Pytanie cz 6

― Nie wyglądam wiarygodnie?
― Tego nie powiedziałam.
― Dobrze. Nie będę naciskać. Jakbyś chciała coś mi powiedzieć, to powiedz.  
Weszłam do swojego pokoju. Ale kompletnie nie nadawałam się do pracy. Łamałam się w środku. Poszłam do Kelly.
― Kelly? Miałaś kiedyś chłopaka albo męża?
Kelly patrzyła na mnie ciepło.
― Nie, nigdy.
― Och. To raczej mi nie pomożesz.
― Nie wiadomo, wal śmiało.
― Nie, to nie ma sensu. Przepraszam.
― Nie ma za co. Nie chodzi o Jacka, więc chodzi o męża.
Popatrzyłam na nia inaczej.
― Skąd wiesz?
― Mylę się?
― Nie.
― Wygląda, że jest to inna sprawa niż ostatnio. Chociaż częściowo powiązana.
Znowu patrzyłam na nią długo. Czy ona coś wie? Ale jak?  
― Pomyliłam się, Norbert jest w porządku. To ja zawiniłam.  
Odwróciłam się i zrobiłam dwa kroki w kierunku mojego pokoju.
― Mylisz się.
Odwróciłam się powoli.
― Co powiedziałaś?
― Nie wiem co się stało, bo nie jestem wróżka albo Duchem Świętym. A jeśli ci powiem, to mogę cię pogrążyć albo pomóc.
Zdecydowałam się powiedzieć, ale tak, żeby nie wiedziała.
― Masz rację. To jest związane z tą sprawą i trochę z Jackiem. Pomyliłam się i chciałam go przeprosić, że go niesłusznie podejrzewała, ale tak, żeby nie wiedział. I przedobrzyłam. Ale jeśli coś wiesz, powiedz. Już chyba gorzej być nie może.
― Zawsze może być gorzej, dopóki żyjesz. Albo lepiej. Również dopóki żyjesz.
― Powiedz, proszę.
― Możesz mnie znienawidzieć, bo zrobiłam coś bez twojej woli.
― Albo mogę cię pokochać, według twoich słów.  
Kelly się uśmiechnęła.
― Dobra, powiem ci. To jak loteria. Zobacze czy się mylę.
― Powiedz w końcu, bo Jacek zaraz przyjdzie.  
― Jest pietnaście po ósmej. Przyjdzie o dziewiątej trzydzieści. Dostałam od niego notkę. Norbert cię zdradza z Sylwią.
― Nie, nie. To ja tak sądziłam.
― To już trochę trwa, a poważnie dwa miesiące. W niedziele jadą na cztery dni do Szczecina.
― Ma szkolenie... jak to wiesz?
― Mam dojścia. Sylwia go promuje. Podpisze kontrakt ze Szwedami.  
― Mówił, że jedzie z grupą.
― Kłamał. Jadą we dwoje.
― Kłamiesz. Czemu to robisz?
― Ona chce za niego wyjść. Nie był ostatnio zmęczony i nie miał czasem smutku w oczach?
Tego było za wiele. Podeszłam do niej i chwyciłam ją za bluzkę.
― Jesteście w zmowie. Może to z tobą mnie zdradza!
― Edyta, uspokuj się. Mam rację?
― Tak.
Usiadłam załamana.
― To się wyjaśni w piątek. Trzymaj się. Jestem z tobą.
― Dlaczego?
― Bo jesteś dobrą i uczciwą dziewczyną. Wiem, że nie możesz się zebrać, ale spróbuj zacząć liczyć. To twój świat. Tam nikt nie kłamie.
Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Zastanawiałam się jak mogła wiedzieć o tych liczbach. Wróżka czy co? Usłyszałam pukanie.
― Tak?
― Mogę wejść?
― Możesz.
― Może ci to pomoże.
W dłoni miała szklankę w połowie wypełniona wiskey.
― Coś ty, Kelly. Jacek się dowie.
― Nic się nie martw. Tylko nie zrób tego samego głupstwa co ostatnio.  
Wyszła. Cholera, co jest? Powiedział jej? Niemożliwe? Takim gnojem to nie jest. Raczej gentelmenem. Jak ona to wie? Ale zaraz, to ja tak myślę. Ona nie powiedziała szczegółów. To mogło mieć bardzo ogólne znaczenie. Człowiek nie powinien robić tych samych błędów dwa razy.  
Dopiero teraz dotarło do mnie co mi powiedziała. A więc mnie zdradza. Ale dlaczego? Poleciał na forsę? Z pewnościa jest ładniejsza. Ma takie włosy i oczy jak ja. Jego typ. Tylko lepszy? Jeśli to prawda to jest skurwielem. No nie mogę tak mówić. Renata nie jest kurwą. Nie jest idealną teściową, ale przecież nie mogę jej obrażać. Takie mamy określenia. To się nazywa potocznie, przekleństwo. Ale rzeczywiście to jest tylko brzydkie słowo. Przekleństwo jest czyś innym. Jest to życzenie komuś czegoś złego.
Ale właściwie dlaczego mam wierzyć Kelly? Może ma jakiś cel, żeby kłamać? Tylko jaki? Mało ją znam. Wydaje się w porządku, ale nie mogę być łatwowierna.
Przemogłam się i wzięłam do pracy. Strasznie mnie korciło, żeby wysłać wiadomość do Norberta. Ale nie zrobiłam tego. Około dwunastej zadzwoniłam do babci. Nie mieliśmy telefonu stacjonarnego.  
― Dzień dobry. To ja.
― Tak, słyszę przecież. Czemu dzwonisz?
Poczułam się dziwnie. Nigdy nie była wylewna, ale tak mnie zmrozić?
― Dzwonię, bo chciałam wiedzieć jak się ma Patrycja?
― Strasznie marudna. Dziecko w tym wieku powinno być posłuszne. Ja dobrze wychowałam mojego Norberta.
― Zawsze lubiła się z tobą bawić, mamo.
― Nie jestem twoją mamą. Twoja matka umarła. Bądź o piątej. Muszę kończyć, chyba się zmoczyła i płacze...
Wyłączyła się.
Poczułam się okropnie. Coś jest nie tak! Może jestem zboczona, ale jako matka nie mogłam znaleźć w sobie uchybienia. Zapisałam pliki i wyłączyłam komputer.
― Kelly, czy Jacek już przyszedł, bo nie słyszałam?
― Jeszcze nie. Co się stało?
― Coś w domu. Moja córeczka została z teściową. Jestem pełna obaw. Muszę jechać. Jeśli jest chora zostanę w domu, jeśli nie, odwiozę ją do żłobka i przyjadę.
― Dobrze, leć. Przekażę szefowi. W razie czego dzwoń, masz mój numer.
Prawie pobiegłam do samochodu. Jechałam trochę nieuważnie. W jednym miejscu prawie nie zrobiłam wypadku.
― Facet otworzył okno.
― Jak jedziesz głupia kurwo! Pijana pizda bez pojęcia. Kto ci dał prawo jazdy!  
Odjechał z piskiem opon.
― Boże, czemu taki wulgarny.
Dojechałam do domu. Patrycja płakała. Rajstopki przemoczone.  
― Co tu się dzieję. Nie widzi mama, że zrobiła siusiu! No już dobrze, kochanie. Mamusia już jest.
― Baba zbiła, nie dobra.
― Krnąbrny bachor. Musiałam przylać.
Gdybym nie miała Orzeszka na ręku, chyba bym zabiła.
― Wynoś się. Nie chcę cię więcej w domu.
― To dom mojego syna. Dzwonił właśnie jaka z ciebie lafirynda. Puszczasz się na boki.
― Won, bo wezwę policję ― syknęłam.
Renata zabrała palto z szafy.
― Więcej moja noga tu nie stanie. Powinien cię zostawić jak najszybciej.
Wyszła. Położyłam Patrycje na łożku i szybko zdjęłam rajstopki i majteczki. Cała pupka i reszta była zaczerwieniona.  
― Zaraz umyjemy i damy suche majteczki. Mamusia utuli.
    Przemyłam ciepłą wodą i posypałam pudrem.
― Zakładamy pieluszkę?
― Nie chcę. Będę grzeczna.
― Jesteś grzeczna, kochanie. Baba już nie przyjdzie. Nigdy.
Po chwili miałam ją na rękach.  
― Już wszystko dobrze. Mamusia jest.
Patrycja przestała płakać.
― Mogę do żłobka. Basia czeka.
― A nie chcesz, żeby mamusia tuliła?
― Chcę.
Objęła mnie mocno.
― Tatuś dzwonił. Chciałam rozmawiać, baba nie dała. Płakałam, baba zbiła.
― Mocno?
― Nie. Raz, rączką.
― No to ma szczęście.
― Dlaczego mamusiu?
Co miałam powiedzieć, że gdyby zbiła ją mocniej albo paskiem, to bym urwała kurwie łeb?
― Bo inaczej mamusia by zbiła babę.
Patrycja zrobiła wielkie oczy i zaczęła się śmiać.
― Mamusiu, ja bym chciała żebyś ty była i Basia. Razem.
― Mój Orzeszek kochany.
Wzięłam komórke i zadzwoniłam do Norberta.
― Halo, czego chcesz?
― Co naopowiadałeś mamie? Nie chciała dać Patrycji porozmawiać z toba i ją zbiła, bo płakała.
Nastąpiła cisza.
― Porozmawiam z nią. Nie powinna dotykać naszego dziecka.
― Ale co jej powiedziałeś!
― Oszukałem. Powiedziałem, że jesteś niewierna.
― Jak mogłeś! Dlaczego!
― Masz takie perwersyjne zachcianki. Kto cię nauczył?
― Kto? To już nie pamiętasz?
― Nie przyjadę po pracy. Wynajmę hotel. Porozmawiamy po szkoleniu.
― Jak chcesz.
Odłożyłam słuchawkę.
― Skurwiel.
― Mamusiu co to skulwiel?
― Nic nic, kochanie.
Co ja robię? Postradałam zmysły. Tak nie może być. Boże. Pomóż. A miałam nie dać się emocjom. Panie, dlaczego!
― Mamusia zrobi jedzonko. A potem się pobawimy, chcesz kochanie?
― Basia będzie smutna.  
― Dobrze, pojedziemy do żłobka.
― Basia jest smutna, bo tata bije Jolę ― powiedziała Pat.
Włosy zjeżyły mi się na głowie...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 1417 słów i 8200 znaków, zaktualizował 31 mar 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ale się pogmatwało. Szkoda córeczki, biedne dziecko.