Pociąg donikąd cz 3

Nie słuchała Axel, mimo że jej dziewczyna robiła wrażenie zagniewanej i coś jej tłumaczyła. Jednak znały się już cztery lata, a od dwóch, mieszkały razem, dlatego Della nie traktowała jej humorów zbyt poważnie. Czasem Axel okazywała zazdrość, jeżeli chodziło o inne dziewczyny, ale nigdy o chłopaka. Tak naprawdę nie miała do tej pory powodów. Traktowały mężczyzn w swój naturalny sposób. Obie atrakcyjne, musiały czasem dawać do zrozumienia pojedynczym chłopakom, którym wpadły w oko, kim są. Sądziły, że tego nie widać i miały racje. Axel pracowała zarówno z mężczyznami, jak i kobietami i mało kto wiedział o jej nastawieni, bo z zachowania nie można tego było poznać. Della wyglądał i zachowywała się jak przeciętny hetero, dopiero po dokładnej obserwacji ktoś mógłby mieć wątpliwości. Skąd zatem Simon wiedział? I te początkowe zdanie... Wyczuwała w nim delikatność i nieprzeciętną inteligencję, ale pociągało ją w nim coś innego. Zdrętwiała w środku. Pociągało ją! Ją, dziewczynę, która lubiła płeć piękną od dziesiątego roku życia? Czy to przez Kevina, jej sąsiada, który przewrócił ją i kopnął, gdy miała dziewięć lat? Wcześniej chyba lubiła chłopaków tak samo równo, jak dziewczyny.

- Słuchasz, co mówię, czy nie? — głos brunetki zabrzmiał nieco ostro i piskliwie.

- Pomyślałam o Kevinie.

- Nie zapomnisz mu tego do końca życia? Jakiś mały psychol, to wszystko.

- Być może. Pojedziemy gdzieś na kawę i ciastko? Przecież mogłyśmy tam zostać.

Brunetka popatrzyła na nią krótko.

- Spodobało ci się paradować nago?

- Przecież miałam majtki.

- Dobrze, że ja założyłam swoje — spojrzała na ciemne bokserki.

- Śmiesznie wyglądasz w męskich spodenkach — uśmiechnęła się Della.

- Nie lubię stringów, wiesz dlaczego...

- Nie wiem, przypomnij mi — pokazała jej swoje równe ząbki.

- Zaraz oberwiesz, bestio.

- To, co z tą latte, chcę latte i ptysia?

- Boże, co za infantylny bachor! Zrobimy u nas kawę, a ptysia kupimy w cukierni Siemensa.

- Jestem dojrzała i podejmuje dojrzałe decyzje — zielonooka próbowała obalić jej nieuzasadnioną napaść.

- Popsuł nam randkę. Miałyśmy obrobić dupy kilku osób — żachnęła się brunetka.

- To moja wina, zapatrzyłam się i potknęłam.

- Przypadek, każdemu się może zdarzyć.

- Simon twierdzi, że wszystko jest z góry ustalone.

Axel posłała jej dłuższe spojrzenie.

- Długo będziesz o nim mówić?

Della spojrzała na swoją przyjaciółkę ze zdziwieniem.

- To ty zaczęłaś!

- Ja?

- Tak, powiedziałaś, że popsuł nam randkę.

- Rzeczywiście, to ja zaczęłam, wybacz.

- Będziesz musiała się postarać, żebym ci wybaczyła. — uśmiechnęła się zalotnie.

- Po latte czy przed — brunetka uśmiechnęła się, już zupełnie uspokojona.

- Po.

- Nie jestem pewna — Della położyła swoją dłoń na jej udzie, blisko końca spodenek.

- Minęłaś Simensa — Della odwróciła głowę w kierunku mijanej cukierni.

- Koniecznie musi być ptyś?

- Wiesz, że lubię.

Axel znowu zrobiła szczególną minę.

- A dasz spróbować trochę kremu?

- Jasne, że tak — natychmiast zrozumiała.

Dwudziestopięciolatka rozejrzała się i zaparkowała. Następnie odczekała i kiedy światła z tyłu zmieniły się na czerwone i wówczas zawróciła na przeciwny pas ruchu.

- Przejechałaś podwójną linię. Masz szczęście, że nie ma glin.

- Narzekasz jak stara baba.

- Tylko ci powiedziałam, dostałaś w zeszłym tygodniu mandat.

- Nie zauważyłam znaku stopu, bo spojrzała na ciebie.

- No tak, kochanie. To jest doskonałe wytłumaczenie. Dziwne, że tamten policjant nie zrozumiała.

- Ryży pedał, a powinien się z nami solidaryzować.

- Słyszałam, że niektórzy z nich nienawidzą nas więcej niż zwykli.

- Też coś podobnego obiło mi się o uszy. Pojebany ten świat i za dużo w Londynie, Arabów.

- Od kiedy stałaś się rasistką?

- Ja? Stwierdzam tylko fakt. Teraz merem jest Johnson, ale zobaczysz, że następnym będzie muzułmanin.

- Chrzanisz, Rybko.

- Wspomnisz moje słowa.

Brunetka udobruchała się zupełnie na dźwięk swojego słodkiego imienia. Axel do końca nie wiedziała, dlaczego jej dziewczyna ją tak nazywa. Chodziło jej o szczególne zachowanie podczas ich intymnych spotkań, sam nazywała ją Miedzianą dziewczyną (Cooper girl), bo miała w takim kolorze włosy na całym ciele. Della nie przypominała typowej angielki, bo takowe miały jasną cerę, często drobne piegi i rude jak marchewka włosy. No może tak wyglądały typowe Irlandki, a nie angielki...

Zaparkowała przed cukiernią.

- Kup dwa ptysie i dwa ciastka marchewkowe.

Della sięgnęła po torebkę.

- Ja stawiam — powiedział brunetka i szybko wyciągnęła banknot dwudziestofuntowy.

Po trzydziestu minutach były już w domu. Kiedy tylko umyły ręce, brunetka weszła do swojej sypialni i poszukała spódnicy dla Dell.

- Załóż to i oddawaj moje spodenki — powiedziała.

Nie musiała specjalnie uważać, czy ktoś ją zobaczy, bo wjechała od razu do garażu swojego domu. Mieszkały razem od dwóch lat. Dell dokładała się do miesięcznych spłat. Dom był więcej niż w trzech czwartych spłacony. Axel nie za bardzo chciał się na to zgodzić, ale w końcu ustąpiła. Obie pracowały i miały niezłe zajęcia. Axel pracowała w banku a Dell była pomocą dentystyczną.

- Mogę zostać w majtkach — rzekła zalotnie miedzianowłosa, na widok spódnicy.

- Jak chcesz — odrzekła z pozbawioną emocji tworzą, ale w głębi poczuła miłe łaskotanie.

Zaczęła robić kawę, a tak naprawdę tylko wsypała kawę do maszyny i ją włączyła. Dell zdjęła spodenki i położyła je na krzesełku, po czym zaczęła wyjmować talerzyki i filiżanki. Ustawiła to wszystko w salonie na ciemnym, owalnym stole.

Kiedy wypiły kawę, razem pozmywały i zrobiły porządek. Obie zapomniały o pozostawieniu kremu, w odpowiednich miejscach jednak i tak miały dobry czas.

Weekend minął i dopiero w połowie dnia w poniedziałek, Della przypomniała sobie o spódnicy. Uprała dwa razy spodnie jeszcze w sobotę, a zanim to zrobiła sprawdziła, czy nie ma w nich niczego i znalazła w tylnej kieszeni kilka wizytówek Simona.
Podczas przerwy obiadowej zadzwoniła do Axel i porozmawiały miło. Pracowały w pewnym oddaleniu od siebie, a ich dom znajdowała się mniej więcej pomiędzy ich miejscami pracy. Zaraz potem pomyślała o Simonie.

Pewnie zapomniał, pomyślała. We wtorek również nie zadzwonił. Axel nie wspominała, a w końcu blondynka miała kilkanaście innych spódnic i sukienek, ale brak telefonu od interesującego młodego mężczyzny ją zaintrygował. W środę po kolacji brunetka zapytała.

- Oddałaś spodnie i odebrałaś spódnicę?

- Właśnie nie. Dałam mu numer, ale nie zadzwonił.

- Dziwne, wyglądał na poważnego.

- Znalazłam w jego spodniach kilka wizytówek, ma biuro. Jest konsultantem.

- Nie głupio wyglądał, tylko pomysł z tą spódnicą... nie wyglądał na fetysza.

- Może zadzwonię, jutro mam wolne.

- Poczekaj, może jeszcze zadzwoni.

- Może nie zwrócił uwagi, że mu dałam numer, powinnam była dać mu wizytówkę.

Więcej o tym nie rozmawiały, natomiast zaczęły dyskutować o planowanym ślubie.

Z powodu dnia wolnego, Dell nie musiała się zrywać, ale i tak wstała rano i zjadła z Axel śniadanie, a gdy jej kochanka wyszła do pracy, zaczęła patrzeć coś na komputerze odnośnie do swojej pracy. Nadal pogłębiała wiedzę dotyczącą narzędzi i komponentów dentystycznych. Jej dentyści, bo pracowała z dwoma, bardzo to doceniali. W końcu wzięła wizytówkę: Simon Garet, biuro rozwoju przedsiębiorstw.

Twój świat zaczyna się w twojej wyobraźni, przeczytała. Weszła na jego stronę. Znalazła zdjęcia jego biura, listę projektów i wiele pozytywnych opinii. Niektóre wręcz rewelacyjne. Zdecydowała się zadzwonić. Odebrała jego sekretarka.

Kryształowa wizja, konsultacje, czym mogę służyć?

- Dzień dobry. Chciałabym porozmawiać z Simonem.

- Dyrektor jest zajęty.

- A czy mogę przyjechać, to sprawa prywatna?

- Pan Garet jest nieobecny, czy mam coś przekazać?

- Proszę powiedzieć, że dzwoniła Della. Spodnie są wyprane. Proszę o kontakt.

- Pani żartuje, prawda?

Della wyczuła nieprzyjemny ton w głosie kobiety.

- Jestem zupełnie poważna, proszę to przekazać, o ile nie chce pani mieć nieprzyjemności.

Nastąpiła chwila ciszy.

- Dobrze, przekaże. Czy jeszcze mogłabym w czymś pomóc?

- Nie, to wszystko, aha zapisz numer mojej komórki, Simon prawdopodobnie zapomniał do mnie zadzwonić. Miłego dnia.

Zielonooka rozłączyła się, lekko wzburzona.

- Głupia cipa. Mam nadzieje, że mu przekaże wiadomość. - mówiła do siebie tylko w stanie zdenerwowania.

Kara Jenkins zacisnęła nerwowo palce na długopisie. Nie podobał się jej telefon, ale uznała, że najlepiej przestrzegać regulaminu. Simon teraz pracował w domu i nie było można go niepokoić. Miał wówczas wyłączony mikrofon w telefonie zarówno stacjonarnym, jak i komórce.

Witaj Simon. Dzwoniła Dell. Prosiła powiedzieć, że spodnie są wyprane. Wybacz, jeżeli to żart, ale stosuję się do twoich zaleceń i przekazałam wiadomość. Wysyłam numer jej telefonu. Miłego dnia.

W tym czasie szatyn siedział na dnie basenu, tym razem w masce i z butlą powietrza. Siedział tu już dwie godziny. Cieleśnie, bo jego jaźń znajdowała się gdzieś indziej. Na jego umiłowanej planecie lodu, gdzie zbudował zamek z kryształu. Teraz waśnie odczuwał literalnie całą tę budowlę, właściwie był nią.

W takim stanie przychodziły mu pomysły, oczywiście nie podczas wewnętrznych podróży, ale kiedy wracał do rzeczywistości. Tylko cały czas stawiał sobie pytanie, na które nie miał zdecydowanej odpowiedzi. Które miejsce było prawdą, a które iluzją? Zobaczył, a właściwie odczuł nadejście śnieżnej burzy Zawsze, kiedy przychodziła, pozostawiała podobny rezultat, niszczyła zamek. Oczywiście potem go odbudowywał, ale nigdy nie kopiował, zawsze następny odrobinę różnił się od poprzednich. Nie chciał tego przeżywać, bo to nigdy nie pozostawiało miłych odczuć. Awaryjne zespoły zawsze działały, inaczej prawdopodobnie zostałyby w tym świecie na zawsze. Rozmyślał o tym czysto teoretycznie.  

Znalazł się w basenie. Powoli wstał i odbił się od dna. Wyszedł z wody. Powoli zdjął maskę i butlę. Nic więcej nie miał na sobie. Wytarł ciało ręcznikiem.

-Och, Dell — szepnął.

Skierował kroki do swojej garderoby i odnalazł koszulę. Wyjął zmiętą kartkę. Podszedł do komórki i zadzwonił.

Dell odebrała od razu, poznając numer.

- Nie odzywasz się — powiedziała — dobrze, że odebrałeś wiadomość od sekretarki.

Dopiero zobaczył, że dzwoniła do niego jakieś dwadzieścia minut temu.

- Wybacz, nie będę zmyślał, bo zwykle nie kłamię. W zasadzie nigdy. Zapomniałem o tym wszystkim. Powiedz gdzie mam przywieźć spódnicę.

- Nawet tak bardzo mi o to nie chodziło. Zaintrygowałeś mnie. Pracujesz, nie chcę przeszkadzać. Wyślę ci adres, podrzucisz jak będziesz miał czas, tylko daj znać, kiedy wpadniesz, bo mam twoje spodnie.

- Wyprały się dobrze?

- Tak, wyglądają, jak nowe. Wyprasowałam.

- Gdzie mieszkasz Dell, mogę wpaść teraz.

Dziewczyna podała adres.

- Mam dzisiaj dzień wolny. Sądziłam, że zadzwonisz w sobotę.

Pominął jej wypowiedź.

- To bardzo niedaleko, jeżeli chcesz ty wpadnij. Chyba że wolisz, abym ja przyjechał lub też chcesz się spotkać na mieście.

- Masz ciekawe pomysły, oglądałam twoją stronę internetową. Ciekawa jestem jak mieszkasz.

- Zwyczajnie, nie licząc jednego pokoju — uśmiechnął się do siebie.

- Przyjadę, tylko podaj mi adres — zdecydowała.

Podał jej adres.

- Powinno ci zająć dwanaście minut, zostawię otwarty garaż. Postawisz samochód obok mojego.

- Masz jeden samochód?

- Tak. Hamer 1, wojskowy jeep. Trochę pozmieniałem w środku, jest całkiem wygodny.

- Och ten ciemnoczerwony? Kiedy wracałam z Axel widziałam taki zaparkowany niedaleko kawiarni, fajny.

- Wóz ma wiśniowy kolor, nie jest czerwony. Axel nie była zła?

- Troszeczkę, ale ja udobruchałam. Ruszam za kilka minut.

- Za ile?

Dziewczyna pomyślał, że to dziwne pytanie.

- Za pięć minut.

- Dobrze, otworze garaż za siedemnaście minut. Czekam.

Przerwał połączenie.

- Jest naprawdę intrygujący. Nie czerwony, a wiśniowy. Ciekawe czy we wszystkim jest taki...

Della spojrzała w lustro. Wyglądała dobrze. W końcu to mężczyzna, pomyślała po chwili. Raczej nie przejawiała zainteresowania męską rasa, jakkolwiek Simon wydawał się inny niż wszystko, co znała. Od pierwszej chwili, zaraz po szoku, kiedy rozlała kawę, czuła się wyjątkowo dobrze w jego towarzystwie. Nie widziała zainteresowania swoją osobą w jego oczach, a dodatkowo utwierdził ją w jej nastawieniu, kiedy nie zadzwonił. Ale przemyślała to wszystko kilka razy, czy to nie była pusta kobieca pycha i doszła do wniosku, że nie. Im bardziej o tym myślała, tym bardziej coś ją pchało, żeby go lepiej poznać. Jednak cały czas utwierdzała się w przekonaniu, że jest lesbijką i faceci ją nie pociągają. I miała w tym zupełną rację, jednak podświadomie czuła, że Simon jest chyba wyjątkiem w tym schemacie.

Wyjechała dokładnie za pięć minut. Miała Peugeota 3008, podobnie jak Axel Volvo, z 2018 roku. Lubiła SUV i właśnie ten model przypadł jej do gustu. Rodzice zapłacili osiemdziesiąt procent wartości i teraz płaciła tylko bardzo małe spłaty. Ciemnoniebieski metalik z zewnątrz i czarny w środku. Dojechała po dwunastu minutach.

- Czarodziej jakiś czy co, pomyślała?

Wjazd do garażu zostawił otwarty zgodnie z obietnicą. W sumie mogła zaparkować na zewnątrz, ale skorzystała z propozycji. Wyszła z wozu i skierowała się do drzwi. Miała zapukać, ale je otworzył.

- Część — rzekła.

- Witaj.

W ręku trzymał spódnicę.

- Och, mam w samochodzie. Dam ci za chwilkę.

Odwróciła się i chciała pójść do garażu, ale poczuła jego dłoń na swojej. Odwróciła oczy i spojrzała w niego.

- Wybacz, nie powinienem ci dawać spódnicy w drzwiach. Zostań jak długo będziesz chciała.

Puścił jej dłoń.

- Nie chciałam zaraz iść, tylko mogłabym zapomnieć, dlatego chciałam od razu przynieść — zdziwiła się.

- Przypomnę ci, mam dobra pamięć.

- Akurat, sam powiedziałeś, że zapomniałeś o tym, żeby zadzwonić.

- Tak, to wyjątek.  

Della popatrzyła na niego uważniej.

- Dlatego, że jestem lesbijką?

- Nie.

Podeszła bliżej niż należało.

- Jesteś intrygujący. Mnie mężczyźni wcale nie interesują. Oczywiście w pracy jestem miła i rozmawiam. Ale ty... jesteś inny.

- Dziwny?

- Masz coś w sobie dziwnego, ale jesteś... specjalny. Mogę zobaczyć ten specjalny pokój.

- Dlaczego? Myślałem, że chcesz latte i ciastka. Kupiłem ptysie i marchewkowe ciastko.

- Niebywałe — podparła się pod boki — takie ciastka kupiłam w piątek, zaraz jak wróciłam z Axel do domu.

- Na przeprosiny? - zrobił lekko słodką minę.

- Dokładnie. Skąd to wiesz? O tym, że mam dziewczynę i te ciastka...

- Nie mogę powiedzieć, przynajmniej teraz. Nie jestem z wywiadu.

- Wierzę. Możesz zrobić latte, ale najpierw chciałabym zobaczyć ten pokój.

- Skoro chcesz.

Ruszył, a ona za nim. Kiedy otworzył drzwi popatrzyła na niego.

- Czekasz na meble?

- Nie, tu się czuję najlepiej.

Pokiwała głową.

- Chcesz przed sobą uciec albo czekasz na kogoś.

- To nie tak. Jestem trochę inny, taki już...

Nie zdołał dokończyć, bo usta Delli nie pozwoliły mu tego zrobić. Najpierw trzymał je na wargach, a potem delikatnie rozsunął. Ona uznała to za zaproszenie i wysunęła głębiej swoje różowe mięsko, otoczone rosą wiosennego poranka...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2886 słów i 15990 znaków, zaktualizował 12 sie 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto