Nadzieja umiera ostatnia - Rozdział 1 - Wróżka

LAYLA

Stanęłam w przesadnie długiej kolejce pod klubem niepewna, czy w ogóle zostanę wpuszczona do środka. Przełożyłam włosy przez jedno ramie i z małej kopertówki wyciągnęłam dowód. Miałam nadzieję, że ochroniarz nie będzie zbyt dociekliwy i prócz szybkiego sprawdzenia daty urodzenia, nie spojrzy na moje nazwisko.  
Piętnaście minut później, przemarznięta do szpiku kości podeszłam do drzwi wejściowych. Szeroki tak samo jak wysoki mężczyzna z tatuażem na szyi i słuchawką w uchu zmierzył mnie uważnym spojrzeniem. Jego wzrok zatrzymał się trochę dłużej na moich nogach niż powinien, a szelmowski uśmiech, który wykrzywił jego usta przyprawił mnie o dreszcze.
– Udanego wieczoru – powiedział otwierając przede mną drzwi.
Nieco zaskoczona tym, że nie kwestionował mojej pełnoletności, schowałam dowód i z podniesioną głową przekroczyłam próg.  
W środku było przyjemnie ciepło. Młoda dziewczyna stojąca tuż za drzwiami, przybiła mi na ręce pieczątkę w kształcie greckiej litery, po której nazwany był klub – Delta. Wąski przeszklony tunel zaprowadził mnie do sali pop gdzie powietrze wypełniał sztuczny dym o zapachu leśnych owoców.  
Pierwszy raz miałam wątpliwą przyjemność gościć w Delcie i wystarczyło dziesięć sekund, żeby to miejsce zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Kolorowe światła stroboskopów migały w rytm popowej muzyki, ale potrzebowałam czegoś głośniejszego i z większą ilością basu, żeby zagłuszyć zdarzenia tego popapranego wieczoru. Rozejrzałam się dookoła, szukając przejścia do następnej sali. Po chwili dostrzegłam wysokie podwójne drzwi po przeciwnej stronie pomieszczenia. Mocniej złapałam za kopertówkę i z zaciętą miną przeciskałam się przez tłum klubowiczów na parkiecie.
Czerwona, rozkloszowana sukienka bez pleców i neonowo żółte szpilki dodawały mi pewności siebie, której normalnie nie miałam aż tak dużo. Nerwy też pomagały. Z wściekłą miną musiałam wyglądać groźnie, bo ludzie schodzili mi z drogi patrząc na mnie z mieszanką podziwu i szacunku. Jedynie wysoki blondyn stał mi na drodze jak święta krowa. Pchnęłam go w bok, a on potknął się o własne nogi. Grawitacja zrobiła resztę.  
Zerknął na mnie, po czym z przerażeniem popatrzył na piwo, które trzymał w ręce. – Hura! – wykrzyknął dumny, że nie wylał ani kropelki. Uniósł pokal do góry jak trofeum, szczerząc zęby do znajomych.
Jedna piosenka przechodziła w drugą, ale nie miałam szansy rozpoznać, co to za utwór zanim zniknęłam za drzwiami prowadzącymi do sali techno. Kolejny oszklony tunel wyprowadził mnie wprost przed parkiet. Moje wnętrzności zawibrowały pod wpływem mocnego basu.
Bingo.  
Ku mojemu zaskoczeniu w sali techno panował mniejszy tłok, ale wciąż było jeszcze wcześnie. Imprezowicze dopiero ściągali do klubu z całej okolicy. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu baru. Znalazłam trzy. Jeden naprzeciwko didżejki, drugi na wprost mnie i trzeci na balkonie okalającym całe pomieszczenie. Ten ostatni wydawał się najmniej zatłoczony. Mimowolnie kołysałam biodrami w rytm muzyki, wspinając się po metalowych stopniach.  
