Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Ostatnia kawiarnia na prawo cz. 4

     – Trochę się poznałyśmy. Powiedziałam jej kilka prawd, ale nie wiem, czy je zamierza wdrożyć.
     – Też nie wiem. Prosiła, bym się z nią spotkał, kiedy już się urządzę.
     – Masz meble?
     – Tylko materac. Jeszcze nie skompletowałem zamówienia. Te szafki w kuchni to drzewo podobne czy drewno?
     – Drewno. Gatunek grabu. Bardzo twarde. To podarunek od taty.
     – Rozumiem. Czuję się z tobą dobrze.
     – Podobnie i ja – odparła.
     – Jeżeli mam zostać, to zostanę. U mnie jest już po drugiej.
     – No tak. Przyniosę ci ręcznik. Mam czyste szczoteczki w szafce obok lustra. Kiedy będziesz brał prysznic czy kąpiel, przygotuje ci łóżko.
     – Nie mam piżamy, a będę się krepował spać nago.
     – Mam luźne spodnie od piżamy z cienkiej bawełny. Powinny być dobre, tylko nogawki będą za krótkie.
     – Dziękuję.
     Emma delikatnie go przytuliła. Dobrze, że trwało to krótko, bo coś odczuła. Miłego i ciepłego. Nie wiedział, że podobne prądy przeszły przez ciało Jacka. Poszła do gościnnego i zaczęła zmieniać pościel. Ostatnio spała na tym Irys. Za pół godziny Jack leżał już w łóżku. Słyszał szum prysznica. Chciał jeszcze o czymś pomyśleć, ale zasnął. Emma nie mogła. Myślała o nim, o Irys i trochę o Emery. Nigdy nie przyznała się przed nikim, że tego wieczoru, kiedy ją odwiedziła, uznała, iż miedzianowłosa ma wspaniałe ciało, dosłownie jak bogini. To przyszło zaraz, kiedy weszła, kiedy szła za Emery i chwilę za długo patrzyła na świetnie wykrojone ciało, okryte cieniutką suknią. Szybko to opanowała i oczywiście skarciła się w duchu. To było naprawdę dziwne, bo wielokrotnie spała z Irys, a ta zwykle nie miała nic więcej niż cienkie figi, jednak nigdy nie odczuła niczego. Pewnie dlatego, że Irys była i nadal jest czystym dobrem. Jednak prawdziwy powód dotarł do niej później. Jako hetero nie mogła odczuwać inaczej. Kiedy to pomyślała, w końcu wpadła w słodkie ramiona snu.

Trzy lata wcześniej.


     Miała dzisiaj naprawdę pracowity dzień. Dwa miesiące temu skończyła dwadzieścia dwa lata. Zwykle w tym wieku nie wszyscy mają jeszcze dobrze ułożone w głowie, ale oczywiście zdarza się i odwrotnie. Bo tak naprawdę nie ma w tym reguły. Emma skończyła tylko średnią szkołę. Czy o to też szło mamie i dlatego ich zostawiła? Pewnie nie, ale nigdy się tego nie dowie. Ojciec pracował dwanaście godzin w swoim warsztacie i kiedy wracał do domu, był zmęczony. Czy Chloe, jej matce, brakowało męża w tym zwykłym znaczeniu? Mała Emma nie słyszała kłótni, chociaż jakiejś sporej zażyłości między rodzicami także nie dostrzegła nigdy. Uwielbiała ojca, ale i do mamy miała ciepłe nastawienie. Odwiedziła, na swoją prośbę warsztat taty i zakochała się jeszcze jako dziesięciolatka w zapachu oleju, warkocie silników a przede wszystkim w hałasie pneumatycznych narzędzi.
