Pęknięty diament – rozdział 16

Matthew

Gdy Prue zamknęła mi drzwi przed nosem, dopiero dotarło do mnie, co się stało. Co zrobiłem. Jak w ogóle do tego doszło? Kłótnia z Cat mnie dobiła, ale też coś uświadomiła. Do tego doszło zmęczenie, no i alkohol. Dużo alkoholu. I mimo że naskoczyłem na Prue, chcąc zwalić na nią winę, później rozmawiało mi się z nią tak dobrze, jakbyśmy się znali od dawna. Łączyło nas więcej niż mógłbym przypuszczać. Może to wszystko razem doprowadziło do tego, że ją pocałowałem. Chociaż nie powinienem był tego robić. Z jednej strony miałem wyrzuty sumienia i żałowałem, ale z drugiej… Ona miała w sobie coś takiego, że zacząłem się zastanawiać, co by się stało, gdyby nie uciekła.
Kiedy wróciłem do mieszkania, starałem się być cicho, żeby nie obudzić Cat. Zdjąłem buty, walcząc z zawrotami głowy i ruszyłem do sypialni, marząc, by się w końcu położyć. Miałem dość analizowania tego, co zrobiłem. Czułem się winny, ale nie mogłem przestać o tym myśleć. Gdy jednak zobaczyłem, że łóżko jest puste, natychmiast zapomniałem o Prue.  
— Cat? — zawołałem, ale odpowiedziała mi tylko cisza.  
Przeszukałem całe mieszkanie, ale nigdzie jej nie było, więc chwyciłem za telefon i wybrałem jej numer. Próbowałem się do niej dodzwonić kilkakrotnie, ale bez skutku. Gdzie ona była? Żołądek podszedł mi do gardła i zdążyłem dobiec do toalety w ostatniej chwili.


Caterina
     
Dobrze zrobiłam, że przyjechałam do Mel. Gdybym została w domu, zapewne tylko leżałabym, pogrążona w smutku. Dzięki obecności mojej przyszłej świadkowej udało mi się odrobinę rozerwać. Wino też zrobiło swoje. Po przegadaniu kilku ładnych godzin zasnęłyśmy — ona w swoim łóżku, a ja w łóżku jej współlokatorki. Obudziłam się około wpół do ósmej nad ranem, z nieco zesztywniałym karkiem. Potrzebowałam chwili, by przypomnieć sobie wszystko. Podniosłam się ostrożnie i zajrzałam do Mel, która spała jak zabita. Przeszłam po cichu do łazienki, mrużąc oczy, gdy zapaliłam ostre światło. Moje odbicie nie wyglądało najpiękniej. Poprawiłam przekrzywioną bluzkę i przemyłam twarz, zastanawiając się, co mam zrobić. O dziwo, czułam się w miarę wyspana, choć godzina była wczesna.  
Wróciłam do łóżka, na którym zostawiłam komórkę. Bateria była prawie rozładowana, ale zobaczyłam, że miałam kilka nieodebranych połączeń od Matta. Poczułam lekkie poczucie winy — Matt zapewne wrócił do domu, zobaczył, że mnie nie było i chciał wiedzieć, gdzie byłam, a ja spałam w najlepsze. Wpatrywałam się w ekran, aż zgasł. Wtedy podniosłam się z łóżka, zgarnęłam swoją torbę i poszłam do kuchni, by napisać kartkę dla Mel.

Dziękuję za wczoraj. Jesteś niezastąpiona. Będziesz świetną świadkową :)  
PS. Jeszcze śpisz, ale Matt dzwonił, więc wracam do siebie. Buziaki.


Oparłam kartkę o drewnianą skrzynkę, by na pewno ją zobaczyła, po czym wymknęłam się z mieszkania. Pewnie wciąż nie byłam w stu procentach trzeźwa, ale szybko wsiadłam na rower i pomknęłam do mieszkania, wdychając rześkie poranne powietrze. Słońce przyjemnie ogrzewało mi twarz, a ja myślałam o Matthew i o naszej kłótni. Teraz, w obliczu nowego, jasnego dnia, wydawała mi się ona głupia. Owszem, ujawniła pewne problemy w naszym związku, ale większość słów, która padła, była niepotrzebna — oboje byliśmy pod wpływem emocji, zmęczeni, nie myślący racjonalnie. Nie chciałam się już dłużej kłócić. Pedałowałam jak szalona, chcąc za wszelką cenę znaleźć się już blisko narzeczonego.  
Gdy przekroczyłam próg mieszkania, poczułam smród alkoholu. Zmarszczyłam nos, niepewna, skąd się wziął. Zajrzałam najpierw do sypialni, ale była w takim stanie, w jakim poprzednio ją zostawiłam. Czyżbym się pomyliła? Matt jednak nie wrócił do domu? Przeszłam do łazienki i lekko się przeraziłam. Smród alkoholu był pomieszany z odorem wymiocin. Matt leżał na podłodze przy sedesie, zwinięty w nienaturalnej pozycji. Patrzyłam na to przez chwilę, kompletnie zdumiona. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
— Matt? — Starając się nie wdychać powietrza nosem, przykucnęłam i delikatnie złapałam Matthew za ramię. Nie zareagował, dalej spał, więc nie byłam pewna, co powinnam zrobić. Musiałam go jednak obudzić, choćby po to, by oszczędzić mu długotrwałego bólu kręgosłupa od spania w takiej pozycji. — Matt, obudź się. — Szturchnęłam go mocniej w bicepsy. Bez skutku. — Matt! — zawołałam, zniżając się do jego ucha. Dopiero wtedy podskoczył gwałtownie, uderzając się głową o sedes. — Rany, kochanie, co się stało? — Było to całkiem retoryczne pytanie, ale i tak nie mogłam zrozumieć, dlaczego upił się aż do takiego stopnia. Chwyciłam go pod ramię i pomogłam mu wstać.
— Cat? — wymamrotał, wstając pokracznie. — Gdzie byłaś?
— U Mel. — Udało mi się doprowadzić go do łóżka, choć część mnie bała się, że zaraz będę musiała ścierać kolejne wymiociny z pościeli. — Przepraszam, że nie odebrałam twoich telefonów, ale piłyśmy wino i później zasnęłam. Ty za to… — Skrzywiłam się delikatnie, gdy dobiegł mnie mocny zapach whiskey. — Wyraźnie piłeś coś dużo mocniejszego. I dużo więcej.
— Niedobrze mi — zajęczał.
Od razu go puściłam i pobiegłam do łazienki po jakąś miskę. Znalezienie jej zajęło mi dłuższą chwilę, ale w końcu wyjęłam ją z końca szafki i popędziłam z powrotem do sypialni. Podetknęłam ją Mattowi, zanim zdążył opróżnić resztę żołądka.
— Przynieść ci wody? — zapytałam, czując się kompletnie bezradna.
— Mhmm…
Uznałam to za “tak”, więc odsunęłam się od niego i poszłam do kuchni. Gdy nalewałam wodę do wysokiej szklanki, czułam się bardzo dziwnie. Jeszcze nigdy Matt nie upił się do takiego stopnia, a przynajmniej mnie nie było wtedy przy nim. Nie wiedziałam, jak się zachować. Chciałam z nim porozmawiać, ale raczej nie był teraz do tego zdolny. Pozostawało mi tylko to przeczekać.
Wróciłam do sypialni ze szklanką pełną wody i postawiłam ją na szafce po stronie Matta, który był niezdrowo blady.
— Chcesz się przespać?
— Mhmm… — wymamrotał, tuląc do siebie miskę i położył głowę na poduszkę.
— W porządku. — Czułam, że nie powinnam tu być. — Jakbyś czegoś potrzebował, będę w salonie. — Podeszłam jeszcze tylko do okna, by je otworzyć, po czym się wycofałam. Byłam trochę głodna, ale w całym mieszkaniu śmierdziało tak, że apetyt odszedł mi jak ręką odjął. Musiałam najpierw posprzątać w łazience i porządnie wywietrzyć każde pomieszczenie. Co jakiś czas zerkałam tęsknie w stronę sypialni, ale nie chciałam przeszkadzać Mattowi.  
Trochę posprzątałam, wypiłam kawę, spryskałam włosy suchym szamponem, by jakoś wyglądały i próbowałam doprowadzić łazienkę do stanu użyteczności. Wkrótce skończył mi się odświeżacz powietrza, więc postanowiłam pójść po nowy. Po drodze wstąpiłam jeszcze do apteki, by kupić Mattowi jakieś elektrolity na kaca. Gdy wróciłam do mieszkania, nadal spał, więc usiadłam w kuchni i przyciągnęłam do siebie laptopa, z westchnieniem zerkając na nowe maile od Prue. Po raz kolejny próbowała mnie przekonać, bym zgodziła się na usługi dziewczyny, która według niej robiła piękne zestawy prezentowe dla gości weselnych. Początkowo odrzuciłam jej propozycję, bo, jak zwykle, nasze wizje diametralnie się różniły. Palec zawisł mi jednak nad klawiaturą, gdy chciałam wystukać odpowiedź. Przypomniała mi się wczorajsza kłótnia z Matthew. Miał rację. Wzięłam na siebie za dużo i nie potrafiłam sobie z tym poradzić, bo mimo zatrudnienia Prue, nadal chciałam wszystko kontrolować. Skoro jednak doszło już do tego, że nie miałam czasu dla własnego narzeczonego, chyba musiałam odpuścić. Spojrzałam jeszcze raz na maila i po krótkim wahaniu odpisałam, że się zgadzam.
Automatycznie poczułam się lepiej, jakbym faktycznie zdjęła sobie z barków odrobinę ciężaru. W tej samej chwili usłyszałam jakiś ruch w sypialni — Matt chyba w końcu się obudził. Przymknęłam laptopa i patrzyłam, jak powoli wtacza się do kuchni.
— Jak się czujesz? — zagadnęłam go, choć pewnie dalej nie był skory do rozmów. — Kupiłam ci coś na kaca. — Pchnęłam w jego stronę torebkę z apteki.
— Jak trup — mruknął, sięgając po torebkę. — Dzięki, kochanie.
Postanowiłam od razu przejść do rzeczy.
— Wiem, że byłeś zły, ale warto było aż tak się upijać?
— Alkohol i jet lag to niezbyt dobre połączenie.
— Dlatego tym bardziej nie rozumiem, dlaczego aż tyle wypiłeś. — Nie chciałam go krytykować, ale aż przykro się na niego patrzyło.
— Ja też nie.
Miałam wrażenie, że unikał mojego wzroku.
— Chcesz coś zjeść? — zapytałam w końcu.
— Wątpię, że zatrzymam to w żołądku.
Zachowywał się dość dziwnie. Nie potrafiłam tego wyjaśnić. Czy to przez kłótnię?
— Skarbie, chciałam cię przeprosić. — Ześlizgnęłam się z krzesła i podeszłam do niego, ignorując smród alkoholu. — Za wczoraj. Miałeś rację. Zatrudniliśmy Prue po to, bym miała więcej czasu dla nas. Obiecałam, że postaram się wszystko pogodzić, ale nie udało mi się. Przemyślałam to, co mówiłeś i stwierdziłam, że zgodzę się na pomysły Prue. Nie wszystkie, oczywiście — dorzuciłam, śmiejąc się krótko. — Ale przed chwilą dostała moją zgodę na organizowanie prezentów dla gości. Już nie będę siedziała i szukała lepszych pomysłów. Zdam się na nią.
— To dobrze. I ja też przepraszam, bo ty też miałaś rację. Postaram się angażować w te przygotowania. Chcę ci pomóc.
Nadal nie wyglądał dobrze, więc pogładziłam go po policzku i powiedziałam delikatnie:
— Może pójdziesz wziąć prysznic? A później poleżymy razem i popracujemy nad twoim jet lagiem.
Matt kiwnął głową i uśmiechnął się blado.
— Zrobisz mi te elektrolity w tym czasie?
— Oczywiście.
— Dziękuję — powiedział i poszedł do łazienki.
Przez resztę wieczoru był już niewyraźny, ale gdy położyliśmy się wspólnie do łóżka, objął mnie ramionami i na dłuższą chwilę zdołałam zapomnieć o wszystkich stresach związanych z weselem. Był tylko on — i tak naprawdę nie potrzebowałam już niczego więcej.


Prue

Stałam i patrzyłam na pusty kubek. Woda już dawno się zagotowała, ale nawet nie wsypałam kawy. Nie czułam żadnej motywacji. Po głowie wciąż tłukł mi się Matt. Nie potrafiłam racjonalnie myśleć. Z jednej strony żałowałam, ale z drugiej… Naprawdę świetnie się bawiliśmy. Wiedziałam, że Matt był rozbity po kłótni z Cat. Wątpiłam, aby ten pocałunek znaczył coś więcej. Grałam rolę pocieszycielki, a w zamian dostałam namiastkę tego, co otrzymywała jego narzeczona.  
— Prue?
Miałam nadzieję, że Phoebe odpuści sobie głupie żarty. Nie miałam nastroju.  
— Tak? — spytałam, wciąż gapiąc się na kubek.  
— Wszystko gra?
— Nie.  
Dotknęła mojego ramienia i obróciła. Zmarszczyła brwi, widząc moją niewyraźną minę.  
— Co się stało? — zapytała z troską. — Chodzi o Matta, tak?
Westchnęłam cicho i przetarłam dłońmi twarz.  
— Pocałował mnie.  
Phoebe otworzyła szeroko oczy.  
— Żartujesz? Ale jak…? Co się tam stało?
Potarłam dłońmi ramiona, bo czułam się bardzo niekomfortowo. Phoebe była moją najlepszą przyjaciółką, bratnią duszą, ale… Nigdy nie rujnowałam związków. Nie byłam typem dziewczyny, która lubi niszczyć.  
— Na początku oskarżał mnie, że wymiguję się od swoich obowiązków i wszystko jest na głowie Cat.
— Przecież to nieprawda!
— Wiem, wytłumaczyłam mu, jak to tak naprawdę wygląda. Zdziwił się, bo Cat wmawiała mu coś zupełnie innego. Nie wiem, dlaczego ta dziewczyna wiecznie zrzuca winę na mnie. Co ja jej takiego zrobiłam?
— Może wyczuła, że podobasz się jej facetowi? — zasugerowała Phoebe, opierając się biodrem o szafkę. — Może Matt to typ podrywacza czy coś. Cat czuje się niepewnie i…
— Wątpię — mruknęłam. — Cat ma bzika na punkcie kontroli. Chciałaby wszystko i wszystkich kontrolować. Rozumiem, że ślub to najważniejsze wydarzenie w jej życiu, ale bez przesady. Skoro zdecydowała się na organizatorkę, to po co miesza?  
— Może nie umie się pogodzić z faktem, że ktoś jest w czymś lepszy?
Wywróciłam oczami.  
— Zajmuję się tym od lat, więc mam doświadczenie. Ona tego doświadczenia nie ma, tylko własne wizje…  
— Dziwna ta Cat, ale jej narzeczony jeszcze dziwniejszy… — westchnęła. — I co było dalej?
— Wspomniał, że był na konferencji w Tokio. — Uśmiechnęłam się mimowolnie. — No i znasz mnie, całkowicie odpadłam. Rozmawialiśmy bardzo długo o Japonii. Mamy nawet te same ulubione miejsca… — Spuściłam głowę, a uśmiech zniknął z mojej twarzy. — Było naprawdę fajnie. On dużo wypił, a ja czułam, że zbliżam się do granicy, więc postanowiłam wrócić do domu. Uparł się, że mnie odprowadzi. — Pokręciłam głową. — Nie patrzyłam na niego, bo moja wyobraźnia świrowała. Pod drzwiami… nie potrafiliśmy się pożegnać. Klucz utknął w drzwiach, dlatego mi pomógł, a potem… Potem się przybliżył i mnie pocałował.  
— Co czułaś?
— Czułam, że… — jęknęłam i odwróciłam się z powrotem w stronę czajnika. Wsypałam kawę do kubka i zalałam wodą. — Jestem nim zauroczona, a to bardzo źle. Dla niego to nic nie znaczyło, chciał odreagować. Mi się podoba i emocje zaczęły przejmować kontrolę nad moim ciałem, dlatego mu uciekłam. Weszłam do kamienicy i zamknęłam mu drzwi przed nosem.  
Phoebe cicho zagwizdała.
— Jestem pod wrażeniem twojej asertywności — powiedziała z dumą. — Musisz mnie tego nauczyć, ale wracając do tematu, co dalej? Jak ty to sobie wyobrażasz? Spotkasz się z Cat i będziesz się sztucznie uśmiechać, mówiąc, że zorganizujesz im najpiękniejszy ślub?
Zamknęłam oczy. Pod powiekami zaczęły zbierać się łzy.  
— Nie wiem, naprawdę nie wiem… Potrzebuję czasu…
— Nie masz go.  
Spojrzałam smutno na przyjaciółkę.  
— Może… Może powinnam zrezygnować?
Sama byłam zaskoczona, że brałam taką ewentualność pod uwagę. Nie chciałam patrzeć na Matta i Cat. Phoebe niespodziewanie mnie przytuliła. Poczułam ciepło na sercu. Dobrze, że ją miałam.  
— Wymyślimy coś.  


Matthew

Przez kilka kolejnych dni dochodziłem do siebie z powodu jet lagu. Do upierdliwego bólu głowy doszły problemy żołądkowe i dziwne zmęczenie. Wziąłem urlop, bo i tak miałem jeszcze zaległy do wykorzystania, no i obiecałem pomóc Cat, więc nie mogłem dłużej przypominać żywego trupa. Musiałem jeść jakieś lekkostrawne potrawy i zrezygnować z kawy, co było naprawdę straszne. Mogłem nie jeść, ale kofeiny potrzebowałem jak powietrza.  
Cat była taka kochana i troskliwa, że miałem coraz większe wyrzuty sumienia. Co mi strzeliło do tego głupiego łba? Dlaczego, do cholery, pocałowałem Prue? Fajnie nam się gadało i podobało mi się, jak się przy mnie peszyła, uciekając wzrokiem, ale przecież w ogóle się nie znaliśmy. Wtedy w sklepie z garniakami chciałem się tylko zabawić i utrzeć nosa temu pizdusiowi, ale w barze i później… Alkohol sprawił, że pozwoliłem sobie na zbyt wiele. Przekroczyłem granicę. I ilekroć pomyślałem o tym pocałunku, miałem ochotę walić głową w ścianę. A myślałem o nim zdecydowanie za często.
Postanowiłem zrobić coś dla Cat, więc któregoś razu wstałem dużo wcześniej niż ona i wymknąłem się do kuchni. Zrobiłem dorayaki — słodkie, japońskie naleśniki, a do tego nutellę z awokado. Robiłem ją pierwszy raz, ale widziałem kiedyś, jak robiła ją Cat. Nie zapamiętałem prawie nic, ale od czego był internet? Modliłem się tylko, żeby nie było czuć tego głupiego awokado, bo miałem wielką ochotę na takie śniadanie i nie chciałem go zwrócić. Cóż, najwyżej tego nie zjem. Przecież robiłem to głównie dla Cat, a nie dla siebie. Usmażyłem naleśniki, przesmarowałem je grubą warstwą nutelli i złożyłem, tworząc kanapki. Gotowe dorayaki ułożyłem na talerzu, a te na tacy, na której czekał już sok pomarańczowy. Wziąłem tacę do rąk i zerknąłem na kuchnię, a właściwie jeden wielki burdel. Cat mnie zabije, jak to zobaczy. Chyba że zdążę to posprzątać. Wszędzie pełno brudnych misek, części blendera walały się po blatach razem ze skórkami z awokado i banana, a to wszystko posypane było mąką. Westchnąłem. Później to ogarnę.  
Ruszyłem do sypialni z uśmiechem. Cat leżała tyłem do mnie, zakopana w pościeli. Miałem nadzieję, że jej nie obudziłem. Podszedłem do łóżka od jej strony i położyłem tacę na szafce. Usiadłem na brzegu, patrząc na śpiącą Cat. Aż szkoda mi było jej budzić, tak słodko wyglądała. Pochyliłem się jednak i pocałowałem delikatnie.
— Hej, kochanie — zamruczałem.  
Cat zamrugała kilkakrotnie oczami, po czym przetarła je i lekko uniosła się na łokciu, zerkając na mnie z uśmiechem.
— Jakie miłe przebudzenie — mruknęła, mrużąc lekko oczy.
— Jesteś głodna? — zapytałem z uśmiechem.  
— Zawsze.
Sięgnąłem po tacę i podsunąłem jej pod nos.
— Ta-da!
— O rany — wymamrotała, patrząc na zawartość talerza. — Skarbie, czy ja dobrze widzę? Czy ty tknąłeś awokado?
Roześmiałem się.
— Na to wygląda. Spróbuj.
Cat wyciągnęła rękę, chwyciła naleśnika i ugryzła kawałek. Jej twarz rozświetlił uśmiech.  
— Pyszne. — Wychyliła się i pocałowała mnie. — Jesteś prawdziwym mistrzem kuchni awokado.
— Zepsułem coś, tak? — Zmarszczyłem brwi.
— Nie, kochanie. Co prawda… mogłeś dodać trochę więcej kakao. Ale i tak cię kocham.
— Dzięki. — Uśmiechnąłem się, notując w głowie “trochę więcej kakao”.
— A z jakiej okazji to wspaniałe śniadanie? — Usiadła po turecku i jadła dalej.
— Z takiej, że cię kocham. — Przysunąłem się do niej i pocałowałem w policzek. — No i przepraszam. Za wszystko. Nie chciałem, żebyś widziała mnie w takim stanie jak ostatnio. To było żałosne.
— Rozumiem. Musiałeś odreagować. Nie musisz przepraszać. W końcu pobieramy się na dobre i na złe. — Dokończyła naleśnika, po czym odłożyła talerz i wstała. — Dobra, to było pyszne, a teraz muszę iść pod prysznic. Widzimy się później z Prue.
— Z Prue? — Powtórzyłem zaskoczony, czując jak żołądek zaciska mi się z nerwów. — Po co?
— Musimy zatwierdzić ostateczne dekoracje ogrodowe, a później mamy degustację tortów. Niestety, kochanie, musisz przy tym być, jeśli chcesz dobrze zjeść na własnym weselu.
— Okej. To ja może pójdę posprzątać kuchnię, zanim zobaczysz co się tam stało.
Cat wywróciła oczami.
— Raczej nie chcę tego widzieć. Pójdę pod prysznic — poinformowała mnie, cmoknęła mnie na szybko w policzek i pobiegła do łazienki.  
Zostałem sam. Ruszyłem do kuchni z mętlikiem w głowie. Nie miałem ochoty na takie spotkanie. W ogóle nie miałem ochoty jej widzieć. Wystarczyło mi, że ciągle miałem w głowie ten głupi pocałunek. Jak miałem jej spojrzeć w oczy i udawać, że nic się nie stało? I to przy Cat. Zapowiadał się ciężki dzień i już bolała mnie głowa. Ogarnąłem kuchnię z pustym żołądkiem, ale z nerwów nie byłem w stanie nic przełknąć. Miałem nadzieję, że Prue zachowa się jak profesjonalistka, zajmie się pracą i nie wspomni o tamtym wieczorze nawet słowem. Może wtedy mógłbym puścić to w niepamięć i zachowywać się, jakby to nigdy nie miało miejsca, żeby całą swoją uwagę skupić z powrotem na Cat.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3616 słów i 20183 znaków.

1 komentarz

 
  • izabela

    Całe szczęście, że ja już po ślubie i nie robiliśmy wesela.

  • candy

    @izabela z nas trzech, co to pisały, tylko jedna po ślubie :D