Pytanie cz 2

Pomogłam się ubrać córeczce. Prawie nie musiałam. Zaczęłyśmy jeść. Patrycja miała owocową herbatkę, bułeczkę z masłem i serkiem. Miała też owoce. Dałam też pastę z marchewki i orzechów laskowych. Bardzo lubiła orzechy. Włoskie również, ale wolała laskowe. Oczywiście w paście. Właśnie dlatego, że bardzo lubiła orzeszki, dostała takie specjalne imie.
Zjechałyśmy na dół windą do garażu. Posadziłam ją z tyłu i zapięłam w siedzeniu. Ruszyłam.  
Słońce stało już wyżej. Miałam nadzieję, że spotkam mamę Basi. Jolka była chyba trochę starsza niż ja. Nie znałyśmy się prawie. Robiła wrażenie trochę nerwowej. Ale zauważyłam, że jest bardzo delikatna dla córki. Miała ładny samóchód.  
Może powinnam ją lepiej pozna? W końcu jesteśmy matkami, pomyślałam.
Przyjechałam na czas i miałam szczęście. Zauwżyłam Jolkę.
Jolka wyglądała klasa. Wysoka, zgrabna, jak modelka z ,, Elle”.
― Cześć, co słychać?
― Dobrze.
― Masz chwilkę?
― Musze lecieć.
Zauważyła przypudrowany siniak na policzku.  
― Tylko chwilę, możesz porozmawiać z Basią. Wcześniej bawiła się z Patrycją, a teraz...
Zobaczyłam gromy w ocach Jolki.
― Zajmij się swoją córką ― powiedziała ostro.
Odwróciła się i zrobiła trzy kroki. Zobaczyła Basię. Teraz i ja zauważyłam. Mała była wystraszona. Jolka szybko podeszła do niej i pocałowała jej buziaczka..  
― Bądź miła dla Patrycji. Ona cię lubi. Bawcie się ładnie. Mamusia musi już iść.
Jolka podeszła do mnie.
― Sorry. Jesteś w porządku.
― Jolka, co ci się stało?
Spojrzałam wymownie na siniak.
― Nic mi nie jest, wydaje ci się.
Wyszła. Przez szklane drzwi zobaczyłam, że wsiada do rocznego audi. Odwróciłam oczy na mój skarbek. Basia trzymała Patrycję za rękę.
― Będę bawić się z Patrycją.
― Dobrze kochanie. Tylko nie rzucaj lali. Lala będzie płakać.
― Jak mamusia?
Zrobiło mi się słabo. Czy miałam kontynuować rozmowę? Nie, nie mogłam.
― Orzeszku, już muszę iść.
Pocałowałam Patrycję w policzek. Basia spojrzałą na mnie tak dziwnie.
― Do zobaczenia Basiu.
Też ją pocałowałam. Zobaczyłam uśmiech na jej buzi. Panie zajęły się dziewczynkami. Doszłam do drzwi, odwróciłam się. Patrycja siedziała na podłodze obok innych dzieci. Basia stała i patrzyła w moim kierunku. Nagle zerwałą się i podbiegła do mnie. Wyciągnęła rączki. Wzięłam ją na ręce. Poczułam jak mnie mocno objęła. Poczułam gorąco na całym ciele. Panie odwróciły się. Patrycja nic nie widziała.
― Basiu, musisz iść do dzieci. Do zobaczenia.
Basia popatrzyła na mnie chwilkę i pobiegła do dzieci.  
Po chwili siedziałam już w fordzie. Musiałam chwilkę zebrać mysli. Nie było co mysleć. Coś było nie tak w domu Joli. Uderzył ją. Basia rzucała lalką. Tylko czemu mnie przytuliła. Powiedzieć Norbertowi? I co potem? Powie mi, że to ich sprawa. Niektórzy się kłóca. Inni szarpią. Widziałam jej męża. A może chłopka. Nie wiem. Przystojny. Dobrze zbudowany i ubrany. Ma mercedesa S 550. Ma forsę, to widać. Ale trochę za ostry jak dla mnie. Trzymał dłoń Jolkę, a Jolka trzymała Basię za rękę. To był jedeny raz kiedy go widziałam.  
Same czerwone i tyle samochodów. Jeszcze się spóźnię. Mam nadzieję, że Norbert upora się z tym referatem.
Już się kilka razy spóźniłam. Ale Jacek był wyrozumiały.  

Jednak się nie spóźniłam. Kelly siedziała za biurkiem.
― Cześć, szef już jest?
― Nie. Jeszcze nie przyszedł. Ma jakieś zebranie po drodze.  
― Ledwo zdążyłam, same czerwone światła.  
― Daleko mieszkasz?
― Nie tak bardzo, ale zawoziłam Patrycję do żłobka.
― Ile ma?
― Wa latka i trzy miesiące.
― Masz zdjęcie?
Wyjęłam komórkę. Pokazałam jej fotografię z przed miesiąca. Patrycja siedziała wówczas na kanapie i oczywiście trzymała Korę. Miała jeszcze kilka lalek, ale preferowałą właśnie tą lalkę. Kora miała rude włosy i czerwoną sukienkę.
― Śliczna. To jej ulubiona lala?
― Tak. Ma na imię Kora.
― Fajnie. Możemy chwilkę pogadać, bo Jacka nie ma.
― Tak, ale to trochę nieuczciwie. Chyba się zabieram za pracę. Wykazy, porównania.  
― Wiem, wiem. Sama robiłam podobne statystyki. A teraz muszę się tłumaczyć albo umawiać. W sumie fajna praca. Może skoczymy na lunch, co myślisz?
― Dobrze, dziękuję.  
Weszłam do pokoju. Włączyłam komputer.
Fajna ta Kelly, nawet nie myślałam.
Po chwili wpadłam w stosy liczb, wykresów i analiz porównawczych. Potem zaczęłam czytać objaśnienia, charakterystyki i inne opisy. Zawsze było coś nowego. Musiałam być uważna, ponieważ zdarzały się pomyłki w druku, a czasem ktoś omijał normy i miał super osiągi. A moja praca polegała na dobraniu optymalnych rozwiązań. Za tym szły ogromne pieniądze. Jacek tylko wyrywkowo sprawdzał. On miał spotkania, a tam poza twardymi liczbami czasem decydowały inne aspekty, o których nie chciałam nawet wiedzieć. Po dziesiątej usłyszałam, że przyszedł. Rozmawiał chwilke z Kelly. Pytał kto dzwonił i coś jeszcze, ale nie słyszałam, bo akurat ruszył autobus i silnik zagłuszył. Wzięłam szybko lusterko i spojrzałam krytycznie na swoje oblicze. Taki babski odruch. Wiedziałam, że zaraz zapuka. I tak się stało.
― Proszę.
Otworzył drzwi.
― Dzień dobry, Pani Edyto.
― Dzień dobry, szefie.
― Wpadłem się zameldować. Miałem zebranie po drodze. Straszny trafik. I światła! Same czerwone.
― Och, naprawdę?! Miałam to samo rano. Myślałam, że się spóźnie.
― Nic strasznego. Jest pani wzorowym pracownikiem. Jestem z pani bardzo zadowolony. I nie robi pani błędów. Poprzednia pracownica, pani Ewa, robiła mnóstwo. I niestety spóźniała się notorycznie. Musiałem jej podziękować. No dobrze, już lecę do siebie. Mam dzisiaj jeszcze jedno ważne spotkanie, ale dopiero po piątej. Może da się pani zaprosić na lunch.
Poczułam gorąco. Najpierw mi się tłumaczy, że dopiero przyszedł, a teraz lunch. A obiecałam Kelly.  
― Och, szefie. To stawia mnie w trudnej sytuacji. Sama nie wiem.
― To nie randka, pani Edytko ― roześmiał się ― tu blisko. Dobra i niezbyt droga restauracja. Jedzenie z Tajlandji.
― Bardzo dziękuję, ale płacę sama.
― Oczywiście. Spotkajmy się na dole pięć po dwunastej. Kelly nie musi wiedzieć ― dodał ciszej.
Wyszedł, a ja czułam pot na plecach. Nie wypada odmówić szefowi. Nie za bardzo chciałam, ale zawsze był miły i nigdy się nie narzucał. Może to w nagrodę? Ale bardziej bym wolała podwyżkę. Chyba nie jest takim skąpcem! Ale mógł to być zwykły, koleżeński odruch. I co powiem Kelly. A w domu? Czy powinnam powiedzieć Norbertowi? A czy on mi się tłumaczy z kim rozmawia w pracy?
Miałam lekki orzech do zgryzienia. Zapaliła mi się jedna lampka. Muszę być czujna. Miła, ale bez przesady. No i zobaczę czy to tylko zwykłe koleżeńskie spotkanie.  
Wzięłam się z powrotem za statystykę. Patrzyłam co chwilę w róg komputera i sprawdzałąm czas. Za pięć dwunasta wyszedł z gabinetu.  
― Idę coś zjeść, Kelly— usłyszałam.
Kelly pracowała rok dłużej ode mnie. Nie miałabym nic przeciwko, żeby mówił mi po imieniu. Ale oczywiście czekałam aż to wyjdzie od niego.  
Wstałam. Otworzyłam drzwi.
― To co? Idziemy, Edyta?
W pierwszej chwili chciałam oszukać. Że mąż dzwonił. Że coś mi wypadło, a zapomniałam.
― Przepraszam cię, Kelly. Szef mnie zaprosił. Niezręcznie mi było odmówić. Może innym razem. Przez sekundę zastanawiałam się jak zareaguje. Czy się nie obrazi.
― Jasne, nie ma sprawy. Idziecie do Tajlandzkiej?
― Tak, a czemu?
― Bo tam chciałam z tobą iść.
― Ach. Prosił żebym ci nie mówiła, przepraszam.
Ona tylko kiwnęła głową.  
― To idź pierwsza. Ja zamknę i odczekam. Nic nie wiem.
Wyszłam. Byłam na siebie zła. Powinnam mu powiedzieć, że idę z Kelly. No ale teraz za późno. Dobrze, że Kelly się nie obraziła. Ale teraz pewnie ja będę musiała ją zaprosić. Tylko czy się zgodzi?
Jacek czekał przy wejściu.
― To chodźmy, pani Edyto.
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy. Jacek otworzył drzwi restauracji. Było sporo ludzi. Nic dziwnego, czas lunchu. A w okolicy było sporo biur. A inni ludzie też mogli znać to miejsce.
Usiedliśmy przy oknie. Jacek odsunął krzesło.
― Nie jestem bardzo głodna, ale chętnie coś zjem. Nigdy jeszcze nie jadłam tajlandzkiego jedzenia.
― Bardzo smaczne, przekonasz się, Edytko. W sumie zawsze mnie tytułujesz szefem. A jesteśmy oboje młodzi. Sama wiesz, że jestem na ty z Kelly. Nie masz nic przeciwko, żebyśmu i my byli na ty, prawda?
― Nie, nie mam.
― No to miło.
Kelnerka podała kartę.
― Jadł pan już tutaj, panie Jacku, prosze mi coś zasugerować.
― Umówiliśmy się przed chwilą. Mów mi Jacku, dobrze.
― Dobrze.
Faktycznie, Jacek był tylko dwa lata starszy. Gdyby nie to, że był moim szefem nie miałabym żadnych problemów, żeby mu mówić na ty.
Jacek zapropanował mi kilka potraw. Wybrałam dwie. Czekaliśmy na jedzenie.
― Tak naprawdę chciałem ci oficjalnie powiedzieć, że dostaniesz dziesięć procent podwyżki. Myślę, że obiad za sto złotych jest dobrym tłem do tej miłej decyzji.
Czyli tak jak myślałam, no to miło z jego strony. Dziewczyna przyniosła jedzenie. Zaczęliśmy jeść. Jedzenie było naprawdę dobre. Czas płynął szybko. Było już za dziesięć pierwsza. Jacek poprosił rachunek.
― Płacę swoją część.
― Ależ, Edytko.  
Dotknął mojej dłoni. A ja nie zabrałam dłoni. Po chwili sam zabrał rękę.
― No dobrze, niech będzie. Na drugi raz ja zapłacę ― odrzekłam cicho.
Pomyślałam, że to nie było zbyt mądre, co powiedziałam. Jacek się tylko uśmiechnął
― Dobrze, Edytko. Bardzo się cieszę. Dziękuję.  
Wyszliśmy z restauracji.  
― Muszę coś kupić w aptece, przyjdę za kilka minut. Miłej pracy.
Weszłam na górę. Kelly już była.  
― Smakowało?
― Tak, bardzo dobre. Dostałam podwyżkę, bardzo się cieszę.
― Dobrze pracujesz. Należy ci się.
Spojrzałam na Kelly. Uśmiechała się miło, ale coś wyczułam w jej twarzy.
― Kelly, ty coś wiesz!
― Edytko, nie przesadzaj. Mam telefon, przepraszam.
Weszłam do pokoju. Jacek przyszedł za dziesięć minut. Usłyszałam jak wchodzi do swojego pokoju.
Zaczęłam robić swoją pracę. Ale nie mogłam się skupić. Zbyt wiele zdarzyło się w ciągu kilku minut.
Już wcale nie żałowałam, że poszłam z Jackiem. Gentelmen, miły i w jaki ciepły sposób oznajmił mi, że dostałam podwyżkę. Od samego początku był bardzo miły. Nie jestem Bogiem, robiłam na początku małe pomyłki. Ale Jacek w sposób bardzo wyważony poprawiał mnie. Co mam powiedzieć więcej. Ale najbardziej poruszyło moją duszę, że dotknął mojej dłoni. I wiem, że nie zrobił tego odruchowo czy przez przypadek.
Ale po chwili przyszła refleksja. Czy to zdrada? Odgoniłam tą myśl. Jesteśmy ludźmi. W różny sposób okazujemy uczucia. Co prawda taki dotyk różnił się zasadniczo od zwykłego uścisku dłoni, ale czy to przestępstwo?
Wróciłam do obliczeń. Ale coś krążyło. Nie chciałam tego przyjąć, że to prawda, ale musiałam. Dotyk jego dłoni sprawił mi przyjemność. I to tą, we właściwym znaczeniu. I po chwili uświadomiłam sobie, że to z pewnością nie było w porządku wobec Norberta.  
Zbliżała się piąta. Norbert wysłał mi sms, że musi zostać nieco dłużej. Czasami on odbierał Patrycję. Zapisałam dane i zgasiłam komputer. Wiedziałam, że Jacek wyszedł wcześniej. To może i lepiej, że go nie musiałam widzieć. My kobiety jesteśmy bardziej domyślne i mamy intuicję, ale i męskiej stronie się to zdarza. A nie chciałam, żeby coś dostrzegł. Zamknęłam pokój. Kelly również szykowała się do wyjścia. Wszyscy mieliśmy klucze. Dostałam je po tygodniu pracy. Nigdy mi się nie zdarzyło zgubić, ale lepiej mieć zabezpieczenie. Dlatego miałm duplikaty.
― Zaraz kończę, ale pewnie się spieszysz po córkę?
― Tak, mąż ma jeszcze zebranie, czy coś tam. Musze lecieć. Dziękuje za zaproszenie na lunch. Przepraszam, że tak wyszło.
― Drobiazg.
― Do jutra ― rzuciłam przez ramię.
Boże, żeby nie było korków, pomyślałam w duchu. I po chwili się skarciłam. Nie powinno się prosić o takie drobiazgi.  
Ruszyłam. Przyszło mnóstwo myśli. To dziwne, czasmi miałam wrażenie, że wcalę nie myślę. To przychodziło po jakimś odcinku czasu. Przeważnie jak czymś miałam zajęty czas. A czasami... jak teraz. Patrycja, Basia. Siniak na twarzy Joli, dotyk dłoni Jacka i podwyżka. Norbert. Było nam fajnie wczoraj wieczorem. Lubiłam się z nim kochać.  
   Zanim przyszła na świat Patrycja, nie musieliśmy tak uważać. Kochałam się z nim przeważnie dwa razy na tydzień. W czasie ciąży nie miałam takiej ochoty. Czytałam o tym. Czy to nie przeszkadza, czy nie jest groźne dla dziecka. Ale było zbyt dużo publikacji. Wszyskie raczej na tak. Ale ja nie miałam po prostu ochoty. Ale nie byłam osobą egoistyczną. Wiedziałam, że on ma pragnienie. Nie sądziłam, że Norbert to robi sam. Ponoć prawie wszyscy chłopcy to robią i dużo dziewczynek. Ja robiłam to kilka razy. Ale to dotyczy okresy młodzieńczego.
Wiedziałam, że muszę coś zrobić. Szczególnie kiedy raz mi coś powiedział.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2408 słów i 13496 znaków, zaktualizował 31 mar 2020.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Poruszasz temat przemocy domowej, przynajmniej tak to wygląda z opisu. Miły szef, podejrzana sprawa.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Tak .Jak szef jest zbyt miły to jest to podejrzane.

  • MrHyde

    Na czasie to opowiadanie/powieść(?). Mam na myśli pobicie nastolatki przez kilka małolat, o którym głośno od tygodnia.