Nadzieja umiera ostatnia

- Halo?- Powiedziałam zaspanym głosem do słuchawki
- Wstawaj mała, szkoda dnia. Daje Ci 15min i jestem pod Twoim domem.
- Przecież jest 7 rano! Pola, co Ty chcesz robić o tej porze?!
- Jak to co? BIEGAĆ! Musimy dbać o swoją sylwetkę, żeby znaleźć w końcu jakichś porządnych facetów, no nie?  
- Wolę sobie pospać niż poświęcać się dla kogoś, kogo mogę spotkać dopiero za kilka miesięcy, albo nawet lat i to przy dobrych układach…- muszę przyznać, że praca zajmowała mi większą część życia, ale z drugiej strony dawała mi mnóstwo satysfakcji i radości.
- Nie narzekaj, może niedługo jakiś Romeo zgłosi się na masażyk do Ciebie. Nigdy nie wiadomo, kiedy dopadnie Cię miłość. Masz 15 min, Paa.

Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, ale wiedziałam, że ona tak łatwo nie odpuści. Przyjaźniłyśmy się już kilka lat i udowodniła nie raz, na co ją stać. Szybko wstałam, ubrałam się w swój ulubiony dres i skierowałam się do łazienki. Mimo, że to tylko bieg, to wolałam nie kusić losu- może akurat natknęłabym się na swój ideał, więc musiałam jakoś wyglądać. Wyszłam z domu równo o 7:15. Pola już na mnie czekała. Przywitałyśmy się i skierowałyśmy w stronę parku. Po drodze jak zwykle buzie nam się nie zamykały. Jak już wspomniałam- praca pochłania mi bardzo dużo czasu. Rehabilitacje, dodatkowo kurs masażu- po prostu lubię pomagać innym.  

- Ej, Adka- zwróciła się do mnie przyjaciółka- wyjedźmy gdzieś razem na jakiś urlopik. Odpoczniemy trochę od tego wszystkiego i wrócimy wypoczęte. Normalnie jak nowo narodzone.  
- Już to widzę... Kiedy ostatni raz miałam jakieś dni wolne? hmmm… Z resztą Ty jesteś w podobnej sytuacji jak ja! A poza tym, wiesz, że teraz nie mogę, nie dam rady.
- Dobra dobra, koniec tematu! Biegniemy- rzekła Pola i ruszyłyśmy w nasz mały maraton.

Po około 30 min zadzwonił telefon Poli. Odebrała i okazało się, że musi wracać do domu, dostała jakieś pilne zlecenie z pracy. Czyli nie tylko ja byłam pracoholikiem. Rozdzieliłyśmy się. Postanowiłam jednak przed powrotem zajrzeć jeszcze do kiosku. Kupiłam naszą miejscową gazetkę i udałam się na pobliską ławkę. Przerzuciłam pierwszą stronę i aż mnie zatkało.
Ujrzałam zdjęcie i to nie byle jakie zdjęcie! Był na nim młody mężczyzna, szatyn o ciemnym spojrzeniu i idealnej sylwetce. Ciacho- pomyślałam w pierwszym momencie. Jednak napis pod fotografią wywołał u mnie otrzeźwienie. Okazało się, że owy ideał- sportowiec miał ostatnio poważny wypadek, co skutkowało kontuzją. Jak wspomniano w gazecie "Młody piłkarz, nie wyjdzie z tego tak szybko. Jego kariera wisi na włosku”. Zawsze w takich momentach czuję chęć do działania, ale w tym przypadku niewiele mogłam zrobić. Pozostało mi jedynie być dobrej nadziei, że nieznajomy wyjdzie jakoś z tego i będzie mógł kontynuować grę. Przez cały dzień starałam się zapomnieć o artykule, który przeczytałam w gazecie, ale nie potrafiłam. Ciągle chodziły mi po głowie słowa "Jego kariera wisi na włosku”. Chociaż nie znałam tego człowieka, to domyślałam się, co w tej chwili odczuwa. I szczerze mu współczułam. Przez kolejne dni zajęłam się swoją pracą i powoli odchodziło w niepamięć to, co tak mnie nurtowało w ostatnim czasie. Aż do pewnego momentu…
Usłyszałam pukanie do drzwi mojego gabinetu.

- Proszę- powiedziałam dosyć głośno, aby gość mnie usłyszał
- Dzień dobry!- moim oczom ukazała się szczupła kobieta w średnim wieku, o łagodnym spojrzeniu pełnym cierpienia, które już kiedyś widziałam, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie teraz- gdzie dokładnie to było.  
- Dzień dobry, zapraszam- uśmiechnęłam się i wskazałam kobiecie krzesło na wprost swojego.  
- Dziękuję bardzo, nie wiem czy domyśla się Pani, kim jestem… Przychodzę tu w bardzo ważnej sprawie, chodzi o mojego syna.- wypowiadając to zdanie od razu posmutniała, a jej oczy zaszkliły się. – on miał wypadek- kontynuowała- i teraz nie może poruszać się bez kuli. Wszyscy bardzo to przeżyliśmy, jednak najbardziej cierpi on sam. Zwłaszcza, że nie jest w stanie robić tego, co tak naprawdę kocha i czemu poświęcił całe swoje życie- teraz kobieta nie kryła już łez.
- Spokojnie, oczywiście postaram się pomóc pani synowi- odpowiedziałam z uśmiechem- na pewno wyjdzie z tego szybko. Najważniejsze jest nastawienie i chęć do współpracy.  
- Ale chodzi o to, że on nie chce pomocy. Uważa, że nic już nie ma sensu i skończyło się dla niego życie- łkała  
- Rozumiem go doskonale, ale rozumiem też panią. Oczywiście nie zostawimy tak tego. Podam pani swój numer telefonu i proszę do mnie zadzwonić po południu. Ustalimy datę spotkania- odpowiedziałam  
- Dziękuję bardzo, nawet pani nie wie, ile to dla mnie znaczy.

Nasze spotkanie miało odbyć się następnego dnia. Czekałam na ten moment ze zniecierpliwieniem. Bardzo chciałam pomóc nieznajomemu.  
Rano obudziłam się pełna werwy. Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Będąc już gotowa- wyruszyłam w drogę. Pod wskazanym adresem, oczekiwała na mnie ta sama kobieta, która była u mnie w gabinecie. Przywitałam się z nią uściskiem ręki i zostałam wprowadzona do domu. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to panujący tam porządek i elegancja. Zostałam poczęstowana herbatą, jednak odmówiłam. Wolałam od razu przejść do rzeczy. Uzyskałam potrzebne informacje i udałam się na rozmowę z mężczyzną.  
Wskazano mi drzwi do pomieszczenia, w którym przebywał i ruszyłam w tamtą stronę. Ostrożnie zapukałam.

- Proszę- usłyszałam zniecierpliwiony głos i już wtedy wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale nie poddam się na samym początku! Nie ma mowy!  
Weszłam do pokoju. Panował w nim półmrok. Przy oknie stał wysoki, dobrze zbudowany młody człowiek. Nie odwrócił się w moją stronę, kiedy weszłam. Od razu przeszedł do sedna.
- Żeby nie było niejasności, to nie ja panią tu zatrudniłem… tylko moi rodzice. Nie jestem już dzieckiem, potrafię sobie sam poradzić, ale oni oczywiście wiedzą lepiej, czego mi potrzeba- rzekł podniesionym, pełnym emocji głosem. Chociaż zupełnie nie wiem, po co tu panią przyprowadzili, skoro i tak mi pani nie pomoże. Do tego trzeba cudu- wtedy wykonał obrót i nasze spojrzenia skrzyżowały się.  
Poznałam w nim tamtego gościa ze zdjęcia, o którym nie mogłam zapomnieć i już wiedziałam, że nie odpuszczę. On zacznie normalnie funkcjonować! Mimo zauważalnego w jego oczach bólu, dostrzegłam w nich również zaciekawienie. To dało mi motywację do działania.

- Niech mnie pan posłucha- zaczęłam- wiem, że to dla pana straszna tragedia i nie widzi pan teraz sensu w niczym, ale obiecuję, że przy intensywnym ćwiczeniu, za jakieś cztery- do pięciu miesięcy to wszystko się zmieni. Oczekuję tylko chęci do współpracy- zakończyłam swój wywód.
Wtedy do mnie podszedł. Przystojny- to zdecydowanie niewystarczające określenie dla jego urody. Gdyby Pola go zobaczyła… Zdjęcie nie oddawało tego błysku w oczach i kpiącego uśmieszku.  
- Dlaczego to robisz, co? – zapytał mnie wprost
- Dlaczego chce Ci pomóc? – nieświadomie przeszliśmy na "Ty”- to chyba oczywiste. Nie zamierzam patrzeć jak cierpi ktoś, kto może jeszcze wiele w życiu osiągnąć, ale poddaje się przy pierwszej przeszkodzie.  
O dziwo, nie skomentował tego. Wyciągnął jedynie rękę w moją stronę i się przedstawił.
- Olaf- usłyszałam z jego ust.
- Ada- odpowiedziałam, ciesząc się w duchu z zaistniałej sytuacji.

Staliśmy chwile w ciszy, spoglądając przez cały czas na siebie. Nie było w tym nic krępującego, wręcz przeciwnie- czułam, że właśnie w tym momencie znaleźliśmy nić porozumienia. Wtedy on zaczął podchodzić do mnie jeszcze bliżej. Ja natomiast w tym samym tempie- cofałam się, aż natrafiłam na ścianę. Olaf oparł dłonie po obu stronach mojej głowy, nachylił się i szepnął:
- Jeśli robisz mi tylko złudną nadzieję, to uwierz, że pożałujesz… Ale jeżeli rzeczywiście jesteś w stanie mi pomóc to oddaje się w Twoje ręce- jego niski głos tuż przy moim uchu przyprawił mnie o ciarki (...)




HEJ Wszystkim :) Nie pisałam na początku, że to moje pierwsze opowiadanie, bo to nic by nie zmieniło. Mam nadzieję, że chociaż część z Was dobrnie do końca i wyrazi swoją szczerą opinię. Nie tak to miało wyglądać, ale wyszło jak wyszło :D Z tego powodu nie wiem, czy będę kontynuowała pisanie. Liczę jednak na jakieś wskazówki *.* Z góry bardzo dziękuję : >

Nikka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1609 słów i 8766 znaków.

5 komentarzy

 
  • czarnyrafal

    Są już następnne części więc po co pisz dalej. Zapowiada się ciekawie. Oby tak dalej-taka moja prośba <3

  • Kika

    Zaczęłam czytać opowiadanko i powiem że ciekawa jestem kolejnych części :)

  • monis

    Kontynuuj to opowiadanie bo potrafisz zaciekawić czytelnika. Świetny wątek :cheers:

  • Jaga

    Baaaardzo dobre <3 gratuluję pomysłu :)

  • Arii2000

    No bomba no ! Pisz dalej bo zapowiada się bardzo dobrze  :hi: