Siedzieli tak z kwadrans, a ona opierała głowę o jego ramię. Potem wstali. Jack szedł pierwszy, otworzył drzwi, a kiedy weszła, zamknął je za nią. Weszli do salonu.
– Chcesz dobrego koniaku, synu?
– Zwykle nie piję, ale spróbuje.
Wstała.
– Mamusiu sam sobie naleję. Ty chcesz troszeczkę?
– Jest okazja, chętnie się napije. Barek jest tam – wskazała regał z książkami.
– Domyśliłem się i pamiętam.
Jack otworzył barek i dostrzegł w połowie pełną butelkę Hennesy Ellipse z 2006 roku. Brunet nie orientował się dokładnie w cenach, ale wiedział, że ten trunek jest dość drogi. Dopiero w domu Emmy sprawdził, że butelka jest warta szesnaście tysięcy. Oczywiście, jak i we wszystkim ceny są zróżnicowane. Ceny koniaków zaczynają się od kilkudziesięciu dolarów, a najdroższe butelki kosztuję i ćwierć miliona. Już cena szesnastu tysięcy wydawała się ogromna, ale koniak w odróżnieniu od szampana może stać długo. Jack wiedział, że w świat, w którym żyje, jest krańcowy. W Afryce dzieci głodują, a w innym miejscu ludzie jedzą potrawy za tysiące dolarów. Zegarki można kupić za kilka dolarów, a najdroższe czasomierze kosztują dziesiątki milionów. Ten świat wcale mu się nie podobał, ale nie miał na to wpływu. Często przed zaśnięciem marzył o skromnym życiu na jakiejś ciepłej wyspie z osobą, którą pokocha z wzajemnością. No cóż, nawet będąc milionerem, ma się marzenia, które mogą się nie sprawdzić.
Nalał nieco na dnie i tyle samo nalał do kieliszka matki.
– To za nasze spotkanie, mamusiu. – odczekał, aż aromat rozkwitnie i dopiero umoczył usta.
Nie był znawcą koniaków, ale czuł róże i inne owoce, chociaż nie mógł sprecyzować jakie. Hazel trzymała dłużej szeroki kieliszek, a w końcu zaczęła wolno pić. Ta ceremonia trwała może kwadrans. Jack zostawił troszeczkę na dnie, a matka wypiła wszystko.
– Jesteś pewien, że nie jesteś głodny, Jack?
– Naprawdę nie jestem. Jeśli jednak chcesz coś, to przygotuję.
– Jadłam śniadanie i do piątej nic nie zjem. Jeżeli chcesz, przypomnij sobie swój dom. Nie zmieniałam niczego. Nawet zostawiłam twoje książki, gry.
– Doprawdy? – Jack poczuł się wzruszony.
Skarbie – powiedziała cicho – wiem, że nasze rozstanie była dla ciebie trudne, ale chcę ci tylko powiedzieć, że mamusia zawsze cię kochała i zawsze będzie.
Jack popatrzył na brunetkę i poszedł zobaczyć pokój swojej młodości.
Miała racje. Wszystko stało, jak pamiętał. Łóżko, biurko. Książki, jakie czytał i kilka modeli samochodów, jakie posiadał w swojej kolekcji, stało na półce obok książek. Jack stała tu może pięć minut. Uznał, że pierwsza wizyta po trzynastu latach nie może być zbyt długa.
Wrócił do salonu i zastał hrabinę Hazel wpatrzoną w swój ogród.
– To już chyba pójdę mamusiu.
– Dobrze, kochanie. Pamiętaj, że jesteśmy umówieni na drugą po południu w przyszłą niedzielę. Aha i jestem twoją mamą i nie powinieneś m mówić po imieniu, kochanie.
– Tak, oczywiście. Nie gniewaj się, mamo.
– Nie gniewam się. Do zobaczenia synku.
Nie wstała, więc podszedł do niej i pocałował jej czoło. Potem powoli ruszył do garażu. Wyjechał powoli. Z przyzwyczajenia zerknął w tylne lusterko czy drzwi garażu się zamknęły, potem podobnie postąpił przy bramie.
Wjechał na autostradę. Pewnie z powodu niedzieli nie zastał wielkiego ruchu. Miał wziąć drogę do domu Emmy, ale w ostatniej chwili skręcił w inny zjazd. Pomyślał, że kupi jej kwiaty. Wiedział, że kobiety to lubią. Praktycznie wszystkie.
