– Nawet trafiłeś w mój gust. Bardzo lubię lilie – powiedziała Irys i delikatnie pocałowała policzek nieco zaskoczonego Jacka.
Emma tylko spojrzała, nie czuła nawet odrobiny zazdrości.
– Nie jesteś ciekawy, co kupiłyśmy dla ciebie? – zapytała Emma.
– Nie chciałem być natrętny – odrzekł.
,,Czy ten facet ma jakieś wady” – szatynka spojrzała na niego krótko, jakby chciała wzrokiem go prześwietlić do środka duszy.
– Kupiłyśmy ci dwie pary spodni, kilka koszulek i czapkę – Irys były chyba bardziej podekscytowana zakupami niż Emma.
Podała mu granatową czapkę z napisem ,,I love LA", z tym że zamiast słowa ,,Love” umieszczono czerwone serduszko.
– Bardzo fajna – Jack od razu założył.
– To ja kupiłam, resztę Emma – blondynka nadal czuła się ucieszona, że podobała się mu prezent.
– Od razu zaznaczam, że nie obiecuje się odwdzięczyć. Podobno ciężko trafić w gust kobiety, którą się zna, a co dopiero na początku związku – spojrzał na obydwie kobiety.
Irys otworzyła szerzej oczy i spojrzała na niego.
– Chyba nie myślałeś o mnie?
Jack już miał na końcu języka: Przecież nie jesteśmy w związku, ale uznał, że nie byłoby to zbyt mądre, gdyby to powiedział. Prawdziwe, ale blondynka mogłaby poczuć się źle.
– Właściwie jakiś drobiazg możesz zawsze kupić i dla mnie i Irys, nie sądzę, by się pogniewała.
Blondynka otworzyła nieco usta z zaskoczenia, ale nie bardzo wiedziała co powiedzieć. Emma poszła po torbę z resztą zakupów i zaczęła wszystko wykładać na sofę.
Jack zobaczył spodnie ze sztruksu i następne jeansy. Emma nie mogła wiedzieć, że lubi tylko markę spodni, którą teraz miał na sobie. Nie zamierzał jej tego powiedzieć.
– To chyba pójdę przymierzyć – rzekł, sprawdzając rozmiar.
Nie przypominał sobie, by powiedział Emmie, jaki rozmiar nosi, a nie podejrzewał jej, aby wchodziła do sypialni, kiedy spal i sprawdzała, ale okazało się, że trafiła idealnie. Trzydzieści sześć na trzydzieści sześć. Koszulki były w dużym rozmiarze. Czasem kupował XL, ale, tylko kiedy chciał mieć luz. Poszedł do łazienki i po chwili wyszedł w czarnych sztruksach i buraczkowej koszulce bez żadnych napisów czy symboli.
– Bardzo wszystko ładne. Czuję się wzruszony – odrzekł.
Pozostałe pary koszulek miały odpowiednio błękitny, jasnozielony i czarny kolor.
– Trafiłaś z rozmiarem spodni – dodał.
– Właśnie się tego obawiałam. Właściwie chciałam kupić trzydzieści osiem na trzydzieści sześć, ale Irys zasugerowała, że masz trzydzieści sześć.
Jack posłał blondynce dłuższe spojrzenie.
– Ciekawe czy ona by wiedział nasze rozmiary – Irys to powiedziała i dopiero się zastanowiła, że to nieco intymna informacja.
Jack jednak nie widział w tym chyba niczego złego. Pewnie dlatego, że odebrał to naturalnie.
– Jeśli mam zgadywać, zacznę od Emmy. Spodnie trzydzieści dwa na trzydzieści cztery.
– A góra? – tym razem Irys zapytała to świadomie i jednocześnie poczuła delikatne prądy w okolicy dolnej części pleców.
Jack spojrzał najpierw na szatynkę, potem na nią.
– To chyba ciężkie zadanie. Emma ma chyba trzydzieści cztery a kubki stanika B lub C. Ty natomiast trzydzieści... nie dwadzieścia osiem a biust chyba duże C.
– Co do mnie trafiłeś – powiedziała spokojnie Emma – co do Irys, jest drobniejsza.
– Mam dwadzieścia sześć i małe D. Taki drobiażdżek ze sporymi cyckami. Spodnie noszę o numerze dwadzieścia sześć, mam kłopoty, bo jak widzicie ciało mam czternastolatki i to takiej szczupłej.
– Tylko że szczupłe czternastolatki nie mają... no wiadomo czego.
Irys poczuła się lekko zawstydzona, ale udało się jej to ukryć.
– Traktuję Jacka jak kumpla, chociaż podobno ciężko o przyjaźń męsko–damską. Dlatego zapytam. Twoją opinię znam – spojrzała na Emmę i zwróciła się do Jacka.
– Czy to nie wygląda źle? Prawdę mówiąc, mam mały kompleks.
– Kompleks? Czego kompleks? – Jack spojrzał na nią, a potem krótko na Emmę.
– On nie rozumie – Emma powiedziała zupełnie cicho do swojej przyjaciółki.
– Tak, to prawda. Nie widzę niczego, co mogłoby być podciągnięte pod kompleks – odrzekł.
Irys dopiero zrozumiała, że sama wpadła w plątaninę pytań i odpowiedzi.
– No, że jestem taka drobna, a tu – wskazał piersi – jestem, że tak powiem, rozwinięta.
– Dla mnie w porządku – powiedział to tak prosto, że aż Emma się roześmiała.
On spojrzał bezradnie na twarz Irys, a potem Emmy.
– Powiedziałem coś śmiesznego?
– Ależ nie – Emma podeszła do niego zupełnie blisko – mówisz o tym tak wprost.
– A jak mam mówić?
– Okej, skoro nie widzisz niczego nie tak, to dobrze.
– Nie znam opinii innych. To jest indywidualne. Ponoć faceci lubią duże piersi i rozwinięte pośladki, to znaczy w obecnych czasach. To się zmieniało przez wieki.
– Czyli sądzisz, że mogę się podobać jednym, a innym nie. Czy tak?
– Jesteś drobna, ale bardzo ładna. Trudno mi sobie wyobrazić jak byś wyglądała z mniejszymi piersiami, ale moim zdaniem tak jak jesteś, wyglądasz dobrze. Ciało to wabik, ale w związku nie jest tak istotne.
Irys odebrał jego słowa całkiem inaczej niż Emma. Szatynka od razu pomyślała, że to mądre co powiedział, ale jest to wynikiem informacji, a nie doświadczenia, bo takiego Jack nie posiadał. Natomiast Irys wcale nie pomyślała o tym, co powiedział, tylko odczuła większe pragnienie, by w końcu z kimś być. Wcześniej o tym nigdy nie myślała. Nigdy nie traktowała Emmy jako potencjalnego partnera, tylko jako przyjaciela i bratnią duszę. Miała całą gamę uczuć do niej i nie chciała tego analizować. Poczuła tylko jedno. Jack nie był jej ideałem pod względem wyglądu, bo jak sama uznał, wolała bruneta z brązowymi oczami, a jej wnętrze podświadomie chciało nieco starszego mężczyzny. Jack miał kilka lat mniej od niej. Jednak im dłużej go znała tym czuła do niego większą więź. Jednak fakt, że był w zasadzie już teraz chłopakiem, jej jedynej przyjaciółki, przekreślał jakiekolwiek większe zaangażowanie uczuciowe do niego. Tak na skróty, zaczęła czuć potrzebę, by kogoś mieć. Tylko na tym się kończyło. Wiedziała, że nic w tym kierunku nie zrobi. I to ją martwiło.
– Och! Najważniejsze! Jak wizyta u mamy? – Emma wyraźnie się zainteresowałą.
Irys uznała, że poruszanie tego tematu nieco i jej pomógło, bo odgoniło, przynajmniej na chwilę nostalgię i minorowy nastrój.
– Co mogę powiedzieć? Hrabina Hazel się nie zmieniła. Jakby czas się dla niej zatrzymał. Mieliśmy dobry czas. Dostałem kieliszek dobrego koniaku, a co najważniejsze, chce cię poznać – spojrzał na szatynkę.
– Wspomniałeś o mnie? – Emma dotknęła palcami obu rąk swój tors.
– A jak inaczej? Sądzę, że nici z ich ponownego zejścia, bo ma zdanie jak Michael, ale jak miałem nie wspominać o kimś ważnym dla mnie – spojrzał jej prosto w oczy, a ona odczuła gorąco w całym ciele.
– Czy ustaliłeś już może konkretny dzień? – Emma czuła się lekko zdenerwowana.
– Mama zaprasza na przyszłą niedzielę, na drugą. Nie masz żadnych spotkań?
– Niedziela to najlepszy dzień na odwiedziny – powiedziała ciszej.
– Zrobi obiad, jak ją znam, możemy kupić jakieś ciasteczka i wino – stwierdził dość naturalnie.
– No to macie ważne spotkanie – powiedziała Irys.
– Zaraz ważne – odpowiedział Jack – po prostu się poznamy. Tyle.
– A kiedy planujesz zobaczyć Emery? – zapytała Emma.
– Jeszcze ustalę to z nią. Pewnie w środku tygodnia.
Reszta dnia upłynęła im miło. Irys chciała wracać do siebie, ale ku jej zdziwieniu nie tylko Emma protestowała.
– Pewnie plalnowałaś pobyć dłużej, tylko nie wiedziałaś, że ja będę – powiedział Jack – dlatego uważam, że powinnaś pozostać, jak długo chcesz.
Irys spojrzała mu prosto w oczy.
– Emma ci pewnie nie opowiadała detali. Ja czasem chodzę w nocy. To taka forma lunatykowania. Postaram się nie, ale obiecać nie mogę.
Jack się uśmiechnął, ale kiedy spojrzał na Emmę, uznał, że Irys mówi prawdę.
– Chcesz powiedzieć, że mogę się obudzić z tobą w łóżku?
– Dokładnie to chciała powiedzieć. Jednak sądzę, że do ciebie nie przyjdzie, raczej do mnie.
– Nie wiem co powiedzieć – Jack mówił całkiem prawdę.
– A ona raczej nie śpi w piżamie – zachichotała Emma.
Jack poczuł się dziwnie.
– Szczerze, nie wiem, jak bym się zachował, ale wątpię, bym nie wiedział, co robię. Śpię dość czujnie.
– Gdyby się to stało, nie krzycz na nią, dobrze? – Emma podeszła do niego blisko i pogładziła mu tors.
– Nie będę – patrzył w jej oczy tak, że Irys znowu poczuła to samo uczucie.
,,Chyba stałam się dorosła” – pomyślała.
Na szczęście pierwszej nocy nie opuszczała swojego łóżka. Drugiej, również.
Jack ustalił z Emery Crosswhite spotkanie na czwartek.
Irys wróciła do siebie w środę wieczorem. Pożegnała się miło z Jackiem i Emmą. Ustaliły, że będą w kontakcie.
Przyszedł jej pomysł na nowy obraz, a to znaczyło, że będzie zajęta. Skoro jednak ustaliła to z Emmą, wiedział, że złamie jedną ze swoich zasad. Zwykle, kiedy tworzyła, wyłączała komórkę.
Jack nadal nie zbliżył się do Emmy. Kilka razy oboje chcieli się pocałować, ale wiedzieli, że na tym się nie skończy, więc czynili starania, aby swoje bliższe poznanie nieco jeszcze oddalić. O ile wytrzymają, bo jakkolwiek hormony zaczęły buzować.
Od przyjazdu jeszcze nie odwiedził swojego domu na dłużej, poza krótka wizytą. Zabrał rybę w poniedziałek. Nie chciał, żeby się popsuła. Emma usmażyła ją we wtorek.
Wyprawiła go koło pierwszej po południu we czwartek. Znaczy, zadbała, by wyglądał jak najlepiej. Miała niewielkie obawy co do wizyty, natomiast Jack nie wykazywał oznak najmniejszego zdenerwowania.
Emery spotkała się z nim w swoim biurze. Już od kilku miesięcy mieszkała z George, ale otrzymywała to w ścisłej tajemnicy. Wszyscy tylko wiedzieli, że zniknęła z towarzystwa, gdzie wcześniej było jej pełno.
Jack dał się namówić na czarne ubranie. Wyjątek stanowiły buty. Nie miał drugich na razie, a nie chciał przecież pojechać w sandałach.
Emery ubrała się ładnie, ale skromnie. Ich początkowe spotkanie miało charakter czysto zawodowy. Określiła mu jaki rodzaj pracy będzie wykonywał. Zajęło to nieco dłużej niż godzinę. Jack zorientował się, bo Emery tego nie ukrywała, że jego szefowa zna się doskonale na tym, do czego go zatrudniła, dlatego na zakończenie spotkania zapytał o to wprost. Może inni uznaliby to za wadę, ale młody mężczyzna był szczery.
– Emery, widzę, że jesteś w tym dobra, może nawet lepsza niż ja. Dlatego pozwól, że zapytam cię wprost. Czemu jestem ci potrzebny? Nalegałaś, bym przyjechał i to zrobiłem. Jestem nieco zaskoczony.
Długo wpatrywała się w jego oczy, a on musiał przyznać, że kobieta ma wykwintną urodę.
– To osobiste, ale oczywiście ci powiem. Z pewnością zebrałeś o mnie informacje, podobnie ja o tobie.
– To zrozumiałe – rzekł.
– Miałam na myśli osobiste informacje.
– Takich o mnie nie znalazłaś...
– Nie znasz moich możliwości.
Jack pierwszy raz poczuł się dziwnie.
– To, co chciałam wiedzieć, całkowicie się potwierdziło.
– Nie rozumiem...
– Powiem ci zatem. Kilka miesięcy wstecz byłam inna. Wiesz jaka...
– Trochę słyszałem – nieco się zarumienił.
– Pewna osoba zmieniła moje życie. Nie wiem nawet, czy ona zdaje sobie z tego sprawę. Poprosiłam, byś przyjechał, ale nie dlatego, żebyś mnie poznał. Ja chciałam poznać ciebie i przekonać się, czy jesteś taki, jak sądziłam.
– Nadal nie rozumiem.
– Jesteś lepszy, niż sądziłam. Bardzo bym chciała, żebyś poznał tę osobę. Myslę, a nawet jestem pewna, że jesteście dla siebie stworzeni.
Jack poczuł mrówki.
– Emery, to przekracza twoje uprawnienia. Nie uważam...
– To nie jest polecenie, tylko prośba. Bardzo gorąca prośba...
– Widzę, że faktycznie się zmieniłaś, lub informacje o tobie nie były prawdziwe.
– Byłam gorsza, niż słyszałeś. To ta osoba, którą mam na myśli, sprawiła, że jestem teraz taka. Dzięki niej dostrzegłam, to co było przed moimi oczami. Jestem z kimś i nareszcie wiem, co jest szczęściem i sensem życia.
– Kim jest ta osoba? Nie sądzę, żebym był zainteresowany. Właściwie mogę ci powiedzieć dlaczego. Już kogoś poznałem i to tego samego dnia, kiedy przyleciałem.
– Och! Tego się nie spodziewałam. Z moich informacji wynikało, że jesteś zamknięty, hermetyk, odludek, introwertyk. Nie zawierający znajomości. Utrzymywałeś tylko kontakt z ojcem.
– Nie za bardzo mi się podoba, co zrobiłaś, ale nic z tym nie zrobię. To prawda.
– Naprawiła mi samochód. To nawet nie tak. Sama coś zrobiłam, by się dostać do jej garażu. Prawdę mówiąc, słyszałam o niej i chciałam ją uwieść. Byłam biseksualna. Zdobycie heteroseksualnej kobiety jest wyzwaniem. Jednak zaraz na początku spotkania uznałam, jak bardzo się pomyliłam. To klejnot. Dlatego uznałam, że byłaby odpowiednia dla ciebie. Takie miałam wrażenie. Skoro jednak kogoś poznałeś...
Jack poczuł się dziwnie.
– O ile wiem, masz Hennessy Venom, a taki samochód nie jedzie się do zwykłego garażu.
– To garaż,,Egzotyczny szmaragd”, moim i nie tylko moim zdaniem, najlepszy garaż w LA. Prowadzi go młoda kobieta Emma Stone. Ojciec od małego ją uczył, bo chyba urodziła się z tym darem...
– Emma Stone. Niewiarygodne!
– Słyszałeś o niej? Masz nowe Lamborghini, nie sądzę, by coś było nie tak z twoim samochodem...
– Wszystko jest z nim dobrze. To właśnie tę osobę poznałem.
Emery patrzyła w jego oczy dłuższą chwilę.
– A mówią, że nie ma przeznaczenia. Och! Chyba nie żałujesz, że przyjechałeś do LA i teraz do mnie?
– Nie, Emery. Bardzo się cieszę, że się poznaliśmy – wstał.
Emery również wstała, a Jack ją serdecznie uściskał.
Po kilku chwilach wyszedł, a ona jeszcze długo patrzyła za nim, a potem za jego odjeżdżającym samochodem.
Szatynka przygotowywała obiad, kiedy przyjechał. Wiedziała, że poszło dobrze.
– I jak wrażenie? – zapytała.
– Dobrze, Nie uwierzysz!
– Co się stało? – teraz Emma już nie wiedziała co myśleć.
– Spotkanie szło dobrze. Jest bardzo profesjonalna, a na końcu taka bomba! Okazała się, że mnie nieco sprawdziła, uznała, że jestem wyjątkowy, a cały ten przyjazd był po to, by mnie z tobą zapoznać. Ona nie jest taka, jak ludzie mówią, albo się zmieniła.
– Zmieniła się – Emma poczuła znajome ciepło w sobie.
Wierzyła, że jej rozmowa z zielonooką coś przyniesie dobrego.
– Rozmawiałam z nią i chyba zrozumiała.
– Była zaskoczona, że już się znamy. Wiesz, nie jestem ekspertem, ale wyglądała na zakochaną.
– George, nikt inny. Wiedziałam!
– George? Kto to?
– Jej ogrodnik.
– Ogrodnik. Nie za bardzo łapię.
– Widzisz. Rozmawiałam z nią. Próbowałam wytłumaczyć, że to, co potrzebuje do szczęścia, to poznać kogoś, kto ją pokocha a ona jego. I chyba się tak stało. George zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Pomogłam mu w naprawie. Oczywiście miał pieniądze, ale zrobiłam to dla niego. Przyjęłam Emery do mojego biura tylko z jego powodu. Coś musiało się stać, że w końcu zaiskrzyło. Wiedziałam! – Emma miała rozpromienioną twarz.
Zjedli razem. Emma zauważyła, że Jack częściej na nią patrzy. I robi to w nieco inny sposób niż dotychczas. Poczuła delikatne prądy w dolnej części pleców.
– Wiesz, co Emmo? Mamy się ścigać i jesteś przekonana, że wygrasz. Czy mogę się przejechać twoim samochodem? Będę wiedział, z czym ma się mierzyć mój Lamborghini.
– W zasadzie nie daję nikomu mojego wozu, ale zrobię wyjątek. Tak naprawdę już raz tak zrobiłam.
– Dałaś go poprowadzić Irys?
– Tak. Wiesz, Irys jest dla mnie specjalna.
– Tak jak ja?
– Głuptas. Tak. Oboje jesteście dla mnie specjalni.
Brunet spojrzał szybko w jej oczy.
– Rozumiem.
– To miło. Jasne, nie ma problemu. Nie szalej.
– Będę uważał.
Wstali razem. Podeszła do stoliczka blisko drzwi i podała mu mądre klucze.
– Jak chcesz, weź Lamborghini – rzekł.
– Znam ten model. Nie dzisiaj. Chcę pozmywać.
– To możemy zrobić razem.
– Wiem, że jesteś taki pomocny. Dam radę. Nie jedź do San Francisco.
– To zajmie kwadrans, może dwadzieścia minut.
– Nie ma sprawy, Jack. Uważaj.
Brunet się uśmiechnął i wyszedł. Emma podeszła do stołu i zaczęła zbierać talerze. Komórka Jacka zaczęła wibrować. Zostawił telefon pewnie przypadkowo. Emma rzuciła okiem i dostrzegła napis ,,Ojciec”.
Coś ją podkusiło i odebrała połączenie.
– Cześć synu. Co tam u ciebie?
– Witaj, Michaelu – powiedziała Emma.
Nastąpiła chwila ciszy.
– Przepraszam, skąd znasz moje imię i kim jesteś? – głos ojca Jacka nie krył zdziwienia.
– Emma Stone. Jack wziął mój samochód i pozwoliłam sobie odebrać połączenie.
– To do niego niepodobne. Nie miał jeszcze nawet koleżanki, nie mówiąc o dziewczynie.
– Tak, wiem. Sporo mi mówił o tobie, Michaelu. Masz taki ciepły głos.
– Dziękuję. Skoro już rozmawiamy... Musieliście się poznać niedawno.
– Tak, tego dnia, kiedy przyleciał. Na plaży w Santa Monika.
– Bożę – usłyszała – tam, gdzie jest ostatnia kawiarnia na prawo, u Boba?
– Tak, właśnie tam. Czy coś się stało? Zareagowałeś tak dziwnie.
– Tak, przepraszam. Skoro jesteście blisko. Tak wnioskuję...
– Można tak powiedzieć. Właściwie to dla mnie nowe, podobnie jak i dla niego. Odwiedził w niedzielę mamę i zostałam zaproszona na przyszłą niedzielę.
– Emmo – głos Michaela się wyraźnie zmienił – powinnaś coś wiedzieć.
– Co powinnam wiedzieć? – szatynka wyczuła napięcie emocjonalne w głosie ojca Jacka.
Kiedy zaczął mówić, poczuła, że jej nogi stają się jak z waty i z trudem znalazła krzesło i usiadła, jakby ważyła tonę.
– To... jak to możliwe?
Michael nadal mówił, a ona kilka razy się uszczypnęła.
,,To nie może być prawda” – ta myśl nie mogła opuścić jej głowy.
– Wiem, co czujesz. To jest prawda.
– A gdybym mu powiedziała?
– Emmo. Próbowano. Kilku terapeutów. Oczywiście i ja. To nic nie zmieniło.
– Czyli w zasadzie nie mogę powiedzieć, że o tym wiem. Nie mogę ukryć, że rozmawialiśmy, bo znajdzie potwierdzenie rozmowy. Powiem, że rozmawialiśmy. Michaelu. Czy możemy rozmawiać dalej z mojego telefonu. Zadzwonię za chwilę.
– Dobrze, już znasz mój numer.
Emma przerwała połączenie i patrzyła w jeden punkt ściany. Po minucie zadzwoniła do Michaela. Rozmawiali dobre dziesięć minut. Umówili się, że porozmawiają znowu i to wkrótce. Emma musiała się ogarnąć. Nie chciała, by Jack coś odkrył. Nie rozumiała nic z tego, co usłyszała od ojca jej chłopaka, bo tak zaczęła go odbierać. Przyszła jej myśl. Powinna zapytać Michaela. W pierwszej chwili chciała ponownie porozmawiać, ale zaniechała.
– Irys – szepnęła do siebie – ciekawe jak na to zareaguje?
Podeszła do okna z widokiem na wjazd do garażu. Nie chciała być zaskoczona powrotem Jacka. Zadzwoniła do swojej przyjaciółki. Bez oczekiwania opowiedziała w skrócie, czego się dowiedziała. Oczywiście Irys była bardzo poruszona.
– Nie mogę tego pojąć – wyszeptała blondynka.
– Nie mam pojęcia jak na to zareaguje. Zapisałaś hasło do bramy?
– Tak. Czyli zrobisz to, kochanie? – Emma odczuła wdzięczność do blondynki.
– Oczywiście. Masz już stracha, czuję – Irys starała się, by jej głos brzmiał pozytywnie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.