     Uczyła a się dobrze, ale nie zamierzała zostać lekarzem, prawnikiem czy gwiazdą filmową. Chciała robić co ojciec. W tym nie zmieniała zdania już od tamtego razu. Już w wieku lat dwunastu zaczęła pomagać, chociaż właściwie Stanley Stone łamał tym prawo. Miał raczej pewność, ze żaden z pracowników nie doniesie, jednak dla pewności Emma mogła wziąć klucz do ręki i coś robić, gdy ostatni z mechaników wychodził z warsztatu. Emmie wszystko się tu podobało, a dzięki jej ojciec zmienił nazwę warsztatu z ,,Stone car service” na ,, Egzotyczny szmaragd” Ojciec kupił nowy, bardziej przestrzenny budynek i mógł z powodzeniem dać inną nazwę. Nie martwił się, że ludzie zapomną. Miał renomę najlepszego mechanika samochodowego w tym wielkim mieście. Potrafił wyczuć problem, zanim wskazały to mierniki. I wiedział jedno, jego córka ten dar również posiadała. To stało się, kiedy śliczna Emma skończyła czternaście lat. Już wówczas brał egzotyczne samochody do naprawy. Na podnośnik wjechało legendarne Lamborghini Diablo. Siedziała w biurze, ale usłyszała. Wyszła i podeszła do ojca.
     – Przegrzany tłok w szóstym i dwunastym cylindrze.
Stanley spojrzał na nią wnikliwie.
     – Powinnaś zostać muzykiem, skoro to usłyszałaś.
Po czterdziestu minutach elektroniczna diagnostyka potwierdziła cudowną ocenę młodej Emmy.
     – Spróbuję wytłumaczyć mamie, że każdy ma jakieś powołanie – tylko tak skwitował całą sprawę ojciec.
     – Nie wiem, czy to coś zmieni. Wiesz, że od miesięcy przyjeżdżam autobusem, bo nie chce mnie podrzucać
     – Wiem, kochanie. Jednak spróbuje porozmawiać. Obiecaj mi jednak, że skończysz studia.
     – Tego nie mogę zrobić. Uwielbiam to każdego dnia więcej.
Pokręcił tylko głową. Samochód miał jeszcze inne problemy, ale diagnoza Emmy okazała się słuszna.
     – Można wymienić te tłoki, ale sugeruję wymienić cały silnik. To będzie sporo kosztować, ale nie gwarantuję, że wszystko będzie działać prawidłowo. I musi pan czekać około minuty na biegu jałowym, zanim zacznie pan cisnąć gaz do podłogi, panie Calvert.
     – O jakich pieniądzach mówimy, panie Stone?
     – Dużych.
     – Tatusiu, mogę coś powiedzieć? – Emma stała blisko i wszystko słyszała, bo rozmawiali w biurze.
     – Co chcesz powiedzieć, córeczko?
     – Myślę, że można zrobić pierwszą opcję.
Obydwaj mężczyźni spojrzeli na młodziutką Emmę.
     – Co cię skłoniło do takiej opinii, Emmo?
     – Rozmawiałam z silnikiem. Nie ma nic przeciwko, by wymienić tylko pierścienie.
     – Rozmawiałaś? – Stanley uśmiechnął się szeroko.
     – Tak. Ty tego nie robisz?
     – Wiesz, można od biedy porozumieć się ze zwierzęciem, ale to maszyna.
     – Och, myślałam, że też rozmawiasz.
     – Proszę wybaczyć. Mam ważne spotkanie...
     – Oczywiście, mój pracownik pana zawiezie.
     – To nie mogę wrócić moim wozem.
     – Każdy kolejny kilometr pogarsza sytuację, panie Calvert.
     – Dobrze, mam zaufanie do pańskiej ekspertyzy. Proszę wybrać najlepszą opcję. Pieniądze nie są najważniejsze. I tak w tej chwili wóz jest wart więcej, niż kiedy go kupiłem lata temu. Jadę nim rzadko. Mam jeszcze dwa samochodu na co dzień.
Kiedy właściciel odjechał, Emma próbowała przekonać ojca, w końcu nie mając atutów, postawiła na wszystko.
     – Jeśli będzie nie tak, jak mówię, skończę studia i zacznę robić coś innego.
Ojciec trzymał długopis w palcach i nerwowo nim obracał.
     – A co jeśli masz rację? To oczywiście jest możliwe, że tak jest, ale te silniki nie lubią zmian.
     – Jeżeli mam rację, a mam, pozwolisz mi pracować, kiedy osiągnę dopuszczalny wiek i nie będziesz wspominał o edukacji.
     – W moim wypadku nie miałem wyboru. Rodzice ciężko pracowali i o studiach nie było mowy. My mamy pieniądze.
     – Tato nie widzisz, że ja to uwielbiam robić?
     – Jesteś dziewczynką...
     – Och proszę, nie zaczynaj. Sam mówiłeś nieraz, że człowiek powinien robić to, co lubi.
     – Jeśli pójdzie coś nie tak, ja będę ponosił koszta naprawy. Wiesz, ile kosztuje nowy silnik Diablo?
     – Sprawdzałam. Fabryka we Włoszech ma dwa 5,7 litra i sześć 6 litrowych i koszt tych ostatnich wynosi 64 tysiące plus koszt wysyłki.
     – No właśnie. Poza tym moja reputacja. W żadnym zawodzie nie ma idealnych ludzi, każdy popełnia pomyłki. Dlaczego mam ci zaufać? Czy dlatego, że słyszałaś coś, czego nie da się usłyszeć?
     – Przecież potwierdziłeś...
     – Tak, ale ja wiedziałem tylko, że coś nie gra w silniku. Dopiero dokładniejszy test potwierdził twój osąd. Ja wyczuwam, nie wiem jak mam to wytłumaczyć. Nie słyszę jak ty.
     Ostatecznie ojciec zagrał jak gracz w pokera. Praktycznie postawił swoją reputację na jedną kartę. Sześćdziesiąt tysięcy by przebolał. Samochód jeździł dwa lata bez problemów. Prawdopodobnie wszystko było dobrze, bo błąd wyszedłby na jaw wcześniej. Calvert sprzedał wóz za cenę trzykrotnie przekraczająca nowy egzemplarz, a nowy właściciel cieszył się samochodem dwa miesiące. Wpadł w poślizg z powodu znacznie przekroczonej szybkości i uderzył w betonowy mur. Samochód spłonął, a kierowca doznał bardzo poważnych obrażeń, co przy tego rodzaju wypadku graniczyło z cudem. W tym czasie matka już się wyprowadziła. Emma nigdy nie dowiedziała się prawdziwych powodów, dlaczego znalazła kogoś innego. Dwa lata później wyjechała z nowym mężem do Europy i nigdy już nie widział córki, tym bardziej byłego męża.
     Zgodnie z pragnieniem została legalnym pracownikiem w wieku lat osiemnastu. Czasami potrzebowała opinii ojca. Stanley pracował coraz mniej, Emma za to spędzała w garażu cały dzień. Ojciec troszkę się zamknął w sobie. Jako prawdziwy chrześcijanin pozostał samotny. Co dziwne to bardzo smuciło córkę, natomiast nie zwracała uwagi, że sama nie ma nikogo. Mechanicy ja lubili i na szczęście sama wiedział, że preferuje mężczyzn.  
     Tego dnia postanowiła pojechać nad ocean. Odwiedzała już różne miejsca, ale szczególnie przypadła jej do gustu końcówka plaży w Santa Monika gdzie na końcu po prawej stronie była kawiarnia Back on the Beach i właścicielem był Robert. Emma zwykle odwiedzała to miejsce kilka minut przed zachodem. Zamieniła kilka słów z właścicielem. Na parkingu dostrzegła kilka aut, w tym jedno dość stare. Szary Chevrolet Monza chyba z początku lat osiemdziesiątych.
Na piachu nikt nie leżał, bo do lata brakowało dwa miesiące. Kilka osób spacerowało, a przy samej wodzie stała samotna dziewczynka o blond włosach.
,,Co robi tu sama ta dziewcznka” – pomyślała Emma.
Co gorsza, kiedy podchodziła bliżej, zaczęła coś odczuwać. Coś bardzo złego. To odczucie przyszło po raz pierwszy. Podeszła do dziewczynki.
     Kiedy jednak stanęła obok, przekonała się, że to dorosła kobieta, chociaż z tyłu nie wyglądała na więcej niż trzynaście, czternaście lat. Twarz nieznajomej tez wyglądała młodo, ale piersi świadczył, że to dorosła kobieta. Emma sama się dziwiła, dlaczego ją zaczepiła, chociaż teraz już miała pewność poco kobieta o wyglądzie dziecka tu przyszła. Słyszała o kilku podobnych przypadkach. Ludzie płynęli na zachód aż do utraty sił... Wyjątkowy sposób na zakończenie życia, a jednak to nazywano samobójstwem.
Chwyciła ją za nadgarstek prawej dłoni i szepnęła.
     – Nie musisz tego robić.
     – Młoda nieznajoma wyszarpnęła dłoń i odrzekła.
     – Co chcesz ode mnie! Nie potrafisz tego zmienić i dać tego, czego pragnę, więc daj mi to zrobić.
Emma nie przestraszyła się odpowiedzi i reakcji i ponownie wzięła, tym razem jej dłoń.
     – Jeżeli dasz mi tylko szansę, to dam – odpowiedziała i teraz patrzyły na siebie.
     Emma nie interesowała się wyglądem ludzi, ale musiała stwierdzić bez chwili zastanowienia, że dziewczyna była bardzo ładna. Niski wzrost i drobna figura temu nie przeszkadzała. W jej twarzy dostrzegła smutek i żal. I podobnie jak w przypadku samochodów wiedział od razu, co jej brakuje, tylko tym razem miała przed sobą żywą istotę i to, co odbierała, było wielowarstwowe i wielowymiarowe. Różna rodzaje uczuć, ale jedno nad tym górowało.
     – Znudzę ci się jak im – odrzekła nieznajoma.
     – Masz rację, tego nie da się zastąpić, ale spróbuję. Tylko pozwól mi na to.
     – Czy coś czujesz? Skąd wiedziałaś, że chcę skończyć ze sobą?
     – Zawsze istniała szansa, że zauważy cię służba przybrzeżna – Emma wysiliła się na uśmiech.
     – Nie odpowiedziałaś na pytanie.
     – Po prostu poczułam.
     – Czyli w jednym jesteśmy podobne. Być może chce zbyt wiele, a zbyt mało dałam.
     – Nie sądzę. Dziecko powinno być kochane i nie musi nic ku temu robić.
Blondynka wtuliła się w jej postać i cicho płakała.
     – Tak sądzisz? Starałam się, naprawdę. Tylko jeśli ci się nie uda, nie zatrzymuj mnie drugi raz, dobrze.
     – Jesteś małym głuptaskiem. Chodź. Pojedziemy do mnie. Masz jakieś imię? Ja jestem Emma.
     – Mieszkasz sama, tylko dlaczego? Jesteś ładna i miła i masz dużo uczucia do wszystkiego. Pracujesz w warsztacie? Czuję.
     – Tak, mam warsztat. Co do innych rzeczy może trochę przesadzasz. Myślę, że jestem normalna.

Emma nie zastanawiała się na razie, skąd dziewczyna a właściwie młoda kobieta wie, że ona mieszka sama.
     – Ja nie, dlatego lepiej się zastanów. Mam na imię Irys.
     – Podejmuje decyzję i ich nie zmieniam. Czy ty przyjechałaś tą szarą Monzą?
     – Jesteś czarodziejką. Chociaż... Tak oceniłaś. Dziewczyna w starych szortach i podziurawionej bluzce czym mogla przyjechać. Przecież nie jednym z trzech Rolls Royce rodziców.
     – Czyli dobrze poczułam. Maja tyle forsy, że brak im czasu na danie odrobiny uczucia córce. I być może w tym też miałaś rację, że potraktowali twoje urodzenie jak zabawkę, która im się znudziła. Niebywałe!
     – Nie możesz oceniać po wysłuchaniu jednej strony, ale może kiedyś ich poznasz, to będziesz mogła bardziej mieć pewność. Jednak lepiej odpuść. Ja wrócę, gdzie mieszkam ostatnio, a ty zapomnisz.
     Emma poczuła coś ponownie. Nie mogla zostawić Irys. Miała przekonanie, że jeśli ja teraz zostawi, to nic się nie zmieni i za kilka dni lub nawet wcześniej ta wrażliwa osoba skończy swój żywot. Dlatego postanowiła jeszcze coś innego.
     – Nie słuchałaś i nie wierzysz, ale to nic. Przekonam cię. Dlatego pojedziesz ze mną, a twój samochód weźmie hol i doprowadzi do mojego domu. Pobędziesz kilka dni, aż zadzwonią. Widzę, że masz komórkę. Nie obawiasz się, że się zarazisz, prawda?
     – To bzdura z tą pandemią. Kilka razy mnie wywalili ze sklepu za brak maski.
     – Są przepisy i w warsztacie muszę je przestrzegać, ale teraz nie jestem w pracy. Idziemy? Pewnie jesteś głodna. Jeżeli bardzo, może Robert coś jeszcze ma.
     – Kto to jest Robert?
     – Właściciel tej kawiarni. Trochę się znamy.
     – Unikam mężczyzn. Nie chcę zmniejszać piersi, ale zdają się widzieć tylko to we mnie.
     – Cóż, faceci tacy są. Jeśli nie patrzą na biust to na tyłek. Jednak nie czuję, byś była zwolenniczką kobiet.
     – Nie jestem. Od dłuższego czasu już nie jestem zwolenniczką niczego. Nie wiesz, co czuję.
     – Myślę, że wiem, ale jeśli ci to ma pomóc, powiesz.
     – Jestem szalona. Robię szalone rzeczy.
     – Czyli co? Szkicujesz węglem, to nie objaw szaleństwa – Emma spojrzała na jej pobrudzone palce, by młoda kobieta znowu nie podejrzewała jej o czary.
     – To mi daje małe uspokojenie. Wynajmuję starą przyczepę. Opłacam ze swoich. Czasami robię portrety i starcza na wszystko.
     – Czyli dawno nie dzwonili...
     – Dawno? Wcale. Kiedyś wpadałam na chwilkę, bo mi przyszło, że zatęsknili, ale się myliłam. Usłyszałam tylko, co mnie napadło. Że nie biorę udziału w ich przyjęciach i że już dawno by mnie wydali za kogoś odpowiedniego, gdybym nie była taką wariatką.
     – Ile masz lat, Irys? Wyglądasz młodo i z budowy i twarzy.
     – No tak. I ty zauważyłaś.
     – Wybacz, ale gdyby nie piersi dałbym ci najwyżej czternaście. Chociaż teoretycznie jest możliwe, żeby czternastolatka miała duże C.
     – Małe D, jeżeli już chodzi o rozmiar. Może jednak zmniejszę, tylko muszę więcej zarobić.
     – Nawet się nie waż. To dostałaś od natury.
     – Ja wierzę, że Bóg nas stwarza. Mam większy biust niż matka i o ile wiem jej siostra i matka mają mniejsze. Z natury, bo siostra zrobiła sobie cycki i moim zdaniem wygląda okropnie.
     – Też wierze w Boga i podobnie jak ty jestem przeciwna wszelkim modyfikacjom.
     – Może w takim razie trochę ze mną wytrzymasz.
     – Pojedziemy do mnie i coś zjesz i przestań tak gadać, bo ci wleję.
     – Umiem się bronić – Emma dostrzegła coś w rodzaju uśmiechu na buzi Irys.
     – A co takie chuchro może?
     – Wolisz nie wiedzieć. Jestem niebezpieczna.
Emma uznała, że to zwykłe gadanie.
Poszły do samochodu Emmy a ta, zanim ruszyła, zamówiła holowanie jej Monzy i zapłaciła z góry kartą.
     – Sądząc po samochodzie, nie pracujesz, bo musisz.
     – Pracuję, bo lubię. Nie jestem tania, ale jeśli trzeba, naprawiam za darmo. Co prawda rzadko się zdarza. Naprawiam drogie samochody, ale i tak biorę mniej niż dealer.
     – Nie mam pojęcia o cenach. Mój Chevrolet kupiłam za trzysta dolarów i na razie jeździ.
     – Popatrzę, co mu trzeba. Jedziemy.
     Emma zapaliła swojego Mercedesa. Jeździła nim już trzy lata. Odkupiła go od klienta, który nie chciał już w niego inwestować. Wymieniła plastikowy system olejowy na unikalny z metalu. Wymieniła kompresor w systemie zawieszenia i wymieniła kilka wciąż sprawiających wibracje części w środku. Sama Emma uważała, że to przereklamowany samochód, chociaż klasa S rzadziej się psuła niż tańsze modele. Zastanawiała się nad Lamborghini lub Audi R8, ale na razie jeździła S 550. Podwójne turbo dawało niezłe przyspieszenie, a klasa S dobry komfort. Kupiła za tak niską cenę, że nie uważała transakcji za błąd, jednak nie zamierzała nim jeździć dłużej niż następne trzy lata.
     Irys zabrała ze swojego samochodu blok rysunkowy i węgle do szkicowania. Kiedy Emma ruszyła, Irys od razu zaczęła ją rysować.
Dojechały do domu po trzydziestu minutach. Irys obiecała nie uciekać. Weszły do domu.
     – Skoro mam tu nocować, to muszę się umyć – stwierdziła blondynka.
     – Jasne. Są trzy łazienki, możesz korzystać, z której chcesz. Przyniosę ręczniki i szlafrok. Będzie trochę za duży.
     – Nie szkodzi. Dziękuję i przepraszam za kłopot – Emma nie zdołała powiedzieć, że nie ma za co, a Irys już zniknęła w najbliższej łazience.
     Kiedy blondynka weszła, ta rzuciła wzrokiem na portret. Młoda kobieta miała talent. Podczas jazdy dowiedziała się, że Irys ma dwadzieścia pięć lat. Tylko tyle się dowiedziała, zresztą sama Irys to powiedziała, bo Emma o nic nie pytała. Uznał, że jeśli kobieta zechce, sama się otworzy.
     Zaczęła przyrządzać jedzenie. Nie wiedziała, co lubi Irys, dlatego odgrzała kawałek łososia, zrobiła kanapki i wyjęła wczorajszą sałatkę z różnych jarzyn. Głownie listki, pomidorki, papryka, ogórki kiszone, troszkę grubo tartego buraka i kilka truskawek. Specjalnością był dresing zrobiony z soku cytryny, oleju z awokado i suszonych ziół i dodatków hinduskich przypraw.
Irys przyszła po kwadransie. Jej twarz wskazywała, że czuje się znacznie lepiej, ale mogła to być chwilowa zmiana. Braku miłości od rodziców nic nie zastąpi, dlatego Emma wiedziała, z czym się mierzy. Irys była głodna. Jadła wszystko, co stało na stole.
     – Mam jeszcze makaron i sos z pomidorów – powiedziała szatynka, widząc, jaki ma apetyt jej nowa współlokatorka.
Irys spojrzała na nią.
     – Och! Widzisz, jak jestem egoistyczna. Ty nic nie jadłaś. Mogę zajrzeć do lodówki i tobie coś zrobić?
     – Nie ma kłopotu. Zjem makaron z sosem.
     – Jeśli masz kilka dodatków, zrobimy spaghetti.
     – To właściwie miało być spaghetti, brakuje tylko sera. Lubisz?
     – Tak, ale już nic nie ruszę. Pozwól, że ci coś zrobię. Potrafię.
     – Nie wątpię. Portret ci wyszedł. Bardzo ładny, masz wyjątkowy talent.
     – Może. W mojej przyczepie mam farby. Lubię akwarele, ale potrafię malować i olejnymi. Ostatnio szkicowałam.
     – Mam album z różnymi stylami. Chcesz popatrzeć?
     – Może innym razem.
Irys zachowywała się jakby była u siebie. To znaczy, wiedziała intuicyjnie, gdzie Emma ma wszystkie przyprawy do przyrządzania jedzenia. Wyjęła torebki z herbatą z malin i zrobiła herbaty.
     – Wolisz chyba to, bardziej niż piwo? – zapytała, kiedy parujące napoje stały już na stole.
     – Masz rację. Czasem napiję się piwa.
     – Nie przepadam za alkoholem, ale próbowałam.
Emma zauważyła, że komórka Irys jest wyjęta. Czyli jednak wciąż czekała na znak życia od rodziców. Szatynka czuła złość. Jak na razie nie dostrzegła niczego złego u blondynki. Przeciwnie, uznała ja za bardzo ciepłą i niewymagającą.
Emma opowiedziała jej o swojej pracy, bo blondynka chciała o tym wiedzieć więcej.
     – Twoi rodzice są razem? – zapytała, patrząc jej prosto w oczy.
Emma i tak by nie skłamała.
     – Nie. Miałam zawsze lepszy kontakt z ojcem, bo już od młodego wieku uwielbiałam naprawiać samochody. Pewnie było coś więcej na nie, niż to, że ojciec długo pracował. Nie wiem, nigdy go o to nie pytałam, jakie mieli problemy.
     – Moi raczej się nie rozejdą. Uwielbiają forsę, przyjęcia. O ile mnie przeczucia nie mylą, obydwoje się okazjonalnie zdradzają, ale widocznie im to nie przeszkadza, bo jeszcze, kiedy mieszkałam z nimi, czyli do dwudziestego roku życia, czasem byli bardzo głośni, no wiesz o czym mówię. To może dziwne, że dwudziestoletnia dziewczyna wciąż mieszkała z rodzicami, ale tak wyszło.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 3677 słów i 21004 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.