Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Ostatnia kawiarnia na prawo cz. 12

     Emma wstała i zaczęła przygotowywać śniadanie. Sytuacja z Jackiem działała na nią osłabiająco. Zwykle, kiedy para ma problem, powinna rozmawiać. W tym wypadku ona nie miała takich możliwości. Jego wczorajsze słowa, że nie rozumie powodu jej zasmucenia, tłumaczyła wszystko. Co miała zrobić? Powiedzieć, że go kocha, ale nie może być z nim blisko, bo on wierzy, że jego matka żyje? Emma pamiętała budujące słowa Irys, ale nie widziała powodu, dlaczego jej przyjaciółka tak uważa, że wszystko się ułoży. Znała ją. Jej wypowiedzi nie były zwykłymi słowami otuchy. Pomyślała o niej i Michaelu. Miała pewność, że miłość między nimi już wybuchła. Och, jak bardzo pragnęła, aby się udało jej i Jackowi!
– Hej, Emmo. Jak spałaś? – Jack już ubrany delikatnie ją przytulił.
– Dobrze – starała się, żeby jej głos brzmiał nieco radośniej.
– Jestem podekscytowany wizytą u mamy – to pierwsze zdanie spowodowało u niej ponowny przypływ depresji.
– Tak, to ważna wizyta – Emma przypomniała sobie słowa Irys, że tego dnia coś się zmieni.
Oby miała racje. Szatynka nie była typem masochistki. Cierpiała i wiedział, że jeszcze trochę wytrzyma, ale nie za długo.
– Zrobiłam kanapki. Masz ochotę na coś jeszcze? – odezwała się miło i ciepło.
– To wystarczy. Będę musiał pojechać do domu i trochę popracować.
– Będziesz pracował na komputerze u siebie? – spojrzała naturalnie.
– Och, tak to zrozumiałaś? Nie muszę. Pojadę, bo dostałem potwierdzenie, że koło południa mają przyjść moje rzeczy. Jeśli to wszystko przywiozą, mogę wrócić. Kupiłem dom i wcale w nim nie mieszkam.
Nie bardzo wiedziała, co mu ma odpowiedzieć. Jeszcze kilka dni temu jej odpowiedzi byłyby całkiem inne.
– Nie wiem, Jack. Dzwoniłeś do ojca? – chciała pokierować rozmowę na inny tor.
– Nie. To dorosły facet i wie, co robi.
Na końcu języka miała, aby powiedzieć mu o Michaelu i Irys, ale w porę się powstrzymała, bo wiedziała, co usłyszy.
– Po śniadaniu zadzwonię do Irys. Może ją odwiedzę. Jak wiesz, to bliska mi osoba.
– Zauważyłem. Czyli nie będziesz bardzo smutna, że mnie nie zabraknie na jakiś czas?
Spojrzała na niego i ponownie nie znalazła dobrej odpowiedzi. Ta sytuacja naprawdę ją przerastała.
– Przecież nie będzie cię kilka godzin, jak sam wspomniałeś.
– Tak tylko powiedziałem. Z mojej strony jest inaczej. Możesz nie wierzyć, ale będę tęsknił. Kocham cię, Emmo.
W normalnych warunkach rzuciłaby się mu na szyję. Spojrzała mu w oczy i poczuła łzy.
– Jack ja też cię kocham – powiedziała szczerze.
Przytulił ją i delikatnie pocałował usta.
– Czyli też może trochę będziesz tęsknić – powiedział cicho.
– Z pewnością – nie była pewna czy kłamie.
Poukładał talerzyki i sztućce na stole.
– Jesteś wspaniałą gospodynią. Świetnie gotujesz. Zjem z tobą i pojadę.
– Jest dopiero dziesiąta.
– Tak, ale być może przyjadą wcześniej. Nie chcę, by czekali. Chciałaś zadzwonić do Irys i być może też masz swoje sprawy.
– Tak, powinnam zadzwonić do warsztatu. Pewnie wszystko jest dobrze, ale ucieszą się, że daje znaki życia.
     Jedli w milczeniu. Och, tyle mu chciała powiedzieć i to wszystko rozbijało się jak fale o skały.
Uznała w momencie, że jest może niesprawiedliwa. Jack pewnie cierpiał, tam w tej głębi, gdzie wiedział, jaka jest prawda. Jeśli Irys się myli i nic się nie zmieni, będzie musiała się z nim rozstać. I niestety nie będzie mogła mu powiedzieć powodu. Bo cóż by to dało! Skoro do tej pory tego nie przyjął, co miałoby sprawić, że teraz stanie się inaczej?