Dostrzegłam kilka wolnych stołków przy barze i zajęłam ostatni, na uboczu. Ludzie czekali na drinki i wracali na parkiet. W końcu był piątkowy wieczór. Wszyscy przyszli się bawić. Musiałam być jedyną osobą, która przyjechała do Delty na kilka drinków w samotności.  
Oparłam łokcie o klejący się blat i ukryłam twarz w dłoniach. Miałam ochotę rwać włosy z głowy z nerwów.  
– Wszystko w porządku? – Usłyszałam nad głową barmana.
Mogłabym mu się wygadać, w końcu barmani są podobno mistrzami w słuchaniu i zapominaniu monologów pijanych klientów. Niestety, nie byłam jeszcze pijana. Zresztą, wszyscy wiedzą, że choć barmani słyną z anielskiej cierpliwości, to tak naprawdę nie mają ochoty wysłuchiwać cudzych zwierzeń. Tym bardziej nie sądziłam, że miałby ochotę słuchać o moim kolejnym miłosnym rozczarowaniu.
Spuściłam dłonie na blat. – Tak, w porządku. Mogłabym prosić Mojito?
¬– Na mój rachunek – powiedział ktoś za mną.
Przewróciłam oczami. Nie miałam ochoty, żeby przystawiał się do mnie jakiś upity kretyn. A już tym bardziej nie tutaj. W Delcie byłam zdana tylko na siebie. Nie mogłam liczyć na wsparcie gdybym przypadkiem wpakowała się w kłopoty, bo nikt ode mnie nie miał tu wstępu.  
– Dzięki, ale sama płacę za swoje drinki – odparłam nie kryjąc irytacji.
Nerwy nie miały ze mnie zejść jeszcze przez długi czas.  
Kiedy dwie godziny temu wyrzuciłam Chasea za drzwi przez myśl mi nie przeszło, żeby zamknąć się w pokoju i płakać w poduszkę. Nie tym razem. Lody i chusteczki guzik pomagały na miłosne zawody. Przekonałam się o tym dwa razy i trzeci raz nie miałam zamiaru popełniać tego samego błędu. Ubrałam się w najseksowniejszą sukienkę, jaką znalazłam w szafie, wsiadłam w taksówkę i przyjechałam prosto do Delty.  
Chase był ostatnim facetem, któremu dałam się zwieść.  
Nie pierwszym, ale na pewno ostatnim. Trzeci raz przechodziłam przez to bagno i nie mogłam uwierzyć, że można mieć takiego pecha. Pewnie nie przeszkadzałoby mi to aż tak bardzo gdybym nie umawiała się w swoim życiu tylko z tymi trzema zakłamanymi szujami, ale niestety tak było. Trzech chłopaków, trzy rozczarowania, a najgorsze było to, że nie zrobiłam niczego, żeby te związki zepsuć. Miałam po prostu ogromnego pecha i jakimś cudem wszyscy trzej uznali, że będę idealną osobą na przykrywkę.
Dwóch gejów i transgender.  
Dlaczego Chase musiał wybrać akurat ten wieczór? Nie mógł poczekać kilka dni? Uświadomił mnie o swojej orientacji dzień przed moimi urodzinami.
Mężczyzna usiadł obok mnie i choć na mnie nie patrzył, jego usta wykrzywiały się w nikłym uśmiechu. Pijanym kretynem na pewno nie był. Czarna skórzana kurtka z postawionym kołnierzem idealnie pasowała do jego krótkiej fryzury. Delikatny zarost i ten dołeczek w policzku, który pojawił się, gdy pogłębił uśmiech.  
Był przystojny.  
W skali od jeden do dziesięciu dałabym mu dwadzieścia cztery.
