Pociąg donikąd cz 12 ostatnia.

—  Simonie — usłyszał znajomy głos.

Przytrzymał się futryny otwartego okna.

—  Nie rób tego — szepnęła Aste.

Zeskoczył na posadzkę.

—  Miło cię widzieć wśród żywych. Wybacz mi, że cię nie powstrzymałem, ale dobrze, że jesteś.

Po chwili się przytulili ciepło.

—  Simonie, pomyślałam...

—  Aste, zanim miałem skoczyć, pomyślałem, że ty potrzebujesz jednej duszy. Szczerej i prostej.

—  Dlatego tu jestem i błagałam wszystkie świętości byś żył. I moje prośby zostały wysłuchane. Można powiedzieć, że się nie znamy, bo rozmawialiśmy ze sobą chwilkę, ale ponieważ oboje otworzyliśmy przed sobą serca i to do samej duszy, trzeba przyznać, że znamy się bardzo dobrze. Tylko czy ty...

Simon nie dał jej skończyć. Przytulił ją ponownie i ich usta połączył delikatny pocałunek.

Kiedy oderwali usta po trzech minutach Aste zapytała.

— Simonie czy ty...?

—  Tak.

—  Aż tak się rozumiemy, że wiesz, co chciałam zapytać?

—  Tak.

—  W takim razie ci powiem coś, czego może nie wiesz. Kiedy cię wówczas wzięłam za rękę i nie mogłam trzymać, już wiedziałam. Mam nadzieję, że nie zginiesz jak Roger.

—  A ja mam nadzieję, że ty nie zachorujesz jak Beatrice i mnie nie zostawisz.

—  Nigdy cię nie zostawię i nigdy cię nie przestanę kochać, jak już kocham cię od jakiegoś czasu. Trudno mi określić jak długo.

—  Od jakiegoś czasu, to mi wystarczy i tak jesteś lepsza ode mnie.

—  To będziesz mi to musiał wynagrodzić — szepnęła i ponownie się pocałowali.

—  Aste, skoro już tu jesteśmy, może pozwiedzamy, co myślisz o tym?

—  Zgadzam się, a kiedy byś chciał zacząć?

—  Od jutra, bo dzisiaj...

—  Też jestem tego zdania. —  blondynka wyjęła komórkę i szybko znalazła najbliższy hotel, dobrej klasy.

—  Regent House hotel, wygląda nieźle — rzekła.

—  Jest niedaleko, chcesz się przejść?

—  Chętnie.

Wyszli z gotyckiej budowli i skierowali swoje kroki w kierunku hotelu.

—  Pomyślałam o tym zamku.

—  Tak, a mnie zaciekawiło co powiedziałaś o tym, że ja go rozpuszczam.

—  Bo zawsze sądziłeś, że jesteś zimny, a jest odwrotnie. Jesteś bardzo gorący. Czy chcesz, żebym ja była twoim zamkiem?

—  Tak, a ja będę twoim.

—  Mam nadzieję — wtuliła się w jego bok.

—  Jest jedna sprawa...

—  Wiem, też o tym myślałam, ale co ona sobie pomyśli?

Simon po raz kolejny odczuł jak bardzo się rozumieją. Znali swoje myśli i praktycznie nie musieli mówić, ale ponieważ im to sprawiało radość, robili to.

—  Nawet nie będziesz musiała jej przepraszać, to wyjątkowo mądra dziewczynka.

—  Nie odniosłam wrażenia, że chciała cię zeswatać ze swoją mamą.

—  Nie, ale powiedziała mi coś pięknego, może wiedziała?

—  Co ci powiedziała?

—  Że spotkam duszę, na którą czekam i zaraz spotkałem ciebie.

—  Może ten pociąg donikąd nie był donikąd, bo doprowadził i ciebie i mnie do domu.

—  Tak, Aste. Tak kochanie.

Uśmiechnęła się.

—  Czemu się uśmiechasz, moja bogini?

—  Ponieważ wiem, dlaczego mi to powiedziałeś teraz.

—  Jesteś niegrzeczną dziewczynką.

—  Z tobą postaram się być grzeczna.

—  Nie musisz, miałem doświadczenie z kobietą kochającą kobietę.

—  Simonie!

—  Chcesz powiedzieć, że nie idziemy do hotelu w tym celu?

—  Oczywiście, że nie chcę tego powiedzieć. To ostatni bastion. We wszystkim innym pasujemy do siebie idealnie.

—  Masz jakieś oczekiwania?

—  Tylko takie, żebyś mnie chciał.

—  Chcę. Już mam dość ciemności, zimnego zamku, ciszy, pustego pokoju.

—  Mamy siebie i jak długo będziemy tu na ziemi, tak będzie.

—  Sądziłaś podobnie, że tak będzie z Rogerem i z Izoldą.

—  To prawda, ale co do ciebie mam pewność. I wiesz co, jeżeli mnie zostawisz, nie będę chciała umrzeć.

—  Nie zostawię.

—  Wiem i dlatego nie chcę, ale nie tylko dlatego.

—  Ja myślę, że sam sobie byłem winny, że to skończyło się z Dellą.

—  No właśnie, mogłeś mieć je dwie — uśmiechnęła się serdecznie.

—  Jedna to i tak za dużo.

Dostał kuksańca w bok.

—  Nie spodziewałam się, że masz poczucie humoru.

—  Wcale nie żartowałem.

—  Ty łotrze, przekonasz się, że Aste umie być niegrzeczna — udała zagniewaną.

Pocałowała ją czule.

—  To już tam, widzisz? —  wskazała hotel.

—  Dobrze, że jest tak blisko.

—  I tak ja cię chcę bardziej niż ty mnie.

—  O tak? Nie byłbym taki pewny. Nabrałem wielkiej ochoty na blondynki.

—  Znasz jakieś inne?

—  Dobrze, przepraszam. Chodzi mi o jedną i tylko jedną, śliczną boginię, Aste.

Doszli do hotelu. Simon zamówił dwuosobowy pokój.

—  Na jak długo państwo sobie życzą pokój — zapytał mężczyzna stojący za kontuarem.

—  Jeszcze nie wiemy, prawdopodobnie pozostaniemy tu kilka dni — odrzekł szatyn.

—  Pokój jest na drugim piętrze, doba hotelowa zaczyna się o dziesiątej. Niestety muszę państwu policzyć za całą dobę.

—  Nie mam z tym problemu — rzekł mężczyzna.

—  Życzą sobie państwo śniadanie do pokoju?

—  Jutro nie — Aste posłała miły uśmiech w kierunku recepcjonisty.

Po chwili jechali windą.

—  Podobał ci się?

—  Przystojny.

Simon nie zareagował.

—  Powinieneś być zazdrosny.

—  Nie jestem, bo nie pomyślałaś w ten sposób.

—  Och nawet to wiesz?

—  Wiem, chyba czujesz, że rozumiemy się bez słów.

—  Pomyślałam, że byłeś z Dellą i Axel razem.

—  Nie mówiłem ci o tym.

—  Ale tak było, prawda?

—  Tylko dwa razy.

—  Ja tylko tak pomyślałam, nie żebym...

—  Aste, ja wiem. Jesteś niegrzeczna, ale nie aż tak.

—  Żartowałam, jestem bardzo skromna.

—  W porządku i tak cię kocham.

Weszli do pokoju.

—  Co znaczy ,,I tak cię kocham", wołałbyś, żebym była nieskromna?

—  Stwierdziłem, że i tak cię kocham. Kocham cię za to, że jesteś, a nie za to, jaka jesteś.

Aste zaczęła mu rozpinać koszulę, a kiedy zabrała się za spodnie, powstrzymał ją.

—  Powinniśmy się umyć.

—  Masz rację, idziemy?

Oboje zaczęli się rozbierać. Simon stwierdził, że Aste jest naprawdę piękna. Weszli do kabiny i myli się patrząc na siebie. Nie mieli zbyt dużego komfortu, ponieważ oboje byli podnieceni i musieli to hamować. W końcu się wytarli. Wzięła go za rękę i stanęli przed łóżkiem.

—  Teraz długo oczekiwany moment prawdy — rzekł Simon.

Zaczął całować i pieścić palcami jej piersi, potem pochylił się i jego usta znalazły jej intymność.

Całował ją delikatnie po łonie, a ona gładziła mu włosy. Co chwilę wydawała delikatne westchnienia, ale kiedy zaczęła się zbliżać do szczytu, nie mogła utrzymać jęków na tym samym poziomie, więc zasłoniła usta dłonią.

—  Jesteś niegrzeczny, oczekiwałam, że pocałujesz moje usta.—  szepnęła, kiedy skończył ją całować.

—  Z pewnością to zrobię.—  odrzekł wcale nie zbity z tropu.

—  Ja to zrobię, uwielbiam się z tobą całować. Robisz to wspaniale. —  szepnęła.

Położyła prawe udo na jego biodrze i przyciągnęła jego głowę do swojej. Zaczęli delikatnie obcierać się językami. Poczuł, że chwyta go dłońmi za kark i kładzie drugie udo na biodrze. Uniosła się i po chwili poczuł końcem swojego organu jej wilgotne krocze, chciał pomóc sobie dłonią.

—  Chcę sama — szepnęła.

Po kilku chwilach już ustawiła się właściwie i łagodnie zaczęła opuszczać całe swoje ciało. Gładził ją po pośladkach, ale nie próbował ich podtrzymywać, bo wiedział, czego pragnie. Brała go sama. Całowała usta, szyję i delikatnie gryzła miękką część uszu. Jej biodra przypominały falę. Ciało wyginała miękko i bez wysiłku. Rzuciła okiem na stół. Simon wiedział czego od niego oczekuje piękna blondynka. Położył ją na blacie. Rozplotła nogi i położyła uda na jego torsie, chwilę potem zmieniła ich ustawienie i dotykała go tylko stopami, co dawało mu możliwość używania dłoni. Blat znajdował się mniej więcej na wysokości jego bioder, co znacznie ułatwiało mężczyźnie w dawaniu jej rozkoszy.

—  Może wolisz łóżko? —  szepnął.

—  Później — mruknęła.

Bawił się jej kształtnymi piersiami, to znowu dotyka wrażliwą główkę łechtaczki. Zaczęła znowu mieć szczyt rozkoszy. Dyszała głośno, a kiedy skończyła szepnęła, żeby ją zabrał na łóżko.

Położyli się tam i patrzyli sobie w oczy.

—  Jesteś naprawdę piękna, Aste.

—  Ale nie kochasz mnie dlatego?

—  Kocham cię, dlatego że jesteś.

Pomyślał, że chce ją widzieć i pieścić z tyłu. Ona naprawdę znała jego pragnienia. Natychmiast przekręciła się na brzuch. Uklęknął nad nią i zaczął całować jej plecy, co chwilę delikatnie gryzł je, ale niezbyt silnie. Kiedy doszedł do pośladków, to się zmieniło. Zatopił usta mocno w jej jędrny pośladek. Krzyknęła.

—  Wariat, nie tak mocno!

—  Och tak bardzo chciałem, ale już nie będę.

Całkował miejsce po ugryzieniu.

—  Cała pupka jest zagniewana i oczekuje przeprosin.

—  Oczywiście, skarbie.

Jego usta całowały każdy kawałek jej ciała w tej okolicy. Zatrzymał się w bardzo intymnym miejscu.

—  Możesz, a właściwie powinieneś — mruknęła.

Jego język pobłądził po miejscu, które nie tak często się całuje, a ona doświadczyła tego tylko od Izoldy. Uniosła biodra wysoko. Wiedział, że to znak. Delikatnie w nią wszedł, trzymając dłonie na jej pośladkach. Tym razem wiedział, że będą mieli oboje. Aste znowu go wyprzedziła, ale tylko o małą chwilkę. Kiedy tylko w niej został, odkręciła się i wtuliła w jego tors.

—  Tak mi dobrze z tobą, kochanie.

Całował ją po mokrych policzkach. Chwilę leżeli i teraz Aste zaczęła pieścić jego ciało.

Kochali się do późnej nocy. Rozumieli się. Zasnęli wtuleni w siebie.

Obudził się rano i poszedł do łazienki. Po załatwieniu czynności fizjologicznej umył zęby i umył ciało pod prysznicem. Kiedy jeszcze był w kabinie, zobaczył Aste przez zamgloną szybę. Zrobiła siusiu i przyszła do niego.

—  Hej — szepnęła.

—  Hej maleńka.

—  Spałeś dobrze?

—  Bardzo, a ty?

—  Mocno, ale śniłam ciebie.

—  To miłe. Pośpimy jeszcze, jest dopiero piąta rano.

—  Dobrze.

Poszli do łóżka, ale sen musiał poczekać. Tym razem robili to szybko i mocno. Zasnął pozostawiając w niej. Kiedy się obudził, był nadal w niej, z tym że jego organ stał naprężony, a Aste, która musiała obudzić się nieco wcześniej, sama poruszała łagodnie biodrami pobudzała go jeszcze bardziej. Nie przeszkadzał im chłód i wilgoć, tego, co pozostało po ich ostatnim zbliżeniu.

—  Co pomyśli kobieta, kiedy zmieni pościel — szepnęła nie przerywając kochania.

—  Spiorę.

—  I tak będzie mokre.

—  Wywieszę ,,Nie przeszkadzać". Bądź cicho i rób to, co robisz. Zgotowałaś mi cudowne przebudzenie.

—  Sama się zdziwiłaś, że zasnąłeś z tym swoim maślaczkiem we mnie. Chyba malał i rósł, łobuziak.

Kochali się bez słów, a ciszę przerywały tylko jej albo jego miłe pomruki. W końcu doszli do wspólnego szczytu rozkoszy. Obydwoje zgubili rachubę. Teraz mogli dopiero dokończyć rozmowę.

—  Super myśl, powinno wyschnąć do jutra. Na mieście kupimy dwa prześcieradła, tak na wszelki wypadek.

—  Nie palcowałam dzisiaj wychodzić. —  odrzekła.

—  Zostaniesz i pośpisz. Kupię coś dobrego do jedzenia. I może mały prezent.

—  W hotelowym pokoju nie można jeść.

—  Wiem, ale mało mnie to wzrusza. Przemknę się z torbą, przecież nie będą mnie sprawdzać. Poszli do łazienki. Golił się a ona tylko patrzyła.

—  Jest dziewiąta, powinienem wrócić koło południa, a ty pośpij.

Spędzili trzy dni w Edynburgu. Trochę zwiedzali zabytki i nowe budowle, ale najwięcej poświęcali sobie. Prezent, który jej kupił trochę ją zdziwił. Kiedy zapytała, dlaczego to kupił, odrzekł, żeby już nie marzyła o przystojnym pracowniku recepcji. Dostał parę kuksańców, ale się nie pogniewała. Nie sądziła, że to potrzebne, ale w końcu użyła szczególną zabawkę dla dorosłych. Po trzech dniach wrócili do Londynu, bo Aste także tam mieszkała.

Miesiąc później wzięli ślub. Planowali pojechać na wyspy. Rozważali albo Karaiby lub dużo droższą Polinezję. Simon rzadko oglądał telewizję, ale tego poranka włączył. Zrobił właśnie dla siebie i Aste kanapki, kiedy usłyszeli w wiadomościach o podwójnej tragedii w Yorku. Matka zginęła na miejscu, a jej córka znajdowała się w stanie ciężkim. Kiedy dowiedział się o tym jej ojciec, jechał zbyt szybko i zginął również w wypadku. Kiedy pokazali zdjęcie dziewczynki, zarówno Aste, jak i Simon zaniemówili.

—  To Laura — szepnął blady.

—  Musimy do niej jechać, oby żyła. —  szepnęła mocno przejęta tragiczna informacją, blondynka.

Tym razem naprawdę się spieszyli. Rozważali co będzie szybsze, samolot czy pociąg. Simon miał pieniądze i znajomości. Wybrali helikopter. Za dwie i pół godziny wylądowali przed szpitalem. Pobiegli. Na szczęście Laura żyła. Uśmiechnęła się na widok Simona i miło spojrzała na Aste.

—  Wybacz, Lauro — szepnęła blondynka.

—  Jesteś sercem, na które Simon czekał, jak mogę się na ciebie gniewać?

Aste nie mogła opanować łez.

Spędzili z Laurą godzinę, bo była jeszcze słaba. Simon działał szybko i zdecydowanie.

—  To długi proces — rzekł adwokat.

—  Poruszę niebo i ziemię by mogła być z nami.

—  Ale czy zechce?

—  Proszę ją o to zapytać.

Minęły już trzy dni i dziewczynka czuła się dużo lepiej. Adwokat prowadzący sprawę adopcji przybył do Yorku następnego dnia. Rozmawiał z dziewczynką w otoczeniu lekarza i pielęgniarki.

—  Lauro, pan Simon chce cię adoptować. Oczywiście jego żona również bardzo tego chce. To trochę potrwa, ale co ty na to? Nie masz nikogo, najbliższa twoja rodzina to siostra twojej nieżyjącej babci.

—  Chcę być jego córką. To bardzo dobry człowiek i z pewnością będą dla mnie idealnymi rodzicami.

—  Tak, jego reputacja jest bez zarzutu. Co dziwne twoja mama spisała miesiąc temu testament i zaznaczyła, że w razie jej śmierci, prosiła, by właśnie Simon został twoim opiekunem. Gdyby twój tata żył, byłby wielkie kłopoty, by to spełnić.

—  Teraz mój tata w końcu się pogodził z mamusią, będę z Simonem i Aste. To będą idealni rodzice dla mnie.

Aste i Simon przesunęli urlop, czyli miodowy miesiąc o miesiąc i zmienili rezerwację z dwóch na trzy osoby. Polecieli na Tahiti. Laura była miła i grzeczna. Aste miała tylko jedna myśl. Wiedziała, że Simon jest prawy i czysty, ale w pięknych, zielonych oczach Laury dostrzegała miłość, ale nieco innego rodzaju niż mają siedmiolatki. Obserwowała ją dyskretnie już tydzień. Laura była niezwykle inteligentna i bystra. Właśnie siedzieli razem nad brzegiem spokojnego oceanu.

—  Przejdziesz się ze mną, Aste? —  zapytała mała.

—  Jasne, kochanie.

Ku jej zaskoczeniu Laura wskoczył, podobnie jak zwykle robiła to z Simonem. Oplotła swoje szczupłe nóżki nad jej biodrami i ręce splotła na jej karku.

—  Masz śliczne oczy, Aste.

—  Dziękuję, twoje są również piękne. Chciałaś mi coś powiedzieć?

—  Tak. Nie obawiaj się, wiem, jakie jest moje miejsce. Tak, nie mylisz się, kocham go. Zakochałam się w nim, kiedy go tylko zobaczyłam pierwszy raz w pociągu. Wiedziałam, że spotka dobrą duszę, a kiedy ciebie zobaczyłam, wiedziałam, że to ty nią jesteś. Proszę, pozwól mi go kochać. Może nie uwierzysz, ale ci powiem, tylko nigdy, przenigdy nie mów mu tego. Poczułam coś dziwnego kilka lat temu, a byłam wtedy zupełnie małym dzieckiem. Beatrice przyszła do mnie zaraz, kiedy odeszła z ziemi. Ona mi coś raz powiedziała i odeszła do dobrego miejsca, chociaż to nie jest tak jak większość myśli z tym miejscem. Pozwól mi go kochać. Pocałowałam go raz w usta, a drugi raz to zrobię, kiedy odejdzie na drugą stronę. O to prosiła mnie Beatrice, ale ja nie zrobiłam tego tylko dla niej.

Blondynka patrzyła na nią mocno zdziwiona, ale musiała to przyjąć.

—  Czy on to rozumie?

—  Nie wiem. Wiem, że cię kocha i jest bardzo szczęśliwy. Będę bardzo dobrą córką i w niczym nie uchybię. Ciebie tylko proszę byś mi pozwoliła go kochać. Jak córka i jeszcze inaczej czuję, chociaż nie powinnam tego rozumieć, że to, co mam to czyste uczucie Beatrice, ale ponieważ jest we mnie ja jako Laura z tym rezonuje, a kiedy poznam swojego wybranego, też go o to poproszę.

Aste była naprawdę zadziwiona, takie słowa nie padają zwykle z ust siedmioletniego dziecka.

—  Ale czy Simon nie powinien tego wiedzieć? —  zapytała kobieta.

—  On to wie i on też mnie kocha. To jest czyste. Sama rozumiesz, że jestem za mała, by to rozumieć i wymyślić. To jest podarunek od Beatrice. Ale nie obawiaj się, Simon bardzo cię kocha ciebie i to mu wcale nie przeszkadza mieć jej i mnie w swoim sercu. Każda z nas kocha inaczej lecz tak samo mocno. Przecież kochasz nadal Rogera, prawda?

—  Skąd wiesz o nim, Simon ci mówił?

—  Nie, Beatrice. Moja miłość do niego i do ciebie ma ci pomóc, bo tam my wszyscy będziemy razem. Gloria, Simon, Beatrice i Roger. Czasami będą nas odwiedzać Axel i Della i może mój tata. Mówię jak czuję. Wracajmy, bo Simon zacznie budować zamek bez nas.

—  Powiedział, że już nie będzie — Aste poczuła się dziwnie.

—  Głuptasku, zamek z pisku. Tamtego już nie musi, bo ty nim jesteś. Realna, ciepła i kochana. Tak jak on.

Aste patrzyła zdziwiona na dziewczynkę. Laura wzięła jej twarz w dłonie i pocałowała ją delikatnie w usta.

Kiedy mała oderwała swoje usteczka, Aste dotknęła swoich ust palcami i szepnęła.

—  Roger?

—  Teraz już wierzysz? —  zapytała Laura.

—  Tak, ale, jak to możliwe?

—  Nie wiem. Wracajmy.

Kilkadziesiąt kroków od nich Simon zaczął budować zamek z piasku. Laura zeskoczyła na dół i pobiegła w jego kierunku. Aste szła spokojnie i patrzyła na najdziwniejszą na świecie parę kochających się ludzi. Im bardziej się do nich zbliżała czuła, że kocha Laurę i sama jest kochana przez nią. I poczuła coś jeszcze. Następnego dnia zrobiła siusiu na biały tester. Zobaczyła dwie różowe kreski i poczuła łzy na policzkach. Pod sercem rosło jej dziecko. Chłopiec. Wiedział, kim jest.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 3236 słów i 18554 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto