Światło w ciemności – rozdział 17

Światło w ciemności – rozdział 17Nicholas

Im dłużej myślałem nad przeprowadzką, tym sensowniejszy mi się wydawał ten pomysł. Tak jak powiedziałem Willowi – musiałem też myśleć o sobie. Było mi głupio, że zostawię go z czynszem i opłatami, ale miałem tu zostać tylko po to, by być wsparciem finansowym? Nie spełniałem już żadnej innej funkcji? Kiedyś było inaczej. Will był moim kumplem i faktycznie dało się to odczuć. Nie pracował tyle, nie czepiał się mnie o bzdury… to było mieszkanie facetów. A teraz? Wprowadziła się Hayley i wszystko było inne. Willa wiecznie nie było. Rozumiałem, że pracował, ale on chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ja się z tym czułem. Nie miałem w planach mieszkać z dziewczyną, a tym bardziej jego siostrą, którą uparł się chronić za wszelką cenę. Zgodziłem się na to, ale sądziłem, że to rozwiązanie tymczasowe – tymczasem ile tygodni już minęło? Lubiłem Hayley, oczywiście, że tak, ale chciałem czuć się swobodnie we własnym mieszkaniu. Jeśli chciałem się upić, to była moja sprawa. Jeśli paliłem papierosa, to też była moja sprawa. Jeśli, do cholery, chciałem przelecieć jakąś dziewczynę, nie chciałem potem wysłuchiwać pretensji, że kogoś obudziłem! Nie było już wspólnych spacerów i grania na konsoli. Może to była moja wina, może nie, ale nikt nie zauważał, że taki stan rzeczy nie do końca mi odpowiadał. Kawalerka wydawała się w tym momencie najlepszym rozwiązaniem. W dodatku to mieszkanie nosiło w sobie ślady po Kim i od tego też chciałem uciec. Od razu zacząłem szukać ofert, mając nadzieję, że cały proces pójdzie w miarę sprawnie.
Skorzystałem z okresu trzeźwości, by przeprosić Hayley, bo rzeczywiście tamtego wieczora zachowałem się jak ostatni dupek. Ale ona też nie była bez winy. Za bardzo się tu panoszyła i wtrącała nos w nie swoje sprawy. Irytowało mnie to. W jednej chwili potrafiła być stanowcza i uparta, a za chwilę wyglądała jak małe wrażliwe dziecko, które miało się rozpłakać. Nie chciałem dłużej znosić tej huśtawki nastrojów. Przecież byłem dobrym kumplem. Przez dłuższy czas. Pomagałem jej. Niby nie oczekiwałem niczego w zamian, ale byłoby miło, gdyby nie czepiała się mnie bardziej niż własna matka. Miałem wrażenie, że po Kim moje zasoby cierpliwości były na skrajnym wyczerpaniu. Hayley była bardzo blisko granicy. Przez to od teraz musiała zacząć radzić sobie sama.
Jak się na to mówiło? Twarda miłość? Niby między nami nie było miłości, ale to określenie pasowało mi do naszej sytuacji. Dopiero kiedy powiedziałem jej, że szukam mieszkania, w jej twarzy coś się zmieniło i uświadomiłem sobie, że teraz zostanie sama. Bez Willa, bo ciągle pracował – i beze mnie, bez naszej nowo zdobytej przyjaźni.
Potem jednak przywołałem się do porządku. Przecież miała Milo. Przecież wcześniej mieszkała sama. I miała przyjaciół, na których raz wpadłem w kuchni. Nikt nie zostawiał jej na pastwę losu.  
***
Jak widać, moje przeprosiny niewiele dały. Hayley przestała się do mnie odzywać. Gdy wchodziłem do kuchni, w której akurat była, od razu uciekała. Zaszywała się w pokoju Willa i praktycznie nie wychodziła. Nie chciałem się wyprowadzać w takiej atmosferze, więc w końcu nie wytrzymałem i zapukałem do drzwi.
– Proszę.
Wszedłem do środka, w którym panował półmrok i czuć było zatęchłe powietrze. Już miałem coś powiedzieć na ten temat, ale się powstrzymałem. Odszukałem wzrokiem Hayley, która leżała na łóżku i łypała na mnie spode łba.  
– Sprawdzasz, czy jeszcze żyję? – zapytała ironicznie.
Chyba postanowiła być złośliwa. Nie wiedziała jednak, że mnie to nie ruszało.
– Jakbyś nie żyła, to bardziej by śmierdziało – powiedziałem obojętnym tonem. – Chciałem zapytać, czy mogę pożyczyć komórkę i zadzwonić do siebie, bo zgubiłem telefon. – Kłamstwo. Nie zgubiłem go, leżał zakopany w pościeli. Chciałem tylko, żeby Hayley znowu zaczęła się do mnie odzywać.
Patrzyła na mnie przez chwilę, a potem zaczęła szukać swojego telefonu. Gdy w końcu wyjęła go spod poduszki, odblokowała i wyciągnęła rękę z moją stronę.
– Proszę.
– Dzięki. – Wziąłem od niej komórkę i wszedłem w kontakty. Musiałem powstrzymać uśmiech, gdy zobaczyłem, że niemal przy każdym miała dodane jakieś emotki. Zapominając o tym, co miałem zrobić, zacząłem po prostu przeglądać. Przy Willu były emotki policjanta i pada od konsoli, przy Kevinie – to chyba ten jej kolega – dynia i kucharz, a przy moim imieniu… Przygryzłem wargę, by nie parsknąć śmiechem. Przy moim imieniu znajdowało się ciasteczko i znak stopu. Zastanawiałem się, czy o tym zapomniała, czy chciała, żebym to zobaczył.
W końcu wcisnąłem swój numer i zacząłem chodzić po mieszkaniu, udając, że szukam komórki. Potem wróciłem do pokoju i oddałem Hayley jej telefon.
– Dzięki. – Zawahałem się, nie wiedząc, co teraz powiedzieć. – Może byś tu przewietrzyła?  
– Może. Gdybym była w stanie ustać na nogach i dojść do okna, to może i bym tak zrobiła.
Skoro tak… Podszedłem do okna i je otworzyłem, przy okazji wpuszczając do środka trochę światła. Następnie odwróciłem się do Hayley, znowu szykując się na atak.  
– Do kuchni pewnie też nie dojdziesz… przynieść ci coś do jedzenia?  
– Nie musisz niczego dla mnie robić. To tylko okres. Nie umieram przecież, chociaż tak się czuję…
– Wiem, że nie muszę, ale skoro już tu jestem, to może się na coś przydam.
– Dlaczego? Przecież nie jesteśmy kumplami… – Zwinęła się z bólu i nie widziałem jej twarzy. – Naprawdę nie musisz…
– O rany, musisz zawsze tak wszystko analizować i robić z siebie męczennicę? – wyrwało mi się niekontrolowanie, po czym wziąłem głęboki oddech. – Przepraszam. Nie miałem tego na myśli. I nie wypominaj mi rzeczy, które powiedziałem po pijaku, dobrze wiesz, że nie mówiłem serio… nie kontroluję się po alkoholu. Już ci to mówiłem.
– Czego ode mnie tak właściwie chcesz?
A więc dalej chciała być uparta? Dobra, nie będę się przecież prosił, żeby pozwoliła sobie przynieść coś do jedzenia.
– Niczego – rzuciłem, przechodząc szybko przez pokój. – Niczego od ciebie nie chcę. – Na potwierdzenie swoich słów mocno trzasnąłem drzwiami.