Jego decyzja, że zniknie na kilka godzin była dla niej tylko chwilowym rozwiązaniem.
Jack wyjechał w ciągu dziesięciu minut. Emma siedziała chwilę, próbując się zrelaksować i dopiero zadzwoniła do Irys.
– Hej – powiedziała.
– Hej. Jak się masz, Emmo?
– Wiesz. Na dłuższą metę tego nie wytrzymam.
– Cierpliwości. Wiem, że nie wierzysz, że to się stanie szybko. Ja mocno w to wierzę.
– Oby! Jest naprawdę wartościową osobą, ale to mnie kosmicznie osłabia.
– Tak też czuję.
– Jak było? – Emma czuła, że wszystko odbyło super, ale chciała usłyszeć to od niej.
– Cudownie. Myślę, że pasujemy do siebie.
– To dobrze – odetchnęła.
– Emmo. Wiem, że to zabrzmi dziwnie. Mam przeczucie, że z Jackiem stanie się cud. Jednak gdyby nie...
– Bardzo bym chciała. Czuję, co chcesz powiedzieć. To zawsze mogło być, a ja nie chciałam. Teraz masz Michaela.
– Tak, ale nic się nie zmieniło w moim sercu. Zawsze będziesz dla mnie specjalna i wyjątkowa. Michael jest cudowny i on to wie, co jest między tobą a mną. Jednak nadal trzymam się tego, w co wierzę. O tym, że bym chciała, żeby się spełniło, nie muszę nawet wspominać.
– Zawsze sobie we wszystkim radziłam, teraz jestem bezbronna.
– Bo go kochasz. Dlatego tak jest.
– Miłość powinna dawać radość i szczęście – Emma czuła, że ponownie jest bliska płaczu.
– I tak będzie. Uzbrój się w cierpliwość, kochanie. On jest w domu?
– Pojechał do siebie, bo mają przywieźć mu rzeczy. Koło południa. Wyjechał wcześniej dla pewności, bo nie chce, by czekali. Chce też trochę popracować, ale nie wiem, czy tam, czy u mnie.
– Super. Gdybyś czuła się samotna, możemy do ciebie przyjechać albo ty do nas.
– Nie chcę zawadzać.
– Emmo! Może tego nie czujesz, ale jesteś bliska też i Michaelowi. Z pewnością da, to nam radość, kiedy będziesz z nami.
– Jego wyjazd dzisiaj niczego nie zmieni.
– Wiem. Powiedz, co mogę zrobić dla ciebie, żeby ci pomóc. Zrobię, cokolwiek zechcesz.
– Chciałabym być z tobą blisko. Bliżej niż wczoraj wieczorem, a tego nie zrobisz.
– Oczywiście, że mogę. Tylko ty nie chcesz mnie. To ma ci dać cząstkę miłości, której nie możesz dostać od Jacka. Ja to dokładnie rozumiem. To nie jest dobry pomysł, ale nie mam żadnego problemu być z tobą.
– Wybacz, plotę bzdury.
– Wcale nie. Rozumiem to. Mówię ci, jak jest. To nie jest dobry pomysł, ale to zrobię. Mam takie nastawienie do ciebie od chwili kiedy się poznałyśmy.
– To nie jest w porządku, o czym myślę. Postaram ci się wytłumaczyć, jeśli się zobaczymy. To nie jest tak, jak sądzisz.
– To nie tak. Ty borykasz się z problemem, który wychodzi poza twoje możliwości i dlatego nie jesteś sobą.
– Wiem.
– Emmo, przyjedź do nas. Jesteś w stanie, prawda?
– Tak. Dam radę.
– To czekamy.
Emma przerwała połączenie i zaczęła płakać. Łzy ciekły, jak woda z kranu a końcu się uspokoiła. Wiedziała, że to nic nie da. Poszła do łazienki i opukała twarz chłodną wodą. Spojrzała w lustro.
– Nigdy o nic cię nie prosiłam. Wiem, że możesz.
     Uświadomiła sobie, że nie powiedziała prawdy. Prosiła kiedyś Boga, aby mama wróciła, ale jej pierwsza i jedyna do tego czasu modlitwa nie została wysłuchana. Teraz sądziła, że będzie podobnie.
Nie ubierała się specjalnie, w zasadzie ogarnęła wzrokiem salon i postanowiła pojechać.
     Po kilku minutach już była w drodze.
,,Jak jej to wytłumaczę” – biła się z myślami.
     Sama tego nie rozumiała, co poczuła wczoraj. Faktycznie blondynka mogła wyczuć, że jej słowa i odczucia są reakcją na sytuację z Jackiem. Tylko ona wiedział, że jest to coś innego. Jednak nie mogła mieć pewności czy ten stan by trwał, a nawet, czy by powstał, gdyby wszystko z Jackiem ułożyło się, jak trzeba. Być może myślenie o tym stanowiło dla Emmy odskocznie od dołującej sytuacji? Wczoraj zapragnęła Irys. Dlaczego dopiero wczoraj? Przez trzy lata czuła, że gdyby tylko dała mały znak swojej przyjaciółce, mogłyby być ze sobą. Jednak z pewnością chodziło tylko o przyjemność bycia blisko. Emma nie sądziła, że przez poznanie Irys zmieniła się jej orientacja. Nadal pozostawała taka sama. Teraz, nawet gdyby więcej tego pragnęła, to spowodowałoby tylko problemy i to w obu związkach. Zastanawiała się nad słowami Irys. Czy rzeczywiście mogłaby nadal z nią być blisko, mając Michaela? Zwykle żaden mężczyzna nie chciał, aby jego wybrana była z kimś innym. Czy fakt, że tą osobą mogłaby być kobieta, zmieniał wszystko?
Przez lata Emma utrzymywała swoje libido w uśpieniu, dopiero kiedy poznała Jaka, wszystko się zmieniło. Czy ten właśnie fakt spowodował, że równolegle poczuła coś do Irys? Wyglądało na to, że poznanie Jacka sprowadziło na nią same kłopoty. A może Irys miała racje? Może jej psychika się broniła i szukała czegokolwiek by dać sobie radę z tym problemem? Naprawdę nie miała już pewności.
Dojechała. Samochód Irys stał na wjeździe do garażu. Emma uśmiechnęła się do swojej myśli. Mała kobieta w dużym samochodzie.  

Zadzwoniła do drzwi. Otworzył Michael.
– Dobrze, że jesteś Emmo – przytulił ją ciepło.
– Naprawdę nie przeszkadzam? – popatrzyła prosto w źrenice.
– Czy uważasz, że mówię tak z powodu dobrego wychowania? Owszem jestem miły i pewnie to jest i moją naturą i spowodowane przyzwyczajeniem zawodowym, ale zapewniam cię, że się cieszę.
– Że mnie widzisz? – zdziwiła się troszkę.
– Tak. Bardzo cię lubię.
– Ja ciebie też. Można tak bardzo do kogoś poczuć sympatię po tak krótkim czasie znajomości?
– Widocznie. Sama poczułaś coś od razu do mojego syna.
Zrobiła smutną minę.
– Czy żałujesz? – brunet zareagował natychmiast.
– Porozmawiamy razem – ponownie spojrzała w oczy bruneta.
Irys z pewnością usłyszała, że ona przyjechała, ale dawała im porozmawiać. W końcu Michael wszedł z Emmą do salonu.
– Chodź tu do mnie – Irys klepnęła skórę sofy obok siebie.
Emma posłusznie usiadła na wskazanym miejscu.
– Zostawię was – rzekł Michael.
– Możesz zostać – szatynka wyciągnęła rękę w jego kierunku.
Mężczyzna spojrzał krótko na Irys. Widocznie potrzebował potwierdzenia. Usiadł po stronie blondynki.
– Nie, niech będzie między nami – powiedziała cicho Irys.
Michael wstał i usiadł po drugiej stronie Emmy.
– Nie chcę, byście mnie żałowali – może powiedziała to niepotrzebnie.
– Jesteś małą dziewczynką – stwierdziła Irys.
Brwi szatynki zbliżyły się do siebie i spojrzała na blondynkę.
– To nic nie da – powiedziała jakby w usprawiedliwieniu.
– Nie będziemy cię żałować – powiedziała otwarcie blondynka – zarówno Michael, jak i ja rozumiemy, że nie tego potrzebujesz.
Teraz Emma już nie wiedziała, jak to rozumieć. Miała świadomość, że żałowanie jej niczego nie zmieni i naprawdę już nie wiedziała, co by pomogło.
– Wiem, że nie powinnam tak mówić. Jesteście dla mnie dobrzy i mili, a ja jestem niewdzięczna.
Irys spojrzała na bruneta.
– Mówiłam ci, że tak będzie.
Emma spojrzała w oczy przyjaciółki.
– Co jeszcze powiedziałaś Michaelowi?
– Co czujesz i czego pragniesz.
Emma poczuła, że nie jest zła na Irys, ale policzki jej zapłonęły.
– Chyba nie powiedziałaś tego?
– Oczywiście, że powiedziałam.
Emma powinna być zła, zawstydzona, załamana, ale żadnego z tych uczuć nie poczuła.
– Nie jestem sobą – rozłożyła ręce.
– To zrozumiałe. Dla mnie nie było to zaskoczeniem, jak dla ciebie. Ja z tym żyłem latami.
Emma uznała, że objawi Michaelowi, co wcześniej powiedziała swojej przyjaciółce.
– Kocham Jacka, ale nie będę mogła z nim być w takim stanie. Nie jestem typem ofiary. Moje wnętrze cierpi, ale nie znaczy to, że ma tak być na długi czas.
– Emmo, nie musisz mi tłumaczyć – Michael miał spokój na swojej twarzy. – To, że jestem z Irys, niczego nie zmieni w waszej relacji.
– To dobrze. Irys jest moją jedyną przyjaciółką – odparła od razu.
– Nie to miałem na myśli. Chodzi mi o wszystko. Nie oceniam.
– Jestem zawstydzona, że Irys ci to powiedziała.
Michael patrzył na nią długo.
– Musicie być prawdziwymi przyjaciółkami. Większość kobiet w takiej sytuacji zareagowałaby inaczej.
– Wiem. Nie potrafię być na nią zła. Nawet gdybym chciała tego sto razy więcej, nic z tego nie będzie. Człowiek powinien mieć zasady.
– Zrobicie, jak zechcecie, ja tylko powiedziałem, jakie jest moje stanowisko. Wszedłem do życia Irys dopiero wczoraj.
Brunet wstał i chciał odejść, ale Emma złapała go za dłoń.
– Poczekaj. Przyjechałam do was, nie tylko do Irys.
– Dobrze, w takim razie zostanę – usiadł z powrotem.
– Mam dobrego chłopa, nie sądzisz? – Irys się uśmiechnęła.
– Jack też pewnie jest taki – przyznała Emma.
– Prawdopodobnie masz racje. Naprawdę nie rozumiem...
– Jaka była Hazel? – Emma nie rozumiała, czemu o to zapytała.
Zadała pytanie i ułamek sekundy później, zastanowiła się, że może sprawiła mu tym przykrość.
Z wyrazu twarzy Michaela nie wynikało, że tak jest. Pozostał spokojny.
– Była kochaną osobą. Naprawdę nie mogę pojąć, co spowodowało jej depresję. Kochałem ją i byłem, jak trzeba. Kochała Jacka jak dobra matka. To dziwne, ale w końcowym czasie stała się zimna dla mnie, do niego wciąż miała niezmienne uczucie.
– Nie mogliście jej zatrzymać? – Emma odczuła tragedię, jaką musiał przeżyć Michael.
– Zrobiłem to, ale niestety służby z powodu nocy nie mogły jej odnaleźć. Potem rozmawiałem z kilkoma specjalistami. Oni twierdzą, że są dwie grupy ludzi, którzy chcą się zabić. Jedni nie chcą żyć, drudzy chcą umrzeć. Ta druga grupa nie może żyć. Wyobrażasz sobie, jej cierpienie, gdyby musiała z tym żyć? To pewnie byłoby gorsze niż wcześniej.
– Tak, pewnie masz rację. Czy Hazel wierzyła w Boga? – Emma czuła, że Irys ją mocniej przytuliła.
– W dobrym czasie, tak. Potem nie wiem. Czy coś chciałaś powiedzieć?
– Och nie! Nie wierzę, że samobójca idzie do piekła. Ta idea wiecznego cierpienia kłóci się z wizją dobrego i wybaczającego Boga. Czasem Bóg sprawia cuda.
– Och, o to chodzi! Ja prosiłem i Jack chyba też.
– Ja raz poprosiłam, by moja mama wróciła i zanim do was przyjechałam, poprosiłam ponownie.
– Podobno trzeba wierzyć, że się spełni – wtrąciła Irys.
– Bóg nie wysłuchuje grzeszników – powiedziała nagle Emma.
