Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

my HOPE and my JIMIN — rozdział 1.

O dwudziestej, tak jak zapowiedzieli Tae, mieli pojawić się w pobliskiej restauracji, w której podawano naprawdę dobre tteokbokki, za którym Hoseok wręcz przepadał. A Yoongi? Yoongi nic do tteokbokki nie miał, ale nie był też jego fanem. Uważał, że koreańska kuchnia ma o wiele więcej do zaoferowania. Gotowanie nie było jego mocną stroną, ale co nieco o tym wiedział. Nie podważał jednak gustu przyjaciela, bo skoro wspomniana restauracja serwowała tak wspaniałe tteokbokki – jak zachwalał, być może niezbyt obiektywnie, Hoseok – to musiała podawać również wiele innych dobrych dań. Z taką właśnie myślą udawał się na to spotkanie – chciał zjeść coś dobrego i czym prędzej ewakuować się do swojego niewielkiego, dwupokojowego mieszkania. Jakiś czas temu zaczął żałować, że w ogóle zgodził się na to wyjście, lecz teraz już nic nie mógł z tym zrobić. Pozostało mu więc tylko się na nim pojawić.

Właśnie znajdowali się w jego mieszkaniu. Hoseok od dobrych kilku minut przeglądał się w lustrze, co chwilę coś poprawiając, choć zdaniem Yoongiego wszystko było w porządku.

— Możemy iść? Jeśli tak dalej pójdzie, to w końcu się spóźnimy. - westchnął zrezygnowany, stojąc przy drzwiach. — Mimo że to Tae musi tutaj dojechać. — dodał.

— Masz zły humor. — stwierdził Hoseok.

— Nie. — mruknął w odpowiedzi Yoongi, zupełnie ignorując fakt, że z ust przyjaciela nie padło pytanie.

— Nie musimy przecież zostawać tam długo. — drążył dalej Hoseok, gdy wyszli z mieszkania, a Yoongi zamykał za nimi drzwi. — Przyda ci się trochę... kontaktów z innymi ludźmi.

Chłopak uniósł brwi.

— Brzmisz, jakbyś właśnie przekonywał mnie do tego spotkania, a przecież się na nie zgodziłem i właśnie się na nie wybieram — przypomniał.

— Gdybyś tylko widział swoją minę, to też byś się zaczął przekonywać, będąc na moim miejscu — rzucił, wykrzywiając się lekko, co miało przypominać minę Yoongiego, a wspomniany tylko popatrzył na przyjaciela z politowaniem i udał się schodami w dół.  

Hoseok zbiegł zaraz za nim, wciąż się z niego podśmiewając, gdyż nie mógł powstrzymać rozbawienia spowodowanego zachowaniem swojego hyunga.

***

Weszli do restauracji dziesięć minut przed czasem, a mimo to Tae już tam na nich czekał. Zajmował stolik pod oknem i pomachał do kolegów, gdy tylko ich zauważył. Hoseok odmachał mu entuzjastycznie, a Yoongi tylko nieznacznie się uśmiechnął. Właśnie uświadomił sobie, że najbliższe godziny będzie musiał spędzić z tą dwójką – osobnikami, którzy byli tak energiczni, że tej energii starczyłoby Yoongiemu na cały rok. Gdyby tylko odpowiednio wcześnie przypomniał sobie, jak wybuchową mieszankę tworzą koledzy, mógłby uniknąć tej sytuacji.

Yoongi szybko zorientował się, że został nieco w tyle, dlatego ruszył z miejsca i podszedł do stolika, by śladami Hoseoka również przywitać się z Taehyungiem. Chłopak był jeszcze młodszy niż Hoseok, chociaż wyglądał na dojrzalszego od pozostałej dwójki. Gdy Yoongi pierwszy raz miał okazję go spotkać, był tym faktem naprawdę zaskoczony, ale nie dał tego po sobie poznać – a przynajmniej taką miał nadzieję.

— Cześć, Tae — powiedział, gdy znalazł się na tyle blisko, by znajomy go usłyszał.

— Yoongi — powiedział z szerokim uśmiechem. — Cieszę się, że cię widzę.

Chłopak również się uśmiechnął. Gest Tae był na tyle szczery, że nie potrafił go zignorować. Usiadł przy stole, na miejscu najbardziej oddalonym od okna, przez co miał najlepszy widok na całe pomieszczenie. Po jego prawej stronie usiadł Hoseok, a naprzeciwko Tae. Yoongi zdjął kurtkę i rozejrzał się po wnętrzu z zaciekawieniem. Wystrój był dość ciepły i przytulny, ale nie różnił się niczym szczególnym od innych koreańskich restauracji, w których ten miał okazję bywać. Za to zapach, który unosił się w powietrzu, był naprawdę przyjemny, co skutecznie zachęciło go do tego miejsca.

— Co zamawiacie? — zapytał po chwili najmłodszy z grona, przyglądając się wywieszonej przy nich rozpisce.

— Tteokbokki — odparł bez wahania Hoseok, nawet nie przyglądając się innym daniom.

— Może... — przerwał najstarszy, by chwilę się zastanowić. — To, co Hoseok. — zdecydował, gdyż przyjaciel zachęcił go do tego wcześniejszymi opowieściami, a Yoongi postanowił mu w tej kwestii zaufać. Poza tym od dawna nie jadł tteokbokki — może to dobry czas, by bardziej się do niego przekonał.

— Więc ja też wezmę tteokbokki — postanowił Taehyung.

Hoseok, słysząc to, klasnął w dłonie uradowany, a kilka par oczu odwróciło się w ich stronę.

— Hobi — syknął speszony Yoongi, chwytając go za ramię i spuścił wzrok na blat stołu, zawstydzony całą sytuacją.

Tae z rozbawieniem wymalowanym na twarzy wstał, by złożyć zamówienie, a między przyjaciółmi przez moment panowała cisza.

— Yoongi?

— Ja? — zapytał spokojnie, przenosząc wzrok na chłopaka i cierpliwie czekając, aż ten w końcu coś powie.

— Na pewno wszystko w porządku? — twarz Hoseoka przybrała poważny wyraz, gdyż naprawdę się o niego martwił. Szczególnie że od ostatnich wydarzeń nie minęło jeszcze dużo czasu.

— Nie martw się. — uśmiechnął się niemrawo starszy, co ani trochę nie przekonało Hoseoka.

— Rozmawiałeś jeszcze z Seungsook? — zagadnął z wahaniem, ponieważ nie był pewny, czy powinien poruszać ten temat.

Yoongi pokręcił przecząco głową.

***

Następnego dnia chłopak obudził się w zaskakująco dobrym nastroju. Od rana tryskał energią, co było u niego naprawdę rzadko spotykane. Do jego dobrego nastroju przyczyniło się nie tylko słońce, które poraziło jego oczy, gdy tylko odsłonił ciemne zasłony, ale i myśl o zbliżającej się podróży do Busan, gdzie znajdował się jego dom rodzinny. Nie często miał okazję, by odwiedzać to miasto, głównie przez ilość zajęć, mimo że Seul nie znajdował się na tyle daleko, by nie mógł bez problemu tam dotrzeć. Dlatego wizja spędzenia ferii zimowych w rodzinnym gronie była dla niego naprawdę przyjemna. Z tego powodu już od jakiegoś czasu odliczał dni do spotkania z bliskimi, skreślając je w kalendarzu spoczywającym na małym, ciemnym biurku w jego pokoju, i z zadowoleniem odkrył, że do wyczekiwanego wyjazdu został mu już tylko tydzień.  

Jego zachowaniem szczególnie zaskoczony był Hoseok, który nocował u przyjaciela i nie spodziewał się, że ten obudzi się dwie godziny wcześniej niż on sam i przygotuje dla niego śniadanie. Nie po tym, gdy wczorajszego wieczoru Taehyung namówił go na wypicie z nim kilku butelek soju, a Hoseok osobiście musiał pomóc mu w dostaniu się do mieszkania, bo Yoongi, który był wtedy naprawdę pijany, gotów był dać sobie rękę uciąć, że znajduje się ono w zupełnie innym miejscu, niż rzeczywiście się znajdowało – a dokładniej w mijanym przez nich wtedy sklepie. Gdy Hobi opowiedział mu o tym, siedząc w kuchni i zjadając przygotowane przez niego dakjuk, Yoongi poczerwieniał i schował twarz w dłoniach, wywołując tym śmiech młodszego.

— Nie pamiętam zbyt wiele — mruknął niewyraźnie, będąc wciąż zbyt zawstydzony, by spojrzeć w twarz Hoseoka.

— Czemu mnie to nie dziwi? — zaśmiał się, wpychając do ust kolejną łyżkę owsianki, która, musiał przyznać, wyszła Yoongiemu naprawdę smaczna. — Powinieneś mi podziękować, że nie zostawiłem cię na chodniku pod tą restauracją, gdy chciałeś poczekać na tego całego... Jimina? — parsknął kolejny raz.

— Co? — chłopak zmarszczył brwi. — Jakiego Jimina?

— Tego też nie pamiętasz? — posłał mu pytające spojrzenie. — Gdy do niego zagadałeś byłeś jeszcze całkiem trzeźwy. A przynajmniej tak mi się wydawało.

— Nie. — westchnął i ponownie ukrył twarz, tym razem w ramionach, które swobodnie wyciągnął na blacie. Było mu naprawdę głupio i, mimo że jeszcze nie wiedział, co takiego zrobił, był przygotowany na wszystko, co mógł właśnie usłyszeć. Dobrze wiedział, jak zachowywał się, gdy wypił nieco więcej, niż powinien. Dziwił się, że dał się na to namówić Taehyungowi.

— W pewnym momencie dostrzegłeś tam jakiegoś rożowowłosego chłopaka i postanowiłeś, że z nim porozmawiasz. — zaczął opowiadać Hoseok, a Yoongi uniósł na niego zaskoczony wzrok. Mimo to wciąż nie podniósł głowy, bo z każdym słowem jego policzki mocniej i mocniej płonęły wstydem. — Byłem naprawdę zaskoczony, bo myślałem, że byłeś jeszcze trzeźwy, ale skoro tego nie pamiętasz... to wszystko wyjaśnia, bo nie zrobiłbyś czegoś takiego sam z siebie. — dodał, gdyż dobrze znał swojego przyjaciela i wiedział, jak bardzo Yoongi był nieśmiały w stosunku do nieznajomych. — Wydawało mi się nawet, że wymieniłeś z nim numer telefonu.

Po tych słowach Yoongi sięgnął do kieszeni i wydał z siebie jęk zażenowania, gdy po sprawdzeniu okazało się, że naprawdę zapisał w telefonie numer niejakiego Jimina, którego nawet dobrze nie pamiętał. Dlaczego tak bardzo pragnął go poznać? Dlaczego ten różowowłosy osobnik zwrócił na siebie jego uwagę? Od początku wiedział, że to wyjście nie było dobrym pomysłem i planował wymazać wszystkie wspomnienia o nim, które rozmazane zaczęły powolnie napływać do jego głowy.

aile

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i inne, użyła 1581 słów i 9584 znaków, zaktualizowała 18 sty o 12:14. Tagi: #yoonmin #minyoongi #parkjimin #bts #fanfiction #miłość

Dodaj komentarz