– On tego nie dopuszcza do swojej świadomości. Wiesz, co myślę?
– Co?
– Że on gdzieś w głębi wie, jaka jest prawda, tylko coś nie pozwala temu wyjść na wierzch.
– Nie wie. Michael mówił, że wszystkiego próbował, potem dał spokój.
– Musimy ufać – szepnęła Irys.
Emma przymknęła oczy i czuła tylko dłoń Irys na swoich włosach. Po chwili zasnęła. Blondynka patrzyła na nią jeszcze długo. Oczy przyzwyczajone do ciemności widziały kontry i twarz. Wkrótce ona też zapadła w sen.
Kiedy otworzyła oczy, już panował dzień. Emmy już nie było. Irys dostrzegła swoje ubranie. Poszła do łazienki, która miała tylko zlew i ubikację. Po porannych czynnościach ubrała się i wyszła. Tak jak przypuszczała, Emma była w kuchni. Michael siedział na taborecie.
– O jesteś śpiochu – Emma się do niej uśmiechnęła.
– Która godzina – Irys dostrzegła zegarek na kuchence.
Dochodziła ósma.
– Jack śpi?– blondynka spojrzała na parę.
– Gdzieś pojechał kilka minut temu.
– Do sklepu?
– Tak. Zabrakło śmietanki do kawy.
– Czyli wszystko inne jest w najlepszym porządku? – Irys spojrzała na Michaela, a potem na Emmę.
– Jak widzisz. Po śniadaniu jedziecie do ciebie? – odezwała się szatynka.
– Chyba tak. Dasz radę?
Muszę. Tak mnie, cały czas korci, by mu powiedzieć.
– On tego nie przyjmie – odpowiedział Michael.
Emma pokiwała głową.
– Wczoraj, gdy leżałyśmy przed zaśnięciem, powiedziałam jej, że czuję, iż to wszystko się dobrze skończy.
– Chciałbym – popatrzył na kobiety – wszyscy by chcieli. Miałem długo nadzieję, ale już to utraciłem – powiedział za smutkiem Michael.
– Zobaczysz – Irys podeszła do starszego z Forestów i go lekko przytuliła.
– Wyglądacie jak zakochana para – Emma wymusiła uśmiech.
– Bo tak jest. Mówiłam ci, że podobają m się starsi mężczyźni – spojrzała na Michaela.
Emma również na niego patrzyła, jakby oczekując wypowiedzi.
– Nie sądziłem, że tak szybko ją pokocham. Wiesz, że sporo rozmawialiśmy przez video.
– Coś wspominała – popatrzyła krótko na przyjaciółkę.
Cieszyła się ich szczęściem. Pomyślała, czy będą się kochać, kiedy dojadą do Irys. Nie chciała o to pytać. Znowu pragnienie do Jacka ogarnęło jej ciało i przyniosło kolejny ból.
– Kurwa – szepnęła.
Irys podeszła do niej, przytuliła i pocałowała w usta. Emma nie odebrała tego niewłaściwie, ale to, co stało się później, mocno ja zaskoczyło. Irys ją puściła. Michael podszedł do niej i teraz stała w jego ramionach. Po sekundzie pocałował delikatnie jej usta.
Otworzyła szerzej oczy i przeniosła je na Irys.
– To znaczyło: ,,Jesteśmy z tobą” – powiedziała blondynka.
– Tak, dziękuję. Jesteście prawdziwymi przyjaciółmi – powiedziała smutno.
Bardzo chciała, by spełniły się słowa Irys, ale naprawdę nie widziała w swoim racjonalnym umyśle dobrego rozwiązania.
Chcieli jeszcze rozmawiać, ale wrócił Jack.
Młodszy z Forestów zachowywał się normalnie. Emma obserwowała go dyskretnie, rzucając pojedyncze spojrzenia.
,,Taki fajny facet. Szkoda, że tak z nim jest. Co był, dała, by się to zmieniło” – myśli tej treści przechodziły w jej głowie.
– Zadzwonię do mamy i zapytam, czy możemy wpaść razem, czy woli tylko spotkać ojca – powiedział do wszystkich.
– Skąd wiesz, że będzie tego chciała, synu – Michael nawet nie miał już smutnej miny.
– Zapytam – brunet spojrzała na ojca z małym zażenowaniem – oczywiście, że niczego jej nie będę narzucał.
Popatrzył na nich po raz kolejny.
– Wybacz, Irys, że o tobie nie wspomnę, hrabinie Hazel. Nie jestem głupi i widzę, że chyba ci się mój ojciec spodobał i z wzajemnością. Nie popieram tego, bo tyle lat nie szukał innej kobiety a tu taka zmiana.
Emma poczuła, jak jej cale ciało się spina, ale powstrzymała się z powiedzeniem czegokolwiek.
– Podobnie z tobą, synu. Jestem zaskoczony, że tak się stało z tobą i Emmą, ale jeśli cię interesuje moje zdanie, twoja dziewczyna to prawdziwy skarb.
– Dziękuję, Michaelu – powiedziała cicho Emma.
– Pójdę do drugiego pokoju i ustalę z mamą co i jak. Wybaczcie.
Wyszedł z salonu.
– Ciekawe jak to przebiega – Irys się lekko uśmiechnęła.
– Naprawdę nie wiem. Jaki numer wystukuje i co dalej.
– Michaelu. Czy sądzisz, że gdzieś w środku on wie, jak jest naprawdę – Emma miała naprawdę smutne spojrzenie.
– Może. Naprawdę nie wiem. Byli związani. Pamiętam, jak się martwił, kiedy zaczęła chorować – widać było, że poruszanie tego tematu jest dla ojca Jacka trudne.
Emma zrobiła kawę. Mieli kupne ciasto z wiśniami, ale bardzo smaczne. Poustawiała talerzyki i filiżanki. Czekała na Jacka.
– Zaprosiła nas na pojutrze, na szóstą. Z tonu głosu nie wyczułem, że jest bardzo zadowolona, bo chyba wyczuła, że jednak to będzie rozmowa o tym najważniejszym.
– Zrobiłam cappuccino. Masz ochotę? Michael i Irys już wyrazili zgodę.
– Wiesz, że lubię twoją kawę, Emmo.
– To siadajcie – wskazała głową stół.
Po chwili zaczęli jeść placek z wiśniami i popijać kawę. Emma znalazła miejsce z bardzo dobrą, naturalną kawą. Jej maszyna do cappuccino kosztowała prawie dwa tysiące i mleko zamieniało się w pinkę jak w komercjalnej kawiarni.
– Chyba czas się ruszyć – powiedziała Irys.
Czuła, że jej przyjaciółka wolałaby nie zostawać z Jackiem sama, ale i tak to musiało się kiedyś stać. Pożegnali się i na koniec Irys szepnęła wzmacniające słowa do szatynki.
– Staraj się nie myśleć o tym. Zanim się dowiedziałaś, czułaś się szczęśliwa, prawda?
Szatynka tylko skinęła głową. Wiedziała, że nie da rady. Ta jedna myśl, że Jack cały czas traktuje matkę, jak żywą, powodowała u niej wielki stres i dziwne odczucia, których nie potrafiła określić. Wyszli.
– Też sądzisz, Emmo, że Irys podoba się Michaelowi, bo w drugą stronę nie mama wątpliwości.
– Zdecydowanie. Jest dobrym człowiekiem. Jedyne co dla niego nie jest idealne, to jej wiek. Znaczy, uważa, że jest za stary dla niej.
– A ty co sądzisz? – Jack siedział z nią na kanapie w salonie i trzymał jej dłoń.
– Trudno mi powiedzieć. Z uczuciem tak jest. Miłość widzi wszystko inaczej.
– Chyba masz rację. Widziałaś matkę. Czas dla niej się zatrzymał. Jest wciąż atrakcyjna.
Emma poczuła kolejne ukłucie w okolicy serca. Nie wiedziała, jak długo do zniesie.
Z jednej strony go kochała, co do tego miała pewność, ale świadomość tej sytuacji sprawiała jej ból. Już kilka razy chciała mu to powiedzieć, ale coś jej nie pozwalało.
– Emmo. Muszę ci coś wyznać. Wiem, że nie powinno się o tym mówić. Powiedziałem ci na początku, że nie dotknę cię, o ile sama mnie nie zapragniesz. Ja chcę ciebie. Wiesz, że nie chodzi mi o seks. Czuję, że i ja jestem dla ciebie atrakcyjny, jednak coś cię hamuje. I nie za bardzo rozumiem co.
– Może nie jestem jeszcze w pełni gotowa. Większość dziewczyn traci dziewictwo w wieku lat czternastu, kiedy się same dotykają lub trzy, albo cztery lata potem z pierwszym chłopakiem. Nie jestem taka. Nie mówię, że to dla mnie super ważne, jednak w naszej relacji nie chodzi o dziewictwo. Zresztą... Emma nieco się zarumieniła – nie jestem pewna czy jestem dziewicą.
– Może nie mówmy o tym. Zacząłem niepotrzebnie.
– Skoro poszliśmy w tym tak daleko. Nie sprawdzałam. Być może sama to zrobiłam, gdy miałam trzynaście lat. To była dziwna noc. Znalazłam na prześcieradle nieco krwi, ale następnego dnia dostałam okresu, więc sądziłam, że z tego. Możemy o tym rozmawiać. Nie jestem dzieckiem i to akurat nie jest dla mnie tabu. Staram się żyć zgodnie ze swoim sumieniem, nie żebym była czysta religijnie, że tak powiem. W moim życiu nie musiałam walczyć z pożądaniem. Miałam dwa razy stan, że chciałam z kimś być blisko. Raz czysto fizycznie, drugi raz to było głębsze. W obu wypadkach chodziło o kobietę.
O! Zaskoczyłaś mnie nieco, chociaż może nie. Przypuszczam, że jedną z tych osób jest Irys. Czy tak?
– Dobrze myślisz. A mówiłeś, że to ja jestem wróżką. Może spróbuj zgadnąć, kim była ta druga kobieta.
Jack patrzył na nią, ale nie czuła, że ją pragnie prześwietlić.
– Cóż, zaryzykuję. Lubisz piękno. Jedyną osobą, którą znam, a jest bardzo atrakcyjna, to Emery.
– No i jesteś jasnowidzem – dla Emmy rozmawianie o tym było łatwe i wolała to niż wspominanie Hazel.
– Czyli trafiłem. Pamiętam, że czułaś się nieco zagrożona, kiedy do niej pojechałem. Pamiętasz późniejszą rozmowę? Raczej nie jestem typem, którego można uwieść. Sam muszę chcieć. Do tej pory to u mnie spało. Ty to obudziłaś.
Emma poczuła charakterystyczny prąd w dole brzucha, ale prawie natychmiast to powstrzymała.
Hazel! Gdyby nie to, że jej chłopak wierzy, że matka żyje, iż widzi ją, rozmawia z nią, dawno by już była z nim w łóżku. Oczywiście to slogan. Wiedziała, że jej lebiodo jest silne i nie musiałoby to się odbywać pod kołdrą i bez światła. Oczywiście to zależałoby od Jacka. Emma podobnie jak i on, nie była osobą, która coś lubiła narzucać.
Pod wieczór poszli na krótki spacer i przejechali się jego autem.
Wieczorem Jack przyszedł do jej sypialni.
– Chcesz, żebym został?
Poczuła po raz kolejny ból. Chciała go, ale nie tak.
– Wybacz, Jack. Nie czuję się dobrze.
– Rozumiem – podszedł do nie i delikatnie pocałował jej policzek.
Wyszedł.
– Och – jęknęła – co bym zrobiła, żeby to się zmieniło.
Zasnęła. Jack miał pustkę w głowie. Nie wiedział, dlaczego Emma się zmieniła, czuł jednak do niej to samo co od początku.
Michael i Irys dojechali do jej domu.
– Zrobię ci coś do picia, chyba że chcesz kanapkę?
– Picie wystarczy. Ładne obrazy, chociaż tych kolorowych linii nie rozumiem.
Po dwóch minutach przyniosła mu napój z mango.
– Mogę ci wytłumaczyć. Większość ludzi i uważa, że takie coś tworzą ludzie chorzy psychicznie. Miałam pewne problemy, kiedy dorastałam, a nawet potem, ale nie kto inny jak Emma mi pomogła. Dlatego ja kocham.
Michael popatrzyła na nią.
– Dla mnie jesteś zupełnie normalna – uśmiechnął się krótko – wiedząc prawdę, uważasz, że z Jackiem ...? – nie dołączył.
Blondynka odpowiedziała od razu.
– Ma to coś. Gdybym nie wiedziała... Trudno określić. Nie chcę oceniać. Ja wierzę, że to się zmieni.
– Chyba wszyscy by tego chcieli – westchnął.
– Czy możemy na razie to zostawić? I tak to w nas jest, chociaż z powodu, że to twój syn, u ciebie to tkwi najmocniej.
– Mogę – odrzekł, patrząc w błękity Irys.
– Nie miałam relacji... wiesz, co mam na myśli. Byłam Emmą, najlepsze określenie to w przyjaźni.
– Nie wyglądasz na kobietę, która preferuje tę samą płeć.
– Ja nie preferuje nikogo. Sądzę, że jestem odludkiem. Nie miałam koleżanek ani kolegów nawet w okresie przed szkolnym. Kocham Emmę, ale nigdy nie byłyśmy blisko... w tym sensie.
– Nie musisz mówić.
– Nie chcę nic ukrywać. Jeśli ma to dla ciebie znaczenie, ja nawet trochę chciałam, bo brakowało mi bliskości.
– Odczuwam, że zawinili rodzice.
– Podobno tak. Emma mi tłumaczyła, że dziecko nie musi robić nic, by go kochano. To powinno być dane bezwarunkowo.
– I ma racje – Michael delikatnie dotknął jej dłoni.
– Jesteś taki ciepły. I dosłownie i w sensie niematerialnym.
– Nie wiem. Od śmierci Hazel nikogo nie szukałem. Dobrze zarabiam i nie jestem okropny z urody...
– Nie dlatego cię polubiłam, że jesteś przystojny, chociaż nie mogę powiedzieć, że to bez znaczenia.
– Czyli mnie polubiłaś? – uśmiechnął się subtelnie.
Blondynka odczuła, że nie miała żadnych problemów określić Emmie tego, co czuje do Michaela,
ale wyraźnie jej nie szło, by powiedzieć to jemu.
– Chyba sam czujesz i widzisz – spróbowała wyjść z opresji.
– Oczywiście. Wiesz tylko, co mnie nieco blokuje.
– Wiem. Emma sądziła, że Jack jest dla mnie atrakcyjny, ale jej od razu wytłumaczyłam, że wolę starszych mężczyzn, a brunet powinien mieć brązowe oczy. Natomiast wiem, że twój syn jest dla niej idealny i gdyby nie to...
– Mieliśmy nie rozmawiać o tym.
Michael odczuł, że musi dać jej wyraźny sygnał, bo nie spodziewał się, że ona zacznie. Przytulił ją do siebie i zaczął delikatnie całować usta. Ona poddawała się temu chwilę i w końcu zareagowała. W ich ciałach od razu wybuchło to, co od kilku godzin pragnęło dać upust. Kiedy skończyli się całować, mężczyzna wolno zaczął rozpinać jej bluzkę.
– Czy podoba ci się drobna osoba z trochę za dużymi piersiami?
– Nie sądzę, że są za duże. Jesteś piękna, Irys. Bardzo piękna.
Już nic ich nie hamowało. Po dwóch minutach mógł sycić swój wzrok cudnym ciałem, a ona chwilę się zastanawiała, jak dadzą radę.
– Będziesz delikatny, dobrze? – szepnęła w ucho.
– Oczywiście, kochanie – odpowiedział równie cicho.
– Przynajmniej na początku, bo już czuję, że budzi się we mnie żądza.
– Zostawisz sobie coś na następne razy.
– Nie obiecuję.
Po chwili Michael zaczął poznawać nową Irys. Trochę drapieżną, z pewnością wolną i wcale nie zawstydzoną.
Dwie godziny potem leżała obok i bawiła się jego czarnymi włosami nad czołem.
– Chyba wiem, dlaczego wolałam starszego mężczyznę.
– Przed chwilą mówiłaś, że jestem młodym jurnym byczkiem.
– Bo jesteś. Jak na razie widać pasujemy do siebie.
– We wszystkim.
– Masz ochotę poznać coś nowego – w pięknych błękitach dostrzegł nowy ognik.
– Nie bardzo wiem, co masz na myśli, ale chyba mi powiesz, lub naprowadzisz.
– Byłbyś zły lub zasmucony, gdybym zrobiła to z Emmą.
– Podobno nie powinno się być zazdrosnym o przeszłość.
– Wiem, że pracujesz w miejscu, gdzie czasem musisz unikać bezpośrednich odpowiedzi, ale teraz proszę, powiedz.
– Nie sądzę. Gdybyś to z nią miała, z pewnością bym nie miał z tym problemu.
– Mało brakowało, żeby wczoraj to się nie stało, ale wiedziałam, że to z powodu Jacka. Ona go kocha i pragnie. Jedyne co ja hamuje to świadomość, że dla niego Hazel jest żywa i realna.
– A ciebie to nie odrzuca?
– Powiedziałam to kilka razy, ale jeszcze raz powtórzę. Wierzę, że to się zmieni i to wkrótce.
– Tak, mówiłaś to kilka razy. Czy masz jakiś silny argument?
– Tak. Myślę, że Jack ją też kocha i to i tylko to zwycięży. Widzisz, mówiłeś, że wszystkiego próbowano. Moim skromnym zdaniem śmierć Hazel zabrała mu miłość matki, dlatego tylko inny rodzaj miłości może to naprawić.
– Cały czas go kochałem – posmutniał.
– Wiem, ale być może on potrzebował czegoś innego.
– Nie obawiasz się następnej wizyty, gdzie znowu będziesz hrabiną Hazel?
– Nie, Michaelu. Właśnie czuję, że to się stanie wtedy.
– Czy pójdzie gładko – starszy z Forestów poczuł gęsią skórkę.
– O nie! To nie będzie łatwe.
Pokiwał głową.
– To się musi skończyć, bo wpływa nie tylko ją, jego, ale i nas. Mam cały pakiet pomysłów, które chcę zrealizować.
– Chodzi ci o obrazy?
– Nie głuptasku, chodzi mi o nas. Jestem bardzo gorąca, chyba zauważyłeś.
– Owszem, ale mnie nie poparzyłaś.
– Chcesz się jeszcze kochać czy już wyssałam z ciebie wszystką moc?
– A czy tak wygląda? Wspominałaś o nowościach. Jestem otwarty na negocjacje.
Irys nie czekała długo, tak naprawdę obawiał się, że sprawa Jacka popsuje im resztę czasu.
Brunet miał moment kłopotów, bo nie uważał, że tak powinien, ale go przekonała. Kiedy skończyli, tym razem po dziewięćdziesięciu minutach zaczął się zastanawiać, czy to było słuszne pokochać Irys. Poczuł jednak, że to nie miał wyboru. Od pierwszych minut rozmowy przez telefon wiedział, że to ta jedyna. Bo to się wie. To się czuje.
– Czy już spełniłem wszystkie twoje fantazje? – zapytał nieco zaniepokojony.
– Tak. Teraz czas na twoje.
– Nie mam żadnych – odrzekł natychmiast.
– Kłamczuch. Wszyscy faceci o zboki, tylko się z tym kryją.
– No wiesz! – nieco się obruszył.
– Obrażony kotek? A co mi robiłeś przez ostatnie pół godziny?
– Przecież chciałaś!
Wzruszyła ramionami.
– Gdybyś był święty jak ten, co pokonał diabła, to byś nie chciał?
– Żartujesz, prawda? – Brunet wpatrywał się w śliczną twarz.
– Pewnie, że tak. To już zapomnij o ograniczeniach moralnych, etycznych, kulturowych i religijnych. I zrób mi coś, co mnie zaskoczy, bo że mi się spodoba, nie mam wątpliwości – ułożyła się w dość odważnej pozycji.
– Czyli wszystko się ogranicza do tego miejsca – wskazał środek ogrodu rozkoszy.
– Wcale nie. Powiedziałam, że to twoje fantazje. Aczkolwiek nie wiem, czy można gdzie indziej to realizować.
– Bateryjka się wyczerpała – spojrzał we właściwe miejsce – musimy poczekać.
Irys przekręciła się na bok i posłał mu płomienny uśmiech.
– Powiadają, że mężczyzna, żeby był całkowicie nieużytecznym dla kochanki, powinien nie posiadać kończyn i języka.
– Irys! Jesteś bardzo niegrzeczna.
– Tylko próbuję pomóc – zrobiła minę niewiniątka.
– Sam nie wiem. Czuje się jak pierwszy człowiek na Marsie.
– Nie wiem, czy tam kiedykolwiek ktoś poleci, ale zapewniam cię, że moje ciało jest bardziej przyjazne.
Michael zaczął niepewnie stawiać pierwsze kroki na czerwonej planecie. Wkrótce się przekonał, że lubi coś tylko z jednego powodu. Jeżeli to jej sprawia radość.
– Chciałbym jedno sprostować. Nie tylko cię lubię. Kocham cię, moja śliczna Irys.
Poczuła łzy na policzkach, ale Michael szybko je osuszył. Irys odczuła radość spełnienia. To, co zaczęła Emma lata temu, skończył Michael. Tym jednym słowem.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.