Światło w ciemności – rozdział 12

Światło w ciemności – rozdział 12Nicholas

Obudziłem się z jękiem. Pękała mi głowa, w dodatku chyba nie tylko od alkoholu. Podniosłem rękę do brwi i syknąłem. Chyba jedna z nich była rozcięta. Kurwa. Wszystko przez tych pieprzonych debili, którzy nas wczoraj zaczepili. Prawie jak w szkole.
Średnio pamiętałem, jak wróciłem do mieszkania i co się wtedy działo, ale mgliście kojarzyłem, że gadałem z Hayley. Nie musiałem dokładnie wszystkiego pamiętać, żeby wiedzieć, że na bank zrobiłem z siebie idiotę. Po alkoholu puszczały mi wszelkie hamulce. Może i dobrze, że tego nie pamiętałem. Nie chciałem mieć wspomnień z tego, jak zachowuję się jak ostatni kretyn.
Okazało się, że spałem w samych bokserkach, a nie przypominałem sobie, żebym się rozbierał, ale w sumie miałem to gdzieś. Potrzebowałem wody i tabletek przeciwbólowych. Dzisiaj mieliśmy w planach odwiedzić kolejny klub, więc musiałem szybko doprowadzić się do porządku. Zerknąłem na zegarek. Piętnasta. Zajebiście.
Szybko wciągnąłem na siebie dresowe spodnie i powlokłem się do kuchni w poszukiwaniu wody. Oczywiście, przy stole siedziała Hayley. Na jej widok poczułem, jak wracają wspomnienia zeszłej nocy, ale uleciały, zanim zdążyłem się na nich skupić. Głowę miałem jak z ołowiu.
– Cześć – wychrypiałem, przechodząc obok. Rzuciła mi dziwnie spłoszone spojrzenie.
– Cześć – odpowiedziała cicho. – Kupiłam ci plastry ściągające, więc… jeśli chcesz, mogę ci je nakleić.
– Naprawdę? – Kupiła mi plastry? Mocno się zdziwiłem. Pewnie na to nie zasłużyłem. – Byłoby super. Dzięki. – Nalałem sobie szklankę wody i usiadłem przy stole.  
– Teraz? – zapytała, starając się na mnie nie patrzeć i wstała.
– No… chyba teraz, bo potem wychodzę.
– Do pracy? – Wyjęła skądś plastry, położyła je na stole i podeszła do mnie. Delikatnie dotknęła palcami mojej twarzy i po chwili do plastrów dołączył zakrwawiony opatrunek.
– Nie. Na imprezę.
– W takim stanie? – Chyba przyglądała się ranie. – To nie wygląda najlepiej, Nick. Przechyl trochę głowę.
– Czym się strułeś, tym się lecz – mruknąłem i posłusznie obróciłem głowę.
– Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. – Otworzyła opakowanie z plastrami i zaczęła je naklejać. – Ale nie zamierzasz się już bić?
– Ja w ogóle nie zamierzałem, ale jak ktoś się do mnie dopieprza, to chyba muszę się bronić, nie?  
– No… chyba tak. Przestraszyłeś mnie. – Jej palce przestały dotykać mojej twarzy. – Proszę. Teraz powinno być okej.
– Dzięki. – Nagle poczułem potrzebę zapytania jej o wczoraj. – Gdy wróciłem w nocy… rozmawialiśmy o czymś?
Odsunęła się, odwracając, ale wydawało mi się, że się zarumieniła.
– Można tak powiedzieć. – Sprzątnęła ze stołu plastry i opatrunek. – A co?
– Pytam, bo nie wiem, czy nie zrobiłem z siebie idioty. W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pewnie tak było, ale średnio to pamiętam.
– Oprócz tego, że chciałeś palić papierosa, kiedy zmywałam ci krew z twarzy, to chyba nie było tak źle. Od kiedy palisz?
– Od… – Zastanawiałem się przez chwilę, a potem wzruszyłem ramionami. – Nie wiem, tygodnia? Jakie to ma znaczenie?
– Ale… dlaczego? Stało się coś? – Z powrotem usiadła przy stole i skrzyżowała ręce na piersi. – I wbrew temu, co powiedziałeś, przystojni faceci wcale nie wyglądają lepiej z papierosem.
Tak powiedziałem? Boże. Skrzywiłem się na samą myśl. Wytrzymałem jej spojrzenie, choć było ciężko. Postanowiłem jednak zignorować jej pytanie.
– A gdzie są teraz te papierosy? Chyba ich nie wyrzuciłaś?
– W łazience. Jeśli zamierzasz palić to świństwo, to proszę, nie rób tego w mieszkaniu. Wystarczy, że twoje ciuchy śmierdzą.
– Po coś chyba ludzie wymyślili pralki. – Coś nagle mi się przypomniało. – Skoro mowa o ciuchach… mam nadzieję, że nie zrobiłem striptizu na środku korytarza?
Hayley zrobiła się nagle cała czerwona i odwróciła wzrok.
– Nie… nie na środku korytarza…
– A gdzie?  
– W pokoju. Musiałam cię zaprowadzić, bo ledwo stałeś i… bałam się, że zrobisz sobie krzywdę, wpadając na komodę.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
– Nie musisz się o mnie martwić. Jak widać, mam się świetnie.
– Bo cię zaprowadziłam. – Uśmiechnęła się lekko. – Prosto do łóżka.
– W takim razie dziękuję. I przepraszam, jeśli zachowałem się… no, typowo po pijanemu.
– Nick… wszystko w porządku?
– Oczywiście. W jak najlepszym.
Patrzyła na mnie, jakby mi nie wierzyła.
– Skoro tak mówisz.
A co miałem mówić? Miałem się przyznać, że rzuciłem Kim? Że ze wspaniałej dziewczyny stała się obsesyjnie zazdrosną i kontrolującą… w dodatku z mojej winy? To przeze mnie się zmieniła. Zakorzeniłem w niej złość, zazdrość i zawiść. Wciągnąłem ją w ten związek, choć wiedziałem, że nie dam jej szczęścia. Że szukała kogoś innego.
– Idę wziąć prysznic – powiedziałem w końcu. – Dzięki za plastry. I… do zobaczenia jutro. Postaram się zachowywać cicho. – Wstałem i odwróciłem się, by wyjść z kuchni.
– Nick, jakbyś… chciał pogadać, to… jestem tu.
Skinąłem głową, choć raczej tego nie widziała, i wyszedłem bez słowa.


Hayley

Cały czas miałam w głowie pijacki, głupkowaty uśmiech Nicka. Nie mogłam przez niego spać, bo byłam zbyt… pobudzona. Widok jego prawie nagiego ciała nie chciał opuścić moich myśli. No i znowu go dotykałam. Może nie tak, jakbym chciała… Nie, nie, nie. Nie mogłam myśleć o nim w ten sposób. To głupie zauroczenie miało minąć, a nie pogłębiać się jeszcze bardziej. Nawet rozcięta brew nie sprawiła, że podobał mi się mniej. Było ze mną coraz gorzej. Jedynym problemem były papierosy. Nie, jednak nie jedynym. Przecież Nick miał dziewczynę. Czemu więc to ja zmywałam mu krew z twarzy, a nie ona?  
Zbliżała się pora powrotu Willa z pracy, więc przygotowałam obiad. Właściwie nie jadłam nic od wczoraj i czułam się trochę słabo. Zamierzałam zjeść razem z bratem. Usłyszałam, że Nick wychodzi z pokoju, ale nie tylko ja. Milo postanowił wyjść spod stołu i pobiegł do niego.
– Milo! – zawołałam, idąc do korytarza.  
Nie chciałam, żeby plątał się Nickowi pod nogami, ale zanim zdążyłam go zabrać, do domu wszedł Will. Spojrzał na Nicka takim wzrokiem, jakby był małym chłopcem, który coś przeskrobał.  
– Znalazłeś sobie nowych kumpli? – zapytał brat oskarżycielskim tonem.
– O co ci chodzi? – zapytał Nick chłodno.
– Co ci się stało? Któryś z nich ci przywalił? Dlaczego na ciebie czekają?  
– A ty co, moja matka? Nie, to nie oni. Czekają na mnie, bo dziś to Vincent nas podrzuca do klubu.  
– Więc teraz z nimi imprezujesz? Nagle ich polubiłeś? Coś tu śmierdzi, Nick. Myślisz, że mnie oszukasz? Nie znamy się od wczoraj.
Nick parsknął śmiechem i lekko się zatoczył. Chyba już był trochę pijany.
– A kto cię próbuje oszukać? Nie powiedziałem, że ich lubię, ale nie są tacy źli. Sam mógłbyś czasem wyluzować. Praktycznie nie ma cię w domu, znikasz na całe dnie, wracasz wieczorami i masz mnie w dupie. Teraz od progu rzucasz jakieś oskarżenia? Serio?  
Nigdy nie widziałam, żeby się tak do siebie odnosili. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze oni się pobiją. Może powinnam interweniować, ale nie miałam pojęcia, co zrobić.  
– W przeciwieństwie do ciebie pracuję – wycedził Will przez zaciśnięte zęby. – Dobrze wiesz dlaczego.  
– Owszem, wiem. I czy nie byłem dobrym kumplem? Dobrym współlokatorem? Nie odwołałem randki, by zrobić twojej siostrze zakupy? – Zaczął wyliczać na palcach. – Nie zgodziłem się bez problemu, żeby u nas zamieszkała, choć dobrze wiedziałem, że Kim się wścieknie? Nie powiedziałem od razu, że nie mam nic przeciwko siedzeniu z psem przez święta? No? Już o tym zapomniałeś?! – Nick nagle zaczął się drzeć jak opętany. – Bo myślę, że mogłem ci sporo utrudnić, a jednak zachowałem się jak dobry kumpel i ci pomagałem, a teraz wyjeżdżasz mi z jakimiś pretensjami, jakbyś był moją pierdoloną opiekunką?! Wielkie, kurwa, dzięki. – Przepchnął się obok Willa i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Stałam oniemiała i patrzyłam, jak brat opiera się plecami o ścianę i przeciera dłonią twarz. Powoli docierały do mnie słowa Nicka. Odwołał randkę, żeby zrobić mi zakupy? Dlatego był wtedy taki niezadowolony? Nic dziwnego. Myślałam, że jakoś to przegadali. Że skoro byli najlepszymi kumplami, to lepiej się dogadywali. A może tak było przed moją operacją i chorobą. To ja wszystko zepsułam. Utrudniłam życie zarówno bratu, jak i Nickowi. A ja zamiast wziąć się w garść i wrócić do pracy, to tylko użalałam się nad sobą. Łzy napłynęły mi do oczu, więc zamrugałam szybko, żeby je odgonić. Nie zamierzałam się rozkleić przed Willem. Popłaczę sobie pod prysznicem.
– Czemu tak na niego naskoczyłeś? – zapytałam cicho. – Nawet się nie przywitałeś.
– Bo zobaczyłem na dole tych debili i mnie krew zalała. Już na studiach obracali się w podejrzanym towarzystwie, a teraz wciągnęli w to Nicka. – Powiesił kurtkę na wieszaku i zdjął buty, jakby coś mu zrobiły. – Kurwa. Nie rozumiem, dlaczego się z nimi zadaje.
To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś było nie tak. Coś musiało się stać. Może wtedy, gdy byliśmy na Alasce. Przecież przed Świętami Nick taki nie był.  
– Pytałam go, czy coś się stało – powiedziałam w końcu, idąc za Willem do kuchni. – Stwierdził, że wszystko jest w porządku.  
– Oczywiście – prychnął, myjąc ręce w zlewie. – Wiesz, co mu się stało w twarz?
– Podobno ktoś go zaczepił, a on się bronił. Wrócił w nocy zakrwawiony. Jeszcze nie spałam, więc mu to opatrzyłam.
– Mogłaś mnie obudzić.
– Po co? Żebyś go zaatakował, jak przed chwilą? Nick był pijany i na pewno nie obyłoby się bez awantury. Zrobiłam mu opatrunek i położyłam spać. Nie potrzebowałam twojej pomocy.
– Nie musiałaś się z nim szarpać.
– Nie szarpałam się. Był grzeczny.
No, powiedzmy, że był grzeczny, ale Will nie musiał znać wszystkich szczegółów.  
– Grzeczny – powtórzył i parsknął śmiechem.
Postanowiłam to zignorować. Nałożyłam krem z pomidorów do misek i postawiłam je na stole, a zaraz potem dołożyłam talerz z grzankami.
– Jedz – powiedziałam, podając mu łyżkę. – Przeproś go. Pogadaj z nim normalnie. Może tobie powie, co się stało, bo coś musiało.  
– Taa, już to widzę. Jak Nick nie chce czegoś powiedzieć, to torturami z niego tego nie wyciągniesz.
– Will! Musisz spróbować. Sam powiedziałeś, że to złe towarzystwo. Nie znam go tak dobrze jak ty, ale wydaje mi się, że imprezowanie, picie i palenie to nie jest jego normalne zachowanie.
Westchnął i zamieszał łyżką w kremie.
– Nie jest – przyznał w końcu.
– Pogadasz z nim?
– Spróbuję.



Nicholas

Byłem wkurwiony. Will nagle się obudził, że jest moim kumplem i wielce bronił mojej cnoty. Owszem, nigdy nie lubiliśmy tych fiutów, bo byli absolutnymi debilami, ale jakie to miało znaczenie? Nic nie rozumiał. Non stop go nie było. Czasem czułem się, jakbym mieszkał sam z Hayley. Teraz nagle zachciało mu się mnie opierdalać. W końcu wybuchłem. Nie miałem na to sił. Niestety, dodatkowo wybrzmiało to tak, jakbym oskarżał Hayley, choć wkurwiony byłem tylko na jej upartego brata.  
Kiedy wylądowaliśmy w kolejnym głośnym klubie, od razu zaczęliśmy pić. Ja nieco wolniej od reszty, bo trochę zaprawiłem się już w mieszkaniu. Siedziałem i patrzyłem na dziewczyny tańczące na parkiecie. Większość z nich wyglądała tak samo, pustaki ze zrobionymi ustami, doczepionymi włosami, paznokciami wyglądającymi jakby ciosały je ostrym nożem. Nic ciekawego. Miałem takich lasek po dziurki w nosie. Moje myśli zaczynały jednak uciekać w niebezpieczną stronę. Przecież nie byłem już w związku. Nie musiałem dłużej żyć w celibacie. Już nikt nie narzucał mi żadnych zasad. Byłem, kurwa, wolny. W końcu mogłem z tego skorzystać.
W końcu ją zobaczyłem – jedyną z nielicznych naturalnych dziewczyn, wyglądającą niby nieśmiało, ale tylko na pozór. Żadna nieśmiała dziewczyna nie założyłaby sukienki z dekoltem i wycięciami po bokach. Ani takich szpilek. Obserwowałem ją dłuższą chwilę i z sekundy na sekundę czułem, że zaczyna o sobie dawać znać dawno niezaspokajana potrzeba. A ta dziewczyna była naprawdę ładna…
Dopiłem to, co zostało w kieliszku i odstawiłem go na stolik zdecydowanym ruchem. Wstałem i poszedłem na parkiet, od razu dobijając do tej dziewczyny. Kiedy jej wzrok napotkał mój, powoli się uśmiechnęła. Nawet o nic nie pytałem, tylko od razu wziąłem ją za rękę i obróciłem. W końcu od czegoś trzeba było zacząć.
Nigdy nie byłem typem, który zaliczał nowo poznane dziewczyny, ale wszystko kiedyś się zmieniało. Odłączyłem się od chłopaków, by usiąść z Amy. Postawiłem jej drinka i zaczęliśmy rozmawiać. Tak właściwie mało mnie interesowało to, co miała do powiedzenia, choć trzeba było przyznać, że nie paplała o paznokciach i innych kobiecych sprawach, tylko faktycznie mówiła z sensem. Gadaliśmy, piliśmy, tańczyliśmy, wszystko na zmianę, aż czułem, że dłużej nie wytrzymam. Ona chyba miała podobne myśli, bo nagle szepnęła mi do ucha:
– Jedziemy do mnie?
– Do mnie – zdecydowałem. Może pierwszy seks od dwóch lat nie powinien odbywać się ze współlokatorami za ścianą, ale nie miałem przy sobie żadnej prezerwatywy. Nie planowałem tego, a raczej nie ufałem nowo poznanej dziewczynie w kwestii zabezpieczenia.  
Pokiwała głową, a ja już zamawiałem taksówkę, podekscytowany jak nigdy. Niby obiecałem Hayley, że będę cicho, ale w sumie miałem to gdzieś. Milo, nieco zaskoczony, zaskomlał, gdy zobaczył obcą osobę, ale szybko przeszliśmy do mojego pokoju. Po drodze zgarnąłem z łazienki pudełko prezerwatyw.  
Amy dobrze całowała. Część mnie myślała o Kim, ale druga chciała jak najszybciej wyrzucić ją z głowy. W spodniach miałem cholernie ciasno. Jęknąłem, gdy Amy jednym ruchem pozbawiła mnie paska i rozpięła guzik. Ja w międzyczasie rozpinałem jej sukienkę. Wszystko robiliśmy na oślep, bo choć było już rano, jeszcze było ciemno. Tak naprawdę nie obchodziło mnie, że miała trochę małe piersi, byłem zbyt podniecony. Gdy zakładałem prezerwatywę, całowała mnie po szyi i po klatce piersiowej, rozpalając do reszty. W tym momencie już nie wiedziałem, jak mogłem wytrzymać ponad dwa lata bez seksu. Przygniotłem Amy całym ciałem, mocno przygryzając jej pierś, a gdy krzyknęła, rozsunąłem jej nogi i gwałtownie w nią wszedłem. Szybko przekonałem się, że była bardzo głośna.
– Tak! Tak…! O kurwa… tak, mocniej… – jęczała głośno pode mną, choć szczerze mówiąc, chyba wolałem, by była ciszej. Zamknąłem jej usta pocałunkiem. Zduszone jęki były dużo bardziej seksowne.
Wkrótce przyszedł orgazm, tak intensywny, że aż musiałem się położyć na plecach. Zsunąłem prezerwatywę i głęboko odetchnąłem. Kurwa, wreszcie. Zapomniałem, z czego rezygnowałem. A Kim, zamiast opieprzać mnie za samą erekcję, powinna była to, kurwa, docenić.
Milczeliśmy przez parę minut, aż nagle Amy się na mnie wdrapała. Zaczęła od przygryzienia płatka mojego ucha, później zeszła ustami na linię szczęki, szyję, klatkę piersiową, aż w końcu coraz niżej… Choć byłem zmęczony, poczułem, jak krew na nowo napływa mi do jednego, konkretnego miejsca.
– Gotowy na rundę drugą? – powiedziała z uśmiechem, unosząc się lekko.
I to, kurwa, jak.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2850 słów i 16104 znaków.

3 komentarze

 
  • Kotek3

    Fajne i podniecajace;)

  • AlexAthame

    Samiec z niego wyszedł. Dokładnię się zgadzam z panią( panienką) Myszą :) Jak to powiedział Wołodia Putin, jak się naciska zbyt mocno sprężynę, to wyskoczy. Tylko gdzie ten Nick ma oczy i rozum, że nic nie widzi i mało rozumie. Och te chłopy... :shrug:

  • Mysza

    Yhym, czyli zamierza być teraz złym chłopakiem? Jak dla mnie to zachowuje się jak idiota. Tak bardzo był spragniony seksu, że alkohol tylko to ułatwił? Da się bez tego żyć. Myślę, że jest ktoś kto nie będzie zadowolony z takich wydarzeń.

  • candy

    @Mysza nie to że zamierza, ale jednak odejście Kim go załamało, a no jest trochę głupi i odreagowuje w idiotyczny sposób :D