Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Ostatnia kawiarnia na prawo cz. 9

– Bardziej mi chodzi o ciebie. Pewnie od razu pozna. Jeżeli nie, zachowuj się naturalnie.
– Wydaje mi się, że właśnie zareaguje jakbyś była Hazel.
– Dasz radę. To będziemy o drugiej.
– Czyli sądzisz, że nie muszę zakładać peruki?
– Oczywiście, że nie. Do zobaczenia.
– Pa, kochanie. Muszę dojść do siebie, na szczęście jest dzisiaj środa.
– To masz kilka dni. Będę kończyć, właśnie dojeżdża.
Przerwała połączenie, a po drugiej stronie Irys długo siedziała w szoku.
– Hej – powiedział od progu – Fajna maszyna. Zaczynam ci wierzyć. Ma niesamowitego kopa.
– Mówiłam ci – wtuliła się w jego ramiona.
– Coś się stało? – Jack patrzył na nią inaczej.
– Mam nadzieję, że nie będziesz zły. Zadzwonił Michael. Odebrałam. Pogadaliśmy trochę. W niczym nie przesadziłeś, jest bardzo miły, wprost uroczy – Emma poczuła gorąco.
Złapała Jacka za ramiona.
– Byłoby fajnie, gdyby twój tata tu przyjechał.
Jack przekręcił nieco głowę i spojrzał an Emmę inaczej.
– Sam mu to proponowałem, ale co ty właściwie masz na myśli?
– Widzisz, kobiety mają intuicję. Połączyłam kropki. Jesteś przystojny i w zasadzie byłam trochę zazdrosna.
– O Irys? Jest ładna, ale nie w moim typie.
– Tak, wiem. Ona... Rozmawiałam z nią. Powiedziała: Wolę starszych. Wymarzony to brunet z brązowymi oczami. Jakie oczy ma Michael?
Jack patrzył na nią uważnie.
– Brązowe. Tylko jest jeden problem. On jest wciąż mężem Hazel. A ja chciałbym, żeby się zeszli, Emmo. Nie wiem, co ci tam chodzi pod czupryną, ale wybij sobie to z głowy.
Na szczęście nie był zły, ale wyczuła stanowczość.
– Tak, masz rację. Mój błąd. Głupio pomyślałam – odwróciła się, by nie dostrzegł tego, co działo się na jej twarzy.
– W porządku. Właściwie to pewnie nic z tego. On nie chce i Hazel, również.
     Emma znowu zanotowała, że nazwał matkę po imieniu, lecz miała teraz ważniejszy problem niż to. Nie mogła tego zrozumieć, co jej powiedział Michael, ale musiała przyjąć. Przez to wszystko się zmieniło. Może nie wszystko. Nadal miała do niego uczucie. Co prawda chciała, żeby dzisiejszy wieczór był bardziej prywatny, ale wiadomość od Michaela to nieco zburzyła. Jack zadzwonił do ojca i rozmawiali kilka minut, z tego, co zaobserwowała, nawet miło.
Siedzieli w salonie i rozmawiali.
     Dotąd słuchała, odpowiadała. Od tej wiadomości, wszystko odbierała inaczej. Gdzieś, bardzo płytko siedziały te myśli. Musiała jednak uważać, by on niczego się nie domyślił. Ze wszystkich sił próbowała to zrozumieć, o czym się dowiedziała, ale nie mogła. Tego wieczoru poszła do niego. Ku jej uciesze, Jack tylko gładził jej włosy i delikatnie całował policzki. Właściwie kilka razy chciała się zdecydować, by to popchnąć głębiej, ale w ostatniej sekundzie oddalała. Jack był wierny swoim słowom. Nie zrobił nic, czekał na jej przyzwolenie. Za to jedno mogła go pokochać. I chyba to zrobiła. A on? Patrzyła w jego błękity i widziała uczucie. Zasnęli.
Michael siedział za stołem i rozmyślał. Czy tak będzie do końca życia? Pomyślał o dziewczynie, z którą rozmawiał. Musiała być specjalna, skoro Jack tak szybko nawiązał z nią relację. Niedziela w domu jego żony. Jak to się odbędzie. Rozmyślał o wszystkim i w końcu zasnął. Pierwszy raz w swoim dorosłym życiu nie brał kąpieli i nie przebierał się w piżamę. W środku nocy obudził się i ubrał coś do spania. W końcu miał odpowiedzialną pracę i musiał się prezentować bez zarzutu.
Michael miał poważny problem, ale zdawał sobie sprawę, z czym zmaga się teraz Emma.
     Tymczasem po drugiej stronie kontynentu zbliżała się niedziela. Emma z trudnością ukrywała zdenerwowanie. Nadal nie mogła tego wszystkiego zrozumieć, tym bardziej że Jack zachowywał się tak spokojnie i naturalnie. Ubrał się w nowe rzeczy, które kupiła mu szatynka. Ona również się ubrała ładniej, właściwie jak najlepiej mogła. Włożyła sukienkę z jedwabiu. Miała kilka i wybrał jasnozieloną.
– Ciekawe jak przebiegnie spotkanie – powiedział, zanim wyszli.
Mówił coś do niej, ona odpowiadała mechanicznie. Otworzył bramę. Emma pomyślała, czy Irys przyjechała samochodem, ale w garażu stal tylko Duch. Czuła jak serce jej mocno bije. Jack wszedł pierwszy. Irys miała na sobie piękną suknię, również z jedwabiu.
,, Może to wszystko jakiś głupi sen” – pomyślała Emma, ale pierwsze słowa Jacka podziałały na nią jak lodowata woda.
– Hej, mamo. To Emma – wskazał na szatynkę.
Irys podała jej dłoń.
– Hrabina Hazel po mężu Forest, a z rodu Willbrock.
Emma obserwowała z uwagą twarz swojej przyjaciółki. Irys była śmiertelnie poważna.
– Masz ładną suknię, mamusiu – rzekła Jack.
– Mam ją już długo, tylko nie pamiętasz. Czym zajmuje się twoja znajoma? – Irys przeniosła wzrok na szatynkę.
– To nie jest moja znajoma. Poznaliśmy się tego dnia, kiedy przyleciałem. Bardzo poważnie ją traktuję.
– Poważnie? Znaczy, to jest twoja dziewczyna? – Irys grała swoją grę bezbłędnie.
– W zasadzie tak, chociaż sądzę, że w życiu mężczyzny przychodzi moment, kiedy czas założyć rodzinę. Nie sądzę, bym spotkał kogoś bardziej odpowiedniego.
– O! – Irys się zdziwiła i Emma odebrała, że jej reakcja wyglądała na realną.
Czyli sama Emma się zdziwiła.
Popatrzyła łagodnie w same źrenicy szatynki.
– A co ty na to powiesz, panienko. Jak masz na nazwisko?
– Stone. Emma Stone. Nie pochodzę z żadnego rodu – Emma próbowała się uśmiechnąć.
– Och, to już nie jest tak istotne, jak kiedyś. Moja rodzina miała opory dać moja rękę Michaelowi, ale pieniądze zawsze zrobią swoje.
– Czyli wyszłaś za Michaela, hrabino dla pieniędzy – Emma zrozumiała, że Irys musiała rozmawiać z Michaelem. To był dobry pomysł, że Emma dała jej jego numer.
Zastanawiała się, czy Jack by zareagował i w jaki sposób, gdyby jakieś informacje całkiem się nie zgadzały.
– Ależ nie. To było małżeństwo z miłości. Tylko widzisz, moja droga, czasem miłość odchodzi. – Irys nieco posmutniała.
– Poza tym, mów mi Hazel. W końcu chyba zostaniesz jego żoną – Irys spojrzała na Jacka.
– Chciałbym – Emma poczuła, że w jej oczach zaszkliły się łzy.
– W takim razie musimy to uczcić. Mam bardzo dobry koniak, ale tez kupiłam szampana. Zrobiłam oczywiście obiad, to może jednak zjemy najpierw.
– Możemy pomóc wszystko ustawić na stole? Nie chciałem mówić, ale bardzo ładnie pachnie, mamusiu – odezwał się brunet.
Irys usiadła do stołu a Jack i Emma powoli wszystko zanosili.
– I co myślisz, Emmo? – Jack zapytał tak naturalnie.
– Jest bardzo miła – odpowiedziała spokojnie.
     W zasadzie już zaakceptowała sytuację i pogodziła się z faktem, że coś naprawdę jest nie tak z Jackiem.