– Jesteś głuptaskiem, Emmo. Ponoć Bóg wie wszystko. Skoro tak, to wie, co zrobisz za pięć minut i za dziesięć dni. Chodzi ci o to, że mnie zapragnęłaś?
Emma już zaakceptowała ten fakt, że Michael to wie, ale nadal czuła się dziwnie, słysząc z ust Irys takie słowa.  
– To pewnie jakieś zawirowanie. Gdyby z Jackiem wszystko się ułożyło, pewnie bym tak nie pomyślała.
– To się okaże, kiedy już się z wami będzie dobrze – odrzekł Michael.
– Ty też w to wierzysz?
– Irys mnie tym zaraziła. Wytłumaczyła mi logicznie, że miłość jest jedyną rzeczą, która jest nowa dla Jacka.
– Moja miłość do niego, czy jego do mnie – Emma bardzo chciała usłyszeć, co Michael czuje.
– Nie poczuj się źle, co usłyszysz. Jego do ciebie. On wie, że go kochasz i nic to nie zmieniło.
– Czyli chcesz powiedzieć, że on nie wie, ze mnie kocha? Zachowuje się, jakby miał tego świadomość.
– To jest ta subtelna różnica. Chciałbym, żeby Irys miała rację.
– Ja też bym chciała – powiedziała cicho blondynka.
– Ja uwierzę, jeśli stanie się coś niemożliwego – odpowiedziała nagle Emma.
– Czyli uwierzysz, jak to się stanie – odpowiedział Michael.
– Nie o tym pomyślałam.
– Rozmawiałam z właścicielem tej kawiarni. Miejsce jest ładne i w sezonie ma mnóstwo klientów, jednak ta plaża... On wie z danych policji, że tam wiele ludzi w taki sposób odeszło. To straszne i dziwne zarazem.
– Jack mnie zaczepił pierwszy i powiedział: Nie musisz tego rozbić. On chyba naprawdę wie w środku, że jego mama właśnie w tym miejscu zaczęła wchodzić w wodę.
– To jest coś nowego – powiedział Michael – gdyby porozmawiać...
– Nie, kochanie. To by nic nie dało. Czy naprawdę nie potraficie poczekać? – Irys patrzyła na nich tak inaczej.
– Wiesz Michaelu, że Irys też chciała tak umrzeć – Emma spojrzała na bruneta.
– Wiem, powiedziała mi. Dlatego się poznałyście, prawda?
– Tak, to może złe miejsce, ale ma coś w sobie – powiedziała Emma i popatrzyła dłużej na przyjaciółkę.
– Zrobię coś do jedzenia i dam wam picie – powiedziała Irys i poszła do kuchni.
Teraz oboje patrzyli na siebie.
– Gdybym nie odebrała tego telefonu, nie poznałabym prawdy.
– To nie tak. Z pewnością byś poznała, ja natomiast nie poznałbym Irys. Moim zdaniem to było dobrem.
– Byłam bliska, by z nim być... no wiesz... Nie wiem, jak bym się czuła, gdyby to się stało i dopiero bym odkryła, co z nim jest.
– Wiesz Emmo, to pułapka, w którą wpada wielu. To, co się stało, musiało się stać. Rozmyślanie co by było, gdyby było, nie ma sensu.
– Czyli uważasz, że nie mogło się stać inaczej?
– Skoro tak się stało, nie mogło.
– Dobrze, powiem ci, co już wiesz od Irys. Na początku naszej znajomości chyba mnie chciała. Nie z czystego pragnienia rozkoszy, raczej z chęci bycia z kimś blisko. Z kimś, kogo kochała. Ja tego nie potępiałam, ale zastawiałam się wierzeniami religijnymi. Irys to zrozumiała i nigdy nie naciskała. Tak czułam do wczoraj. Wczoraj u mnie... ja ją chciałam.
– Być może tak było, jednak ja uważam inaczej. To z pewnością ma związek z Jackiem. Jeśli się mylę, to będziesz z nią blisko, nawet jeśli Jack w cudowny sposób zrozumie, że Hazel nie żyje.
– To by zniszczyło dwa związki, nie jeden.
– Może nie uwierzysz, ale Jack jest jak ja. Myślę o wnętrzu. Może nawet o tym nie wie. Skoro ja to akceptuję, on zrobiłby to samo. Wiem, że sam sobie zaprzeczam. Coś się nie stało, nie można wiedzieć, czy się stanie. Bądź spokojna. Masz wystarczający jeden kłopot.
– Jesteś dorosły i masz większe doświadczenie od nas. Mówisz to tak łatwo, bo to nie miało miejsca. Być może mężczyzna nie akceptuje zdrady, kiedy jego wybrana zrobi to z innym mężczyzną, ale jeśli zrobi to z kobietą to i tak jest zdrada.
– Zdrada niesie za sobą kłamstwo. Jeśli strony wiedzą, to nie może być mowy o zdradzie.
– Tak, masz racje. Jednak coś jest naturalne, a coś nie jest.
– Czyli czujesz coś do Irys wiedząc, że jest to nienaturalne?
– Dokładnie. Ty zezwalasz, ona akceptuje, a ja chcę tego, jednak wiem, że to się nie stanie. Wiem.
– Mogę cię o coś zapytać?
– Możesz, czemu pytasz?
– Bo to nie jest typowe pytanie, które bym zadał. Właściwie nie rozumiem, dlaczego o to chcę zapytać.
– Zapytaj.
– Czy uważałabyś za nienaturalne, gdybym cię pocałował?
Emma spojrzała na Michaela inaczej.
– Jesteś mężczyzną a ja kobietą. To nie byłoby nienaturalne, ale biorąc pod uwagę, że ja kocham Jacka, ty Irys a ona ciebie, to nie byłoby właściwe.
– Masz rację. Pytam, żebyś zrozumiała, że mógłbym. Gdyby to miało pomóc.
– To nie pomoże. Gdyby miałoby pomóc, że byłabym blisko z Irys, może byłby sens to zrobić. Mam przekonanie, że to nic nie zmieni na lepsze. Być może by pogorszyło.
– Może. Człowiek ma zawsze wybór. Czasem łatwy, czasem trudny. Z tego, co mi mówiła Irys, Jack nie rozumie, dlaczego nie jesteś z nim blisko, ale to szanuje.
– Jest szlachetny. On to powiedział, chyba słyszałeś. On nie rozumie, dlaczego jestem taka. Czy to rozumiesz?
– Oczywiście. Gdyby nie rozumiał, to by kłamał. Ja tylko przez cały czas nie mogę pojąć, że we wszystkim innym on postępuje normalnie.
– Tak, to jest dziwne.
Irys przyniosła jedzenie. Kilka sałatek, które musiała zrobić w błyskawicznym tempie i kanapki, wyglądające bardzo apetycznie.
– Siadajmy.
– Wyglądają smakowicie – stwierdził Michael.
Usiedli i zaczęli jeść.
– Co byłoby gorsze? Gdybyś ty ze mną była blisko czy gdyby ja spala z Michaelem? – nagle zapytała Emma.
Jak się spodziewała, nie dostrzegła zdziwienia na ich twarzach.
– Nie sądzę, żeby to było złe. Według tego, w co wierzysz, obie rzeczy są grzechem. Raczej powinnaś zapytać, co spowodowałoby większe problemy. Czy włączasz w to Jacka? Dla mnie oba przypadki są do zaakceptowania – odpowiedziała Irys.
– Chyba wariuje – Emma skrzywiła swoją twarz.
– Kochanie musisz uzbroić się w cierpliwość – blondynka pogładziła jej dłoń.
– Łatwo ci mówić, bo dotyczy to mnie.
Irys spojrzała z miłością na Emmę.
– Mylisz się. Pomyśl lepiej. Sądzisz, że twoje cierpienie jest mi obojętne? Nie jest. Skąd wiesz, jak to odczuwam?
Emma uświadomiła sobie, że była niesprawiedliwa.
– Wybacz – powiedziała cicho.
– Nie pozwól, by to cię niszczyło. Uwierz, że będzie dobrze. Inaczej naprawdę zwariujesz, a Jack nie będzie rozumiał, co się stało. Jeśli sądzisz, że to pomoże, powiedz mu, co czujesz. Powiedz, że Hazel nie żyje.
Emma długo wpatrywała się w oczy blondynki.
– Powiem mu, ale dopiero podczas obiadu u Hazel – sama się sobie zdziwiła, że tak powiedziała.
Poczuła ukojenie. Chyba Irys miała racje. To można było opanować. Zaczęła wierzyć Irys, jednak nadal trzymała się postanowienia, że nie będzie blisko z synem Michaela, aż uwierzy, że jego matka nie żyje.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 3818 słów i 21629 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.