Nadzieja umiera ostatnia..

Nadzieja umiera ostatnia..Brazylia, 1984.
- Halo? Med? Dijete? Halo? Može bilo tko pomoć mene? Znate li engleski? (tłum. Halo? Skarbie? Dziecko? Halo? Czy ktoś może mi pomóc? Ktoś zna angielski?)
- Proszę mnie przepuścić. Przepraszam! Jestem lekarzem. Co tu się stało?
- To dziecko zostało same! Dziś rano jego rodzice zmarli na pokładzie! Chorowali na żółtą febrę. Matko, co teraz będzie? To Jugosłowianin, nie zna jeszcze Portugalskiego. Może być chory! - kobieta z trudem utrzymywała się na nogach. Jej ciało drżało. Była wyraźnie poruszona.  
- A Pani? Jest z rodziny? - lekarz przykucnął obok dziecka.
- Nie, nie! Poznałam tą rodzinę tu, na rejsie. Jechali prosto do Brazylii. Chcieli znaleźć pracę, zacząć nowe życie.. Matko moja, mówili, że są chorzy, że w Brazylii ich wyleczą. Tak mało im zostało, już prawie jesteśmy! Byli tacy młodzi..
Na miejscu zdarzenia zrobiło się tłoczno. Ludzie patrzyli ze współczuciem na trzyletniego chłopczyka badanego przez lekarza. Miał problem z oddychaniem i był cały rozpalony.  
- Jestem Iva Modrić. Pochodzę z Jugosławii, tak jak państwo Milanowić. Doktorze co będzie z chłopcem? - kobieta nie przestawała tłumaczyć o zaistniałych wydarzeniach.  
- Niech Pani się uspokoi. To najważniejsze. Chłopiec ma objawy żółtej febry m.in. gorączkę i dreszcze. Resztę badań zrobimy na miejscu. Jeśli nikt nie zgłosi się po.. Właściwie jak on ma na imię? - doktor uśmiechnął się do chłopczyka.  
- Danilo! Nazywa się Danilo - odrzekła Iva.  
- Biedny chłopiec, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.. Proszę państwa, proszę się rozejść!
                                          ***

Brazylia, 32 lata później.  
Sonja nerwowo wyglądała przez szybę. Pierwszy raz w życiu brazylijskie lato przyprawiało ją o zawroty głowy. Nie mogła przestać obgryzać paznokci, a po głowie przelatywały jej najczarniejsze wizje.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi. Z bijącym sercem zbiegła schodami na parter. Do domu wszedł blady, zdenerwowany mężczyzna.
- Danilo i jak? Co wykazały badania? - Sonja nie mogła ukryć zdenerwowania.  
- Wszystko w porządku. Jestem zdrowy - uśmiechnął się lekko - Lekarz przekazał mi badania i wyjaśnił co oznaczają poszczególne wyniki.  
- Tak się bałam! - Sonja rzuciła się mężowi na szyję - Dlaczego tak źle wyglądasz skoro wszystko się udało?  
- No wiesz, zdenerwowanie.. Bałam się, to normalne - Danilo pocałował żonę w czoło.
- Nawet nie wiesz jak jestem szczęśliwa! Zaraz jedziemy po Anje? Jest u Rafaeli. Może pojedziemy na lody..
Danilo nie słuchał już żony. Miał wyrzuty sumienia. Powinien jej powiedzieć. Powinien powiedzieć ich córce. Jakoś je przygotować. Nie może narażać je na takie cierpienie. Jest chory. Jak jego rodzice. Jest nosicielem. Jak jego rodzice. To cud, że nie zaraził swojej rodziny. Musi coś wymyślić.  
                                            ***
  Danilo stanął pod drzwiami rodzinnego domu na przedmieściach. Zbliżał się wieczór, lecz słońce ani na moment nie przestawało zachwycać swoim blaskiem.
- Może powinniśmy wcześniej zadzwonić? Wpraszamy się tak bez zaproszenia.. - Sonja oparła rękę na ramieniu Anji. Dziewczynka trzymała w ręku szmacianego misia. Maskotka należała kiedyś do niego. Dostał ją od swoich rodziców. Wtedy mieszkali jeszcze w Rijece. Bardzo dobrze pamięta ten moment. Nagle powróciły wyrzuty sumienia.. 'Powinien im powiedzieć..Powinien również być silny'. I będzie. Zamyślony nie odpowiedział żonie, na co ona popatrzyła na niego ze smutkiem. Domyślała się, że myśli o swojej rodzinie. Mieli już wracać do samochodu, nikt nie otwierał drzwi.  
- Już, już! - usłyszeli wołanie z wnętrza domu - Damir otwórz drzwi. Moje rękawiczki są całe w ziemi. Drzwi otworzył starszy pan.
- Ooo Danilo! Wchodźcie! Cześć słoneczko! Jak się ma moja ukochana wnuczka? - przytulając Anje zaprosił ich do środka.  
Pięć minut później siedzieli wszyscy na tarasie, popijając sok. Posesja znajdowała się na niewielkim wzniesieniu, dzięki czemu rodzina mogła podziwiać piękny, egzotyczny krajobraz okolicy. Mała Anja bawiła się z psem, rzucając mu piłkę.  
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło! Tak się cieszę - Iva odłożyła szklankę, by uściskać swojego jedynego, przybranego syna. Wiesz... w dniu, w którym cię adoptowaliśmy - popatrzyła na Damira - baliśmy się z ojcem, że nie zostaniesz z nami na długo.. Ta choroba wyniszcza. Byłeś silny. Wiedzieliśmy, że dasz sobie radę. Masz dla kogo żyć - to powiedziawszy chwyciła Sonje za rękę.  
Właśnie w tym monecie Danilo znalazł rozwiązanie swojego problemu. Spróbuje stworzyć lek dla osób z zaawansowanym stadium choroby. Dla siebie. Nie, on nie spróbuje. On to zrobi.  

   Następnego dnia w pracy Danilo myślał tylko o jednym 'Muszę zdobyć te składniki!'. Przygotował wstępną listę produktów chemicznych. Nie był w stanie ustalić ilości. Niektórych z nich nie mógł także kupić legalnie. 'No cóż - pomyślał - Raz się żyje'. Zdawał sobie sprawę jak ogromną wartość mają te słowa. Pracę ułatwiał mu fakt, że z zawodu był chemikiem. Miał dostęp do laboratoriów, przyrządów chemicznych. Mógł legalnie zająć się wynalezieniem leku. Nikt nie będzie go podejrzewał o cel jego działań. Przerażała go jednak myśl o tym jak niewiele czasu mu pozostało. Dni, tygodnie, może miesiące. Danilo odpędził te myśli. Nie może poddać się presji czasu.  
   Mijały dni, tygodnie.. Milanowić dążył do celu, nie bojąc się złamać prawo. Co to dla niego w obliczu utraty rodziny, życia.. Wiele razy kupował nielegalnie substraty od bogatych handlarzy. Jego przepis na lek co chwilę ulegał zmianom i poprawkom. Nie tracił ani chwili. Danilo ani myślała zdradzać swojego sekretu. Nikomu. Nawet rodzinie. Za duże ryzyko. W pracy oceniali to jako zwykły eksperyment. Mężczyzna zapędził się jednak w swoich marzeniach. Stres i presja odbiły się na jego psychice. Nie wystarczał mu lek, chciał stworzyć wodę nieśmiertelności. Wierzył, że jest w stanie tego dokonać. Chciał uchronić ludzi przed cierpieniem i śmiercią, a przede wszystkim być ze swoją rodziną, tak długo jak się da. Ostatnio spędził z nią wspaniałe chwile. Były urodziny Anji, chodzili do ZOO, na lody, robili pikniki. Cel był tak blisko. Czuł, że jest w stanie osiągnąć coś, czego nie udało się nikomu innemu.  
  Zaraz po pracy zabrał rodzinę do parku. Cudowna pogoda, ujmujący śpiew ptaków. Idealny dzień na piknik. Po rozpakowaniu pożywienia Sonja zaczęła opowiadać mężowi o niezwykłej rzeczy jaka spotkała ją w pracy. Córka zajęta była nuceniem melodii jej ulubionej, brazylijskiej piosenki i rysowaniem. Danilo nie czuł się najlepiej. Było mu gorąco, a jednocześnie zimno. Miał zawroty głowy. Myślał, że świeże powietrze dobrze mu zrobi. Mylił się. Zawroty głowy się nasilały. Było coraz gorzej. Próbował wstać, lecz czarne plamy przed oczami zasłoniły mu świat.  
                                            ***

- Tato! Tato, proszę obudź się - krzyczała zapłakana Anja.
- Kochanie proszę cię.. Popatrz na nas - żona była zrozpaczona.  
Godzinę temu przywieźli jej męża w ciężkim stanie do szpitala. Dopiero teraz, od lekarza dowiedziała się o chorobie męża. 'Dlaczego jej nie powiedział? Przygotowałaby Anje.. Ma mu tyle do powiedzenia. Mieli razem podróżować, patrzyć jak ich córka dorasta, zestarzeć się'. Nie była w stanie się uspokoić, tym bardziej córkę. Danilo umierał. Umierał na ich oczach. Trudno było mu cokolwiek powiedzieć. Bardzo się męczył.
- Ja.. Chciałem was chronić. Po co mieliśmy rozpaczać.. Ja.. Myślałem, że znalazłem sposób - mężczyzna z trudem łapał oddech. Obok, po drugiej stronie łóżka siedziała Iva z Damirem. Byli zrozpaczeni.  
- Danilo, jaki sposób? O czym ty mówisz? - Sonja płakała, ale musiała wiedzieć.  
- W laboratorium.. Prowadziłem badania.. Lek na żółtą febrę.. I.. I na nieśmiertelność.  
- Ale.. Jak? To niemożliwe. Nie istnieje nic podobnego.. - Sonja przytuliła załamaną córkę.
- Danilo, o czym tym mówisz? - Damir chwycił syna za rękę.  
- Próbowałem.. Jest prawie gotowe.. Chyba mi się udało. Zostało.. Kilka czynności. Wszystko jest spisane w moich notatkach. Błagam.. Dokończcie to..  
Do sali weszło czterech lekarzy i pielęgniarka.  
- Proszę państwa.. To ciężkie, rozumiem, ale proszę się już pożegnać.. Zostało mało czasu, pacjent się męczy. Tętno spada, nic nie możemy zrobić, to zaawansowane stadium. Tłumaczyłem to przed chwilą..  
- Mamo! Nie chcę! - Anja wybuchnęła płaczem i przytuliła się do ojca. Iva i Damir ze łzami w oczach uściskali swoje dziecko. Sonja pocałowała męża. Ostatni raz.  
- Kocham cię.. - wyszeptała - Dokończę to - popatrzyła na niego z determinacją.  

  Ostatnimi momentami w swoim życiu, które Danilo zobaczył była jego rodzina. Jego bliscy. Czuł wielką miłość i nadzieję. Nadzieję na to, że im się uda. Po chwili ogarnęła go ciemność..

Lillly

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1610 słów i 9129 znaków, zaktualizowała 15 mar 2016.

2 komentarze

 
  • villemo92

    Piękne

  • Lillly

    @villemo92 dziękuje <3

  • villemo92

    @Lillly <3

  • Wincencja

    Cudo <3