Pytanie cz 13

O! Tego się nie spodziewałam. W życiu bym na to nie wpadła. Zapytałam, bo ja się chyba zakochałam w tobie. Ale twoja odpowiedź mnie kompletnie zaskoczyła. Nigdy bym się nie domyśliła. Więc dlatego to robisz...
― Nie dlatego. To nie ma z tym nic wspólnego. Masz nadal Norberta w swoim sercu.
― Tak, to prawda. Chcesz zostać?
― To zależy od ciebie.
Poczułam się trochę zła.
― Dlaczego tak? Nie masz własnych pragnień!
― Nie.
― To znaczy nie ma żadnego znaczenia dla ciebie, że ja cię kocham?  
Popatrzyła na mnie tak, że rozwiała wszystkie moje wątpliwości.
― Chodź do mnie Sarenko.
Usiadłam jej na kolana i oparłam głowę o jej tors.
― Jesteś małym głuptasem. Co tam twoja główka wymyśla?Wkroczyłaś na nowe terytorium. Musisz trzymać się mojej dłoni. Wiem, że mogłabym ci wytłumaczyć, ale i tak byś nie zrozumiała. Ale jeśli to poczujesz sama, wtedy nie będziesz miała pytań. A nawet jeśli, to wówczas moje odpowiedzi będą zrozumiałe.
Czy kiedyś myślałaś co to jest miłość?
― Kocham Patrycję, czemu miałabym myśleć o tym?
― Wymieniłaś miłość do Patrycji na pierwszym miejscu.
― Bo Norberta kochałam inaczej.
― Kochałaś?
― Może go nadal kocham. Ale jeśli nie przedstawi mi dobrych argumentów, wyrzucę go z serca.
― Taak.
― Czy coś nie tak? Uważasz, że to nie sprawiedliwe?
― Sarenko, umiałabyś mnie pokonać na macie?
― Coś ty! Nie mam pojęcia o biciu.
― Postaram się powiedzieć ci to jak najbardziej delikatnie. Ale nie wiem czy to wystarczy. Najlepiej by było, gdybyśmy nie rozmawiały o tym.
― Ale dlaczego? Ja czegoś nie rozumiem, a chciałabym.
― A czego nie rozumiesz?
― Nie wiem. Pierwszy raz w życiu tak się czuję.
Natychmiast przypomniałam sobie co mi przed chwilą powiedziała. Że to nowe terytorium...
― Tego nie można zrozumieć. Ale jak to poczujesz, będziesz wiedzieć.
Zdobyłam się na odwagę.
― Kelly, wczoraj poczułam do ciebie... Chciałam się z tobą kochać... A nigdy, ale to nigdy nawet o tym nie myślałam, że byłabym do tego zdolna.
― Zastanawiałaś się czy ja bym chciała.  Ale krępowałaś się zapytać. Myślałaś, co sobie o tobie pomyślę.
― Jak ty to wszystko wiesz co ja myślę? Dokładnie tak wczoraj czułam.
― To jest jak aikido. Zanim przeciwnik zaatakuje, wiem co chce zrobić. Ale to może złe porównanie.
Patrzyła na mnie znowu tak dziwnie. Czułam jak jej spojrzenie wchodzi we mnie głęboko.
― Spróbuj pokochać mnie jak Patrycję. W ten sposób. Niczego nie oczekuj. I poczuj, że ja niczego nie oczekuję.
― Ale ja nie mogę kochać ciebie w ten sposób. Ja jej nie pragnę, rozumiesz co mam na myśli.
― Budda doszedł do przekonania, że źródłem wszelkiego cierpienia jest pragnienie. Czegokolwiek. Pragnienie.
― Jesteś buddystką?
― Nie. Ja jestem.
― Jak to, jesteś?
― Sarenko, kochanie. Ty też jesteś, tylko jeszcze nie wiesz, że jesteś.
― Jak to nie wiem. Jestem Edyta Wolińska z domu Kalicka.
― To imię twojego ciała, które zajmujesz.
― Och wiem co chcesz powiedzieć. Mamy duszę. O to ci chodzi?
― Ty jesteś duszą. Ale żyjesz w tym ciele i sądzisz, że to ciało i ty to jedno.
― A tak nie jest?
― Ja czuję inaczej.  
Poczułam zmęczenie. Ale nie fizyczne. Chciałam szybko uciec z tej dyskusji. Nie czułam się pewnie w tym temacie.
― Do tej chwili czułam się bardzo dobrze, ale teraz nie czuję się tak. To co mówisz powoduje u mnie zmęczenie psychiczne.
― Będzie najlepiej jeżeli nie będziemy o tym rozmawiać.
― Ale teraz pozostałam w sytuacji, że zaczęliśmy. Chciałabym pojąć, ale kiedy próbujesz mi wytłumaczyć, męczy mnie to. Jestem w kropce. Wiem czego chcę, ale pewnie ty nie będziesz chciała. A jestem pewna, że to by mi pomogło. To o czym myślę, jest również dla mnie nowe.
Byłam pewna, że teraz z całą pewnością nie wie o czym myślę.
― A nie ma dla ciebie znaczenia, jak na mnie to wpłynie?
― Wiesz co mam na myśli?!
― Tak Sarenko, dokładnie.
Miałam pewność, że wie. Mimo, że byłam tym kompletnie zaskoczona. Jak to możliwe, że to wie? Krępowałam się to powiedzieć, ale powiedziałam jakbym miała pewność, że ona wie, że ja wiem.
― Ale to byłoby cudowne. Dla ciebie. Jeżeli dla Norberta starałam się, dla ciebie starałabym się podwójnie.
― Wiem, kochanie.
― I jesteś pewna, że nie chcesz?
― Ja nie powiedziałam, że nie chcę.
― Och! Znaczy chcesz.
W jednym momencie całe moje ciało zareagowało.  
― Ale to się nie może stać.
― Dlaczego? Nigdy?
― Wracamy do punktu wyjścia. Wczoraj kiedy cię niosłam wszystko pracowała prawidłowo. Teraz pragnienie rozkoszy wyprzedza twoje uczucia...
― Ależ Kelly. Ja będę tylko z tobą.
― Miej cierpliwość. Wszystko zrozumiesz niedługo. Wczoraj chciałaś. Prosiłaś o pocałunek. Ale potem chciałabyś więcej. Dzisiaj chcesz wszystko.  
Czułam się dobrze, błogo. Tak, to prawda. Chciałam za szybko. Wiedziałam, że jestem gotowa, ale...
W momencie zrozumiałam, że jestem egoistką. Chciałam dać coś najpiękniejszego, ale nie pomyślałam, że ktoś nie musi tego chcieć.
To co uświadomiłam sobie przed chwilą, było większe niż wydawało się w pierwszej chwili. A co to było? To, że ja, najbardziej normalna dziewczyna, zapragnęłm Kelly. To, że była świetnie zbudowana i miała piękną twarz, miało marginesowe znaczenie. Jakaś siła płynąca z jej wnetrza. Ale z miejsca zrodziła się konkluzja. To znowu łaczy sie z pragnieniem ciała. Kochałam się z mężem. Nie czułam, że coś jest nie tak. Potem ta cała sytuacja. Jacek. A teraz Kelly. Ale natychmiast przyszła fala ukojenia. Z Kelly było inaczej. Nie potrafiłam tego udowodnić, lecz miałam pewność. Do nikogo nie miałam takiego rodzaju uczucia.  
Ludzie zakochują się. Kochaja. Potem coś się dzieje i miłość się kończy. Potem znowu i znowu. Nie mówię, że wszyscy i zawsze. Musiałam porównać, bo jak inaczej miałabym pewność. A miałam. Czułam do Kelly ten sam rodzaj uczucia co do Patrycji. Z tą różnicą, że Patrycji nie pragnęłam fizycznie. Zastanawiałam się nad pozornie idiotycznym wywodem. W momencie postawiłam tezę. Czy zatem moje uczucie do dziecka jest większe? Czy pragnienie ciała umniejsza wielkość miłości? Patrycje kochałam naturalnie. Byłam jej matką, a ona była moja córką. Kelly była z wyboru, albo z przypadku. Pomogła mi, uchroniła mnie przed czymś. Ale nie, to mieściło się gdzieś indziej. To co było atrakcyjne w sensie duchowym, mieściło sie gdzieś indziej. A ona? Powiedziała, że zaczęła mnie kochać jak tylko zaczęłam pracować. Albo wczesniej. Tego zupełnie nie rozumiałam.
Więc jej uczucie nie mogło się zacząć, ukształtować i wzrastać. Musiało powstać i trwać na jednym poziomie. Ale poza wzniosłymi myślami miałam przyziemne, a te wprost wstrząsnęły moim jestestwem. Stałam się lesbijką. Jakieś dziwne fale przelewały się po mnie. Nie gniewy, zawsztydzenia czy żalu. Nie czułam winy. Jak to się mogło stać, że czekało to we mnie ponad dwadzieścia osiem lat? Ale znowu przyszła konkluzja. Czy napewno? Przecież dzień wcześniej Jola pokazała mi swoją nagość, a potem przyszłą do mnie do łóżka. Może to nie jest to? Postanowiłam przekonać się, czy dziewczyny działaja na mnie inaczej niż do tej pory. Po chwili ta myśl umarła w zarodku. Nie jestem żadną lesbijką. Tylko jak wytłumaczyć fakt, że gotowa byłam dać całą siebie. Lecz teraz nie w egoistyczny sposób. Pod warunkiem, że ona zechce. Tylko, że ona nie miała pragnień. Przynajmniej tak zrozumiałam jej wypowiedź, która zaczęła mnie męczyć psychicznie. Powoli tonizowałam wnętrze. I kiedy czułam się już prawie uspokojona, poczułam literalny wstrząs. Te dziwne fale. One się literalnie przelewały. I nie były z pewnością z tego świata. A ja je czułam. Wobec tego było jedyne logiczne wytłumaczenie. Ja i moje ciało to zupełnie co innego. Bo to we mnie, co czuło, było dokładnie z tego świata co te fale.  
Czy o tym powiedziała Kelly? Że zrozumiem?
Nadal siedziała blisko i mogłam ją zapytać. Ponieważ zaczęłam przyzwyczajać się do jej niezwykłości, nie musiałam jej opowiadać z detalami. Wiedziałam, że bedzie wiedziała o co pytam.
― Kelly, przed chwilą otrzymałam logiczny dowód, że ja i moje ciało to coś innego. Czy to miałam zrozumieć?
― Tak, ale jeszcze musisz czekać. Miej cierpliwość. Nie czujesz jeszcze jednej rzeczy.
― Czego?
― Że nadal trzymam twoją dłoń. Przyjdzie czas, że ją puszczę. Ale ufaj mi. Kiedy to zrobię, będę wiedziała, że dasz sobie radę sama.
Poczułam smutek.
― Nie zostawiaj mnie.
― Kochanie. Nie może być inaczej. Jeżeli zechcesz znajdziesz mnie znowu.
Wiedziałam, że nie chodzi jej o literalne rozstanie, albo nie tylko o to.  
― Wczoraj zrobiłaś mi kąpiel i dbałaś o mnie jak o dziecko. Czy mogę dziś zrobić to dla ciebie?
― A nie masz jakiś niecnych zamiarów?
― Jak możesz tak mówić. Ja szanuje cię więcej niż siebie.  
― Tylko żartowałam, wiem że jesteś czysta.
― Czy zielone jabłuszko jest w porządku. Bardzo je lubię, ale jeśli wolisz coś innego jest blisko sklep, otwarty do późna. Pojadę i kupię coś innego.
― Sarenko. To co masz, wystarczy.  
Uśmiechnęła się tak dziwnie, że byłam pewna, że chce mi coś jeszcze powiedzieć...
                                                                                 *
Kilkadziesiąt kilometrów od mieszkania Edyty, Norbert i Sylwia szykowali się do wyjazdu. Rzeczywiście mieli się spotkać ze szwedami i mieli jechać tylko we dwoje. Wreszcie Sylwia mogła z nim spać w jednym łóżku. Spać w sensie spać. Oczywiście po gorącej miłości. Norbert zamierzał oznajmić żone, że ją zostawia. Czuł jednak małe wyrzuty sumienia. Zastanawiał sie niejednokrotnie czy zapalnikiem była ta noc, kiedy Edyta była ciąży.  
Coś się stało następnego dnia w jego pracy.  
Sylwia była nadal piękną kobietą. Czasem dziewczyny biorące udział w wyborach miss nie mają, aż takiej urody. Ale wówczas to Sylwia powinna była wygrać. A ta, która wygrała była również piękna i zgrabna. Ale miała lepsze poparcie. I tylko dlatego wygrała. Sylwia pochodziła z małego miasteczka. Nie miała wyższego wykształcenia. To co miała, to urodę. Ale umiała oprzeć się zalotom. I to już od dłuższego czasu. Ale nie robiła tego tylko z powodu czystości cielesnej. Chciała się ofiarować komuś kto ja wyniesie na świecznik. Dlatego po wyborach, dostrzegła te oczy. Facet miał pewnie po pięćdziesiątce. Prawdopodobnie był w wieku jej ojca. Nie był brzydki, ale do miana przystojnego dużo mu brakowało. Ale Sylwia dostrzegła w nim dwie rzeczy. To, że zakochał się od pierwszego wejrzenia. I powodem uczucia było wnętrze, a nie jej ciało. Drugie co dostrzegła to, że jest bogaty.  
Sylwia miała jeden dar. Pamięć wzrokową. Pamiętała jego zdjęcie. Był z nim wywiad. Miał dużą firmę i był milionerem.
W dwa miesiące potem odbył się ślub. Romuald Krawczyk był w siódmym niebie. Jego rodzina nie była zachwycona. Odradzali mu. Ale na nic. Wróżono mu wszystko złe. Że go zdradzi, wykiwa. Ale to się nie sprawdziło. Sylwia miała do niego uczucie. Nie kochała go miłością szalona, tylko zwykłą. Miała w sercu wdzięczność, że zabrał ja z dna pod same niebo.  Ich małżeństwo trwało cztery lata. Przez te cztery lata Sylwia wiele się nauczyła. Romuald zrozumiał, że jego żona ma zdolności do robienia pieniędzy. Dzięki niej jego konto bankowe prawie się podwoiło. Ponieważ był człowiekiem uczciwym uznał to w swoim sercu. Zapisał jej wszystko. Jego poprzednia żona otrzymała połowę jego dóbr w chwili rozwodu. Romuald sądził, że Sylwia da mu potomka. Miał dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa. Ale okazało się, że Sylwia nie może mieć dzieci. Musieli to przyjąć. Romuald starał się wynagrodzić żonie jej stratę. Starał się być dobrym mężem. I był nim. Ale los jeszcze raz okazał sie okrutny. Pewnego popołudnia poczuł się źle. Zrobił badania. Miał wysokie ciśnienie. Ale były jeszcze jakieś nieprawidłowosci. Lekarz zapisał leki. Prosił o powtórną wizytę. Następnego dnia Romuald czuł się znakomicie. Pożegnał żonę, bo miał jechać na ważne spotkanie. Lecz nigdy na nie nie dojechał.  Sześćdziesiąt kilometrów przed miejscem docelowym miał wypadek. Jego samochód uderzył w drzewo. Dopiero sekcja wykazała, że nie zginąl z powodu wypadku. Zawał serca zabił go najpierw. Kiedy jego samochód uderzył w drzewo już był trupem.  
Sylwia bardzo przeżyła jego śmierć. Dopiero po miesiącu otrząsneła się i mogła dalej prowadzić bussines. W ciągu pierwszego roku potroiła obroty. Miała głowę do dobrych decyzji. Po kilku latach jej bogactwo wyniosło ją w poczet najbardziej bogatych ludzi w Polsce.  
Norbert trafił do jednej z jej fili rok przed ślubem. W tym samym czasie poznał Edytę.  
Już wówczas bogata wdowa dostrzegła jego urodę. Ale nie tylko. Norbert pracował dobrze i miał oddanie dla firmy. Sylwia miała mnóstwo propozycji małżeńskich, ale wszystkie odrzucała. Coraz częściej odwiedzała filie w Warszawie. W końcu przeniosła tu swoje naczelne biuro.  
Norbert dostrzegł, że trochę go faworyzuje. Ale miał młodą żonę. Edyta zaszła w ciążę. Teraz był nie tylko szczęśliwym mężem ale i ojcem. I był coraz lepszym pracownikiem. Sylwia pracowała z ludzmi zbiorowo, ale i indywidualnie. Zarówno z mężczyznami i kobietami. Zdarzało sie często, że jechała z wybraną osobą do domu na obiad lub kilka godzin. I wszyscy wiedzieli, że jest miła i dobrze ułożona. Nigdy się nie zdarzyło, żeby wizyta wykroczyła poza poziom służbowy. Była już kilkakrotnie i z Norbertem.  
Tego ranka Norbert czuł się zdruzgotany. Słowa Edyty dźwięczały mu w uszach.  
― Norbert, pojedziemy na lunch do mnie. Popracujemy razem nad nowym projektem.
― Dobrze, szefowo.
― Jesteś dzisiaj smutny, coś sie stało.
― Nic takiego. W porządku.  
W samo południe byli na miejscu. Norbert pracował, a Sylwia przygrzewałą to co kupiła do jedzenia.
― Zostaw pracę, jemy.  
Usiedli. Czuł jej wzrok. Trochę go to krępowało. Wiedział, że Sylwia miała włosy jak Edyta i nienaganna sylwetkę. Piękną twarz.
― Jesteś moim bardzo dobrym pracownikiem. Zdaje sobie sprawę, że powód twojego smutku ma podłoże rodzinne. Ale może mogłabym pomóc.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2594 słów i 14614 znaków, zaktualizował 31 mar 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Skomplikowane, życiowe. Sylwia też doświadczyła nieszczęścia. Zadziwiające jak ludzkie decyzje potrafią wpływać na dalsze życie.