam przy stole i chwilę później razem z Nickiem zajadaliśmy się szarlotką, która nieoczekiwanie wyszła bardzo dobra. Nie spodziewałam się, że nawiążemy jakąś nić porozumienia, ale tak się stało. Mieliśmy podobne podejścia do różnych spraw i miałam nadzieję, że wkrótce zniknie ta niezręczność między nami.
***
Siedziałam na łóżku i od pół godziny próbowałam wyciągnąć resztki szwów z zagojonych ran. Panikowałam, bo bałam się, że może jednak nie wszystko się jeszcze zagoiło i wyciągnę za dużo, albo będzie boleć, albo… Milion innych rzeczy. Za każdym razem, gdy chwytałam palcami szew, przewracało mi się w żołądku. Will był na szkoleniu kilkudniowym, więc nie mógł mi z tym pomóc. Jeśli nie zrobię tego sama, to… będę musiała poprosić Nicka, co będzie mega niezręczne. A przecież odmawiałam pomocy brata, bo chciałam to zrobić sama. Uparłam się jak dziecko, a mogło już być po wszystkim. Męczyłam się z tym jeszcze jakiś czas, aż w końcu się poddałam. Z sercem walącym w piersi podeszłam do drzwi pokoju Nicka i zapukałam.  
Boże, ale się stresowałam. A jeśli odmówi?
– Proszę.
Ostrożnie otworzyłam drzwi, ale nie odważyłam się wejść do środka. Pokój był nieco zagracony, ale nie było tu bałaganu, którego chyba się spodziewałam. Nick siedział na łóżku z laptopem na kolanach.
– Masz chwilę? – zapytałam, czując, że policzki zaczynają mnie piec. – Chciałam… mam pewien problem… i chciałam… prosić cię o pomoc – dukałam, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy.
– Obawiam się, że musisz być bardziej precyzyjna.
– Pomożesz mi wyjąć resztki szwów? To znaczy… mógłbyś… to zrobić za mnie? – Spojrzałam na niego w końcu. – Ja nie dam rady…
Na jego twarz wstąpiło zmieszanie.
– Ja… hm… – Odchrząknął. – Nie znam się na tym…
– Musisz tylko chwycić i pociągnąć, bo reszta rozpuściła się… no wiesz, w środku...  
Byłam gotowa paść na kolana i go błagać. I tak już byłam pewnie czerwona jak burak, więc co gorszego mogło się stać?
Był wyraźnie zmieszany i zagubiony, ale w końcu odłożył laptopa i wstał.  
– No… dobra… ale… pociągnąć? Tak po prostu? Nie zaboli cię to?
– Lekarz mówił, że nie.
– A więc czemu nie możesz ich wyciągnąć sama? Nie widzisz? Nie dosięgasz?
– Bo jestem panikarą i tchórzem. – Wbiłam wzrok w podłogę. – Próbowałam, naprawdę, ale… robi mi się słabo…
– Okej. Dobra… Gdzie chcesz to zrobić? Chcesz… – Spojrzał na swoje łóżko. – Chcesz się tu położyć?
– O-okej. – Weszłam powoli do środka, jak na skazanie i położyłam się na łóżku. Pościel pachniała Nickiem i przez chwilę chciałam wstać i uciec. To chyba nie był dobry pomysł. Przeklinałam swoje panikarstwo. – No więc… zostały tylko dwie rany, bo z tej trzeciej jakimś cudem szwy odpadły same… – Podciągnęłam bluzę, odsłaniając brzuch. Tym razem na szczęście miałam na sobie spodnie dresowe, więc nie musiał oglądać moich majtek, chociaż i tak musiałam je zsunąć, bo ta jedna rana była dość nisko, bliżej pachwiny. – Tu jest jedna. – Wskazałam na pępek. – A druga… niżej… – Przełknęłam ślinę i obserwowałam go. Obawiałam się, że gdy zobaczy blizny i resztki szwów, wzdrygnie się i powie, że nie da rady, bo się brzydzi, ale nic takiego nie miało miejsca.  
Wziął głęboki oddech, wyraźnie się stresował, ale wyciągnął rękę i delikatnie dotknął mojej skóry, chwytając za kawałki szwów. Zawahał się, ale w końcu delikatnie je pociągnął, a one bez problemu wyszły z rany. Zrobiło mi się gorąco i z trudem przełknęłam ślinę. Ledwo musnął palcami skórę, a serce chciało mi wyskoczyć z piersi. To był bardzo zły pomysł. Nick odrzucił wyciągnięte szwy gdzieś na bok i przesunął spojrzenie niżej. Ponownie zrobił to samo i chwilę później było już po wszystkim.
– Bolało? – zapytał, przenosząc na mnie wzrok.
Miałam ochotę westchnąć, wpatrując się w te czekoladowe tęczówki.  
– Nie – odpowiedziałam, przywołując się do porządku. – Dziękuję.
– Nie ma za co. – Wyprostował się, nagle znowu zmieszany. – To… wszystko?
Patrzyłam na niego zaskoczona, nie wiedząc czemu. Znowu zapiekły mnie policzki. Przecież siedziałam na jego łóżku. Powinnam już sobie iść. Zrobił to, o co go prosiłam. Nie sądziłam, że to będzie takie proste. Teraz było mi głupio, że nie zrobiłam tego sama. Boże, nawet nie chciałam wiedzieć, co teraz sobie o mnie myślał. W dodatku zamiast wstać, leżałam dalej, wdychając jego zapach. Trochę bałam się, jak wyglądał mój brzuch bez wystających ze skóry szwów. W końcu będę mogła zobaczyć blizny w pełnej okazałości. Byłam ciekawa, co myślał o nich Nick. Był przecież facetem i jeśli jego odrzucały, to pewnie innych też będą. Zachciało mi się płakać na samą myśl.
– Jak… jak to wygląda? – zapytałam zdławionym głosem. – W sensie te blizny… bardzo źle?
– Nie… no co ty. – Potrząsnął głową. – Każdy ma blizny. Mniejsze, większe. One symbolizują cierpienie… i naszą wygraną. Naszą przebytą drogę. Nie masz się czego wstydzić. Powinnaś być z nich dumna.
Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Podniosłam się na łokciach, żeby uważniej mu się przyjrzeć.
– Czyli… nie uważasz, że są brzydkie?
– Nie. A jeśli jakiś facet będzie tak uważał, nie jest ciebie wart.
Zatkało mnie. Policzki zapiekły jeszcze bardziej niż do tej pory. Nick jednak nie był kompletnym dupkiem, co tylko wszystko pogarszało. Myślałam, że jeśli poznam go trochę bliżej, nie spodoba mi się bardziej niż do tej pory. Myślałam, że to tylko jego wygląd był za to odpowiedzialny. Pozory mylą. I ja też byłam w błędzie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 5306 słów i 29207 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Mam te same skojarzenia co Aga. Wracając do Kim.Jak daleko się posunie by zatrzymać Nicka...Całowanie powoduje pewne stany, ktore raczej zachęcają do czegoś więcej, więc to nie wpływa dobrze ani na niego, ani na nią. Wszystko dlatego, że ktoś pod nazwą KK wypaczył Słowo Boże. Dla Boga jak ktoś się z kimś spotyka to już jest małżeństwo. Nick powinien się dobrze zastanowić, bo jak Kim jest taką mocną katoliczką to nawet po ślubie będzie z nim spać tylko w celu powìększenia rodziny...Coś mi się zdaje, że Kim złamie najcięższą zasadę ...tylko czy zdąrzy. :D Od początku intryguje mnie tytuł...

  • agnes1709

    No tak, teraz podryw na chirurga; zawsze to coś nowego:D I mam nadzieję, że się nie rozmyśli, co do przeprowadzki, chociaż...? Może to byłoby ciekawe?  :ninja: