– Herbata już zrobiona, teraz tylko musi naciągnąć. Chcesz tu wypić czy pójdziemy do salonu. Zrobiłem dobre ciasteczka, to suche ciasteczka, ale chyba się dadzą zjeść.
– Coś w rodzaju herbatników?
– Można tak powiedzieć. Ostatnio zajmowałam się ogródkiem. Jak wspomniałam, czasem pracuje.
– Czasem?
Emma spojrzała na dłonie.
– Chyba lubię to robić. Kiedy mnie nie ma dwa dni w warsztacie, zaczynam tęsknić.
Chyba zdecydowała za niego i ruszyli do salonu.
– Masz dobry gust. O, i widze więcej obrazów Irys. Skoro jest droga, to powinienem o niej słyszeć. Zaraz... Czy ma na nazwisko Keithner?
– Tak, właśnie. Zastanawiała się nawet czy nie zmienić nazwiska. Jej rodzice.
– Są właścicielami kopalń. Ross i Wilma Keitner. Cos mi się obiło o uszy. Sama śmietanka.
Emma rzuciła mu inne spojrzenie.
– Jeżeli poznasz Irys, a pewnie się tak stanie, nie wspominaj o jej rodzicach, dobrze?
Jack poprawił się na krześle.
– Jasne. – Korciło go, by zapytać, bo coś odczuł, ale ostatecznie zmienił zdanie.
– Może kiedyś ci sama powie. To cudowna istota, tylko bardzo skrzywdzona. Na szczęście jest już dobrze.
– Tak właśnie odczułem. I pewnie masz w tym swój udział, że jest już dobrze.
– Nie uważam tak, zrobiłam, co każdy by zrobił.
– Tak, oczywiście.
Emma wstała i otworzyła barek. Na kryształowym talerzu leżały ciasteczka. Przypominały wyglądem popularne mieszanki, ale już wiedział, że nie są kupne.
– Potrafię gotować – wrzuciła jakby niepotrzebnie.
– Ja też, chociaż w większości jadam zamówione jedzenie. Raz na jakiś czas idę do restauracji.
– Z ojcem? – weszła mu w zdanie.
– Czasem z klientem. To dla mnie katorga, bo muszę udawać kogoś innego.
– Ale z Michaelem tak się nie czujesz?
Posłał jej krótkie spojrzenie.
– Ojciec jest duszą, nie człowiekiem. Nie mogę zrozumieć Hazel, że go zostawiła.
– Czy Hazel to twoja mama?. Dziwnie to brzmi, kiedy syn mówi o matce po imieniu.
– Dla mnie to nie jest dziwne, chociaż nigdy nie powiedziałem do ojca po imieniu.
– To typowe. Podobno tylko w zwichrowanych rodzinach dzieci mówią do rodziców po imieniu.
– Tak, wiem. Mama pochodzi z arystokracji. Byłem mały i odwiedziliśmy raz jej rodziców. Do dzisiaj pamiętam, jak się do siebie zwracali. Tego nie da się powtórzyć. Szczerze nie znosiłem jej ojca, a babcia Josephin, Beatrice Willbroock z domu Canterberry, to typowa królowa z bajki o królewnie Śnieżce. Zmarli kilka lat temu.
– Przykro mi – szepnęła Emma.
– Cóż, wszyscy kiedyś odchodzą. Z uwagi na ich charaktery nie jestem pewny czy mogę mówić świętej pamięci dziadkowie.
– Mam nadzieję, że znaleźli łaskę w oczach Pana.
– Może... – dziewczyna wyczuła, że temat dziadków Jacksona nie jest zbyt ulubionym dla przystojnego bruneta.
– I co myślisz o ciasteczkach – uśmiechnęła się nieco kwaśno, jakby nie była pewna oceny.
– Niezłe. Pewnie były lepsze, kiedy je zrobiłaś.
Inna osoba poczułaby się urażona, ale Jack był naprawdę szczery. Ciasteczka miały ponad miesiąc i gdyby zostały w zamkniętej torebce, miałby lepszy smak.
– Dziękuję za szczerość – odezwała się bez odrobiny gniewu. – Jakie jest twoje ulubione ciasto? Zrobię dla ciebie i wówczas ocenisz.
– Nie jestem smakoszem słodyczy, ale chyba lubię czarny las, mus z czarnej porzeczki na czekoladowym biszkopcie nasączonym likierem z wiśni i chyba smakuje mi cytrynowy tart.
– To zrobię, ale nie wszystko naraz.
– Jasne. Też się czymś odwdzięczę – odrzekł z subtelnym uśmiechem.
Emma uznała, że nie mogla sobie wyobrazić by czuła się z kimś lepiej. Wiedziała w środku, że nikt pewnie nie zajmie miejsca Irys w jej sercu, ale już wiedziała, że nie można porównywać, uczuć. Zastanowiła się, wpatrując w błękity Jacka, jak szybko można się zakochać. Sądziła, że nigdy ją to nie spotka. Była bardzo ładna i zgrabna, a jedynym mankamentem w jej ocenie stanowiły jej nieco zbyt żylaste jak na kobietę, dłonie. Potrafiła dostrzec wzrok mężczyzn, nawet jej pracownicy czasem widzieli w niej piękną dziewczynę, ale sama nie wierzyła, że jest zdolna się zakochać. Nagle przypomniała sobie, o co chciała zapytać Jacka.
– Czy mogę wiedzieć, dla kogo będziesz pracował? To trochę nietypowe. Zwykle taki rodzaj pracy nie wymaga przeprowadzki.
Brunet przypomniał sobie, że podobnie argumentował ojciec. To pewnie był przypadek, bo Emma, chociaż, też wyglądała na słodką osobę, różniła się pewnymi zachowaniami od jego ojca. Zastanawiał się, czy wspomnieć o tym, że i ojciec użył takiego sformowania, ale po raz kolejny zrezygnował.
– Nie mam przed tobą tajemnic. To dość nietuzinkowa osoba. Nazywa się Emery Crosswhite, może obiło ci się o uszy.
– Owszem – przez twarz Emmy przeszedł dziwny skurcz.
– Znasz ją? – zainteresował się mężczyzna.
Szatynka dopiła filiżankę herbaty, a w ciągu tej chwili powróciły wspomnienia.
Znała już Irys prawie rok, dziewczyna zaczęła być znana. Pierwsze obrazy sprzedała za kilka setek i dzięki tym pierwszym kupcom jej sława zaczęła rosnąć. Zaczęto szeptać w kręgach artystycznych, że to nowy de Konning, chociaż utalentowana, wówczas dwudziestopięcioletnia Irys malowała naturę, portrety, i potrafiła z pamięci odtworzyć ,,Słoneczniki” Moneta. W ciągu trzech miesięcy następne obrazy już sprzedawała za dwieście tysięcy, bo ktoś z posiadających wpływy w bogatych sferach Hollywoodu zorganizował aukcje. Wówczas pierwszy raz zobaczyły na własne oczy Emery.
Lekko po trzydzieste, wysoka na prawie sześć stóp kobieta o ciężkich, naturalnie miedzianych włosach i pięknych zielonych oczach. Kupowała interesy i miała w tym szósty zmysł. Ponoć, chociaż okazało się prawdą, w jednym z kasyn w Vegas postawiła milion dolarów w ruletce i wygrała trzydzieści dwa. Chciała to postawić i grać dalej, ale nastąpiła awaria prądu. Ktoś jej poradził, by zaniechała tego pomysłu, jeżeli chce dożyć jutra. Może się przestraszyła, lecz pewnie po prostu zmieniła zdanie.
Ubierała się dość osobliwie, nie ukrywając widoku swojego ciała. Emma nie zajmowała się plotkami, ale jej klientami nie byli właściciele dziesięcioletnich Chevroletów, chociaż i takie naprawiła, kiedy uznała, że właściciel jest tego wart. Właściwie w tym ciekawym mieście pełnym dziwnych ludzi panienka Crosswithe zajmowała dogodne miejsce w ploteczkach. Nie gardziła mężczyznami ani kobietami. Co prawda wybierała ostrożnie. Faktem było, że każdy jej kochanek, czy kochanka robił potem karierę. Emery uparła się, by kupić ,,Wspomnienie wiosny” Irys i wwindowała cenę do siedmiuset tysięcy pięćdziesięciu, bo jakiś stary właściciel kilku fabryk, też chciał mieć ten obraz.
Za dwa miesiące sprzedała ten obraz komuś z Chin za milion sto tysięcy dolarów. Kiedy Irys się o tym dowiedziała, zmieniła reguły aukcji. Kupiec nie mógł sprzedać jej obrazu, a jeżeli to zrobił, miał płacić czterysta procent kary ceny obrazu. Oczywiście wysłała osobisty list elektroniczny do panienki Crosswithe, że ta nigdy już nie kupi u niej obrazu. Pół roku później pod warsztat Emmy, który miał nazwę ,,Egzotyczny szmaragd” podjechało pomarańczowe Hennessy Venom F5 i wysiadła z niego Emery.
Emma właśnie siedziała w swoim biurze i sprawdzała wyniki testów silnika pewnego ,,Srebrnego cienia".
– Można? – zapukała i nie czekając na zaproszenie, weszła do środka.
– Co mogę dla pani zrobić? – odrzekła Emma.
– Coś stuka w moim silniku. Słyszałam, że jesteś super. Masz wyczucie do aut jak ja do pieniędzy.
– Czym pani jeździ? – szatynka, dostrzegła, że Emery nie pamiętała jej z aukcji.
– Hennessy Venom F5, z poprzedniego roku. Przebieg dopiero tysiąc sześćset kilometrów.
– Czy samochód nie jest na gwarancji?
– Owszem. Chcieli wziąć go za tydzień, a ja nie mam czasu czekać tak długo.
– Mam czterech ludzi i najbliższy wolny termin za dwa tygodnie.
– Też tak sądziłam, ale ponoć jesteś bardzo uczynna. Pomogłaś mojemu ogrodnikowi. Pękła mu uszczelka w górze silnika w Oldsmobilu.
– Pamiętam. George, miły człowiek. W serwisie nic by pani nie zapłaciła, a ja nie pracuję za darmo.
– George zapłacił dwieście dolarów, a powinien osiem tysięcy, poza tym jestem panienką. Co chcę powiedzieć, że mam pieniądze. Nazywam się Crosswhite, nigdy o mnie nie słyszałaś, Emmo?
– Chyba sobie przypominam – szatynka pierwszy raz w życiu skłamała.
– Taka ładna dziewczyna, a taki kłamczuszek. Byłaś kochanie na aukcji obrazów swojej przyjaciółki Irys. – Miedzianowłosa pokręciła głową, a Emma nie potrafiła opanować gorąca na policzkach.
– Dobrze. Pamiętam cię, Emery. Skłamałam. I wiesz co? Jeszcze kilka sekund temu bym ci odmówiła. Rolls Royce na trzecim podnośniku schodzi za godzinę. Osobiście zajrzę pod maskę twojego auta. Mój kierowca zawiezie cię do domu i przywiezie, kiedy będę wiedziała co i jak.
Emery zrobiła minę aniołka i zapytała.
– A nie mogłabym zaczekać?
– Zaczekać? Pewnie w moim biurze.
– Czytasz mi w myślach. Możesz powiedzieć Irys, że nie jestem zagniewana i żałuję, że sprzedałam ,,Wspomnienie wiosny”. Wątpię, czy zmieni zdanie co do mnie, ale chcę, byś jej to przekazała.
– Dobrze, przekaże. – Emma powróciła wzrokiem na wyliczenia.
– Nie zaproponujesz mi kawy?
Tym razem szatynka nie dopuściła, by emocje nad nią górowały.
– Jestem zajęta. Nie czytałaś na drzwiach, że wejście tylko dla personelu? Zapytałaś, czy można i weszłaś, nie czekając na pozwolenie. Jeżeli chcesz kawy, to możesz sobie zrobić. Sądzę, że umiesz obsługiwać maszynę do espresso.
– Chciałam cappuccino. George przekazał, że w życiu tak dobrej nie pił. Zrobiłaś mu osobiście.
– Tobie nie zrobię, bo przeglądam wyniki testu Srebrnego Cienia. Im szybciej to zrobię, tym szybciej twój samochód będzie zbadany.
– Dobrze, już będę grzeczna.
Emma kontem oka obserwowała dziwną klientkę. Emery zrobiła dwie kawy i postawiła jedną bliżej Emmy. Ku zdziwieniu szatynki nie wypiła swojego cappuccino, tylko wzięła szczotkę i zaczęła zamiatać. Na orzechowej klepce leżało kilka skrawków papieru i okruszki od marchewkowego ciasta.
Szatynka uśmiechnęła się pod nosem. ,,W co ona pogrywa?" – pomyślała.
Emery skończyła i zaczęła pić kawę.
– Doskonała. Zdradzisz mi, gdzie kupujesz kawę?
– Może – Emma nie odrywał wzroku znad kartki.
– Potrafię się odwdzięczyć – panienka Crosswhite dobrze grała albo naprawdę była miła.
– Słodzisz, bo ja piję bez cukru – kontynuowała.
– Dwie łyżeczki i zamilcz, bo mnie rozpraszasz.
– Przepraszam, już będę cicho.
Emma znalazła problem i zakreśliła czerwonym markerem, a w tym czasie Emery już mieszała łyżeczką zrobione dla niej cappuccino i postawiła w tym samym miejscu. Emma nie musiała się nawet domyślać. Panienka Crosswhite od chwili wejścia patrzyła na nią jak na słodkie ciasteczko.
– Dziękuję za kawę. Znalazłam błąd. Siedzisz tu grzecznie, a ja zajmę się twoim autkiem, kochanie.
Emery tylko kiwnęła głową.
Emma wyszła z biura i wypuściła powietrze. Zobaczyła swojego głównego mechanika, Mike Trance.
– Przyjechał Hennessy. Gdzie jest właściciel? – zapytał zdziwiony.
– To Emery Crosswithe. Siedzi u mnie w biurze. Ciekawa istota.
– Też coś słyszałem. Nie obawiasz się, że będzie szperać?
– Szperać? Tam są kamery. Jak ruszy tyłek z krzesła to ją osobiście wywinduje na podnośniku razem z jej autkiem.
Mike się tylko uśmiechnął.
Emma wyszła na dwór. Wiatr od oceanu sprawił, że powietrze miało orzeźwiający zapach.
– Kluczyki – mruknęła do siebie.
Chciała zawrócić, ale zerknęła do wozu. Emery zostawiła mądre klucze na siedzeniu. Po chwili szatynka zapaliła motor. Kiedy tylko dotknęła pedału gazu, już wiedziała, co jest nie tak.
Dziewczyna nie mówiła często do siebie, ale nie mogła się opanować.
– Co za ignoranci. Robią auto za trzy miliony, a nie sprawdzają dokładnie.
Osłona silnika nie była dobrze dokręcona i przy niskich obrotach wibrowała. Żadna kontrolka się nie paliła. Emma miała swój program pracy. W takich wypadkach zawsze dotłaczała auto do komputera. Jej reputacja nie mogła być obniżona. Wszystko inne grało dobrze, ale sprawdzenie gwarantowało pewność. Wjechała na podnośnik. Po kwadransie miała wyniki. Wszystko było w porządku. Mike dokręcił jedną śrubkę i wibracje ustały. Emery powinna zapłacić mniej niż dwieście dolarów, bo sprawdzenie błędów kosztowało sto siedemdziesiąt pięć dolarów z procentami dla rządu. Kiedy weszła do biura Emery, siedział grzecznie w tym samym miejscu.
– Dobrze, że już przyszłaś. Bardzo muszę siusiu – Crosswhite nie grała, jej zaciśnięte uda potwierdzały zdanie.
– Naprawdę? Wzięłaś sobie moje słowa dosłownie do serca?
– Mówiłam ci, że jestem grzeczna.
– Tak, mówiłaś. Toaleta jest na prawo. Możesz iść.
Miedzianowłosa wstała i krokiem, którego rasowa modelka by się nie powstydziła, wyszła z biura. Emma czekała.
– Już jestem – oczywiście nie zapukała i weszła.
Pewnie mamusia nie nauczyła.
– Znalazłam problem. Już naprawione. Dwa tysiące dwadzieścia dolarów.
– Spodziewałam się więcej – Emery wyjęła swoją vise.
– Żartowałam. Płacisz dwieście dolarów, coś koło tego. Rachunek jest w kasie.
– Czyli już mam sobie iść?
– Zrobiłaś kawę, pozamiatałaś. Co byś chciała jeszcze zrobić?
– Trochę wstydzę się powiedzieć. Chciałbym, ale nie tu. Dasz się zaprosić do mnie?
Emma patrzyła na nią chwilkę.
– Emery. Co cię skłoniło do tego przedstawienia? Sądziłaś, że umówię się z tobą, byś mi zrobiła dobrze? – Panienka Crosswhite wyczuła, że poległa na całej linii.
– Wybacz. Pewnie słyszałaś o mnie to i tamto. W większości to prawda. Sprawdziłam swoimi sposobami, że nie masz chłopaka. Dowiedziałam się, że Irys z tobą mieszkała, więc pomyślałam... Wybacz, źle cię oceniłam. Jesteś zbyt czysta. Ja.. Skoro już odkryłam karty, przyznam się do wszystkiego. Nie jestem blondynką, może wyglądam. Sama odkręciłam tę śrubkę i wcale nie byłam w serwisie. Naprawdę przepraszam.
Emma przez pierwsze sekundy nie tylko nie wiedziała co powiedzieć i nawet nie miała żadnej myśli. Tego się nie spodziewała.
– I tak zapłacisz dwieście dolarów. Zachowam to dla siebie, co powiedziałaś, bo nie zajmuje się plotkami.
– Wiem, że pewnie o mnie źle myślisz. Walczę z tym. Czasami jestem zadowolona, czasami nie. Czy jestem szczęśliwa? Nie jestem. Pieniądze nie są źródłem szczęścia. Na razie nie doszłam do tego, co tym jest.
– To nie jest aż tak trudne. Trzeba spotkać właściwą osobę.
– Czy taką spotkałaś, Emmo?
– Jeszcze nie. Tylko...
– Wiem, co chcesz powiedzieć. Ty jesteś czysta, a ja jestem szmatą. Może z wysokiej półki, ale szmatą. A szmata nie może spotkać księcia z bajki.
– Książęta z bajki nie istnieją. Możesz się zmienić.
– Próbuję. Bardzo bym chciała cię lepiej poznać, ale po tym, co powiedziałam, wiem, że nigdy nie znajdziesz dla mnie czasu.
Emma poczuła coś do tej osoby. Coś, co mogła poczuć osoba tylko jej pokroju. Spojrzała krótko na zielonooką.
– Mam wolny wieczór, ale musisz obiecać, że nie będziesz próbować mnie zarywać i co ważniejsza musisz być szczera. Tak szczera, jak byłaś przed chwilą.
– Będę. Dziękuję. – Wyjęła wizytówkę i napisała sześć cyfr.
– To kod do bramy. Ufam, że nikomu nie powiesz. Szósta?
– Bliżej siódmej. Zmykaj.
Crosswhite się ładnie uśmiechnęła i wyszła. Emma zastanawiała się chwilę czy dobrze zrobiła. Po chwili zaczęła sprawdzać inne wydruki z Porshe Carrera GT.
Emery zapłaciła. Emma nie poruszała tematu związanego z wyjątkową klientką. Wróciła do domu za piętnaście szósta. Irys pracowała w swoim studio i spodziewała się ją zobaczyć za dwa dni. Kiedy malowała, nie odbierała telefonów i nie odpisywała na elektroniczne listy. Emma najpierw planowała założyć spodnie, bluzkę i żakiet, ale zmieniła zdanie. Ubrała się w sukienkę z bawełny. Nie zakładała wysokich obcasów, bo ich nie znosiła. Zarzuciła kurtkę na plecy, bo w samej sukience by zmarzła wieczorem. Wyruszyła za dwadzieścia minut. Dojechała do rezydencji Emery za dziesięć siódma.
Crosswhite mieszkała w bogatej części Beverly Hills. Otworzyła bramę i wjechała na rozległy parking. Dlaczego przyjechała? Tylko z jednego powodu. George powiedział, że Emery nie jest taka zła, jak mówią o niej ludzie.
Zielonooka otworzyła dość szybko drzwi po usłyszeniu dzwonka. Raczej nie była daleko.
Emma była kobietą, a kobiety mają pewne wady. Może nawet to nie są wady. Takie są kobiety. Emery miała na sobie coś pięknego. Długą jedwabną suknię w kolorze jaśniutkiej zieleni. Prosta kreacja leżała doskonale na jej ciele.
– Miło, że wpadłaś. Zrobiłam coś dobrego. Mam nadzieję, że ci zasmakuje. Powinnam zapytać, co lubisz, ale nie zapytałam. Zrobiłam dwie sałatki i sos z ryżem. O ile wiem, nie jadasz mięsa.
– Staram się. Czasami jadam indyka, kurczaka i ryby.
– Och, szkoda, że nie wiedziałam. Sos jest mojej produkcji. Mam dobry, słodkawy szampan. Ciasto z marchewką, orzechami, wiem, że lubisz. Podoba ci się sukienka?
– Pytasz, czy wiesz?
– Z wyrazu twoich oczu odczytałam, że chyba tak.
– Istotnie, jest śliczna i leży na tobie super. – Emma nie chciała dodawać, że sama Emery jest wprost bosko ładna i zgrabna.
– To nie moja wina, że jestem ładna. – jednak odkryła, co pomyślała szatynka. – Najpierw zjemy, a potem porozmawiamy. Chciałbym się dowiedzieć kilku rzeczy o tym, co mówiłaś.
– Nie wiem, czy ci pomogę, ale spróbuję.
Emma szła za Emery i odkryła ponad wszelką wątpliwość, że panienka Crosswithe ma na sobie tylko sukienkę. Na ładnej podłodze leżały dywany pewnie z Indii lub Persji, a Emery nie miała butów.
Emma wcześniej powiesiła kurtkę ze skóry na wieszaku za drzwiami i tam zdjęła buty.
– Usiądź, proszę, a ja za chwilę wszystko podam. Zwykle mam służbę, ale dałam im wolne. Możesz włączyć muzykę. Znajdziesz wybór tam – wskazała na wielki plazmowy ekran.
Emma przeleciała wzrokiem listę. Włączyła Elle Fitzgerald. Czasem lubiła jazz. Z głośnika popłynął utwór ,,Maybe”. Potem ,, Into each life some rain must fall”. W końcówce drugiego utworu Emery przyniosła jedzenie.
Szczerze? Emma dawno nie jadła czegoś tak dobrego. Sos! OMG! Dzieło bez dwóch zdań. Czuła grzyby, przyprawy indyjskie, cream, odrobina sosu pomidorowego. Sałatki także smakowały wspaniale. Ciasto z marchewką dobre, widać, że własnej roboty. No i na koniec szampan. Szatynka nie gustował w trunkach, ale czasem piła kieliszek szampana. Ten był firmy Moet Chandon i z pewnością należał do limitowanej edycji.
– No i co myślisz? – Emery podparła brodę na łokciach i utkwiła swój wzrok w twarz szatynki.
– Powinnaś otworzyć restaurację. W życiu nie jadłam takiego sosu. Dasz przepis?
– Jeśli obiecasz, że nikomu poza najbliższymi nie zdradzisz.
– Słowo skauta.
– Napiszę i wyślę ci pocztą elektroniczną. Nie tylko składniki są ważne, ale jak się przygotowuje całość. Wybacz, że będę patrzyć na ciebie w ten sposób. Twoja odmowa tylko wzmocniła mój apetyt, ale wiem, że to prymitywne. Jesteś piękniejsza w środku niż na zewnątrz. To co mi poradzisz?
Emma patrzyła w jej oczy. Piękne. Zielone oczy zwykle miały zawsze trochę brązu lub orzecha, ale oczy Emery wyglądały jak szmaragdy czystej wody. Brwi miała w kolorze włosów na głowie i nieco ciemniejsze rzęsy. Emery była bardzo ładna i niezwykle zgrabna.
– Co mogę powiedzieć? Po pierwsze zaprzestań wyuzdanego seksu. To ciało. Już nie chodzi o to, że powinno się mieć jednego partnera i być w związku.
– Jesteś religijna, prawda?
– Nie, ale wierze w Boga, tego z Biblii.
– To nie rozumiem. Mówisz, że nie jesteś religijna...
– Religia to wymysł człowieka. Wiara w Boga polega na bezpośredniej z Nim relacji. Wiesz, powiem, jak uważam. To z tym jednym partnerem i związku nie łączę z Bogiem. To ma sens i łączy się z tym jacy jesteśmy. Związek narzuca pewne prawa, bez tego łatwo popaść w zagubienie. Nie wiem, czy rozumiesz.
– To jest możliwe? – miedzianowłosa chyba zrozumiała.
– Tak. Nie da się opowiedzieć.
– No dobrze, a co do pierwszej sprawy. Lubię się kochać. Czasami eksperymentuje.
– Ludzie nie trzymają języka w ustach. Skąd bym wiedziała o tobie.
– Tak, masz rację. Zaczynam widzieć, co robię. Byłaś już z kimś? Przepraszam, możesz nie odpowiadać.
– Nie spotkałam tej osoby jeszcze, chyba wspomniałam.
– Tak, o to bardziej intymne nie zapytam. Szczerzę, wolę kobiety.
– Nie chciałbym o tym mówić. Podałam ci wzór. – Emma doskonale zrozumiała, o co Emery nie chciała pytać.
Zielonooka ujęła jej dłoń, ale szatynka przyjęła to jako bardziej przyjacielski dotyk, dlatego nie zabrała ręki.
– Wspomniałaś, że powinno się być z jedną osobą. W zasadzie... miałam nie mówić.
– Powiedz, wiem, co chcesz powiedzieć, ale powiedz.
– Wiesz? Jestem aż tak przewidywalna?
– To nie tak. Mam pewien dar. Mów.
– Miałam kilkadziesiąt kochanków obu płci. Czasem więcej niż jedną osobę, ale z perspektywy czasu uznaje, że przyjemność jest taka sama.
– W tym liczy się radość, a nie przyjemność. Prawda, nie miałam nikogo jeszcze, ale wiem, że istotne jest uczucie. Bez uczucia to jest płytkie, chwilowe. Zawsze daje niedosyt.
Emery nadal trzymała jej dłoń.
– Tak! Masz rację. Zawsze tak czuję i dlatego brnę głębiej. Nawet myślałam brać jakieś dopalacze.
– Kolejne oszustwo.
– Tak, pewnie masz rację. Szczerze, to właśnie chciałam tej rozmowy. Oczywiście spróbowałam cię wcześniej poderwać, bo jestem głupia, chociaż coś mi mówiło, że z pewnością nie będziesz zainteresowana.
– Nie boisz się, że coś możesz złapać? Niby HIV się zakończył, ale są inne choroby.
– Jestem bardzo ostrożna. Jeżeli kogoś wybieram, chcę wyników badań.
– Tak. To jednak nie jest nigdy całkiem pewne. Ktoś ci pokaże wyniki sprzed tygodnia, a wczoraj może coś złapać. Nie będziesz wiecznie młoda, ale nawet nie o to chodzi – Emma uznała, że mówienie Emery o tym, w co wierzy, nie ma sensu.
– Tak. Masz racje. Co mi po urodzie, która przeminie i pieniaczach, których nie mam komu zostawić. Jestem straszną egoistką – na jej policzku spłynęły dwie łzy.
Emma wzięła jej ramiona.
– Spróbuj. Dasz radę, jeżeli naprawdę zrozumiałaś. Wiesz, dlaczego zgodziłam się przyjść?
– Bo ci powiedziałam całą prawdę?
– Nie. Dlatego, że George powiedział, że nie jesteś taka zła. Dlatego.
– Lubię go. Czasem obserwuję, jak przycina klomby, albo pielęgnuje kwiaty.
– Lubisz kwiaty?
– Aha.
– Będę już leciała. Dziękuję za obiad. Dasz radę, jeśli naprawdę zechcesz się zmienić.
Wstały. Zielonooka pomogła założyć jej kurtkę i pocałowała jej policzek. Emma przytuliła ją chwilkę.
– Nie zapomnij posłać mi przepisu.
– Nie zapomnę. Jedź ostrożnie.
Emma wyszła. Dojechała spokojnie.
To wszystko przypomniała sobie w ułamku chwili kiedy siedziała z Jackiem i pili herbatę.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.