Hayley

Nie chciałam się znowu kłócić z Nickiem, ale nie wyszło. Bolała mnie głowa, krzyże i brzuch, a tabletki tylko na chwilę przynosiły ulgę. Byłam rozdrażniona, a jednocześnie chciało mi się płakać. Może to była szansa, żeby było między nami jak dawniej, a ja ją zaprzepaściłam. Może to i lepiej. Na samą myśl, że go narysowałam, czułam coś w rodzaju paniki. Nigdy nie rysowałam osób, które znam. Nigdy. Usilnie starałam się nie zastanawiać, co to oznaczało. A potem dotarło do mnie, że dałam mu swój telefon. Że widział, jak zapisałam go w kontaktach. Zrobiło mi się gorąco. Boże, co za wstyd. Co on sobie musiał pomyśleć? Oby nie za dużo...
Koniec okresu powitałam z radością. W końcu mogłam wrócić do życia. No, powiedzmy. Ciemność nadal trzymała mnie w swoich mackach i byłam już zmęczona. Will to widział i podawał mi rękę, żeby wyciągnąć mnie na powierzchnię, ale ja nie walczyłam. Jednak kiedy widziałam wory pod jego oczami, serce mi pękało. Skoro Nick miał zamiar się wyprowadzić, nie mogłam czekać, aż zacznę znowu rysować. Musiałam znaleźć coś, co pomoże odciążyć Willa chociaż trochę. Choćbym miała za to kupować jedzenie. To już byłoby coś. Zbliżała się wiosna, może restauracje będą potrzebowały kogoś do pomocy. Choćby na kilka godzin. Może jeśli wyjdę do ludzi, będzie mi łatwiej. Przejrzałam kilka ofert, zaczęłam pisać nawet CV i któregoś razu, gdy brat nie wyglądał, jakby miał zaraz zasnąć na stojąco, zapytałam:
– Możemy porozmawiać?
– Jasne – odpowiedział, uśmiechając się lekko. – Co tam?
– Skoro Nick chce się wyprowadzić, to pomyślałam, że nie będę czekać, aż znowu będę w stanie rysować i znajdę coś innego. Może w którejś restauracji albo kawiarni będą potrzebować kogoś do pomocy, więc mogłabym…
– Nie.
– Co?
Miałam przygotowaną całą przemowę, a on mi tak po prostu przerwał.  
– Nie zgadzam się.
– Jak to się nie zgadzasz? Nawet nie dałeś mi dokończyć. Przecież to nie musi być od razu cały etat, wystarczy kilka godzin. Chcę cię trochę odciążyć, bo…
– Nie. Nie głodujemy teraz i nie będziemy głodować, jak Nick się wyprowadzi. Poradzimy sobie.
– Ale Will… nie możesz mi zabronić, jestem dorosła i…
– A właśnie, że mogę. Widziałaś się ostatnio w lustrze? Widziałaś, jak wyglądasz? I nie chodzi o włosy. Masz zapadnięte policzki. Dlaczego nie jesz?  
– Przecież jem...
– Taaa, ze mną. A jak mnie nie ma? Myślisz, że jestem ślepy? Myślisz, że nie widzę, co się z tobą dzieje? Naprawdę sądzisz, że pozwolę ci zapierdalać w takim stanie w restauracji, żebyś tam padła? – Kiedy nie odpowiedziałam, westchnął ciężko. – Dawałem ci czas. Myślałem, że sama sobie poradzisz, ale jest chyba tylko gorzej. Potrzebujesz pogadać z psychologiem? Pani Brown na pewno gdzieś cię wciśnie.
Może i było źle, ale nie aż tak, żebym musiała iść do psychologa. Razem z Willem chodziliśmy do pani Brown po śmierci rodziców. Pomogła nam, ale teraz… Teraz chciałam spróbować sama. Poza tym, nie chciałam obciążać brata dodatkowymi kosztami. Tym bardziej, że wkrótce będzie musiał płacić cały czynsz i rachunki.
– Okej… jest kiepsko, ale nie chcę iść do psychologa. Chcę spróbować poradzić sobie z tym sama, ale ciągle podcinasz mi skrzydła. Ciągle mi czegoś zabraniasz, nie pozwalasz sobie pomóc, każesz siedzieć w domu…
– Nie, Hayley. Źle mnie zrozumiałaś. Nie zabraniam ci pracować. Jeśli chcesz iść do restauracji, kawiarni czy gdziekolwiek indziej, proszę bardzo, ale najpierw weź się w garść i wróć do formy. Zacznij normalnie jeść, nabierz sił, żebym nie musiał się martwić, że zemdlejesz w drodze do pracy. Rozumiesz, o co mi chodzi?
– Tak, rozumiem. Masz rację. Wezmę się za siebie i wrócimy do tematu?
– Jasne. – Uśmiechnął się. – Cieszę się, że się ze mną zgadzasz. A co z włosami?
– A co z nimi?
– Wizyta u fryzjera poprawi ci humor?
– Nie wiem… może…
– Umów się na wizytę, zrobię ci przelew. Już się przyzwyczaiłem do tego różu i dziwnie się patrzy na brązowe odrosty. – Wyszczerzył się jak głupi, a potem mnie przytulił.
Powoli zaczynałam widzieć światełko w ciemności, ale było jeszcze zbyt daleko, bym mogła go dosięgnąć.
***
Jak obiecałam Willowi, wzięłam się za siebie. Zaczęłam od wizyty u fryzjera, żeby rozjaśnić odrosty i odświeżyć kolor. Na nowo zachwyciłam się pastelowym różem. Następnie pokusiłam się nawet na oczyszczanie twarzy u kosmetyczki. Przez kilka pierwszych dni wyglądałam okropnie i unikałam patrzenia w lustro, żeby się nie rozpłakać. Jednak kiedy już wszystko wróciło do normy, byłam zadowolona z efektów. Wróciłam do biegania z Milo, a dodatkowo zaczęłam znowu ćwiczyć jogę. Tym razem jednak bardziej wymagającą. Już nie musiałam się ograniczać do konkretnych ćwiczeń i uważać na szwy. Kiedyś wydawało mi się, że joga to tylko siedzenie i właściwie nic nie robienie, ale teraz przekonałam się, że to nieprawda. Ta dynamiczna potrafiła wycisnąć ze mnie całą energię i jeszcze więcej potu. Jednak czułam, że mięśnie stają się silniejsze, a ciało się wzmacnia. Miałam też lepszy humor po ćwiczeniach, mimo że byłam wykończona. A skoro lepiej się czułam, znowu zaczęłam rozmawiać z Kevinem, Andreą i Gabriellą, a oni cieszyli się razem ze mną.
Przez zwiększony wysiłek fizyczny zaczęłam w końcu normalnie jeść, bo inaczej nie byłam w stanie ćwiczyć ani biegać. Powoli widziałam, jak zmienia się moja skóra, a włosy są w lepszej kondycji, bo porządna dieta dostarczała odpowiedniej ilości składników odżywczych. Moje ciało też zaczynało wyglądać dużo lepiej i podobało mi się to, co widziałam w lustrze, ale chciałam osiągnąć więcej. Przytyć więcej i ćwiczyć więcej. Podobało mi się, że byłam coraz bardziej rozciągnięta i jeszcze trochę brakowało, żebym zrobiła szpagat. Chyba tylko jako dziecko byłam w stanie go zrobić, więc cieszyłam się, że teraz dochodziłam powoli do tego momentu.
Któregoś razu po wymagającej sesji jogi, schowałam matę i poszłam od razu do kuchni, żeby się czegoś napić. Wypociłam z siebie chyba całą wodę. Włosy miałam związane w koka na czubku głowy, bo były już dłuższe i mogłam je spinać w ten sposób, ale podczas ćwiczeń i tak kilka kosmyków się wymsknęło. Miałam na sobie jasno niebieskie legginsy i top w tym samym kolorze, i nie przejmowałam się, jak wyglądam, dopóki nie zobaczyłam, że przy stole siedział Nick. Speszyłam się od razu, bo go unikałam. Byłam dla niego niemiła, kiedy zaoferował swoją pomoc. Było mi głupio, ale nie zamierzałam przepraszać.
– Hej – powiedziałam cicho i podeszłam do szafki, by wyjąć kubek i nalać sobie wody.
– Hej.
Dopóki go nie widywałam, było w miarę okej, ale teraz… zatęskniłam. Za tym, co było kiedyś. Za wspólnymi spacerami i graniem na konsoli. Za swobodnymi rozmowami. Nie podobało mi się, że teraz było między nami dziwnie. Może powinnam wyciągnąć rękę na zgodę. Wypiłam kilka łyków wody i odwróciłam się do niego.
– Co u ciebie? – zapytałam.
– Nic nowego – powiedział, nawet na mnie nie patrząc.
Okej. Może i chciałam, żeby było jak kiedyś, ale on chyba nie.
– Jak idą poszukiwania mieszkania? – spróbowałam jeszcze raz.
Wzruszył ramionami.
– Albo niedogodna lokalizacja albo cholernie wysoka cena. Albo właścicielka mieszkania, która przy oglądaniu zaczęła się do mnie przystawiać.
– Och, to… to kiepsko…
Boże, czemu nie umiałam z nim rozmawiać?
Kiepsko? Na pewno aż tak kiepsko? Może jednak nie. Jeśli nie znajdzie mieszkania, to się nie wyprowadzi. Will nie będzie musiał płacić całości opłat, a ja nie będę musiała się z nim żegnać. Nie chciałam się trzymać tej złudnej nadziei, ale uświadomiłam sobie, że unikałam go chyba też dlatego, żeby rozstanie mniej bolało. Ale jeśli zostanie, robiłam to zupełnie niepotrzebnie...
Nick nie powiedział już nic więcej, więc dopiłam swoją wodę i wyszłam. Jakbyśmy się nie znali i nie mieli o czym gadać. A może faktycznie tak było. Może wszystko zniszczyłam.
***
Wzięłam się w garść, ćwiczyłam i teoretycznie czułam się lepiej, ale to nie znaczyło, że nie miałam gorszych dni. A taki właśnie był dzisiaj. Miałam okropny humor, odkąd tylko wstałam. Na grupie na messengerze Kevin z dziewczynami gadali o jakiejś imprezie i namawiali mnie, żebym szła z nimi. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, a przynajmniej nie w tym momencie. Przypuszczałam, że jutro mogę zmienić zdanie, a impreza była dopiero w weekend.
Siedziałam na kanapie w salonie z blokiem na kolanach i węglem w dłoni. Znowu. Na uszach miałam słuchawki i szkicowałam, albo raczej próbowałam, bo moja dłoń uparcie rysowała Nicka. Miałam nadzieję, że tym razem uda mi się stworzyć coś innego, ale nie. Zirytowana rzuciłam blok na bok razem z węglem, a po chwili dołączyły do nich słuchawki. Rzuciłam im wściekłe spojrzenie i poszłam do łazienki. Dłuższą chwilę patrzyłam w lustro, próbując znaleźć jakieś pozytywne aspekty tej sytuacji. Jednak mój humor nie miał zamiaru być optymistą. Zaczynałam się obawiać, że już nigdy nie narysuję normalnych rzeczy. Zmrużyłam oczy, patrząc z pogardą na własne odbicie, umyłam ręce i wróciłam do salonu, gdzie stanęłam jak wryta. Nick stał przy kanapie, a w rękach trzymał kartki ze szkicami. Zrobiło mi się gorąco i serce zaczęło tłuc się w piersi. Nie, nie, nie, nie. Nikt nie miał tego nigdy oglądać. Zwłaszcza on. Panika zaczynała mnie paraliżować.
– C-co ty robisz? – wykrztusiłam w końcu.
– Nic. Po prostu… oglądam. – Spojrzał na mnie, ale ciężko było mi wyczytać, co myślał. – Cieszę się, że mogłem posłużyć jako model.
Przez chwilę sądziłam, że nie zorientuje się, że to on. Ale przecież nie był głupi. Jak miałam teraz z tego wybrnąć? Moje policzki musiały być już purpurowe.
– Kto ci pozwolił oglądać? – zapytałam, czując, jak zalewa mnie fala oburzenia. – Dlaczego grzebiesz w moich rzeczach?
– Nie grzebię. Ale jeśli nie chciałaś, by ktokolwiek to oglądał, to czemu zostawiłaś to na kanapie w salonie? – Ściągnął brwi.
– Poszłam tylko na chwilę do łazienki. Poza tym, myślałam, że jestem sama…
Uśmiechnął się krzywo.
– Widzę, że już udajesz, że mnie tu nie ma. – Odłożył rysunki z powrotem na kanapę. – W takim razie nie będę przeszkadzał. – Odszedł w stronę swojego pokoju.
Byłam zła, że widział te szkice, ale było mi też przykro, że odebrał to w ten sposób. Nigdy nie przeszkadzał. Przecież chciałam znowu spędzać z nim czas. Ostatnio wyciągnęłam do niego rękę, a on… Może powinnam iść za nim i wyjaśnić sytuację, ale tego nie zrobiłam. Zabrałam blok, węgiel i słuchawki, czując, że zaraz się popłaczę, po czym zaniosłam wszystko do pokoju, gdzie już zostałam.  
Dwa dni później przeszukiwałam pudła z mojego starego mieszkania w poszukiwaniu sukienki na imprezę. Will przekonał mnie, że powinnam wyjść w końcu do ludzi. Przecież nie szłam sama, a z moimi przyjaciółmi. Powinnam się cieszyć i tak było, chociaż czasami miałam ochotę im napisać, że zostanę w domu, bo źle się czuję. W końcu znalazłam odpowiednie pudło, a w nim sukienkę, której nie miałam na sobie od bardzo dawna. Była krótka, cekinowa w kolorze granatu i odsłaniała całe plecy, przez które przechodziły tylko cienkie ramiączka, krzyżując się ze sobą. Wiedziałam już, że zrobię mocny makijaż. Od tak dawna się nie malowałam, że chciałam wyglądać inaczej. Przeszukałam jeszcze kilka pudeł, aż znalazłam srebrne szpilki.  
Skoro skompletowałam strój, to chyba nie mogłam się już wykręcić.