Kiedy dojechał do centrum handlowego, zaraz po wejściu kupił sobie kawałek pizzy.
,,Nie mogę się najeść, bo dziewczyny pewnie zrobią obiad” – pomyślał.
Doszedł do kwiaciarni. Kupił tuzin róż, oczywiście czerwonych. Wyszedł, ale zrobił tylko kilka kroków.
– Dupek ze mnie – powiedział do siebie.
Jak poczułaby się Irys, gdyby tylko Emma dostała od niego kwiaty? To nic, że miał do szatynki inne nastawienie niż do Irys. Zastanawiał się i w końcu kupił jej storczyka w doniczce.
Nie do końca wiedział, czy postąpił właściwie, ale nie zamierzał zmieniać zdania. Kiedy wszedł do samochodu, zanim zapalił motor, pomyślał o tym, co właściwie czuje do Irys. Bo nie traktował jej obojętnie. Czuł, że dla Emmy jest droga, więc automatycznie niejako uznał, że powinien j a traktować inaczej niż zwykłą koleżankę. Fakt, nie miał porównania. Przez całe dorosłe życie nie miał nawet koleżanki, a teraz dwie nowe ważne kobiety pojawiły się w jego życiu. Matki nie wliczał, bo znajdowała się w innej skali, a o Emery wcale nie myślał inaczej niż o następnym pracodawcy. Poza nią aktualnie współpracował prywatnie z kilkoma firmami. Tylko w wyjątkowych sytuacjach spotykał szefów, czy prezesów spółek. Zwykle wysyłał opinie innych, dla których pracował, o ile zatrudniający jeszcze sami go nie sprawdzili. W pewnym sensie nie żył w realnym świecie. Jednak w przeciwieństwie do niektórych zdawał sobie sprawę, że istnieje świat realny, jak i wirtualny. Sam nie grał w gry i nie uważał, że kiedykolwiek będzie czuł, do tego pociąg. Dojechał do domu i po otwarciu garażu stwierdził, że jest pierwszy. Zresztą się tego spodziewał. Zarówno Emma, jak i Irys miały jedną wspólną cechę z resztą kobiecego rodu. Lubiły sklepy.
Jack nie siedział bezczynnie. Skoro ich jeszcze nie było, otworzył laptopa i zaczął sprawdzać stan oszacowań. To w pewnym sensie przypominało giełdę. Szacował, sprawdzał zmiany i nanosił różnice. Czasem przeczuwał pewne zmiany i postępował inaczej. Nadal się uczył, ale wiedział, że jest dobry, w tym, co robi. Nie wiedział, że ma poznać wkrótce kogoś, kto jest od niego jeszcze lepszy. Emery umiała się maskować. Była właścicielem kilku sporych interesów i nie zawsze wszyscy wiedzieli, kto właściwie jest ich szefem. Zatrudniła Jacka, ale nie dlatego, że się nie znała dobrze na tym, co miał dla niej robić, tylko przeciwnie. Była w tym niedościgniona. Oczywiście takie osoby to jednostki. We współczesnym świecie ciągłych zmian nie sposób wszystkiego przewidzieć. Jack czasem popełniał pomyłki. Emery również, ale dużo rzadziej. Przez wiele lat nie wiedziała, że urodziła się z tym darem. Umiała doskonale oddzielić pracę od przyjemności. Czego Jack ani nawet Emma nie wiedzieli, że właśnie niedawno zdecydowała się wprowadzić to, co usłyszała od szatynki. Przez ostatni miesiąc zaczęła się zmieniać. Pierwszy tydzień bez szalonych rzeczy w łóżku trochę ją zmęczył. Czuła się trochę jak narkoman na głodzie, ale wytrzymała. I wtedy coś do niej dotarło. George. Nie zastanawiała się wcale nad słowami Emmy odnośnie do jego o niej opinii.
To stało się zupełnie przypadkowo. Ogrodnik jak zawsze pracował na zewnątrz, a ona wyszła zaczerpnąć powietrza po dwóch niemiłych rozmowach telefonicznych. Jednej z klientem, drugiej ze swoim bliskim kochankiem. Kiedy dowiedział się, że nie zobaczy swojej małej myszki, jak pozwalała mu siebie nazywać, zareagował jak odrzucony samiec. Mieli się spotkać we trójkę, a on znalazł idealną, jak sadził dodatkową zabawkę. Emery miała charakter. Kiedy coś postanowiła, trudno było komukolwiek zmienić jej zdanie. Wyszła i obserwowała Georga, a on też spojrzał na nią. Krótko jak zwykle.
Poczuła się dziwnie. Pierwszy raz coś takiego odczuła. Najpierw nawet chciała mu zwrócić uwagę, ale dobrze, że tego nie zrobiła. Poczuła uderzenie gorąca i wróciła natychmiast do domu.
,,Cholera, on jest chyba we mnie zakochany. Że tego wcześniej nie zauważyłam” – pomyślała.
Uspokoiła się i nalała szklankę pomarańczowego soku. Poszła na dwór i podeszła do ogrodnika.
– Ciepło dzisiaj, George. Brałeś już przerwę? – spojrzała na niego, siląc się, by wypadło to najbardziej naturalnie.
I tak dostrzegła zdziwienie na jego twarzy.
– Jeszcze nie. Dopiero za piętnaście dwunasta.
– To dobrze. Zrobię coś do jedzenia i jeśli możesz, przyjdź do środka, to zjemy razem.
Odwróciła się na piecie, ale i tak zapamiętała najbardziej zdziwione spojrzenie, jakie ostatnio udało się jej dostrzec.
,,Tylko spokojnie, Emery. Nie spieprz tego. Żadnych seksualnych aluzji. To nie jest twoja kolejna zabawka” – myśli krążyły jak szalone.
Zaczęła się zastanawiać i usiłowała sobie przypomnieć, co George lubi. Pracował u niej pięć lat. Przypomniała sobie od razu, ile razy go zbeształa za nic. Nigdy się nie uniósł. Był akuratny. Nigdy zbyt uległy czy jak inni nie podlizywał się w żaden sposób. Pustaka w głowie. Nic.
– Cholera! – zaklęła cicho.
Nie miała najmniejszego pojęcia co może być jego ulubioną potrawą. Nie traciła głowy. Szybko poszła do pokoju i otworzyła swój notes. Weszła w jego dane. Ku uciesze znalazła telefon do państwa Osprey. Miała nadzieje, że jeszcze żyją i nie zmienili numeru telefonu.
– Pani Osprey? Linda Osprey? – starała się, by jej głos brzmiał spokojnie.
– Tak, kto mówi? – kobieta miała nieco zaniepokojony głos.
– Emery Crosswhite. Pani syn u mnie pracuje, jest ogrodnikiem.
– O! Emery. George wspominał o pani. Jest pani podobno wyjątkowo dobrą szefową.
,,O nie! Ja. Jestem wredną szmatą, a on tak powiedział matce!”
– George trochę przesadził. Mam sporo na głowie i czasem nie jestem taka, jak powinnam. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale chcę mu zrobić lunch. Co jest jego ulubioną potrawą? Proszę wymienić kilka potraw. Nie mam wiele czasu, a i ilość produktów w lodówce jest ograniczona.
Nastąpiła chwila milczenia, a dla Emery to trwało wieczność.
– Czyli co mówił, jest prawdą. Jest pani urocza. Nie jest wymagający. Chrupiąca bułeczka z masłem, serem lekko wędzonym, plasterki pomidora, ogórek kiszony, sałata, trochę oliwek, najlepiej czarnych, wędlina z wędzonego indyka a jakbyś miała grzybki marynowane, te dziko rosnące, to będzie w siódmym niebie. Pije wszystko. Piwo, czerwone wino. W pracy unika alkoholu. Uwielbia sok z mango. Nie cierpi pomarańczowego soku.
– Dziękuję Lindo. Proszę mu nie mówić, że dzwoniłam.
– Nienawidzi napoju pomarańczowego!
Emary przecież dała mu przed chwilą i patrzyła jak pił. Wyglądało, że nie marzył o niczym innym od tygodnia, gdy przełknął kilka łyków.
Prawie pobiegła do kuchni. Otworzyła lodówkę.
– Twój szczęśliwy dzień, Emery. Masz wszystko. Jakiś dobry duszek mi podszepnął kilka dni temu, żeby to kupić.
Wrzuciła przekrojoną mini bagietkę do tostera i zaczęła w przyspieszonym tempie wyciągać wszystkie potrzebne produkty. Nie miała masła, uznała, że majonez z awokado powinien być dobry. Nalała dwa antałki soku z mango i położyła rozkrojoną cytrynę na brzegu. Usiadła w kuchni, przy granitowym kontuarze, ale szybko zmieniła zdanie i zabrała tackę z jedzeniem i przeniosła do salonu. Spojrzała na zegar. Wskazówka sporego stojącego zegara wskazywała pięć po dwunastej.
