Światło w ciemności – prolog

Światło w ciemności – prologPrzedstawiam nową historię pisaną razem z moją drogą przyjaciółką https://www.wattpad.com/user/Ryunique ❤️️



Hayley

Siedziałam nieruchomo, wpatrując się w siedzącego naprzeciw mnie lekarza. Świat wokół zniknął. Byłam zbyt zszokowana, by go zauważyć. Nie do końca dotarło do mnie to, czego się przed chwilą dowiedziałam.  
– Słyszy mnie pani?
Zamrugałam.
– Tak – wykrztusiłam z trudem. – Słyszę.  
– Przyjmiemy panią na oddział, zrobimy badania, a potem…
Przestałam słuchać. Spojrzałam na siedzącego obok Seana. Był blady jak ściana i chyba w jeszcze większym szoku niż ja. Wpatrywał się w lekarza, jakby wyrosły mu rogi. Chciałam, żeby na mnie spojrzał, żeby złapał mnie za rękę, ale nie zrobił tego. Serce tłukło mi się w piersi, a w żołądek zawiązał w supeł ze stresu, co tylko pogorszyło ból w podbrzuszu. Znowu się nasilał. Z trudem siedziałam prosto. Chciałam, żeby zniknął. Chciałam, żeby Sean mnie przytulił i powiedział: “jestem tu, wszystko będzie dobrze”, ale nie zrobił tego. Nawet na mnie nie spojrzał, gdy wyszliśmy z gabinetu.
– Przywiozę ci rzeczy – rzucił tylko i już go nie było.
Zostawił mnie na środku korytarza. Nawet nie powiedziałam mu, czego potrzebowałam. Wzięłam głęboki oddech. Nie mogłam się teraz załamać.  
Niedługo później znalazłam się w swojej sali, z wenflonem w ręce. Nie pobrali mi krwi, bo stwierdzili, że już za późno i laboratorium już nie pracuje. Zrobią to jutro rano. Stałam przy oknie, czekając na Seana. Napisałam mu w wiadomości listę rzeczy, które ma mi przywieźć, ale pewnie i tak połowy nie zapakuje. Najważniejsze były podpaski i tampony, bo miałam okres. Jak zwykle, w najmniej odpowiednim momencie. Poprosiłam też, żeby zaopatrzył mojego psa w zapas wody i jedzenia. Jeśli okaże się, że zostanę tutaj dłużej, będę musiała oddać go komuś pod opiekę. Nie chciałam jednak teraz o tym myśleć, bo na samą myśl chciało mi się płakać. Nigdy nie rozstawałam się z Milo na tak długo. Spojrzałam na ekran komórki, którą trzymałam drżącymi rękami. Żadnej wiadomości od Seana. Zobaczył w ogóle, co mu napisałam? Mogłam do niego zadzwonić, ale nie byłam pewna, czy się nie rozpłaczę, więc wolałam tego nie robić. Przymknęłam oczy i znowu spojrzałam za okno. Zaczynało się ściemniać. Miałam nadzieję, że wpuszczą go na oddział, kiedy w końcu przyjedzie.  
Powinnam napisać do Willa. Powinien wiedzieć, że byłam w szpitalu, ale był na jakimś szkoleniu do nowej pracy. Nie chciałam, żeby wszystko rzucał i tu przyjeżdżał. Poczekam na wyniki badań i wtedy mu powiem. Niech zajmie się szkoleniem, a nie zamartwianiem o mnie. Ja jakoś dam sobie radę. Przecież to tylko kilka dni. Przecież to tylko… guz.
Miałam guza. Na jajniku.  
Zamrugałam gwałtownie, żeby odgonić łzy. Nie będę płakać. Będzie dobrze. Musi być.  
Do sali wszedł Sean z moją torbą sportową w ręce. Na razie byłam tu tylko ja, więc mieliśmy trochę prywatności. Uśmiechnęłam się blado, kiedy podawał mi torbę i od razu ją otworzyłam, żeby sprawdzić, czy wszystko zapakował.  
– Ja… – Sean w końcu się odezwał. – Chyba nie dam rady.  
Przerwałam przeszukiwanie torby, by na niego spojrzeć.  
– Czego nie dasz rady?
– Tego. – Zrobił niezidentyfikowany ruch rękami, wskazując nas i całe pomieszczenie.  
– Co?  
– Nie dam rady patrzeć, jak cierpisz. Nie dam rady patrzeć, jak umierasz. Za bardzo cię kocham.  
Zakłuło mnie serce, a w gardle zrobiła się taka gula, że ledwo przełykałam ślinę. Co on do mnie mówił?  
– Nie umieram – powiedziałam tępo, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – Jeszcze nie ma wyników, dopiero jutro zrobią badania, a ty już mnie uśmiercasz?  
– Masz guza.  
– Przecież wiem! – Głos mi się załamał, ale przełknęłam łzy. – To wcale nie musi być rak. Wytną to i wszystko będzie dobrze. A ty już mnie skreśliłeś. Dlaczego jesteś takim pesymistą?
– Nie jestem pesymistą, tylko realistą. – Prawie prychnęłam. – Kocham cię, ale nie dam rady. To dla mnie za dużo.  
A dla mnie to nie jest za dużo? Jak mógł wyznawać mi miłość, jednocześnie mówiąc takie rzeczy? To bolało. Skoro mnie kochał, to powinien przy mnie być. A on uciekał. Był tchórzem i pieprzonym egoistą. To był test i właśnie go oblał. Nie takiej miłości pragnęłam. Łzy popłynęły, a miałam nie płakać.
– Dla ciebie to za dużo? – powtórzyłam. – Dla ciebie? A pomyślałeś przez chwilę, co ja czuję?
– Hayley…
Chciał do mnie podejść, ale wyciągnęłam rękę, żeby nie mógł się zbliżyć.
– Nie. Przestań. Skoro nie dasz rady, to droga wolna. Nie będę cię zatrzymywać. Poradzę sobie sama.  
– Kochanie… – Znów próbował podejść, ale się odsunęłam pod okno.
– Nie mów tak do mnie. Jesteś wolny. Przecież tego chciałeś.  
– Nie, ja nie… – Na twarzy miał wymalowaną rozpacz, ale było już za późno. Zawiódł mnie. Rozczarował. Złamał serce. – Kocham cię.  
– Jak możesz mnie kochać i zostawiać w takiej chwili? – Patrzyłam na niego i bolało mnie serce. – To koniec, Sean. Wyjdź stąd i nigdy więcej nie pisz, nie dzwoń, nie przyjeżdżaj.  
– Hayley…
– Wyjdź. Zostaw mnie w spokoju. Proszę.
Zacisnął szczękę i patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, aż w końcu wyszedł bez słowa. Tak bardzo mnie właśnie kochał. Zgięłam się wpół, bo ból w podbrzuszu uderzył z nową siłą. Skuliłam się pod ścianą i rozpłakałam.  
Złamane serce bolało, ale kiedyś przestanie. Wyleczę się z niego. Teraz musiałam się skupić na zdrowiu.


Nicholas
     
Kończyłem zmianę i jedyne czego chciałem, to paść na łóżko i zasnąć. Pijane koleżanki przyszłej panny młodej robiły hałas w całym barze, wywołując u mnie migrenę. Zwykle nie zwracałem na to uwagi, ale tym razem trafił mi się zlepek fałszywych przyjaciółek-idiotek, które urządziły sobie zawody, która z nich pierwsza mnie poderwie. Szkoda mi było tej, której powinny poświęcać swoją uwagę. Gwiazda wieczoru panieńskiego siedziała sama, popijając drinka i ze smutkiem patrząc na swoje tak zwane koleżanki. Jedna z nich właśnie niby przypadkiem pochyliła się nad ladą, a cycki niemal wyskoczyły z jej obcisłej sukienki. Pewnie wyobrażała sobie, że to było właśnie to, co chciałem zobaczyć, a tak naprawdę miałem ochotę rzucić to wszystko i wyjść.  
– Poproszę jeszcze jednego Sex on the beach! – rzuciła śpiewnie, machając mi przed nosem banknotem. Może myślała, że jak da mi napiwek, to się z nią umówię.
W mojej opinii już dawno przekroczyła swoje alkoholowe możliwości, ale przynajmniej dawała mi zarabiać, wobec tego zacząłem robić drinka. Wstawiona blondynka nie spuszczała ze mnie wzroku.
– Słodki jesteś – krzyknęła, bym słyszał ją mimo głośnej muzyki. – Chcesz gdzieś potem wyskoczyć?
Uśmiechnąłem się grzecznie.
– Przykro mi. Mam dziewczynę. – Postawiłem przed nią wysoki kieliszek z drinkiem.  
Zrobiła zawiedzioną minę.
– Na serio? Czy po prostu tak spławiasz dziewczyny?
Ponownie się uśmiechnąłem, choć tym razem nie dało się ukryć znużenia w moim głosie.
– Na serio. Dziś mamy drugą rocznicę – dodałem, choć jej to nie obchodziło.
Prychnęła pod nosem, wzięła drinka, machnęła długimi włosami i poszła do reszty plastików, z którymi przyszła. Zerknąłem na zegarek. Zbliżała się druga w nocy. To oznaczało, że wkrótce wszyscy wyjdą, a po posprzątaniu i rozliczeniu kasy będę w końcu mógł wrócić do mieszkania i się wyspać – w sam raz na rocznicową kolację, którą przygotowywała Kim.
Gdy w końcu otworzyłem drzwi, mieszkanie było pogrążone w ciemności. Na szczęście mojego współlokatora nie było, ale i tak był przyzwyczajony do moich późnych powrotów i nawet się nie budził, gdy nad ranem krzątałem się po korytarzu. Napiłem się wody i wkrótce padłem na łóżko, kompletnie wykończony.
Obudziłem się po południu, czując się, jakbym w ogóle nie spał. Miałem już parę nieodebranych połączeń od Kim, ale nie czułem się na siłach, by już do niej oddzwaniać. Przeszedłem boso do kuchni i włączyłem ekspres. Gdy do filiżanki lało się ciemne espresso, czułem, jak wracam powoli do życia.  
Odblokowałem komórkę i zadzwoniłem do Kim.
– Dzień dobry, kochanie – powiedziała, odbierając. – Wyspałeś się?  
– Niezbyt. Był wieczór panieński i przez to…  
Przerwało mi westchnienie. Niepotrzebnie to powiedziałem. Kim była zazdrośnicą, zwłaszcza o wszystkie dziewczyny, które kleiły się do mnie w barze. Jej pretensje często kończyły się kłótniami, które nigdy nie osiągały kompromisu. Co miałem zrobić? Zrezygnować z pracy, którą lubiłem i która w dodatku pozwalała mi godnie żyć? Przecież to te dziewczyny podrywały mnie, nie na odwrót.
– Nieważne – powiedziałem szybko, by nie wywiązała się kolejna awantura. – Już nie mogę się doczekać wieczora.
Pierwszą rocznicę spędziliśmy w restauracji – teraz jednak Kim uparła się, że coś przygotuje. Zbyt zdolną kucharką to ona nie była, więc trochę obawiałem się, co dziś zastanę, gdy do niej przyjdę. Nie mogłem jej jednak oczywiście tego powiedzieć, więc musiałem zacisnąć zęby.
– Pamiętaj, punktualnie o osiemnastej.
– Jasne.
– Kocham cię.
– Ja ciebie też.
Rozłączyliśmy się. Dopiłem kawę, poszedłem pod prysznic, a reszta dnia upłynęła mi na graniu na konsoli – mała przyjemność, której Kim często mi zabraniała, argumentując to tym, że gry były dla dzieci. To była najczęstsza rozrywka moja i Willa.  
W końcu musiałem jednak wyłączyć konsolę i ubrać się w coś lepszego niż rozciągnięte dresy. Założyłem koszulę, którą lubiła Kim i do tego czarne dżinsy. Nie chciałem brać samochodu, bo zakładałem, że wypijemy do kolacji jakieś wino, więc zamówiłem taksówkę. Po drodze wstąpiłem jeszcze do kwiaciarni po bukiet róż. Parę minut po osiemnastej pukałem do drzwi mieszkania, które Kim wynajmowała z koleżanką.
Otworzyła drzwi z uśmiechem. Wyglądała ślicznie. Ubrała się w niebieską sukienkę, która podkreślała jej oczy, a włosy związała. Choć zwykle się nie malowała, tym razem miała delikatny makijaż. Przeszedłem przez próg, by porwać ją w ramiona i dać kwiaty.
– Wszystkiego najlepszego – szepnąłem i pocałowałem ją czule.  
– To już dwa lata, Nick – szepnęła mi w usta, obejmując mnie. – A mam wrażenie, że poznaliśmy się dopiero wczoraj.
Całowaliśmy się przez chwilę, ale w końcu oderwała się ode mnie i pociągnęła do stołu.
– Chodź. Zrobiłam spaghetti. Może niezbyt uroczyste, ale przynajmniej dobre, mam rację?
– Masz – przytaknąłem ostrożnie. Stół w kuchni był przystrojony wysokimi świecznikami, które dawały delikatne światło na kieliszki wypełnione do połowy czerwonym winem. Musiałem przyznać, że Kim się postarała.  
Po chwili ciszy, podczas której Kim składała ręce i coś mamrotała pod nosem, zaczęliśmy jeść. Spaghetti nie było najlepsze, ale zjadliwe. Popijałem wino, patrzyłem na swoją dziewczynę i chcąc nie chcąc, zerkałem na jej odsłonięte nogi, przyozdobione butami na obcasie. Może to był wpływ alkoholu, a może tego, że Kim wyglądała inaczej niż na co dzień, ale poczułem, jak robi mi się ciasno w spodniach. Pomyślałem, że może zaryzykuję. Może coś się zmieniło.
Parę minut później leżeliśmy na łóżku, a moje ręce błądziły po jej ciele. Pięknie pachniała. Przesuwałem językiem po jej szyi, a ona cicho jęczała. W pewnym momencie jej ręka zjechała niżej. Przez chwilę pomyślałem, że zaraz rozepnie mi spodnie, ale okazało się, że zrobiła to tylko po to, by mnie od siebie odsunąć.
– Nick… – powiedziała z wyrzutem, zerkając na wybrzuszenie w moich spodniach.
– No co? Dziwisz mi się? Jesteśmy razem dwa lata. Kochamy się. A ty wyglądasz dzisiaj tak pięknie…  
– Dziękuję, ale… – Potrząsnęła głową. – Nie zmienię zdania. Dobrze o tym wiesz.
Westchnąłem z irytacją i odsunąłem się od niej. By poluzować napięcie w spodniach, przywołałem do siebie obraz tej pustej idiotki z baru. Zapadła niezręczna cisza. Po paru minutach spojrzałem na Kim.
– Jestem normalnym facetem. To normalne, że czasem jestem napalony – warknąłem, nagle wściekły. – A ty patrzysz się na mnie tak, jakbym popełnił zbrodnię.
– Bo wciąż próbujesz mnie namówić do zrezygnowania ze swoich przekonań!  
– Czy ja cię namawiam? Po prostu… myślałem, że może zmieniłaś zdanie. – Wziąłem ją za rękę. – Kocham cię i chcę uprawiać z tobą seks. Po prostu.
– Nie możesz mnie kochać bez tego? – spytała ze smutkiem.
– Kocham. Czy to aż takie złe, że chcę kochać cię bardziej?
Kim przez chwilę milczała, aż w końcu rzuciła:
– Dzięki za wspaniałą rocznicę. Widzę, że zależy ci tylko na seksie. – Zeskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Na ten dźwięk przymknąłem oczy i znowu zapragnąłem znaleźć się we własnym łóżku.
Zajebisty rozwój sytuacji.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2427 słów i 13478 znaków, zaktualizowała 10 lut o 18:30.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    Hej. Dawno mnie nie było w komentarzach Twoich utworów ( wiem, ze to brzmi niezręcznie.  :D ) Zapowiada się super opowiadanko. Lubię ten koktajl. Moim zdaniem treść i gramatyka i ortografia bez zarzutu, jak zwykle, poza jednym zdaniem. Niebieska sukienka i jej oczy, zerknij świeżym wzrokiem. Pozdrawiam. Czy ta zasada, którą wyznawała Kim to cnotka po ślubie? Dobra zasada, dużo ułatwia.  :)