Nicholas

Miałem wrażenie, że Hayley i ja już nigdy nie odbędziemy normalnej rozmowy. Każda szybko zmieniała się w kłótnię. Tym razem oskarżyła mnie o grzebanie w jej rzeczach. Super. Zajebiste musiała mieć o mnie zdanie – dupek, playboy, teraz w dodatku dureń, który nie szanuje jej prywatności. Przypomniało mi się, jak jeszcze niedawno uważała, że zdradziłem Kim. Do repertuaru dołączyła też łatka zdrajcy. Wszystko wyszło kompletnym przypadkiem. Wyszedłem tylko zapalić. Otworzyłem okno balkonowe i zawiał wiatr, który sprawił, że musiałem je z powrotem zamknąć. Podmuch był taki, że z leżącego na kanapie bloku wyleciało kilka kartek. Naturalnym odruchem podniosłem je z podłogi i musiałem przyznać, że nieco zamarłem. Na pewno nie spodziewałem się zobaczyć tam siebie. Dobrze rysowała, ale nie miałem szansy dobrze się przyjrzeć, bo Hayley zaraz wypadła z łazienki i się na mnie rzuciła. W innym sensie niż chciałbym.
Nie chciałem nawet ciągnąć tej rozmowy. Nic dobrego by z niej nie wyszło. Ostatnio tylko na siebie warczeliśmy. W sumie się nie dziwiłem. Po tym, jak wywaliłem szarlotkę, na pewno nie żywiła do mnie ciepłych uczuć. Moja przeprowadzka zrobi dobrze i mi, i jej. Choć poszukiwania nie szły zbyt dobrze, nie poddawałem się. Wiedziałem, że prędzej czy później znajdę coś, co będzie mi odpowiadało.
Niemal codziennie byłem w pracy, bo chciałem jak najwięcej zarobić, skoro niedługo miałem już sam płacić za czynsz. Robiło się coraz cieplej, więc ludzie chętniej wychodzili z domów i lądowali przy barze. Miałem dużo roboty, ale się z tego cieszyłem. Nie miałem czasu na myślenie.
Gdy akurat przy barze robiło się więcej miejsca, widziałem tłum tańczących i momentami czułem pokusę, by do nich dołączyć, tak jakby moje ciało zdążyło już zatęsknić za imprezami, w których brałem czynny, a nie bierny udział – choć większość z nich i tak była wypełniona piciem, a nie tańczeniem. Mój umysł podsuwał mi zdradzieckie wspomnienia z momentu, w którym zobaczyłem Kim i jak uderzyła mnie jej nieśmiałość i niewinność. Skrzywiłem się, bo nie chciałem o tym myśleć. Zastanawiałem się, ile to jeszcze potrwa. Zwykle byłem tą stroną związku, która szybko zapominała i szła dalej – ale nie tym razem.
Zagapiłem się na tańczących ludzi, myśląc o Kim i bezwiednie sunąłem wzrokiem po jakiejś dziewczynie, której błyszcząca sukienka definitywnie rzucała się w oczy. Popatrzyłem na jej szczupłe nogi i jędrny tyłek, żałując, że nie widzę nic poza tym. Była odwrócona tyłem, więc byłem ciekawy, jak wyglądał jej przód… W tym momencie mój wzrok napotkał różowe włosy i z wrażenia niemal upuściłem szklankę, którą właśnie przecierałem. Zmrużyłem oczy. Nie, niemożliwe. Czy to…
Cholera. Praktycznie jej nie poznałem. Gdyby nie te włosy… gapiłem się na Hayley jak na ósmy cud świata. Tak jakbym zobaczył ją po raz pierwszy. Bo w sumie poniekąd tak było. Zawsze widywałem ją w domowych ciuchach, rozciągniętych swetrach czy tej idiotycznej bluzie z postacią z jakiejś bajki. Tak do tego przywykłem, że nawet nie wyobrażałem jej sobie w sukience – a już z pewnością nie takiej. Odsłaniała niemal całe jej plecy. Chyba po raz pierwszy spojrzałem na nią… jak na kobietę. A nie chorą współlokatorkę.
Z tego, co udało mi się zobaczyć, była ze swoimi przyjaciółmi. Jedna z dziewczyn nagle pociągnęła ją za rękę i szepnęła jej coś do ucha. Nagle Hayley się odwróciła, odszukała wzrokiem bar i spojrzała prosto na mnie. Niemal się zawstydziłem. Przyłapała mnie na gapieniu się na nią.
Żeby jakoś zamaskować zdumienie, uniosłem rękę i jej pomachałem, czując się jak ostatni debil. Gdyby tylko wiedziała, jakie wrażenie teraz na mnie wywarła… Gdyby wiedziała, na pewno bym zrobił coś więcej niż machnął ręką. Uśmiechnęła się, ale to nie był ten nieśmiały uśmiech, który zwykle mi serwowała. Ten był… inny, zaczepny, prawie że flirciarski. A potem wróciła do tańczenia. Po chwili jednak zaczęła przeciskać się przez tłum, aż dotarła do baru. Oczy miała mocno podkreślone, a usta pomalowane.
– Hej – przywitała się, znowu się tak uśmiechając.
– Hej – odparłem, próbując za wszelką cenę nie zdradzić niczego swoją miną. – Nie mówiłaś, że tu będziesz…
– Nie mówiłeś, że tu pracujesz. No i nie wiedziałam, gdzie mnie zabierają.
Faktycznie. To jakoś mi umknęło. Niby ze sobą mieszkaliśmy, przegadaliśmy tyle godzin, a nie wiedzieliśmy o sobie podstawowych rzeczy.  
– I jak? Dobrze się bawisz? Wyglądasz… inaczej.
Inaczej? Tylko na tyle było mnie stać?  
– Bardzo ładnie – dorzuciłem. – Tylko inaczej niż zwykle.
Uniosła brwi.
– Myślałam, że sypiesz bardziej wyszukanymi komplementami, ale dziękuję. Podoba ci się moja sukienka? – Obróciła się wokół własnej osi, pokazując plecy.
Nawet nie wiedziałem, że poczuję taką ulgę, gdy wróci dawna Hayley. Ta, która nie była na mnie wściekła, która się mnie nie czepiała, tylko ta, która nie bała się ze mną flirtować i nie uciekała do swojego pokoju. Szeroko się uśmiechnąłem.
– Podoba mi się prawie tak bardzo, jak twoje majtki w gwiazdki.
– Serio? Podobały ci się? Nie widziałeś jeszcze pozostałych. Są ładniejsze i… bardziej wycięte.
Stłumiłem śmiech. Chyba była pijana. Nie wyobrażałem sobie, że te słowa przeszłyby jej przez gardło na trzeźwo.
Pijana czy nie, uwielbiałem tę Hayley.  
– Dobrze wiedzieć – powiedziałem, pochylając się ku niej i opierając ręce na blacie. – Może będę miał okazję, by je wszystkie zobaczyć. A jakie masz teraz?  
– A skąd wiesz, że w ogóle jakieś mam? – zapytała, ale sekundę później wybuchła śmiechem. – Chcesz zgadywać? Mogę dać ci podpowiedź.
– W takim razie o nią poproszę, bo żebym mógł zgadywać, musiałbym widzieć więcej niż tylko jedną parę…
– Będziesz musiał zdać się na swoją wyobraźnię. Podpowiedź brzmi: koronka. – Oparła brodę na dłoni i patrzyła na mnie z uśmiechem.
Zrobiło mi się gorąco. Jeśli to był sposób na okazanie, że wybaczyła mi moje kretyńskie zachowanie, to zdecydowanie częściej powinienem ją wkurzać.  
Odchrząknąłem, bo głos chyba uwiązł mi w gardle. Musiałem przyznać, że to był mały szok. Jeszcze nigdy nie była tak odważna i bezpośrednia. Trochę mnie zatkało.
Zorientowałem się jednak, że utworzyła się już spora kolejka ludzi czekających na drinki, a ja zamiast ich obsłużyć, zajmowałem się gadaniem. Nie chciałem, żeby ktoś zwrócił mi uwagę, więc mruknąłem do Hayley z uśmiechem:
– Przestań mnie rozpraszać. Jestem w pracy. Nie mogę teraz myśleć o twoich koronkach. Ale… – Uniosłem brwi. – Później dokończymy tą rozmowę.
– Dobrze. Dam ci jeszcze jedną podpowiedź: sznureczki. A teraz idę tańczyć, a ty zrób mi coś dobrego, bo tu wrócę. – Uśmiechnęła się powalająco i zniknęła w tłumie.
Boże. Kim była ta dziewczyna i co zrobiła z Hayley? Chciało mi się śmiać, ale było mi też gorąco. I to bardzo. Myśli o Kim całkiem uleciały, za to przypomniały mi się moje flirty z Hayley, które, z początku niewinne, zakończyły się szaleńczym całowaniem w kuchni. Teraz miałem ochotę dokończyć naszą rozmowę, dokończyć całowanie, które zostało przerwane i… dużo, dużo więcej.
Tłum w końcu nieco się rozrzedził, więc miałem szansę, żeby ponownie obserwować Hayley, z jeszcze większym zainteresowaniem niż wcześniej. Dotrzymała obietnicy i wróciła po drinka.
– Czego sobie pani życzy? – zapytałem z uśmiechem.
– Zaskocz mnie. Tylko szybko, bo chce mi się pić.
– Wedle życzenia. – Odwróciłem się, czując na sobie jej wzrok, i zacząłem blendować truskawki. Potem polałem je rumem, sokiem z cytryny, dorzuciłem lodu i po chwili podałem Hayley gotowego drinka. – Na koszt firmy.
– Dziękuję. – Pociągnęła łyka i na mnie spojrzała. – Pyszny. Zasłużyłeś na kolejną podpowiedź: kolor czarny.
Przygryzłem wargę.
– Robisz to specjalnie?
– Może. Ale przecież sam chciałeś.
– A ty chciałaś razem ze mną.
– Nie zaprzeczę. – Upiła połowę swojego drinka, aż nagle postawiła go z powrotem na blat. – To nasza piosenka! Popilnuj. – Popchnęła kieliszek w moją stronę i pobiegła na parkiet, do swojego kolegi, po czym uwiesiła się mu na szyi.
Obrzuciłem kolesia niezbyt pochlebnym spojrzeniem, ale on nawet tego nie widział, bo właśnie obracał Hayley dookoła, a ona się śmiała. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się śmiała w ten sposób, albo nawet w ogóle. Przy mnie nigdy tak nie robiła. No, może ten jeden raz, gdy zabrałem ją na lodowisko. Ale oprócz tego dostawałem co najwyżej lekkie uśmiechy, nie licząc tego sprzed chwili. Ale przecież była podpita. Odwróciłem wzrok i poczułem, że mój dobry humor gdzieś się ulatnia.
Czy my… czy przed chwilą coś sobie zadeklarowaliśmy? Do czegoś się przyznaliśmy? Ja chciałem, ona też… o czym tak naprawdę mówiliśmy? Sam tego nie wiedziałem, a przecież byłem trzeźwy. Znowu na nią spojrzałem i poczułem delikatne ukłucie, gdy widziałem, jaka była szczęśliwa. Chyba nigdy jej takiej nie widziałem.
Wróciła roześmiana z błyszczącymi oczami i sięgnęła po swojego drinka, którego szybko wypiła. Skrzywiła się lekko.
– Mózg mi zmroziło – zaśmiała się. – Zrobisz mi jeszcze jednego?
– Takiego samego? Bo muszę cię uprzedzić, że każdy drink w moim wykonaniu smakuje tak samo dobrze.
– Nie mam co do tego wątpliwości, ale chcę takiego samego.
– W porządku. – Zająłem się robieniem drinka, choć chyba minęła mi chęć do flirtu. Wciąż miałem przed oczami ją tańczącą z tym kolesiem. Wiedziałem, że był jej przyjacielem, ale i tak… – Proszę. – Odwróciłem się i podałem jej kolejny kieliszek koktajlowy.
– Dziękuję. – Upiła dwa łyki. – Chyba skończyły mi się podpowiedzi.
– W porządku. Mam plastyczną wyobraźnię.
– Tak właśnie myślałam – odpowiedziała, uważnie mi się przyglądając i coś w jej spojrzeniu się zmieniło. – Przeszkadzam ci w pracy. – Brzmiało jak zaczepka, ale nie do końca.
– Nie, spokojnie. – Chyba zauważyła moją zmianę nastroju. – Masz jak wrócić do mieszkania?
– Tak. Ja ją odwiozę. – Ten koleś pojawił się znikąd.
Hayley chciała coś powiedzieć, ale jej się wciął. Spojrzała na niego, a potem na mnie.
– Kevin mnie odwiezie.
– Niech się nie fatyguje. Ja mogę to zrobić. W końcu wracamy pod ten sam dach. – Spojrzałem na Kevina, który ściągnął lekko brwi.
– No właśnie! – Uśmiechnęła się szeroko i poklepała Kevina po ramieniu. – Wrócę z Nickiem.
– Ale obiecałem Willowi...  
– Will na pewno nie będzie miał nic przeciwko, że wrócę z jego kumplem. Nie musisz na mnie czekać, możesz już jechać.
Kevin nie wyglądał na zadowolonego, coś odburknął i zniknął w tłumie.
– Chyba mnie nie lubi.
– Nie musi. Ważne, że ja cię lubię. – Oparła brodę na dłoni i wpatrzyła się we mnie.
Poczułem dziwne ciepło w piersi.
– Mimo tego, co odwaliłem?
– Było minęło.
– Cieszę się. I… no cóż, ja chyba też cię lubię.  
– Chyba? – Udała oburzenie i wzięła drinka do ręki. – Chyba poszukam sobie innego przystojnego barmana.
Z powrotem się uśmiechnąłem.
– Przykro mi, kochana, ale jestem tu jedyny.
– A kto powiedział, że będę szukać tutaj?
– Jeśli nie tutaj, to pewnie jakiś inny przystojny barman odwiezie cię do domu. Gorzej, jak go nie znajdziesz.
– Gorzej, jeśli będzie chciał mnie zabrać do swojego domu.
– No to szybko się decyduj, bo… – Zerknąłem na zegarek. – Za jakieś czterdzieści minut zamykam i wracam. Daj znać, który przystojny barman ma cię odwieźć.
– Wiesz… chyba jednak zostanę. Chcę się przekonać, jak plastyczna jest twoja wyobraźnia.
Podobało mi się to nawiązanie do poprzedniej rozmowy, więc tylko skinąłem głową.
– A ja chcę się przekonać, na ile moje wyobrażenia są podobne do prawdy.
Wyglądała tak cholernie ładnie. Nigdy nie sądziłem, że będzie mi posyłać takie spojrzenia. I takie teksty.
– Masz uproszczone zadanie, bo mam na sobie tylko jedną część bielizny. – Uśmiechnęła się znacząco.
Co ona chciała tym osiągnąć? Na pewno nie mówiła tego dla zabawy. Wiedziała, co robi. Prowokowała mnie – tylko do czego? Oczekiwała, że po powrocie do domu przyprę ją do ściany i zacznę rozpinać jej tą sukienkę? Miałem na to ochotę i to ogromną, ale przecież to była Hayley. Nie mogłem tego zrobić. Nie, kiedy Will – jej cholerny brat – będzie za ścianą. I nie miałem nawet pewności, czy ona też tego chciała. Nie wiedziałem, jak się przy niej zachowywać, co mówiła na serio, a co nie. A może tylko się droczyła? Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc milczałem.
– Pójdę się pożegnać – powiedziała, odstawiając pusty kieliszek i odeszła. Wróciła dopiero po przetańczeniu kilku piosenek. – Jestem. Tęskniłeś?
– Oczywiście. Ale wypełniłem tę pustkę, myśląc o tych czarnych sznurkach.
– I co wymyśliłeś?
– Powiem ci potem. A teraz możemy się stąd już zmywać.  
– Okej, to idę po płaszcz.
Po paru minutach siedzieliśmy już w samochodzie, a ja uruchamiałem silnik, nadal nie wiedząc, co jej powiedzieć. Zachowywała się… jak nie Hayley. To powodowało, że całkiem głupiałem. Chciałem to kontynuować, ale czułem, że muszę być ostrożny. Nie mogłem z nią postąpić tak jak z każdą inną dziewczyną.
– Tęskniłam za tobą, wiesz? – odezwała się nagle. – Dlaczego przestaliśmy rozmawiać?
– Bo… jestem dupkiem? I wywaliłem twoje ciasto na podłogę? – Usiłowałem ignorować to ciepłe uczucie w piersi.
– Nie jesteś dupkiem. No dobra, może trochę, ale… naprawdę to przez głupie ciasto?
– Sam już nie wiem… – Miałem mętlik w głowie. Usiłowałem patrzeć przed siebie, a nie na jej odsłonięte nogi. – Chyba… nie jestem najlepszy w… relacjach międzyludzkich. Takich, które byłyby zdrowe.  
– Nie musisz być najlepszy, wystarczy… wystarczy, że będziesz obok.
Definitywnie była pijana. A mnie zaczynały przerażać uczucia, które w tym momencie mnie zalewały.  
– Rozumiem – wykrztusiłem, choć tak naprawdę nie rozumiałem nic.
– Przepraszam. Za wszystko. Przykro mi, że tak wyszło. Przykro mi, że poznałeś mnie w najgorszym momencie mojego życia i od najgorszej strony. Nie byłam taka… kiedyś… a dzisiaj czułam się trochę jak dawna ja.
Wyciągnąłem rękę i chwyciłem ją delikatnie za palce, ściskając je mocno.
– Nie przepraszaj. Jeśli już ktokolwiek powinien przepraszać, to ja. Szczerze mówiąc… to też nie jestem najlepszą wersją siebie. Nigdy nie paliłem ani tyle nie piłem. To po prostu gorszy czas… ale miał też swoje dobre strony.
– Więc… może być jak kiedyś? Między nami?
Już miałem powiedzieć, że chyba nie będzie tak jak kiedyś, gdy się wyprowadzę, ale ugryzłem się w język.
– Jasne. – Jeszcze chwilę ściskałem jej delikatne palce, po czym puściłem. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. W końcu zaparkowałem pod naszym blokiem. – Proszę. Przystojny barman bezpiecznie dotransportował cię do domu.
– Jeszcze nie jesteśmy w domu. – Spojrzała na mnie z uśmiechem, ale nie ruszyła się z miejsca. – Wiesz… wcale nie uważam cię za playboya… uważam, że jesteś… – Chwilę się wahała, a potem przybliżyła się i mnie pocałowała.
Kompletnie mnie tym zaskoczyła, na ułamek sekundy chyba zamarłem, ale potem poczułem zapach jej perfum oraz smak truskawki zabarwionej alkoholem i całkiem straciłem głowę. Obróciłem się bokiem, by położyć ręce na jej ciele i przyciągnąć bliżej siebie. Jedną rękę wplotłem w jej włosy i nie byłem w stanie o niczym myśleć. Chyba nie powinienem tego robić. Była pijana. Ale tak ładnie pachniała i tak cholernie kusiła mnie tymi urywkami odnośnie swojej bielizny… nie mogłem się powstrzymać. Zwłaszcza że sama mnie pocałowała. To było tak cholernie wspaniałe uczucie. Napierałem mocno na jej wargi, ledwo się kontrolując.
Oderwała się ode mnie, by złapać oddech. Uśmiechnęła się, dotykając palcami moich ust. A kiedy myślałem, że znowu mnie pocałuje, powiedziała:
– Dziękuję za transport do domu.
Zaśmiała się, odsunęła i wysiadła z samochodu, zostawiając mnie z ciasnotą w spodniach i z kompletnym mętlikiem w głowie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 6457 słów i 35611 znaków.

2 komentarze

 
  • Wer...

    Jednak pomimo złości ciągnie ich do siebie bardzo ciekawa części i na końcu zaskoczenie 😁 to czekamy na rozwinięcie tej przygody ❤️

  • candy

    @Wer... Ojjj ciągnie :D ale powoli zbliżamy się końca!


    ... Na szczęście tylko pierwszej części :D

  • Wer...

    @candy jak zobaczyłam końca to aż się wystraszyłam a tu pierwszej części uf jakie dobrze 😂

  • candy

    @Wer... Nie jesteśmy jeszcze gotowe pożegnać się z Nayley :D

  • lolissss

    ooo mam
    nadzieje ze jednak nicholas inaczej zakończy to, bo czuje jednak lekki niedosyt po hayley haha :D

  • candy

    @lolissss my też ciągle czujemy niedosyt  :rotfl: