Światło w ciemności – rozdział 5

Światło w ciemności – rozdział 5Hayley

Nick zalewał herbatę gorącą wodą. Kiedy nie widział, mogłam bez przeszkód się na niego gapić. Był wysportowany i umięśniony, ale tak w sam raz. Nie wyglądał jak koksy z siłowni. I całe szczęście, albo raczej moje nieszczęście. Miał na sobie spodnie dresowe i koszulkę. Patrzyłam na jego odsłonięte przedramiona, potem przeniosłam wzrok na ramiona, kark, a w końcu na czarne włosy. Ciekawe, czy były tak miękkie jak sądziłam. Położyłam łokieć na stole i oparłam podbródek na dłoni.
Boże, co jest ze mną nie tak?  
Nie mogłam się w niego tak wpatrywać. To nie było normalne.  
Nick postawił przede mną kubek z herbatą.
– Dziękuję – powiedziałam cicho, starając się nie patrzeć w te ciepłe brązowe oczy.  
Były jak czekolada, a ja kochałam czekoladę.
– Czy to łapa psa? – zapytał, marszcząc brwi i patrząc na moją rękę.
Zamrugałam. Zsuwając się, rękaw odsłonił mój tatuaż, który miałam na nadgarstku. Odcisk psiej łapki wielkości opuszka.
– Tak.
– To pamiątka po jakimś innym psie?
– Nie. Czy każdy tatuaż musi być pamiątką?
– Nie, ale jeśli chodzi o tatuaże związane ze zwierzętami, to chyba większość ludzi robi je na pamiątkę, po stracie. Masz Milo. Po co ci ta łapa?
– Nie jestem jak większość.  
Widziałam, jak przesunął wzrokiem po mnie i moich włosach.
– Zdecydowanie nie jesteś – mruknął i upił łyk herbaty.
Trudno było powiedzieć, czy to był komplement czy jednak nie, ale i tak poczułam, jak pieką mnie policzki.
– Nie mogę mieć tatuażu, bo mam żywego psa? – zapytałam.
– Możesz. Mówię tylko, że to trochę dziwne.
– Okej. Jestem dziwna. A jakby to była gwiazdka, to byłoby w porządku?
Nieoczekiwanie parsknął śmiechem. Podobał mi się ten dźwięk. Podobał mi się jego głos. Mogłabym go słuchać godzinami.
– W porządku. Chyba nie masz ani żywej, ani martwej gwiazdki.
– Mam majtki w gwiazdki – wyrwało mi się i natychmiast tego pożałowałam.
Musiałam być czerwona jak burak.
– Taaak… widziałem. I długo nie zapomnę tego widoku.
Boże, co za wstyd. Więc nasze pierwsze spotkanie mógł zapomnieć, ale moich majtek nie? Chwyciłam kubek z herbatą i upiłam łyk.
– A serce? – Odważyłam się i podniosłam wzrok, żeby na niego spojrzeć. – Jakby to było serce, to też byłoby dziwne, bo przecież mam bijące w piersi?
Boże, co ja gadam? Nie wiedziałam, jak mam się przy nim zachowywać.
– Nikt ci go nigdy nie złamał?
– Złamał… – Zapatrzyłam się w herbatę. – Nawet całkiem niedawno…
Nagle usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi i po chwili rozległy się doniosłe kroki. Myślałam, że to Will nareszcie wrócił z jedzeniem i uwolni mnie od tej niezręcznej rozmowy, ale Milo zaczął szczekać. Ktoś wszedł do kuchni, a Nick wytrzeszczył oczy.
– Co ty tu robisz? – zapytał dość ostrym tonem, patrząc gdzieś za mnie.
Milo przybiegł do moich nóg, a ja odwróciłam się, by zobaczyć naszego gościa. Dziewczyna o jasnobrązowych włosach i spojrzeniu łani wpatrywała się w nas wściekłym wzrokiem. Była wyższa ode mnie i dużo ładniejsza, a piegi tylko dodawały jej uroku. Kim była ta piękność, którą Nick najwidoczniej znał? I weszła tu jak do siebie?  
Miałam się odezwać pierwsza? Spojrzałam zdezorientowana na Nicka.
– Nie odbierałeś telefonu, więc pomyślałam, że wpadnę.  
– Dobrze wiesz, po co jest ten klucz. Dałem ci go znowu tylko pod warunkiem, że…
– To jest nagły wypadek – przerwała mu, stanowczo podchodząc do stołu. Nick wyglądał na zirytowanego, za to dziewczyna przeniosła spojrzenie na mnie. – Ty musisz być Hayley.
Kto to był? I czemu wiedziała, kim jestem?  
– Tak, to ja… – Patrzyłam na nią i miałam ochotę się stąd ulotnić. – A ty to…?
– Kim. Jestem dziewczyną Nicka. – Spojrzała na niego, jakby chcąc zaznaczyć swój teren.
Dziewczyną. Oczywiście. Wiedziałam, że nie mógł być sam. On był przystojny, ona piękna. Pasowali do siebie. A ja byłam… dziwna.
– Miło cię poznać. – Podniosłam się powoli, zabierając kubek. – To ja nie będę wam przeszkadzać. Chodź, Milo.  
Poszłam do pokoju Willa. Milo wcale się nie spieszył i musiałam przytrzymywać drzwi przez dłuższą chwilę, aż łaskawie wszedł do środka. Zanim je jednak zamknęłam, usłyszałam:
– Mówiłeś, że jest brzydka!
– Mów ciszej. A co miałem ci powiedzieć? Gdybym powiedział, że jest ładna, to zaraz byś wybuchła. Poza tym, uroda to rzecz względna.  
Uważał, że byłam brzydka? W sumie czego się spodziewałam? Nie zapamiętał mnie. To już mówiło samo za siebie. Nie zmieniało jednak faktu, że było mi przykro.  
– Chcesz mi powiedzieć, że wcale ci się nie podoba?
– Możesz już przestać? Czy nie mówiłem ci, że to siostra Willa, a ja jestem z tobą? Czemu mi nie ufasz, do cholery? I czemu znowu używasz klucza wyłącznie dla swojego widzimisię?
Siostra Willa. No tak. Kim więcej mogłabym być? Oparłam się o framugę. Powinnam przestać podsłuchiwać. To nie moja sprawa.  
– Otóż to jest dla mnie wszelki wypadek, a nie tylko widzimisię. Musiałam ją zobaczyć. Miałam złe przeczucia. I proszę, siedzieliście nad herbatką jak najlepsi przyjaciele!
Ciężkie westchnięcie, a potem krótki śmiech.
– Przepraszam, co sugerujesz? Teraz nie mogę nawet mieć przyjaciół, którzy mają co innego między nogami niż ja?
– Wolałabym, żebyś nie mieszkał ze swoimi przyjaciółmi tego rodzaju.
– Serio, daj spokój. Przecież… to młodsza siostra Willa. To jeszcze dziecko.
Mała, chora siostra Willa. Zamknęłam cicho drzwi. Łzy napłynęły mi do oczu. Odłożyłam herbatę na biurko, położyłam się na łóżku i wtuliłam się w Milo, który od razu do mnie dołączył, pozwalając łzom płynąć.
***
Trudno było mi się przyzwyczaić do mieszkania z dwoma facetami. Spanie w jednym pokoju z bratem przypominało mi dzieciństwo. Nie mogłam się przestawić. Inne łóżko, inne miejsce, inne dźwięki dochodzące zarówno z wnętrza mieszkania, jak i z zewnątrz. Milo chyba też miał problem. Nie czułam się tutaj swobodnie. Nie chciałam nigdzie zostawiać babskich rzeczy, ani przestawiać czegokolwiek, mimo że miałam na to wielką ochotę. Chciałam zrobić w kuchni przemeblowanie w szafkach, poukładać wszystko w praktyczne zbiory, ale nie miałam prawa się rządzić. Może mieszkałam teraz z nimi, ale tylko tymczasowo. Musiałam się nauczyć, co i gdzie leżało. To ja musiałam się dostosować do nich, a nie oni do mnie.  
Nicka unikałam jak ognia. Wiedziałam, że w dzień spał, więc byłam najciszej, jak tylko się dało. Nie chciałam go obudzić i słuchać kazań. Will wyprowadzał Milo przed pracą i jak wracał, więc nie musiałam prosić o to Nicka. Nie chciałam mu wchodzić w drogę, ani przeszkadzać w jego planie dnia. Wychodziło mi to całkiem nieźle, ale czasami nie dało się uniknąć spotkania. Wpadaliśmy na siebie w kuchni, albo pod drzwiami łazienki. Wymienialiśmy szybkie powitania i tyle. Nie chciałam spędzać w jego towarzystwie więcej czasu niż to konieczne. A to, że mi się podobał tylko pogarszało sprawę. Czemu musiał być w moim typie? Czemu musiał być taki przystojny? I czemu musiał być takim dupkiem?
Większość czasu spędzałam w pokoju razem z Milo, oglądając seriale. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Rzadko odzywałam się na grupie, na której znajomi zalewali mnie wiadomościami. Napisałam im tylko, że mieszkam u brata, a jego współlokator śpi w dzień, więc nawet niech nie myślą o robieniu mi niespodzianek. Niestety znali adres, bo kiedyś Kevin mnie tutaj podrzucił. Sean wypisywał do mnie na portalach społecznościowych, więc musiałam go zablokować. Nie chciałam czytać tego, co pisał. Zawiódł mnie. Złamał serce. I mimo że bardzo mnie korciło, usuwałam wiadomości bez odczytywania. Jego numer telefonu również zablokowałam, bo wiedziałam, że kiedyś w końcu się ugnę i odbiorę połączenie. Will nadal we wszystkim chciał mnie wyręczać, przez co czułam się jeszcze gorzej. Coraz bardziej czułam się jak mała dziewczynka, nieumiejąca nic zrobić.  
Mała i schorowana.  
Litujcie się nade mną, bo jestem taka biedna.  
Coraz częściej płakałam pod prysznicem, żeby Will nie widział. Nie chciałam widzieć współczucia w jego oczach. Nie chciałam, żeby mnie przytulał i powtarzał jak zacięta płyta, że wszystko będzie dobrze.  
Tęskniłam za swoim mieszkaniem. Tęskniłam za byciem samej z Milo. Tęskniłam za byciem zdrową i niezależną. I tęskniłam za Seanem. Jego ciepłymi ramionami, zapachem, bliskością. Nienawidziłam siebie za to. Wiedziałam, że nie potrafiłabym mu na nowo zaufać i nigdy nie miałabym pewności, że zostanie przy moim boku, kiedy pojawią się problemy, ale to nie przeszkadzało mojemu głupiemu sercu nadal go kochać.  

  
Nicholas

Kim mnie wkurzyła. Po raz kolejny. Nie dość, że wyszedłem na idiotę przed Hayley, to jeszcze czułem się sprawdzany. Moja własna dziewczyna mi nie ufała i przyszła do mojego mieszkania, by sprawdzić, czy na pewno byłem grzeczny. Po raz kolejny, bez zapowiedzi. Myślała, że nie wiedziałem, po co przyszła? Oczywiście, że musiała wybadać teren. Zobaczyć Hayley na własne oczy. I co, sądziła, że jak przyjdzie niezapowiedziana to zastanie nas uprawiających dziki seks? Musiała nieźle się rozczarować zwykłą herbatą.
Poczekałem, aż Hayley pójdzie do pokoju Willa. Dopiero wtedy pozwoliłem sobie na wybuch. Nie chciałem jednak kłócić się w mieszkaniu, gdzie było nas słychać, więc po krótkiej wymianie zdań stanowczo wyprowadziłem Kim na klatkę.  
– Oddawaj mi klucz – wycedziłem.
– Nick…
– Mówię serio. Oddawaj go. Rozmawialiśmy już o tym ostatnio. Miałaś go używać do nagłych wypadków, a nie do szpiegowania mnie!
– Nie podoba mi się, w jaki sposób do mnie mówisz. – Ściągnęła brwi.
– A mnie nie podoba się bycie sprawdzanym w moim własnym mieszkaniu. – Miałem wrażenie, że jestem rodzicem, dyscyplinującym własne dziecko, ale to nie była moja wina, że Kim się tak zachowywała. – Gdybyś to ty chciała ze mną zamieszkać, to nie byłoby problemu. Sama jednak podjęłaś decyzję o tym, że nasze życia w większości przypadków mają się toczyć osobno, więc nie życzę sobie teraz pretensji ani nachodzenia mnie. – Wyciągnąłem w jej stronę rękę. – Klucz.
Może przegiąłem, bo w oczach Kim pojawiły się łzy i przez chwilę było mi głupio – ale nadal byłem wściekły. Musiałem postawić granice.  
– Przemyśl swoje zachowanie – rzuciłem, wracając do mieszkania i zostawiając Kim samą na klatce. – Myślisz, że jak zasłonisz się religią, to wszystko ci wybaczę? Mam duże pokłady cierpliwości, ale obecnie są na wyczerpaniu. Jeśli dalej będziesz tak mnie od siebie odpychać, to nie wróżę nam wspólnej przyszłości. – Po tych słowach wszedłem do mieszkania i trzasnąłem drzwiami.
Czy zachowałem się jak dupek? Być może. Ale nie było też tak, że Kim sobie na to nie zasłużyła. Było mi ciężko mówić jej te przykre słowa, ale do cholery – naprawdę byłem cierpliwy. Zaakceptowałem fakt, że nie chciała razem mieszkać ani uprawiać seksu. Dwa lata abstynencji to naprawdę był wyczyn. Znosiłem dzielnie ciasnoty w spodniach, bo wiedziałem, że nic z nimi nie zrobię. Chyba należało mi się trochę swobody i zaufania?
Hayley zaczęła mnie unikać, co z jednej strony mi pasowało, ale z drugiej powodowało, że stresowałem się samym pójściem do kuchni, bo nigdy nie wiedziałem, czy jej tam nie zastanę. Praktycznie się do mnie nie odzywała i zawsze szybko wychodziła. Czułem się, jakbym mieszkał z duchem.
Parę dni po kłótni Kim nieoczekiwanie zapytała, czy mogłaby przyjść do mnie wieczorem. Zgodziłem się, bo i tak nie szedłem do pracy, a byłem ciekawy, co miała mi do powiedzenia. Gdy przyszła, wyglądała na autentycznie skruszoną.
– Przepraszam – wydusiła z siebie, gdy zamknąłem drzwi od pokoju. – Wiem, że przesadziłam.
– Tu się zgadzamy.
– Po prostu… – Wzięła głęboki oddech. – Przy tobie… czasem się zapominam. To przez to, że jeszcze nikogo nie kochałam tak bardzo jak ciebie i… – Zaczęły się jej trząść ramiona. Poczułem, jak moja złość na nią momentalnie wyparowała. – Nie chcę cię stracić, Nick. Za bardzo mi na tobie zależy.
Już dawno nie słyszałem tak szczerego wyznania i poczułem ciepło w piersi. Przyciągnąłem ją do siebie, a ona wtuliła się we mnie jak mała małpka.
– Rozumiem. Przepraszam, że się tak na ciebie wydarłem. – Pocałowałem ją we włosy. – Nie jestem typem człowieka, który dobrze znosi takie sprawdzanie.
– Nie powinnam była…
– Ćśśś. Wiem. Najważniejsze, że przeprosiłaś.  
W końcu – moja mała, słodka, niewinna Kim. Przez chwilę znowu przypominała mi tę dziewczynę sprzed dwóch lat – kiedy ją poznałem. Kiedy jeszcze nie była tak zazdrosna.
Już wtedy pracowałem w barze, choć były to dopiero moje początki. Grupa dziewczyn przyszła świętować urodziny koleżanki. Wśród nich była Kim. Od razu zwróciłem na nią uwagę, bo nie miała na sobie wyzywającej sukienki, wysokich obcasów, nie darła się, nie piszczała. Wyraźnie czuła się tu nie na miejscu. Była tak inna od reszty dziewczyn, że moją pierwszą myślą było – jak się w ogóle z nimi zaprzyjaźniła?  
Zaintrygowała mnie. Gdy przyszła po drinki, zobaczyłem z bliska jej duże, jasne oczy, delikatne piegi na nosie, długie rzęsy. Była śliczna, choć miała tylko lekko pomalowane oczy i nic więcej. Duża odmiana od tony makijażu, którą widywałem na co dzień. Chciałem poznać ją bliżej – tak po prostu.
Zaczęliśmy rozmawiać, a gdy skończyłem zmianę, zamiast iść do domu z koleżankami – zresztą, pijanymi w sztok – poszła ze mną. Wybraliśmy się na spacer w świetle księżyca pustymi drogami, pozbawionymi samochodów. Księżyc szybko przeszedł we wschód słońca. Oboje byliśmy zmęczeni, ale rozmowa, którą prowadziliśmy, była ciekawsza niż sen. Uwielbiałem, jak Kim rumieniła się pod wpływem mojego spojrzenia. Taką ją pokochałem – słodką, wstydliwą, niewinną.
Później jednak zrzuciła na mnie religijną bombę, którą, jak się okazało byłem w stanie znieść – jednak doszła do tego jej nagła zazdrość i zaborczość. Nie lubiła mojej pracy. Nie lubiła wieczorów panieńskich i dziewczyn, które próbowały się do mnie kleić, mimo że nigdy ich do tego nie zachęcałem. Teraz posunęła się aż do tego, by mnie sprawdzić w moim własnym mieszkaniu, co odczuwałem poniekąd tak, jakbym sprowadzał ją na złą drogę. Nie lubiłem tej wersji Kim. Chciałem przywrócić tą poprzednią.
– Co ty na to, żebyśmy wyjechali gdzieś na weekend? – odezwałem się nagle, a Kim gwałtownie poderwała głowę, by na mnie spojrzeć. – Tylko my dwoje. W jakieś ładne miejsce. Żeby się stąd wyrwać i przypomnieć sobie początki. Chciałabyś?
Jej twarz rozświetlił powolny uśmiech.
– Bardzo.
Desperacko chciałem przywrócić nam te początki, bo obawiałem się, że jeśli nasz związek by dalej wyglądał tak jak teraz, to już niedługo mógł się skończyć.
***
Wziąłem w pracy wolne, wybrałem pensjonat nad jeziorem, który bardzo się spodobał Kim – jeszcze tylko musiałem się spakować i mogliśmy ruszać w drogę. Kończyłem wrzucać do torby sportowej jakieś bokserki i właściwie mogłem uznać, że wszystko wziąłem. Zasunąłem torbę i postanowiłem, że czas wypić jeszcze kawę. Wyszedłem z pokoju, stawiając torbę na korytarzu i kierując się do kuchni, ale w naszym małym salonie siedziała Hayley i rozmawiała przez telefon. Przystanąłem, nie chcąc jej przeszkadzać i doleciały do mnie jej słowa:
– Nie, babciu, przestań. Proszę cię, przestań. Nie mogę już tego słuchać. To nie Bóg uczył się latami i ciężko pracował, żeby móc pomagać ludziom. To nie Bóg mnie operował, więc nie mam Mu za co dziękować. I ty też nie. To lekarzom należą się podziękowania. Bóg nie kiwnął nawet palcem, nie powstrzymał tego pijaka przed wjechaniem w samochód rodziców. Zabił ich, a jemu nic się nie stało. Za to też Mu dziękujesz? Za zabicie twojego dziecka? – Głos jej drżał, jakby miała się zaraz rozpłakać. – Nie, babciu, nie przylatujcie. Przylecimy z Willem na święta. – Westchnęła, słuchając odpowiedzi. – Tak, ja ciebie też. Pa.
O rany. Stałem w miejscu, niepewny, co dalej robić. Bałem się, że Hayley się zaraz rozpłacze. Ta rozmowa mnie zaskoczyła, choć może nie powinna. Nie każdy był tak religijny jak Kim. Hayley najwyraźniej nie miała za co dziękować Bogu. Nic dziwnego, skoro życie dało jej tak w kość. Czułem się jednak zaskoczony tym, że jej podejście do religii było niemal identyczne jak moje. Nie tego się po niej spodziewałem.
Nie mogłem tam dłużej stać, bo wiedziałem, że zaraz mnie zauważy. Zapewne tylko pogorszę jej humor, ale trudno. Westchnąłem i zrobiłem krok do przodu.
– Dobrze się czujesz?
Aż podskoczyła zaskoczona. Spojrzała na mnie, a w jej oczach lśniły łzy, ale nie płakała.  
– Obudziłam cię? Nie chciałam, przepraszam…
– Nie, no co ty. Od dawna nie śpię. – Czułem się cholernie niezręcznie. Nie umiałem pocieszać płaczących kobiet. Chciałem tylko wypić kawę. – Twoja… to znaczy, wasza babcia, chyba nie jest świadoma ilości lat i pieniędzy, jakie lekarze wkładają w swoją edukację – palnąłem.
Zmieszała się. Chyba nie sądziła, że słyszałem jej rozmowę.
– Myślę, że jest – powiedziała cicho. – Po prostu… jest bardzo wierząca i nie podoba jej się, że ja już taka nie jestem… Myśli, że jak będzie w kółko trajkotała o Bogu, to mnie nawróci.
– Moja dziewczyna by ci powiedziała, że to zapewne część jakiegoś większego planu. – Nie mogłem się powstrzymać i wywróciłem oczami.
– Oczywiście – skrzywiła się. – Babcia też tak mówiła. Tak miało być. Taki był Jego plan. – Wywróciła oczami. – Nie będę Jego męczennicą. Niech znajdzie sobie kogoś innego.
Automatycznie poczułem do niej większy szacunek. Uśmiechnąłem się niemrawo, ale zdecydowałem się już nie ciągnąć dalej tego tematu.
– Miałem sobie zrobić kawę. Chcesz też?
– Właściwie to… chętnie się napiję. – Uśmiechnęła się delikatnie i założyła kosmyk włosów za ucho.
Podszedłem do ekspresu i odruchowo wcisnąłem przycisk espresso. Po drodze zauważyłem Milo, śpiącego pod stołem. Patrząc na ciemny płyn, nagle uderzyła mnie myśl – czy powinienem najpierw zrobić kawę kobiecie? Do cholery, nie wiedziałem, jak się przy niej zachować.
– Jaką chcesz?
– Latte.  
– Ok. – Musiałem przez dłuższą chwilę pogrzebać w szafce, by znaleźć wysoką szklankę do kawy, której raczej nie używaliśmy, ale w końcu się udało. Podałem jej kawę na stolik, marząc o tym, by już stąd wyjść.
– Dziękuję – powiedziała i zerknęła w kierunku korytarza. – Wyjeżdżasz?
– Tylko na weekend. Z dziewczyną.
– Zazdroszczę. Will nie wypuści mnie stąd przez najbliższe pół roku. Albo i dłużej…
– Takie uroki mieszkania z bratem. – Nie wiedziałem, o czym z nią rozmawiać. – Może musimy mu znaleźć dziewczynę. Wtedy cię wypuści. – Czy ja właśnie powiedziałem “my”?
Kiedy na mnie spojrzała, aż oczy jej błyszczały.
– To jest genialny pomysł! Znasz kogoś fajnego?
– Yyy… – zawahałem się. – To był w sumie żart, ale jeśli bym się uparł, pewnie bym kogoś znalazł.  
– Żart? A kiedy ostatni raz widziałeś tu jakąś dziewczynę, którą Will przyprowadził?  
Musiałem się chwilę zastanowić.  
– Nie pamiętam. A więc musiało to być bardzo dawno.
– No właśnie. Nie powinieneś żartować, tylko płakać nad jego losem. Nie mogę być jedyną kobietą w jego życiu. No, oprócz babci oczywiście.  
– W takim razie następnym razem jak pójdę do pracy, ogłoszę casting na dziewczynę mojego najlepszego kumpla. Wywieszę jego zdjęcie przy barze.
Zaśmiała się. Chyba pierwszy raz odkąd się tu wprowadziła.
– Taaaak, już widzę ten sznur lasek, ustawiający się w kolejce.
– A czemu nie? Widziałem wielu facetów z twarzą dużo gorszą niż Willa. Ma chłopak szansę.
– Nie powiedziałam, że mój brat jest brzydki. Jest całkiem przystojny, tylko że… niedługo będzie odstraszał kandydatki worami pod oczami.
Uśmiechnąłem się lekko.
– Kupię mu na urodziny jakiś specyfik pod oczy. Taki dla kobiet, bo o mężczyznach nikt nie myśli. Nikt nie robi takich kosmetyków. My mamy jeden żel do wszystkiego.
W sumie to była całkiem zabawna rozmowa, ale chyba żadne z nas nie przywykło do długich konwersacji. Hayley skwitowała moje słowa uśmiechem, po czym wstała z kanapy i usiadła przy stole, przyciągając do siebie szklankę z kawą. Zaczęła coś przeglądać w komórce, więc odwróciłem się, by wyczyścić ekspres i umyć filiżankę po kawie. Przez parę chwil panowała cisza, ale nagle rozległ się dźwięk przypominający uderzenie telefonu o stół. Zanim zdążyłem się w pełni odwrócić, Hayley już nie było – uciekła do pokoju Willa. Wydawało mi się, że płakała, ale nie byłem pewny, bo chwilę później trzasnęły drzwi. Spojrzałem osłupiały na Milo, który wybudził się z drzemki i miał minę podobną do mojej. Co to było?
Jej kawa została nietknięta, a obok leżał odblokowany telefon. Nie chciałem jej szpiegować, ale ciekawość wygrała – podszedłem do odblokowanego ekranu, żeby zobaczyć zdjęcie chłopaka, który na tle miasta całował w usta jakąś dziewczynę. Przyglądałem się temu przez chwilę, ale nadal nie rozumiałem reakcji Hayley. Wtedy jednak pojawił się dymek czatu z Facebooka i kawałek wiadomości: Hayley, tak mi przykro. Co za pie… Mogłem się domyślić, co było dalej. Nagle przypomniało mi się, jak mówiła, że ktoś niedawno złamał jej serce. Może to był jej były chłopak? Może zostawił ją, gdy dowiedział się, że jest chora?
W końcu ekran zgasł, a ja wzruszyłem ramionami. To i tak nie była moja sprawa. Miałem spędzić fajny weekend ze swoją dziewczyną.
Wziąłem torbę w rękę i wyszedłem z mieszkania, zostawiając Hayley samą.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4091 słów i 22748 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Miło się czyta.Trochę się pośmiałem.Kim jest ta dziewczyna? To Kim. Nadal sprawa granatowych majtek w gwiazdki Heyley jest aktualna. Byłem bliski, by zapytać żonę czy takie ma. Może we wspólny weekend Kim się przełamie i zmieni zdanie...No to dawajcie dziewczyny następną część, bo poza rodzynkami nie ma czego czytać sensownego :bravo:  :przytul:  :kiss:  <3

  • agnes1709

    Dobrana z Was para, boskie opowiadanie. Już nie mogę się doczekać na te podchody H i N, fochy Kim i całą resztę:D