,, Może się krepuje” – pomyślała.
Otworzyła boczne drzwi i ich spojrzenia się spotkały.
– Jest pani pewna, panienko Emery? – zielonooka chyba nigdy tak długo nie patrzyła w oczy Georga.
Stali tak w drzwiach i patrzyli na siebie.
– Wejdź, proszę. I już skończ z tą panienką Emery. Tak długo dla mnie pracujesz. Mów mi proszę, Emery.
– Ale... – miał niezbyt tęgą minę.
Tak, pamiętała. Pierwsze co robiła, kiedy przyjmowała ludzi. Mieli się do niej zwracać panienko, lub pani. W szczególnych wypadkach mogli dodawać Emery. Nigdy nie określiła jakie to warunki. Płaciła nieźle, chociaż i tak ludzie odchodzili, bo łagodnie mówiąc, nie była miła dla pracowników. Dodatkowo głównie kobiety nie mogły znieść, w jaki sposób się prowadziła. Starała się to ukrywać, ale jednak i z tego źródła pochodziły pewne opinie na jej temat. Dla pewności nikt nigdy nie używał imienia, kiedy się do niej zwracał, a George zrobił to po raz pierwszy.
– Tak. Powiedzmy, że zrobiłam wyjątek. Proszę, zrobiłam, co mi przyszło do głowy. Mam nadzieję, że będzie ci smakować.
George był wysokim mężczyzną. Z pewnością mierzył pół stopy więcej niż ona. Nadal skrępowany usiadł i spojrzał na swoje dłonie.
– Och tak! Łazienka jest zaraz po prawej.
Znowu dostrzegła to spojrzenie. Wstał i poszedł.
No tak! Drugie prawo. Łazienka dla pracowników była w dobudówce domu. Nie to, że była gorszej kategorii, bo aż taką zołzą Emery nie była. Ceramiczne kafelki, czyste ręczniki. Prosiłaby trzymać tam czystość i sprzątająca kobieta z Meksyku wywiązywała się z tego doskonale.
Nie mogła się doczekać. W końcu wrócił i usiadł. Powiedział cicho modlitwę dziękczynną i zaczął jeść. Kiedy zobaczył, że w kryształowym antałku jest napój z mango, spojrzał na miedzianowłosą z jeszcze większym zdziwieniem.
Ugryzł i ponownie spojrzał na jej twarz.
– Jak ci smakuje, George?
– To jest... Jest bardzo smaczne. W życiu czegoś tak dobrego nie jadłem.
Brunet miał charakter i tym przełamał ostanie opory u Emery, chociaż chyba już ich nie miała.
– Powiedz mi prawdę, Emery. Dzwoniłaś do mojej matki. To nie jest możliwe, żebyś to wiedziała.
W pierwszej sekundzie odezwała się jej stara natura. Jej tajemny plan przepadł. Poddała się. Pierwszy raz.
– Tak. Chciałam ci zrobić coś dobrego. Jestem złym człowiekiem. Traktuje ludzi jak śmiecie. Ty wytrzymałeś pięć lat. Powiedziałeś matce, że jestem miła. Wiesz, że to nieprawda. I sok pomarańczowy! Tak, zadzwoniłam.
George zdawał się nie brać pod uwagę, co usłyszał i zachowywał się naturalnie, jakby podświadomie wiedział, że tak może.
– Widzisz, gdybyś mi zrobiła kanapkę z tym wszystkim, ale grzybki marynowane? I wiesz co, Emery. Lubię z masłem, ale naprawdę uwielbiam z majonezem z awokado.
Młoda kobieta czuła się chyba pierwszy raz w życiu dobrze. To była radość, nie przyjemność. Przy tym zastanawiała się, że mężczyzna jest wobec niej taki otwarty. Chyba musiał czuć, że coś się zmieniło.
Zobaczyła, że przekroił sporą kanapkę i położył przed nią.
– Też powinnaś coś zjeść.
– Nie, George. To dla ciebie.
– Skoro nalegasz. Mam pytanie. Nie poczuj się urażona. Dlaczego?
Ona patrzyła na niego zielonymi jak trawa oczami, a on wyraźnie rozkoszował się widokiem jej twarzy i wyglądem oczu.
