Światło w ciemności – rozdział 4

Światło w ciemności – rozdział 4Hayley

Co za dupek! Spędził z Milo kilka dni i myślał, że jest ekspertem od jego zachowania? Mogłam się nie odzywać, ale zdenerwowało mnie jego: “Potrzebujesz czegoś jeszcze? Jeśli tak, to mów teraz, bo muszę iść do pracy”. Bolało mnie, ale nie zamierzałam go zatrzymywać i prosić o tabletki przeciwbólowe. Choćbym płakała z bólu, nie zrobiłabym tego. Poradziłabym sobie sama. Skoro spieszył się do pracy, to nie chciałam, żeby przeze mnie się spóźnił. Gdy trzasnął drzwiami, łzy napłynęły mi do oczu. Podziękowałam mu, nawet dwa razy, co jeszcze miałam zrobić? Wręczyć medal?
Wizyta u lekarza zbliżała się wielkimi krokami i zaczynałam się obawiać, że szef nie da Willowi wolnego. Ten jednak zapewniał mnie, że pojedzie ze mną na sto procent. Nie miałam się czym martwić, ale i tak to robiłam. Kiedy w końcu nadszedł ten dzień, brat przyjechał po mnie o umówionej porze i pojechaliśmy. Will był pozytywnie nastawiony, próbował mnie rozśmieszać, bo się stresowałam. Musiałam trochę opuścić oparcie fotela, żeby wygodniej mi się siedziało. Do szpitala był jednak kawałek.
Do gabinetu nie weszłam sama. Will uparł się, że wejdzie ze mną. Lekarz nie miał nic przeciwko, ale wyprosił go na czas badania. Najpierw wdrapałam się na fotel ginekologiczny, a kiedy doktor obejrzał rany, ponaciskał brzuch i obmacał mnie od środka, przeszłam na kozetkę, bo czekało jeszcze dopochwowe USG. Wszystko ładnie się goiło i lekarz był zadowolony. Zaprosił mojego brata z powrotem do gabinetu, gdy już się ubrałam. Za jakieś dwa, trzy tygodnie powinnam spróbować wyciągnąć resztki szwów, które wystają ponad skórę. Część wewnątrz ciała powinna się już rozpuścić, a rany zagoić. Okazało się, że lekarz miał już wynik z badania histopatologicznego.  
Diagnoza: endometrioza. Komórki endometrium, czyli błony śluzowej macicy, występują w innym miejscu niż macica, tworząc torbiele oraz zrosty. Guz, który mi wycięli, był właśnie wielką torbielą. Endometrium może wędrować po całym organizmie i zagnieździć się w jelitach, pęcherzu, płucach, a nawet mózgu. Choroba przewlekła, na całe życie. Jej przyczyny nie są znane. Nie ma na nią cudownego leku. Może prowadzić do niepłodności. Ciąża może osłabić jej dolegliwości, ale w moim przypadku to nie wchodziło w grę. Nie miałam warunków do wychowania dziecka. Nie miałam nawet chłopaka. Czekała mnie więc terapia hormonalna. Lekarz przepisał mi dwuskładnikowe tabletki antykoncepcyjne. Wizyta zakończona.  
Nie miałam raka, ale byłam chora. Nie to chciałam usłyszeć. Will też liczył na inne wiadomości. Widziałam to po jego minie. A przecież miałam być zdrowa. Miało być wszystko dobrze. I co? Gdzie jest teraz twój Bóg, babciu? Dlaczego mi to robi?
Gdy dotarliśmy do mojego mieszkania, w skrzynce pocztowej czekały na nas kolejne złe wiadomości. Otworzyłam pierwszą kopertę i skrzywiłam się, kiedy przeczytałam jej zawartość. Podnosili mi czynsz, który i tak był już wysoki. Teraz nie było mnie już stać na to mieszkanie. Rzuciłam list na stół. Will wyszedł z Milo na spacer i będę mu musiała przekazać, że moja choroba to nie koniec naszych problemów. Otworzyłam drugą kopertę. To był rachunek ze szpitala. Serce zaczęło mi bić szybciej i poczułam, jak żołądek zaciska się w supeł ze stresu. Przeczytałam kwotę i zrobiło mi się słabo. Usiadłam przy stole, wpatrując się w rząd cyfr, by upewnić się, że dobrze widzę. Nie miałam takich pieniędzy. W dodatku był termin, do którego musiałam wpłacić pełną kwotę. Kosmiczną kwotę. Nie dostanę nawet kredytu.
Will wrócił i ze łzami w oczach podałam mu oba listy. Zbladł, kiedy zobaczył rachunek ze szpitala.
– Will… – jęknęłam, próbując się nie rozpłakać.
Przeczesał dłonią włosy i spojrzał na mnie.  
– Coś wymyślimy. Nie martw się – powiedział, starając się uśmiechnąć.
– Nie martw się? Widziałeś tę kwotę?
– Zajmę się tym.
– Co? O czym ty mówisz? To mój rachunek, to ja muszę…
– Pomogę ci – przerwał mi. – Będzie dobrze, tylko muszę to przemyśleć. A ty odpoczywaj i się nie martw.
– Łatwo ci mówić…
– Dobra, nie martw się za bardzo. Lepiej? Jutro to obgadamy, okej?
– Okej.
Oboje musieliśmy to przemyśleć, ale przede wszystkim odpocząć. Zwłaszcza Will. Ja odpoczywałam przecież cały czas.


Nicholas

Tym razem udało się nam dotrzeć do kina i na film. Kupiłem Kim największy dostępny popcorn i chyba już zapomniała o poprzednim niewypale i o tym, jak ją zostawiłem, żeby zrobić zakupy dla wariatki z różowymi włosami. No dobra, może nie była wariatką, ale z tymi włosami tak wyglądała. Tak czy inaczej, wolałem więcej nie być chłopcem na posyłki. Wizyta u niej była dziwna i niezręczna, zwłaszcza że ona mnie kojarzyła, a ja jej nie. Miałem nadzieję, że wkrótce będzie już samowystarczalna i wróci do zdrowia, bo obciążało to ją, Willa, a także poniekąd mnie.
Wracałem z pracy, trzęsąc się z zimna, bo jesień powoli zmieniała się w zimę. W barze było gorąco od ogrzewania, tłumu tańczących ludzi i drinków. Wychodząc na zewnątrz, dostawało się szoku termicznego. Otwierając drzwi od mieszkania, chciałem od razu zakopać się w łóżku, ale ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłem w naszym małym salonie Willa, siedzącego ze zmartwioną miną na kanapie i wpatrującego się w ekran laptopa.
– Jezu, wystraszyłeś mnie – mruknąłem, zdejmując buty. – Czemu nie śpisz?  
– Hayley jest chora – powiedział zmęczonym głosem.  
– W jakim sensie chora? Przecież nic jej nie było.
– To nie rak, ale jakieś inne nieuleczalne gówno. Wiesz, komórki, które powinny być w macicy, jakimś cudem są poza nią i tworzą torbiele. Mogą być wszędzie. Nawet w mózgu. W dodatku podnieśli jej czynsz i już nie stać ją na tamto mieszkanie. Ale to jeszcze nie koniec, bo przyszedł rachunek ze szpitala na kosmiczną kwotę, której nie mamy.
Cholera. O macicy od strony teoretycznej nie wiedziałem nic, ale to, co mówił Will, nie brzmiało dobrze. Torbiele w mózgu? To jakiś żart? Nikt nie powinien być chory na coś takiego.
A ja, zamiast trzymać gębę na kłódkę, to jeszcze byłem chamski dla dziewczyny chorej na nieuleczalną chorobę. Kurwa.
W dodatku te rachunki… może i nie znałem się na chorobach, ale na zapieprzaniu w pracy o każdy grosz już tak. Czemu świat jej tak dowalił?
– I… co teraz? – zapytałem głupio.
– Wezmę kredyt. Spłacę szpital. A potem… jakoś spłacimy kredyt. Problem w tym, że w takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby zabrać ją tutaj. – Spojrzał na mnie. – Nie dam rady spłacać kredytu i płacić za dwa mieszkania. Nie chcę cię stawiać pod ścianą, ale co mam zrobić? Nie mam czasu na szukanie nowego mieszkania, a o kasie już nie wspomnę. Podzielimy czynsz na nas troje, będzie nam ciasno, ale to tylko na jakiś czas. Jeśli masz coś przeciwko, to… wymyślę coś innego… jakoś…
Zbliżająca się czwarta rano to była stanowczo za wczesna godzina na takie rozważania. Nie ukrywałem, że Will zrzucił na mnie małą bombę. Mielibyśmy mieszkać tu we trójkę? Wiedziałem, że to praktyczne rozwiązanie, ale… dość niezręczne. Nigdy nie mieszkałem z kimś obcym. Niby to była siostra Willa, ale jednak dla mnie ktoś nieznany. Ktoś, kogo nie zapamiętałem, aż nie pokazał mi się w samej bluzie i majtkach.
I co miałbym powiedzieć Kim? Dostałaby szału na wieść, że mieszkam z inną dziewczyną, nawet jeśli to siostra mojego najlepszego kumpla. Chyba nawet argument pomocy bliźnim by tu nie pomógł. Z jednej strony Kim była religijna, a z drugiej coraz częściej miałem wrażenie, że nie przenosi tej wiary do praktycznego życia – oprócz unikania seksu i braku mieszkania z chłopakiem.  
Ale jak mógłbym nie pomóc kumplowi? Miałbym mu zabronić praktycznego rozwiązania, kiedy widziałem, jak się męczył?
– Nie musisz decydować w tej chwili – powiedział Will, wstając. – Dam ci kilka dni, przemyśl to sobie na spokojnie.  
Nie było nad czym tu myśleć. Wyprowadzka i mieszkanie z Kim odpadało – wiedziałem, że się na to nie zgodzi. Nie chciałem też mieszkać sam, bo pewnie też nie wyrobiłbym finansowo. Dzielenie czynszu na dwie – a nawet trzy osoby – byłoby wygodniejsze. Trudno. Wszyscy musieliśmy zacisnąć zęby.  
– Zgadzam się. To za ciężka sytuacja, żebyś jeszcze musiał znosić moje pretensje. – Zmusiłem się do uśmiechu. – Tylko… będę musiał jakoś wytłumaczyć to Kim. – Najlepiej z bukietem róż i w stroju mnicha.
Will patrzył na mnie z niedowierzaniem.  
– Jesteś pewny? Może prześpij się najpierw i dopiero decyduj.
– Jestem pewny. Tylko… może najpierw ja powiem Kim, a dopiero potem ty powiesz Hayley? Bo równie dobrze będziecie mogli mieszkać tu we dwójkę, jeśli Kim mnie zabije.
– Okej, daj mi znać, jak przeżyjesz rozmowę. – Uśmiechnął się słabo. – Dzięki, stary. Ratujesz mi życie.
– Nie ma sprawy. A… co na to Hayley? Mówiłeś jej już o tym?
– Nie, jeszcze nie. Chciałem najpierw pogadać z tobą. Poza tym… ona i tak nie ma wyboru.  
– Tak, tylko… – Nawet nie wiedziałem, czy powinienem mu to mówić, ale skoro już zacząłem… – Nie wiem, jak zareaguje na mieszkanie ze mną. Mogłem… być dla niej trochę… szorstki.
– Nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni. – Will wzruszył ramionami.  
– A co to niby ma znaczyć? – Zmarszczyłem brwi.
– Nick, nie znamy się od wczoraj. Nie jesteś pluszowym misiem i ona o tym wie. Jakoś się dogadacie. Obiecasz, że nie zgubisz Milo i będzie git. I nie zaprzeczaj. Wiem, że polubiłeś tego psa.
Pluszowym misiem? Też coś.  
– Wcale go nie lubię – powiedziałem odruchowo. – I w ogóle nie o niego tu chodzi. Hayley… ponoć mnie kiedyś spotkała. A ja tego nie pamiętałem. Dlatego sytuacja między nami może być nieco niezręczna.
– I mówisz mi to, ponieważ…?  
– Ponieważ nie chcę się czuć niezręcznie we własnym mieszkaniu! – burknąłem. – I nie chcę, żeby ona… nie wiem, żeby się bała tu przebywać, czy coś.
– Przynajmniej to nie ty będziesz z nią spał w jednym pokoju. Rozwiążecie to między sobą. Chyba, że zmieniłeś zdanie?  
– Nie zmieniłem. – Nagle zmęczyła mnie ta rozmowa. – Powiem jutro Kim i… dam ci znać. Teraz idę do łóżka. – Nie czekając na odpowiedź Willa, ruszyłem w stronę swojego pokoju, decydując się nacieszyć ostatnimi chwilami braterskiego mieszkania.
Wyglądało na to, że niedługo będę miał współlokatorkę.
***
Nie wiedziałem, jak delikatnie oznajmić Kim decyzję Willa, ale uznałem, że w miejscu publicznym będzie mniej krzyczeć, więc zaprosiłem ją na spacer do parku. Pozwoliłem jej się wygadać na temat jednego jakiegoś tam szczególnie uzdolnionego ucznia ze szkoły, w której pracowała, aż w końcu wyjawiłem prawdziwy powód tego spaceru:
– Kochanie… muszę ci coś powiedzieć.
Od razu się zatrzymała i wlepiła we mnie przestraszony wzrok.
– Zrywasz ze mną?
– Co? Oczywiście, że nie.  
Choć może to ona zaraz zerwie ze mną.
– Pamiętasz siostrę Willa?
Mruknęła potakująco.
– No więc… okazało się, że nie ma raka, ale jest chora. Nie pamiętam, jak to się nazywa… to coś z torbielami. Nadal nie funkcjonuje do końca sama, a teraz w dodatku podnieśli jej czynsz za mieszkanie i przysłali ogromny rachunek za szpital… Will nie da rady tego spłacić, więc zapytał mnie, czy Hayley może wprowadzić się do nas.
Kim pokręciła głową ze współczuciem.
– Biedna dziewczyna. Co teraz zrobi?
Przez chwilę nie wiedziałem, o co jej chodzi.
– No… przecież ci powiedziałem. Zamieszka z nami.
– Co? – Przeniosła na mnie ostry wzrok. – Żartujesz sobie?
– Przecież przed chwilą ci powiedziałem!  
– Powiedziałeś, że Will cię zapytał! Z góry założyłam, że się nie zgodziłeś.
– Jeśli bym się nie zgodził, to w ogóle bym nie zaczynał tego tematu.
– Niby jak to widzisz? – Założyła buntowniczo ręce na piersi. – Że zgodzę się, byś mieszkał z inną kobietą?!
– To nie jest… kobieta. To siostra mojego najlepszego kumpla. – Ta rozmowa szła co najmniej kiepsko. – A przecież jestem z tobą.
– I to oznacza, że masz przyzwolenie na mieszkanie z inną?
– Pomoc bliźniemu… – zacząłem, ale mi przerwała:
– Pomoc bliźniemu to nie mój chłopak mieszkający z inną!
– Ty nie chcesz ze mną mieszkać – rzuciłem, już porządnie zirytowany. – Przynajmniej ona chce. – Albo raczej nie ma wyjścia.
Otworzyła szeroko oczy.
– Nie wierzę – wymamrotała. – Nawet nie pytasz mnie o zdanie. Oznajmiasz!
Przycisnąłem palce do skroni, która zaczęła niebezpiecznie pulsować.
– Kim… a co mam zrobić, do ciężkiej cholery? – warknąłem w końcu. – Proszę, przedstaw mi moje opcje. Mam się wyprowadzić i mieszkać sam, w dodatku płacąc ogromne rachunki i duży czynsz? Nie, dziękuję. Mam się wprowadzić znowu do rodziców? Odpada. Mam zamieszkać z tobą? Och, poczekaj. To nie wchodzi w grę.  
Dobra, to zmierzało w złym kierunku. Nie mogłem powstrzymać złośliwości. Kim chyba znowu zapominała, że była przykładną chrześcijanką. Jej zaborczość brała górę.  
Jej oczy wypełniły się łzami. Musiałem ratować sytuację.
– Przestań. Nie masz o co być zazdrosna. – Wyciągnąłem ramiona i ją przytuliłem. – To tylko siostra Willa. Nawet jej nie lubię. Przefarbowała sobie włosy na różowo. Wygląda jak wariatka. I… w sumie to jest brzydka. – Plotłem głupoty, czułem się jak ostatni dupek. Ostatecznie… Hayley nie była wariatką. Miała tylko różowe włosy. I nie była brzydka. Była po prostu… chora. – Nie musisz się martwić. Pomieszka z nami, dopóki nie polepszy się jej sytuacja finansowa. Tyle. W porządku?
Nie była zadowolona, ale zamknąłem jej usta swoimi argumentami, więc nie miała już niczego do powiedzenia. Poniekąd było to smutne. Nawet teraz nie chciała się przemóc i spróbować ze mną mieszkać. Myślała, że będę się na nią codziennie rzucał i próbował nakłonić do seksu? Serio, co miała do stracenia?  
Nie chciałem jednak po raz kolejny zaczynać tej rozmowy, więc po spacerze wróciliśmy do jej mieszkania. Zamknęliśmy się w pokoju i oglądaliśmy filmy. W międzyczasie napisałem smsa do Willa, że ma zielone światło na przeprowadzenie siostry do naszego mieszkania.  
Zapowiadało się ciekawie.  


Hayley

Will przedstawił mi swój plan. Był logiczny i najlepszy z możliwych. Nie miałam wyjścia. Nie mogłam się nie zgodzić. Sama i tak bym sobie nie poradziła. Zawsze byłam samodzielna, ale obecnie wszystko mnie przerastało. Mieszkanie z bratem i spanie z nim w jednym pokoju może nie było szczytem moich marzeń, jednak pocieszałam się, że to tylko tymczasowe. Większym problemem wydawał się Nick. Na samą myśl, że będziemy się widywać codziennie zaczynałam się stresować. Nie chciałam być źródłem konfliktu. Wiedziałam, że wprowadzę zamęt do ich męskiej jaskini i nie czułam się z tym komfortowo. Will sprawiał wrażenie, jakby w ogóle się tym nie martwił. Może i tak było. Miał poważniejsze rzeczy na głowie. Jak kredyt. Był już w kilku bankach, by zorientować się w sytuacji. Teraz musiał tylko wybrać najkorzystniejszą ofertę. Jak tylko zacznę z powrotem zarabiać, zacznę się dokładać zarówno do czynszu, jak i rat kredytu.
Rozłożyliśmy pakowanie na kilka dni. Will powoli przewoził najmniej potrzebne rzeczy. Nie było ich dużo, najwięcej miałam chyba ubrań i przyborów do rysowania. Ciuchy wpakowaliśmy do walizek, resztę do kartonowych pudeł, a kosmetyki zmieściły mi się w jednej kosmetyczce. Co prawda, była to naprawdę duża kosmetyczka, ale jedna. Zabawki Milo, jego szampon i szczotkę do czesania zapakowałam do plecaka. Nie chciałam zagracić chłopakom mieszkania. Musiałam poupychać jak najwięcej rzeczy w jednym miejscu. Dzwoniłam już do właściciela mieszkania i wypowiedziałam umowę. Ostateczna przeprowadzka miała mieć miejsce w weekend.
W sobotę owinęłam mój tablet graficzny folią bąbelkową, opatuliłam styropianem i upchałam do pudełka. Nie mogłam ryzykować, że przy upadku się uszkodzi. Za dużo pieniędzy na niego wydałam. Kiedy skończyłam, posprawdzałam szafki i inne zakątki, czy aby na pewno wszystko spakowałam. Will nie pozwolił mi niczego nosić, sam biegał po schodach, znosząc do auta ostatnie pudła, a na koniec moją pościel. Właściciel nie dał rady się z nami spotkać, by odebrać klucze, więc Will umówił się z nim na przyszły tydzień.
Jadąc do mieszkania chłopaków, stresowałam się jak przed jakimś egzaminem. Jak zareaguje Nick, kiedy mnie zobaczy? Brat powiedział, że z nim rozmawiał i zgodził się na mój pobyt u nich, ale i tak się obawiałam. Nasze ostatnie spotkanie było tak niezręczne, że nie wiedziałam, jak spojrzę mu w oczy. Dojechaliśmy na miejsce, a mnie bolał brzuch. Nie wiedziałam, czy leki przeciwbólowe przestały działać, czy to ze stresu, czy może i to, i to. Trzymałam Milo na smyczy, a Will niósł pudło. Weszliśmy do środka, a ja aż wstrzymałam oddech, jednak przywitała nas cisza.  
– Zaraz odepnę mu tą smycz, tylko postawię to pudło – powiedział Will i ruszył w głąb mieszkania.  
– Nie jestem kaleką, mogę zrobić to sama – odpowiedziałam, zirytowana.
Zaczynałam mieć po dziurki w nosie traktowania mnie, jakbym miała dwie lewe ręce. Nie mogłam się schylać, ale to nie był problem. Uklękłam i odpięłam smycz, a Milo od razu zaczął biegać po mieszkaniu, jakby kogoś szukał.
– Szukasz Nicka? – usłyszałam głos Willa. – Nie ma go.
Powinnam w tym momencie odetchnąć z ulgą, ale mój stres tylko się nasilił. Wolałabym, żeby już było po wszystkim. A tak, ta chwila mogła trwać w nieskończoność. Powoli podniosłam się z podłogi i poszłam do pokoju Willa, by ogarnąć “moją” stronę pomieszczenia. Moja niańka stała nade mną i pilnowała, żebym czasem nie wykonała niepotrzebnego albo zakazanego ruchu. Brat wspaniałomyślnie oddał mi swoje łóżko, a sam zamierzał spać na dmuchanym materacu na podłodze. Miło z jego strony, ale i tak czułam się głupio. To ja byłam źródłem wszystkich jego problemów. To przeze mnie musiał wziąć kredyt i się zadłużyć. To przeze mnie chodził niewyspany, bo musiał kursować między dwoma mieszkaniami. Może teraz będzie mógł się wyspać, chociaż na tym materacu… Dobijało mnie to wszystko coraz bardziej.
Stałam w kuchni i przekładałam swoje kubki z pudła do szafki, w której Will zrobił miejsce na moje rzeczy, kiedy usłyszałam, jak drzwi do mieszkania się otwierają. Żołądek zacisnął mi się w nerwów. Milo od razu pobiegł zobaczyć, kto przyszedł. A ja wcale nie musiałam widzieć, żeby wiedzieć kto to taki. Will wyszedł po coś do jedzenia i nie było szans, by już wrócił.
– Cześć.
Odwróciłam się i kubek prawie wypadł mi z rąk.  
– Cześć – odpowiedziałam cicho i szybko wróciłam do swojego zajęcia.  
– Pomóc ci?
Znowu się odwróciłam, by na niego spojrzeć. Chciał mi pomóc? Dlaczego?
– Will ci powiedział, co? – Słowa wyleciały ze mnie, zanim zdążyłam pomyśleć. – Nie musisz być dla mnie miły tylko dlatego, że jestem chora. Nie chcę twojej litości. Ani udawanej sympatii.  
Nie chciałam być niemiła, ale chyba nie wyszło. Moje zirytowanie zachowaniem Willa musiało w końcu ze mnie wyjść. Trafiło na Nicka. Trudno. Miałam dość traktowania jak ofiarę losu. Mogłam poukładać naczynia sama, nie potrzebowałam pomocy. Ręce miałam sprawne.
– Chyba ostatnio nie byłem zbyt sympatyczny, więc skąd zarzut o udawanej sympatii, skoro wcale jej nie ma? – rzucił.
Policzki zaczęły mnie palić. Boże.  
– To tak… na przyszłość… – wydukałam.
Nick tylko westchnął.  
– Owszem, Will mi powiedział, więc wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: przykro mi, że jesteś chora i że cię to spotkało, ale nie jestem fanem udawania sympatii. A moja oferta pomocy nie wynikała z litości, tylko nie mogę patrzeć, jak wolno to robisz. Plus, blokujesz czajnik, a chciałem zrobić sobie herbatę.
– Wystarczyło powiedzieć, żebym się przesunęła. Mogę dokończyć później. – Przesunęłam pudło na drugi koniec blatu i odsunęłam się. – Proszę bardzo.  
Chyba zrobiło mu się głupio, bo gdy podszedł do czajnika, zapytał:
– Tobie też zrobić herbaty?
Patrzyłam na niego, zastanawiając się, czy wyprzystojniał od naszego ostatniego spotkania, czy mi się wydawało.  
– Tak, poproszę – powiedziałam w końcu i usiadłam przy stole, żeby się od niego odsunąć jeszcze bardziej. – Przepraszam. Po prostu… Will mnie traktuje jak kalekę, wszystko robi za mnie i mam już tego dość.
Przeprosiłam go? Naprawdę? Wcale nie chciałam mu się zwierzać. Ani tłumaczyć. Jeśli nie uodpornię się na jego przeklęty urok, to będzie źle.
Wyjął z szafki dwa kubki, nalał wody do czajnika, włączył go i wtedy się odwrócił w moją stronę, opierając o blat i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
– Nie, to ja przepraszam. Nie wiem, czemu taki jestem. – Wzruszył lekko ramionami. – Ale skoro mamy teraz razem mieszkać, obiecuję się poprawić.
Przez chwilę patrzyłam na niego zaskoczona. Przeprosił mnie. Nie spodziewałam się tego.  
– W porządku. – Spuściłam wzrok i założyłam włosy za ucho.  
Siedziałam cicho, bo nie wiedziałam, o czym mam z nim rozmawiać. Poza tym, rozpraszał mnie samą swoją obecnością. Nie wyobrażałam sobie funkcjonowania z nim w jednym mieszkaniu.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3881 słów i 22104 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    No właśnie (jak poniżej), czemu laska musi płacić za szpital? Od tego jest ubezpieczenie. Fajne, chcę więcej!  :ciuch:

  • candy

    @agnes1709 To nie Polska, że składki zdrowotne są ściągane z pensji. Hayley nie ma umowy na stałe, ona wykonuje zlecenia. Musiałaby sama sobie opłacać, ale tego nie robi. Poza tym ubezpieczenie mogłoby tego nie pokryć. Czy wszystko trzeba pisać tak dosadnie? Proszę nie patrzeć na to przez polskie realia, bo nie wszędzie jest tak samo. Poza tym, cieszę się, że historia się podoba 😃 Macie jakieś pytania, wątpliwości? Walcie śmiało ~ Ryunique

  • agnes1709

    @candy Śmiało! :D Czekam na wyjaśnienia:p

  • agnes1709

    @candy Ok, dzięki, wsio jasne  :przytul:

  • AlexAthame

    No to sie zapowiada nieźle.Wiem, że to zabrzmi śmiesznie bo kraj, w ktorym dzieje się akcja nie był nigdy socjalistyczny, chociaż jeżeli to USA to może będzie komunistyczny, ale za komuny u nas takich numerow nie było.Nikt nie musiał specjalnie wynajmować mieszkania z kims, chyba że biedni studenci i za operacje nikt nie płacił. Co do reszty, to czemu ludzie zawsze myślą negatywnie. Może być chora,  a nie musi. No coż, zobaczymy jak się sprawa potoczy :)

  • candy

    @AlexAthame A więc wszyscy tacy bogaci, że od razu po studiach, w pierwszej pracy stać ich na wynajmowanie mieszkania samemu? A może mają bogatych rodziców? Cóż, Will i Nick nie mają. Poza tym, co w tym złego, że wynajmują razem? Rachunki i czynsz wszystko na pół, a resztę odkładają. Czy to nie jest dobry sposób na zaoszczędzenie i wynajęcie w późniejszym czasie czegoś swojego? Kolejna sprawa, że wracają do mieszkania i mają do kogo gębę otworzyć przynajmniej. To nie Polska, że wszyscy mają składki zdrowotne odprowadzane od pensji. Nie wszyscy płacą też składki na prywatnie ubezpieczenia, więc niestety za operacje i pobyt w szpitalu się płaci. Polecam pojechać do Warszawy albo Krakowa i zobaczyć, jak ludzie mieszkają. Podczas studiów i po studiach, pracując. Polecam też zorientować się w cenach wynajmu w takich miastach, plus rachunki, plus internet, śmieci i zakupy jedzeniowe. Cieszę się, że historia się podoba ~ Ryunique

  • AlexAthame

    @candy Dzieki za odpowiedź.Na razie nie mam szans przyjechać z powodu zarazy. Tak, historia mi się podoba.Skoro piszesz z Candy, to pewnie macie podobny styl i poziom pisania. Moja mała dziewczynka byla 3 miesiace w inkubatorze, 32 lata temu i dzień kosztował 1100$ ale nic nie płaciliśmy. Mam nadzieję ze nasi bohaterowie znajdą szczęście i dadzą radę przeciwnościom.Gdzie Cie można znaleźć Reunique?