Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Ostatnia kawiarnia na prawo cz 13, ostatnia

Przyszedł dzień odwiedzin. Kilka poprzedzających dni Emma zniosła ciężko. Oczywiście Jack nie rozumiał, co się stało. Czuł, że jest coś nie tak, ale powodu nie znał. Jego bliscy mylili się, sądząc, że gdzieś w środku jednak wie, że Hazel umarła. Nie, on naprawdę uważał, że matka żyje i ma się dobrze. Irys włożyła ładną sukienkę z jedwabiu, nie miała na sobie żadnej biżuterii, poza łańcuszkiem ze złota z małym brylancikiem, które znalazła w jednym z pokojów w domu Hazel. Nie chciała zakładać nic swojego, bo słusznie sądziła, że Jack może na to zwrócić uwagę. Nie próbowała zrozumieć, jak to jest, że chłopak Emmy widzi matkę, której ciało nie istnieje, a dostrzega jej ubiory i dekoracje. Zostawiła swój samochód kilka ulic dalej i resztę drogi przeszła pieszo. Przyszła kilka godzin wcześniej by przygotować potrawy. Nie pytała Michaela, co jego zmarła żona lubiła przyrządzać. Ojciec Jacka przyjechał do syna i Emmy godzinę przed umówionym spotkaniem.
– Hej, Michaelu – Emma przywitała go ciepło.
Pocałował delikatnie policzek szatynki, a ta odwzajemniła mu się krótkim uściskiem.
Czuli wzrok Jacka.
– Witaj ojcze, czujesz się podekscytowany? – nawet krótko się uśmiechnął.
– Nie tak bardzo.
Młodszy z Forestów chyba chciał coś powiedzieć, ale ostentacyjnie machnął ręką i nic się nie odezwał. Michael usiadł na kanapie a Syn obok.
– Zrobię coś do picia. Jest dość ciepło. Potem się przygotuję i możemy jechać.
– Dobrze – odrzekł Jack, a Michael spojrzał na nią ciepło.
Z całą pewnością czuł jej cierpienie. Nie chciał się odzywać i kiedy kobieta zniknęła w kuchni, zapanowało milczenie.
– Jesteś pewny... – Jack nie skończył, bo dostrzegł spojrzenie ojca.
– Jack, ile razy można o tym mówić. Poznałem Irys i jestem z nią szczęśliwy.
– Tak szybko? Skąd wiesz, jak będzie dalej. Znam ją i lubię, wiem, że nie chodzi jej o pieniądze, sama ma ich dość.
– Nie mogę się oskarżać, że jestem bogaty. Urodziłem się w bogatej rodzinie i prowadzę od lat dobrze ten interes. Sam wiesz, że pieniądze nie mają dla mnie znaczenia.
– Może źle się wyraziłem. Tyle lat pozostaliście wolni, więc myślałem...
– Jack – przerwał mu ojciec – Hazel nie żyje od wielu lat. Dlaczego nie chcesz tego zaakceptować!
Starszy z Forestów sam się zdziwił, że odważył się to powiedzieć. Zrobił to, chociaż wiedział, że to nic nie zmieni.
– Znowu do tego wracasz? Byłem sam i widziałem mamę, potem Emma ja widziała. Co jest z tobą! Może powinieneś iść do specjalisty.
Michael tylko pokiwał przecząco głową i zamilkł. Kiedy Emma weszła z tacką z napojami chciał nawet wspomnieć o ich wspólnej wizycie, ale zaniechał.
– Jak się ma Irys? – Emma spojrzała na Michaela.
– Dobrze. Została w domu, rozumiała, że to czysto rodzinne spotkanie.
– To prawda. Myślę, że nie postąpisz lekkomyślnie i nie wspomnisz matce o tym, że kogoś poznałeś. Kogoś w moim wieku.
– Zobaczymy, jak przebiegnie rozmowa.
– O! Sam wpadłeś w swoje sidła! – przez chwilę twarz Jacka wyrażała triumf – Zobaczymy, jak przebiegnie rozmowa. Czyli sam przyznajesz, że będziesz rozmawiał z Hazel.
– Nie powiedziałem tego.
Emma przysłuchiwała się tej dziwnej dyskusji. Jedna jej część chciała wykrzyczeć w twarz Jackowi, że Michael powiedział prawdę, ta druga zawierzyła Irys, że to może powiedzieć dopiero w domu tragicznie zmarłej hrabiny.
Na szczęście Jack nie kontynuował rozmowy. Wypili po szklance chłodnego soku z pomarańczy i Emma poszła do swojej sypialni. Ojciec patrzył w podłogę, a Jack przerzucał wzrok na wszystkie pojedyncze przedmioty zgromadzone w salonie. Emma weszła i obydwaj na nią spojrzeli. Wyglądała rewelacyjnie. Jack nie widział jej w tej sukni. Długa do ziemi, jedwabna kreacja w kolorze szmaragdu. Połyskiwała dzięki delikatnym złotym nitkom przeplatających zielony materiał.
– Wyglądasz ślicznie, Emmo – powiedział Jack.
– Włożyłam to właśnie głównie dla ciebie – odrzekła cicho.
Brunet patrzył na nią zauroczony.
– Emmo, nie rozumiem, co zrobiłem nie tak. Zaczęło się z nami tak cudownie...
– Nie jest to odpowiedni moment, żeby o tym teraz rozmawiać – ucięła szybko.
On nie poczuł się urażony, wręcz przeciwnie. Odczuł, że być może później mu wyjaśni. Bardzo chciał zrozumieć, co jest nie tak.
– Czyli potem porozmawiamy? – zapytał ciszej.
– Tak, Jack.
Michael patrzył na nich. Mogliby być cudowną parą. Miał nadzieję, że Irys ma racje. Tylko ta nadzieja mu pozostała.
– Chyba możemy się zbierać – odezwał się Michael i tym rozładował nieco ciężką sytuację.
– Chyba pojedziemy dwoma samochodami? – zapytał Jack.
– W moim samochodzie są miejsca na cztery osoby – odpowiedziała Emma.
– Przyjechałem z lotniska samochodem Irys i jest tam sporo miejsca dla wszystkich.
– Zamierzam po wizycie u mamy popracować w swoim domu. Możecie jechać samochodem Irys, ja biorę swoje Lamborghini.
– Dobrze – zgodziła się łatwo Emma.
Bez słów weszli do garażu. Emma otworzyła drzwi garażowe i Jack wyjechał pierwszy. Szatynka patrzyła na Michaela.
– Ciekawe jak zareaguje na widok Irys, jeśli dojedzie tam pierwszy? – Emma patrzyła w oczy Michaelowi.
– Słyszałaś, że mu powiedziałem i wiesz, co odpowiedział. Jakkolwiek znam go trochę. Być może dojedzie pierwszy, ale na nas poczeka tuż przed posesją.
– Być może masz rację, Michaelu.
Starszy z Forestów spojrzał na nią, a ona położyła głowę na jego ramieniu.
– Byłam taka szczęśliwa, kiedy go poznałam. Dlaczego tak!
– Skarbie, naprawdę nie wiem. Zaufałem Irys, że ma rację. Jeśli jednak nic się nie zmieni, zrobisz, jak zechcesz. Zostaniesz sama, będziesz z Irys. Twój wybór.
– Jak mogę być z nią, kiedy się kochacie?
– Mówię, jak może być. Powiedziałem ci wcześniej. Nie jest to coś, czego bym pragnął, ale zrobię, co w mojej mocy byś była szczęśliwsza.
– Chyba mniej nieszczęśliwa. Widzisz, wcześniej nie było mi źle. W zasadzie byłam szczęśliwa tak na swój sposób. Potem poznałam Jacka i mój stary świat zaczął się walić. Mogłabym fizycznie uciec w ramiona Irys, ale tym nie wyrzuciłabym miłości do Jacka.
– Pewnie masz rację. Nie przekreślaj wszystkiego z góry. Zobaczymy co przyniesie dzisiejsza wizyta u Hazel.
– Michaelu! Czasami się gubię. Przecież ona umarła!
– Oczywiście. Przepraszam, że tak powiedziałem. Powinienem powiedzieć w domu Hazel. Wybacz.
– Jasne, jasne. Jestem jednym kłębkiem nerwów.
– Może to będzie antidotum.
Emma jak w zwolnionym filmie zobaczyła, że twarz ojca Jacka zbliża się do jej. Michael wolno położył dłonie na jej policzkach i po chwili ją pocałował. Chwilę trzymał usta na jej wargach i chyba czekał na akceptację. Emma objęła go dłońmi i się pocałowali. Nie trwało to długo, ale z pewnością nie był to pocałunek przyjacielski. Brunet oderwał usta, a Emma dotknęła swoich dwoma palcami.
– Pocałowaliśmy się i to tak erotycznie – mówiła cicho z szeroko otwartymi oczami.
– Właściwie zrobiłem to, bo Irys mnie prosiła, ale od razu powiem, że nie żałuję – uśmiechnął się miło.
– No tak. Teraz już rozumiem. Tylko tak mogłabym być z wami.
– Chyba ona to przemyślała. Mam nadzieję, że nie czujesz się, iż zdradziłaś Jacka.
– To wszystko moja wina. Zaczęłam ją dotykać, chciałam ją. Wariuję, naprawdę wariuję.
– Kochanie, spróbuj się uspokoić. Jeżeli nie, będę musiał cię pocałować jeszcze raz. Tym razem bardziej namiętnie.
– Będziesz musiał? Odbierasz to jako karę – Emma nie wiedziała, co myśleć o jego słowach.
– Ponownie źle powiedziałem. To było miłe, nawet bardzo. Chcę tylko pomóc.
Emma patrzyła mu w oczy i wiedział, o co zapyta.
– Mógłbyś się ze mną kochać, oczywiście razem z Irys?
– Gdybyś o to zapytała kilka dni temu, odpowiedź byłaby całkiem inna. Nie można duchowości wypchnąć cielesnością, ale jeśli chcesz wiedzieć, odpowiedź jest pozytywna. Gdyby do tego doszło, cała nasza trójka musiała być absolutnie pewna, że tego wszyscy chcą. Wygląda na to, że Irys odkrywa we mnie cechy, o których nawet nie wiedziałem, że istnieją.
Może nie było to najlepsze, co mogło się stać, ale Emma poczuła się lepiej. Nie zmieniła o jotę swojego uczucia do Jacka, ale to, co się stało, podziałało na nią jak terapia szokowa.
– Jedźmy Michaelu – na jej twarzy ukazała się krótki uśmiech.
Mogła oczywiście prowadzić, ale ojciec Jacka siedział za kierownicą.
Otworzył ponownie drzwi garażu i wyjechali. Przez drogę milczeli, ale co jakiś czas Emma gładziła mu prawe ramię. Faktycznie Michael miał rację. Zielone Lamborghini stało dwie przecznice przed domem Hazel. Kiedy Jack ich dostrzegł, ruszył wolno i dojechali razem. Irys otworzyła wejściowe drzwi.
– Najpierw zjemy – powiedziała.
– Mieliśmy porozmawiać o was, ale zdaje mi się, że ojciec nie zmienił zdani – powiedział Jack.
– Chcesz powiedzieć, że nie jesteś głodny, Jack – zapytała Irys.
– Nie tak bardzo, ale nie chcę ci robić przykrości.
– To całe szczęście, bo się napracowałam. Będziecie grzecznie siedzieć przy stole, a jedynie ja będę was obsługiwać.
Jack popatrzył po nich.
– Chyba możemy na to się zgodzić – odrzekł.
Usiedli. Dziwnym trafem rozmawiali podczas obiadu o wszystkim tylko nie o istotnych sprawach. Jack kilka razy nazwał ja mama, Irys ani razu nie nazwała go synem. Żadne z nich chyba się nie spodziewało, że wizyta będzie taka długa. Słońce zaczęło zbliżać się do horyzontu.
– Mamo. Jedzenie było wyśmienite i chyba wszyscy czuli się świetnie. Pierwotny cel tej wizyty był taki, by was zbliżyć z powrotem.
– Jack – powiedziała Irys – My jesteśmy razem. Kocham Michaela a on mnie.
– Jak to? – Jack zdawał się mocno zaskoczony.
– Wiem, że nie rozumiesz. Nie wiemy, jak to jest u ciebie, ale zdecydowałam się ci to powiedzieć. Jestem Irys i kocham Michaela. Twoja mama nie żyje od wielu lat. Jest nam bardzo przykro, że tak się stało.
– Mamo! Co mówisz! Jesteś hrabiną Hazel!
– Nie Jack. Jestem Irys. Nie rozumiem, że widzisz mnie taką wszędzie indziej, tylko tu jestem dla ciebie matką.
– Michaelu, powiedz jej coś! Powiedz jej, że jest Hazel!
– Nie synu, to Irys. Ja też ją kocham.
Jack zdawał się być zdezorientowany. Szukał pomocy.
– Emmo. Pomóż mi! Byłaś ze mną, kiedy ci przedstawiłem mamę. To jest moja matka, Hazel.
– Nie Jack. Pytałeś, co jest nie tak. To jest nie tak. Kocham cię. Byłam taka szczęśliwa aż do momentu, kiedy dowiedziałam się, że wciąż wierzysz, że twoja mama żyje. Chciałam cię całować, kochać się z tobą. Mieć dzieci! Nie mogę jednak być z kimś takim. Irys wierzy, że miłość to zmieni. Nie moja do ciebie. Twoja do mnie. Wiem, że mnie kochasz. Nie może tak być, że mnie kochasz i wierzysz, że Hazel wciąż żyje. Nie chciałam, żeby tak było, ale musisz wybrać.
Zapadła cisza taka, że słychać było bicie ich serc. Cała trójka patrzyła na Jacka, a on przerzucał spojrzenie z jednej na drugą twarz, jakby pragnął, żeby któreś z nich powiedziało mu, że to żarty. Że Hazel żyje. Niestety milczeli.
– W takim razie idę do niej. Skoro nie ma tu jej ze mną, ja będę z nią.
Wstał i ruszył do wyjścia. Irys poczuła skurcz w środku.
– Emmo, zatrzymaj go!
Szatynka siedział jak słup soli. Z jej pięknych oczu ciekły łzy.
Siedzieli bez słów prawie kwadrans.
– Pozwolisz mu umrzeć? – zapytał Michael.
– Przecież powiedział, że woli być z nią niż ze mną. Widocznie jego miłość nie była silniejsza.
– Mylisz się, kochanie – szepnęła Irys – kiedy na was czekałam i robiłam jedzenie, miałam wizję. Jak do tej pory wszystko się sprawdza. On nie chce umrzeć, ale się utopi, jeśli tam nie pojedziesz. Wiesz gdzie. Tam, gdzie weszła w wodę, tam, gdzie ja bym skończyła swoje życie.
Emma wstała i wyszła. Po kilku chwilach usłyszeli, że odjeżdża.
Michael usiadł z Irys na kanapie. Nic się nie zmieniło od śmierci Hazel. Pierwszy raz w życiu Michael pomyślał, że może gdyby sprzedał dom i posesję, Jack odczuwałby to wszystko inaczej. Czuł, że musi się z tym podzielić z blondynką.
– Wiesz, kochanie, pomyślałem o czymś. Może to moja wina, że tak jest.
– O czym mówisz, skarbie?
– Kiedy Hazel odeszła powinienem sprzedać dom i całe to miejsce, może gdybym to zrobił, młody Jack odebrałby to inaczej.
– Trudno powiedzieć. Nie obwiniaj się o to. Życie niby jest proste, ale zawsze nieprzewidywalne. Nie wiesz, czy nie stałoby się coś gorszego. Teraz musimy wierzyć, że moje przeczucia i wizja się sprawdzi.
– Miałaś kiedyś coś podobnego?
– Nigdy.
– Jest późno, ale mam nadzieję, że Emma zdąży.
– Też mam taką nadzieję – wtuliła się w jego tors, a on zaczął gładzić jej włosy.
– Zanim wyszliśmy z domu Emmy, pocałowałem jej usta, tak jak prosiłaś.
Blondynka nawet nie zmieniła pozycji. Przez chwile nic nie mówiła.
– Była bardzo zaskoczona? Próbowała stawiać opór?
– Nie. Nie odczułem nawet ułamka sekundy, żeby była zaskoczona lub, aby próbowała mnie odepchnąć.
– Wiem, że pewnie było to dla ciebie trudne.
– Nie tak bardzo. Inaczej jest, jeśli ktoś robi to z pożądaniem, a inaczej kiedy czyli do dla dobra drugiej osoby.
– Emma jest bardzo dziwna. Ja sądziłam, że jestem taka, ale ona jest bardziej nietypowa. Niezwykle twarda a przy tym wrażliwa. Sam pewnie dostrzegłeś.
– Nie znam jej tyle czasu jak ty, ale wyczułem. Nie wiem, co będzie, jeśli się ułoży im i Jack się o tym dowie.
– Głowy ci nie urwie. W najgorszym razie pocałuje mnie.
– W najgorszym? Chyba w najlepszym – brunet się roześmiał.
– Czy sadziłeś kiedyś, że możesz pokochać tak szybko młodszą osobę, a potem zrobić to, co zrobiłeś?
– Nigdy. Sam się nie poznaję.
– Wiesz, jaki jest scenariusz, jeśli jednak coś się nie uda z nimi?
– Teraz wątpisz? Mam nadzieję, że stanie się cud.
– Ciekawe czy byłbyś do tego zdolny – Irys ciągnęła swoją myśl.
– Nie wiem. Pocałunek był dla mnie dziwny, na chwilę wyłączyłem myślenie. Nigdy bym tego nie zrobił, gdybyś nie prosiła. Potem odniosłem wrażenie, że jednak chyba podziałało. Tak jak mówiłaś.
– Jak widzisz, nie jestem zazdrosną zołzą.
– Ja też nie – blondynka od razu wiedziała, co miał na myśli.

Jack jechał uważnie, ale pewnie to jakaś inna jego część działała. Nie miał myśli. Jedyna, która istniała to ta, że chce umrzeć. Uznają go za idiotę. Wmawiają mu, że Hazel nie żyje. Była tam! Czemu cała ich trójka sądziła, że to Irys! Nie widzieli?! Jack zatrzymał samochód koło kawiarni. Robert już zamknął i plaża była opustoszała. Zaczął iść po piasku w kierunku wody. Tak jak stał, w ubraniu i butach. Kiedy dotarł do brzegu, zaczął myśleć. Co tu robi? Hazel nie będzie szczęśliwa, że się utopi. Kiedy ta myśl przeszła nastąpiła następna. Kocha ojca, bardzo lubi Irys, ale wie z całą pewnością, że kocha Emmę. Kocha ją! Jeśli umrze, ona będzie cierpieć. Zapragnął zobaczyć ją po raz ostatni. Chciał spróbować wytłumaczyć. Zaczął wchodzić w wodę, ale zatrzymał się po kilku metrach. A może oni mają rację? Może z nim jest coś nie tak. Może Hazel naprawdę nie żyje. Poczuł mocny skurcz w środku.
– Jack – usłyszał głos Emmy.  
Odwrócił się i spojrzał. Stała na piasku.
– Pamiętasz, co powiedziałeś pierwsze, kiedy mnie zobaczyłeś? Pamiętasz?
– Tak, powiedziałem, że nie musisz tego robić.
– Właśnie! Dlaczego tak powiedziałeś?
– Bo czułem, że chcesz wejść wodę jak ona.
– Właśnie! Dokładnie! Gdzieś w środku wiesz, że twoja mama nie żyje. Inaczej byś tak nie powiedział.
– Sam już nie wiem. Powiem ci, co wiem. Wiem, że cię kocham. Kochałem Hazel. Nikogo tak nie kochałem, ale teraz kocham ciebie, oczywiście całkiem inaczej.
– Ja też ciebie kocham. Bardzo. Kocham Irys, ale to inny rodzaj miłości.
– Pragniesz ją czasem lub pragnęłaś.
– Owszem, ale to nie jest typowe. Ona jest dla mnie specjalna.
– Czuję. Dlaczego przyjechałaś?
– Dlaczego? Mogłabym powiedzieć, że z powodu miłości do ciebie, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Pamiętasz, co powiedziałeś, kiedy wyszedłeś z domu Hazel?
– Tak.
Czy teraz rozumiesz, że tak naprawdę od początku wiedziałeś, że ona odeszła? Ty wybrałeś mniejszy ból. Twoja osobowość nie chciała cierpieć i stworzyłeś wyobrażenie, że jest żywa. Michael i Irys uwierzyli, że twoja miłość do mnie zwycięży. Powinnam się czuć smutna, że moja miłość do ciebie nie ma znaczenia.
– To nie prawda – brunet wyszedł z wody i ją przytulił – Nie chcę cię tracić!
– Jack, musisz zrozumieć. Pragnę cię i kocham. Byłam taka szczęśliwa, do chwili aż dowiedziałam się o tobie prawdy. Pojechałeś się przejechać i zostawiłeś komórkę. Zadzwonił Michael i od słowa do słowa dowiedziałam się prawdy.
– Mój ojciec i Irys mogą sądzić, że moja miłość do ciebie jest silniejsza niż świadomość, że Hazel żyje, ale prawda jest inna. Gdybyś mnie nie pokochała pewnie do końca życia, bym tkwił w mniejszym bólu. Tak, macie racje. Ja wiem, że Hazel umarła – wtulił się w nią i zaczął płakać.
Szatynka stała w milczeniu i pozwoliła mu się wypłakać. Wiedziała, że cud się stał. Wiedziała, że będzie mogła być szczęśliwa.
– Możemy wracać? Oni bardzo się niepokoją – szepnęła.
– Jak im spojrzę w oczy? Tyle lat utrzymywałem się w ułudzie. Ile Michael musiał wycierpieć!
– Kochanie, nie myśl o tym. Wiesz, że kiedy kobieta rodzi, cierpi. Jednak zapomina o całym bólu, kiedy usłyszy płacz dziecka i pierwszy raz weźmie go w ramiona.
– Chciałabyś mieć ze mną dziecko?
– Bardzo. Nie jedno.
– Teraz to mi przyszło. Też tego pragnę.
– Chcesz tu? – uśmiechnęła się przez łzy, bo tez kilka jej pociekło.
– Nie zawsze możemy robić, co chcemy – na jego twarzy pojawił się także uśmiech.
Po kilku minutach jechali. Jack zostawił swoje auto na parkingu przy plaży. Nie zawrzał na to, że może dostać mandat, właściwie wcale o tym nie myślał. Chciał być blisko Emmy. Żadne z nich nie pomyślało, by dzwonić do Michaela lub Irys. Nie chcieli tracić sekundy, bo rozkosz bycia blisko dochodziła zenitu.

– Emma wraca sama – Brunet dostrzegł Nissana.
– Czy wy faceci musicie być zawsze negatywni? Czuję, że przyjechali razem.
Michael dostrzegł syna i Emmę. Z emocji nie mógł wypowiedzieć słowa.
Jack wszedł pierwszy i od razu podszedł do Irys. Emma mu przecież nie powiedziała o swojej rozmowie z blondynką.
– To jej miłość zwyciężyła. Owszem kocham ją, ale w tym się myliłaś.
– Dobrze, niech tak będzie. Kim jestem? – patrzyła łagodnie.
– Irys. Wiem, że Hazel umarła. Nie wiem dlaczego. Wybaczcie.
– Boże! – teraz z oczu Michaela zaczęły płynąć łzy.
Jack stał i tulił Emmę.
– Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Nie wiem jakie macie plany na dzisiejszą noc, ale my z Emmą chcemy mieć dziecko.
– Tak od razu? – starszy z Forestów otarł mokre policzki.
– Tak. Weźniemy ślub.
– My też – powiedziała cicho Irys – ja też chce mieć z twoim ojcem dziecko.
– To dobry pomysł – odrzekł Jack.
– Wiesz synu, myślę, że powinniśmy sprzedać dom Hazel. Mówiłem, kiedy cię nie było, że to może moja wina. Gdybym sprzedał po jej odejściu, może inaczej byś to odebrał.
– Wątpię – powiedział Jack – nie chciałem pogodzić się z myślą, że mama odeszła. Nie wiem, jak jest po śmierci, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób się spotkamy.
– Czyli już wiesz, jaka jest prawda, synu?
– Ojcze, wiem.
– Gdzie twój wóz, Jack – zapytała Irys, chociaż przecież wiedziała.
– Zostawiłem na parkingu przed kawiarnią.
– W takim razie wy jedźcie przygotowywać potomka, a ja podjadę z Michaelem po twój samochód, a potem też bierzemy się do pracy – uśmiechnęła się do Jacka.
On nic nie powiedział i podał jej kluczyki.
To była miła noc dla obydwu par. Emma poznała ciało swojego umiłowanego i była uszczęśliwiona. Spędzili kilka dni we czwórkę. Czasem Michael i Irys nocowali u Emmy i Jacka. W poniedziałek Emma dostała polecony. Akurat siedzieli we czwórkę w salonie. List był od Emery.
Pisała, że sprzedała wszystko i wraz ze swoim ukochanym pojechali w rejon Francuskiej Polinezji. Kupili małą wysepkę. Emery była w trzecim miesiącu ciąży. Po opisaniu wszystkiego napisała kilka zdań na końcu
,, Tu jest miejsce dla kilku osób. Zostawcie wszystko i przyjeżdżajcie. Tu jest raj. Mamy pieniądze, wy też. Czekamy” Emery.
– Co o tym myślicie.
– Super pomysł. Ona zaprasza was – powiedziała Irys.
– Wciąż mam jej numer komórki, może nie zmieniła numeru.
Emma sprawdziła czas. Było tam trzy godziny wcześniej, więc mieli dziesiąta rana, kiedy w LA była pierwsza po południu. Po dwóch sygnałach odebrał mężczyzna.
– Tu Emma Stone, czy mogę rozmawiać z Emery?
– Och Emma! Emery mówiła mi o tobie. Jestem George, pobraliśmy się miesiąc temu. Już daję żonę.
Po chwili Emma usłyszała jej głos.
– Emma! Skoro dzwonisz, znaczy, dostałaś list.
– Tak.
– I co o tym myślisz? Wiem, że to poważna decyzja. Kochasz naprawiać samochody.
– Tak, ale bardziej kocham Jacka.
– To ma znaczyć tak?
– To trochę potrwa, mam jednak pytanie. Chcę, żebyście to przemyśleli.
– Mów. Cokolwiek chcesz, zrobię dla ciebie.
– Aż tak?
– Tak. Poza Georgem mam w sercu jedną osobę. Wiesz kogo?
– Nie mam pojęcia.
– Zmyślasz! Skoro tak powiedziałam, wiesz.
– Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam.
– Jesteś tego warta. Nie biorę pod uwagę, że dzięki tobie mam obok siebie ukochaną osobę.
– Pytanie dotyczy dwóch osób, które kocham. Nie poniesiesz żadnych strat finansowych. Przyjechał Michael, ojciec Jacka. Tak się złożyło, że pokochali się z Irys.
– Czy nie mówiłam, że zrobię dla ciebie wszystko. Tych, których kocham, my też kochamy. Tak w ciemno.
– W przypadku Michaela to nie jest tak prosto. Ma pod sobą kompanię wartą miliardy.
– To tylko kilka zer więcej. Czekamy.
– Nie chcesz ich najpierw poznać?
– Skarbie, czy nie wyraziłam się jasno.
– Tak, jesteś specjalna.
– Tak tylko mówisz. Jestem inna osoba, co prawda od chwili, kiedy pokochałam Georga.
– Wierzę.
– Dajcie znać, kiedy to nastąpi. Zaczynamy budować dwa domy dla was.
– Naprawdę.
– Wiesz, że jestem konkretna. Czekamy. Tu jest ciepło, ale cudownie.
Emma przerwała połączenie.
– I co o tym myślicie – spojrzała na Michaela.
– To zależy od Irys – odparł.
Emma aż zrobiła minę.
– Az tak?
– Dodam od siebie, że pomysł mi się podoba. Skoro ona zostawi malowanie, ja mogę olej.
– Kto mówi, że zostawię? Fakt jest daleko, ale nie znaczy, że zostawię. Ktoś będzie musiał nas utrzymać.
– No tak. Garażu tam nie ma, obliczeń komputerowych nikt nie potrzebuje – uśmiechnął się Jack.
Wszystko potrwało trzy miesiące. Brzuszki Irys i Emmy się lekko zaokrągliły. Mieli już gdzie mieszkać. Rząd Polinezji ucieszył się z czwórki nowych przybyszy. W końcu przywieźli ze sobą sporą ilość pieniędzy.
Powitanie nastąpiło na brzegu. Czuć było przyjemny wiatr od oceanu. Brzuch Emary był większy, bo dzidzia rosła.
– Czyli będzie wkrótce trójka – powiedziała najpierw.
– Piątka – odpowiedziała Irys – mamy bliźniaczki. Ja dwie dziewczynki, Emma dwóch chłopców.
George stał obok zony i patrzył na przybyłych.
– Kochanie, sam rozumiesz, że piątka to zła liczba.
– A co będzie, jeśli i ty będziesz miała po córce bliźniaki?
– Damy radę.
Witali się kolejno. Emery całował wszystkich w usta, chociaż w bardzo delikatny sposób. Jedynie Jack nieco się tym zdziwił.
– Wygląda na to, że połączyła nas plaża tam, gdzie jest ostatnia kawiarnia na prawo – powiedziała szatynka.
Emery znała historię i miała nieco inne zdanie, ale nie zamierzała się tym dzielić. Zamiast iść i oglądać domy siedzieli kilka godzin nad oceanem. Od teraz mieli swoje miejsce na ziemi, a tak naprawdę połączyła ich miłość.
– Masz już przygotowane imię – zapytała Emma, Emery.
– Hazel.
Ja mam kilka pomysłów dla moich dziewczynek i Irys dla swoich chłopców.
– Chyba nic nie przeszkodzi, jeśli wybierzemy je razem, prawda? Będziemy rodziną.
– Tak – odrzekła Emma.
Słońce powoli wchodziło w bezkresną toń oceanu.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i obyczajowe, użył 4358 słów i 25167 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.