Poczułam, że się rumienie, gdy się odwrócił i jego zielone oczy spojrzały w moje szare. – Nie pytałem o pozwolenie. – Głos miał niski z seksowną chrypką, której dorabiają się tylko starzy rockowcy.
Cmoknęłam językiem i raz jeszcze przewróciłam oczami, żeby dobitnie pokazać mu swoje niezadowolenie. Nie byłam nawet w połowie tak zirytowana jak jeszcze dwadzieścia sekund temu, ale nie ładnie jest zjawiać się znikąd i z góry zakładać, że przyszłam do klubu naciągać chłopaków na drinki.  
Barman postawił przede mną wysoką szklankę z zakręconą rurką, a ja podałam mu pieniądze. Zerknął na siedzącego obok mnie mężczyznę, czekając na jego protest, ale ten tylko skinął głową.
¬– Przedstawisz się, czy będziesz się na mnie gapił pół nocy? – zapytałam nie siląc się na przyjazny ton.
Omiotłam go zgrabnym spojrzeniem i wzdrygnęłam się niezdrowo na widok wciśniętej w kaburę przy pasku broni. Spojrzałam jeszcze raz w jego zielone oczy, a później jak detektyw przeniosłam wzrok na jego lewą dłoń i już nie musiał mi się przedstawiać. Sygnet na jego serdecznym palcu zdradzał jego nazwisko lepiej niż akt urodzenia. Wiedziałam dokładnie kim był. Dziwiło mnie jedynie to, że on nie wydawał się wiedzieć kim byłam ja.
Odwrócił się do mnie całym ciałem, a jego szorstkie rysy wykrzywił zaskoczony, trochę zirytowany grymas. – Dante.
Dokładnie takiej odpowiedzi oczekiwałam.
Jego imię przypomniało mi szereg pięknych cytatów z "Boskiej Komedii”, ale nie pokusiłam się o cytowanie któregokolwiek z nich. Spojrzałam w górę przeklinając w duchu wszystko i wszystkich. Jedyny heteroseksualny facet, który kiedykolwiek sam z własnej woli do mnie zagadał musiał przecież być wrogiem numer jeden. Nie moim, co prawda, a mojego ojca, ale wciąż wrogiem.  
– Dante Carrow – prychnęłam z niesmakiem.  
– Ten sam.
Nie wyglądał na poirytowanego moim obcesowym zachowaniem, choć raczej nie było drugiej osoby w zasięgu parunastu kilometrów, która odważyłaby się do niego tak odzywać. Gdyby nie nerwy szalejące we mnie jak huragan, pewnie też nie ośmieliłabym się prychać na niego jak rozwścieczona kotka. Zwłaszcza, że miał więcej niż jeden dobry powód, żeby zrobić mi krzywdę.
Dante był szefem mafii rządzącej południową częścią Chicago. Mój ojciec był głową północnej części. Dwóch największych wrogów w dziejach miasta. Obydwoje marzyli o tym, żeby przejąć teren tego drugiego.  
Mój ojciec, Frank, knuł plany od lat.  
Dante właśnie dostał przewiązany złotą wstążką prezent w postaci… mnie.  
Gdyby tylko chciał, mógłby mnie wykorzystać, żeby zagrozić interesom Franka. Choć ojciec trzymał mnie z dala od mafijnego świata, nie raz i nie dwa byłam świadkiem jego rozmów z jego prawą ręką, więc miałam parę mniej lub bardziej poufnych informacji, które przystojny brunet mógłby ze mnie wyciągnąć.
Siedziałam ramie w ramie z facetem, który mógłby bez mrugnięcia okiem wpakować mnie do bagażnika i wywieźć gdzieś, gdzie nikt nigdy by mnie nie znalazł. Mimo to nie czułam strachu zbyt pochłonięta wydarzeniami z przed dwóch godzin. Słowa Chase’a rozbrzmiewały w mojej głowie, zatruwając umysł i depcząc resztki poczucia własnej wartości. "Jestem gejem, słonko. Przepraszam, że cię wykorzystałem.”
Przepraszam, to sobie mógł ewentualnie wsadzić... tam gdzie słońce nie dociera.  
Upiłam łyk drinka i spojrzałam w te cholernie hipnotyzujące zielone oczy. – Więc, Dante, proponuję żebyś wstał i rozejrzał się za inną panną do poderwania. I jeśli to nie problem, nie zwołuj swoich pionków. Wyjdę sama jak tylko skończę drinka. – Na jego czoło wstąpiły dwie poziome zmarszczki zdradzając, że nie ma pojęcia, o czym bredziłam. – Jestem Layla – powiedziałam w ramach wyjaśnienia. – Layla Harston.
– Layla Harston. – Znów na jego policzku pojawił się ten malutki dołeczek. – Proszę, proszę. Co ty tu robisz, dziewczyno?  
Uniosłam drinka o kilka centymetrów. – Piję.  
– Widzę. Pytam dlaczego tutaj. Dobrze wiesz, że to mój klub.  
Każdy wiedział, że to jego klub. Właśnie dla tego wybrałam Deltę. Na moje szczęście, ochroniarz był zbyt zajęty wgapianiem się w moje nogi, żeby zdecydować się sprawdzić dowód. Gdyby dostrzegł nazwisko, na pewno nie pozwoliłby mi wejść.  
– Nie spodziewałam się, że na ciebie wpadnę. A przyszłam akurat tutaj, bo to jedyne miejsce w mieście gdzie świta mojego ojca nie będzie mnie szukać. A nawet jeśli wpadną na ten błyskotliwy pomysł, to i tak nie mają tu wstępu.
Dante machnął ręką i pół minuty później barman podał mu drinka i popielniczkę. Najwidoczniej nie miał zamiaru zostawić mnie w spokoju. Odpalił papierosa nic sobie nie robiąc z zakazu palenia wiszącego nad barem.  
– Więc chowasz się przed ojcem na moim terenie. Czemu?
– Nie jesteś zbyt rozgarnięty. Nie usłyszałeś za pierwszym razem? Tu mnie nikt nie będzie szukał.
Dante przechylił głowę w bok wyraźnie rozbawiony moim zachowaniem. – Zawsze jesteś taka wyszczekana?  
– Zawsze.  
Byłam wredna z natury, a cięty język wykształcił się przez lata obcowania z ludźmi ojca jak i z nim samym.
– Pytam, dlaczego się chowasz. Co przeskrobałaś?  
¬¬Po jaką cholerę on tu jeszcze siedział? Powinien był wyrzucić mnie z klubu. Byłam córką człowieka, który od dawna próbował przejąć jego teren. Przecież mogłam być szpiegiem! Taki ważny, a taki nieostrożny.
– Potrzebowałam kilku drinków w samotności. Miałam kiepski dzień.  
– Zakładam, że zdawkowość też leży w twojej naturze.  
– Nie. Po prostu nie mam ochoty z tobą rozmawiać.  
Odwróciłam się na stołku o sto osiemdziesiąt stopni czując, że ktoś stuka mnie w ramię. Całkiem przystojny chłopak uśmiechał się pokazując szereg śnieżnobiałych zębów. Przestępował z nogi na nogę bujając się w rytm muzyki z wyciągniętą ręką. – Zatańcz ze mną.  
Wkleiłam na usta przepraszający uśmiech. – Nie przyszłam tu tańczyć.  
– Proszę. Uznaj to za rekompensatę za to jak potraktowałaś mnie wcześniej w sali pop.
Przyjrzałam mu się uważniej. – To ty wylądowałeś na tyłku?  
Przytaknął i jeszcze bardziej wyciągnął rękę. – Proszę. Jeden taniec. – Stanął w miejscu wpatrując się we mnie błagalnie. – Szukam cię od dwudziestu minut.  
Nie byłam w nastroju na tańce, ale bardziej niż to, nie byłam w nastroju na rozmowę z cholernie niebezpiecznym brunetem siedzącym po mojej lewej stronie. Cholernie niebezpiecznym i co gorsza, boleśnie przystojnym.
Wstałam, poprawiłam sukienkę i ujęłam dłoń stojącego przede mną chłopaka. – Mam nadzieję, że dobrze się ruszasz…
– Jake – powiedział od razu.
– Layla.
Odpowiedział mi kolejnym szerokim uśmiechem i za rączkę zaprowadził na parkiet. Okręcił mnie tyłem do siebie i swobodnie ułożył ręce na moim brzuchu bujając się w rytm muzyki. Był całkiem znośnym tancerzem i choć był już podpity, nie próbował mnie obmacywać. Był zaskakująco grzeczny. Może nawet zbyt grzeczny.  
Czy żaden facet nigdy nie spróbuje wykorzystać okazji? – pomyślałam.
Przetańczyliśmy jedną piosenkę i Jake złapał mnie znów za rękę, gotowy odprowadzić na górę. Wtedy z głośników poleciała Tove Lo z "Cool Girl" i nie było mowy o tym, żebym dała się spławić. Położyłam jego dłoń na swoich plecach zatracając się w muzyce bez reszty. Czułam na sobie wzrok Dantego, ale uważałam, żeby nie spojrzeć w stronę balkonu i nie dać mu tym samym satysfakcji.  
Wróciłam na górę po kolejnych dwóch piosenkach, tylko po swoją torebkę. Obiecałam Dantemu, że wyjdę sama. Wolałam nie testować jego cierpliwości, bo jak każdy gangster, zapewne nie miał jej wiele.
– Dalej tu jesteś? – zapytałam, zastając go tam gdzie go zostawiłam.  
– O ile dobrze pamiętam, to ty miałaś wyjść.
Nie brzmiał jakby chciał, żebym wyszła, ale złapałam za swoją torebkę i pomachałam mu nią przed nosem. – Właśnie to robię.
Stuknął swoją szklanką o stojące na barze świeże Mojito. – Siadaj. Chciałaś wypić kilka drinków gdzieś, gdzie nie znajdą cię sępy tatusia. Tutaj jesteś bezpieczna.
Polemizowałabym.  
– Chciałam wypić kilka drinków w samotności.  
Może trzeba mu to przeliterować, żeby zrozumiał.
Powinnam była odwrócić się na pięcie i odejść, ale naprawdę potrzebowałam tego wieczoru. Musiałam odreagować i choć Carrow był ostatnią osobą, w której towarzystwie powinnam była się znaleźć, usiadłam obok.  
– Co tu wsypałeś? – zapytałam pół żartem unosząc drinka do ust. Upiłam spory łyk zanim zdążył odpowiedzieć.
– Trochę środków nasennych, trochę dragów. – Znów w jego głosie brakło czegoś, dzięki czemu mogłabym mu uwierzyć.
Przerzuciłam włosy przez jedno ramie, bo błąkające się kosmyki wpadały mi do drinka. – I co mi zrobisz jak usnę? Zamkniesz mnie w metalowej klatce i zażądasz okupu? Zmartwię cię. Mój ojciec nie zapłaci za mnie złamanego grosza.
Dante patrzył na mnie z rozbawieniem. – Powiesz mi w końcu, dlaczego tu jesteś?
– Chłopak mnie rzucił.  
Skoro tak bardzo chciał wiedzieć, nie widziałam powodu żeby robić z tego tajemnicę. Może mogłam go w ten sposób od siebie odstraszyć? Choć sama już nie byłam pewna, czy chciałam. Kilka minut wymieniania z nim uszczypliwości wystarczyło, żebym się rozluźniła i przestała obsesyjnie myśleć o swoim byłym o odmiennej orientacji.  
– Kontynuuj. Czemu cię rzucił?
– Umówmy się tak, ty zadasz mi wszystkie nurtujące cię pytania, ja odpowiem i dasz mi spokój. Pasuje?
Zamiast cokolwiek powiedzieć, znów machnął ręką i kolejne drinki pojawiły się przed nami nim zdążyłam mrugnąć. – Spieszy ci się gdzieś, czy boisz się ze mną siedzieć?
– Jest gejem – powiedziałam bez cienia emocji w głosie.  
Powinnam się go bać, powinnam wstać i wyjść, ale strach nie chciał się pojawić. Dante był intrygujący. Emanował pewnością siebie i bezwzględnością, ale kiedy patrzył na mnie, w jego oczach pojawiało się coś innego, swoista miękkość, której nie sposób było nie zauważyć. Z każdym zdaniem tylko bardziej mnie ciekawił. Nie pasował do tego jak opisywał go Frank. Nie miał w sobie nic z cwaniaka, a już na pewno nic z idioty. Był jedynie w strasznie seksowny sposób arogancki.
– Twój chłopak jest gejem? Nie jesteś zbyt bystra, co? Jak mogłaś tego nie zauważyć?
– Po pierwsze, były chłopak, a po drugie, jeśli chcesz się pośmiać to rozbawię cię bardziej. To już trzeci z rzędu. W sumie to drugi gej, ale mój drugi chłopak też wolał chłopców, tyle, że sam chciał być dziewczyną. Teraz ma na imię Samantha i cycki, których po cichu mu, a w sumie to jej, zazdroszczę.
Dante bez ogródek spojrzał na mój biust. – Nie jest aż tak źle.  
– Mogłoby być lepiej.
Chase, a raczej jego wyznanie wciąż siedziało mi w głowie, ale kombinacja muzyki, alkoholu i zaskakująco dobrego towarzystwa pomagała mi się nie przejmować. Powinnam być bardziej załamana, w końcu kolejny raz zostałam na lodzie, kolejny raz rzucił mnie facet. Miałam dziewiętnaście lat i nikt mnie jeszcze nie pocałował!  
Powinni mnie wpisać do księgi rekordów Guinnessa.  
Moja torebka zaczęła wibrować, więc wyciągnęłam telefon i odebrałam zanim dwa razy pomyślałam, co robię. Dzwonił Adam, prawa ręka mojego ojca. Oczywiście już mnie szukali. Wyszłam z domu godzinę temu nikomu nic nie mówiąc i tyle wystarczyło, żeby mój ojciec wszczął alarm. Nienawidziłam tego, że zawsze musiał wiedzieć gdzie jestem i co robię. Zależało mu na kontrolowaniu każdego aspektu mojego życia, żebym przypadkiem nie zrobiła czegoś, co mogłoby przysporzyć mu niepotrzebnych problemów.  
Prawie każdy mój ruch był przez niego starannie zaplanowany i nadzorowany. Wybrał mi studia, wybrał mi hobby i przedstawił mnie wszystkim moim chłopakom.  
A później bezczelnie się śmiał, gdy na jaw wychodziło, że wolą chłopców.
– Melduję, że nie porwali mnie kosmici ani opozycja.
Adam zaśmiał się nerwowo. – Gdzie jesteś?
Rozważałam swoje opcje. Mogłam kłamać, choć nie byłam w tym dobra, albo powiedzieć prawdę i mentalnie przygotować się na starcie z Frankiem. ¬
Spojrzałam na Dantego i czując nagły zastrzyk odwagi odparłam, – W Delcie.
Adam wciągnął głośno powietrze. – Z własnej woli?
– Mówiłam już, że mnie nie porwali.
Zaschło mi w ustach, gdy patrzyłam jak Dante seksownie zaciąga się dymem z papierosa. Obserwował mnie jak jastrząb.
– Frank dostanie szału jak mu o tym powiem.
Odwróciłam wzrok od Dantego i skupiłam się na mieszaniu rurką w drinku. – To mu nie mów. Jesteś cwany, wymyślisz coś ciekawego zamiast prawdy. A teraz wybacz, jestem zajęta.
Rozłączyłam połączenie i wstałam z krzesła rozglądając się wokół za toaletą. Musiałam ochłonąć, a przede wszystkim musiałam przestać gapić się na mojego towarzysza jak na kawałek czekoladowego ciasta.  
W klubie panował o wiele większy tłok niż jeszcze godzinę temu. Kolejka do baru na balkonie ciągnęła się aż do połowy schodów, a parkiet pękał w szwach. Na szczęście w toaletach było puściej i o wiele ciszej. Umyłam ręce w zimnej wodzie i przyłożyłam mokrą dłoń do karku zamykając na chwilę oczy. Policzyłam do dziesięciu i zdecydowałam, że powinnam jednak zadzwonić do Adama i wrócić do domu, zanim Dante narobi jakichś szkód w mojej i tak już poturbowanej psychice.
Wróciłam na górę i dopiłam drinka nawet nie siadając.  
– Uciekasz?
– Nie uciekam. Wychodzę.
– Córcia boi się reprymendy tatusia?  
Prychnęłam cicho. – Oczywiście. Nie widzisz jak trzęsą mi się nogi? Nie przyszło ci do głowy, że twoje towarzystwo nie jest aż tak przyjemne jak ci się wydaje?
Dante złapał mnie za rękę i pociągnął na pusty stołek. – Myślę, że jest przyjemniejsze niż sama chcesz przyznać.
Ściągnęłam usta w cienką linię, założyłam nogę na nogę i stuknęłam pustą szklanką o bar robiąc, co w mojej mocy, żeby nie dać po sobie poznać jak bardzo jego dotyk na mnie działał. – Skoro mam tu zostać, to z okazji moich urodzin masz spełnić jedno moje życzenie.
– Masz dzisiaj urodziny?
Złapałam go za lewą rękę, żeby jeszcze raz poczuć ten wszechogarniający impuls rozchodzący się po moim ciele przy dotyku jego skóry. Włoski stanęły mi dęba na karku i prawie połamałam zęby, trzymając uśmiech na wodzy.  
Odsunęłam rękaw jego kurtki, sprawdzając godzinę na srebrnym zegarku. – Za dziewięćdziesiąt trzy minuty będę dziewiętnastolatką. To co? Jedno życzenie? – Barman wyciągnął z mojej dłoni pustą szklankę i zamienił ją na pełną. – I nie martw się, nic skomplikowanego. To największe trzymam dla kogoś innego. Dla ciebie mam coś łatwego.
– Czy ja ci wyglądam na dżina, gwiazdo?
Przechyliłam głowę na bok, mierząc go z góry do dołu. Skrzętnie ignorowałam pieszczotliwe słówko, jakim mnie potraktował. – Dżina zdecydowanie nie przypominasz, ale masz coś z wróżki.  
Dante roześmiał się, kręcąc głową. – Dobra, niech stracę. Czego sobie życzysz?
– Upij mnie. Miałam kiepski wieczór i czeka mnie ciężki poranek, więc chcę się upić. Może mały kac zniweluje trochę reprymendę, jakiej będę musiała wysłuchać od Franka za to, że tu siedzę.
– Upiję cię, z przyjemnością, ale nie w ramach życzenia. Na pewno jest coś innego, co mogę zrobić. Zawieś poprzeczkę trochę wyżej.
Pokręciłam głową popijając drinka. – Nie nadajesz się do niczego innego z mojej listy życzeń.  
Nie był zachwycony moim komentarzem, ale chyba zdecydował puścić to mimo uszu. Skinął na barmana, powiedział mu kilka słów, których nie dosłyszałam i spojrzał znów na mnie. – W takim razie postaram się, żebyś do końca wieczora nie była w stanie wyjść stąd o własnych siłach.

*****
Ważne!
Rozdziały będą pojawiać się co tydzień w piątek. Jeśli kiedyś nie będę w stanie się z tego wywiązać, to poinformuję was jak najszybciej.
Mam nadzieję, że będzie wam się przyjemnie czytało.

Ness2812

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i kryminalne, użyła 4047 słów i 22814 znaków, zaktualizowała 16 sie 2017. Tagi: #miłość #mafia #romans #wróg #chicago

13 komentarze

 
  • AlexAthame

    Znalazłem Cię. Dzięki osobie, którą kocham. A skoro ja kocham, a ona Cię czyta to... zerknąłem. Pewnie ci nie robi różnicy jeden grafoman co czyta lepiej niż pisze. Jak na razie nieźle. Całkiem nieźle. Odnośnie ,,nieźle" musisz obejrzeć końcówkę pierwszej, lepszej części Dnia niepodległości, to będziesz wiedzieć co to oznacza w moim języku. Dopiero jednej osobie to napisałem.

  • Sensi11

    Siedziałam sobie na zajęciach i nudziło mi się, więc postanowiłam przejrzeć lola. Trafiłam na Ciebie. I bingo! Pierwszy rozdział? Rewelacja.  
    Reszty niestety dziś nie przeczyta bo już późno ale na pewno to nadrobię.  

    Ps. Bardzo ciekawie piszesz. Zaciekawiłaś mnie już od pierwszych zdań. A to nie zdarza się zbyt często. Brawo dziewczyno!  
    :)

  • Ness2812

    @Sensi11  :kiss: Dziękuję! Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało  :)

  • Iks

    Zabieram się za kolejny losowo wybrany cykl i muszę przyznać, że mój apetyt został mocno zaostrzony. Jak na początek jest ciekawie. Do tego, ten fajny sposób narracji, luz i przyjemna dla czytelnika bezczelność Layli. Żałuję, że kolejną cześć muszę zostawić na wieczór. Z drugiej strony czekanie wzmaga przyjemność. Gratuluję.

  • Ness2812

    @Iks Dziękuję pięknie i życzę przyjemnej lektury następnych rozdziałów  ;)

  • Malolata1

    trzy razy tak, brawo! Bohaterka ma cięty język i przez całe opowiadanie wciąż się uśmiechałam :D Trochę mi zabrakło przecinków, ale styl jest bardzo dobry! :D

  • Fanka

    Meeega! Inne! Fantastyczne! ;-) ;-) ;-)

  • Xsara94

    Love   <3 <3 <3 <3 <3

  • zabka815

    Super bardzo mi się podoba  :rotfl:  Bardzo przyjemnie się czyta i czekam z niecierpliwością do piątku  :)

  • Emily99

    Następne cudo  <3  tylko jedna mała uwaga. Gdy Layla go popchnęła był wysokim blondynem, a później brunetem.  ;)

  • Ness2812

    @Emily99 Jeśli chodzi o to zdanie : "Nie byłam w nastroju na tańce, ale bardziej niż to, nie byłam w nastroju na rozmowę z cholernie niebezpiecznym brunetem siedzącym po mojej lewej stronie."
    To to jest nawiązanie do Dantego, a nie do Jake'a :)

  • Emily99

    @Ness2812 Rozumiem  :)  dziękuję, że mi wytłumaczyłaś. Jestem fanką twoich pomysłów  <3  Pozdrawiam

  • Mivia

    Zapowiada sie kolejny hit

  • scania2014

    Woow! Ty to masz talent! <3 Czekam  z niecierpliwością na next! ????

  • Beatka

    i co tydzień ? To bardzo długo ;) ale będę czekać.

  • Ness2812

    @Beatka Poprzednie opowiadania były zamknięte zanim zaczęłam je publikować. Z tym jest inaczej, a dodatkowo zaraz wracam do pracy i czasu na przyjemnościanie będę miała o wiele mniej. Pozdrawiam!

  • Beatka

    @Ness2812  Wiem i w pełni Cie rozumiem, mamy też normalne życie i obowiązki, które są częścią nas. Dlatego będę czekać wytrwale na każdą kolejną część :)

  • Ness2812

    @Beatka Bardzo mnie to cieszy :)

  • Beatka

    Mega :) zapowiada sie kolejne dobre opowiadanie :) brawo  :bravo:

  • ~~

    Genialne ❤❤❤