Pęknięty diament — rozdział 32

Prue

Wpatrywałam się w przyszłą Pannę Młodą, próbując wykrzesać z siebie choćby odrobinę ekscytacji. Meredith była naprawdę szczęśliwa. Obracała się w kółko, a biała suknia delikatnie unosiła się przy najdrobniejszym ruchu. Przykleiłam uśmiech do twarzy i podeszłam bliżej, żeby dziewczyna mogła zobaczyć mnie w lustrze. Inaczej nie mogłam zwrócić jej uwagi, bo była we własnym świecie.  
Może powinnam była odradzić jej tę sukienkę, która zamiast wyszczuplać, tylko ją poszerzała, ale nie potrafiłam. Straciłam całkowicie chęci do życia, ale musiałam udawać, co wcale nie było łatwe. Akurat byłam w środku sezonu. Ogrom zleceń zaczął mnie przytłaczać. Czułam, że powinnam sobie zrobić przerwę, ale bezczynne siedzenie w domu tylko pogorszyłoby sytuację. Zaczęłam myśleć o wielu sprawach, więc pewnie zaczęłabym myśleć również o nim.  
Wmawiałam Phoebe, że wszystko jest w porządku i jakoś sobie radzę, ale kłamstwo pokrywało kłamstwo. Dusiłam się, bo przecież nie mogłam wykrzyczeć światu, że zakochałam się w zajętym mężczyźnie… Moja kariera… Nie mogłabym wtedy mówić o żadnej karierze, bo by zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu. Dostałabym plakietkę “suki” i w żaden sposób nie mogłabym się jej pozbyć.  
— Prue?
Uniosłam brew, szybko wracając do rzeczywistości.  
— Pytałam, czy na pewno dobrze wyglądam w tej sukience? — zaświergotała Meredith, patrząc na mnie z nadzieją.
I niby jak miałabym jej powiedzieć, że ta sukienka jest fatalna?  
— Przepięknie wyglądasz — skłamałam gładko, uśmiechając się sztucznie.  
Meredith pisnęła cicho i przytknęła sobie dłonie do ust. W jej oczach dostrzegłam czystą radość, czyli coś, czego tak bardzo mi brakowało — chyba od zawsze.
Wracając do domu, znowu przejeżdżałam obok baru, w którym jedliśmy sushi. Zaparkowałam na chwilę samochód przy chodniku i wpatrywałam się w szybę, licząc, że go tam zobaczę. Nie widziałam go tam od kilku tygodni, a jednak wciąż miałam nadzieję, że się spotkamy. Nie wiem, na co liczyłam, bo na pewno nie przywitałaby mnie z otwartymi ramionami. Zostałam skreślona, całkowicie, jakby zapomniał, że to on wszystko zapoczątkował. Gdyby olał nieudolne próby flirtu Patricka, gdyby tylko potrafił grać zajętego…  
No i do zestawu Cat. W moim odczuciu, jak już ich bliżej poznałam, wcale do siebie nie pasowali. Głupia nie byłam, więc wiedziałam, że Matt trzymał nasze spotkania w tajemnicy. Wszystkie. Ciekawe, co tak naprawdę jej wtedy powiedział… Wyjawił całą prawdę? Pewnie dodał, że kompletnie nic dla niego nie znaczyłam. Ale ona i tak uważała, że nie dałam rady ich zniszczyć.  
Spojrzałam ostatni raz na bar i ruszyłam. Wiedziałam, że nie powinnam rozpamiętywać, ale było już za późno. Zakochałam się w tym mężczyźnie.  
Phoebe piła kawę i przyglądała mi się podejrzliwie, gdy zdawałam jej relację ze spotkania z Meredith. Udawałam, że tego nie widzę. Z przylepionym uśmiechem opowiadałam o sukience, kłamiąc, że przyszła Panna Młoda wyglądała w niej przepięknie. Dorzuciłam parę informacji o nowych zleceniach, no i oczywiście pominęłam szybką wizytę w barze z sushi. Co prawda tylko zaparkowałam obok niego, ale moja przyjaciółka nie przyjęłaby tego spokojnie. Znała nasze miejsca spotkań, pewnie nie powstrzymałaby się od komentarza.  
— A narzeczony Meredith był obecny?  
Zamarłam, unosząc wysoko brew.  
— Nie?
— A wiesz już jak wygląda? — zakpiła.
Westchnęłam ciężko. Derek nie widział świata poza Meredith. Prawdopodobnie każda inna kobieta mogłaby przejść obok niego nago, a on i tak nie przestałby patrzeć na swoją narzeczoną. Robił wszystko to, co Matt powinien, a jednak okazało się to dla niego zbyt trudne…  
— Błagam cię, skończ już z tymi dwuznacznymi tekstami — jęknęłam. — Dostałam nauczkę i już nigdy więcej nie spojrzę na zajętych facetów.  
— A co z Mattem? — zapytała chłodno, przyglądając mi się uważnie. — Zakończyłaś ten epizod?
— Chyba już zauważyłaś, że nie mamy kontaktu? — rzuciłam uszczypliwie. — Skoro śledzisz wszystko, co robię, to pewnie jesteś najlepiej poinformowana.  
— To dupek.  
— Nawet jeśli… daj już temu spokój. — Westchnęłam. — Zapomniałam o nim — skłamałam.  
— Okej. W porządku. — Uśmiechnęła się w dziwny sposób. — Skoro tak mówisz, to pewnie tak jest — powiedziała i wyszła z kuchni.  
Zacisnęłam mocno usta, bo chciałam krzyczeć z frustracji. Moja własna przyjaciółka mi nie wierzyła… Obarczyła mnie winą, ale to przecież Matt zaczął ze mną flirtować! I co z tego, że czasami musiałam ją okłamać? Przecież nie dałaby mi żyć, gdyby dowiedziała się, że wciąż o nim myślę. Na wzmiankę o miłości… Nie chciałam się nawet nad tym zastanawiać.  
Odruchowo zerknęłam na komórkę, ale nie miałam żadnej wiadomości. Prychnęłam i rzuciłam komórkę na stół.  
Przestałam się liczyć. Uśmiechnęłam się rozbawiona pod nosem, bo czy kiedykolwiek się w ogóle dla niego liczyłam?


Caterina

W piątek w południe wpakowaliśmy się do samochodu i rozgłosiliśmy radio na cały regulator, puszczając przygotowaną wcześniej wesołą playlistę, by jakoś umilić sobie drogę. Momentami wciąż było między nami dziwnie i niezręcznie, ale starałam się skupiać na pozytywach, takich, jak choćby ten wyjazd. Zaczęłam się cieszyć, że spędzimy weekend poza domem. Matt miał rację — te cztery ściany stanowczo za często przypominały nam o wszystkim, co się zdarzyło. Pragnęłam się stamtąd wyrwać i w końcu zapomnieć o swoich obawach.  
W samochodzie było wesoło. Nie było między nami napięcia. Śmialiśmy się i razem śpiewaliśmy piosenki. Fajnie było poczuć się tak beztrosko, jak nastolatki. Odsunęłam od siebie wszystkie myśli o ślubie, dziecku, Prue… O tym wszystkim, co było bolesne i niepewne. Zamierzałam skupić się na trwającej chwili.
Parę godzin później weszliśmy do naszego pokoju i coś zakłuło mnie w środku na widok ogromnego łóżka, na którym były tradycyjnie ułożone łabędzie z ręczników oraz rozsypane płatki róż — co najmniej jakbyśmy przyjechali tu na miesiąc miodowy. No, ale w końcu to była oferta dla par, więc pewnie to była ich standardowa procedura. Nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że niekoniecznie wykorzystamy rozmiary tego pięknego łóżka.  
Szybko przeniosłam wzrok na resztę pokoju. Był całkiem ładny, kremowo-biały. Łazienka była całkiem przestronna, prysznic zajmował ponad połowę jej objętości. Ponownie nawiedziły mnie różne myśli o seksie i aż zadrżałam na wspomnienie naszego ostatniego razu — tego, który się niestety nie odbył. Kiedyś już byśmy testowali ten prysznic, a później kontynuowali na łóżku. Dlaczego wszystko tak się popsuło? Owszem, nasza relacja zmierzała ku lepszemu, ale nie potrafiłam czuć się tak swobodnie jak kiedyś. Momentami miałam wrażenie, jakbyśmy dopiero się poznali i jeszcze nie zawsze mieli o czym rozmawiać.
— Ładnie tu — skwitowałam, wracając do Matta, który przeglądał zawartość mini lodówki.
— Cieszę się, że ci się podoba — odpowiedział i uśmiechnął się do mnie. — Co chcesz najpierw robić?
— Może chodźmy coś zjeść? — zaproponowałam, w głębi siebie chyba odrobinę bojąc się zostać z Mattem sam na sam w jakiejś intymnej sytuacji, kiedy to musielibyśmy porozmawiać. — Jestem trochę głodna. Później możemy się rozejrzeć i wtedy zdecydujemy.
— Okej. Ja też jestem głodny, szczerze mówiąc.  
Zostawiliśmy rzeczy i zeszliśmy na dół, do restauracji. Jedzenia było co niemiara i choć zwykle tyle nie jadłam, stwierdziłam, że chyba mogę raz zaszaleć — tym bardziej, że w końcu nie miałam mdłości i w dodatku mocno schudłam przez ostatnie wydarzenia. Znaleźliśmy stolik dla dwojga przy oknie i siedzieliśmy tam przez dłuższy czas, jedząc i czytając rozpiskę hotelu.
Z obiadem trochę nam się zeszło, a później oboje mieliśmy pełne żołądki, więc wróciliśmy jeszcze do pokoju, by trochę poleżeć. W efekcie zasnęliśmy na jakieś dwie godziny, przytuleni. Gdy się obudziliśmy, było nam już lżej, dlatego Matt rzucił pomysł, by iść na baseny termalne. Przebraliśmy się w kostiumy i musiałam porządnie przygryźć wargę, gdy Matt wyłonił się z łazienki. W podbrzuszu zaczęło kiełkować podniecenie, ale kazałam sobie się ogarnąć, bo zapewne wszystko skończyłoby się tak jak poprzednio.
Wieczór przebiegał raczej spokojnie. Popluskaliśmy się w wodzie, pogadaliśmy o mało ważnych sprawach, parę razy nawet chlapaliśmy na siebie jak dzieciaki. Byłam jednak wdzięczna za każdą próbę rozładowania napięcia. Cały czas gapiłam się na Matta jak sroka w gnat. Normalnie jego ciało nie wywierałoby na mnie aż takiego wrażenia, ale teraz… Wszystko się zmieniło. W teorii mogłam go mieć na wyciągnięcie ręki, ale rzeczywistość sporo różniła się od moich wyobrażeń. Emocje i niechciane uczucia mocno przeszkadzały.
Oboje byliśmy zmęczeni po całym dniu, więc chwilę po północy położyliśmy się z powrotem do łóżka. Oczy same mi się zamykały, ale byłam zdeterminowana, by jednak w jakiś sposób spróbować poprawić moje relacje z Mattem. Nie czekałam, aż sam mnie przytuli, tylko przysunęłam się do niego odrobinę, próbując zignorować fakt, że spał bez koszulki. Delikatnie musnęłam ustami jego szczękę i wtuliłam się w zagłębienie między jego szyją a ramieniem.
— Dobranoc, kochanie — mruknęłam, z całych sił starając się, by mój głos brzmiał normalnie.
— Dobranoc — powiedział cicho, głaszcząc mnie po włosach. — Kocham cię.  
Serce zatrzepotało mi gwałtownie na jego słowa. Nie spodziewałam się ich usłyszeć, dlatego przez chwilę milczałam, myśląc nad swoją odpowiedzią. Oczywiście, że też go kochałam. Z mojej strony nic się nie zmieniło, ale nagle czułam dziwną blokadę przed powiedzeniem tego samego.  
— Ja ciebie też. — Powiedziałam to ciszej niż zamierzałam, jakbym nie była pewna swoich słów. Z jakiegoś powodu po wypowiedzeniu ich na nowo ogarnęło mnie napięcie. Zacisnęłam mocniej powieki, by zasnąć i już dłużej się tak nie czuć.
***
Następnego dnia oboje wstaliśmy z nową energią. Poszliśmy na szybkie śniadanie i kawę, później zaliczyliśmy krótki spacer i wróciliśmy do hotelu. Czas szybko zleciał i właściwie zaraz szliśmy na obiad — jako jedni z pierwszych, ponieważ na pół dnia mieliśmy zaplanowane masaże — ja zapisałam się na te dłuższe, plus do tego drobne zabiegi kosmetyczne, a Matt wybrał coś ze swojej “męskiej” oferty. Nie mogłam się doczekać leżenia bez ruchu z pełnym żołądkiem, podczas gdy ktoś w końcu zajmie się moimi spiętymi od dawna mięśniami.  
Rozstaliśmy się, żegnając się krótkim buziakiem i poszłam we wskazaną mi przez recepcjonistkę stronę. Parę minut później rozbierałam się i kładłam na materacu, słuchając jednocześnie cichej, klasycznej muzyki, która płynęła z głośników. Prawie nie słyszałam, co masażystka do mnie mówiła, bo niemal od razu odpłynęłam. Nie chciałam za dużo myśleć, jedynie leżeć i rozkoszować się chwilą. Pilnowałam się, by ani razu nie pomyśleć o Prue. To był nasz wyjazd, nie mogła zepsuć i tego.  
Następne godziny upłynęły mi bardzo przyjemnie. Podczas zabiegów kosmetycznych dużo rozmawiałam z siedzącą obok mnie młodą dziewczyną, która przyznała, że zafundowała sobie ten wyjazd, by zapomnieć o byłym chłopaku. Nie zamierzałam dzielić się z nią swoimi rozterkami, dlatego powiedziałam jedynie, że przyjechałam tu z narzeczonym. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Dobrze było tak porozmawiać z kompletnie nieznajomą osobą, która nie wiedziała, co mnie spotkało, więc humor miałam doskonały — po raz pierwszy od dawna.
Ostatnim masażem na ten dzień był masaż pleców. Ku mojemu zaskoczeniu, nie wykonywała go pani, którą widziałam poprzednio — zamiast niej przyszedł wysoki mężczyzna. Lekko się zdziwiłam, ale po chwili wzruszyłam tylko ramionami i nie oponowałam. Miał silne dłonie, uciskające mnie z taką precyzją, że prawie zasnęłam na materacu. W końcu jednak masaż się skończył. Podziękowałam facetowi z uśmiechem, a później wspólnie wyszliśmy przez szklane drzwi, gdzie na bambusowym krzesełku siedział Matt i patrzył na nas dziwnie.
— Co tu robisz? — zdziwiłam się lekko, podczas gdy mój masażysta oddalił się i zniknął za kolejnymi drzwiami.
— Czekam na ciebie — mruknął, wstając. — Zadowolona z masażu?
— Tak — przytaknęłam z szerokim uśmiechem. Byłam zrelaksowana jak nigdy. — Wracamy do pokoju?  
Matt tylko coś burknął, przytakując i ruszył w stronę windy.  
Ruszyłam za nim, nie do końca rozumiejąc jego zachowanie.
— Wszystko ok? — spytałam, doganiając go w momencie, gdy naciskał guzik windy z dużo większą siłą niż powinien.
— Tak.
Uniosłam wysoko brwi.
— Więc dlaczego masz taką minę? — zapytałam po chwili, obserwując go uważnie. — Masażysta naciągnął ci jakiś mięsień?
— Bardzo śmieszne.
— Poważnie, Matt, co jest? — Winda otworzyła się z cichym pyknięciem, więc weszliśmy do środka. — I nie mów, że nic, bo przecież widzę.
— Poważnie, Cat. Nic. — Skrzyżował ręce na piersi i patrzył gdzieś w bok. — Wcale nie przeszkadza mi, że dotykał cię jakiś wysoki, umięśniony facet.  
Musiałam odwrócić głowę, by nie zobaczył mojego uśmiechu. Prawie nie wierzyłam własnym uszom. Matt był zazdrosny i usilnie starał się to ukryć. Przygryzłam wargę i poczułam rozchodzące się w środku ciepło. Zerknęłam na niego, ale stał plecami do mnie. Winda zajechała na nasze piętro, a on szybko wyszedł. Poszłam za nim, dalej uśmiechając się jak wariatka. To było niesamowite uczucie — szczerze mówiąc, nie pamiętałam, kiedy ostatnio Matt był o mnie zazdrosny, i to tak irracjonalnie. W końcu to ze mnie się nabijał, że byłam zazdrosna o Prue. To, że teraz jego aż skręcało, niezaprzeczalnie mnie cieszyło.
Gdy rzucił klucze od pokoju na łóżko, rzuciłam zblazowanym tonem:
— Może zamówimy do pokoju jakieś wino? Co ty na to?
— Jak chcesz — mruknął.  
Nadal mnie to bawiło, ale nie zamierzałam jeszcze poprawiać mu nastroju. Niech się trochę pomęczy. Na stacjonarnym telefonie wybrałam numer recepcji i poprosiłam o dostarczenie nam dwóch butelek wina. Później poszłam jeszcze do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Twarz miałam zrelaksowaną, na policzkach wykwitły mi rumieńce. Nie musiałam zmuszać się do uśmiechu, bo usta same mi się śmiały…
Tak, to był ten moment.
Wróciłam do pokoju akurat w momencie, gdy rozległo się pukanie. Odebrałam dwie butelki wina — jedno białe, drugie czerwone — oraz kieliszki. Otworzyłam najpierw białe i nalałam do kieliszków. Jeden podałam Mattowi i usiadłam obok niego na łóżku, udając, że wcale nie widzę jego nachmurzonej miny. W ciszy wypiliśmy prawie całą butelkę, aż w końcu postanowiłam się odezwać, choć był to już któryś z kolei kieliszek:
— Toast za ten wyjazd? — zaproponowałam. — I za nas.
Matt lekko skinął głową i stuknął kieliszkiem o mój.
Upiłam łyk wina, później drugi. Wzięłam głęboki oddech i rzuciłam lekko:
— Bardzo mi się podobał ten ostatni masaż. Jednak męskie dłonie wykonują lepszą robotę niż damskie.
Matt aż zazgrzytał zębami, tak mocno zaciskał szczękę. Zamknął oczy, jakby powstrzymywał się, żeby czegoś nie powiedzieć.  
— Cat…
Wstałam z łóżka, by otworzyć drugą butelkę wina i nalać sobie do kieliszka. Po chwili zobaczyłam, że Matt też już wypił wszystko, co miał, więc dolałam i jemu.
— Ale chyba był za krótki — debatowałam dalej. — Powinnam poprosić o drugą sesję. — Uśmiechnęłam się, czując, jak zaczyna być mi gorąco.
— Po moim trupie — wycedził przez zęby i wypił cały kieliszek na raz.  
— A może… — Odstawiłam swój kieliszek na szafkę nocną, po czym wyjęłam szkło z ręki Matta i postawiłam obok mojego. Przybliżyłam się do niego powoli. — Może ty chciałbyś mnie pomasować?  
— Ja? Przecież nie jestem profesjonalistą. Poza tym dopiero co chciałaś drugą sesję z tamtym kolesiem.  
— Ale teraz chciałabym, żebyś ty to zrobił. — Usiadłam na nim okrakiem, nadal się uśmiechając. Pochyliłam się i zaczęłam całować go po szczęce, celowo omijając usta.  
— Dlaczego?
— Bo nie chcę jakiegoś głupiego, wysokiego faceta. — Dalej go całowałam, po czym wplotłam rękę w jego włosy i zmusiłam, by na mnie spojrzał. — Tylko ciebie.
— Jesteś pewna?
— Matt… — Wiedziałam, że starał się powstrzymać ze względu na ostatni raz, ale byłam cholernie niecierpliwa. Czułam, że stwardniał, a jednak był jeszcze w stanie zadawać niepotrzebne pytania. Rozsunęłam hotelowy szlafrok, który miałam na sobie i powoli go zdjęłam, zostając w samych majtkach. — Pragnę cię — szepnęłam, przybliżając usta do jego ust i delikatnie je stykając.
W jednej chwili siedziałam mu na kolanach, a w drugiej leżałam już na plecach, przygnieciona jego ciałem, jeszcze częściowo w szlafroku. Matt próbował go zdjąć, jednocześnie całując mnie zachłannie, ale zajmowało mu to za dużo czasu, więc mu pomogłam. W końcu zaczęło spełniać się to, czego od dawna podświadomie pragnęłam — oboje zapomnieliśmy o wszystkim, co nas dzieliło, pozbyliśmy się zahamowań. Wino niezaprzeczalnie tu pomogło, bo nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy czaiła się Prue, już mnie nie obchodziła. Liczył się tylko ciężar ciała Matta na moim, jego ciężki, dyszący oddech i mocny uścisk, pocałunki tak namiętne, że prawie nie było czasu oddychać. W końcu nie czułam się, jakbym była ze szkła. Czułam się jak dawniej.
Jego dłonie i usta były wszędzie, pieszcząc moje ciało. Sekundę później zmieniliśmy pozycję — teraz to Matt był na plecach, a ja na nim. Gdy się na niego nabiłam, jęknął głośno. Pochyliłam się, moje włosy opadły na jego twarz, więc odrzuciłam je, by móc znowu go pocałować. Zaczął się gwałtownie poruszać, zmuszając mnie do pełnych rozkoszy jęków, które z całą pewnością było słychać za ścianą.  
— Tęskniłam za tobą — wydusiłam, przyciskając usta do jego szyi.
— Ja za tobą też — wydyszał, wędrując dłońmi od moich ud do piersi.
Wysunął się ze mnie na chwilę, by z powrotem obrócić mnie na plecy. Moje ciało wygięło się w łuk, kiedy złapał mnie za włosy i lekko odciągnął moją głowę do tyłu. Dyszałam ciężko, kiedy całował mnie po szyi i dekolcie. Sekundę później wbił się we mnie ze zdwojoną mocą. Oplotłam go nogami najmocniej, jak umiałam, a on zataczał językiem różne wzory dookoła moich piersi. Chwilę później poczułam, jak zalewa mnie od środka falą ciepłego nasienia. Po wszystkim opadł na mnie gorącym ciałem i jeszcze przed dłuższą chwilę ciężko oddychał. Ja zresztą też.
— Bardzo cię kocham, wiesz? — zamruczał mi do ucha.  
Ponownie zaparło mi dech na te słowa, ale w tym momencie wydawały się właściwe.  
— Wiem — odpowiedziałam mimo wszystko, uspokajając oddech. — Ja też cię kocham.
Bardzo chciałam, żeby tak już pozostało.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3534 słów i 19860 znaków.

Dodaj komentarz