– Widzisz... Puszczałam się, chociaż z wybranymi osobami. Pewnie wiesz co nieco. Uważałam, że mogę i to było jak narkotyk. Co mnie zmieniło? Rozmowa z Emmą Stone. Słyszałam o niej i chciałam ją mieć. Jestem szmatą... Właściwie byłam. Nie udało mi się jej zdobyć, chociaż się naprawdę starałam. Powiedziała mi kilka mądrych rad, ale nie to wpłynęło na mnie. Zapytała mnie, czemu myślę, że pozwoliłam mi wejść do biura i się panoszyć. W międzyczasie przyznałam się, że sama odkręciłam śrubkę mocująca górną osłonę silnika i pobiedziłam dlaczego. Powiedziała mi, że przyjęła mnie, bo wcześniej naprawiła twój samochód.
– Och Emma! Cudowna osoba, szczęśliwy będzie ten, kogo pokocha.
– Tak.
– Nie mówię tego z powodu, że zmieniła uszczelkę pod silnikiem, za którą musiałbym zapłacić z osiem tysięcy. Właściwie się zastanawiałem czy nie kupić innego samochodu.
– Tak, ale powiedziałeś jej wcześniej, że mam dobro w środku. Po tym, jak postępowałam z tobą i resztą personelu. A chyba zdajesz sobie sprawę, że dla innych nie byłam dobra. I jeszcze twoja mama. To ja muszę cię zapytać dlaczego. Chociaż chyba wiem.
– Wiesz?
– No cóż, jestem może złą osobą, ale mam oczy. I może trudno ci uwierzyć, ale czuję.
George wstał i podszedł do jej krzesła.
– Co czujesz, Emery?
Miedzianowłosa wstała również.
– George, ja... pierwszy raz tak... Czy ty... Dlaczego? Owszem nie jestem brzydka, ale to nie dla tego. Nie chodzi ci o forsę, bo jak czuję takie osoby na kilometr. Dlaczego?
George już dawno przestał się bać. W momencie, kiedy pił napój z pomarańczy. Pierwszy raz w życiu pił z przyjemnością. Delikatnie dotknął swoją spracowaną, szorstką dłonią, jej policzka.
– Może dlatego, że zobaczyłem w tobie to, czego inni nie potrafili. Małą dziewczynkę, która nigdy nie dostała miłości. Pogubiła się i chciała zastąpić to seksem. Strach, arogancją. Mądrość, pychą i wysokim mniemaniem. Chcesz naprawdę wiedzieć? Kocham cię. Prawie od początku. To prawda, że miłość ma cierpliwość. Dzisiaj jest mój dobry dzień, bo chyba wreszcie dotarłem tam, gdzie siedziała ta mała dziewczynka. Otworzyłem szeroko drzwi i pierwszy raz zobaczyła światło.
Emery nie mogła powstrzymać łez. Weszła w jego szerokie ramiona i długo płakała, a gdy skończyła, odsunęła twarz i delikatnie pocałowała usta bruneta. Ten nie zareagował w pierwszej chwili, a potem zrobił coś, czego się nie spodziewała. Zaczął całować jej mokre policzki, co tylko spowodowało więcej łez. George jednak nie rezygnował. Czuł słone łzy, ale dla niego nic na świecie w tej chwili nie mogło być słodsze.
– Chciałbyś taką osobę? – zapytała cicho.
– Jaką? Taką cudowną? Oczywiście, że tak.
Uśmiechnęła się i rzekła.
– Będziesz pracował u mnie dalej za darmo.
– Dam radę – również się uśmiechnął.
– Nie zrozumiałeś mnie dobrze. Będziesz pracował ze mną. Też lubię pielęgnować kwiaty. Musiałeś zauważyć po weekendach, że coś się zmieniało na grządkach.
– Dostrzegłem.
– Co mam na myśli, będziesz pracował za darmo, bo pieniądze nie będę już dla ciebie problemem. To, co moje jest twoje. Na razie uwierz słowom, ale wkrótce sporządzę dokument.
George posmutniał.
– Nigdy nie chodziło mi o pieniądze. Mogłem znaleźć lepiej płatną pracę, ale chciałem być przy tobie. I teraz nie chcę nic innego, tylko ciebie.
– Masz już mnie. Zmieniłam się. Koniec wyuzdanych sex–party. Będzie tylko jeden mężczyzna, któremu się oddam całkowicie. O ile mnie zechce.
– Przecież już powiedziałem – teraz George poczuł, że oczy zrobiły mu się mokre.
– Sądzisz, że ogród nam wybaczy, jak go zostawimy na kilka godzin.