  • candy

    @AlexAthame cnotka przed ślubem, a nie po ;)

  • AlexAthame

    @candy Pomyliłem się, masz rację. Fajni ci idzie. Pozdrawiam i dziękuję, że odpowiedziałaś :) Miałem raz taką dziewczynę. Wytrzymać trzy lata to graniczy z cudem. Ja zrezygnowałem po trzech tygodniach, ale tam była inna sprawa.

  • HeheheCO

    Wow 😍
    Brak mi słów 😍
    Jest super 😍
    I śliczna okładka 😍

  • candy

    @HeheheCO bardzo nam miło, dziękujemy <3

  • HeheheCO

    @candy nie ma za co 😉

  • agnes1709

    Dwa lata i chłopu nie daje?😱 Oj, to się może źle skończyć. No i gratuluję wytrwałości, w końcu to facet (a wiadomo, czym wyróżnia się większość z ich) :D Sean to dupek, jakich mało, dobrze, że zniknął tak szybko, jak się pojawił (choć czuję, że jeszcze wsadzi tu nos). Na razie nic szczególnego się nie dzieje, więc jak zaczniecie "szaleć", komentarz będzie dłuższy ;) Pozdro autorkom :kiss:

  • candy

    @agnes1709 dziękujemy <3 właśnie jesteśmy na Google Meet i szalejemy :D