Rozmawiała kilka razy z Michaelem i dowiedziała się wszystkiego, co wiedział. Matka Jacka popadła w depresję i nie pomogły żadne terapie ani pastylki. Długo spała, nic nie mówiła i w końcu, kiedy chłopak miał piętnaście lat, pojechała swoim Rollce Royce właśnie na plażę Santa Monika, tuż przed zachodem słońca. Kiedy Michael odkrył, że jej nie ma, zawiadomił policję. Niestety, zanim służby odnalazły samochód, ona już weszła w wodę. Poszukiwania nie dały rezultatów z powodu nocy. Dlatego Jack tak zareagował, kiedy zobaczył Emmę. Chłopak nie chciał przyjąć do wiadomości, że mama umarła. Znaleziono jej ciało trzy dni potem. Nie chciał iść na pogrzeb, a potem jego psychika wymyśliła, że Michael i Hazel się poróżnili.  
     Brunet mocno przeżył jej śmierć, ale równie ciężko zniósł zmianę u syna. Wszystko inne pracowało u niego normalnie. Nie pomogły terapie, a tabletki nie miały sensu. Michael wyjechał do Nowego Jorku i zabrał syna. Ten zachowywał się normalnie, tylko nadal opowiadał o mamie, jakby żyła. To w tym czasie jego ojciec nieco posiwiał na skroniach.
Irys ugotowała dobry obiad. Zrobiła zupę grzybową z dzikich grzybów, a na drugie ciemny ryż, super w smaku sos z indyjskimi przyprawami. Usmażyła łososia i przygotowała kilka jarzynowych sałatek. Emma jadła rybę, chociaż w zasadzie była całkowitą wegetarianką. Po obiedzie wypili szampana. To był różowy Dom Perignon. Potem Irys pokazała Emmie ogród. Zachowywała się nieco inaczej niż zwykle. Kiedy Jack poszedł do toalety, zapytała.
– Idzie ci doskonale. Rozmawiałaś z Michaelem, prawda?
– Tak, jest bardzo miły. To dziwne. Rozmawialiśmy trzy razy. Raz normalnie a dwa razy to było wideo konferencją. I wiesz co? Spodobał mi się.
– W tym sensie...
– Tak. Mówiłam ci, że podobają mi się nieco starsi mężczyźni, a on robi wrażenie idealnego dla mnie.
– A on? Jak cię odbierał?
– Michael? Cóż, nie za bardzo wiem. Jest bardzo miły. Niestety nie wiem, jak mnie odbiera.
Musiały skończyć, bo Jack wrócił.
– Cieszę się, że sobie rozmawiacie miło. Muszę też przedstawić Emmę tacie. Rozmawiałem o tym, ale nie bardzo mi się chcę jechać z Emmą na wschodnie wybrzeże. Mam dobre wieści. Najpierw się wzbraniał, ale wczoraj mi powiedział, że przyleci za tydzień. Nie chcesz go widzieć, mamo?
Irys zastygła na sekundę.
– Przemyśle to. Mówiłam ci, że raczej nie zejdę się z nim. Zbyt dużo nas dzieli.
– Dobrze, przemyśl to mamo – ujął jej dłoń i pocałował.
Irys poprowadziła ich do domu.
– Czuję się lekko zmęczona. Myślę, że nasze spotkanie możemy uznać za udane. Emma jest właściwą osobą dla ciebie, synu. Sądzę, że i Michaelowi się spodoba.
– I ja mam taką nadzieję – rzekł Jack.
Po kilku minutach się pożegnali.
Emma siedziała obok, a Jack prowadził.
– I jakie wrażenie zrobiła na tobie, Emmo?
– Jest bardzo miła – powiedziała szczerze.
– Tak, to prawda.
– Jack. Jeśli twój tata przyjedzie, to gdzie zamieszka?
– To będzie zależało od niego. W hotelu, u mamy lub może u ciebie. Mógłby?
– Oczywiście. Bardzo bym chciała go poznać.
– Zapytam mamę. Może Hazel zmieni zdanie i się jednak zejdą.
– To byłoby miłe – tym razem Emma pomyślała poważnie o ich wzajemnym poznaniu.
Dojechali do domu.
– Naprawdę chciałbyś, abym została twoją zoną, Jack? – spojrzała mu w oczy.
– Bardzo. Chyba... Nie jestem pewny. Zakochałem się w tobie.
Emma wtuliła się w jego ramiona i zaczęła płakać. Z dwóch powodów. Po pierwsze ona też go pokochała. Drugi powód był bardziej skomplikowany. Chciała mieć normalnego męża. Co prawda w pozostałych sprawach nie odbiegał od normalności, ale wystarczył ten jeden.
Jack zaczął ją całować. Walczyła ze sobą. Jeszcze kilka dni temu chciała być z nim blisko. Teraz?
On wyczuł i nie naciskał.
– Czuję, że nie jesteś gotowa. Poczekam, jak obiecałem.
– To nie to – skłamała – boli mnie brzuch. To chyba kobiece sprawy. Rozumiesz.
– Och tak! Rozumiem. Wybacz – delikatnie pocałował policzek wzruszonej szatynki.
Emma długo nie mogła zasnąć.
,,Czy taki mój los? Poznałam wymarzonego chłopaka, to musi mieć coś takiego” – nie chciała płakać, ale czuła się taka nieszczęśliwa.
     Obudziła się pierwsza i po porannych czynnościach ubrała się i poszła szykować śniadanie.
Jack obudził się pierwszy, ale zrobił poranne ćwiczenia i kiedy Emma robiła śniadanie, on brał prysznic. Szatynka nie wiedziała, jak się ma czuć. Bardzo chciała, by im wyszło, ale z tym problem po prostu nie potrafiła sobie poradzić. Szczególnie że pytała o to Michaela i on stwierdził, że wszystkiego już próbował. Terapii, lekarstw i nawet hipnozy. Irys też rozmawiała o tym parę razy z ojcem bruneta. Właściwie to nawet częściej mówiła z Michaelem niż Emma. Po dwóch zwykłych rozmowach zaproponowała video i stwierdziła sama przed sobą, że ojciec Michaela jest w jej typie i to nie tylko pod względem urody. Sam Michael się zdziwił, że Irys ma prawie dwadzieścia dziewięć lat, bo naprawdę wyglądała jak piętnastolatka.
Ostatnio rozmawiali wczoraj.
– Michaelu, uważam, że powinieneś przylecieć.
– Tak? Czy sądzisz, że to by coś zmieniło?
– Wiem, że to brzmi dziwacznie, ale Jack zaakceptowała mnie jako matkę, kiedy tam był z Emmą...
– To niezwykle rzadki problem. Konsultowałem się z kilkoma specjalistami. Gdyby Emma pojechała z nim sama, on i tak by się zachowywał, jakby ona tam była.
Irys posmutniała.
– Wiesz co? Bardzo mi przykro. Emma chyba się w nim zakochała. Znam ją. I teraz sama nie wiem, co przeżywa. Co bym dała, by to się zmieniło.
– Co masz na myśli? – Michael poczuł się dziwnie – nie pasuje ci, że go pokochała?
– Och nie! Źle mnie zrozumiałeś. Jest mi bardzo bliska, ale pomyślałam o czymś zupełnie innym. Chciałbym, żeby Jack po prostu zaakceptował, że Hazel umarła.
Brunet posmutniał i poczuł łzę, chociaż z uwagi na ostrość obrazu, Irys nie mogła tego zobaczyć.
– Wszyscy by chcieli. Skoro powiedziałaś, że Emma go kocha, to może wiesz, jakie on ma do niej uczucie?
– Myślę, że identycznie. Tak czy tak, zrób to. Przyjedź. Chciałabym cię zobaczyć na żywo, a sądzę, że i Emma by się ucieszyła i Jack też.
– Tylko zapomnij, że będę o tym z nim rozmawiał. Już się poddałem.
– Rozumiem. Ponoć nadzieja umiera ostatnia – rzekła.
Skończyli rozmowę. Michael o czymś pomyślał i uśmiechnął się do swoich myśli. Siedział prawie pół godziny, wspominając o swoim życiu z Hazel. Zrobił wszystko, co mógł, by jej pomóc, ale nie potrafił.
Uznał, że Irys w pewnym sensie ma racje. Może jego wizyta w LA coś zmieni. Tak naprawdę, chociaż nie chciał za bardzo dopuścić tego do swoich myśli, chciał poznać i Irys i Emmę. Irys robiła wrażenie, że i ona bardzo chce poznać i jego.
Omówił wszystko z sekretarką i radą i zamierzał polecieć na zachodnie wybrzeże. Był tym nieco podekscytowany, że leci zobaczyć i syna i jego niespodziewanie poznaną dziewczynę. Pomyślał o tym, co jest nie tak z Jackiem i posmutniał.
Raczej nie wierzył, że coś może się zmienić. Podobne zdanie miało trzech lekarzy, a nie rozmawiał z dyletantami.

     Tymczasem w Mieście Aniołów Irys i Emma mieli mały kłopot. Z powodu, że pokochała Jacka, Emma miała większy.
Obie myślały o sobie i Irys do niej zadzwoniła.
– O, cześć. Myślałam o tobie i właśnie chciałam zadzwonić, ale mnie uprzedziłaś.
– Widzisz, jak się wyczuwamy! Rozmawiałam z Michaelem. Przyleci.
– To cudownie. Wiesz, jak bardzo bym chciała, aby on to zrozumiał, że Hazel nie żyje od tylu lat.
– Wiesz, że i ja bym tego chciała. Michael opowiadał, że próbowali wszystkiego.
– Też mi wspominał. Irys... czy ty?
– Dobrze mnie wyczuwasz. Rozmawiałam z nim kilka razy przez video i coraz bardziej mi się podoba, tylko nie wiem, czy i on tak czuje.
– Pierwsze to uzna, że jesteś za młoda.
– Jest tylko szesnaście lat starszy!
– Zobaczysz. W razie czego pomogę, o ile zdołam.
– To już cię kocham więcej.
– Myślałam, że mnie kochałaś już tak wcześniej?
– Tak się mówi, wariatko. Wiesz, co chcę zrobić?
– Nie.
– Czasami chciałbym cię pocałować, ale jesteś taka szablonowa.
– Szablonowa? Co ma znaczyć to słowo?
– W tym sensie, że zaraz mi wyjedziesz, że nie jesteś lesbijką.
– Bo nie jestem, ty też nie.
– Wiem, ale jak mam ci okazać swoja miłość. Teoretycznie mógłbym zrobić wszystko, ale moja wyobraźnia nie wykracza poza pocałunek.
– Wybij sobie to z pięknej głowy. Żadnych pocałunków – Emma poczuła się nieco zła.
– Dobrze, już dobrze. Nie potrafię wytłumaczyć.
– Kochanie, nie musisz. Wiem, że mnie kochasz, a ja ciebie, ale to jest czyste uczucie. Nie próbuj go zaszeregować. Matki do córki, siostry do siostry. Nie pragnę cię.
– Wiem, Emmo. Ja też ciebie nie. Już wspomniałam, że nie potrafię opisać.
– Byłam tak bliska, by z nim to zrobić. Wiem, że chciał, ale myśl o tym, że on wciąż uważa, że jego mama żyje, powstrzymuje mnie od tego.
– Bardzo ci współczuję. Wierzę, że to się dobrze skończy.
– Oby! Pierwsze zakochanie się i taka sprawa! Och!
– A gdzie będzie spał?
– Kto? – zmiana tematu wybiła szatynkę z negatywnych myśli.
– No Michael. Będzie mógł u ciebie?
– Gdzie będzie chciał. Może woli hotel z pięcioma gwiazdkami, może u mnie, u Jacka lub u ciebie.
– Albo w domu Hazel.
Emma się wzdrygnęła.
– Och, tylko nie to.
– Czemu. To jego dom. Zwróć uwagę, że go nie sprzedał. Nie zmienili kodu wjazdu. Nic nie zmienili. Dom jest sprzątany, ogród utrzymywany. Czy on to robił dla syna?
– Na to wygląda. Nie pytałam, ale tak sądzę.
– Kiedy przyleci, postanowi. – rzekła Irys.
– Tak. Słuchaj Irys, muszę kończyć, bo Jack wraca z przebieżki.
– Ucałuj go ode mnie – powiedziała blondyna i się rozłączyła.
Emma rozważała jej ostatnie słowa, kiedy wszedł zziajany brunet.
– Kąpiel! Spociłem się trochę.
– Jasne. Zrobię coś jeść. Rozmawiałam z Irys.
Stanął przed nią.
– Michael ma przylecieć, wiesz o tym?
– Tak, To będzie fajnie go poznać.
– A ja mam małą nadzieję, że może pogodzą się z mamą. Tak bym chciał.
– Tak, byłoby dobrze – Emma poczuła nóż w sercu.
– Idę wziąć prysznic – rzekł i poszedł do łazienki.
     Emma pomyślała, że kupił dom, a jeszcze w nim nie spał jednej nocy. Zaczął trochę pracować, ale też się w tym opuścił. Czy z jej powodu, czy raczej Hazel? Znowu zrobiło jej się smutno. Podczas przygotowywania jedzenia pomyślała, że może spróbuje mu powiedzieć, jak jest. Co miała do stracenia? Jednak po chwili zastanowienia uznała, że nie wie jak to mu powiedzieć i wolała to najpierw ustalić z Irys i Michaelem.
     Michael dawno nie ruszał się z Nowego Jorku. W zasadzie od śmierci Hazel tylko raz wybrał się na tydzień wakacji. Teraz ustalił wszystko z Betty i radą, bo nie miał pewności, na jak długo pojedzie do LA. W przeddzień wyjazdu zaczął się zastanawiać, co ma zabrać. Nie wiedział, gdzie się zatrzyma. Pierwszą myślą był dom syna. Nie wiedział, że Jack jeszcze tam ani razu nie spał. Spakował wszystkie potrzebne przybory do higieny osobistej w torbę. Zwykle chodził w garniturze, dlatego, kiedy rano w dzień lotu ubrał się w jeansy i koszulkę poczuł się dziwnie i nawet uśmiechnął się do swojego odbicia.
,,Co przyniesie ta wizyta.” – pomyślał.
Włączył alarm i wyszedł na zewnątrz. Zapach wielkiego miasta nie był tak odczuwalny, gdzie mieszkał. Chwilę czekał na taksówkę. Dawno nie korzystał z tego środka komunikacji, nie pamiętał czy w dojrzałym życiu jechał autobusem, czy metrem.
– Lotnisko – powiedział tylko.
Kierowcą okazał się Hindus, Raja Shing.
– Mamy zwykły trafic, zajmie nam około czterdziestu minut – powiedział czterdziestoletni mężczyzna, nadal z charakterystycznym akcentem.
– Dziękuję panu – odrzekł brunet.
– Leci pan do Europy – zagadnął taksówkarz.
Michael wiedział, że kierowcy taksówek są rozmowni.
– Lecę do Los Angeles – odrzekł.
– To tylko kilka godzin lotu – odparł kierowca.
Forest nie odezwał się, więc i Hindus zamilkł. Jechali czterdzieści osiem minut.
– Dziękuję – odrzekł Michael.
Dał kierowcy dziesięć dolarów napiwku i wysiadł. Miał lot za dwie godziny.
,,Może przyjechałem za wcześnie” – pomyślał.
Powinien być półtorej godziny przed lotem. Spokojnie poszedł do odprawy i po czterdziestu minutach wszedł do strefy odlotów. Lot rozpoczął się dwadzieścia po dziesiątej
,,Tam jest trzy godziny później” – pomyślał i obliczył, o której doleci.
Wyglądało, że koło piątej po południu będzie na lotnisku. Już na lotnisku w LA pomyślał, czy będzie tylko syn. Jednak się ucieszył, kiedy obok Jacka zobaczył dwie młode kobiety. Już wiedział z video i rozmów, że Irys wygląda na nastolatkę, dlatego się nie zdziwił.
– Witaj ojcze – Jack go przytulił.
– Witaj – odrzekł.
– To Emma – syn wskazał na szatynkę – a to Irys.
Przyjaciółka Emmy i teraz moja.
Michael podał kolejno dłoń Emmie i Irys. Nie powiedział na wstępie, że z nimi rozmawiał. Młodszy z Forestów wiedział, że Emma z nim rozmawiała, natomiast nie miał pojęcia, że ojciec już poznał Irys. I nawet lepiej niż Emmę.
– Rozumiem, że nie przyjechałeś swoim Lamborghini, bo w czwórkę byśmy się nie pomieścili.
– Tak. Przyjechaliśmy samochodem Irys. To wielka maszyna.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użył 3615 słów i 20891 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.