– Nic mu nie będzie.
– To dobrze słyszeć. Bardzo bym chciała czegoś, ale najpierw pojedź ze mną do sklepów. Chcę, żebyś mi pomógł kupić parę rzeczy. Dla mnie i dla ciebie.
– Emery, ja mam wszystko.
– Proszę!
– Skoro nalegasz. Przebiorę się tylko.
– Jasne. Będę tu czekała.
Kiedy George odszedł, Emery czuła, że cała drży. Oczywiście nigdy jeszcze nie miała takiego doświadczenia. Spędziła najpiękniejszy dzień w życiu. Nie spędzili nocy, chociaż Emery bardzo chciała. Zrobiła kompleksowe badania i za kilka dni miała pewność, że jest czysta.
Zarówno Jack, jak i Emma nie mieli racji co do Emery. Ona nie zatrudniła Jacka, by go próbować zdobyć. Może rok temu, tak się stać mogło. Zaproponowała mu pracę dwa tygodnie po tej rozmowie z George. Emery miała nosa nie tylko do interesów. Co do ludzi też. Uznała, że Emma nie znajdzie lepszego faceta niż Jack. Chciała ich poznać. Nie przewidziała tylko jednego. Że los ich splótł już wcześniej.
Jack siedział przy stoliczku w gościnnym. Zwykle, kiedy pracował, włączał muzykę i to taką z gatunku relaksującego. Raczej nie słuchał piosenek, bo tekst go nieco dekoncentrował. Z tego powodu, że miał słuchawki na uszach, nie usłyszał, kiedy dziewczyny wróciły.
– Samochód jest w garażu, a nie widzę Jacka – stwierdziła Emma.
– Może poszedł się przejść – odpowiedziała Irys.
– Och, pewnie jest w swoim pokoju i coś robi.
– Dałaś mu ten sam, w którym ja mieszkałam? – blondynka tylko rzuciła jej spojrzenie.
– Wyobraź sobie, że nie – szatynka wyszczerzyła zęby i uśmiechnęła się z lekka kpiną, ale Irys nie patrzyła w jej oblicze, więc nie zauważyła.
– To ładnie z twojej strony – blondynka odwróciła się i lekko ją przytuliła.
– Widzisz, znam cię troszkę. Składasz się z małych drobiazgów.
– Jak każdy. Nie byłabym zła, gdybyś go ulokowała w moim.
– Przecież brałam to pod uwagę, że wpadniesz i zechcesz zostać kilka dni.
– No tak. Nie wzięłam tego pod uwagę. Pójdziesz po niego? – spojrzała na przyjaciółkę.
– A może ty to zrobisz?
– Ja? Przecież to twój dom – odrzekła lekko zdziwiona Irys.
– Jest i twój. Pamiętasz, jak ci kiedyś to powiedziałam, ja raczej nie rzucam słów bez pokrycia.
– No tak. Powinnam pamiętać.
Blondynka odwróciła się i poszła w kierunku pokoju, gdzie prawdopodobnie przebywał Jack. Zapukała, ale kiedy nie otrzymała odpowiedzi, zapukała mocniej. Brunet nie słuchał zbyt głośno, dlatego usłyszał. Zdjął słuchawki i poszedł otworzyć.
– O już jesteście – uśmiechnął się na widok dziewczyny – Nie miałem co robić, to wziąłem się za swoją pracę.
Irys dostrzegła dwa bukiety kwiatów
,,Och, chyba kupił i dla mnie” – odczula ciepło w środku.
Jack uchwycił jej spojrzenie.
– Chodź. Nie mogę ci dać teraz. Muszę to zrobić w salonie.
Przyjaciółka Emmy odniosła wrażenie, że zaczyna go naprawdę lubić. Właściwie od początku wydała się jej sympatyczny i wartościowy, ale teraz miała następny dowód, że jej odczucia mają podstawy. Emma stała w kuchni i szykowała kawę. Kupiła kilka lat temu maszynę do cappuccino i nawet się sprawdzała. Zwykle małe, domowe maszyny nie wytwarzały dobrej piany z mleka, ale ta, która miała, robiła niezłą. Na widok kwiatów bardzo się ucieszyła.
– To dla ciebie – wręczył jej tuzin róż.
Następnie zwróciła się do Irys i również dał jej tyle samo lilii.
– Jesteś kochany – powiedziała Emma.
Nie musiała mówić dlaczego. Irys od razu załapała, dlaczego to zrobił.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.